Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

Thursday, November 29, 2007

zmierzając ku książce

Neil napisał w czwartek 29 listopada 2007 o 8:13

Właśnie piszę "The Graveyard Book". A przynajmniej próbuje wrócić do miejsca, gdzie ona się znajduje. Wczoraj umieściłem poprawki w kolorach i liternictwie trzeciego tomu "Absolute Sandman" - nareszcie Dalamatyńczycy będą poprawnie przeliterowani! - a dzisiaj muszę napisać wprowadzenie do jednego ze scenariuszy (do Sandmana nr 50 - jedynego Niepełnego Scenariusza spośród wszystkich 75 zeszytów) jak również posłowie do całego tomu. (W przyszłym roku DC wyda tom 3 i 4 "Absolute Sandman") Również dzisiaj będę pisał przedmowę do zbioru esejów nieżyjącego już profesora Franka McConnella, które napisał wstęp do "Pań Łaskawych" i był niezwykłym, wspaniałym człowiekiem.

Witam! Jestem pewien, że pan Gaiman osobiście tego nie czyta, a widząc, że podobne pytanie znajduje się w dziale FAQ, może nawet nie chcieć.

Mój przyjaciel i ja planujemy napisac opowiadanie lub/i scenariusz na podstawie głównych elementów fabuły "Sandmana VI". Nie jesteśmy pewni czy musimy szukać luk prawnych i pomyśleliśmy, że zanim napiszemy maila do DC pan może być bardziej pomocny.
Dziękuję bardzo,

Michael Garrity

Michaelu, to wielki i pełen informacji blog. Szybkie przeszukanie strony pokaże, że po raz pierwszy odpowiedziałem na to pytanie w październiku 2002, ponad pięć lat temu. A ponieważ jest to często zadawane pytanie, odpowiedź znalazła się nawet w dziale FAQ. (Na początku piszesz, że ją czytałeś). Obawiam się, że odpowiedź nadal brzmi tak samo. Jeśli chcesz zrobić cokolwiek z Sandmanem musisz zapytać o zgodę DC Comics lub Warner Brothers i prawie na pewno odpowiedzą odmownie.

Pytanie o nagość...

Prawie każda recenzja "Beowulfa" skupia się na nagości bohatera podczas walki z Grendelem: wiele uznaje to za niezamierzenie zabawne, jedna czy dwie spekulują, że było to *celowo* zabawne, ale i tak mnóstwo ludzi zwraca na to baczną uwagę. (Tak przy okazji- podoba mi się jak książkowa wersja Caitlin tłumaczy, że Grendel nie ma organów płciowych, więc -dosłownie- nie ma tam nic do oglądania.) Wydaje się, że watro zapytać na ile kwestia nagości Beowulfa była decyzja Twoją i Avary'ego, a na ile Zemeckisa? Zastanawiam się, czy odbyła sie pogawędka w stylu "w oryginalnym poemacie jest nagi, więc co zrobimy z tym w filmie, gdzie nagi mężczyzna oznacza automatycznie "R" [poniżej 17 lat wstęp tylko z dorosłym opiekunem]?

(Jak powiedział mój przyjaciel, który obejrzał i polubił "Beowulfa" - "obiecali mi goliznę! Angelina jest naga, ale ukryta! Beowulf jest nagi, ale ON jest ukryty!")

Chris Walsh

P.S. zmieniając temat - dzięki, żewspomniałeś o Projekcie Erin w ubiegłym miesiącu.

Tego typu sprawy - jak nakręcić walkę nago, albo też walke w ubraniach - należą w całości do reżysera. (myslę, że w takim filmie jak "Beowulf", gdzie decyduje się o każdym pikselu, możecie zakładać, że wszystko jest decyzja reżysera.)

Jeśli jesteście ciekawi co początkowo napisaliśmy z Rogerem w maju 1997 (co nazywam "wersją Dżabbersmoka") i jak wyglądał ostateczny scenariusz filmowy (czyli końcowy szkic Neila-i-Rogera z poprawkami Roberta Zemeckisa) z potężnym i zadziwiająco szczerym wstępem Rogera na temat jak się to wszystko zaczęło, jak potem wróciło do życia i dlaczego w końcu Roger zamiast nakręcić film samemu sprzedał go firmie Steve'a Binga żeby mógł go wyreżyserować Bob Zemeckis - możecie zajrzeć do scenariusza w wersji książkowej:
http://www.harpercollins.com/books/9780061350160/Beowulf/index.aspx

Drogi Neilu,

Czytam Twoją stronę codziennie i NADAL nie jestem słynnym pisarzem, co takiego robię źle?

-mE.

Zgaduję, że albo nie piszesz wystarczająco dużo, albo nie kończysz rzeczy, albo ich nie wydajesz albo, jeśli robisz wszystko powyższe, martwisz sie nie tym co trzeba. Tak czy inaczej, sławność jest przydatna pisarzowi równie bardzo co dobrze zaopatrzony plecak podróżny primabalerinie. Poważnie.

Dobra. Do pracy.

Jerozolima

Neil napisał we wtorek 27 listopada 2007 o 23:10

W Popołudniowych Czytankach BBC 4: http://www.bbc.co.uk/radio4/arts/afternoon_reading.shtml -- będzie seria opowiadań zainspirowanych twórczością Williama Blake'a. Napisałem do niej opowiadanie o mieście, syndromie i pieśni pod tytułem "Jerozolima", które zostanie wyemitowane w najbliższy czwartek i będziecie go mogli słuchać jeszcze przez tydzień. Prawdę mówiąc nie sądzę, żeby było dobre. Jakoś wykoleiło się w pół drogi i już nie wróciło na poprzedni tor. Może chciało zostać czyms dłuższym, może to początek czegoś innego, a może to jeden z tych przypadków, kiedy ciasto nie wyrosło. Nie jestem pewien, ale za to z pewnością będę chciał znów odwiedzić tych ludzi. Miały tam być jeszcze duchy, ale nie dotarły i nie sądzę, żeby blake'owskie oświecenie do którego dążyłem naprawdę zaświeciło. Ale mimo tego Sandy Morton czyta je wspaniale.

Tuesday, November 27, 2007

żebyście wiedzieli

Neil napisał w poniedziałek 26 listopada 2007 o 20:57

Chcieliście wiedzieć jaka była najlepsza część mojej podróży na Filipiny?

To było to:

http://diveabout.multiply.com/journal/item/13/The_Proposal_co_Neil_Gaiman

[Edytuję, żeby dodać wersję wydarzeń Maui http://volcanogirl28.livejournal.com/142806.html ]

Monday, November 26, 2007

Podróże Gallivanta

Neil napisał w niedzielę 25 listopada 2007


Było fajnie

(Podam tu trochę ukróconą wersję, ponieważ znajduję się w barku w Naricie i nie pozostało mi wiele czasu do wejścia na pokład samolotu...)

Przywieziono mnie na Ad Congress -- wygłosiłem mowę o wyobraźni i dlaczego uważam ją za rzecz pozytywną, a potem, w sobotni poranek, przeczytałem pełen rozdział pierwszy z Księgi Cmentarnej, udzieliłem wywiadu i rozdawałem autografy około 200 osobom (miało być tylko dla pierwszych 100 w kolejce -- kilkoro z których ustawiło się w kolejce już o północy -- ale podpisywałem jeszcze dodatkowo przez 45 min). Potem do Manili -- po drodze czytałem finalistów nagród Philippine Graphic/Fiction Awards i jestem pod wrażeniem jakości tych prozatorskich historii. Fully Booked organizuje ten konkurs, zatem w sobotni poranek znalazłem się w Fully Booked gdzie leżały przede mną paczki egzemplarzy Expeditions gotowe do podpisania. Były to dwie kolekcje wygranych i nominowanych do pierwszej Nagrody w zeszłym roku. Potem było dużo wywiadów i ogromna konferencja prasowa. A potem wieczorem miałem okazję przeżyć coś dziwnego - zostałem asystentem magika (miejscowego iluzjonisty Erica Mana) i wręczałem nagrody przed wielkim tłumem (i pomimo deszczu) i zapowiadałem co dodamy do rozdania nagród w przyszłym roku (kategoria "filmy krótkometrażowe") a w pewnym momencie wciągnąłem Mike'a na scenę (kiedy rzucono pytanie o tym, że piszę dla dzieci i mam dzieci) i tak jakby obiecałem, że przyjadę na trzecią edycję nagród i że będę podpisywał książki, jeżeli przyjadę...

(bardzo podobała mi się cała wycieczka i była o wiele fajniejsza dzięki temu, że pojechałem z synem.)

Potem kolacja z laureatami i sędziami z tego roku i zeszłego.

Spowrotem do hotelu, potem pobudka o 5 rano, żeby wyjechać z Manili. A teraz jestem tutaj.

Częstotliwość wrzucania postów może się zmniejszyć od dziś do świąt. Mam do dokończenia książkę i skończyłem już z włóczeniem się po świecie, mam nadzieję...

Sunday, November 25, 2007

Wyjeżdżając z Manili

Przepraszam, że nie pisałem-- pobyt na Filipinach był zwariowany. Wciąż żyję, wszystko dobrze, a notkę dłuższą od tej postaram się napisać jutro w samolocie...

Wednesday, November 21, 2007

Podziękowania z przyszłości

Radosnego Święta Dziękczynienia- dziwnie jest pisać to w piątek po Święcie Dziękczynienia, ale tu na Filipinach jest inny czas, jest tu już przyszłość i prawdopodobnie mają latające samochody i osobiste walizki z bronią.

No więc zobaczmy...

Po pierwsze, wczoraj rano wygłosiłem przemowę do około 3 500 osób, którym wydawała się podobać ("Niczego nie przygotowałem", powiedziałem na początku. "A więc niec nie może pójść nie tak". A potem gadałem, miejmy nadzieję z sensem. Później po południu inny mówca zorientował się, że na płycie CD, którą kupił, ma złą prezentację Power Pointa, więc nie wygłosił przemowy, za to poleciał z powrotem do Anglii. Hah. Nieprzygotowywanie się znów wygrywa.) Później udzieliłem prasie mnóstwa wywiadów. Następnie obiad, potem pospisałem 1000 egzemplarzy scenariusza Beowulfa, które mają być rozdane w sobotę rano. Podczas podpisywania przemęczenie zaczęło dawać o sobie znaki. Później kolacja. Zaczynałem zasypiać między zdaniami, więc uciekłem do łóżka.

Mike dobrze się bawi, jak sądzę. Bardzo się cieszę, że go tu mam.

Niecierpliwie czekam na wydarzenie dwudziestego piątego--
http://www.fullybookedonline.com/eventdtl.php?id=60 -- a ponieważ nie zamierzam organizować podpisywania, zamierzam na wyrost podpisać egzemplarze książki EXPEDITIONS ze zdobywcami nagród w poprzedniego konkursu.

...

(Parę osób napisało, by powiedzieć, że nie sądzą, by dokumenty PDF były obecnie obsługiwane przez Kindle. Na wersji, której używałem, działały, chociaż niezbyt dobrze-- to była jedna z rzeczy, o których im powiedziałem, z których wiele naprawili-- tak więc mogli wstrzymać tę funkcję do momentu, kiedy pozbędą się wszystkich błędów.)

Tuesday, November 20, 2007

Ja w Manili

Zobaczmy... Jestem na Filipinach. Wczoraj dużo podróżowałem, a linia zmiany daty wykasowała mój wtorek. Właśnie się obudziłem, a Mike śpi za ścianą. Dotsarł tu parę godzin po mnie, około 5:00 rano (innym samolotem), więc pozwalam mu spać.

E-mail od Penna Jillette (temat: Ty dziwko), z którego dowiedziałem się, że Amazon wypuścił na rynek Kindle (jeśli ktoś nie wie, cóż to takiego, niech kliknie tutaj przyp. Varali) który był, jak niektórzy zgadli, tym tajemniczym urządzeniem, którym bawiłem się jakiś czas temu.

Tak, byłem szczery (i to za darmo) w moim entuzjaźmie. Parę miesięcy temu kazali mi odesłać egzemplarz, który testowałem i wciąż mi go brakuje (szczególnie późną nocą w samolotach, kiedy muszę zacisnąć zęby i zabrać tylko to, co mogę łatwo unieść- tak więc przeczytałem z przyjemnością dwie ostatnie książki Russela Hobana, a potem pisałem, ale brakowało mi możliwości wyboru z paru tuzinów książek).

Myślę, że cena $400 jest trochę wygórowana. To w końcu system dostarczania. Co ciekawe, niespecjalnie stawiają nacisk na funkcje, które mnie do niego przekonały (na przykład jak łatwo jest umieścić na nim to, co sami chcemy, od dokumentów i plików Acrobat Reader po ściągnięte powieści Dr Who). Ale kiedy byłem na Węgrzech, Maddy czytała na nim kupę książek, kiedy siedziała w studiu filmowym, a ja obserowałem, jak urządzenie przyciąga każdego, kto przechodzi obok, natomiast Maddy traktowała je jak bibliotekę albo półkę z książkami (więc kiedy skończyła książki Meg Cabbot, które ściągnąłem kiedy wyjeżdżaliśmy, przeczytała "Komórkę" Stephena Kinga, parę dzieł P.G. Wodehouse'a i "Drakulę", tylko dlatego że tam były).
Podejrzewam, że wyładnieje z czasem, tak jak iPod.

Cześć Neil, widzę, że na stronie Kindle księgarni Amazon wyrażasz pozytywną opinię na temat tej technologii. Pojawia się jednak krytycyzm (w sprawie DRM): http://diveintomark.org/archives/2007/11/19/the-future-of-reading i http://daringfireball.net/2007/11/dum . Jakie jest Twoje stanowisko? Pomijając DRM, wydaje mi się, że urządzenie jest zbyt drogie. Konkurują z tradycją- a żeby to robić, muszą zaoferować naprawdę atrakcyjny produkt. (przyrównuję książki elektroniczne do butelek na wino z nakrętkami vs. z korkami) Ludzie lubią dotyk papieru, kiedy czytają, a drogie, firmowe urządzenie nie jest rozwiązaniem, czyż nie? Już lepiej sprzedawać je za bezcen, jeśli zamierzają pobierać opłaty za książki, albo zawrzeć roczną subskrypcję w ramach ceny i wprowadzić małe opłaty za książki lub w ogóle je wyeliminować. Podoba mi się też pomysł Johna Grubera, by dodawać książkę cyfrową Kindle do każdego drukowanego egzemplarza kupionego na Amazon. Przy obecnej strukturze cen (i problemu z DRM) obawiam się, że urządzenie jest skazane na klapę. Nie ma żadnego silnego powodu (przynajmniej ja takiego nie widzę), by posiadać Kindle. Wolałbym po prostu kupić prawdziwą książkę.

Jak dla mnie bliżej mu do płyt CD i uPodów. Kiedy jestem w domu, mój iPod zwykle siedzi, na pół zapomniany, w kieszeni lub torbie. Łatwiej jest chwycić płytę CD i puścić ją. Poza tym lubię oglądać pudełko, jakość dźwięku jest (lub wydaje sie być) lepsza, a samo doświadczanie muzyki jest inne i prawdopodobnie bliższe temu, czego pragnął artysta. Dla mnie iPod nadaje się na drogę i wtedy nie mógłbym bez niego przetrwać.

Nie rozumiem, dlaczego DRM stanowi problem- nic nie powstrzymuje cię przed czytaniem książek z cudzego Kindle lub wrzucania na niego rzeczy nieobjętych prawami autorskimi. Nie sądzę, by ktokolwiek miał większe prawo do kopiowania i rozprowadzania e-booków niż do, powiedzmy, kserowania i rozprowadzania moich ksiażek lub do drukowania własnych egzemplarzy i sprzedawania ich czy rozdawania. Jestem cały za darmowym rozdawaniem materiałów przez autorów jeśli tego chcą, ale przynajmniej obecnie pisarzom wolno zadecydować, w jaki sposób chcą rozpowszechniać swoje książki na rynku (Cory Doctorow nie wypuszcza pojedynczych zeszytów adaptacji komiksowych, które obecnie tworzy w ramach Creative Commons, ponieważ wydawaca bał się, że unieszczęśliwi to kupców detalicznych, wypuści natomiast zbiór noweli graficznych jako Creative Commons. I słusznie.)

...

Drogi panie Gaiman, należę do internetowej grupy dyskusyjnej zajmującej się wybieraniem imion dla dzieci, która raczej nie jest związana z tematem, tylko że ktoś ostatnio podał Twoje drugie imię. Kindred? Następnie pojawiło się wiele postów, w których ludzi mówili, czy myślą, że jest głupie itd, ale byłam ciekawa czy (1) Twoje drugie imię to NAPRAWDĘ Kindred i (2) skąd się to wzięło?

1) Obawiam się, że nie
2) Myślę, że wzięło się to stąd, że ci ludzie myśleli o drugim imieniu Philipa K Dick'a

Niedawno widziałem "Beowulfa 3-D", który, chociaż pracowałem nad grafiką 3-D, wciąż przerasta moje wyobrażenie jako gigantyczne przedsięwzięcie, które film reprezentuje. Mimo to mam problem z samą opowieścią, więc jako oddany fan wpadłem na myśl "Może po prostu wyślę e-maila do Neila".

Tak więc oglądając film tylko jeden raz, niejasne było dla mnie co mieliśmy z niego wynieść. Przez co mam na myśli: "Beowulf-Heros", ostatni z wielkich bohaterów, kończy jako osoba słaba i omylna jak każdy człowiek z natury. "Demoniczna-Matka-Grendela", ostatnie bóstwo pogańskie, jest na końcu odrzucona i uśmiercona. Obrońcą wiary chrześcijańskiej, która stanowi alternatywę do wierzeń pogańskich, jest tchórzliwy morderca, którego wiara nie chroni go przed mocą pogańskiego smoka.

A więc czy wnioskim ma być "wszyscy ludzie są słabi z natury i skazani na omylność". Pogańskie bóstwa odeszły (co jest dobre) podczas gdy wiara chrześcijańska nikomu nie daje ochrony przeciwko nim. Tak więc ostatecznie zostajemy bez herosów, bez demonów, bez bogów pogańskich, a do wyboru zostaje nam tylko wybór między bezsilną wiarą taką jak chrześcijaństwo a wrodzoną omylną naturą rodzaju ludzkiego. To wydaje się różnić od Twoich pozostałych dzieł, które zawsze zdają si oferować pewien rodzaj pojęcia alternatywnego, czegoś "metafizycznego/nadprzyrodzonego" poza naszym powszechnym zrozumieniem.

To mniej więcej wszystko. Przy okazji z góry dzięki za poświęcenie czasu na przeczytanie tego i czekam z niecierpliwością na odpowiedź (nawet jeśli ma być nią "to tylko cholerny film, a nie system wierzeń").

Dzięki

Bryce Southard


Myślę, że jedną z najbardziej interesujących rzeczy dotyczących tworzenia sztuki jest to, że kiedy już jest udostępniona, ludzi mogą swobodnie zadecydować co myślą o tym, co zrobiłeś, a to oznacza, że twoje spojrzenie na akcję jest tak samo znaczące jak moje (szczególnie ponieważ wciąż mam w głowie wszystkie inne szkice i wycięte sceny). Ale nie, nie takie było moje stanowisko wobec ludzi, tych wydarzeń, a nawet wobec religii tamtych czasów.

Spośród recenzji, które do tej pory dostałem, podejrzewam że Henry Gee na NETURE http://network.nature.com/blogs/user/henrygee/2007/11/19/bigging-up-beowulf oraz Roz Kaveney na Strange Horizons http://www.strangehorizons.com/reviews/2007/11/beowulf-comments.shtml byliby bliżsi opisaniu tego, co Roger i ja próbowliśmy zrobić ze scenariuszem, chociaż nie sądzę, żeby któryś z nas mógł mówić o tym, co miał na myśli Bob Zemeckis.

...
Hej Neil, widziałem w niedzielę "Beowulfa" i zauważyłem parę rzeczy. 1) Napisałeś słowa do "Pijańskiej pieśni Olafa", która mi się seryjnie podobała. 2) Nawet Lorraine wspomniana jest w napisach końcowych i 3) Matka Grendela w formie potwora widoczna jest w odbiciu wody i jeden raz (cała) na suficie podwodnej jaskini chowająca się wśród złotych skarbów upchanych tam razem z nią. Mam rację? Czy tylko widzę rzeczy, któych tak naprawdę nie ma? Dzięki, Ken.

Masz zupełną rację.

Monday, November 19, 2007

A teraz odlatuję

Neil napisał w poniedziałek 19 listopada 2007


Cześć Neil, Czy wiesz, że Beowulf dostał szczególnie nienawistną recenzję od kogoś ze strony CAP movie ministry, (http://www.capalert.com/capreports/beowulf.htm) i został podsumowany jako "prawdopodobnie najohydniejszy film winny kradzieży dzieciństwa wszystkim dzieciom jaki kiedykolwiek zrobiono". Niestety nie otrzymałeś kompletnego zera w wynikach (za mało bezczelności/nienawiści - proszę postaraj się następnym razem), ale to oznacza, że wciąż Beowulf jest gorszy od Urodzonych Morderców, Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną, et al.Chris Reynolds

O proszę. To prawdopodobnie pierwszy animowany film skierowany do dorosłych widzów puszczany w kinach w Stanach od bardzo długiego czasu, a pomysł, że nie jest tak naprawdę skierowany do dzieci jest czasem ciężka do pojącia przez niektórych ludzi. Co ciekawe w obu chrześcijańskich recenzjach które dotąd czytałem -- w Christianity Today i
Catholic News Service -- opinie o filmie są pozytywne i bardzo wyważone.

(to jedna z tych miło zaskakujących rzeczy, które wypluwa cuśnik Google News, jak artykuły z lokalnych gazet gdzie nauczyciele Angielskiego i profesorowie tłumaczą jak to Beowulf jest bardziej wierny oryginałowi niż się spodziewali.)

Drogi Panie Gaimanie; Po pierwsze chciałem powiedzieć, że właśnie obejrzałem "Beowulfa" i uważam, że to naprawdę świetny film. Czytałem ten poemat bardzo dawno temu, a pana wersja była jedną z najbardziej interesujących interpretacji oryginału. Pomijając to przeczytałem o całym długim procesie ruszenia tego filmu z miejsca. Jak to zwykle dzieje sie w Hollywood trzeba było scenariusz przepisać. Jestem pewien, że wiesz o tym, że ostatnie spotkanie ze Smokiem zostało na nowo napisane. To mnie nie zaskoczyło, ponieważ ta ostatnia konfrontacja nie wydawała mi się w Twoim stylu. Jak wyglądała Twoja wersja?
Robert M. Sharples


O, to łatwe. Jest książka, która zawiera nasz oryginalny scenariusz z 1997 roku, dwa długie eseje napisane przez Rogera skierowane głównie do studentów filmu o rzeczywistości Hollywood (jeden o tym, dlaczego w ogóle w to wszedł a potem jak ja się przyłączyłem i jak napisaliśmy razem scenariusz, a jeden o tym, jak przekonano go, żeby go sprzedał Bobowi Zemeckisowi), kilka planszy z oryginalnej wersji Rogera, scenariusz właściwy, który napisaliśmy z Bobem Zemeckisem na podstawie którego zaczęto kręcić film w 2005 roku (który oczywiście różni się od tego, który rzeczywiście w końcu nakręcili) i posłowie napisane przeze mnie o tym czym jest, a czym nie jest scenariusz filmowy.

Możesz więc przeczytać oryginalny scenariusz a nawet i scenariusz właściwy a potem w głowie stworzyć własny film i zobaczyć, jak zmienił się zanim znalazł się na ekranie. (znalazłem recenzję książki na http://www.post-gazette.com/pg/07320/834312-44.stm -- z jakiegoś powodu ani na stronie Amazon ani na Harper Collins nie ma przejrzystego opisu tego, czym jest ta książka.)

...

Dobra. Dużo ludzi z Filipin pyta jak długo tam będę (do niedzieli) i co będę robił. Wpisałem w google i znalazłemhttp://heartofadream.wordpress.com/ blog na którym są wszystkie informacje.

Samochód, który zawiezie mnie na lotnisko jest przed domem, a ja jeszcze nie jestem ubrany, dlatego już wychodzę, trochę żałując, że nie napisałem dużego posta o strajku pisarzy. Ani nie wstawiłem linka do bloga strajku pisarzy na Davi Letterman show http://www.lateshowwritersonstrike.com/ albo do blogowni Kujona z TIME'a Matta Selmana http://www.time-blog.com/nerd_world/2007/11/.

Labels: , ,

Widoczek z Bissette'a

Neil napisał w niedzielę 19 listopada 2007


Na blogu Steve'a Bissette'a http://srbissette.blogspot.com/2007/11/brief-before-bedtime.html
i
http://srbissette.blogspot.com/2007/11/visit-with-neil-part-iii-much-to-tell.html
znajdziecie ostatnie trzy dni widziane oczami Steve, włączając w to konferencję Fantasy Matters na której przemawiałem. (było fajnie -- spędziłem trochę czasu z Jackiem Zipesem i poznałem kilku autorów, między innymi Pata Rothfussa i Nnedi Okorafor-Mbachu.)

Świetnie było gościć tu Bissetta i Hanka. Nie wiem tylko czy miałem choć trochę rozumu...

W ostatni piątek pisałeś o tym, że Steve Bissette i Hank Wagner rozmawiają z tobą na potrzeby nieautoryzowanej książki i powiedziałeś też, że "Cieszy mnie, że mogę im pomóc, chociaż jeszcze bardziej cieszę się, że to jest nieautoryzowana biografia --" jeżeli im pomagasz, czy nie znaczy to, że dajesz swoją autoryzację? Czy nie dość dobrze zrozumiałam termin "nieautoryzowana biografia" przez te wszystkie lata? Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy.
Siri


Podejrzewam, że jeśli byłaby autoryzowana musiałbym ją przeczytać, podpisać i zatwierdzić wszystkie opinie i wnioski i takie tam. Jest tak, że cieszę się razem z nimi, że piszą swoją książkę i ponieważ lubię Chrisa Goldena i Hanka Wagnera (a także Steve'a Bissette'a, ale on dołączył się dopiero niedawno) chciałem dać do niej wywiad, ale nie ma ona nic wspólnego ze mną, dlatego nie muszę myśleć o tym, czy krępują mnie ludzie, którzy o mnie piszą, czy nie (prawde mówiąc nie krępują mnie, ale to tylko moje zdanie).

...

A za jakieś 18 godzin wylatuję na Filipiny.

Saturday, November 17, 2007

Po tylu latach wciąż bez mózgu

Neil napisał w piątek 16 listopada 2007


Steve Bissette i Hank Wagner są tutaj żeby rozmawiać ze mną na potrzeby nieautoryzowanej książki którą piszą Hank i Chris Golden (Steve pisze kilka z rozdziałów o filmie i jest tutaj ponieważ Chris nie może. Miło widzieć tu znowu Steve'a i niesamowite wiedzieć, że znamy sie już 22 lata.) Cieszę się, że mogę pomóc, ale cieszę się też, że to nieautoryzowana biografia -- one i rzeczy im podobne są jak nagroda za całokształt twórczości i mnie krępują. Po całym tym podróżowaniu i wydarzeniach jeszcze nie mam nic, co przypominałoby mózg, dlatego w wywiadach jest bardzo dużo moich "Ummmmm". Steve i Hank są bardzo cierpliwi.

Zawsze kiedy jestem on-line bezwiednie sprawdzam ocenę Beowulfa na http://www.rottentomatoes.com/m/beowulf/. (73% świerzości podczas gdy to piszę)
Moja ulubiona recenzja na dzisiaj -- ponieważ czuję, że to recenzja tego co napisaliśmy -napisał ją Ty Burr z Boston Globe.

Spodziewam się, że przestanę to sprawdzać za kilka dni.

Właśnie odebrałem Maddy i jej przyjaciół z kina gdzie oglądali Beowulfa. Maddz uważa go za równie straszny jak za pierwszym razem, i nie jestem przekonany, że film ten jest skierowany do trzynastoletnich dziewczynek. "A jak im się podobało? zapytałem Maddy.
"Myślą, że jesteś dziwny" odparła.
"Oh, przepraszam."
"Ale nie martw się. Wytłumaczyłam im, że napisałeś scenariusz z Rogerem Avarym, a te wszystkie kawałki, które im się podobały napisał Roger."

Wierzę, że kiedy panna Gala Avary dorośnie, obierze tę samą taktykę.

Dwa nowe artystyczne blogi -- Mii Wolff tutaj: http://wolffbrain.blogspot.com/ i Jill thompson tutaj http://jillthompson.blogspot.com/ (zjedźcie na dół aż znajdziecie stronę z Magic Trixie).

Adaptacja Chłopaków Anansiego zrobione przez BBC World Service będzie emitowany o 20.00 czasu Greenwich (http://www.bbc.co.uk/worldservice/schedules/internet/wsradio_sat.shtml) a potem prze tydzień powinien być na http://www.bbc.co.uk/worldservice/programmes/world_drama.shtml

Nadrabianie

Neil napisał w piątek 16 listopada 2007


Nie jestem pewien w jaki sposób przeoczyłem Przywilej Miecza. Jest to sequel do Ostrza miecza, która jest jedną z moich ulubionych powieści Ellen Kushner, a tym samym jedną z moich ulubionych książek. (Ellen Kushner byłaby moją przewrotnym bliźniakiem gdyby nie była dziewczyną, nie jesteśmy spokrewnieni i podejrzewam, że jeśli któreś z nas jest przewrotne, byłbym to ja.) Gdy byłem w zeszłym tygodniu w Los Angeles Harlan Ellison przyniósł mi kupę książek i powiedział "Weź coś do czytania w samolocie", a kiedy zobaczyłem powieść Ellen Kushner, której nie czytałem chwyciłem ją z entuizjazmem. W drodze do Anglii przeczytałem pierwszą połowę, drugą przed chwilą, wracając. Jest bardzo dobra -- niepokojąco przenosi się od trzeciej osoby do pierwszej i spowrotem, jakby była to powieść dla zglębiających w kółko jeden temat, lecz inteligentnych, ale z zatrzęsieniem gorącego seksu. Wszystko dzieje się tak, jak powinno. Katherine jest piętnastoletnią wiejską dziewczyną z dobrego domu, której szalony wujek, Duke, zamierza zrobić z niej szermierza. I udaje my się... książka jest elegancka, zabawna i zachwycająca.

Dobrze. Raport z ostatnich kilku dni. W porządku.

Miałem improwizowane i cudowne przyjęcie urodzinowe w hotelu zorganizowane ("Tato ja tego nie zorganizowałam, obsługa hotelu się wszystkim zajęła, cały czas ci powtarzam") przez moją córkę Holly. Zjawił się cudowny wachlarz przyjaciół, wszyscy bez zapowiedzi -- wliczając kilku, jak Geoffa Rymana i Johna i Lilianę Bolton których nie widziałem od lat. Szampan został wychlapany. (Chlapanie jest jak picie, tylko wylewa się coraz więcej zbliżając się do końca kieliszka). Mitch Benn pojawił się o w pół do pierwszej (kiedy to już nie było moje urodziny, ale jego córki, Grety) i zaśpiewał "Be My Doctor Who Girls" przygrywając sobie na gitarze dopóki obsługa nie kazała mu przestać.

Jedenastego była premiera Beowulfa. Była gigantyczna -- wydarzenie które rozniosło jego ekwiwalent w Los Angeles. Płomienie buchały z boku budynku, był wysoki na trzydzieści stóp telebim z wikingami i bębnami przed nim, tysiące ludzi a całe wydarzenie było niewyobrażalnie wielkie. Starałem się rozdać jak najwięcej autografów i zostałem odciągnięty, żeby dawać wywiady, ale przeszedłem razem z Holly po czerwonym dywanie. Wiedziałem, że w końcu mi się udało, kiedy zobaczyłem że na zdjęciach publikowanych on-line podpisano mnie jako "niezidentyfikowanego członka obsady".

[Edycja; zostałem podpisany jako Crispin Glover.]

Co jakiś czas dostaję trochę dziwne listy, w których krzyczy się na mnie za SPRZEDAWANIE SIę MAMONIE i DLACZEGO NIE PISZESZ JUż KSIążEK TY HOLLYWOODZKI SPRZEDAWCZYKU, takie rzeczy i zastanawiam się dlaczego nie dostawałem listów w 1997 kiedy razem z Rogerem pisaliśmy Beowulfa (albo przynajmniej w marcu 2005 kiedy robiliśmy poprawki) i uważam je za równie dziwne, kiedy pytano mnie, dlaczego nie piszę już komiksów ("Ale przecież je piszę" mówię im. "Przez ostatnie pięć lat napisałem więcej komiksów niż czegokolwiek innego.") To dziwaczne kiedy mówią ci, że sprzedałeś się Hollywood za pracę, którą zrobiłeś lata temu. Chociaż poczułem się szczególnie Hollywoodzko na londyńskiej premierze ubrany w moją olśniewającą marynarkę i maszerując z Rogerem, Robem Zemeckisem i gwiazdami z kina do kina podczas gdy Ray Winstone dziękował wszystkim za przybycie, a potem wesoło dodawał "i NAPRAWDĘ zabiję waszego potwora."

(Z ulgą zobaczyłem, że Beowulf dostał właśnie certyfikat Rotten Tomatoes. Niektórym się naprawdę podoba, niektórym nie, ale ci pierwsi przeważają nad tymi drugimi.)

Potem wstałem wcześnie 12, leciałem przez kilka godzin, miałem spotkanie biznesowe, potem pojechałem w mniej lub bardziej bezsieciową dzicz na dzień, miałem dzień wolnego, głównie spałem, potem obudziłem się o 14:30 i powróciłem do cywilizacji.

Często narzekam na telefony komórkowe, ale wszystko co może ci pomóc, jeśli łapiesz gumę o szóstej rano na górskiej drodze jest dla mnie w porządku. Jakimś cudem nawet nie spóźniłem się na samolot powrotny do Londynu albo samolot do stanów.

Teraz jestem w domu po 26 godzinach podróży. Pracowite trzy dni, potem lecę na Filipiny z Mikiem, potem kończę Księgę Cmentarną...

Friday, November 16, 2007

Zoom


Wciąż żyję. Dużo zaległości do nadrobienia-- ale teraz muszę wsiąść do samolotu, więc jak na razie oto zdjęcie przedstawiające mnie i moją uroczą córkę na londyńskiej premierze BOEWULFA 11 listopada.

Zdjęcie Elliota Franks

Monday, November 12, 2007

urodziny

Neil napisał w sobotę 10 listopada 2007


Właśnie skończyła się konferencja w Second Life. Chwilę przed tym jak się zaczęła pewna miła pani z Warnera przeprosiła, że moja prywatność będzie przedmiotem pytań. "Zanim pani pójdzie" powiedziałem świadom tego, że cokolwiek pójdzie źle na czymś takim jak to, zawsze idzie bardzo źle "proszę mi podać numer na wypadek, gdybym został odcięty."

Ponieważ cokolwiek może pójść źle przy takich okazjach, Roger Avary który znajdował się pół Londynu ode mnie był tym, który został odcięty bez numeru na który mógłby zadzwonić, musiał nadrabiać mówieniem potem.

Poza tym urodziny przebiagają mile jak na razie. Kupa wywiadów, a ponieważ miałem kilka godzin przestoju to wypiłem herbatę z moim przyjacielem Derrenem Brownem pierwszy raz od czasu tego posta, co było nadzwyczaj miłym wydarzeniem (przy tym obaj z zaskoczeniem doszliśmy do tego, że chodziliśmy do tej samej szkoły).


norman mailer zmarł.

jakieś rozmyślania?

czy żadnych?

Tylko trochę zasmucony. Zjadłem przemiłą kolację z Normanem i Norris kiedyś w 1990 w domu MArthy i Johna Thomasów. Norman było dziko inteligentny i zaskoczył mnie w jednym momencie, kiedy wygłosił perorę na temat Anglików i toniku z chininą, aż nagle zaciął się kiedy zdał sobie sprawę, że jestem Anglikiem i zaczął z desperacją upewniać się, czy nie poczułem się urażony z tego powodu -- zupełnie zaprzeczając zaczepnemu wizerunkowi, jaki sobie wyrobił. Podobał mi się Duch Harlota i Starożytne wieczory, nie byłem wielkim fanem jego wczesnych książek, dzięki którym zyskał swoją reputację i zawdzięczam w ogromnej mierze to, że Sandman został wzięty poważnie na samym początku jego cytatowi na okładce Pory Mgieł, za co zawsze będę mu wdzięczny.

(Poprawiony dodatek -- Martha pisze o tym na http://www.comicmix.com/news/2007/11/10/norman-mailer-neil-gaiman-fanboy/)

Ok, muszę zapytać - dlaczego odmówiłeś wywiadu z Nico? Jestem fanem VU i myślę, że byłbym tak samo zainteresowany rozmową z nią jak rozmową z Lou Reedem (o którym myślę, że jest jedną z najbardziej interesujących postaci w nowoczesnej muzyce.) I myślę, że tamtym momencie nie odmówiłbyś wywiadu bez bardzo dobrego powodu... Dlatego WYPLUJ TO porządnie, proszę pana!

Ponieważ w tamtym momencie -- w 1984 -- była ćpunką tak wypaloną, że nie mogła złożyć więcej niż jednego składnego zdania i raczej nie była osobą, z którą da się przeprowadzić wywiad. Po tym jak odeszła w tłum jej menedżer spojrzał na mnie i powiedział "Nie zamierzasz więc zrobić z nią wywiadu, mam rację?" a ja odparłem "Obawiam się, że nie". Powstała świetna książka o nazwie KONIEC (THE END) albo PIOSENKI KTÓRYCH NIGDY NIE SŁYSZY SIĘ W RADIU (SONGS THEY NEVER PLAY ON THE RADIO) (Jak sądzę) napisana przez (o ile dobrze pamiętam) Jamesa Younga w tamtym czasie.=

(Obejrzyjcie http://www.james-young.com/nico.html)

....

Później. Pan Gaiman wypił za dużo szampana, żeby dokończyć ten post.

& idzie do łóżka.

Saturday, November 10, 2007

Trochę ponad Biblią, ale poniżej Black Beauty

Neil napisał w piątek 9 listopada 2007

Dziś rano zauważyłem w Guardianie, że tuż nad Biblią na liście dwudziestu najczęściej powtórnie czytanych książek w Wielkiej Brytanii znajduje się Dobry Omen autorstwa Neila Gaimana i Terry'ego Prachetta. To dziwne, bo na wyspach książka nazywa się Dobry Omen autorstwa Terry'ego Prachetta i Neila Gaimana. Ucieszyłem się jednak, że go tam zobaczyłem. (Pełna lista.) I to jeszcze w dniu, kiedy mój cytat został umieszczony na stronie głównej google. (uśmiecha się głupkowato.)

Poszedłem dzisiaj na mały przedurodzinowy obiad z przyjaciółmi i był to jeden z najmilszych wieczorów, jakie przeżyłem od wieków. Roger Avary zobaczył komiksy Johnathana Rossa i zapragnął ich, David Walliams przeprosił mnie za to, że powiedział że wyglądam jak Lou Reed na premierze Gwiezdnego Pyłu ("Wziąłem to za komplement" powiedziałem, bo tak właśnie myślę i opowiedziałem mu jak odmówiłem wywiadu dla Nico), jedzenie było pyszne, Matthew Vaughn doniósł mi, że Gwiezdny Pył zarobił na świecie już 118$ (ponad 20 milionów $ w samej Wielkiej Brytanii) i obiecał mi jeden z żyrandoli z kryjówki czarownicy jeśli kiedykolwiek miałbym gdzie go umieścić, ale Holly wyściskała mnie mocno i powiedziała, że jestem całkiem dobrym tatą w ogólnym rozrachunku, co jest faktycznie komplementem.

Właśnie wysłano mi mój avatar na konferencję prasową w Second Life. Wygląda dokładnie jak ja, gdybym był wielkoszczękim gorylem z gangu motocyklowego. Hurra.

Senność daje znak. Macha. Robi też groźne znaki i podskakuje w górę i w dół żebym zauważył.

Maddy chciała by powiedzieć coś krótkiego o premierze



Przypomniałem Maddy o opisaniu premiery na blogu. W odpowiedzi wysłała mi co następuje razem z notatką, w której przeprasza, że opis nie jest dłuższy (napisz coś w stylu "Maddy chciała powiedzieć coś krótkiego o premierze" - poinsrtruowała mnie).

...

W dzień premiery mieliśmy masę dobrej zabawy! Tata kupił sobie całkiem nowe ubranie na premierę. W jego skład wchodziła wspaniała marynarka i, czy uwierzycie?: nawet grafitowo szara koszulka! CZY TO NIE SZALEŃSTWO?!?!" To była naprawdę duża rzecz, biorąc pod uwagę, że koszulka nie była czarna. Naprawdę dobrze bawiliśmy się na premierze, myślę, że nawet więcej niż na obu premierach Gwiezdnego Pyłu! Film też był dobry, chociaż dla mnie trochę przerażający, ale wszyscy inni myślą, że jest wspaniały więc najwidoczniej jestem po prostu słabeuszem. :P Jednak nie mogę się doczekać, aż go wszyscy zobaczą!
...


(A tutaj jest Roger Avary i Gretchen Avary, Maddy, mój agent Jon Levin i ja na premierze. A ponieważ prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu zapytano mnie co mam na sobie, sprawdziłem i są to marynarka od Yoji Yamamoto na dwa guziki z koszulką Ricka Owensa nabyte we wspaniałym sklepie Maxfields w Los Angeles.)

Przypomnienie

Neil napisał w czwartek 8 listopada 2007

Przypominam szybko, że macie jeszcze kilka godzin, żeby zagłosować na ten blog (blog Neila w wersji oryginalnej) na http://2007.weblogawards.org/polls/best-literature-blog-1.php. Obecnie jesteśmy na drugim miejscu po dzienniku Sam Pepys.

Myśli późną nocą

Cała reszta jest w londyńskim hotelu na oficjalnym bankiecie z okazji premiery Beowulfa, ale ja nie. Jestem w hotelu, w którym nocowałem, kiedy byłem w Londynie na "Gwiezdnym pyle", ponieważ kiedy zbyt dużo podróżuje się w trakcie jednego roku, dosyć miło jest móc przejść przez znajome drzwi i usłyszeć, jak ktoś mówi "Witam, panie Gaiman. Znów w tych okolicach?"

Zobaczmy. Kolacja z córką, przerażającą cheśniaczką i webelfem (na emeryturze) w Kikuchi's na Hanway Street, którą już od dawna chciałem wypróbować i która jest pod każdym względem tak dobra jak słyszałem. (Na blogu Marka Evanier możecie obejrzeć zdjęcie dwóch wybitnych przedstawicieli komiksu i gostka w skórzanej kórtce, który potrzebuje golenia z kolacji sprzed paru dni.)

Leciałem liniami British Airways i było świetnie. Bardziej imponujące niż Virgin Upper Class. (Ach, no cóż. Wkrótce załatwię świat filmowy i wrócę do podróżowania NorthWest, jak zwykle.)

A więc, Neil...kiedy cudowna jak Ty osoba, która napisała scenariusz do powieści, pojawia się na wydarzeniach na czerwonym dywanie... jak to jest? Chodzi mi o to, czy wszyscy goście klasy "A" jak Angielina mówią "ojej! Neil Gaiman, scenarzysta!" czy może "ojej! A ty to kto?" Nie wyobrażam sobie jak to może być. Nie wiem, co bardziej grałoby mi na nerwach: ludzie typu Johna Malkovicha mówiący "hej, ja cię znam!" czy ci sami mówiący "hmm... nie do końca wiem, kim jesteś, ale witam." Myślę, że pierwsza opcja jest trochę straszniejsza, ale to tylko moje zdanie.

Trzymaj się,
Andrea, Demoniczna Kostka Lodu


Myślę, że nie trzeba tego mówić, ale to zależy czy wiedzą kim jestem czy nie, a raczej to wiedzą, ponieważ fizycznie pracowaliśmy razem lub spotkaliśmy się w inny sposób. (Ten inny sposób to może być cokolwiek od czytania Sandmana po czytanie tego bloga lub po prostu bycie rodzicem kogoś, kto to robi- coś, czego doświadczyłem podczas premiery, gdy zostałem przedstawiony mamie i tacie Kathlyn Beatty.)

Ludzie, którzy wiedzą, kim jestem wiedzą, kim jestem. Ci, którzy nie wiedzą, nie wiedzą. Ale myślę, że odnosi się to do każdego kimkolwiek lub czymkolwiek by nie był w życiu, i nie chodzi tylko o czerwone dywany.

To właściwie nie jest pytanie, ale nie znalazłem żadnego innego sposobu kontaktu- natknąłem się na to dziś w nocy- coś dla ludzi, którzy grają w Second Life. To darmowy avatar z Beowulfem, który wygląda dosyć fajnie. Więcej tutaj:

http://fabfree.wordpress.com/2007/11/07/just-for-the-guys-beowulf-avatar/
Dostępny także darmowy (wirtualny) filmowy T-shirt.

W sobotę Roger i ja mamy też konferencję prasową na Second Life- szegóły na http://www.countingdown.com/movies/3351082/news?item_id=4001216

To będzie mój pierwszy raz na Second Life.

...

Webgoblin zamierza przenieść nas ze starej wersji Bloggera na coś nowszego, co powinno zapobiec niektórym problemom z ostatnich dni. Może to spowodować nowe problemy, tak więc wytrzymajcie z nami w przyszłym tygodniu. Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

...

Z racji tego, że jesteś teraz na strajku i nie możesz niczego pisać lub przetwarzać dla kina i telewizji, czy nie byłoby wspaniale napisać jakiś komiks?

To raczej lepszy czas, by skończyć napisaną w 5/8 powieść

Thursday, November 8, 2007

notka praktycznie testowa

Neil napisał we wtorek 6 listopada 2007 o 11:16

Cześć Neil,
Próbowałem przeczytać w twoim Dzienniku ostatnią notkę (tę zatytułowaną „Roger i ja”) albo raczej coś, co mój RSS wskazuje jako twoją ostatnia notkę, ale zostaję przekierowany do strony z raportem o błędzie (404 – nie znaleziono strony)
Cóż, ech… dzięki.
K

Najwyraźniej Blogger ma teraz jakieś problemy i rzeczy się nie pojawiają. Tajemnicą jest dlaczego radośnie wyskakują na różnego rodzaju usługach feedback, podczas gdy w dzienniku spóźniają się lub nie pojawiają wcale, ale bez wątpienia tajemnica ta zostanie wkrótce rozwikłana.

Czyli jest to mniej więcej notka, która ma sprawdzić, czy dodanie zadziała lub czy pojawi się któraś z poprzednich.

To zdjęcie z wczorajszego wieczoru jest prawdopodobnie jedynym w historii zdjęciem na którym jestem, ale to ktoś inny ma na sobie skórzana kurtkę

Jak juz kiedyś powiedziałem, cieszą mnie pierwsze pojawiające się recenzje “Beowulfa”, bo zmęczyły mnie już głupoty, które czytałem w sieci stworzone przez osoby praktykujące starożytny internetowy zwyczaj pisania śmiało o rzeczach, o których nie ma się pojęcia.

Nie sądzę, żeby ten film spodobał się wszystkim, nie bardziej niż jakikolwiek inny. Ale myślę, że jest znacznie lepszy, niż ludzie mogli się spodziewać i prawdopodobnie zbyt dużo radości sprawiają mi pierwsze sączące się powoli recenzje w tonie „myślałem, że będzie do niczego, ale potem go obejrzałem…”. Ta z magazynu na temat animacji http://www.animationmagazine.net/article/7565 mówi min.

…to całkowicie wciągające i porywające osiągnięcie, każdy kto nad nim pracował powinien być bardzo dumny.

Od pierwszego ataku potwora Grendela na dwór króla Hrothgara jasne jest, że to nie „Ekspres Polarny”. „Beowulf” jest krwawy, sprośny, bezczelny, sexy i ogólnie fajny. Jest rok 518 n.e. I tytułowy bohater przybywa do duńskiego królestwa Herot aby pozbyć się jego demona. Chełpliwy, zadumany i nadmiernie męski wydaje się na pierwszy rzut oka bliskim kuzynem postaci granej przez Gerarda Butlera w filmie „300”, ale w końcu okazuje się bohaterem pełnym wad, któremu zdecydowanie bliżej postaciom z greckich tragedii. Scenariusz autorstwa Neila Gagmana („Koralina”, „Lustrzana Maska”) i Rogera Avary’ego („Pulp Fiction”) pozwala sobie na pewne odstępstwa od oryginału i snuje sprytną i zawikłaną sieć sugerującą, że epicki poemat przekazywany ustanie z pokolenia na pokolenie to jedynie połowa opowieści.

Często zdarzało mi się kwestionować logikę, która nakazuje trudzić się przy tworzeniu realistycznych postaci za pomocą grafiki komputerowej skoro można po prostu sfilmować aktorów, ale w przypadku tego konkretnego projektu to ma sens, bo jest bardzo ważne żeby ludzie i potwory zdawali się należeć do jednego, tego samego świata…

…Szkoda, że ten obraz prawdopodobnie nie zakwalifikuje się to zmagań o Najlepszy Film Animowany podczas tegorocznych nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a większość ludzi będzie go postrzegać właśnie jako animację. Z drugiej strony nie byłoby całkiem sprawiedliwe, gdyby miał konkurować z produkcjami czysto animowanymi. „Beowulf” tworzy własną kategorię i Akademia nie ma pojęcia co z tym zrobić. Ale być może zostaną zmuszeni do wymyślenia czegoś, szczególnie, jeśli film okaże się sukcesem finansowym.

„Beowulf” odniósł sukces tam, gdzie większość “wakacyjnych” filmów odniosła porażkę. To porządna rozrywka z wciągającą fabułą i postaciami, które nie składają się wyłącznie ze stereotypów, ale są dość złożone. To nie jest film doskonały i z pewnością niektórzy będą go krytykować, ale sądzę, że jest jedną z największych niespodzianek w tym roku i warto, aby ludzie go obejrzeli. Jestem pewien, że sprawdza się w zwyczajnych kinach, ale oddajcie sobie przysługę i pofatygujcie się ten kawałek do kina IMAX i obejrzyjcie go w 3D.


Notka o “Beowulfie” na “Variety Blog” Anne Thompson--http://weblogs.variety.com/thompsononhollywood/2007/11/beowulf.html -- cytuje recenzję Stephena Schaeffera, który zaczyna

W przypadku potężnego, monumentalnego „Beowulfa” Roberta Zemeckisa, którego premiere wyznaczono na 16 października, zobaczyć to uwierzyć. Ta ekstrawagancka adaptacja epickiego poematu o przeklętym królestwie przenosi nas do Danii w VI wieku, kraju który jest przedstawiony tak drobiazgowo, romantycznie i zajmująco, że to zupełnie jakby zobaczyć ożywiony w trójwymiarze komiks „Prince Valiant”, fantazja z czasów dzieciństwa, która oszałamia i zachwyca.

i kończy

Wielkie Pytanie Oscarowe: czy film będzie się ubiegał o nagrodę dla Najlepszego Filmu, czy Najlepszego Filmu Animowanego?

I mój ulubiony cytat pochodzący z LiveJournala kogoś, kto wczoraj był na premierze

Zawsze fajnie jest pójść do kina nie oczekując niczego szczególnego i kiedy przewijają się końcowe napisy, finał tonie w euforii wywołanej u widzów przez potężną siłę opowieści, słychać brawa, komentarze i rozmowy podsłuchane w drodze do wyjścia - zdać sobie sprawę, że było się jedną z pierwszych osób które miały okazję zapoznać się z tym, co z pewnością okaże się hitem. A oglądało się na świeżo, bez oczekiwań powstałych w wyniku plotek, bez znajomości przebiegu akcji, co wkrótce będzie niemożliwe, chyba że ktoś dopiero co wyłoni się spod ziemi. I że będzie to hit nie dlatego, że to przereklamowane Wydarzenie Sezonu (i sequel sequela sequela), ale dlatego, że to po prostu dobry film z porządnie skonstruowanym szkieletem fabuły. I spodoba się ludziom, którzy opowiedzą innym ludziom jak bardzo im się podobał. Tak, jak teraz ja mówię Wam. Jakie to urocze i staroświeckie..

...

(Tu jest mniej więcej kompletny zapis konferencji prasowej “Beowulfa” (tej, z której pochodzą wyrwane z kontekstu wypowiedzi Angeliny pojawiające się na całym świecie)

Tak na marginesie, uważam, że szkolny pakiet do „Beowulfa” jest po prostu zły. Kiedy pisaliśmy z Rogerem scenariusz to tego filmu chodziło nam po części o to w jaki sposób różni się on od oryginalnej opowieści o Beowulfie i jaki jest związek postaci z opowieścią o tej postaci. Nie sądzę, że powinno się umieszczać rzeczy przez nas wymyślone w materiałach dla uczniów – to najprostsza droga do uzasadnionego zdenerwowania nauczycieli, którzy mają wystarczająco dużo pracy przy omawianiu Beowulfie bez naszej wątpliwej pomocy. Znacznie bardziej interesujące byłoby załączenie albo oryginalnej wersji, albo omówienie różnic – jak najbardziej zachęcałbym licealistów to obejrzenia naszej wersji, a potem dyskutowania co zostało zmienione i dlaczego.

Wednesday, November 7, 2007

Roger i ja

Neil napisał we wtorek 6 listopada 2007 o 01:20

Jak było na czerwonym dywanie? Było tak...

A tutaj jest Roger Avary i ja na linii Czerwonego Dywanu.


Maddy obiecała napisać notkę o tym wieczorze. Teraz leci do domu nocnym samolotem, żeby nie stracić żadnych zajęć w szkole- to ona nalegała, nie ja, kochane dziecko.

To był uroczy wieczór.

Tuesday, November 6, 2007

Piąty listopada

Szczęśliwego Dnia Guya Fawkesa!

PAMIĘTAJ...

nie ma lepszego dnia na próbę wysadzenia w powietrze swojego rządu. Zwłaszcza w przebraniu beczki śledzi.

A ja nie idę dziś na ognisko. Będę na czerwonym dywanie. Argh.

Monday, November 5, 2007

Znajdź powtórzenie

Neil napisał w poniedziałek 5 listopada 2007


Angelina Jolie przyznała, że trochę się zawstydziła, kiedy oglądała swoje rozbierane sceny w swoim najnowszym filmie "Beowulf". Aktorka mówi, że pomimo faktu, iż sceny były dopracowane komputerowo wciąż czuła się zawstydzona. "Trochę się wstydziłam" mówi "Bardzo zaskoczyło mnie, że czułam się tak odsłonięta. Były takie momenty, w których naprawdę się wstydziłam - zadzwoniłam do domu mówiąc, że fajny film w którym gram jako komputerowa animacja był, w istocie, trochę inny niż mi się wydawało." -- za http://www.transworldnews.com/NewsStory.aspx?id=27082&cat=2

Jak nie udało mi się wyspać do oporu

Neil napisał w niedzielę 4 listopada 2007


Nie ma to jak dzień w którym można spać do oporu, szczególnie kiedy jesteś w hotelu z dala od domu i nie musisz zawozić nikogo do szkoły ani zabierać na spacer. To nie zdarza się prawie nigdy – w normalnych okolicznościach muszę nastawiać budzik. A całe to spanie jest jeszcze fajniejsze jeśli poprzedni dzień był długi i męczący, a jeszcze lepsze przez fakt, że cofnęliśmy zegarki, więc mogłem spać jak długo chcę plus jeszcze godzinę…

Ale zadzwoniono do mnie o siódmej rano z recepcji, żeby mi oznajmić, że przyjechał po mnie kierowca którego nie zamawiałem i nie potrzebowałem, ponieważ nie chciałem się nigdzie przemieszczać. Tyle więc wyszło z przesypiania poranka. Dlatego zamiast tego napiszę trochę zaspany poranny post.

Dziwne. Nazywają takie rzeczy junket (ang. feta, piknik, spotkanie towarzyskie). To słowo oznacza zarówno "słodki deser", "przyjęcie" albo "wycieczka dla przyjemności na koszt kogoś innego". Część o wycieczce dla przyjemności z pewnością odnosi się dla obecnych tutaj dziennikarzy, którzy zostali wysłani w miłe miejsce przez studio filmowe, umieszczeni w hotelach, wysłani, żeby obejrzeć film a potem spędzić dzień, albo kilka godzin rozmawiając z osobami, które go zrobiły. Kiedy byłem dziennikarzem bycie wysłanym na taką wycieczkę było czymś pozytywny - mała ilość pracy za dużą ilość pracy i przygody.

Teraz, kiedy już przeżyłem kilka z takich wyjazdów po drugiej stronie stołu konferencyjnego myślę, że warto wspomnieć, że te fety nie oznaczają tego samego dla ludzi, którzy je organizują albo ludzi, z którymi przeprowadza się wywiady. Oni są w pracy.

Zebraliśmy się wczoraj wcześnie rano na hotelowym zapleczu. Pewna pani czesała nas i charakteryzowała na potrzeby kamer (co w praktyce oznacza trochę pudru i jej spojrzenie na moje włosy i pytanie "Czy to tak miało być?" i moja odpowiedź, y, tak, przepraszam). Potem do pokoju z którego mieliśmy być poprowadzeni na scenę na konferencję prasową. Ray Winstone i Crispin Glover właśnie obejrzeli film, który ich oczarował (Crispin: "A zwykle nie lubię filmów, w których gram"), John Malkovitch, Anthony Hopkins i Angelina Jolie jeszcze go nie widzieli. Bob Zemeckis był tam, ale kilka lat temu zdecydował, że nie będzie robił takich rzeczy jak wywiady i bankiety promocyjne i konferencje prasowe (bardzo mądrze, wolałbym raczej przyrzec to samo).

Lubię Angelinę. Jest miła, bardzo profesjonalna i ma trochę zwariowane poczucie humoru. Ostatnio spotkałem ją w listopadzie 2005 roku, kiedy nagrywała swoją część gry aktorskiej w Beowulfie. Nawet wtedy już oznajmiono w gazetach, że zakończyła produkcję Beowulfa opuszczając plan po kłótni z Rayem Winstonem -- dwa tygodnie przed jej pierwszym dniem na planie. Zdałem sobie sprawę, że kiedy tylko chodziło o nią prasa z radością zwyczajnie zmyślała różne wydarzenia, które brzmiały prawdopodobnie. Te rzeczy nie musiały posiadać żadnych rzeczywistych podstaw.

Było oczywiste, że lwia część dziennikarzy na konferencji chciała po prostu porozmawiać z nią o jej życiu prywatnym, czymś czego odmówiła i z czym radziła sobie z gracją i pewnością siebie. Ogólnie konferencja poszła dobrze (moim zdaniem najlepszy był sposób w jaki Ray odpowiadając na pytania zawsze mówił o mnie i Rogerze Avarym jako o "Chłopcach", jakbyśmy byli dwójką piszących troglodytów, którzy przyjdą do twojego domu i spiorą cię maszynami do pisania.)

Potem przeszliśmy do wywiadów. Okrągłe stoliki: tuzin dziennikarzy w każdym pokoju, wchodzimy razem z Rogerem, mówimy przez pół godziny a potem przenosimy się do następnego pokoju, gdzie tuzin innych dziennikarzy czeka, aby zadać te same pytania, podczas gdy Anthony Hopkins, zawsze pokój za nami, jest przenoszony do pokoju, w którym byliśmy my.

Następnie przejście do pokoi hotelowych na indywidualne wywiady i wywiady telefoniczne z dziennikarzami w Kansas i podobnych miejscach. A potem, z martwicą mózgu, skończyliśmy.

Wydawało się, że reporterzy i dziennikarze, którzy widzieli film poprzedniej nocy przyjęli go zadziwiająco pozytywnie, co było jak kamień z serca.

To miłe, że ludzie zaczęli oglądać film i teraz mówią o tym, co widzieli. (Trochę zmęczyłem się czytaniem tak zwanych "recenzji" w internecie, które co do jednego były pomieszaniem tego co ci ludzie myśleli, że widzieli w trailerach i co myśleli, że zrobiliśmy z historią plus narzekaniem na efekty wizualne, których właściwie jeszcze tak naprawdę nie widzieli, zakończone głośnym i dumnym ogłoszeniem, że ponieważ wiedzą, że film im się nie spodoba, nie zamierzają go oglądać, i że z pewnością nie będzie to Beowulf. Kilkanaście z nich zostało napisane przez ludzi, o których myślałem, że powinni wiedzieć lepiej. Nigdy nie przeszkadzały mi złe recenzje, ale w przeszłości zawsze dostawałem je of ludzi, którzy przynajmniej czytali lub widzieli coś, na temat czego narzekają.)

W każdym razie teraz kiedy zaczęliśmy jego wyświetlanie, prawdziwe reakcje nadchodzą.

Oto list, który Jeff Wells zamieścił na swoim blogu zanim pojawi się jego recenzja, który zamieścił jak sądzę, ponieważ zawstydził się swoich niemiłych słów o Beowulfie tydzień zanim go jeszcze obejrzał http://hollywood-elsewhere.com/archives/2007/11/beowulf_2.php
Tutaj ktoś, kto widział pokaz przedpremierowy na Uniwersytecie Kalifornijskim - http://strstruckdreamr9.blogspot.com/2007/11/beowulf.html
I jeszcze jeden post po pokazie http://blog.myspace.com/index.cfm?fuseaction=blog.view&friendID=43263288&blogID=325323587
Moriarty zamieściło recenzję na aintitcool http://www.aintitcool.com/node/34678 jestem pewien, że wyłoni się wielu innych recenzentów, teraz kiedy już ludzie oglądają film. (To nie tak, że zachowywaliśmy dokończony film dla siebie. On po porostu nie był skończony -- jego ostateczna wersja opuściła komputery w tym tygodniu. A trójwymiarowa wersja do IMAX 3D, którą można było oglądać w piątek wieczorem została dokończona w piątek rano.)

...

Drogi Neilu,

Około dwóch lub trzech miesięcy temu znaleziono mi książkę autorstwa twojego i Michaela Reavesa w dziale Nowości. Będąc Twoją wielbicielką kupiłam książkę zakładając, że będzie dobra. Taka też była.

Jednakże nie wydawała się być w twoim stylu, więc sprawdziłam datę wydania: 2007.

Byłam zaskoczona, że nie słyszałam nic o tej książce na Twoim blogu, chociaż czytałam go przez około rok, może więcej.

Pomyśłam sobie, że to możliwe, choć mało prawdopodobne, że jest gdzieś tam w świecie ktoś jeszcze kto nazywa się Neil Gaiman.

Nie. Pod napisem INNE KSIĄŻKI NEILA GAIMANA DLA MŁODYCH CZYTELNIKÓW figurowała Koralina.

Książka nazywa się Interworld.

Pytam po prostu dlaczego nie wspomniałeś o niej na swoim blogu.

-Camille

Publikuję to, żeby przypomnieć że na stronie jest funkcja SZUKAJ (u nas na polskiej stronie niestety nie ma, przyp. tłum.) na www.neilgaiman.com. Ona przekieruje was na http://www.neilgaiman.com/search_form/. Jeśli wpisać Interworld wyskoczy około 15 wyszukanych na stronie, pierwsza z nichhttp://www.neilgaiman.com/journal/labels/Interworld.html która kieruje do wszystkich postów przy których w tagach do posta wpisałem Interworld odkąd wprowadziłem tagi na blogu (głównie w tym roku) i która odpowie na wszystkie twoje pytania...

Witam, Neil!

Wybacz, jeśli to stare wieści, ale Twój blog został nominowany do Najlepszego Bloga Literackiego 2007 nagrody Weblog.

http://2007.weblogawards.org/polls/best-literature-blog-1.php

Głosowanie kończy się w 8 listopada, a jak na razie prowadzisz!

Życzę szczęścia,

Leanne

Dziękuję! Jak fajnie. (Co nagle przypomniało mi się, że nie wiem, co się stało z nagrodą"Bloggers Choice" -- wygląda na to, że zostaną rozdane w następny weekend w Las Vegas.)

...

Wiele osób pyta, co ma się wydarzyć na Filipinach za kilka tygodni. Wygłaszam mowę na kongresie reklamowym -- nie sądzę, żeby to wydarzenie było otwarte dla szerszej publiczności -- i coś jeszcze z Fully Booked (Szukałem przez google, ale znalazłem tylkohttp://www.fullybookedonline.com/adsdetail.php?id=53).

W każdym razie. Maddy jest tutaj -- powiedziałem jej, że musi napisać posta o premierze -- a teraz odchodzę aby być tatą. (Żeby oddać sprawiedliwość powinienem dodać, że w ramach przeprosin ludzie którzy wysłali mi samochód o siódmej rano przysłali mi kosz owoców, który przypomina mi o występie Elvisa Costello z Larry Sanders Show. I o tym, że Maddy wyjada z niego misie-żelki.)

Saturday, November 3, 2007

słowa, słowa

Neil napisał w sobotę 3 października 2007

Cześć Neil,
Zastanawiałem się nad kupnem twojej nowej książki Odd i Śnieżni Giganci. Zanim zacząłem pracować w moim obecnym miejscu pracy pomyślałbym, że "Odd" to niesamowite imię dla postaci z powodu jego znaczeń w języku angielskim.


Jednakże pracuję teraz dla firmy, która zatrudnia wielu Norwegów pośród których jest wiele osób o imieniu Odd, wliczając w to człowieka o wspaniałym imieniu Odd Erik Stangeland.

Co sprawiło, że wybrałeś 'Odda' na swoją postać? (nawiasem mówiąc, zrobiłem krótkie badanie na temat imienia Odd i dowiedziałem się, że jego etymologoczne znaczenie może pochodzić od staronordyckiego słowa {oddrinci} oznaczającego 'czubek miecza (broń)' - zastanawiam się jak to się stało, że w nowoczesnym angielskim oznacza to co oznacza (odd - dziwny, dziwaczny, osobliwy, nieparzysty, nie od pary, nierówny, różny, różniący się, dodatkowy, nadliczbowy...).

Pozdrowienia

Cameron
Aberdeen, Szkocja

Tak jak mówisz. Właściwie książka zaczyna się tak:


Był sobie chłopiec o imieniu Odd, nie było w tym nic dziwnego, albo niezwykłego, nie w tym czasie i miejscu. Odd znaczyło czubek ostrza, to było szczęśliwe imię.

A jednak chłopiec był dziwny. A przynajmniej tak sądzili mieszkańcy jego wioski. Ale jeśli było coś, czym nie był, to szczęściarzem.

Jego ojciec został zabity podczas morskiej napaści dwa lata wcześniej, kiedy Odd miał dzisięć lat. Nie było niczym niespotykanym zginąć w czasie takiej napaści, ale jego ojciec nie został zabity przez Szkota, nie umierał w chwale w sercu bitwy jak przystało na Wikinga. Wyskoczył za burtę żeby ratować jednego z przysadzistych małych koników, które zabierali ze sobą jako zwierzęta juczne.

A jak je znalazłem? Zanim zacząłem pisać zadzwoniłem do mojego ulubionej Norweżki Iselin Evesen (ostatnio wspominana na blogu kiedy rozmawiała ze mną Grobie w Oslo jak mi się zdaje), a ona zebrała dla mnie listę staronordyckich imion i przydomków i ich znaczeń oraz innych rzeczy, a Odd wyskoczył z listy i zaczął machać.

Według http://www.etymonline.com/index.php?term=odd czubki mieczy były trójkątami, a trójstronność nasunęła nam pomysł odd(nieparzysty) naprzeciw even(parzysty), a stąd pewnie wzięło się odd (dziwny) naprzeciw normalny...

Inwektywy w Wiewiórzym (billingsgate=inwektywy)? Skąd to powiązanie, proszę i dziękuję? (wyszukałem to w google i dowiedziałem się, że Billingsgate jest częścią Londynu i że był tam kiedyś targ rybny. Nie wiem jednak co to ma wspólnego z Wiewiórkami 1) które są tak zachłanne, że zjedzą wszystko gdziekolwiek się to położy 2) wiewiórkami nieuczciwie zamykanymi w pułapkach na świstaki)

Pozdrawiam, Siri

Tarh rybny w Billingsgate był znany z ostrego i interesującego języka jego pracowników, którzy jak jeden mąż klęli niczym, hm, żony rybaka. Za Grose Dictionary of the Vulgar Tongue, z 1811 roku

język billingsgate

Rynsztokowy język, albo zniewaga. Billingsgate był targiem gdzie sprzedawczynie ryb nawoływały do nabywania ryb; tam także, podczas ich targów i rozmów, były w jakiś sposób zwolnione z bycia porządnymi i dobrze wychowanymi.

Czas przeszły od wynurzania

Neil napisał w piątek 2 listopada 2007


Wiewiórka ziemna wciąż była w mojej rynnie. Hałasowała w nocy. Wyprawiała ziemnowiewiórkowe imprezy po drugiej stronie ściany za wezgłowiem mojego łóżka. Coś trzeba było zrobić. Wiewiórka zostawiła szlak ziarna dla ptaków prowadzący w stronę rynny. Pomyślałem sobie, dobra. Najlepszą rzeczą jaką mogę zrobić jest złapać go i przenieść w inne miejsce, a kiedy go tam nie będzie wepchnąć w rynnę coś w rodzaju siatki ochronnej, albo zwoju drutu - coś przez co wiewiórka się nie przebije.

W garażu mam bezkrwawą pułapkę której przez ponad dzisięć lat używałem do przenoszenia świstaków. Wziąłem ją i położyłem u wylotu rynny. Wstawiłem do środka miseczkę ziaren słonecznika, jako przynętę. Poszedłem odebrać telefon.

"Jest jakiś specjalny powód dla którego łapiesz wiewiórki?" zapytała moja asystentka Lorraine wchodząc.

"Masz na myśli wiewiórki ziemne" odparłem. A zaraz potem dodałem "A niech to."

Wyszedłem i wypuściłem z pułapki wiewiórkę, która natychmiast pobiegła prosto na drzewo wrzeszcząc jakieś niecenzuralne słowa w Wiewiórzym. Były to słowa tak niegrzeczne i dogłębnie obraźliwe, że czułem ulgę, że nie umiem mówić w wiewiórzym.

Wiewiórka ziemna, oczywiście, nadal mieszka w mojej rynnie.

Nie martwię się, ponieważ wyjeżdżam na imprezę i premierę Beowulfa i przez jakiś czas nie będę spał w swoim łóżku. Może gdy wrócę do domu on już się wyprowadzi.

...

Więcej informacji o "Lunowych" krabach z origami Dave'a McKeana na
http://jamesmclark.blogspot.com/2007/11/origami-emergency.html

smakołyk na Halloween za "fajne włosy" od Miss Em -- trzystronicowa opowieść w której postać zwana Neilem staje się... a, ale to by było zdradzanie fabuły... (najbardziej ze wszystkiego podobało mi się jak został skuszony przez kubek kawy...)

http://www.yinepu.net/nicehair_halloween_07.html

Cześć Neil.

Zastanawiałem się czy wynurzający się strajk pisarzy ma szansę wpłynąć na jakikolwiek z twoich projektów.

-Mike

Aurora, CO


Więcej niż wynurzający się. On już się wynurzył i jestem teraz W Trakcie Strajku. Nigdy jeszcze nie Strajkowałem. (Mark Evanier na swoim blogu -- http://www.newsfromme.com/archives/2007_11_02.html -- podaje dużo informacji i opisuje jak doszło do dzisiejszych wydarzeń, a na http://www.newsfromme.com/archives/2007_11_03.html#014294 możecie dowiedzieć się jeszcze więcej.)

I tak, wpływa na moje projekty. To znaczy, że amerykańska sieć telewizyjna, która chciała wykupić prawa do mojej książki i przerobić ją na serial telewizyjny nie może tego zrobić (ani żadnej z moich prac) dopóki strajk się nie zakończy. To znaczy, że nie mogę przepisywać i dopracowywać scenariusza do Nigdziebądź z 1999 roku dla Hensons and Weinstein Company dopóki nie zakończy się strajk. To oznacza, że Roger Avary i ja nie będziemy w stanie dopracować BLACK HOLE. To oznacza, że nie mogę dyskutować ani dołączyć się do (FILM X) dopóki nie zakończy się strajk.

Oprócz tego muszę porozmawiać z WGA żeby się dowiedzieć, czy mogę napisać projekt telewizyjny dla BBC (podejrzewam, że odpowiedź będzie brzmiała "nie", ale powinienem spytać)

Strajk nie wpłynie na Beowulfa, który został napisany w 1997 i przepisany w 2005, więc Rogez Avary i ja wciąż będziemy rozmawiać o nim z prasą, ponieważ to nie dotyczy pisania. Nie wiem, czy wpłynie to na prace Henry'ego Selicka (jako pisarza, nie jako reżysera) nad Koraliną czy nie -- prawdopodobnie nie.

Prawdę mówiąc jestem w nieco lepszym położeniu niż większość pisarzy należących do WGA pod tym względem, że mogę (i robię to) pisać książki i to co nie jest dla telewizji, czy filmu oprócz rzeczy dla telewizji czy filmu, wszystko to oznacza, że teraz zamierzam dokończyć pisać książkę, którą i tak skończyłbym pisać, a kiedy to będzie skończone podniosę głowę nad parapet, mrugnę, rozejrzę się i wymyślę, co teraz robić.

...

Kilka dni temu pisałem o miejscu, gdzie można wrzucić wszystkie zdjęcia kostiumów na Halloween opartych na postaciach, które napisałe, a Emily stawiła czoło temu wyzwaniu:

Wzywam wszystkich fanów Neila:

Strona Flickr została stworzona, żebyście mogli podzielić się zdjęciami swoich kostiumów, rękodzieł albo innych własnych tworów do których zainspirował was Neil. Galerię można obejrzeć tutaj:

http://www.flickr.com/photos/inspiredbyneil

Wyjaśnienie jak wstawić wasze zdjęcia do albumu tutaj:

http://www.flickr.com/people/inspiredbyneil/

Już mamy kilka zarejestrowanych. Przyłączajcie się dalej!

...

Cześć Neil,




Po prostu ciekawi mnie jakie masz odczucia wobec swojego pamiętnika, szczególnie patrząc przez pryzmat nowopowstałej kultury blogów, którą tu obserwujemy, jak i twojej rosnącej popularności? Wygląda na to, że kiedy zaczynałeś nikt nie wiedział co pisać na tych internetowych cosiach, a teraz nawet psy mają blogi. Gdzie widzisz siebie w blogowym spektrum? Co się z tym wiąże - pamiętam jak w czasie rozmowy kilka lat temu, że aby stać się mniej rozpoznawalnym planowałeś nie umieszczać swojego zdjęcia na książkach i tym podobnych (cytując, jak sądzę, Stephena Kinga). A jednak mogę "zobaczyć" cię każdego dnia na RSS razem ze zdjęciami Maddy i różnymi filmami tu i tam. Moje pytanie brzmi więc, co zmieniło się przez ostatnie kilka lat? Twoje spojrzenie na bycie znanym? Twoje nawyki blogowe? Internet?

Wielkie podziękowania,

~Sushu

Nigdy nie przeszkadzały mi moje zdjęcia autorskie na książkach -- cytat ze Stephena Kinga o którym wspomniałem dotyczył tego, jak Steve zwierzył mi się, że żałuje, że kiedykolwiek wystąpił w reklamie American Express "Czy mnie znasz?", kiedy to ludzie nagle dowiedzieli się, jak wygląda. To wprowadziło jego twarz do zbiorowej świadomości. (Cieszę się, że mogę powiedzieć, że nie wydaje mi się, abym już tam był -- i mam nadzieję, że nigdy nie będę.)

Chyba jestem znany bardziej, niż bym chciał, ale to jest coś co po prostu jest i nie wydaje mi się, aby dało się z tym coś zrobić. Nie sądzę, że ma to wiele do czynienia z blogiem albo z faktem, że na Youtube można obejrzeć filmik ze mną. Udało mi się też przetrwać wiele lat beż umiejscawiania się w blogowym spektrum, ale jeśli miałbym być gdziekolwiek, to chciałbym, proszę, być w tym miejscu, gdzie indygo przechodzi w fiolet.

List miłosny

W przypływie niespodziewanego ataku głodu tłumaczeniowego, przygotowałam dla Was przekład listu miłosnego od Neila, który rozsyłał UK Times:
http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/books/commercial/article2623706.ece
Miłej lektury! :-)
Varali

P.S. Pytanie do fanów Dr Who- nie przypomina Wam to przypadkiem czegoś?

Najdroższa,
Pozwól, że rozpocznę ten list, to preludium do spotkania, formalnie, wyznaniem, staroświeckim sposobem: kocham Cię. Nie znasz mnie (chociaż widziałaś mnie, uśmiechałaś się do mnie, włożyłaś monety do mojej dłoni). Znam Cię (choć nie tak dobrze jak bym chciał. Chcę być przy Tobie, gdy otwierasz oczy rano, widzisz mnie i się uśmiechasz. Czyż nie byłby to raj?) Tak więc teraz oddaję się Tobie przykładając pióro do papieru. Wyznaję to raz jeszcze: kocham Cię.

Piszę to po angielsku, w Twoim języku, w języku, w którym również mówię. Mój angielski jest dobry. Parę lat temu byłem w Anglii i Szkocji. Spędziłem całe lato stojąc w Covent Garden oprócz miesiąca Festiwalu w Edynburgu, kiedy to przebywam w Edynburgu. Wśród ludzi, którzy wrzucili tam pieniądze do mojej puszki, był pan Kevin Spacey, aktor, i pan Jerry Springer, gwiazda amerykańskiej telewizji, który był w Edynburgu na operze o swoim życiu.

Tak długo odkładałem napisanie tego, choć zawsze tego pragnąłem, choć wielokrotnie układałem to w swojej głowie. Czy powinienem pisać o Tobie? O mnie?

Najpierw Ty.

Kocham Twoje włosy, długie i rude. Pierwszy raz gdy Cię ujrzałem, myślałem, że jesteś tancerką. Wciąż uważam, że masz ciało tancerki. Nogi, postawa, głowa wzniesiona i odchylona do tyłu. To Twój uśmiech powiedział mi, że nie jesteś stąd, nawet zanim przemówiłaś. W moim kraju wybuchamy śmiechem, niczym słońce wyglądające zza chmur i oświetlające pola, które jednak zbyt szybko znów się wycofuje. Uśmiechnęłaś się i byłem zgubiony, jak małe dziecko w wielkim lesie, które już nigdy nie ma znaleźć drogi do domu.

Gdy byłem młody, nauczyłem się, że oczy zdradzają zbyt wiele. Niektórzy w moim zawodzie wykorzystują ciemne okulary lub nawet (i tych z gorzkim śmiechem potępiam jako amatorów) maski, które ukrywają całą twarz. Jaki pożytek jest z maski? Moje rozwiązanie to specjalne soczewki kontaktowe zakupione przez amerykańską stronę internetową za niecałe 500 euro, które zasłaniają całe oko. Oczywiście są ciemnoszare i wyglądają jak kamień. Zmusiły mnie do wydania więcej niż 500 euro, gdyż kupuję parę za parą. Mogłabyś pomyśleć, że przy takim zawodzie muszę być biedny, lecz to byłby błąd. W istocie przypuszczam, że musiało Cię zaskoczyć ile udało mi się zebrać. Moje potrzeby zawsze były niewielkie, a zarobki bardzo dobre.

Chyba że pada.

Czasem nawet wtedy, kiedy pada. Jak być może zaobserwowałaś, moja kochana, inni wycofują się przy deszczu, rozkładają parasolki, uciekają. Ja zostaję tam, gdzie jestem. Zawsze. Po prostu czekam nieruchomo. To wszystko dodaje występowi wiarygodności.

A jest to występ, tak samo, jak gdy byłem aktorem teatralnym, asystentem magika, nawet kiedy sam byłem tancerzem (to właśnie dlatego tak dobrze znam się na sylwetkach tancerzy). Zawsze miałem świadomość, że widownia to jednostki. Wszyscy aktorzy i tancerze, których znałem to widzieli, oprócz tych krótkowzrocznych, dla których widownia stanowi zamazaną plamę. Mój wzrok jest dobry, nawet przez soczewki kontaktowe.

"Widzieliście wąsatego mężczyznę w trzecim rzędzie?" zwykliśmy mawiać. "Wpatruje się w Minou z pożądaniem w oczach."

A Minou odpowiadała "A, tak. Lecz kobieta przy przejściu, ta która wygląda jak niemiecka pani kanclerz, właśnie walczy ze snem." Jeśli jedna osoba uśnie, można stracić całą widownię, tak że przez resztę wieczoru gralibyśmy dla kobiet w średnim wieku, których jedynym pragnieniem byłoby zapaść w drzemkę.

Drugi raz stałaś koło mnie tak blisko, że mogłem poczuć zapach Twojego szamponu. Pachniał jak kwiaty i owoce. Wyobrażam sobie, że Ameryka to kontynent pełen kobiet, które pachną kwiatami i owocami. Rozmawiałaś z młodym człowiekiem z uniwersytetu. Narzekałaś na trudności, które nasz język stawia przed Amerykaninem. "Rozumem, co nadaje płeć mężczyźnie lub kobiecie", mówiłaś, "Lecz co sprawia, że krzesło jest męskie, a gołąb żeński? Dlaczego rzeźba miałaby mieć żeńską końcówkę?"

Młody człowiek zaśmiał się i wskazał wprost na mnie. Lecz doprawdy, jeśli przechodzisz przez plac, nie możesz o mnie niczego powiedzieć. Szaty wyglądają jak stary marmur, z plamami po wodzie, zniszczony przez czas i obrośnięty. Skóra mogłaby być granitem. Dopóki się nie ruszę jestem kamieniem i starym brązem, a nie ruszam się gdy tego nie chcę. Po prostu stoję.

Niektórzy zbyt długo czekają na placu, nawet w deszczu, by zobaczyć co zrobię. Czują się niezręcznie nie wiedząc, są szczęśliwi, gdy upewnią się, że jestem żywy, nie sztuczny. To właśnie niepewność więzi ludzi jak myszy w pułapce.

Zbyt dużo chyba piszę o sobie. Wiem, że ten list jest zarówno listem miłosnym, jak i zapoznaniem. Powinienem pisać o Tobie. Twoim uśmiechu. Twoich tak zielonych oczach (nie znasz prawdziwego koloru moich oczu. Powiem Ci. Są brązowe.) Lubisz muzykę klasyczną, ale na Twoim iPodzie Nano masz też ABBĘ i Kid Loco. Nie używasz perfum. Twoja bielizna jest w większości sprana i wygodna, chociaż masz pojedynczy zestaw składający się z czerwonego stanika i majek, który zakładasz na specjalne okazje.

Ludzie obserwują mnie na placu, lecz oczy przyciąga jedynie ruch. Opanowałem do perfekcji maleńkie ruchy, tak małe, że przechodzień ledwo może stwierdzić czy je dojrzał. Tak? Zbyt często ludzie nie zauważą tego, co się nie porusza. Oczy to widzą, lecz nie dostrzegają, nie liczą się z tym. Mam kształt człowieka, lecz nim nie jestem. Tak więc by sprawić, by mnie zauważyli , by na mnie spojrzeli, przestali ześlizgiwać spojrzenie i zwrócili uwagę, jestem zmuszony wykonywać maleńkie ruchy, by ściągnąć na siebie ich spojrzenia. Wtedy i tylko wtedy mnie widzą. Jednak nie zawsze wiedzą, co zobaczyli.

Myślę o Tobie jak o kodzie do złamania lub łamigłówce do rozwiązania. Lub jak o puzzlach, które trzeba ułożyć. Przechodzę przez Twoje życie i stoję na krawędzi swojego. Moje gesty- stateczne, dokładne- są zbyt często źle interpretowane. Pragnę Ciebie. W to nie wątpię.

Masz młodszą siostrę. Ma konto na MySpace i na Facebook. Czasami rozmawiamy przez Messengera. Zdecydowanie zbyt często zakłada się, że średniowieczna rzeźba istnieje tylko w piętnastym wieku. To nie jest prawdą: Mam swój pokój, mam laptopa. Mój komputer jest zabezpieczony hasłem. Korzystam z niego ostrożnie. Twoje hasło to Twoje imię. To niebezpieczne. Każdy mógłby przeczytać Twoje e-maile, obejrzeć zdjęcia, dociec Twoich pasji na podstawie stron, które odwiedziłaś. Ktoś to byłby zainteresowany i komu by zależało, mółgby spędzić nieskończenie wiele godzin budując skomplikowany schemat Twojego życia, chociażby dopasowując ludzi ze zdjęć do imion w e-mailach. Nie byłoby trudno odtworzyć Twoje życie z komputera lub SMS-ów. To byłoby jak wypełnianie krzyżówki.

Pamiętam, kiedy zauważyłem, że naprawdę zaczęłaś mnie obserwować w trakcie przechodzenia przez plac, mnie i tylko mnie. Zatrzymałaś się. Podziwiałaś mnie. Zobaczyłaś, jak raz się poruszyłem dla dziecka i powiedziałaś towarzyszącej Ci kobiecie, wystarczająco głośno bym to usłyszał, że naprawdę mógłbym być rzeźbą. Przyjmuję to za najwyższy komplement. Znam wiele sposobów poruszania się, rzecz jasna- mogę ruszać się jak nakręcana maszyna, zacinając się i podrygując, mogę ruszać się jak robot lub automat. Mogę poruszyć się niczym kamienna rzeźba, która po setkach lat ożywa.

W zasięgu mego słuchu wiele razy mówiłaś o pięknie tego małego miasteczka. Jak, dla Ciebie, stanie wśród witrażowego wystroju starego kościoła było jak uwięzienie w kalejdoskopie z klejnotów. To było jak przebywanie w sercu słońca. Martwi Cię także choroba Twojej matki.

W czasie studiów pracowałaś jako kucharka i teraz Twoje opuszki palców pokryte są bliznami po tysiącach skaleczeń.

Kocham Cię i to miłość do Ciebie każe mi wiedzieć o Tobie wszystko. Im więcej wiem, tym bliżej Ciebie jestem. Miałaś przyjechać do mojego kraju z pewnym młodym mężczyzną, lecz złamał Twoje serce, a Ty jednak przyjechałaś tu na przekór i wciąż się uśmiechałaś. Zamykam oczy i widzę Twój uśmiech. Zamykam oczy i widzę jak kroczysz przez plac wśród gruchania gołębi. Kobiety w tym kraju nie kroczą. O ile nie są tancerkami, poruszają się nieśmiało. A kiedy śpisz, Twoje rzęsy drżą. Sposób, w który Twój policzek dotyka poduszki. Sposób, w który śnisz.

Ja śnię o smokach. Kiedy byłem dzieckiem, w domu mówili mi, że pod starym miastem mieszka smok. W mojej wyobraźni smok wił się niczym czarny dym pod budynkami, mieszkając między piwnicami, nieistotny, lecz wiecznie obecny. Tak właśnie myślę o smoku i tak właśnie myślę teraz o przeszłości. Czarny smok z dymu. Kiedy występuję, zostaję pożerany przez smoka i staję się częścią przeszłości. Naprawdę mam siedemset lat. Królowie przychodzą i odchodzą. Armie przybywają i giną lub wracają do domów zostawiając za sobą jedynie zniszczone budynki, wdowy i bękarty, lecz rzeźby pozostają, tak jak i smok z dymu oraz przeszłość.

Mówię to, choć rzeźba, którą naśladuję w ogóle nie jest z tego miasta. Stoi przed kościołem w południowych Włoszech, a ludzie uważają, że przedstawia siostrę Johna de Baptist lub miejscowego lorda, który wsparł finansowo ten kościół, by uczcić to, że został oszczędzony przez plagę lub też anioła śmierci.

Wyobrażałem sobie, że jesteś czysta, moja kochana, tak jak ja, jednak pewnego razu znalazłem czerwone majtki upchnięte na dnie kosza z bielizną, a po bliskim zbadaniu mogłem się upewnić, że poprzedniego wieczoru niewątpliwie dopuściłaś się rozpusty. Tylko Ty wiesz z kim, ponieważ nie pisałaś o tym w swych listach do domu ani nie nawiązałaś do tego w swoim internetowym dzienniku.

Mała dziewczynka spojrzała na mnie kiedyś, odwróciła się do matki i zapytała "Dlaczego ona jest taka nieszczęśliwa?" (Oczywiście przetłumaczyłem to dla Ciebie na angielski. Dziewczynka mówiła o mnie jako o rzeźbie i dlatego używała żeńskiej końcówki.)

"Dlaczego myślisz, że jest nieszczęśliwa?"

"Po co w takim razie ludzie mieliby udawać rzeźby?"

Matka uśmiechnęła się. "Może jest nieszczęśliwa w miłości", odparła.

Nie byłem nieszczęśliwy w miłości. Byłem przygotowany, by czekać, aż wszystko będzie dobrze, coś bardzo innego.

Mam czas. Zawsze mam czas. To dar, który wyniosłem z bycia rzeźbą- a raczej jeden z darów.

Mijałaś mnie, spoglądałaś i uśmiechałaś się, innymi razy mijałaś mnie ledwo zauważając mnie jako coś innego od przedmiotu. Doprawdy to niezwykłe jak mało uwagi Ty lub każdy inny człowiek poświęca czemuś, co pozostaje kompletnie w bezruchu. Obudziłaś się w nocy, wstałaś, poszłaś do toalety, załatwiłaś potrzebę, wróciłaś do łóżka i ponownie zasnęłaś, spokojnie. Nie dostrzegłabyś czegoś idealnie nieruchomego, prawda? Czegoś skrytego w cieniu?

Gdybym mógł, papier do tego do listu wykonałbym dla Ciebie z własnego ciała. Myślałem, by zmieszać z atramentem moją krew lub ślinę, lecz nie. Istnieje taka rzecz jak przesada, jednak wielkie miłości wymagają doniosłych czynów, prawda? Jestem nienawykły do doniosłych czynów. Bardziej doświadczony jestem w drobnych uczynkach. Sprawiłem kiedyś, że mały chłopiec krzyknął tylko przez to, że uśmiechnąłem się do niego, gdy już przekonał sam siebie, że jestem z marmuru. To najmniejszy uczynek, który nigdy nie zostanie zapomniany.

Kocham Cię, pragnę Cię, potrzebuję Cię. Jestem Twój tak samo jak Ty jesteś moja. I tak. Oto wyznałem Ci miłość.

Wkrótce, mam nadzieję, przekonasz się o tym sama. I wtedy już nic nas nie rozłączy. Nadejdzie czas, chwila, by się obrócić, odłożyć list. Jestem z Tobą, nawet teraz, w tych starych pokojach z irańskimi dywanami na ścianach.

Mijałaś mnie zbyt wiele razy.

Nigdy więcej.

Jestem przy Tobie. Jestem tu teraz.

Kiedy odłożysz ten list. Kiedy obrócisz się i spojrzysz na ten stary pokój, omiatając go spojrzeniem pełnym ulgi lub radości lub nawet strachu...

Wtedy się poruszę. Poruszę, tylko troszeczkę. I w końcu mnie zobaczysz.

Friday, November 2, 2007

JuhjuhjuhGeorgette...

Znalazłem to na Fabulist i mnie rozbawiło. Tak więc wrzucam to tutaj...



Według http://www.corianton.com/tullyblog/2007/10/georgette-video.html
Jutro oficjalnie wychodzi nowy album Tullycraft "Every Scene Needs a Center" ("Każda scena potrzebuje środka" przyp. Varali) od Magic Market Records. Dziś mamy video dla jednego z kawałków, "Georgette Plays A Goth" ("Georgette bawi się w gotkę") Opowiada o kelnerce, która okazjonalnie pojawia się w swojej wykwintnej restauracji przebrana za gotkę. Rysunki i animacja George Pfromm II.

Myśli o Bone

Wciąż jestem w trakcie powtórnego czytania Bone. Czytanie początkowych odcinków po raz pierwszy odkąd pisałem wstęp do "The Great Cow Race" ("Wielki Wyścig Krów", przyp. Varali) było naprawdę dziwne, w świetle tego, jak potoczyła się historia, ale najbardziej imponujące i zaskakujące w tej części Bone jest to, jak niesamowicie konsekwentna była od samego początku akcja.

Oto cytat G.K. Chestertona na temat "Klubu Pickwicka" Dickensa, gdzie mówi

...wadą Pickwicka (o ile to wada) jest zmiana, nie w bohaterze, lecz w całej atmosferze. Nie chodzi o to, że Pickwick staje się innym człowiekiem, lecz o to, że "Klub Pickwicka" staje się inną książką. I jakkolwiek artystyczne mogą być obie części, w ścisłej sztuce ta kombinacja musi być nazwana nieartystyczną. Napisanie opowieści, w kórej człowiek tak tchórzliwy jak Bob Acres zostaje tak odważny jak Hektor jest nawet artystycznie usprawiedliwione. Jednak pisanie opowieści, któa zaczyna się w stylu "The Rivals" ("Rywale", przyp. Varali), a kończy w stylu Iliady. Innymi słowy: nie przeszkadza nam metamorfoza bohatera w trakcie akcji, jednak nie jesteśmy przygotowani na metamorfozę pisarza w trakcie pisania książki.

CHESTERTON-- "Charles Dickens, The Last of Our Great Men"
(w tym miejscu Neil najprawdopodobniej się pomylił, ponieważ jedyną książką Chestertona o podobnym tytule jest "Charles Dickens, The Last Of The Great Men- czyli "Charles Dickens, ostatni z wielkich ludzi". Wiem, szczegół, no ale... :-) przyp. Varali)

... i na tym, jak myślę, polega problem, który ma wielu czytelników Cerebusa (opowieści tworzonej przez niemal 30 lat) i który dotyczyłby też Sandmana, gdybym wciąż go pisał-- już nie byłem osobą, która go zaczęła dziesięć lat wcześniej. I sądzę, że gdyby ktoś mnie zapytał, skojarzyłoby mi się, że także Bone zaczął się jak Walt Kelly, a skończył jak Tolkien. Lecz nie, wszystko, o czym mówiły ostatnie części Bone było zdecydowanie zarysowane już w pierwszych książkach.

No tak. Wracam do czytania i robienia notatek.

Happy Hallowe'en

Neil napisał w środę 31 października 2007 o 15:43

Ze strony Beowulfa możecie ściągnąć podcast z wywiadem z ubiegłego tygodnia w którym opowiadam o filmie praktycznie zaraz po obejrzeniu go w całości po raz pierwszy.

Dave McKean dziękuje i już znalazł wykonawcę krabów z origami. (I ja również dziękuję wszystkim ochotnikom.)

Edytuję, żeby dodać: Dave mówi...

Neil,
Napisz proszę, że dziękuję wszystkim za tak ogromny odzew.
Wspaniale wiedzieć, że w nagłym wypadku możesz dostać kraba z origami.

d



Neil, chciałam się upewnić, że ktoś cię poinformuje o dyniowej wersji Śmierci (tutaj: http://www.hommage.us/gallery/displayimage.php?album=8&pos=1) którą zgłoszono do konkursu Wired "Pokaż nam swoją nawiedzoną dynię" (tutaj: http://blog.wired.com/underwire/2007/10/show-us-your-ge.html). Nie wiem jak to się ma do wcześniejszej Neilowej dyni, ale muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam tę nie mogłam usiedzieć w miejscu z radości. Świetnie znaleźć jeszcze jeden dowód na to, że fanów Gaimana jest cała rzesza ...

Cześć,
Betsy O'Donovan

Ale super! i jeszcze więcej (nie związanych ze mną) dyń...


Cześć Neil, myślę, że może Ci się to spodobać. www.duarte.com/halloween

Duarte Design specjalizuje się w grafice (Robiliśmy slajdy Ala Gore'a do Niewygodnej Prawdy.) Zerknij co wymyślili nasi projektanci na Hallowe'en w tym roku.

Jestem tu nowym pracownikiem, a mój mąż i ja bawiliśmy się DOSKONALE wycinając nasze pierwsze dynie na konkurs. Miłego oglądania!

są też kostiumy...

Witam panie Gaiman.
Mam nadzieję, że nie przeszkadza panu, że zamiast wysyłać tą drogą interesujące pytania ktoś wysyła panu swoje przepiękne zdjęcia w hallowe'enowym przebraniu Maligny. A taki właśnie (gdyby jeszcze się pan nie domyślił) był mój zamiar.

Poza tym, uwielbiam pańskie opowiadania i życzę w dalszym ciągu natchnienia i powodzenia!

Pozdrowienia z Kanady,
Andrea

(Zdjęcia są tutaj. Przepraszam, jeśli jest jakiś lepszy sposób na przesłanie ich, ale nie jestem szczególnie dobrze obyta z komputerami)
http://neilgaimanboard.com/eve/forums?a=tpc&s=733605825&f=68210996141&m=48010555241&r=29010566241#29010566241

Nie mam zupełnie nic przeciwko.
Jeśli ktoś zechce stworzyć album Picassa lub Flickr gdzie ludzie będą mogli umieszczać swoje zdjęcia w przebraniach zainspirowanych tym, co piszę z radością zamieszczę to link do niego.

...
Cześć. Mam na imię Erin i kilku członków mojej społeczności zaproponowało żebym napisała do Ciebie, opowiedziała trochę o sobie i sprawdziła, czy zechciałbyś przekazać link swoim czytelnikom.

Cierpię na dwa schorzenia neurologiczne które nie pozwalają mi pracować, ale nie są wystarczająco poważne, aby Opieka Medyczna uznała, że kwalifikuje się do refundacji, co pozwoliłoby mi na przejście operacji mózgu, dzięki której mogłabym znów pracować.
Rozpoczęłam obywatelską kampanię, która z każdym dniem staje się większa. Nazywa się "Project Download" i pozwala ludziom pomóc mi poprzez jedno małe kliknięcie w ciągu dnia. Szczegóły można znaleźć na stronie http://projecterin.com/.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie tego i rozważenie, czy warto podzielić się tym z czytelnikami. To znaczy dla mnie (dosłownie) wszystko.

Pozdrawiam gorąco,
Erin Bennett

Nie zamierzałem tego robić, ale FAQ Erin (http://projecterin.com/faq.html) zrobiło na mnie takie wrażenie, że chętnie dzielę się tymi informacjami. Mam nadzieję, że uzyskasz wystarczająco dużo kliknięć i leczenie i powodzenia.
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI