Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

niedziela, 17 kwietnia 2016

Dobry omen, tanie miejsca i wspominanie

Neil napisał w sobotę 16 kwietnia 2016 o 15:23


Od dłuższego czasu nie zamieszczałem nic na blogu, ale teraz jadę pociągiem i wydaje się to dobrą okazją do nadrobienia zaległości. Dziś rano udzieliłem Charliemu Russellowi wywiadu do filmu dokumentalnego o Terrym Pratchetcie (Charlie odpowiada za poprzednie dokumenty BBC o Terrym: „Living With Alzeheimer’s” [Życie z Alzheimerem], „Choosing To Die” [Decyzja by umrzeć] i „Facing Extinction” [W obliczu wyginięcia].

Rozmawialiśmy w chińskiej restauracji na Gerrard Street, bo po Terry i ja spotkaliśmy się po raz pierwszy w lutym 1985 r. właśnie w chińskiej restauracji. Była swobodnie i miło, ale nagle przestało. Opowiadałem o ostatnim spotkaniu z Terrym, kiedy go widziałem, o czym mówiliśmy i nagle nie mogłem powstrzymać łez, nie byłem w stanie dalej mówić. Ale po chwili wziąłem się w garść i udało nam się skończyć.

- Wiem, że to szalenie nieprofesjonalnie – Charlie zwrócił się do mnie po zakończeniu wywiadu – i jeszcze nigdy nie zaproponowałem tego żadnemu z moich rozmówców, ale może potrzebujesz, żeby ktoś cię przytulił?.
Odpowiedziałem, że owszem.

Nadal jestem dość poruszony. Zupełnie jakby emocje, które trzymałem w ryzach na potrzeby niedawnego publicznego wystąpienia dla upamiętnienia Terry’ego, jego publicznego oblicza, eksplodowały nagle podczas rozmowy o ludziach, którymi byliśmy prywatnie.

Wieczór ku pamięci Terry’ego był przepiękny. Miałem żałobny frak, który uszyła dla mnie Kambriel, i tego popołudnia specjalnie kupiłem nową białą koszulę i czarny krawat. (Właściwie kupiłem cztery koszule, co – zważywszy jak często noszę białe koszule – powinno mi wystarczyć do końca życia.)



Przeczytałem wstęp do „Kiksów klawiatury”, który napisałem jeszcze za jego życia. Pod koniec zrobiło mi się bardzo smutno, ale to było w porządku. I jakoś się trzymałem, nawet kiedy Rob, niesamowity asystent i prawa ręka Terry’ego, wręczył mi wielki, czarny Kapelusz Pisarza, który Terry mi zostawił. Ale nie byłem w stanie go założyć. Nie byłem na to gotowy. (Przymierzyłem go dopiero później, w garderobie. Moim zdaniem wyglądałem jak rabino-kowbojo-zabójca. I nie żeby to było coś złego.)



Na zakończenie wieczoru Rob ogłosił nadchodzące projekty i jednym z nich jest telewizyjna adaptacja „Dobrego omenu” ze scenariuszem mojego autorstwa. (Tak na marginesie, sposób przekazania tej wiadomości wywołał pewna konfuzję, bo Rob mówił chwilę wcześniej o znalezionych w sejfie listach, które Terry dla nas zostawił, więc ludzie założyli że poprosił mnie o realizację tego planu zza grobu. Tak naprawdę było to coś w rodzaju ostatniego życzenia, prośba jeszcze za życia. („Bardzo chciałbym, żeby to powstało i wiem, Neil, że jesteś bardzo zapracowany, ale nikt nie zdoła tego dokonać z zapałem równym naszemu. Chciałbym móc się bardziej w to zaangażować i pomogę, jak tylko będę w stanie” napisał Terry, kiedy się zgodziłem.)

Na pracy nad scenariuszem „Dobrego omenu” spędziłem znaczną część ubiegłego roku, żałując, że nie ma go z nami i nie może mi pomóc, chociażby podnosząc słuchawkę telefonu. Kiedy trafiam na przeszkodę i chcę go poprosić o radę, bywa ciężko. Jest nawet ciężej, kiedy przychodzi mi do głowy coś nowego, sprytnego i zabawnego, co chciałbym mu przeczytać przez telefon, żeby się roześmiał albo wskazał mi element, który przeoczyłem. Przy okazji „Dobrego omenu” zawsze byliśmy dla siebie nawzajem pierwszymi czytelnikami. O to właśnie chodziło. Kiedy pisaliśmy tę dziwaczną historyjkę, żaden z nas nie miał najmniejszego pojęcia, czy uda nam się ją sprzedać, ale wiedzieliśmy, że udało nam się tego drugiego rozbawić. W każdym razie mam za sobą 72% scenariusza i koniec pracy już widać na horyzoncie.

Moim celem jest skończenie pracy przed wydaniem „Widoku z tanich miejsc”, zbioru artykułów i esejów, który wyjdzie w USA i Wielkiej Brytanii 31 maja. Będzie miał dwie różne okładki. Na amerykańskiej siedzę z zamyśloną miną w zrujnowanym teatrze, a na brytyjskiej włosy rozwiewa mi wiatr, a z głowy wyskakują mi koła zębate. Obie wydają się bardzo stosowne, zwłaszcza te wybuchające zębatki.





Stresowałam się i wciąż stresuję pokazaniem światu swojej twórczości innej niż fikcja literacka. Nie boję się wydawać fikcji, ale pewna część mnie zastanawia się, czy mam prawo publicznie wypowiadać się o tym, w co wiedzę, na co mam nadzieję i na czym mi zależy. Ta część zastanawia się, czy ktokolwiek będzie zainteresowany esejami na temat książek, które (w kilku przypadkach) wydawałoby się, nikogo poza mną nie interesują, na temat kondycji komiksów w 1993 r., czy o tym jak napisać tuż przed wyznaczonym terminem recenzję książki, którą się zapodziało. Ale pierwsze recenzje są bardzo pochlebne, a kilka osób, którym wysłałem książkę odpowiedziało w naprawdę miły sposób (i wszyscy zapewnili, że naprawdę ją przeczytali i naprawdę podobała im się tak, jak twierdzą). Z okazji premiery odbędzie się jedno spotkanie w Wielkiej Brytanii, które będziemy transmitować, więc w USA będzie do obejrzenia online po południu lub około południa.

Kiedy byliśmy w Santa Fe, nagrałem audiobook. Nigdy dotąd nie byłem lektorem literatury faktu i nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić z wywiadami ze Stephenem Kingiem i Lou Reedem, więc zrobiłem, co mogłem.

Końcówkę zimy spędziliśmy w Santa Fe. To przepiękne miasteczko, Amanda ma tam krewnych i dlatego trafiliśmy tam, a nie gdzie indziej, a ja mam tam znajomych. (Spotkałem się na lunch z George’em R R Martinem. „Internet twierdzi, że przyjechałem tu napisać za ciebie książkę” powiedziałem mu, wzdychając. Jego ubawiło to znacznie bardziej niż mnie.)

Poszliśmy do Meow Wolf, dawnej kręgielni. W skład wchodzi kalifornijski dom, gdzie miały miejsce wydarzenia, które wzburzyły czasoprzestrzeń, zaburzając inne wymiary. To kompletnie szalona i wspaniała mieszanka sztuki, opowieści i Disneylandu, więc jeżeli traficie na południowy zachód USA, powinniście to miejsce koniecznie odwiedzić.

Ash rośnie. Skończył siedem miesięcy. Jest najsłodszym, najbardziej uroczym dzieckiem. Uśmiecha się i jest zabawny. Ten tydzień spędzam w Londynie i tęsknie za nim.



Prune, nasza znajoma Francuzka, stwierdziła, że Ash jest „dzieckiem, które powinni pokazać ci w sklepie, jeżeli chcesz mieć dziecko.”
„Egzemplarz wystawowy?”
„Dokładnie. Egzemplarz wystawowy dziecka”
Tak bardzo go kocham. Lubi muzykę i opowiadania i książki też. 

Poniższe zdjęcie pokazuje, jak Ash lubi książkę. („Dzień z życia Chu” z grubymi, kartonowymi stronami to prezent od mojej agentki, którą rozbawiło, że nie pomyślałem o tym, żeby sprawić swojemu dziecku swoje książki. Więc ona postanowiła to zrobić.)



Cieszy się, kiedy udaję, że kicham.
A poniżej wideo sprzed kilku tygodni, w którym ma na sobie sweterek wydziergany przez Delię Sherman.



poniedziałek, 4 stycznia 2016

Już myśleliśmy, że nie żyjesz – ze zdjęciami dziecka

Neil napisał w niedzielę, 3 stycznia 2016 o 15:00

Przez ostatnie trzy miesiące bardzo zaniedbywałem bloga. Właściwie przez ostatnie trzy miesiące bardzo zaniedbałem wszystko oprócz przewijania dziecka, kąpania dziecka, przypominania sobie słów starych wierszyków i dbania, żeby Amanda się wysypiała.

Ludzie pytają, jakiej fajnej nowej muzyki słuchałem, a do głowy przychodzi mi tylko Kolejne 50 ponadczasowych piosenek dla dzieci Wally’ego Whytona (które mieliśmy na winylu, kiedy byłem dzieckiem i niedawno zdobyłem na mp3) i Stare Angielskie Kołysanki Ellisa/Laycocka/Broadside Band (które wolno mi puszczać tylko, kiedy Amandy nie ma w pobliżu, choć dziecko usypia momentalnie). Moje zdanie na temat różnych rodzajów pieluch zdaje się nikogo nie obchodzić (kiedy używamy jednorazowych, wybieramy bambusowe Andy Pandy, nie! Wróć! Kiedyś byłem interesującym facetem…), to samo z dziecięcymi ubrankami (jestem ogromnym wielbicielem zapinanych na magnesy Magnificent Clothes, dzięki którym można wstać w środku nocy i przewinąć dziecko, bez konieczności budzenia się na tyle, żeby udało się rozpracować skomplikowane mechanizmy, takie jak zatrzaski, guziki albo rzepy) albo…


Otóż to. Brak mózgu. Jestem jak żywa reklama artykułów dla dzieci. Odczuwam dumę, jeśli uda mi się sprawdzić pocztę albo coś poczytać. Resztę czasu spędzam przewijając dziecko. Które zwykle zdaje się tym rozbawione.



Skończyłem ogromną korektę książki, która ukaże się w maju pt. Widok z tanich miejsc. Będzie to zbiór tekstów non-fiction. Nie znajdzie się tam każde przemówienie, wstęp i artykuł, jaki napisałem, ale większość ważnych wystąpień, wszystkie artykuły, z których nadal jestem dumny i wszystkie przedmowy, które wydawały się być o czymś jeszcze poza samą przedstawianą książką czy autorem. (Kat Howard ogromnie mi pomogła: przeglądała archiwa, wszystko przeczytała, jako pierwsza podejmowała decyzje dotyczące tego, co zostawić, a czego się pozbyć. Potem wzdychała ciężko za każdym razem, kiedy zmieniałem zdanie albo przypominałem sobie o jeszcze jakimś tekście.)

Mam teraz jakieś trzy miesiące zaległości we wszystkim. A w mojej głowie powstaje kolejna powieść, której pisanie miałem zacząć w przyszłym tygodniu, ale może się to przesunąć o trzy miesiące – do czasu, aż skończę rzeczy, które obiecałem innym.

Jestem przeszczęśliwy, że ludzie kupowali Sandmana: Uwerturę i mówili o nim miłe rzeczy (bit.ly/OvertureDeluxe). Na liście bestsellerów komiksowych NYT utrzymywał się przez osiem tygodni i trafił do wielu zestawień najlepszych tytułów pod koniec roku. Ogólna opinia zdaje się być taka, że opowieść dodała co nieco do historii Sandmana i chyba nie liczyłem na nic ponadto, poza radością ze współpracy z J.H. Williamsem III.


 

Wczoraj obchodziliśmy piątą rocznicę ślubu. To był spokojny dzień, z mnóstwem miłości. Nie musieliśmy składać dziecka w ofierze Rybim Bogom, ani wysyłać go w kosmos, aby uratować przez zagładą planety, która ma wkrótce wybuchnąć. Odczuwam głęboką wdzięczność dla jego przepięknej, wspaniałej i łaskawej matki, mojej żony, przyjaciółki, partnerki i miłości. Nie  ma zupełnie nic, co chciałbym zmienić.

Warto było nie dosypiać.

A w najbliższych miesiącach postaram się być lepszym blogerem i gorszym użytkownikiem Twittera, Facebooka i Tumblra.

Dzięki, że zostaliście.

piątek, 1 stycznia 2016

Noworoczne życzenia i podarunki

Neil napisał w środę 31 grudnia 2014 o 16:14

Kończy się stary rok - zabiera ze sobą ludzi, troski, radości i wspomnienia, a nowy jest już w drodze.

Noworoczny podarunek dla tych, którzy przegapili:

Strona Dobrego Omenu w BBC Radio 4 ze wszystkimi sześcioma odcinkami słuchowiska, dostępnymi przez najbliższe 2-3 tygodnie. http://www.bbc.co.uk/programmes/b04knt4h

Jako przypomnienie: na stronie http://acalendaroftales.com/ można przeczytać i wysłuchać wszystkich opowiadań z Kalendarza opowieści. "Opowieść styczniowa" rozgrywa się mięczy pierwszym i ostatnim uderzeniem sylwestrowego zegara o północy, kiedy Stary Rok się skończył, ale Nowy jeszcze nie zaczął.

Piętnaście lat temu napisałem:

Niech nadchodzący rok będzie przepełniony magią, marzeniami i dobrym szaleństwem. Mam nadzieję, że przeczytacie jakieś dobre książki i pocałujecie kogoś, kto myśli, że jesteście wspaniali, i nie zapomnijcie czegoś stworzyć - napiszcie, narysujcie, zbudujcie lub zaśpiewajcie albo żyjcie jak tylko Wy potraficie. I mam nadzieję, że kiedyś w przyszłym roku zaskoczycie samych siebie.

Prawie dekadę temu życzyłem:

... mam nadzieję, że to będzie dla was cudowny rok, że będziecie śnić śmiało i niebezpiecznie, że stworzycie coś, co dotąd nie istniało, że będziecie kochani i że będziecie lubieni i że również Wy będziecie mieli kogo kochać i lubić. I, co najważniejsze, (bo uważam, że świat potrzebuje teraz więcej dobroci i mądrości) że kiedy trzeba będziecie mądrzy i że zawsze będziecie dobrzy.

Pięć lat temu napisałem:

A w tym roku chciałbym życzyć nam wszystkim czegoś bardzo niewielkiego
i bardzo prostego.

Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku, będziecie popełniać błędy.
Bo kiedy popełniacie błędy, robicie coś nowego, próbujecie nowych rzeczy, uczycie się, żyjecie, mobilizujecie się, zmieniacie siebie i zmieniacie świat. Robicie rzeczy, których dotąd nie robiliście i, co najważniejsze, Coś Robicie.
Tego właśnie życzę Wam i sobie samemu. Popełniajcie Nowe Błędy. Popełniajcie zadziwiające, wspaniałe błędy. Popełniajcie błędy, których nikt przed wami jeszcze nie popełnił. Nie popadajcie w przerażenie, nie przestawajcie, nie martwcie się, że coś nie jest wystarczająco dobre, albo że nie jest doskonałe, cokolwiek to jest: sztuka, miłość, praca, rodzina czy życie.
Jeżeli czegokolwiek się boicie - Zróbcie to.
Popełniajcie własne błędy,
w tym roku i zawsze.

A to ostatnie życzenia, jakie tu składałem, z 2012, z przerażeniem, ale starając się dzielnie trzymać za kulisami przed koncertem:

Nastał Nowy Rok, a wraz z nim nowa szansa na kształtowanie naszego świata.

Oto moje życzenie, życzenie zarówno dla mnie, jak i dla Was: obyśmy w świecie, który na nas czeka, byli odważni. Obyśmy wkraczali w ciemność bez strachu i szli w nieznane z uśmiechem na twarzy, nawet jeżeli będzie to uśmiech udawany.

I cokolwiek nam się przydarzy, cokolwiek będziemy robić, czegokolwiek będziemy się uczyć – obyśmy potrafili czerpać z tego radość. Możemy odnaleźć radość w świecie, jeżeli to właśnie radości szukamy. Możemy czerpać radość z aktu tworzenia.

Tego właśnie życzę Wam i sobie. Odwagi i radości.

...

Życzyłem Wam i życzę nadal tego wszystkiego. Nie planowałem dodawać w tym roku nic więcej. A jednak...

Bądźcie dla siebie dobrzy w nadchodzącym roku.
Pamiętajcie, żeby sobie wybaczać i żeby wybaczać innym. W obecnych czasach aż za łatwo jest się oburzać, a o wiele trudniej coś zmienić, wyciągnąć do kogoś rękę, zrozumieć.

Postarajcie się, żeby czas miał znaczenie: minuty, godziny, dni i tygodnie przemijają jak zeschłe liście, a jedyne, co po nich zostaje to czas, kiedy być może nie udaje się do końca robić tego co się chciało albo kiedy na coś czekamy.
Poznawajcie nowych ludzi i rozmawiajcie z nimi. Róbcie nowe rzeczy i chwalcie się nimi tym, którym mogą się spodobać.
Przytulajcie za mocno. Uśmiechajcie się za często.
I jeżeli tylko możecie - kochajcie. 




sobota, 17 października 2015

Dwa zdjęcia niemowlaka! (oraz, co dziwne, również trochę wieści)

Neil napisał w czwartek, 15 października 2015 r. o 21:49

Piszę siedząc na lotnisku w Cleveland. To poczekalnia typu „zapłać albo użyj szpanerskiej karty kredytowej, żeby cię wpuścili”, a ja mam gdzieś w portfelu szpanerską kartę kredytową, której w sumie nigdy nie używam, więc hurra, darmowy internet i filiżanka herbaty.

Wczoraj po raz pierwszy od porodu spędziłem noc z dala od dziecka i Amandy. Przemawiałem na uniwersytecie, podczas wydarzenia zorganizowanego przez Cuyahoga County Public Library Foundation i Case Western University. Przyjemnie mi się mówiło i zdołałem nie smucić się za bardzo z powodu tęsknoty za dzieckiem.

Dzisiejszy poranek był bardzo dziwny: obudziłem się w pokoju hotelowym w stanie paniki, zastanawiając się, jakim cudem spałem tak długo i dlaczego w nocy nie przewijałem dziecka i o mój boże gdzie jest dziecko a tak przecież jestem w Cleveland.

Tak wygląda, kiedy się obudzi.


Teraz lecę do nich z powrotem.

Ostatni tydzień spędziliśmy w słońcu, odwiedzając starszych krewnych i urządzając sobie wakacje. Prawdziwe życie (i chłodna jesień na północnym wschodzie) zaczyna się w poniedziałek.

To jest Anthony. Zdobniale nazywamy go Ash. Teraz nosi kapelusz.


(Jeszcze nie dostałem kompletnego raportu na temat Humble Bundle. Kiedy przyjdzie, zamieszczę go tutaj.)

ALE MAM WIEŚCI:

9 listopada będę na Brooklynie rozmawiał z Junot Diaz na temat Sandmana i podobnych rzeczy, a potem odbędzie się jedyne podpisywanie Sandmana: Uwertury w twardej oprawie. (Książka oficjalnie wychodzi 10 listopada.) 
Bilety są darmowe, ale trzeba potwierdzić przybycie: 

7 listopada w Bard będę rozmawiał z Armisteadem Maupinem. To będzie czwarta z moich pogawędek w Bard (wcześniej rozmawiałem z Artem Spiegelmanem, Audrey Niffenegger i Laurie Anderson).

Zapraszamy do włączenia się do otwartej rozmowy Neila Gaimana, wykładowcy Bard z Armisteadem Maupinem, poczytnym pisarzem i aktywistą. Maupin jest autorem 11 powieści, w tym 9 części serii Tales of the City [„Opowieści miasta”], a na podstawie trzech z nich powstała telewizyjna adaptacja z Olympią Dukakis i Laurą Linney. Będą z Gaimanem dyskutować na temat swoich idoli: Charlesa Dickensa i Christophera Isherwooda, rzemiosła tworzenia opowieści i wiele innych. Wydarzenie jest częścią regularnej serii spotkań w Fisher Center prowadzonych przez prof. Gaimana.

Jeżeli będziecie w okolicy, powinniście przyjść. Bilety i szczegóły na 

Ja i Armistead latem w San Francisco

Szykuje się jeszcze kilka wystąpień i spotkań, zanim pod koniec listopada na jakiś czas zniknę, przestanę się pojawiać gdziekolwiek i wrócę do pracy jako pełnoetatowy pisarz:

W piątek 23 października będę na West Virginia Book Festival w Charleston, WV.

W piątek 13 listopada będę w Teksasie. Czy pojawią się tam zamaskowane postaci z maczetami albo odbędzie się lokalna masakra piłą mechaniczną? Pewnie nie, zważywszy, że jadę do Austin czytać opowiadania, odpowiadać na pytania i ogólnie stanowczo za dobrze bawić się na scenie. To duże audytorium i wciąż zostało kilkaset biletów, ale szybko znikają. http://thelongcenter.org/event/neil-gaiman/

W sobotę 14 listopada będę robił mniej więcej to samo, tylko innymi słowami, w Long Beach, CA. (Z tego co widzę zostało ok. 20 miejsc: http://www.carpenterarts.org/2015-2016/neil-gaiman.html)

THE SLEEPER AND THE SPINDLE wyszło w USA i (ku memu wielkiemu zdziwieniu) trafiło na 1. miejsce listy bestsellerów młodzieżowych NYT. Tkwi tam trzeci tydzień i to naprawdę piękna książka.

Przecudna książka Hayley Campbell zawierająca wszystko, co kiedykolwiek chcielibyście o mnie wiedzieć wkrótce wychodzi w miękkiej oprawie, z okładką stylizowaną na wiktoriańską, na której nie widnieje moje zdjęcie. Zbyt wiele osób uznało, że wydanie w twardej oprawie to rysunki przedstawiające mnie, mojego autorstwa, albo coś w tym stylu, więc dodano tytuł, który wyjaśnia co jest co i dlaczego.

Książka nazywa się The Art of Neil Gaiman: The Story of a Writer with Handwritten Notes, Drawings, Manuscripts, and Personal Photographs. ["Sztuka Neila Gaimana: Opowieść o pisarzu z odręcznymi dopiskami, rysunkami, rękopisy i osobiste zdjęcia"] (link.)


Wielka Brytania dostaje nowe wydanie Dobrego Omenu w twardej okładce, przepiękną nową okładkę Oceanu na końcu ulicy, a także (fizycznie) maleńkie wydanie opowiadania Jak Markiz odzyskał swój płaszcz, do rozdania tym, którzy posiadają Nigdziebądź w wersji tekstu preferowanego przez autora, aby dogonić USA, gdzie wydanie to ukazało się wraz z opowiadaniem dołączonym na końcu.

Dziś rano na Twitterze zobaczyłem nowe, brytyjskie okładki Oceanu i Markiza i z radością je tutaj prezentuję


a kiedy je przeczytałem, poczułem, że rzeczywiście zrozumieli co JHW3 i ja próbowaliśmy zrobić i  że nam się to udało.

To przedziwne uczucie, tak wrócić do opowieści i postaci, które się stworzyło prawie trzydzieści lat wcześniej, próbując dodać im nowe wymiary, żeby ktoś powracający do lektury oryginalnych opowieści w zupełnie innym świetle zobaczył wydarzenia i postaci, które - jak sądzili znali równie dobrze, co siebie samych.

Wróciłem przed zachodem słońca.




poniedziałek, 28 września 2015

Ogromne dzięki, trochę życia, trochę śmierci...

Neil napisał w piątek 25 września 2015 r. o 17:39


Dziękuję wszystkim za udział w Humble Bundle czy w ogóle za znoszenie mojego pisania o akcji na wszystkich platformach.
Zakonczyła  się kilka dni temu - właśnie dostaliśmy od nich wiadomość z wynikami:
  • #1 w zakładce Humble Book
  • #1 najwyższa średnia cena za pakiet
  • #1 najwięcej relacji w mediach


Dodali jeszcze:
Ten pakiet okazał się szczególny, jako że wywołał tak piękną i pozytywną reakcję za równo ze strony naszych fanów jak i nowicjuszy w serwisie. Rozmawiałem wczoraj z kierownikiem dziłu obsługi klienta i odraportował, że nie zamieszczono ani jednego negatywnego komentarza. (Za wyjątkiem nowych klientów nie rozumiejących jak zrealizować swój pakiet. Bardzo powszechna skarga.) Nigdy dotąd się to nie zdarzyło! Od uruchomienia akcji w kwaterze głównej Humble królowała radosna energia. Wszyscy ogromnie cieszyli się z możliwości pracy przy tym przedsięwzięciu. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że to było coś Magicznego.

Bardzo mnie ucieszyło ilu przyjaciół, znajomych i nieznajomych przyłożyło do tego rękę.

John Scalzi poszedł dalej: zrecenzował moją biografię Duran Duran z 1985 r. i zrobił z tej recenzji rozważania na temat tego, kim jesteśmy, kim byliśmy i kim się stajemy. Jest do przeczytania na
http://whatever.scalzi.com/2015/09/22/duran-duran-neil-gaiman-and-beginnings/ i może się nawet spodobać.

Dla zainteresowanych - ostateczne wyniki:
Humble Book Bundle: Neil Gaiman Rarities Start:  9 września 2015 Zakończenie: 23 września 2015
Średnia cena pakietu: $19.63
32,294 zakupionych pakietów
Całkowity zysk: $633,787.98
(Dane liczbowe mogą ulec niewielkim zmianom w ciągu najbliższych kilku tygodni.)

Zamieszczę tu ostateczne dane, kiedy je dostanę. Napiszę ile tak naprawdę zarobiliśmy i ile zostanie przeznaczone na jakie cele. Niech żyje przejrzystość.

Polecam waszej uwadze również Humble Bundle z Zakazanymi Komiksami, które właśnie ruszyło: komiksy na indeksie warte $231, a płacisz ile chcesz! https://www.humblebundle.com/books)

...


Tymczasem dużo się dzieje. Np. we wtorek w USA wydano Sleeper and the Spindle. Także audiobook czytany przez pełną obsadę. Można
go posłuchać na:
lub



Świetny wywiad z Chrisem Riddellem (oraz książkowe ilustracje) można przeczytać i zobaczyć na



The Moth zamieściło nową audycję i zadziwiająco, w tygodniu, kiedy urodził mi się kolejny syn, dołączyli moją opowieść o moim
ojcu i synu:
 http://themoth.org/posts/episodes/1520 (nagranie odbyło się gdzieś w drodze podczas Unchained Bus Tour w 2012.)

Nagrałem program dokumentalny dla BBC Radio  jestem jego prezenterem  o Orfeuszu: http://www.bbc.co.uk/programmes/b06cw171.
Jestem z niego naprawdę dumny i wyjtępują w nim wspaniali ludzie, np. Margaret Atwood, Jonathan Carroll i Peter Blegvad. (A to napisany dla Kathy Acker wiersz, który trafił do audycji:


Miracleman, The Golden Age stories  komiksy autorstwa mojego i Marka Buckinghama będą wychodzić co tydzień. Naprawdę chcecie się ruszyć do sklepu z komiksami i je sobie kupić. Ponowna lektura tych historii sprawia mi teraz ogromną przyjemność, a rozpoczynanie na nowo z Markiem Buckinghamem procesu zamykania historii, która rozpoczęliśmy tyle lat temu jest bardzo dziwne.


...

Dziecko ma dziewięć dni, jest radosne i zdrowe i ku mojemu niejakiemu zdziwieniu, wydaje niesamowite odgłosy: piska jak myszka,
gaworzy cichutko jak lamentujące synogarlice albo pochrząkuje niczym świnka morska*. Uwielbiam go. Jego mama też miewa się dobrze. Gdyby ktoś się zastanawiał.


*tłumaczka jest świadoma, że świnek już nie ma, są kawie, ale jakoś nie może się do owych zmian przyzwyczaić - przyp. noita
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI