Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

sobota, 22 listopada 2014

Neil Gaiman wręcza Ursuli Le Guin medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską NBF


Kiedy miałem 11 lat, za własne pieniądze kupiłem sobie książkę "Czarnoksiężnik z Archipelagu" i dowiedziałem się z niej, że najlepsze, co może ci się w życiu przydarzyć to pojście do szkoły dla czarodziejów.
Myślę, że być może inni również przeczytali tę książkę i mogła ona im podsunąć pewne pomysły...
ale Ursula była pierwsza.
Kupowałem kolejne książki, w miarę, jak się ukazywały - wciągnęły mnie bez reszty. Miałem nową ulubioną pisarkę. Oznacza to, że nim skończyłem 12 lat czytałem książki takie jak "Lewa ręka ciemności" - wspaniała powieść s-f rozgrywająca się w świecie, gdzie ludzie zmieniają płeć. A kiedy jesteś niespełna trzynastoletnim Brytyjczykiem, pomysł, że płeć może być płynnym konceptem, że król może urodzić dziecko, że nie wszystko jest tym, co ci się wydawało - otwiera umysł, poszerza horyzonty i zmienia twój sposób myślenia.
Przeczytałem wszystkie książki Ursuli, jakie udało mi się dostać w swoje ręce.

sobota, 26 lipca 2014

Ważne. Proszę, przeczytajcie to teraz.

Neil napisał w czwartek, 22 maja 2014 r. o 5:30

Nie pisałem na blogu od dłuższego czasu. Pewnie po części dlatego, że znów korzystam z Twittera i zwykle piszę albo tam albo na blogu, a po części dlatego, że byłem wyczerpany. Siedzenie na Twitterze mieszczę zwykle w „martwym” czasie – tym spędzanym w taksówkach i poczekalniach. A na pisanie bloga poświęcam zazwyczaj czas przeznaczony na spanie.

Powinienem teraz pisać, pisać rzeczy na które ktoś czeka. Ale bloga też muszę prowadzić…

Tu, gdzie się teraz znajduję, jest mgliście i nie potrafię powiedzieć gdzie kończy się niebo, a zaczyna morze. Za kilka dni lecę do Norwegii, Szwecji i Hiszpanii na mnóstwo wystąpień i wywiadów. Przeglądając rozkład podejrzewam, że niektóre ze spotkań z rozdawaniem autografów mogą być ciężkie, bo przeznaczono na nie niewiele czasu i natychmiast muszę ruszać w kolejne miejsce, na kolejny wywiad czy występ.

W ubiegłym tygodniu byłem w Jordanii, wróciłem, nadal wstrząśnięty, i poszedłem prosto do Biblioteki Brytyjskiej, gdzie z Tori Amos rozmawiałem o Sandmanie, Sztuce i Życiu. Następnie wyszedłem na scenę, czytałem publiczności opowiadania, a potem padłem.

tumblr_n5ojnpQL3e1t2f8s1o1_500

Jak już tu pisałem, do Jordanii poleciałem na zaproszenie UNHCR, agendy ONZ ds. uchodźców, by odwiedzić obozy dla uchodźców z Syrii i donieść o tym, co tam zobaczyłem.

W ubiegłym roku napisałem scenariusz krótkometrażowego filmu, który wyreżyserowała Georgina Chapman i bardzo się polubiliśmy. A kiedy zapytałem czy chciałaby wybrać się ze mną do Jordanii, zgodziła się. Oboje zamierzaliśmy zabrać nasze drugie połówki. Przewidywałem, że Amanda ze mną pojedzie, ale Harvey Weinstein (mąż Georginy) będzie zbyt zajęty, bo Harvey jest zawsze zajęty. A wyszło na to, że Amanda utknęła w oku cyklonu wydarzeń, wliczając w to problemy zdrowotne i – co najważniejsze – nieskończoną książkę, więc nie mogła przyjechać, natomiast Harvey był tam z nami, pokazując stronę swojej osobowości, której nie widziałem od jakichś 20 lat, czyli od kiedy go znam.

Brak Amandy ułatwił mi tę wyprawę, bo nie musiałem dzielić swojej uwagi pomiędzy nikogo i nic poza samym obozem, a jednocześnie uczynił ją trudniejszą, bo chwilami oddałbym wszystko za rękę, którą mógłbym potrzymać, czy osobę, którą mógłbym objąć.

Napisałbym tu o tej wyprawie, ale już napisałem, co miałem do napisania. Oto link do artykułu dla Guardiana [tłumaczenie na blogu już jutro - przyp. noita].

A tu do Guardianpictures – zrobiłem podpisy do zdjęć, czy raczej UNHCR wzięło je z mojego video pamiętnika.

f9e4f7f2-1041-46f8-bc24-046106943187-620x372

To artykuł z Buzzfeed, który idzie w ślad za uchodźcami aż do obozu w Azraq. http://www.buzzfeed.com/richardhjames/neil-gaiman-in-jordan (Tak, nagłówek to przynęta, ale artykuł jest dobry tak czy inaczej.)

A to jest wywiad udzielony BBC World Service w czasie mojego pobytu w Jordanii. Jeżeli brzmi, jakbym był nieco wstrząśnięty, to dlatego, że byłem.



Wszystko zostanie zebrane na http://donate.unhcr.org/neilandgeorgina, gdzie znajdziecie również informacje na temat projektu i tego, jak można wspomóc UNHCR.

Wróciłem z Jordanii z poczuciem wstydu, że należę do gatunku, który traktuje swych członków tak bardzo źle i jednocześnie dumny, że należę do tego samego gatunku ludzkiego, który robi, co w jego mocy, by udzielić pomocy cierpiącym, potrzebującym schronienia, bezpieczeństwa i godności. Wszyscy jesteśmy częścią ogromnej rodziny, ludzkiej rodziny, a o rodzinę się dba.

Proszę, rozsyłajcie te linki, zwłaszcza do głównego artykułu z Guardiana: http://rfg.ee/x6Kon. Udostępniajcie agresywnie. Zmuszajcie ludzi do przeczytania. To ważne, a ja będę wdzięczny.
Dziękuję.

edit-31041-1400506751-20

piątek, 25 lipca 2014

Płakałem dopiero po wyjściu z namiotu

Pisarz Neil Gaiman odwiedził obóz uchodźców z Syrii - oto jak opisał swoje wrażenia.


Żona Aymana piecze najlepsze bułeczki figowe, jakich w życiu próbowałem. Są malutkie i gdy przychodzimy, czeka ich na nas mnóstwo. Hojność mieszkańców obozu Zaatari nie przestaje mnie zaskakiwać, cieszyć i dziwić: nawet gdy sami zupełnie nic nie mają, będą częstować słodką herbatą, zawsze znajdzie się też hummus, oliwki i chleb pita. W obozie dla uchodźców Zaatari w Jordanii syryjskim uchodźcom co rano wydaje się 400 tysięcy sztuk tego pieczywa. Ale to zaledwie cztery kawałki przypadające na jednego mieszkańca obozu i jestem bezustannie rozdarty, bo z jednej strony nie chciałbym odtrącać ich gościnności, a z drugiej wiem, że odbieram im coś, czego naprawdę potrzebują.

Aymana nazywają „doktorem” i jest bardzo dumny ze swojego podejścia do pacjentów. W Syrii pracował jako technik w laboratorium medycznym, a następnie, gdy rozpoczęły się walki, został lekarzem w szpitalu polowym. Teraz on, wraz z uśmiechniętą żoną i czwórką maleńkich dzieci, jest uchodźcą. Całymi dniami pracuje jako obozowy pracownik społeczny, mobilizuje, organizuje, potem wraca do domu – do swojego kontenera, zwanego tutaj „kempingowym” (białego, blaszanego pudła z podłogą wyłożoną materacami, stanowiącego przestrzeń mieszkalną w dzień i sypialnię nocą), zabiera torbę z opatrunkami, narzędziami i lekami, po czym wyrusza na obchód.

W Jordanii

Neil napisał w poniedziałek, 12 maja 2014 r. o 16:10

Dziś późnym popołudniem wylądowałem w Jordanii. Teraz siedzę w hotelu. O 6 będę musiał wstać, żeby z samego rana dotrzeć do obozu na czas wydawania chleba.

Od początku konfliktu w Syrii z domów przed przemocą i walkami uciekło ponad dwa i pół miliona ludzi. Pół miliona z nich trafiło do Jordanii. Populacja tego kraju wynosi nieco ponad 6 milionów mieszkańców. Gdyby grupa stanowiąca identyczny odsetek populacji miała pojawić się w USA, to na przestrzeni zaledwie kilku lat do Stanów przybyłoby 25 milionów uchodźców, a w Wielkiej Brytanii szukałoby schronienia 5 milionów ludzi. Oznacza to, że wiele ludzi tutaj mieszka z syryjskimi rodzinami. Oznacza to również, że powstały obozy dla uchodźców - małe miasta zbudowane na pustyni z prowizorycznych konstrukcji.

[Obóz Zaatari - źródło]

Zostałem tutaj zaproszony przez UNHCR, agendę ONZ ds. uchodźców, aby nakręcić jeden lub kilka krótkich filmów, opowiadać i pisać artykuły, które zwrócą uwagę na to, co dzieje się w obozach dla uchodźców.

Stworzyli stronę: http://donate.unhcr.org/neilandgeorgina/, gdzie można śledzić nasze poczynania i zobaczyć, co się dzieje.

Na tę wyprawę pakowałem się sam i z różnych powodów wyszło mi to fatalnie, wielu rzeczy zapomniałem. Za każdym razem, kiedy mam chęć zacząć narzekać na brak czegoś, przypominam sobie, że ludzie, z którymi spotkam się jutro zabrali z domów tylko to, co zdołali nieść, często przez setki kilometrów - w tym swoje dzieci...

czwartek, 24 lipca 2014

Co robicie 27 czerwca i inne kluczowe pytania.

Neil napisał w czwartek 1 maja 2014 r. o 13:57

Od dziś wracam do korzystania z mediów społecznościowych. A jutro prowadzę ostatnie zajęcia w Bard aż do jesieni. Jestem światu winien wielki wpis o życiu i rzeczach, które się w nim wiążą.

Ale po pierwsze to, co ważne:

Na świecie jest wiele osobliwych miejsc – takich, które będą zaprzątać ci umysł, skradną duszę i już jej nie wypuszczą. Niektóre z nich są niezwykłe i egzotyczne, inne zwyczajne. Najdziwniejsze z nich, przynajmniej dla mnie, to Wyspa Skye u zachodnich wybrzeży Szkocji. Wiem, że nie jestem w tym wrażeniu odosobniony. Są osoby, które odkrywają Skye i już nigdy stamtąd nie wyjeżdżają. A nawet ci spośród nas, którzy wyjeżdżają, są na swój sposób nawiedzani przez tę mglistą wyspę. To tam jestem najszczęśliwszy i tam jestem najbardziej sam.

Otta F. Swire pisała książki o Hebrydach i w szczególności o Skye. Wypełniała je dziwaczna i tajemna wiedza. (Wiedzieliście, że 3 maja to dzień, w który Diabeł został strącony z Nieba, a zatem również dzień, kiedy popełnione zbrodnie nie będą wybaczone? Dowiedziałem się tego z jej książki o tamtejszych legendach.) A w jednej z książek przeczytałem o jaskini w czarnych górach Cuillins, gdzie możesz się wybrać – jeśli jesteś odważny – i znaleźć złoto nie dając w zamian nic, ale każda wizyta w jaskini uczyni cię odrobinę gorszym człowiekiem, nadgryzie twoją duszę.

A tak owa jaskinia i jej obietnica zaczęły mnie dręczyć.

poniedziałek, 21 lipca 2014

gal·li·mau·fry (rzecz.) 1. bezładna mieszanina lub stos różnych rzeczy

Neil napisał w czwartek 10 kwietnia 2014 r. o 21:18

We wtorek poprowadziłem swoje pierwsze zajęcia w Bard. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale 14 osób, które słuchały, jak mamroczę coś na temat pisania i fantastyki, zdawało się miłą i stosunkowo wielkoduszną publiką, więc nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć. Tylko mam nadzieję, że jutro będę mówił inne rzeczy.

Wieczór ze mną i Artem Spiegelmanem w Bard był wspaniały. Bilety się wyprzedały, a rozmowa stanowiła raczej wywiad, gdzie to głównie ja zadawałem Artowi pytania, choć przeczytałem też kilka pierwszych stron Jasia i Małgosi – wersji, którą ja napisałem, a zilustrował Lorenzo Mattotti i to było wspaniałe. (Na zdjęciu zrobionym przez Gideona Lestera możecie zobaczyć na ekranie w tle za nami jedną z bajecznych ilustracji Mattottiego)

BkaltMZIMAAjwK5

piątek, 18 lipca 2014

Dwie nowe brytyjskie okładki i małe przemyślenia filozoficzne

Neil napisał w czwartek 3 kwietnia 2014 r. o 12:36

Bloomsbury właśnie przysłało mi okładkę wydania Na szczęście, mleko… w miękkiej oprawie. W  Wielkiej Brytanii wychodzi 5 czerwca. Jestem zachwycony okładką i pod wrażeniem dopisku o Dziecięcej Książce Roku, bo zapomniałem o tym tytule. (To był szalony rok. Za dużo rzeczy do zapamiętania.)

czwartek, 17 lipca 2014

Myśli na temat domu i trochę pytań o sztukę i handel, na które dotąd nie odpowiedziano

Neil napisał w środę, 2 kwietnia 2014 r. o 0:06

Przeprowadzka do nowego domu to bardzo dziwny proces. Najgorszą część mam już za sobą. Teraz pozostają drobnostki, niekończące się setki szczegółów. Detale, detale, detale i raz na jakiś czas – pomniejsze katastrofy.

Wczoraj przestało działać ogrzewanie. Ogrzewanie przestało działać, bo w piwnicy stało kilka centymetrów wody, bo pompa nie dawała rady z deszczem w połączeniu z topniejącym śniegiem, który już wypełniał kanalizację, więc wszystko się wylało. Mam dobrych znajomych, którzy wszystko naprawili za pomocą pomp i wiedzy na temat naprawiania rzeczy.

(Nie posiadam zbyt wiele takiej wiedzy. A choć może przeczytalibyście moją książkę, nie chcielibyście, żebym wieszał wam półki. Możecie mi wierzyć.)

Na noc pojechałem do Nowego Jorku, w hotelu skończyłem pisać bardzo zaległy wstęp do książki, odesłałem go na moment przed zaśnięciem, a dziś rano byłem umówiony na Naprawdę Fajne Sekretne Spotkanie. Piszę o tym w pociągu, w drodze powrotnej, rzeka Hudson szara, a na drugim brzegu w oddali bezlistne wzgórza i klify. Chcę nadejścia wiosny.

Rozważam teraz, czy napisać opowiadanie na zlecenie firmy. Zostałem o to poproszony. Mogę napisać, co tylko zechcę, pod warunkiem, że umieszczę w opowiadaniu ich produkt i nie sprawię, że będzie zabijał ludzi w sposób okrutny, czy nawet w sposób przyjemny. To będzie fajny, interesujący i dobrze płatny projekt. Interesujący jest fakt, że już umieściłem ten produkt w swojej powieści, lubię go i widzę jak ta historia mogłaby się rozwinąć.

Ale nie jestem pewien. Nie mogę się zdecydować.

Blackberry Keep Moving: wszystkie klipy



Dobra literatura jednoczy nas, ludzi, ponieważ pozwala nam doświadczyć empatii.
Ponieważ sprawia, że obserwujemy świat oczami innych.
I jest to cudowny sposób, aby zdać sobie sprawę z istnienia innych ludzi.

Najtrudniejsza w byciu pisarzem jest samotność.
Zostajesz sam na sam z tym, co siedzi ci w głowie.
I nikt nie może zrobić tego za ciebie.
Możesz napisać najzabawniejszy kawał na świecie, ale w tym momencie pokój będzie wypełniać cisza.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Szczęście w nowym starym domu

Neil napisał w niedzielę 30 marca 2014 r. o 12:36

Dziś nie przychodzi mi do głowy
nic doskonalszego
niż czytanie nowej książki
przy płonącym kominku
i odgłosach padającego deszczu

niedziela, 13 lipca 2014

Patrzcie! Szybki wpis z promocjami.

Neil napisał w niedzielę 9 marca 2014 r. o 14:28

Szybki wpis: na Amazonie mają promocję na Książki Które Inspirują Naszą Pasję do Czytania. Tylko dzisiaj.
Są w niej Amerykańscy bogowie i Koralina, ale reklamuję tę akcję, bo w sumie mają 36 książek za mniej niż $2,99, a większość za $1,99, z których wszystkie chcielibyście mieć na swoich wirtualnych półkach.

Dobrze. Czas na wywiad.

A kiedy mnie tu nie będzie, obejrzyjcie jakie są najpopularniejsze książki w poszczególnych stanach USA i zastanówcie się, co nam to mówi o każdym z nich…

W Którym Wykazano, że Zostałem Leśnym Stworem

Neil napisał w niedzielę, 9 marca 2014 r. o 16:16

Wczoraj wstałem wcześnie rano, wyszedłem z domu, w którym dopiero co zdążyłem się zadomowić i ruszyłem w drogę z przeładowaną walizką, którą pakujesz sobie na kilkutygodniową trasę, kiedy nie jesteś pewien co będziesz musiał na siebie założyć, a zamierzasz odwiedzić trzy różne strefy klimatyczne.

Poleciałem do Filadelfii i do Rowan University na południu New Jersey, gdzie zobaczyłem się z fotografem Kyle’em Cassidym (znanym również jako mój przyjaciel Kyle Cassidy). Poprowadziliśmy wspólnie warsztaty, odpowiadaliśmy na pytania, mówiliśmy o tym, co robimy i jak to robimy i w końcu czytaliśmy opowiadania i pokazywaliśmy zdjęcia z książki Who Killed Amanda Palmer. Potem jako część cyklu wykładów Rowan University Presidents' Lecture Series wygłosiłem prelekcję, podczas której również czytałem swoje rzeczy i była to równie dobra zabawa, co spotkania/pogadanki w Billings i Calgary. Publiczność zdawała się zadowolona, a ja byłem zachwycony tym, jak dobrze zaczynam czuć się na scenach uniwersytetów i podobnych miejsc. Kiedy staję przed publicznością już nie czuję się, jakbym udawał, ani że występuję pod fałszywym pretekstem.

Kiedy przechadzaliśmy się po kampusie Kyle wyciągnął aparat i zrobił poniższe zdjęcia...

Było wietrznie. Moje włosy zwykle nie próbują ode mnie uciec.

Wyglądam jakbym mieszkał w mroźnej dziczy i polował na przymiotniki albo robił inne rzeczy, którymi zajmują się dzicy pisarze.



sobota, 12 lipca 2014

Burze i jak się zaczynają

Neil napisał w środę, 5 marca 2014 o 21:04

To był dziwny tydzień, pełen osobliwych wydarzeń. Najdziwniejsze było to, że kupiłem dom (i nie jest on, jak sugerowałby ten opis, w Sacramento w Kalifornii: to pochodzi z dłuższego wywiadu na temat mojej skłonności do wspierania różnych projektów na Kickstarterze: https://www.kickstarter.com/blog/meet-a-backer-neil-gaiman).

Kwestia nowego domu była w robocie od kilku miesięcy. Zobaczyłem go na jesieni, zakochałem się, przekonałem Amandę, że jestem zakochany i wczoraj po południu ostatecznie podpisaliśmy umowę.

Bardzo przypomina mój poprzedni dom rodziny Addamsów w lesie, tylko że to nie jest dom rodziny Addamsów, a raczej zlepek kamiennych chatek w lesie. (Kobieta, od której go kupiłem mieszkała w nim dokładnie pięćdziesiąt lat. Człowiek, od którego rodziny kupiła go z mężem w styczniu 1964 r. rysował komiksy w codziennych gazetach za czasów Złotej Ery.)

środa, 9 lipca 2014

Dzisiejszy live streaming i dotąd nieujawniany wiersz (nieskończony)

Neil napisał w poniedziałek 24 lutego 2014 r. o 12:58


Bardzo szybki post… 

W Billings, w Montanie, było WSPANIALE: rozmawiałem z grupą młodych ludzi we wspaniałej bibliotece, trochę poczytałem i odpowiedziałem na wiele pytań. Tego samego wieczora rozmawiałem z czytelnikami w Babcock Theatre, sporo czytałem i odpowiedziałem na mniej pytań, niż bym chciał.

niedziela, 6 lipca 2014

Stephen King vs. Neil Gaiman




Księgarnia Waterstones zorganizowała internetowy pojedynek, którego zwycięzca otrzyma tytuł Najlepszego Pisarza. Neil Gaiman dotarł do finału pokonując kolejno Mallorie Blackman, Suzanne, Collins, Sir Arthura Conan Doyle'a i Agatę Christie!
Przed nim najważniejszy pojedynek - starcie z samym Królem Grozy, Stephenem Kingiem.
Pomożecie? Głosować można na stronie 
A sytuacja przedstawia się następująco...


piątek, 4 lipca 2014

Jak Borsuk trafił do Carnegie Hall?

Neil napisał we wtorek 18 lutego 2014 r. o 23:58

W ubiegłym roku zostałem zapytany, czy nie zechciałbym przeobrazić się w swojego ulubionego bohatera literackiego z okazji wystawy w oksfordzkim Muzeum Opowieści. Z osobistych powodów wybrałem Borsuka z O czym szumią wierzby


Kiedy już uznany fotograf Cambridge Jones zrobił mi zdjęcie w kostiumie Borsuka, na herbatę wpadł Philip Pullman i dopiero znacznie później dotarło do mnie, że w czasie naszej rozmowy wciąż byłem ucharakteryzowany (można posłuchać jak dyskutujemy o tym i o wielu innych rzeczach w rozmowie z Oxford Playhouse.)


czwartek, 3 lipca 2014

Wczesne ostrzeżenie dla USA… (i ujawnienie ekskluzywnej okładki)

Neil napisał w poniedziałek, 17 lutego 2014 o 12:06

 

Być może zauważyliście, że tego lata z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego FourPlay i obrazów Eddiego Campbella będę czytał opowiadanie Truth is a Cave in Black Mountains. Ogłaszałem już daty występów w londyńskim Barbicanie, 4 i 5 lipca:

http://www.barbican.org.uk/music/event-detail.asp?ID=16044 (Brytyjczycy: bilety jeszcze są, ale szybko się rozchodzą).

 

Kilka fragmentów ze spektaklu przygotowanego na zamówienie Opery w Sydney, gdzie został po raz pierwszy wystawiony, można zobaczyć tutaj: http://play.sydneyoperahouse.com/index.php/media/1152-neil-gaiman-the-truth-is-a-cave-in-the-black-mountains.html.

środa, 2 lipca 2014

Wspomnienie o Maggie Estep

Neil napisał w środę, 12 lutego 2014 r. o 21:46


Powinienem pisać, ale zamiast tego wchodzę na blog, bo właśnie się dowiedziałem, że nie żyje Maggie Estep. Zmarła na atak serca. Miała 50 lat.

Od lat wiedziałem o Maggie, poetce, pisarce i performerce, bo pracowała dla niej niesamowita Kelly Sue De Connick. Kelly Sue to moja przyjaciółka, która zwykła mawiać, że polubiłbym Maggie i że ona polubiłaby mnie, ale dopiero w tym roku, kiedy zacząłem odwiedzać Hudson w stanie Nowy Jork, miałem okazję Maggie poznać. (Chyba nawet bardziej niż mnie chciała poznać moją sukę, Lolę. Za pierwszym razem przyniosła dla Loli psie smakołyki.) Kelly Sue miała rację – naprawdę bardzo, bardzo się polubiliśmy. Od chwili pierwszego spotkania byliśmy starymi przyjaciółmi. Jedną z zalet przeprowadzenia się do tej części świata była dla mnie możliwość nawiązania bliższego kontaktu z Maggie. Tego dnia we wrześniu, kiedy w końcu udało nam się porozmawiać, napisała na swoim blogu:

Kiedy odkryłam, że Neil Gaiman poślubił przepiękny żywioł, jakim jest Amanda Palmer, WRESZCIE (po 12 latach nalegań ze strony Kelly Sue) przeczytałam parę jego książek.

Neil krwawi. Co oznacza, że jest pisarzem właśnie dla mnie. Okazało się, że jest również człowiekiem dla mnie. Takim, przy którym ma się wrażenie, że znacie się od zarania dziejów – i masz nadzieję utrzymać znajomość do samego końca świata.
 


Moje wrażenie było identyczne. Nie spodziewałem się tylko, że koniec nastąpi tak szybko.


Nie wspominałem, że 9 marca będę w San Jose, w Kalifornii, na festiwalu filmowym Cinequest. Wręczą mi nagrodę Maverick Spirit i będę rozmawiać, odpowiadać na pytania i pewnie też coś przeczytam. Całość potrwa 90 minut po południu 9 marca w teatrze San Jose i tutaj możecie o tym poczytać, a także kupić bilety.





To tyle. Wspomniałem. Jeśli będziecie w okolicy albo wybieracie się na Cinequest, może się tam zobaczymy…

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Dlaczego powinniście obejrzeć „Zimową opowieść” i inne głębokie myśli o różnych rzeczach

Neil napisał we wtorek 11 lutego 2014 r. o 1:12

Wczoraj wieczorem poszedłem zobaczyć Zimową opowieść, ekranizację znakomitej powieści Marka Helprina zrealizowaną przez pisarza (a teraz również reżysera) Akivę Goldsmana.

Po pierwsze, naprawdę bardzo, bardzo mi się podobało. Z obszernej, napisanej z ogromnym rozmachem książki, której akcja rozciąga się na ponad sto lat, Akiva wybrał elementy potrzebne mu do opowiedzenia historii, którą miał to opowiedzenia. Z konieczności zrobił z niej kameralną opowieść. To film fantasy z demonami, aniołami i latającym koniem. Występuje w nim szlachetny włamywacz, piękna umierająca pianistka, absolutnie przerażający Russell Crowe, Will Smith skupiający na sobie całą uwagę widzów jako Lucyfer, a także Nowy Jork w całej swojej okazałości.

Po drugie, przed wizytą w kinie widziałem jakieś trailery. Mówiąc krótko – są złe. Obiecują, że to będzie pewien rodzaj filmu, a wcale tak nie jest. To nie jest tak naprawdę historia miłosna, o pisanej małą literą miłości pomiędzy dwojgiem atrakcyjnych ludzi, którzy chcą się całować, ale może to być historia o Miłości (pisanej wielką literą  o Miłości, o tym kogo i co kochamy, i dlaczego, oraz co się dzieje, gdy ci, których kochamy, umierają).

Jeżeli lubicie fantasy albo Nowy Jork albo realizm magiczny – powinniście ten film obejrzeć. Naprawdę powinniście. (Powinniście również przeczytać książkę. A także powieść Little, Big Johna Crowleya, która ukazała się mniej więcej w tym samym czasie.) Publiczność na pokazie była zachwycona.

Moje jedyne zastrzeżenie, wątpliwość czy zarzut jest następujący:

sobota, 28 czerwca 2014

Krótka notka od Web Goblina w związku z zadaniem blogurodzinowym i naturą kończenia.

Dan Guy napisał w niedzielę 9 lutego 2014 r. o 20:40


Kiedy ukończycie zadanie, będziecie wiedzieli.
Będziecie wiedzieli, bo zostanie wam powiedziane, że ukończyliście zadanie.
Kontaktowanie się z Panem G. w celu weryfikacji ukończenia zadania nie jest w żadnym wypadku wymagane. Jeżeli chcecie, możecie kontaktować się ze mną za pośrednictwem formularza na stronie, ale z dużym prawdopodobieństwem odeślę was do powyższych dwóch punktów.
(Pan G. już podrzucił wam dużą wskazówkę, czego się nie spodziewałem.)
Wszystkiego najlepszego w dniu blogurodzin i pomyślnych łowów!

AKTUALIZACJA:
Mamy naszych dziewięciu zwycięzców! Dzisiaj otrzymają powiadomienia.
Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę.

KOLEJNA AKTUALIZACJA: Na Twitterze zostałem poproszony o wyjaśnienie rozwiązania. Po znalezieniu wszystkich trzynastu obrazków z zegarami należało je ułożyć w kolejności pokazywanego czasu (powtórki oznaczające godzinę w dzień lub w nocy zostały oznaczone AM lub PM w nazwie pliku: vs_). Na tarczy każdego zegara znajdowały się rozmieszczone pionowo trzy litery. (Nie mam pojęcia jak udało się je dojrzeć: Mam nadzieję/spodziewam się, że poprzez manipulację obrazem, a nie mrużenie oczu przed monitorem.) Odczytanie od lewej do prawej dawało adres URL w trzech liniach. Po wejściu na stronę o tym adresie otrzymywało się wiadomość, że zadanie zostało ukończone i instrukcje, aby wysłać do mnie e-mail z indywidualnym kodem.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Trzynaście zegarów i wspaniałe urodziny

Neil napisał w niedzielę, 9 lutego 2014 r. o 18:15


Był 9 lutego 2001 roku. Większość poprzednich dwóch lat spędziłem na pisaniu powieści (co dziwne, właśnie w domu, który chwilowo wynajmuję) i byłem gotowy, by rozpocząć pisanie bloga (który z niejasnych powodów, mających wiele wspólnego z moją budzącą respekt agentką Merrilee, nazywałem „bloggerem”, może dlatego, że był i nadal jest częścią serwisu Blogger). To nie była jeszcze strona NeilGaiman.com – dziennik założyliśmy na Americangods.com, kiedy strona składała się wyłącznie z bloga i odliczania do daty wydania.

Napisałem:

Po raz pierwszy zaproponowałem takie przedsięwzięcie mojej budzącej respekt redaktorce, Jennifer Hershey, ponad rok temu, kiedy byłem jeszcze w trakcie pisania książki (proces ten zakończył się około trzy tygodnie temu). Ale ona wolała zaczekać, aż książka będzie gotowa do złożenia i wydania, żeby oszczędzić czytelnikom wpisów typu "13 luty: napisałem parę stron. Straszny gniot." i "14 luty: napisałem parę znakomitych rzeczy. To będzie naprawdę fantastyczna książka. Poważnie." oraz "15 luty: Jednak nie. Straszny gniot." i tak dalej. Pisanie było trochę, jak zapasy z niedźwiedziem. W niektóre dni, moje było na wierzchu. Większość czasu – jego było na wierzchu. Ominęło was obserwowanie pisarza, który z niedowierzaniem przygląda się, jak jego rękopis staje się coraz dłuższy, terminy przelatują mu nad głową jak liście na wietrze, a końca książki wciąż nie widać.

Ale pewnego dnia trzy tygodnie temu - skończyłem. Kolejny tydzień spędziłem na przycinaniu i cyzelowaniu. (W samolocie, w drodze powrotnej z Irlandii, gdzie kończyłem pracę nad książką, przeczytałem "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" Stephena Kinga. Zainspirowany jego wojną z przysłówkami dokładnie przejrzałem rękopis. Każdemu z nich przyjrzałem się podejrzliwie, żeby zdecydować, czy usunąć go na zawsze, czy zostawić w spokoju. Wiele przeżyło. Cóż, jak głosi stare przysłowie: Bóg bardziej od rzeczowników ceni przysłówki...)

Napisałem dziś list, który Harper dołączy do wstępnego wydania książki – zrobili ją bezpośrednio z pliku, który im przesłałam, więc jest tam mnóstwo pisowni z obu stron Atlantyku, dziwnego formatowania i podobnych pomyłek, ale dzięki temu księgarnie i osoby, które zazwyczaj dostają rękopisy będą się mogły przekonać, jaka to książka.

Ja nie mam pojęcia jaka to książka. A może po prostu nie ma książki, do której mógłbym ją porównać. Prędzej czy później jakiś recenzent napisze coś, co nie ma za dużo sensu, ale świetnie nadaje się do cytowania, np. "gdyby J.R.R. Tolkien napisał Fajerwerki próżności...", co trafi na tylną okładkę i skutecznie zniechęci wszystkich, którym książka mogłaby się spodobać...

Strona wkrótce przekształciła się w Neilgaiman.com i wyglądała mniej więcej tak








A w okolicach roku 2002 zaczął przypominać to:




A sam dziennik wyglądał tak:




A w styczniu 2006 przybrał obecny kształt.

Oznacza to tak naprawdę, że cała strona potrzebuje teraz gruntownego remontu…

Ale wiecie co? Niezależnie od podstarzałego interfejsu i prowadzących donikąd linków ten blog kończy dziś trzynaście lat. W latach internetowych znaczy to, że jest ogromny, powolny, pokryty pajęczynami i przemawia głębokim, grzmiącym głosem, jak góra, która próbuje sobie przypomnieć jak się używa głosu. W ludzkich latach oznacza to, że ma trądzik, dopiero co przeszedł bar micwę i ze strachem myśli o pisaniu listów z podziękowaniami dla tych wszystkich dorosłych, którzy podarowali mu koperty z czekami.

Pewnie nie rozglądaliście się nawet po tej stronie. Ja sam od dawna na nią nie zaglądałem…

Pomyślałem więc, że dam wam powód do pobuszowania. Webgoblin wziął się do pracy i teraz po całej witrynie Neilgaiman.com poukrywane są wskazówki. Nagrodą będzie Google Hangout ze mną (druga nagroda, jak ogłasza złośliwy komik w mojej głowie, DWA hangouty.)


Wszystkiego najlepszego z okazji blogurodzin.

niedziela, 22 czerwca 2014

WIEŚCI: Strażnicy, Sandman, Chu, Rosja i Cthulhu w butach klauna

Neil napisał w piątek 7 lutego 2014 r. o 23:40


Właśnie napisałem do Amandy przyznając, że jestem najnudniejszym człowiekiem na świecie. W tej chwili moje życie zdaje się polegać na pisaniu i – raz dziennie – bieganiu. Nowy iPod nano postanowił robić to samo, co jego poprzednik, czyli restartuje się na 2 minuty przed końcem planowanej przebieżki, więc postanowiłem go przechytrzyć nie mówiąc mu jak długo zamierzam biegać i sposób działa.

Dostaję od J.H. Williamsa narysowane strony Sandmana: Uwertury, podczas gdy ja wysyłam mu inne. Te, które do mnie przychodzą to chyba najpiękniejsze przykłady mainstreamowego komiksu, jakie w życiu widziałem. Te, które sam wysyłam… cóż, wszyscy bohaterowie pozostali sobą. A jeżeli spotykaliśmy ich już wcześniej – brzmią dokładnie tak samo. I to naprawdę dziwne, że kiedy pojawia się postać, której nie pisałem od 1995 r., wszystko co robię przy pisaniu dialogu to słucham i zapisuję co mówi. W pewnym momencie potrzebowałem opowieści wewnątrz opowieści, więc na trzech stronach streszczam historię, którą kiedyś planowałem nawet rozwinąć w samodzielną, dużą miniserię…

Wszystkie wstępy, które zgodziłem się napisać w ciągu ostatnich trzech lat są nagle potrzebne na już, więc je piszę. To po części świetna zabawa, bo mam okazję opowiedzieć o rzeczach, które kocham i wytłumaczyć, dlaczego kocham te książki, ale ponieważ wszystkie muszę oddać na raz, czuję się trochę, jakbym odrabiał pracę domową.

sobota, 21 czerwca 2014

Gaiman chce się nudzić - cz. 3

Tłumaczenie pełnej wersji wywiadu przeprowadzonego w audycji radiowej Studio 360 przez Kurta Andersona
http://www.studio360.org/story/neil-gaiman-wants-to-be-bored/#bonus

Część trzecia: o wszechstronności, serialu o amerykańskich bogach i o tym, czego Gaimanowi zazdrościć nie można.



KA: Nie mamy czasu omówić wszystkich twoich przedsięwzięć, ale właśnie wyszła książka o tobie, wkrótce pojawi się gra komputerowa Wyward Manor według twojego pomysłu… jakby było za mało Neila Gaimana w każdej dziedzinie sztuki i rozrywki. Poważnie się zastanawiam czy był jakiś pisarz z równie dobrym zmysłem do interesów i umiejętnością sprytnego wykorzystania przeróżnych interesujących okazji, czasem dla zysku, czasem dla zabawy. Jesteś niczym Willy Wonka, obsługujący wszystkie możliwe maszyny jednocześnie!

NG: Dokładnie tak. Nawet użyłem kiedyś podobnego porównania. Powiedziałem, że czuję się jak dzieciak zamknięty na noc w sklepie ze słodyczami, który musi spróbować wszystkiego zanim go znajdą.



KA: Na to wygląda. Wygłaszasz mowę do absolwentów uczelni i nagle jest z tego książka.

NG: I tak właśnie to u mnie działa. Wygłosiłem przemówienie, bo mnie o to poproszono, nie wiązałem z tym żadnych planów, nawet nie wiedziałem, że ktoś to nagrywa. A po paru dniach dowiaduję się, że obejrzało je 5 mln ludzi. Moja agentka została zasypana pytaniami o możliwość wydania i po rozmowie z wydawcą rzeczywiście się na to zdecydowaliśmy. Chip Kidd to wspaniały grafik, od lat się znamy i podziwiamy nawzajem swoją pracę, ale nie miałem dotąd okazji z nim pracować. Zgodził się i z mojego przemówienia zrobił przepiękną książkę, którą teraz ludzie wręczają sobie z okazji ukończenia studiów. Dla mnie to zaskakujące i zachwycające.
Mój plan zakłada głównie robienie fajnych rzeczy. Pewnie w przeciągu najbliższej dekady znajdę czas na napisanie sztuki czy musicalu, potem usiądę tu z tobą, a ty będziesz mnie wypytywał jak udało mi się to przewidzieć i zrealizować. Nie będę miał do powiedzenia nic ponad to, że staram się robić wszystko po kolei.

piątek, 20 czerwca 2014

Gaiman chce się nudzić - wywiad cz. 2

Tłumaczenie pełnej wersji wywiadu przeprowadzonego w audycji radiowej Studio 360 przez Kurta Andersona
http://www.studio360.org/story/neil-gaiman-wants-to-be-bored/#bonus

Część druga: o czasie, nudzie, świecie wydawniczym i prawdzie, która jest jaskinią, z małym ukłonem z stronę Szkocji.



KA: Czy przy ogromnej liczbie projektów, mediów, podróży i całym życiu publicznym nie jest ci czasem trudno znaleźć spokój, czas i miejsce na „prawdziwą” pracę, czyli wymyślanie i pisanie?

NG: Tak i to bardzo. W tym roku od stycznia do maja odłączyłem się od mediów społecznościowych. Po części po to, by poczuć nudę. Chciałbym się ponudzić. Brakuje mi chwil nicnierobienia. W taksówce chcę zwyczajnie gapić się przez okno i myśleć, zamiast uczestniczyć w ciekawych wirtualnych rozmowach.
Myślę, że to przedziwna klątwa sukcesu, zwłaszcza takiego, jaki stał się moim udziałem, ale nie tylko. Na początku nie masz pracy ani pieniędzy, ale masz niewyczerpane pokłady czasu. Masz okazję robić co tylko zechcesz, byle tylko praca zaspokajała podstawowe potrzeby życiowe. Z czasem orientujesz się, że masz mnóstwo pracy, mnóstwo pieniędzy i mnóstwo okazji do robienia naprawdę fajnych rzeczy. Tylko czas na właściwą pracę powoli się ulatnia. Trzeba zadbać, by był to czas święty i go pilnować. Dlatego lubię wyjeżdżać w dalekie miejsca i po prostu pisać.

fot. Kimberly Butler

KA: A czy taki urlop od Twittera to jednorazowa akcja i wystarczy ci na najbliższe kilkadziesiąt lat, czy przewidujesz powtórki?

czwartek, 19 czerwca 2014

Gaiman chce się nudzić - wywiad

Tłumaczenie pełnej wersji wywiadu przeprowadzonego w audycji radiowej Studio 360 przez Kurta Andersona
http://www.studio360.org/story/neil-gaiman-wants-to-be-bored/#bonus

Część pierwsza: o przyszłych planach, Oceanie, wspomnieniach z dzieciństwa i doświadczeniach w Jordanii

Kurt Anderson: Kiedy widzieliśmy się ostatnio mówiłeś, że nie masz kariery tylko listę rzeczy do zrobienia, napisaną w wieku 15 lat: napisać komiks, powieść, film… Co jeszcze zostało?

Neil Gaiman: Musical. Mocno czuję, że to jest jeszcze jedna rzecz, którą naprawdę chciałbym zrealizować: napisać coś na scenę. Na pewno sztukę i musical. To jeszcze nade mną wisi.

KA: Napisałbyś muzykę, teksty piosenek, scenariusz?

NG: Raczej scenariusz (book), przynajmniej za pierwszym razem, i chciałbym współpracować z doświadczonym autorem piosenek, pod warunkiem, że nie będzie to moja żona.

KA: Czyli właśnie ogłaszasz nam swój rozwód?


wtorek, 17 czerwca 2014

Literacki ekspert od jazdy w ciemnościach - wywiad z NYT

Neil Gaiman udzielił wywiadu New York Timesowi z okazji występu w Carnegie Hall, gdzie po raz kolejny przeczyta „Truth is a Cave in Black Mountains” z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego FourPlay i tworzonych na bieżąco obrazów Eddiego Campbella. Opowiadanie w wersji ilustrowanej i twardej oprawie ukaże się pod koniec miesiąca nakładem wydawnictwa William Morrow and Company. Pytano go również o jego wersję baśni o Jasiu i Małgosi, a także niedawną wyprawę do obozu dla syryjskich uchodźców w Jordanii.




NYT: Czy do dzieł różnego rodzaju podchodzi pan w różny sposób?

NG: Nie mam pojęcia których części mózgu używam robiąc to, co robię. Przede wszystkim proces twórczy przebiega niezwykle szybko. I kiedy trwa, mam dość dobre pojęcie na temat tego, co z niego wyjdzie. Jestem trochę jak kierowca prowadzący samochód w ciemności. Reflektory oświetlają kawałek drogi tuż przede mną i wiem, dokąd zmierzam. Nie jadę zupełnie w ciemno, ot, tak sobie. Wiem, że jeśli będę trzymał się tej drogi, dojadę do Nowego Jorku. Ale co wydarzy się nim dotrę do celu – o tym się dopiero przekonam.

sobota, 17 maja 2014

Wieści o serialu „Amerykańscy bogowie” i nie tylko…

Neil napisał w poniedziałek 3 lutego 2014 o 23:37

To było interesujące. W piątek nagrałem i zamieściłem w sieci Kto zje zielone jajka sadzone. Tak naprawdę nagrałem tę historyjkę już na początku stycznia – to było piękne, eleganckie nagranie, sfilmowane w wyłożonej dębem bibliotece w Cambridge, z ogniem w kominku w tle. Byłem dość szykownie ubrany i uczesany na tyle przyzwoicie na ile to możliwe. Jedyny problem w tym, że – jak odkryłem w piątek – dźwięk w nagraniu nie nadawał się zupełnie do niczego, a oglądanie jak ktoś czyta coś, co może być doktorem Seussem, ale równie dobrze może być książką telefoniczną albo pieśnią wielorybów, nie brzmiało jak dobry pomysł. Więc kiedy dowiedziałem się, że Worldbuilders zebrali 500 tys. Dolarów, poszedłem pobiegać, wziąłem prysznic, jeszcze raz nagrałem siebie czytającego Kto zje zielone jajka sadzone, wrzuciłem do sieci i o tym zapomniałem.

Dziś klip na ponad 315 tys. wyświetleń, napisano o nim dosłownie wszędzie. Zajrzałem do niektórych komentarzy. Podejrzewam, że gdybym zdecydował się na to pierwsze nagranie, w którym nie było nic słychać, mniej osób pisałoby o tym, że wyglądam jak bezdomny. Ale chowanie się i pisanie (przynajmniej dla mnie) polega właśnie na tym, że mogę zapuścić brodę i nie mieć pojęcia gdzie w domu znajduje się szczotka do włosów, nie wiadomo jak długo nie słuchać wiadomości i dopóki wychodzą ze mnie nowe słowa – wszystko jest w porządku.

Mój ulubiony komentarz do tej pory zamieściło Entertainment Weekly:

środa, 14 maja 2014

Oglądajcie jak czytam „Kto zje zielone jajka sadzone”. Oglądajcie, oglądajcie Tomka Przytomka.

Neil napisał w piątek, 31 stycznia 2014 r. o 23:45


Być może nie wiecie, że zgodziłem się, że jeśli fundacja zgromadzi pół miliona dolarów nagram klip, w którym czytam Kto zje zielone jajka sadzone Dra Seussa.

To właśnie obiecałem.

A dziś po południu osiągnęli swój cel.

Dostałem telefon i nagrałem filmik. (Jak widzicie, jestem mocno brodaty, bo nie pokazuję się publicznie i tylko piszę.) I zamieściłem go na YouTubie.

Cała akcja sprawiła, że brakuje mi małych dzieci, którym mógłbym czytać. Mam nadzieję, że wam się spodoba.


wtorek, 13 maja 2014

Prawdziwe WIEŚCI. Oraz zapowiedzi wieści nadchodzących. Oraz deszcz.

Neil napisał w środę 29 stycznia 2014 r. o 21:33

Wczoraj świeciło słońce. Zapoznałem się z mieszkającą po sąsiedzku rodziną, podpisałem się w ich Księdze cmentarnej i pogłaskałem ich psa. „Nareszcie” powiedziałem. „Nareszcie tu, na Florydzie, jest ciepło!” - i chyba powiedziałem to za głośno. Dziś świat zrobił się szary, chłodny i padało, i padało, i padało. Co nie zmienia faktu, że wciąż jestem w lepszej sytuacji niż ludzie mieszkający kilkaset kilometrów na północ ode mnie, którzy tkwią uwięzieni w zamarzniętych korkach ulicznych.

Brakuje mi Twittera, przede wszystkim dlatego, że lubię jak pomaga mi w treningach. Uwielbiam to, że mogę prawie 2 milionom ludzi napisać, że zamierzam pobiegać i wtedy rzeczywiście muszę to zrobić. To nie to samo, kiedy po prostu mówię to do pustych ścian.

Zobaczmy. Co do ujawnianych tajemnic: Całkiem niedługo można spodziewać się drobnych wzmianek o dwóch spośród moich książek adaptowanych na seriale telewizyjne, trzeci w planach. Już wkrótce prawdziwe wieści, obiecuję.

poniedziałek, 12 maja 2014

Sekrety i książki

Neil napisał w piątek 24 stycznia 2014 r. o 23:57


Niczym kometa pędem przelatuję przez Los Angeles w drodze do Seattle, by za chwilę wrócić na Treasure Coast na Florydzie, gdzie czułem się bardzo przyjemnie anonimowy do momentu, kiedy dyrektor miejscowego festiwalu książki przysłała pytanie, czy mógłbym tam wystąpić i coś zrobić, bo kiedy wyprowadzała psa zauważyła, że biegam w tej okolicy.

We własnej głowie, jeżeli mam brodę i sportowe ciuchy, jestem niewidoczny i nikt nigdy nie zauważy, że ja to ja. Okazuje się, że w świecie poza moją głową nie jest to prawdą.

niedziela, 11 maja 2014

Neil Gaiman odwiedzi obozy dla uchodźców w Jordanii

Neil poinformował na Tumblrze, że dziś wylatuje do Jordanii, gdzie na zaproszenie agencji ONZ ds. uchodźców spędzi trochę czasu w obozach dla uchodźców i rozpocznie pisarsko-multimedialny projekt. Efektem podróży, spotkań i wysłuchanych świadectw ma być seria opowiadań i krótkich filmów, które z jednej strony będą miały przybliżyć nam życie i codzienne trudy tych, których wojna zmusiła do ucieczki z Syrii, a z drugiej – wspomóc apel UNHCR o pomoc dla ofiar trwającego już cztery lata konfliktu.

 

Więcej na temat udziału Neila na stronie http://donate.unhcr.org/neilgaiman (ang.),

a po polsku o misji ONZ w Syrii można poczytać (i wspomóc ją) na http://www.unhcr-centraleurope.org/pl/gdzie-dzialamy/nadzwyczajne-operacje-na-swiecie/operacja-nadzwyczajna-w-syrii.html

 

 

Neil obiecał relacje z podróży. Może wyjdzie z tego interesujący reportaż?

[noita]

środa, 7 maja 2014

Sekrety, spokojne życie i kilka przypadkowych książek innych autorów

Neil napisał w sobotę 18 stycznia 2014 o 10:44

Życie upływa spokojnie. Codziennie biegam, z przyjemnością robię soki z owoców i warzyw, bawię się nowym telefonem, piszę, jestem dumny, że Amanda zbiera pochlebne recenzje za swoje występy na festiwalu w Sydney, ale i przyzwyczaiłem się, że sam w Sydney nie jestem. Zrzucam kilogramy, które zgromadziłem od maja do października w czasie promowania i podpisywania książek i – mam nadzieję – wrócę do formy, z jakiej wyszedłem wraz z rozpoczęciem trasy.

Uwielbiam zabawki, które mi pomagają i kibicują: dostałem właśnie pulsometr, który komunikuje się w czasie biegu z moim iPodem Nano. Ale doszło to tego, że potrzebna mi cała masa nowej muzyki do biegania, bo moja treningowa lista odtwarzania ma ze dwadzieścia lat i już mi się osłuchała. (Ale zawsze będzie się zaczynała od Something About a War Stephena Sondheima. I musi się na niej znaleźć Waiting for the End of the World Elvisa Costello. W przeciwnym razie filary wszechświata mogłyby runąć.)

Moja aktualna nieobecność na Twitterze oznacza, że nikt nie doświadczył narzekania na to, że FedEx dostarczał przesyłki w inne miejsca, niż były one zaadresowane albo przekazywał paczki poczcie, która następnie uparcie twierdziła, że dom, w którym obecnie mieszkam, nie istnieje i zwracała je do nadawcy.

Odbyłem wiele długich rozmów telefonicznych, a każda z nich dotyczyła czegoś bardzo interesującego, czego jeszcze nie wolno mi oficjalnie ogłosić. Myślę, że jest ich już z pół tuzina. Nie mogę się doczekać, aż będzie mi wolno o nich wszystkich mówić.

Zwykle jeżeli o czymś nie informuję to dlatego, że nie wszystko jest jeszcze ustalone i umówione. Czasami chodzi też o to, że czas pomiędzy ogłoszeniem a realizacją pomysłu jest tak długi, że to aż niedorzeczne.

Ale gdybyście jednak zastanawiali się czy ilustrator Na szczęście, mleko…, Chris Riddell, po cichu i w sekrecie pracuje nad tajemniczym czymś mojego autorstwa, o czym nawet mimochodem nie napomknę, to owszem, pracuje. Na poniższym rysunku z tumblra Chrisa można znaleźć kilka wskazówek co to takiego.

tumblr_myimnx1uow1srgio2o1_1280


wtorek, 6 maja 2014

Kilka słów na temat "The Sandman Companion"


Publicystyka na temat twórczości – niezależnie od tego czy chodzi o literaturę, muzykę czy też komiks – może przyjmować różne formy. Niektórzy autorzy starają się przedstawić czytelnikom dokładnie przyczyny, tło kulturowe oraz proces tworzenia, opisując czas powstawania oraz autorów i pozostałe zaangażowane osoby. Inne podejście polega na rozbudowanej analizie znaczeniowej – poszukiwaniu źródeł, inspiracji, kodów kulturowych. Często jest to zgadywanie „co autor miał na myśli” bardziej lub mniej oparte na tym, co ten rzeczywiście powiedział lub napisał. Ale można też po prostu zapytać autora wprost „jak właściwie wyglądał proces tworzenia?”.

Wydany dosyć dawno temu – bo w 1999 roku – „The Sandman Companion” to jedna z najważniejszych prób opisania szerszej publiczności tego o czym Sandman tak naprawdę jest i dlaczego jest tak ważny. Książka okazała się na tyle popularna, że jest w ciągłej sprzedaży, a DC Comics (z zachowanym szyldem Vertigo) dba o regularny dodruk egzemplarzy. Z pewnością niewielka, licząca niecałe 300 stron, nie może mierzyć się z potężnym, kilkutomowym „The Annotated Sandman”, ale jest zdecydowanie warta przeczytania. Dlaczego?

Najwięcej miejsca zajmują rozmowy autora z samym Neilem Gaimanem. Hy Bender konsekwentnie i z dużą wnikliwością wypytuje Gaimana najpierw o to, w jaki sposób zainteresował się komiksem, dlaczego sam zaczął tworzyć, jakie były jego główne inspiracje – i wreszcie – w jaki sposób trafił do DC Comics. O to, jak wraz z artystą Dave’em McKeanem najpierw stworzyli historię o zapomnianej bohaterce imieniem Czarna Orchidea, a później – jak powstała historia o Sandmanie, wywodząca się z superbohaterskich legend opowieść, która nie miała wiele wspólnego z ówczesnymi komiksami o superbohaterach.

wtorek, 29 kwietnia 2014

O Bieganiu, Pszczołach i Wordless

Neil napisał w poniedziałek 13 stycznia 2014 r. o 1:46

Czasem dobrze jest pobyć samemu. Pierwsze kilka dni samotności spędzam dbając o siebie: soki, bieganie, powrót do formy po trasie promocyjnej Oceanu na końcu drogi, która trwałą kilka wyczerpujących miesięcy i pod koniec przeszła w trasę promocyjną Na szczęście, mleko… Miesiące jedzenia w hotelach i restauracjach i ćwiczenia, kiedy była okazja, czyli sporadycznie.

Postępy w bieganiu śledzę na swoim iPodzie Nano.

Jako dziecko nie znosiłem sportu, nienawidziłem biegać, nienawidziłem wszystkiego, co mogło się dla mnie skończyć ubłoceniem i przemarznięciem, podczas gdy ubrani w dredy nauczyciele mówili mi, że jestem słaby, nie przejawiam wystarczającego entuzjazmu i gdzie się w ogóle podział mój szkolny duch rywalizacji. Jeśli chodzi o gry zespołowe zdecydowanie należałem do obozu tych, którzy grać nie umieją. Lubiłem czytać, a jeśli padał śnieg lub deszcz, lubiłem czytać w domu, w cieple.

Prawdę mówiąc niewiele się zmieniło. Nadal wolę iść poczytać, niż wychodzić na dwór i biegać. Ale…
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI