Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

wtorek, 11 listopada 2008

Doskonały wensleydale

Neil napisał 22. października


Otworzyłem wyszukiwarkę Google i zorientowałem się, że patrzę na reklamę telefonu G1. Kilka kliknięć później byłem na stronie T-mobile, sprawdzałem ceny i myślałem: „Cóż, naprawdę potrzebuję nowej komórki...”

Ale przypadkowe kupowanie telefonu, czego nawet nie rozważałem, wydało mi się, no cóż, czymś niewyobrażalnym. Chciałem go mieć. Chciałem znać szczegóły i takie tam, więc wsadziłem psa na tylne siedzenie samochodu i pojechałem do pobliskiego salonu T-Mobile.

Wiedziałem, że znalazłem się we właściwym miejscu, bo wszędzie wisiały wielkie plakaty, niektóre większe ode mnie, wszystkie reklamujące nowy t-Mobile G1.

-Witam. – powiedziałem jak klient sklepu z serami. – Chciałbym pobawić się G1.

Za ladą byli mężczyzna i kobieta. Powiedzieli, że bardzo im przykro, ale nie mieli G1, którym mógłbym się pobawić.

- Kiedy więc będziecie je mieć?

-Nie będziemy ich mieli.

-Nie?

-Nie.

- Moment, rozmawiamy o tym samym? Telefonie G1. O tym z tego plakatu. I z tego. I z tamtego... – Plakaty patrzyły na mnie zza lady. Były wszędzie dookoła.

-Nie, nie sprzedajemy go. Jesteśmy poza zasięgiem, także Google i rzeczy, które należą do zestawu, nie będą na nim działać.

Wyciągnąłem moją komórkę, Nokię N 73, z kartą SIM sieci T-Mobile, która szczęśliwie spędza zbyt wiele czasu w internecie robiąc, hmm, Google’owanie i takie tam. – Ale na tym działa…

- G1 nie będzie działał. Nie połączy się z Google’ami. Więc nie możemy go sprzedawać.

- Ale – spróbowałem to przemyśleć. Potem powiedziałem: - Ale macie plakaty – wskazałem na nie. Wszystkie zdjęcia kwestionowanego telefonu, wychwalające jego zalety i wyjaśniające, że można go dostać tylko tu.

- Jesteśmy oddziałem T-mobile. Wysyłają je do nas. To dlatego je powiesiliśmy. Te przysłane plakaty."

- No cóż, możemy pomówić o szczegółach dotyczących G1?

- Nic o nim nie wiemy – mężczyzna i kobieta za ladą wydawali się tym bardzo zasmuceni. Mężczyzna dodał, tęsknie: - Nie znamy nawet ceny.

Ja znałem cenę ze strony internetowej i czułem się temu winny.

- Jest dostępny w Twin Cities – powiedziała kobieta. – tam może go pan kupić.

- Ale jeśli go tam kupię, to czy będzie tu działał?

- Nie – odpowiedziała ze smutkiem i, jak podejrzewam, z zazdrością w głosie – ale tam go sprzedają.

Nastąpiła krótka przerwa. Myślę, że mogłem powiedzieć: „Przepraszam za plakaty”, gdy wychodziłem albo mogłem po prostu to bardzo głośno pomyśleć. Mieli na nich wszystkich ładne zdjęcia G1, telefonu, o którego kupno nie będę się już raczej troszczył.

...


Pozdrowienia, Neil!

Zdawałeś sobie sprawę, że właśnie wygrałeś tytuł „Najgorętszego Tatusia Bloggera” w Konkursie Bloggerów?


Trzymaj się,
rae


Nie wiedziałem, ale teraz już wiem. Dziękuję każdemu, kto mnie powiadomił.

Właściwie moją pierwszą reakcją było „Ale to było rok temu” i wtedy zorientowałem się, że, nie, to zdarzyło się też w tym roku. I, gdy sprawdzałem listę zwycięzców (na http://blog.izea.com/2008/10/announcing-the-2008-bloggers-choice-awards-winners-1.html), okazało się, że wygrałem też coś zwanego Blogitzerem dla bloggera, który wykazuje się najlepszymi zdolnościami pisarskimi na swoim blogu.

(Widzę moją ubiegłoroczną nagrodę z Konkursie Bloggerów, na szczycie biurka. Jest ładna ze szkła, ma około 10 cali i jest z typu wesołych nagród, które znam, bo nie trafiły do poważnych gablotek z nagrodami.)

Jeśli nikomu nie będzie to przeszkadzać, skoro już wygrałem dwa razy, wycofam mojego bloga z tej kategorii na przyszłość i pozwolę jakimś innym, hmm, Gorącym Tatusiom, zabłysnąć w świetle reflektorów.
...

„Księga cmentarna” została zrecenzowana w “The Independent” , w dziwnej opisowej formie, która sprawia, że w końcu pytasz sam siebie „ok, ale podobała ci się? Jest w ogóle dobra?” (a potem znów, w wyszukiwarce znalazłem wiadomość, że ten sam krytyk w tej samej gazecie naprawdę, naprawdę skrytykował „Koralinę” jakieś sześć lat temu, i albo zmiękczał, bardziej doceniając „Księgę”, albo, w świetle ostatniego paragrafu, po prostu zdecydował się nie iść pod prąd. Ciężko powiedzieć. W każdym razie zostałem porównany do Leona Garfielda i sam ten fakt jest godny świętowania.)

...

Wiadomość od uroczej Colleen Doran:
Zamieściłam kilka twoich zdjęć. Na żadnym nie jesteś tak ładny jak ja.
http://adistantsoil.com/blog/?p=4415

Dziwna kobieta, nie umiem się przyzwyczaić do słyszenia na konwentach : „Neil, to ja, Colleen. Tylko włosy mam inne.” Wtedy mrugam i zawsze to ona, za każdym razem. Zerknijcie na zdjęcia to zrozumiecie moje zmieszanie.


...

Możecie dostać się na zaplecze wydarzenia związanego z „Księgą” czytając to: http://kashsbookcorner.blogspot.com/2008/10/tales-of-three-book-events.html. Cały blog na http://kashsbookcorner.blogspot.com/ jest fascynujący, jego relacja z jak i dlaczego odrzuca książki może rozjaśnić i poszerzyć moje komentarze z wczoraj, a John Hodgman nawet się pojawił i Google rozpływają się nad tym.

niedziela, 9 listopada 2008

Postscriptum o Bordersie

Neil napisał 21. października


Dostaje małe stosy czegoś, co można najlepiej nazwać pocztą nienawiści, od ludzi, którzy twierdzą, że są pracownikami Bordersa. Zdaje się, że uważają, iż namawiam do bojkotu Bordersa i dlatego są nieuprzejmi. Nie sądzę, patrząc na jakość tych wiadomości, aby którykolwiek z nich w ogóle przeczytał to, co napisałem wczoraj. (Kusi mnie, by powiedzieć, że nawet jeśli przeczytali to najwyraźniej nie zrozumieli, ale, szczerze, nie wydaje mi się, żeby to przeczytali) Dziwne i bardzo rozczarowujące .


...


Jak już może wiecie, pojawiła się tajemnicza rozbierzność dotycząca wydarzeń podczas mojego zbliżającego się touru po Wielkiej Brytanii – Jestem w Manchesterze 29. w

http://www.arts.manchester.ac.uk/martinharriscentre/mhceventspage.php?eventid=598, ale Jonathan Coulton i Paul & Storm również wtedy tam grają.

http://www.jonathancoulton.com/2008/10/29/manchester-102908/ Będziemy bardzo, bardzo blisko. Ale ich występ zacznie się, gdy mój będzie już trwał. I mój skończy się zanim Jonathan i Paul & Storm stoczą się ze sceny do ich limuzyn, helikopterów i wyruszą w napędzaną fanami rock’n’rollową noc, prowadzącą do Londynu na ich występ w Shepherds Bush 30.. Więc jest całkiem możliwe, że dziwne krzyżujące się plany mogą właśnie się wykluwać.

Ja tylko mówię.

czwartek, 30 października 2008

środa, 29 października 2008

Myśli o guacamole

Neil napisał 17. października


Wciąż mam papkę zamiast mózgu, ale już całkiem wyzdrowiałem akurat na tour po Wielkiej Brytanii i aby zrobić to wszystko raz jeszcze.

Tylko szybka notka: http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=95790778, to urocza recenzja. Link do fragmentu programu „All Things Considered” („Wszystkie rozważane rzeczy”) o mnie, pszczelarstwo, „Doctor Who”, i (przede wszystkim) „Ksiega cmentarna”. (I kiedy surfowałem w internecie, natknąłem się na ten wywiad a także piosenki Stephina Merritta: http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=94926812)


To recenzja „Księgi cmentarnej” z San Francisco Chronicle:


Mimo że jest skierowana głównie do młodszych czytelników, „Ksiega cmentarna” potrafi dogłębnie wciągnąć również dorosłych. Modelem dla tej historii jest oczywiście „Księga dżungli”, ale Gaiman składa hołd również Rayowi Bradbury’emu, a na dodatek, prawdopodobnie, oddaje salwę honorową Charlesowi Addamsowi. Dorastanie Nika ma swoje cudowne, przerażajace i czułe chwile, a Gaiman za każdym razem uderza w odpowiedni ton.


Inna z Washington Post kończy się tak:

Jak kęs deserowej czekolady na Halloween, książka okazuje się bogatą, słodko-gorzką i bardzo satysfakcjonującą powieścią.


Barnes i Noble wyciągnęło wywiad, którego udzieliłem kilka lat temu, kiedy ukazali się „Chłopaki Anansiego”. Zawiera on kilka zgrabnych i przyzwoitych odpowiedzi na niektóre często zadawane pytania.


To wspaniała relacja z podróży do studia, gdzie kręcono „Koralinę” http://community.livejournal.com/ohnotheydidnt/28623270.html


Brad Meltzer w Białym Domu. I Lincoln. I ja.


Myślę, że zaczynam raczej lubić „Middlemana”. (Jest tego trochę na Tivo, grali w tle, gdy pracowałem dziś wieczorem.) Rękawiczkowe pacynki wampirów sprawiły, że pomyślałem „Szkoda, że na to nie wpadłem” (Zrobiłem dawno temu demoniczną pacynkę-rękawiczkę seryjnego zabójcy, przedrukowaną w „Księciu opowieści” Golden-Wagner-Bissette’a. Ale rękawiczkowe-pacynki wampiry…)


Mam głupie pytanie – przenikliwe umysły! – dotyczące twojej opinii o wzięciu Montblanc'a „w kolorze zaschłej krwi”, żebyś mógł dać mi autograf podczas twojego tournee po Stanach. Czy to jest w ogóle możliwe, żeby przemycić butelkę tuszu pod nosem ochroniarzy?!? Domyślam się, że nie zdaje się bagażu, ale jak ujść z tym cudem płynnej własności? Kosmetyczka z tuszowymi środkami czystości?!? Podejrzewam, że się uda, jeśli butelka będzie zawierała mniej niż 2 uncje cieczy…

Pokochałam „Księgę cmentarną”- przypomina mi ona także, żeby przeczytać ponownie Kiplinga, moja ulubiona a zarazem najbardziej magiczna książka dzieciństwa to „ Puk z Pukowej Górki”!


wszystkiego najlepszego,
Jenny Davidson


To nie jest wcale głupie pytanie. Możesz włożyć buteleczkę tuszu do przejrzystej kwartowej torby na płyny (jeśli nie przekroczy 100 ml). Albo możesz schować butelki tuszu do bagażu podręcznego i zapomnieć o włożeniu ich do tej torby. Odkryjesz, że nikt nie zdaje się ich zauważać, prawdopodobnie ponieważ ich kształt nie przypomina butelki w promieniach rentgenowskich. (Być może będziesz musiała wytłumaczyć ludziom z ochrony czym jest tusz i dlaczego przechowuje się go w ciężkich szklanych buteleczkach.) Możesz też wziąć naboje zamiast tuszu.

Oszukiwałem podczas ostatniego tournee, chociaż, oddałem buteleczkę tuszu Elyse Marshall, z Harper Collins, a ona wyprodukowała ją, gdy była mi potrzebna.



Widzieliście tę stronę? Wow.

http://www.suck.uk.com/product.php?rangeID=103&rangeNew=1

Zobaczcie Koci Dom Zabaw. I Czajnik-terrorystę.

Stephanie.

To jest najlepszy Czajnik-terrorysta, jaki kiedykolwiek widziałem.




Hej Neil,

Po prostu pomyślałem, że możesz być zainteresowany dynią
à la „Księga cmentarna”, którą zrobiłem razem z moją dziewczyną. Wymodelowaliśmy ją na wzór okładki i dodaliśmy naszą własną ghulową bramę. Zabrało to trochę czasu, ale warto było. Umieściłem zdjęcia na blogu, oto one:

http://decaffeinating.blogspot.com/2008/10/graveyard-pumpkin.html

Wesołego Halloween i mam nadzieję, że spodoba ci się nasza dynia! A przede wszystkim dzięki za napisanie „Księgi cmentarnej”.

Brent


I to jest najlepsza dynia à la „Księga cmentarna”, jaką kiedykolwiek widziałem.

sobota, 25 października 2008

Cyrkowa ryba

Neil napisał w środę 15 października:


Odpowiedź na wczorajsze pytanie brzmi,


Dave McKean,


(lub David Tench. McKean jak podaje Wikipedia, przez co wszyscy teraz go tak nazywają, zamieniając tym samym dowcip o rybie w fakt z alternatywnego uniwersum).

Ponieważ to Dave ilustrował „Księgę Cmentarną”, był również ilustratorem Big Fat Duck Cookbook Hester Blumenthal (a nawet stworzył do niej komiks). Widziałem egzemplarz Książki Kucharskiej Wielkiej Grubej Kaczki, gdy byłem w Bloomsbury parę dni temu i jest ona niewiarygodnie piękna. Jest też niewiarygodnie droga. W planach mam być niesamowicie miły dla Dave’a to może da mi egzemplarz pod choinkę.


Przypomniało mi to o tym, że Dave McKean, tak jak i ja, będzie podpisywał książki w Londynie w Halloween. Będzie w Forbidden Planet od 17 do 18, więc jeżeli wybieraliście się tam, by zobaczyć się ze mną tego wieczoru to zawsze możecie najpierw zobaczyć się z nim. A jeśli nie macie zamiaru się ze mną spotkać zawsze możecie zamiast tego spotkać się z Dave’m.


(Dave projektował prace do trzeciej części filmu o Harrym Potterze co łączy wszystkich trzech autorów na Liśce)



Trasa Księgi Cmentarnej w Wielkiej Brytanii: Londyńskie rozmowy i podpisywanie książek (31 października)


Cześć Neil,


właśnie rozmawiałem z Blackwell i powiedzieli mi, że wszystkie bilety na tą imprezę zostały już sprzedane. *płacze* Mają listę oczekujących, ale na niej jest już 30 osób, więc nie robie sobie niepotrzebnie nadziei… Pomyślałem, że może chciałbyś o tym wiedzieć.

Kocham „Księgę Cmentarną” tak bardzo. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.


Miłej trasy!

Suzanne (fanka)


Bardzo mi przykro. Przestaliśmy organizować imprezy w salach na 600 miejsc w Londynie w 2003 i przerzuciliśmy się na sale z 930 miejscami w Logan Hall. Niestety tym razem dowiedziałem się od Bloomsbury, że Blackwells nie mogło znaleźć żadnej Sali tej wielkości wolnej w czasie Halloween. Udało się im załatwić jedynie LSE Old Theatre, który może pomieścić jedynie około 550 osób… Miałem nadzieję, że pomieścimy tyle ludzi ile tylko się da ale mieliśmy do dyspozycji tylko tyle miejsc.

Jeszcze raz przepraszam.



Drogi Panie Gaiman,


Wspomniał pan w ostatnim poście, że chciałby, by nazwano pana nazwiskiem linie piór. Montblanc tworzy słynną linie piór, których nazwy wywodzą się od ludzi sztuki. Pióra w większości są wspaniałe. http://www.penslimited.com/index.html - pióro Semiramis jest moim ulubionym.

Ci patroni sztuk/autorzy, których uhonorowano tymi piórami są martwi, co może być w pańskim przepadku problemem. Jeżeli w Montblanc pracują jacyś fani Gaimana to być może mogliby szepnąć parę słów do właściwym osobom.


Pozdrawiam

Laurie


Dziwaczna prawda jest taka, że o ile kocham atrament Montblanc oraz projekty ich buteleczek na atrament (szczególnie Bordeaux w kolorze zaschniętej krwi, którą podpisywałem się podczas mojej amerykańskiej trasy) to nie jestem wielkim fanem ich piór: te, z którymi się zetknąłem robią ładne wrażenie leżąc na biurku.

Nie są to pióra, którymi chciałbym pisać powieści, a te których używałem poddawały się zbyt szybko bym mógł ich używać przy podpisywaniu (dostałem parę Montblanc’ów w prezencie)


Na ostatniej trasie podpisywałem książki piórem Namiki Falcon, aż do Chicago gdzie stalówka się wygięła. Potem przerzuciłem się na Lamy. Pisałem „Księgę Cmentarną” używając głównie pióra Lamy 2000, starego Watermana z elastyczną stalówką i Pelikana, którego dał mi Henry Selick.



Neal Hefti nie żyje. Jego motyw przewodni z Batmana był chyba pierwszym nagraniem jakie kiedykolwiek dostałem (przypuszczalnie na moje 6 urodziny), które rzeczywiście chciałem otrzymać i jednocześnie byłem głęboko urażony, gdyż ktokolwiek projektował okładkę narysował pelerynę Batmana jako dwuczęściowy twór podobny do skrzydeł.


XKCD przeciwko The New Yorker w kreskówkowym pojedynku na śmierć i życie (tyle, że tak naprawdę nie na śmierć i życie, bo byłaby to smutna utrata prawdziwego talentu)


Tutaj znajduje się piosenka Circus Fish zespołu Vermillion Lies, którą bardzo lubię

(słucham też ostatnio Sing Like an Angel Mitch’a Bennsa).


Peter Straub w Time (oraz spóźnione gratulacje dla Emmy i Michaela)

(poza tym wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Cat Mihos…)


Tasha Robinson z The Onion wysłała mi linka do recenzji „Księgi Cmentarnej”


A patrząc dzisiaj rano w lustro doszedłem do wniosku, że starzejąc się zamieniamy się w karykatury nas samych autorstwa Mort’a Drucker’a. Ta myśl jest dla mnie dziwnie pocieszająca.

środa, 22 października 2008

Ethel the Aardvark prowadzi sondę dotyczacą jakości

Neil napisał 15. października

Jestem trochę rozkojarzony po zmianie stref czasowych, więc teraz moja głowa jest niczym babeczka. Wszystko jest niewyraźne, a większość rozmów kończę, mówiąc „Może powinieneś wysłać mi maila, żeby powiedzieć, że o tym rozmawialiśmy”. Właściwie to normalne, jak sądzę. Jedynym lekarstwem jest odpoczynek, odsypianie i może wyjście z psem przez dzień czy dwa.

Ranking ruszył i „Księga cmentarna” faktycznie jest Numerem Jeden. Kiedy to pisałem, Elise’a, moja edytorka, zadzwoniła do mnie, żeby mi powiedzieć, że już drugi tydzień jest na szczycie. To prawdziwe osiągnięcie, biorąc pod uwagę to, że podobno bardzo ciężko ją znaleźć. Oto moja ulubiona historyjka o jej poszukiwaniu http://folkchick3.livejournal.com/380582.html, która zmienia się w coś podobnego do tego:



(Nie ma obrazu, ale oto audio i kilka zdjęć)

A to ponury lament z Melbourne…

Hej Neil,

Uważam, że reakcja księgarni w Australii na zapowiadane wydanie „Księgi cmentarnej”, 1. listopada, jest totalnym niewypałem.

Mieszkam w Melbourne i pytałem w każdym sklepie CBD w okolicy , gdy zaczęła się zbliżać data wydania, mając nadzieję, że może gdzieś zmówiono już jakieś egzemplarze. Okazało się, że większość dużych sieci zdaje się o niczym nie wiedzieć ewentualnie nie przejmują się datą publikacji.

Zdziwiło mnie to, bo myślałem raczej, że po twojej ubiegłorocznej wizycie „Księga cmentarna” będzie zdecydowanie lepiej wypromowana.

Borders, najbliższa księgarnia w Melbourne postarała się tylko o pięć egzemplarzy!
Biorąc pod uwagę, że mam zamiar kupić więcej niż jedno wydanie, martwię się o mnie i mojego kumpla Assiego – fanów, którzy zostali zmuszeni czekać dodatkowy miesiąc na dotarcie „Księgi cmentarnej” na Antypody.

Żałuję, że Melbourne nie ma swojego Kinokuyniya tak jak Singapur, albo nawet Sydney (co, jako mieszkańcowi Melbourne, ciężko mi było przyznać).

Pozdrowienia,
Daniel

Hmmm. Mówiąc jako autor tej kwestionowanej książki...

Myślę, że najlepszą opcją będzie zadzwonienie do księgarni i zarezerwowanie sobie jednego wydania, jeśli je mają. Australijscy wydawcy Allen i Unwin będą mieli w Sydney mnóstwo egzemplarzy, które będą rozprowadzać i jeśli księgarnia wysprzeda jedną partię to (miejmy nadzieję) zamówi następną, która zostanie dostarczona superszybko. To nie tak, że książki będą płynęły do Melbourne statkiem z Anglii.

Jeszcze innym możliwym powodem tego australijskiego problemu z kupieniem „Księgi” (poza tym, że trzeba zaczekać aż tam dotrze) jest to, że możliwe, że należy zapytać o dwa różne wydania (ISBNS): edycja dla dzieci: http://www.allenandunwin.com/default.aspx?page=94&book=9780747569015, która zostanie opublikowana w listopadzie oraz wersja dla dorosłych http://www.allenandunwin.com/default.aspx?page=94&book=9780747596837, która, według informacji ze strony, wychodzi dopiero w grudniu.

Powiedziano mi, że Borders w USA zauważyło duży popyt na „Księgę cmentarną”, pomimo problemów z jej znalezieniem, dlatego teraz planuje przerzucić część nakładu na przód sklepu, żeby łatwiej było je odnaleźć. Co napełnia moje serce miłością do Borders.

A moje serce jest już pełne miłości do niezależnych sklepów z całego świata, które umieściły ksiązki, gdzie tylko chciały i dla ludzi z wielkich sieciowych sklepów, którzy, ignorując polecenia szefostwa, układają je w stosy przy wejściu.

Sugeruję księgarzom, żeby, jeśli pracują w sklepach mających sezonowe wystawy, zrobili taką ekspozycję „Księgi cmentarnej”. Co sprawi, że więcej książek będzie łatwo dostępnych. Poza tym, nadchodzi Hallowe'en i, jeśli macie specjalną Hallowe'en’ową ofertę dla dzieci i dorosłych upewnijcie się, że jest w nich “Księga cmentarna”.

Słyszałem od kilku indywidualnych sklepikarzy, że kładą dodatkowe wydania książki tam, gdzie według nich powinny się znaleźć. To nie jest coś, co bym polecał, przede wszystkim dlatego że może spowodować zamieszanie wśród pracowników odsyłających klientów, do miejsc, gdzie wedle komputerów można je znaleźć.

Z drugiej strony eksponowanie książek, które lubisz (albo które zostały napisane przez twoich przyjaciół), to coś, za co żaden sąd cię nie ukarze.

...

William Gibson ma kolekcję torebek sygnowaną jego nazwiskiem! (To zabawne. Nie chcę, żeby nazwali moim nazwiskiem kolekcję torebek, co tak jakby niweluje czynnik zazdrości, ale gdyby to była seria wiecznych piór Williama Gibsona, byłbym zielony z zazdrości. Jeśli chcielibyście stworzyć kolekcję wiecznych piór Neila Gaimana, to możecie na mnie liczyć. Jeśli będą fajne.)

William Carlos Williams był złym współlokatorem.

Moja asystentka Lorraine znalazła dom dla dwóch bengalskich kotów, którymi się opiekowała. Teraz będzie wychowywać "F1" wśród kotów, na pół azjatyckiego leoparda na pół udomowionego mruczka. Życzę powodzenia...

A to mnie uszczęśliwiło, też jak podejrzewam z Australii:

Doberek Neil.

Dziękuję ci. Gdybyś nie wspomniał o jej wpływach na „Księgę cmentarną” nigdy nie przeczytałbym wspaniałej „Księgi dżungli” Kiplinga (a potem „Drugiej księgi dżungli”, która według mnie jest nawet lepsza).

Nigdy nie podejrzewałem, że są one równie dobrze napisane i zabawne jak inne krótsze dzieła Kiplinga (chociażby „Mężczyzna, który mógłby być królem” czy „Proste jak abecadło”). Walt Disney zbyt lekko potraktował tę historię (niespodzianka, niespodzianka), co zniechęciło mnie do jej przeczytania na dobre 30 lat. Kiedy go wreszcie odmrożą, będzie musiał za wiele odpowiedzieć ;-)

Więc jeszcze raz dzięki. Już cieszę się na lekturę „Księgi cmentarnej”, czekam jedynie na jej nadejście pocztą.

Steve

....

I wreszcie, przypomniał mi się artykuł z Onion sprzed prawie ośmiu lat, dlatego zastanawiałem się jak się dziś trzyma...

A ma się lepiej niż oczekiwałem. http://www.theonion.com/content/node/28784

...

PS: Wg Reutersa, Bloomsbury ma się dobrze w czasie kryzysu kredytowego, a "Ostatnio wydane przez Heston Blumenthal, książki JK Rowling i Neial Gaimana zdobyły popularność." Czy jest coś, co łączy dwie z trzech wspomnianych tam jesiennych książek (czy też ich autorów)?

sobota, 18 października 2008

świat linków

Neil napisał we wtorek 14 października 2008 o 22:52

W domu.
Zmęczony.
Ale w domu. I mój pies bardzo się cieszy, że mnie widzi.


Spacerowałem w świetle powitego mgłą księżyca, a świat pachniał zmokłymi liśćmi, mgłą i jesienną ziemią i pomyślałm, że przecież tydzień temu było jeszcze późne lato, a jeszcze wcześniej szedłem tą ścieżką przed moją podróżą do Chin i wtedy był środek lata i że w tym roku życie wydaje się być serią zmieniających się raz po raz zdjęć.

Czy mógłbyś wspomnieć o facecie z Iowa, który został aresztowany i grozi mu do 20 lat więzienia za posiadanie- nawet nie rozprowadzanie - mangi? (To listonosz uznał, że grafika znajdująca się w przesyłce budzi wątpliwości i zgłosił to na policję). Comic Book Legal Defense
stara się pomóc.
http://www.cbldf.org/pr/archives/000372.shtml

Absolutnie! Zwykle kiedy wyjaśniam na czym polega działalność CBLDF tłumaczę, że ma chronić prawa, które twócom komiksów, wydawcom i sprzedawcom gwarantuje Pierwsza Poprawka. Teraz do tej listy będę musiał dodać jeszcze czytelników.

"Sprawa Handleya jest niezwykle niepokojąca, ponieważ tym razem rząd pozywa za posiadanie dzieła prywatnego kolekcjonera" mówi Charles Bronstein, dyrektor CBLDF. "Do tej pory CBLDF broniło zawartych w Pierwszej Poprawce praw artystów i sprzedawców, ale nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z sytuacją w której Rząd Federalny próbuje pozbawić obywatela jego praw z powodu posiadania komiksów. Zrobimy co w naszej mocy żeby wspomóc obrońców pana Handleya, ponieważ bronią oni praw, które Pierwsza Poprawka gwarantuje każdemu kochającemu sztukę obywatelowi tego kraju."

Sprawa pana Handleya zaczęła się w maju 2006 roku, kiedy otrzymał z Japonii przesyłkę zawierającą siedem japońskich komiksów. Przesyłka została zatrzymana przez Inspektora Pocztowego, który poprosił o nakaz ponieważ uznał, że rysunki zawierają nieodpowiednie treści. Nieświadomy faktu, że jego przesyłka została przeszukana pan Headley odjechał z poczty do domu. Z nim ruszyło kilku funkcjonariuszy policji, któzy kazali mu się zatrzymać i towarzyszyli mu w drodze do domu. Tam pracownicy biura Inspektora Pocztowego, celnicy, agenci specjalni z oddziału do walki z przestępczością w Iowa i funkcjonariusze policji w Glenwood skonfiskowali kolekcję Handleya na którą złożyło się ponad 1200 tomów mangi, setki płyt DVD, taśm VHS, dysków laserowych, siedem komputerów oraz inne dokumenty.
Pomimo iż kolekcja Handleya zawierała setki komiksów należących do szerokiego wachlarza odmian mangi, rząd oskarża go z powodu zaledwie kilku rysunków spośród nich.

Ujmując sprawę w szerszym kontekście prawnik z CBLDF, Burton Joseph powiedział, że "przez długi czas reprezentowania CBLDF i ich klientów nigdy nie zetknąłem się z sytuacją, kiedy zarzuca się popełnienie przestępstwa osobie prywatnej z powodu posiadania na własny, domowy użytek dzieła sztuki. To postępowanie może oznaczać dla artystów i wydawców istotne ograniczenie ich praw wynikających z Pierwszej Poprawki , zwłaszcza dla tych zajmujących się komiksami, najbardziej twórczą i konrowersyjną dziedziną. Te oskarżenia świadczą o niezrozumieniu pojęcia awangardowej sztuki z perspektywy historycznej i stanowią wypaczenie praw przeciwko pornografii.


Wydawnictwo Harper Collins przygotowało trailer "Ksiągi Cmentarnej". To jest wersja z YouTube.



Miss Kitty pojawiła się na pierwszych kilku przystankach trasy "Księgi Cmentarnej", a potem na ostatnim z nich. Na swoim blogu zamieściła relację z mnóstwem zdjęć. Tutaj pierwsza, z Krajowego Festiwali Książki w Waszyngtonie, potem z Nowego Jorku, Filadelfii i Chicago (gdzie Kitty spotkała się z Drew, swym młodzieńcem, i gdzie straciłem ją z oczu aż do...) Minneapolis (gdzie znajdziecie wspaniałe zdjęcie mojego psa śpiącego podczas czytania)

(Oraz moje zdjęcie z "Washington Post" z czytania w The Mall.)  


Pewnie dostałeś już jakieś 15 maili z tą informacją, ale "Amerykańscy bogowie" znaleźli się na liście 100 najlepszych książek wszechczasów "Sydney Morning Herald". Ja umieściłabym ją na pierwszym miejscu, ale decydowało głosowanie. (Próbuję namawiać do przeczytania "Amerykańskich bogów" wszystkich moich znajomych i współpracowników - do tej pory 8 osób :)
W każdym razie link jest tutaj:
http://www.smh.com.au/news/entertainment/books/top-100-books-of-all-time/2008/10/04/1223013851889.html?page=2
Dzięki,
Eve

Ale zabawa! 


Drogi Neilu,
Czy istnieje lista książek z których korzystałeś  pisząc "Amerykańskich bogów"? Myślałem o oszustwach o których Wednesday opowiada Cieniowi oraz różnych sztuczkach magicznych, które robi/wyszukuje/wymienia Cień i uświadomiłem sobie, że jeśli jesteś w stanie polecieć na drugi koniec świata ryzykować spotkanie z mongolskimi pijawkami w poszukiwaniu materiałów do nowej książki to z pewnością czytasz całe stosy książek szukając potrzebnych informacji. Czy jeśli taka bibliografia istnieje to czy mógłbyś ją opublikować? Bardzo chciałbym się dowiedzieć jakie jeszcze oszustwa mieli w zanadrzu Wednesday i Loki.
Dzięki!
-Kerwin

Niepełna bibliografia jest na http://www.neilgaiman.com/works/Books/American+Gods/in/183/. O sztuczkach z monetami pisałem tu http://journal.neilgaiman.com/2004/07/in-which-author-is-briefly.asp, a tutaj przepraszam, że nigdy jej nie dokończyłem http://journal.neilgaiman.com/2006/01/useful-information.html. "The Big Con" ["Wielkie oszustwo"] Davida Maurera to urocza książka, a zapisałem ją tam, bo nie pamiętam pozostałych książek o nadużywaniu zaufania z których korzystałem.

Cześć Neil,
Tylko szybkie pytanie/komentarz. W weekend kupiłam w najbliższej księgarni Waterstone's "Księgę cmentarną", choć data wydania to 31 października. (Chyba że coś pomyliłam, ale tak twierdzi Amazon). Zdziwiło mnie, że księgarniom wolno sprzedawać książkę przed oficjalną premierą, bo pamiętam zamieszanie wokół ostatniego "Harry'ego Pottera", kiedy półki z książkami zasłaniano folią lub papierem żeby nie można było choćby na nie spojrzeć, nie mówiąc już o kupieniu.

Czy to tylko książki o Potterze wywołują tyle zamieszania w mediach, że sprzedawcy wychodzili z siebie byle tylko nierozpocząć sprzedaży za wcześnie, czy może istnieją prawne zobowiązania dla wszystkich książek? Jeśli tak, to czy powinnam zwrócić moją książkę do księgarni?!! (błagam, na to ostatnie odpowiedz "nie", teraz już nie mogę znieść myśli o rozstaniu z nią!)

Pozdrawiam,
Vicki

Nic z tych rzeczy. To działa tak: książka ma datę premiery. Czasami jest to ściśle określony termin, nazywamy to "One Day Laydowns" ["wykładanie jednego dnia"] (tak było z "Księgą cmentarną" w USA) i jeśli w takim przypadku książka znajdzie się na półkach za wcześnie dzieją się straszne rzeczy. A czasami terminy nie są tak dokładnie wyznaczone, wtedy książka trafia do księgarni wraz z notatką informującą o dacie premiery, ale jest wystawiana na sprzedaż w okolicach tej daty, albo nawet trochę wcześniej i nikomu to nie przeszkadza.

Czyli chociaż niektóre egzemplarze w Wielkiej Brytanii znalazły się w sprzedaży bardzo wcześnie to nikt nie będzie miał z tego powodu problemów. Ale miałby, gdyby zdarzyło się to w Stanach.

Witaj Neil, mam nadzieję, że podoba Ci się powrót do Anglii. Zastanawiałem się, czy są jakieś różnice między dziecięcą i dorosłą wersją książki (jeśli chodzi o tekst)? Poza tym, super! "Księga cmentarna" jest w sprzedaży 3 tygodnie przed premierą, co mnie bardzo cieszy. Po prostu upewniam się,  że o tym wiesz. Do zobaczenia w Manchesterze, miejmy nadzieję. Matthew.

Nie. Nie ma różnicy w tekście. Tylko ilustracje i numer ISBN.

Najlepszym sposobem skontaktowania się z Webgoblinem jest formularz Site Inquiry i prosi on o kontakt Anę K, która chciałaby tłumaczyć ten blog na rosyjski.


Neil,
Chciałam tylko podziękować, że zamieściłeś link do mojego artykułu dla "LA Weekly". Jestem bardzo wdzięczna za możliwość przeprowadzenia z Tobą wywiadu.
A tak przy okazji, mój znajomy Jeaux Janovsky (właściwie jest to osoba, która szesnaście lat temu naprowadziła mnie na "Sandmana") zrobił na swoim blogu fajną ilustrację do artykułu i chciałam podzielić się tym z Tobą:
http://doubled8.blogspot.com/2008/10/neil-gaimans-graveyard-book-exclusive.html
Dzięki raz jeszcze.
Liz

Uznaj to za zamieszczone. 

sobota, 11 października 2008

Muzyka! Muzyka! Muzyka!

Zapomniałem wam powiedzieć:

Według Claudii Gonson z Magnetic Fields, jeśli w trakcie obecnej trasy udacie się na koncert Magnetic Fields i powiecie, że ja was przysłałem, dadzą wam za darmo znaczek Magnetic Fields (lub podobną naszywkę), tym samym zaoszczędzając wam dolara.

Tak więc zobaczcie sobie stronę Magnetic Fields http://www.houseoftomorrow.com/, by poznać szczegóły... Potem pójdźcie i zobaczcie ich. Moją ulubioną we wszechświecie kapelę na żywo.

A także, dziś wieczorem widziałem występ Elli Edmondson – jest zadziwiająca. Będzie gwiazdą. To nawet nie jest pewne przewidywanie, to po prostu to, co się stanie. Przekonajcie się sami: http://www.myspace.com/ellaedmondson oraz http://www.ellaedmondson.net/.

z najciemniejszej Kornwalii

Neil napisał w sobotę 11 października 2008 o 11:13

Dotarłem do Kornwalii około 4:30 (przez jakąś godzinę spałem w samochodzie, potem czytałem scenariusz). Samochód i kierowca odstawili mnie do hotelu. Ucieszyłem się, że ktoś nie śpi i mnie zamelduje. Wniosłem moje bagaże do portierni, wręczyłem spory napiwek kierowcy. Kierowca odjechał. Nocny portier powoli doszedł do tego, że wcale nie miałem zatrzymać się w tym hotelu, tylko w innym, odległym o parę mil i że kierowca trochę przesadził z chęcią szybkiego odstawienia mnie do hotelu. A także, że nie sposób wezwać taksówkę w wiejskich rejonach Kornwalii o piątej nad ranem, więc utknąłem. Siedzę w holu i piszę "Batmana". Jakoś w moim stanie wymęczenia lotem to wszystko wydaje się zupełnie normalne.

Moje komórki nie działają w tym mieście, a baterii nie starcza nawet żeby je włączyć.

Po trzech kwadransach pojawia się portier i zabiera mnie do pokoju powołanego do życia za pomocą czarów specjalnie dla mnie i nagle wszystko staje się cudowne. Śpię przez sześć godzin, biorę długą kąpiel i schodzę na dół spotkać przyjaciół, którzy wspólnie obchodzą 50. urodziny.

Jem najlepszy Kornwalijski pasztecik jaki kiedykolwiek dostałem na śniadanie, popijając cydrem (alkoholowym, w którym w ogóle alkoholu nie czuć, więc uwaga) i słucham mew i jestem szczęśliwy. Wpadam także na paru starych przyjaciół i to bardzo dobrze.

Teraz siedzę w hotelowym biurze, bo do mojego pokoju nie sięga internet.
...
Jakiś czas temu wspominałem na tym blogu sprawę Antre Norton. Sprawa została rozwiązana - patrz Scrivener's Error. Każdemu z czytających, który jest pisarzem - albo zna pisarzy - albo kiedyś być może zostanie pisarzem - chciałbym pokazać to http://journal.neilgaiman.com/2006/10/important-and-pass-it-on.html .

Od Marcusa z Blackwells słyszałem, że zostało im ostatnich 60 biletów na imprezę z czytaniem w Hallowe'en...

Piątek, 31 października, 18:30
The Old Theatre, London School of Economics, Houghton Street, WC2A 2AE

Blackwell Charing Cross Road z radością informuje o ekskluzywnym londyńskim spotkaniu z Neilem Gaimanem, które odbędzie się z okazji wydania jego fantastycznej nowej powieści pt. "Księga Cmentarna".

31 października, w Halloween dołącz do nas podczas spotkania i podpisywania w Old Theatre, London School of Economics, Houghton Street, WC2A 2AE od 18:30. Ponieważ jest to Halloween przebrania będą mile widziane (choć nie obowiązkowe). Za najlepszy naszym zdaniem kostium czeka nagroda i możliwość zapozowania do zdjęcia z Neilem. Prosimy upewnić się, że strój pozwoli na siedzenie w fotelu teatralnym i jest wystarczająco wygodny do stania w długiej kolejce.

Bilety kosztują £8 oraz £6 (ulgowe) i uprawniają do £2 zniżki na zakup tego samego wieczoru dowolnego wydania książki. Bilety do nabycia w Blackwell, 100 Charing Cross Road, London WC2H 0JG lub żeby zostały wysłane pocztą - pod numerem telefonu 020 7292 5100. Przez pierwsze dni linie telefoniczne mogą być bardzo obciążone, więc prosimy o wyrozumiałość!



Tu jest wywiad z "LA Weekly" przeprowadzony za kulisami w Santa Monica, a tu relacja z "Pink is the New Blog" z tej samej imprezy (z dodatkiem "Blueberry girl")
...
Wiele osób pisało z pytaniem o nagranie "Danse Macabre" ["Makabrela"] które Bela Fleck zrobił do "Księgi Cmentarnej".
(Dla tych którzy byli na którymkolwiek ze spotkań- to był utwór poprzedzający urocze "Vincent Price" Billa Hadera.) Jest na audiobooku "Księgi cmentarnej" - tym, który można kupić na iTunes lub na płycie. Niektórzy pytali o wiolonczelistę, który z nim grał. Inni chcieli się dowiedzieć czy będzie to dostępne jako samodzielny utwór do ściągnięcia. Jak mówi pan Fleck:

Wiolonczelista nazywa się Ben Sollee, wspaniały młody muzyk z Louisville.

Z mojej strony nie ma żadnych planów, bo to muzyka Beli, on ją nagrał i jeżeli ktoś postanowi zamieścić ją do ściągnięcia czy coś, powinien to zrobić właśnie on, nie ja. Strona Beli to http://www.belafleck.com/. (Uwielbiam ten blog. Wzdycham, że miło byłoby mieć "Makabrela" zagranego na banjo i najlepszy gracz na banjo w znanym wszechświecie pisze z pytaniem, czy byłbym nim zainteresowany, a potem nagrywa i brzmi to nawet lepiej, niż w mojej głowie. No doprawdy, czy można sobie wyobrazić coś fajniejszego?)

Oto magiczny dźwiękowy widget, dla każdego, kto chciałby posłuchać kawałka...


...


Drogi Panie Gaiman:

Chciałbym zawiadomić, że widocznie zabił pan (nie tylko być może Amandę Palmer, ale też) trzecią serię "Phonogramu":
http://gillen.cream.org/wordpress_html/?p=1652

Ale nie powinno się podawać złych wiadomości bez towarzyszących im dobrych. Pojawiła się oficjalna strona filmu "Koralina"!:
http://www.filminfocus.com/focusfeatures/film/coraline/

Najlepszego,
- Sam


Życie nie ma obowiązku być prawdopodobne, prawda? Czy nawet przekonujące.

Ale podoba mi się strona "Koraliny". I zastanawiam się co stanie się z http://www.theothercoraline.com/

...
I na koniec przypomnienie od Anne K.G. Murphy:

W większości stanów właśnie minął termin rejestracji do głosowania za pośrednictwem poczty (patrz http://www.eac.gov/voter/docs/state-reg-deadlines.xls/attachment_download/file) ale jest na to jescze czas w Alabamie, Californii, Connecticut, Delaware,
Idaho* (wyślij dzisiaj!), Iowa*, Kansas, Maine*, Maryland,
Massachusetts, Minnesocie*, Nebrasce, Nevadzie (termin zgłoszeń pocztą minął, ale wciąż można zrobić to osobiście), New Hampshire*, New Jersey, Nowym Jorku (dzisiaj!), Północnej Karolinie (wyślij dzisiaj lub zgłoś się do 1 lispoada) Oklahomie (wyślij dzisiaj!), Oregonie, Południowej Dakocie, Utah (osobiście),Vermont, Waszyngtonie (osobiście), Zachodniej Virginii, Wisconsin* i Guam.

*w stanach oznaczonych gwiazdką możesz także zarejestrować się w dzień wyborów jeżeli przegapisz ostateczny termin nadsyłania zgłoszeń. Dotyczy to również Montany i Wyoming, gdzie termin już minął. Północna Dakota nie prowadzi rejestracji wyborców, więc wygląda na to, że mieszkańcy tego stanu po prostu idą i oddają głos.

Weź proszę pod uwagę, że ta informacja na twoim blogu pomoże przy organizacji rejestracji wyborców.
dzięki!
--Anne

Przeprosiny: Włochy

W ten weekend mam być we Włoszech na Festiwalu Autonnonero (www.autonnonero.com/), ale z wielką przykrością odwołałem tę część podróży. Jestem po prostu zbyt zmęczony, tuż po wizycie w Chinach i po trasie „Księgi cmentarnej” (to szczególnie). To wyczerpało mnie bardziej niż się spodziewałem. Następnym razem, kiedy będę robił megaczytanie co wieczór w ośmiu wielkich miastach, najpierw zaplanuję pomiędzy nimi jakiś dzień wolny, tak na początek.

Naprawdę mi przykro – zarówno z powodu fanów, jak i festiwalu. To koszmarnie nieprofesjonalne. Gdybym był w stanie to zrobić, zrobiłbym. Postaram się umieścić wizytę we Włoszech na pierwszym miejscu listy rzeczy do zrobienia lub, jeśli organizatorzy się zgodzą, wrócę na festiwal za rok. Ale nie w ten weekend. Będę z powrotem w Stanach Zjednoczonych chodząc na spacery z psem lub, prawdopodobnie, twardo śpiąc.

piątek, 10 października 2008

Niewyspany i jakby nieco oszołomiony

To bardzo dziwny dzień. Jestem w końcowotrasowym stanie lekkiego oszołomienia, poleciałem do Zjednoczonego Królestwa, gdzie spędzę cztery dni robiąc różne rzeczy. Jak na razie w połowie wykonałem zadania na Dzień Pierwszy – zobaczyłem się z Holly (najstarszą córką) i obejrzałem, nie na YouTubie, jak Amanda Palmer gra „Googluję cię”. Aby zrobić to drugie, musiałem zgodzić się przeczytać w ramach wstępu notkę z tylnej okładki „Kto zabił Amandę Palmer” (co było zabawne) i zostałem wciągnięty na scenę, by robić za tylny wokal i czuć się jak co-ja-tu-do-cholery-robię-chyba-zamieniłem-się-w-tamburyn-Davy'ego-Jonesa podczas „Oasis” (co było... nieprawdopodobne).

Sprawę z komórką skomplikował właśnie odebrany e-mail od mojej asystentki, który zaznaczał, że moja ładowarka została w domu.

Wkrótce wsiądę w samochód i skieruję się w stronę głębokiej Kornwalii na urodziny. Później prosto do Londynu na dzień spotkań i wywiadów. Następnie do domu do Stanów, gdzie padnę, całkowicie i ostatecznie.

czwartek, 9 października 2008

I tak to się kończy...

Trasa skończyła się wczoraj wieczorem. Ostatni przystanek trasy z czytaniem "Księgi cmentarnej" jest dostępny, podobnie jak i pozostałe, na stronie Mousecircus, http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=11

Rozdział Ósmy jest najkrótszy ze wszystkich, więc próbowałem to zrekompensować dwukrotnie wydłużając czas Pytań i Odpowiedzi. I gdzieś w trakcie tego zapomniałem o czymś, o czym chciałem wspomnieć.

Nie wiedziałem, że o tym zapomniałem, dopóki Elyse Marshall z HarperCollins, która była rzeczniczką, menagerem, organizatorką i awanturniczką trasy, nie powiedziała mi po zejściu ze sceny: "Nie powiedziałeś im, że "Księga cmentarna" jest na pierwszym miejscu listy książek dziecięcych New York Times."

"Przecież powiedziałem, a nie?"

"Nie. Czekałam na to. Nie powiedziałeś."

"O, cholera."

Dostaliśmy tę wiadomość od Elise Howard, mojej edytorki, podczas gdy podpisywałem książki w księgarni The Red Baloon. (http://www.redballoonbookshop.com/), a wtedy Elyse podskoczyła do góry i zatańczyła ze szczęścia. "To oznacza", powiedziałem jej, gdy skończyła, "że jesteś na pierwszym miejscu wśród amerykańskich rzeczników prasowych."

Tak więc oto końcówka książki.



Było dobrze, chociaż akustyka kościoła dawała pewien pogłos, nawet pomimo obecnego tysiąca ludzi -- można to usłyszeć w klipie.

Jestem zmęczony. Podróżowanie jeszcze się nie skończyło, ale jestem na tyle zmęczony, że rozważam możliwość odwołania pewnych rzeczy, które mam zaplanowane na parę przyszłych tygodni i powrotu do domu, by spędzić tam trochę czasu i odpocząć z moją kochaną rodziną. (Trasa po Zjednoczonym Królestwie pod koniec miesiąca wciąż ma się odbyć.)

Cześć Neil,

Byłam na Twoim pierwszym czytaniu "Księgi cmentarnej" w Nowym Jorku i z zachwytem śledziłam wszystkie kolejne części. Dopiero co odeszłam z pracy i zostałam wolnym strzelcem, więc przyjemnie było oglądać każdy kolejny rozdział podczas pracowania w domu. Czy będzie dostępne wideo z zebranymi wszystkimi odczytami? Oglądanie tego, jak czytasz, gdy Twoja twarz przybiera niezliczone wyrazy w zależności od bohatera, jest o niebo lepsze niż samo audio. Zakłócenia i w ogóle.
Dzięki za danie nam takiego przeżycia,
Claudia

Nie wiem. Tak naprawdę tego nie przemyśleliśmy. Mamy dodatkowo około sześciu godzin nagrań z odpowiadaniem na pytania i moim gadaniem i paplaniem, z którymi też jeszcze nie wiemy co zrobić. Przypuszczam, że moglibyśmy zrobić DVD z całej trasy albo coś w tym stylu: mamy wszystko w o wiele lepszej rozdzielczości niż to, co jest w internecie. Albo moglibyśmy utworzyć wirtualnego Neila, który odpowiadałby na pytania w wideoklipach w formie dodatku do FAQ. Ale tak naprawdę nie myśleliśmy dalej niż "Chcę przeczytać całą książkę i myślę, że powinniśmy na bieżąco umieszczać filmiki...", a fakt, że Coleen O'Connel, jej drużyna i realizator filmowy Brandy Hall poradzili sobie z tym tak gładko, wciąż wzbudza we mnie radość i zdziwienie.

Na razie cała książka jest dostępna za darmo online i nie mam zamiaru jej usuwać.

Drogi Panie Gaiman,
Bardzo podobało mi się Pańskie wczorajsze czytanie. Jestem lokalną młodszą bibliotekarką z hrabstwa Washington, MN, i zastanawiałam się, czy byłoby właściwe/legalne, gdybym puściła dzieciom/nastolatkom jeden albo dwa wideoklipy z mousecircus z Pańskiego czytania "Księgi cmentarnej" w ramach cotygodniowych spotkań w bibliotece Książki Dzieciom. (Mam wrażenie, że mogłoby to być odebrane jako "publiczne wyświetlanie materiałów chronionych prawami autorskimi", co mogłoby różnić się od zwykłego oglądania filmików online, ale nie jestem pewna.)

Nie pobierałabym żadnych opłat ani nic, poza tym widea nie byłyby nigdzie reklamowane w ramach tych spotkań -- po prostu pomyślałam, że by się im to spodobało, a inaczej mogłyby tego nie znaleźć.

Dziękuję za wszelkie uwagi.
Virginia Weil
Bibliotekarka działu młodzieżowego
Biblioteka Hrabstwa Washington, Park Grove Branch

O ile o mnie chodzi, filmiki są po to, by pozwolić ludziom, którzy nie byli obecni, wziąć udział w czytaniu, zasmakować opowieści, cieszyć się nią. Byłoby świetnie, gdyby biblioteki je wykorzystywały. Będę szczęśliwy, jeśli będą z nich korzystać księgarnie lub jeśli szkoły będą ich używać do tego celu, zarówno w Stanach, jak i za granicą.

...

Tak więc książka jest na pierwszym miejscu--i naprawdę chciałbym podziękować wszystkim Wam, którzy grasowali po księgarniach i zadręczali je, by dano wam ten jeden egzemplarz, który wciąż leżał na zapleczu, oraz każdemu sprzedawcy, który zamówił parę nowych egzemplarzy, zasugerował to swojej księgarni lub umieścił książkę na wystawie na halloween. Chciałbym też podziękować wszystkim z HarperCollins, szczególnie Elise i Elyse, Brady'emu i Catowi.

Na koniec parę dobrych rad:

Zwykłem pracować w sieci handlowej i pomyślałem, że mógłbym wyjaśnić sprawę problemu ze znalezieniem "Księgi cmentarnej" w księgarniach.

Sieć handlowa to duże miejsce i chociaż każda książka jest skatalogowana i ma przydzielony właściwy sobie sektor, książki mogą być wystawiane na półkach wystawowych (to te z boku regału) lub na kartonowych wystawach dostarczonych przez wydawnictwo. Poproszony o pomoc pracownik może jeszcze nie wiedzieć, gdzie na wystawie znajduje się książka, jeśli wszystkie egzemplarze z sektora zostaną wykupione.

Co więcej, w sklepie, w którym pracowałem, zebrane razem gusta pracowników pokrywały większość, ale nie całość sklepu. Pracownicy na dyżurze w danym momencie mogą po prostu nie znać się na tyle na dziełach Neila, by zdawać sobie sprawę, że została wydana nowa książka i przez to wiedzą mniej na temat wystaw.

Osobiście udałem się do małego lokalnego sklepu sieci handlowej, gdzie powiedziano mi, że książkę mają, ale nie mogą jej znaleźć (i zwykle kazali mi jej szukać samemu). Zanim spróbowałem w Barnes & Nobles, najpierw do nich zadzwoniłem, upewniłem się, że mają książkę i poprosiłem, by zostawili dla mnie egzemplarz przy kasie.Wiem, że zabiera to całą zabawę z przetrząsaniem księgarni, ale polecałbym tę metodę osobom poszukującym książki, ponieważ zdaje się, że ciężko ją znaleźć.

Albo można po prostu przeprowadzić się do Singapuru...

Drogi Neilu,

W mojej całkowicie nieobiektywnej opinii jako klientki Books Kinokunia, Singapur, chciałabym zasugerować, byś skierował wszystkich czytelników, którzy nie są w stanie znaleźć "Księgi cmentarnej", do innych księgarni Books Kinokunia, Singapur! Nie tylko są one prawidłowo wystawione zarówno w strefie dziecięcej, jak i dla dorosłych, ale też są rozrzucone po różnych sekcjach z nowościami w całym sklepie. Tu, skąd jesteśmy, po prostu nie da się uciec od "Księgi cmentarnej"!! A jeśli już to zrobisz, może mógłbyś wpaść i osobiście podpisać parę egzemplarzy... A może koszulkę albo jedną czy dwie ściany?

Co na to powiesz? Mogę wyprosić ładne ciasteczko, jeśli byłaby taka potrzeba.

Pozdrawiam ciepło,
Felicia Low

Powiem dziękuję.(Ostatnim razem, kiedy tam byłem, obiecałem wrócić. I tak zrobię. Ale w tej chwili nie chcę myśleć o podróżowaniu.)

...

Ostatnia uwaga: podpisana limitowana edycja "Księgi cmentarnej" wydawnictwa Subterranean Press, którą Amazon wymienia w wykazie to coś, czego nie będą w stanie dostarczyć. Subterranean Press i Harpers cały czas proszą mnie, by wycofać ją z wykazów, ale z jakiegoś powodu wciąż ją tam trzymają. Zauważam, że idzie do góry w rankingu Amazon, co mnie martwi, ponieważ oznacza to, że ludzie zamawiają ją na Amazon i jej nie dostaną. Jest także wymieniona jako "wersja w twardej oprawie", co utrudnia znalezienie prawdziwych informacji dotyczących tej książki na Amazon.

Tak więc, informacja o "Księdze cmentarnej" na Amazon to tak właściwie http://www.amazon.com/Graveyard-Book-Neil-Gaiman/dp/0060530928 .

Limitowaną edycję Subterranean Press można zamówić tutaj aż do wyczerpania zapasów.

No i proszę.

środa, 8 października 2008

"....dać wam jedynie kontekst."

"To jest ostatnia SMS-owa pobudka podczas tournée" taką wiadomość dostałem 10 minut temu od Elisy, mojej rzeczniczki, organizatorki trasy. Miała rację. To zarazem wesołe i smutne. Nagle dotarło do mnie, że jeśli bym nie był kimś, [tutaj musiałem zdecydować, czy zostawić notkę nieskończoną, czy spóźnić się na samolot. A i tak byliśmy absurdalnie blisko nie polecenia naszym lotem] kto przełącza komórkę na tryb milczący podczas całej trasy, SMS-y Elisy mogłyby narobić takiego hałasu, żeby mnie obudzić, ale zamiast tego patrzyłem na nie jako na formę miłego porannego powitania. (Mam też iPoda, komórkę, a czasami nawet budzik. Pewnego ranka, kiedy nastawiłem go na 5:30, obudził mnie radosny telefon o 5:07, żeby mi oznajmić, że samochód, który miał nas zabrać na lotnisko na 6.00, już czekał...)

Tutaj - and at http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=8 - jest fragment czytany ostatniej nocy. Druga połowa Rozdziału Siódmego. Być może zechcecie zobaczyć pierwsze dwadzieścia sekund, nawet jeśli nie oglądacie takich rzeczy.



Cóż, teraz u siebie. Hmmm, poprzez Saint Paul’s United Church of Christ na 900 Summit Avenue, Saint Paul o 19:00 w dzisiejszy wieczór. Do zobaczenia?

wtorek, 7 października 2008

W Boulder, w Colorado

Rzeczywiście spałem w samolocie...

Pomyślmy...

Słyszałem o liczbach związanych ze sprzedażą „Księgi Cmentarnej” w pierwszym tygodniu, a są one zawrotne i cudowne. To dobrze. Poza tym dostaję mnóstwo maili od ludzi, którzy po prostu nie mogą jej znaleźć – księgarnie jej nie mają, dopiero zamawiają albo okazuje się, że jakiś jeden egzemplarz tajemniczo został wrzucony pod hasłem ‘wędkarstwo muchowe’. To nie jest dobre.

Niektóre księgarnie Barnes and Nobles prawidłowo ją wystawiły, umieściły w 'Nowościach' itd. Wiele niestety nie. Borders ma natomiast problemy – słyszałem od managerów Borders, że otrzymali tylko niewielką część swojego zamówienia i ciężko im zamówić więcej.

(Słyszałem także o wersjach źle złożonych, z zagubionymi stronami lub z powtarzającymi się sygnaturami: była źle wydrukowana, strony 248-217 są w odwrotnej kolejności (to jest powodem, dla którego tak to napisałem), do góry nogami i obcięte, jednym słowem wszystko najgorsze, co mogło się zdarzyć podczas drukowania książki, właśnie się wydarzyło - westchnieniem skwitował jeden z korespondentów, strony 217-248 nie wydrukowały się, a w ich miejsce są zdublowane strony 249-280. Mam nadzieję, ze to wyrwa w czasoprzestrzennym kontinuum, jednakże czytelnicy powinny dwa razy sprawdzić, czy u nich te strony są, a także inne rzeczy. Dlatego weź swoją książkę i jeśli jest źle wydrukowana, wymień ją w księgarni na prawidłowy egzemplarz. (Jeśli posiadasz podpisaną książkę, która jest źle wydrukowana, zrobię wszystko, co w mojej mocy żebyś otrzymał dobry, podpisany egzemplarz.)

Recenzja z Tor.com „Księgi Cmentarnej”, którą przeczytałem i do której chciałem zalinkować (jako pierwszy krytyczny artykuł online, który nie jest tylko zbiorem luźnych spostrzeżeń i pochlebnych opinii) oraz kilka słów na bookslut.


Artykuł Terry’ego Pratchett’a w Daily Mail. Ciężki, ale warty uwagi.

To, co jest potrzebne to wola i determinacja. Pierwszym krokiem jest otwarcie mówić o demencji, ponieważ zakorzenionym w tradycji faktem jest, że jeśli chcemy zabić demona, to przede wszystkim musimy go nazwać.

W momencie, w którym rozpoznaliśmy już demona, bez ukrywania niczego i żalu, możemy odnaleźć jego słabe strony.

Niestety jeden z najlepszych mieczy do zabijania takich potworów jak ten jest zrobiony ze złota – z dużej ilości złota.

Te dni nazywamy tworzeniem. Wierzę, że dzień inicjujący bitwę z Alzheimerem nastąpi w krótkim czasie i wszystkie te rzeczy, które usłyszałem od ekspertów, nie zawsze oficjalnie, wzmacniają to przeświadczenie.

To choroba o podłożu fizycznym, nie jakaś mistyczna klątwa; zatem upadnie pod naporem kuracji medycznej. Jest czas aby zabić demona nim dorośnie.

Recenzja „Księgi Cmentarnej” w wersji audio na Audiofile: http://www.audiofilemagazine.com/reviews/showreview_pub.cfm?Num=39534

Ups. Jestem spóźniony. Czas podpisać książki dla Boulder.

Na żywo w Santa Monica

Odczyt z ostatniej nocy – pierwsza połowa Siódmego Rozdziału – jest już dostępny pod adresem http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=7. Mój ulubiony moment jest na samym końcu: oklaski to jedno, ale reakcja publiczności, która wskazywała na to, że nie powinienem kończyć w połowie rozdziału była niesamowita.



(Interludium pomiędzy piątym i szóstym rozdziałem zostało wydzielone i jest dostępne pod adresem: http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=15, a także http://blip.tv/file/1332292.)

Annaliza Savage z WIRED przeprowadziła ze mną wywiad dotyczący "Księgi cmentarnej" podczas mojej wizyty w księgarni Keppler’a. Jest dostępny pod adresem: http://blog.wired.com/underwire/2008/10/neil-gaiman-giv.html.

Czas na sprint do samochodu, który zawiezie mnie na lotnisko. Obiecuję sobie, że podczas lotu napiszę interesującego posta o wszystkich osobach, które spotkałem i o wszystkim, co widziałem ostatniej nocy. Prawdopodobnie jednak zasnę.

poniedziałek, 6 października 2008

Rozdział Szósty wczoraj w San Francisco

Wczorajsze czytanie jest na http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=6

To Rozdział Szósty i naprawdę fajnie się go czytało.


Budowanie statków

Pamiętacie jak Euan Kerr przyszedł, żeby przeprowadzić z mną wywiad i pomóc przy ulach?

Wywiad jest już gotowy. Dostępna jest wersja do osadzenia na stronie internetowej, którą właśnie zamierzam spróbować osadzić na tej stronie...



-- możecie też przeczytać artykuł, znaleźć odtwarzacz i obejrzeć parę zdjęć przedstawiających mnie w kombinezonie pszczelarskim (oraz naprawdę śliczne zdjęcie pszczół) na
http://minnesota.publicradio.org/display/web/2008/10/03/gaiman/

Dzisiejsze śniadanie w Oakland z księgarzami było prawdziwą rozkoszą -- później żałowałem, że go nie nagrałem ani nie sfilmowałem -- a wystąpienie w Booksmith było naprawdę fajne i dobrze wyszło. Świetna akustyka i urocze miejsce (chociaż w Kepler's mieli gigantycznego białego pająka schodzącego z belki, by posłuchać pytań i odpowiedzi).

Cześć Neil, właśnie wróciłem z dzisiejszego wieczornego (popołudniowego?) czytania w San Francisco. To ja jestem tym Jackiem, który zapytał Cię, dlaczego masz uraz do ludzi o imieniu Jack. Byłem złośliwy, ale i tak dzięki za odpowiedź i cieszę się, że ludzie się z tego śmiali.

Podczas pytań i odpowiedzi zdałem sobie sprawę, że mam inne, być może bardziej konkretne pytanie i chociaż miałem ochotę zerwać się z siedzenia i wyrzucić je z siebie, pomyślałem, że bardziej szarmancko będzie poczekać i wysłać Ci je e-mailem. Oto ono:

Pamiętam, jak napisałeś na swoim blogu, że istnieje amerykańska i brytyjska wersja "Księgi cmentarnej". Wyobrażam sobie, że sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku książek z Harrym Potterem, gdzie pewne anglicyzmy i aluzje kulturowe zostały przystosowane, by amerykańska publika mogła je łatwiej zrozumieć. Czy też chodzi o coś odwrotnego? Ogólnie chcę zapytać, czy napisałeś "brytyjską" wersję książki i zmieniłeś na "amerykańską", czy vice versa? Czy są między nimi jakieś drastyczne różnice? Czy któraś z nich jest bliższa Twemu sercu?

Dzięki,
Jack Baur

Tak naprawdę ani to, ani to. Napisałem książkę i zaznaczyłem w rękopisie, które wyrazy chciałbym, żeby zmieniono dla dwóch stron Atlantyku (na przykład: 'crib' i 'cot' [brytyjskie i amerykańskie słowa łóżeczko dziecięce, przyp. Varali], 'nappy' i 'diaper' ['pieluszka', przyp. Varali]) i które chciałbym, żeby zostały bez zmian (i tak było w większości przypadków). W wersji dla Zjednoczonego Królestwa znajduje się zdanie na temat imion upiorów, ale nie ma go w wersji dla Stanów (ponieważ edytor amerykański uznał, że to oczywiste, a brytyjski nie).

...

Mnóstwo wiadomości na temat trudności w znalezieniu egzemplarzy "Księgi cmentarnej", nawet w sklepach, które mają ją w ofercie -- najwyraźniej niektóre księgarnie Barnes and Noble i Borders (a także niektóre inne) nie umieściły jej na półce z nowościami, tylko po prostu położyły parę egzemplarzy w strefie dziecięcej lub gdzieś indziej (np. "Info na temat dostępności nowej książki w sieciach handlowych. Sprawdzałem w Borders w centrum Scottsdale -- nie mogli tam znaleźć nawet czterech egzemplarzy, które rzekomo mieli w asortymencie. Według nich "Księga cmentarna" należy do sekcji Tajemnica/Suspens Niezależny Czytelnik.") Jeśli ludzie z Borders lub Barnes and Noble mogliby rzucić trochę światła na tę sprawę, z chęcią dowiedziałbym się więcej.

...

Natknąłem się na to i pomyślałem, że możesz być zainteresowany.

http://www.youtube.com/watch?v=jRYXNk-qZAs

erick

Jestem. Nie mogę się doczekać, kiedy to zobaczę.

Czym jest animacja poklatkowa? Polecam "Koralinę" moim znajomym nauczycielom, ale nie mam pojęcia, co to jest. Jestem pewna, że jest związane z animacją, ale co to jest?

Pozdrowienia,
Patricia

To animacja w której coś tworzysz, a następnie poruszasz kawałek po kawałeczku pomiędzy ujęciami, by stworzyć iluzję ruchu. Na http://news.toonzone.net/article.php?ID=26423 znajduje się artykuł o Koralinie, który może wyjaśnić więcej. (Oraz wywiad z Henrym Selickiem tutaj.)

Liebe Neil,

Przeglądając strony internetowe, znalazłam dwa druki na stronie wspaniałego Todda Kleina i właśnie zamierzałam Cię o nie zapytać...

http://kleinletters.com/BuyStuffTop.html

Czy te plakaty są naprawdę podpisane przez Ciebie i Alana i czy obydwa są oryginalnymi drukami? $20 za sztukę wydaje się być zbyt piękne, by było prawdziwe.

To są oryginały i są podpisane przez nas, owszem. Zgodnie z tym wspaniałym wywiadem z Toddem, ma około 100 druków Alana i około 200 moich...

...

To mnie ucieszyło i zmieniło opinię na pewien temat...

Panie Gaiman

Piszę do Pana jako fan, coś, co, muszę przyznać, czynię rzadko, gdyż mam wrażenie, jakbym zawracał Panu głowę.

Jednakże czuję, że muszę do Pana napisać, by podziękować za dwie rzeczy, z czego pierwszą jest Pańskie opowiadanie historii. Nie tylko za pisanie książek, ale także za czytanie. Uwielbiam słuchać dobrze opowiedzianej historii, a Pan ma zdolność utrzymać mój zwykle błądzący umysł w skupieniu godzinami.

Drugim powodem, dla którego piszę, jest obejrzenie przeze mnie pewnego wieczoru "Gwiezdnego pyłu". W dodatkach do DVD mówił Pan, że czuje się trochę winny, ponieważ coś, co było prostym pomysłem w Pańskiej głowie, stało się dziełem wielu, wielu rzemieślników.

Proszę Pana, piszę, by powiedzieć, że nie ma Pan absolutnie żadnego powodu, by odczuwać nawet najmniejszy cień winy. Jestem cieślą i choć nigdy nie miałem okazji pracować nad filmem opartym na Pańskich dziełach, pracowałem nad innymi. Budowałem przednie ściany sklepów, powozy, zamki i japońskie mosty. Robiłem bunkry z czasów drugiej wojny światowej, biura i piętra dla każdego rodzaju bohaterów, złoczyńców czy przepracowanych obiboków. I pozwolę sobie powiedzieć, że nigdy nie chciałbym robić niczego innego.

Gdyby nie istniał Pan gdzieś tam, by wymyślać latające statki pirackie, ludzie tacy jak ja byliby zmuszeni budować rzeczy konserwatywne i właściwie, takie jak małe prostokąty do przytrzymywania książek. Nie to żeby było coś nie tak z prostokątami do podtrzymywania książek, ale jak każdy mężczyzna, który kiedyś był siedmioletnim chłopcem, wolę zbudować latający statek piracki.

W imieniu wszystkich cieśli, niech Pan wciąż wymyśla te rzeczy, a my wciąż będziemy je budować.


..............

A w poniedziałek czytam pierwszą połowę Rozdziału Siódmego w Los Angeles -- właściwie to w Santa Monica. Szczegóły na http://latimesblogs.latimes.com/herocomplex/2008/10/neil-gaiman-rea.html

niedziela, 5 października 2008

Gadający kruk

Ludzie z Kepler's odwalili wczoraj kawał dobrej roboty – jakieś 600 albo i więcej osób w towarzystwie wypchanego kruka, grobów i fotela zgromadziło się w księgarni. Na początku spotkania były problemy z dźwiękiem (których przeważnie nie słychać, ponieważ większość rozdziału była nagrana osobno przy użyciu bezprzewodowego mikrofonu). Odkryłem ponadto, że czytanie na siedząco nie jest wcale wygodne. No przynajmniej mi zajęło nieco więcej czasu, aby poczuć się komfortowo. To jest cały rozdział piąty i Interludium, które możemy potraktować jako osobną część...

http://www.mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=5 – jak to było odczytane ostatniego wieczoru...

Przespałem niemal całą noc, co jest naprawdę cudowną sprawą na tym etapie mojego tournee i pierwszą od dłuższego czasu. Jednakże w każdej chwili Elyse z Harper Collins może zapukać do drzwi mojego pokoju hotelowego i powiedzieć mi, że muszę zejść na dół do księgarni na śniadanie, podczas którego będę przemawiał.

Ludzie nie powinni rozmawiać podczas śniadania. Cóż, chyba że chodzi o „Podaj mi marmoladę”.





Notka przetłumaczona przez Piotra Wojnowskiego, który już niebawem dołączy do naszej ekipy tłumaczeniowej :)

czwartek, 2 października 2008

Dlaczego Stephin Merritt chce zniszczyć świat...

To lekko przerażające. Filmik z poprzedniej nocy jest już zamieszczony, zanim zdążyłem napisać cokolwiek na temat wydarzenia, w czasie którego został nagrany (tego ranka spałem w samolocie), więc możecie zobaczyć jak czytam Rozdział Drugi na:


http://mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=2




Widziałam Cię wczoraj w Nowym Jorku, gdy czytałeś pierwszy rozdział swojej nowej książki. Nie, nie jestem dziewczyną, którą przytuliłeś. Oglądałam Cię z góry i to było świetne. Nie czytałam jeszcze wszystkich twoich opowiadań, ale mam nadzieje, że dalej będziesz pisał, bo jest to dla nas wszystkich inspiracją. Wróć kiedyś do Nowego Jorku, ale nie idź do Beauty Bar. Myślę, że jesteś zbyt spoko, żeby chodzić do takich pretensjonalnych miejsc, cosmo i pedicure? Lol… dobrej zabawy na trasie!


Więc taki jest Beauty Bar? Sądziłem, że to fajne miejsce, bo Stephin Merritt pracuje tam jako DJ i miałem z nim okazje pogadać o jego musicalu na podstawie Koraliny i innych rzeczach. Każda okazja, by pogadać ze Stephinem jest spoko, a każde miejsce, gdzie można z nim pogadać, jest z definicji też spoko.


Magnetic Fields jest najprościej mówiąc moim ulubionym zespołem, dowcipnym, inteligentnym i mądrym. Gothic Archies też są wspaniali, tak samo zresztą jak Future Bible Heroes i Sixths (wszystkie te muzyczne byty były prowadzone przez Stephina Merritta). Zauważyłem wspaniały wywiad ze Stephinem (o nowym albumie Magnetic Fields i musicalu „Koralina” oraz o tym, czy Francuzi powinni mu wysłać jedną spośród par butów, które nazwano na jego cześć) na http://blogs.villagevoice.com/music/archives/2008/10/interview_magne.php

i pozwólcie że zacytuje fragment z końcówki:


Czy widziałeś linie obuwia przypuszczalnie zainspirowaną tobą?
Widziałem ją w sieci. Nie posiadam osobiście żadnej pary. Stało się tak bo, ech ci Francuzi, nic mi nie wysłali. Gdybym nazwał album tak jak jedna z ich linii obuwia, wysłałbym im go.


Nie wysłali Ci ani jednej pary?

Nawet jednej sznurówki.


To godne pogardy!

Ta, wiesz, pewnie powinienem być zaszczycony, że nazwali buty, całą ich linie, moim imieniem, ale nie wysłali mi nic? Zrzućmy bombę atomową na Europę!


Tak, myślę, że to dobry moment, żeby zakończyć ten wywiad. Dziękuje za rozmowę ze mną…

Nie ma sprawy.


… Chyba że chcesz wyjaśnić swoją ostatnią wypowiedź?

Zmiażdżyć Unię Europejską!


Świetnie. Dziękuje Stephin.

Chcę moje buty. Zniszczyć cały świat. Do widzenia.


(Jeżeli jesteście w Stanach i chcecie zobaczyć Magnetic Fields, co szczerze powinniście zrobić, to sprawdźcie: http://houseoftomorrow.com/calendar.php, by dowiedzieć się o ich październikowej trasie.)

Na tej stronie jest wspaniały wywiad z Eddiem Campbellem i jego odczyt http://www.bookslut.com/features/2008_09_013473.php Jeżeli chcę zjeść lunch, to muszę przestać teraz pisać i zamieścić kolejnego posta później, napiszę o tym co stało się w Filadelfii, spotkaniu z Gardnerem Dozoisem i Michaelem Swanwickiem oraz Kylem Cassidym i im podobnymi gwiazdami...


Jedzenie, jedzenie dobre. Tak.

środa, 1 października 2008

Bardzo przydatny post

To jest naprawdę bardzo przydatny post. Możecie chcieć dodać go do zakładek, dać do niego linka, wysłać do znajomych albo coś w tym stylu.

Tak więc... trasa się rozpoczęła. Na każdym przystanku czytam rozdział książki i co wieczór jest to filmowane. Rozkład znajduje się na http://journal.neilgaiman.com/2008/09/graveyard-book-tour.html i w Gdzie jest Neil)

http://www.mousecircus.com/videotour.aspx to strona, na której będą umieszczane filmiki z czytaniem.

Po wczorajszym występnie (urocza recenzja znajduje się tu w Publishers Weekly), zjadłem późną kolację z moją edytorką z Harper Collins, Elise Howard, w śliczności zwanej Sushi Sasabune (skrzyżowanie ulic 73 i 1), podczas gdy filmowiec i kamerzysta Brandy Hall pracował do późna w nocy edytując wideo ostatniego rozdziału, konwertując i umieszczając w internecie.

Tak więc, ROZDZIAŁ PIERWSZY "Księgi cmentarnej" jest już dostępny. Krótkie włosy wyglądają jeszcze dziwniej niż zwykle.

Dziś wieczorem będę czytał drugi rozdział. Powinien być udostępniony jutro. I tak dalej.

Pod koniec trasy otrzymacie książkę za darmo. (Cóż, w każdym razie za darmo w sensie, że nie musicie za nią płacić.)
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI