Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

poniedziałek, 12 maja 2014

Sekrety i książki

Neil napisał w piątek 24 stycznia 2014 r. o 23:57


Niczym kometa pędem przelatuję przez Los Angeles w drodze do Seattle, by za chwilę wrócić na Treasure Coast na Florydzie, gdzie czułem się bardzo przyjemnie anonimowy do momentu, kiedy dyrektor miejscowego festiwalu książki przysłała pytanie, czy mógłbym tam wystąpić i coś zrobić, bo kiedy wyprowadzała psa zauważyła, że biegam w tej okolicy.

We własnej głowie, jeżeli mam brodę i sportowe ciuchy, jestem niewidoczny i nikt nigdy nie zauważy, że ja to ja. Okazuje się, że w świecie poza moją głową nie jest to prawdą.


Od całkiem-niedawna-kiedy-tu-jestem udało mi się dość dużo zrobić. Przede wszystkim odbyłem Spotkanie Związane z Rzeczami O Których Nie Wolno Mi Jeszcze Mówić, choć dziś rano nagrałem również sporą część narracji do gry Wayward Manor (jak widać na zdjęciu powyżej [wziętym stąd]. To właśnie robię na zdjęciu.)

Od czasu, kiedy ostatnio widziałem materiały do gry, prace posunęły się do przodu: The Odd Gentlemen pokazali mi jak będzie wyglądała i robi naprawdę niezłe wrażenie. Podpisałem u nich 200 plakatów dla tych, którzy zamówili grę w pakiecie przedpremierowym ze strony http://www.whohauntsneil.com.

W tym wszystkim pomagała mi szlachetne i bez słowa skargi znosząca cierpienia Cat Mihos i jeżeli dostaniecie ode mnie kartkę to właśnie dlatego, że Cat o to zadbała.

Będę na nogach przed świtem, żeby złapać samolot do Seattle i dotrzeć na urodziny znajomego, a potem nocnym lotem udaję się na Florydę, gdzie wrócę do pustelniczego życia, by pisać Sandmana i mity.


Właśnie przeczytałem najlepszą powieść graficzną od bardzo, bardzo długiego czasu. Był to egzemplarz sygnalny komiksu pt. Kill my mother [Zabij moją matkę] Julesa Feiffera, jego hołd dla dzieł wielkiego Willa Eisnera (którego Feiffer był kiedyś asystentem) oraz klasycznych filmów, jakich teraz już się nie robi. Dialogi są wspaniałe, fabuła niezwykle satysfakcjonująca. Jestem fanem Feiffera praktycznie od kiedy nauczyłem się czytać i niezmiernie mnie cieszy, że w wieku 84 lat stworzył coś wyjątkowego, ambitnego i bardzo niespotykanego. Tutaj można przeczytać artykuł z Publishers Weekly na temat komiksu. Zostanie on wydany w drugiej połowie roku i wtedy też o tym napiszę.


Jeśli jesteście w USA lub macie amerykański adres, możecie kupić Ocean na końcu drogi TYLKO w ten weekend za pół ceny, $7,99 na stronach Nook, Kindle, Apple iBookstore i Google Play.


W różnych wywiadach opowiadałem trochę o opowieściach Henry’ego Kuttnera związanych z rodziną Hogbenów, które – w różny sposób – stanowiły inspirację do napisania zarówno Oceanu na końcu drogi, jak i komiksu Alana Moore’a The Bojeffries Saga (oto strona z komiksu autorstwa niedoścignionego Steve’a Parkhouse’a).


W lutym Top Shelf wznowi The Bojeffries Saga w nowym wydaniu. (Więcej szczegółów na zalinkowanej stronie.)

Pierwszy i jedyny kompletny zbiór opowiadań o Hogbenach, The Hogben Chronicles, ukazuje się właśnie TERAZ nakładem Borderland Press i jest to wykwintna, limitowana edycja z autografem. Henry Kuttner nie żyje, więc książkę podpisałem ja (napisałem również wstęp), F. Paul Wilson i Pierce Watters (redaktorzy). Jak ją zdobyć dowiecie się na http://borderlandspress.com/hbc.html.




Popatrzmy. O czym to ja miałem jeszcze napisać? A, tak. No przecież.

Worldbuilders, akcja dobroczynna Pata Rothfusa działająca na rzecz Heifer International.
Pat zamieścił post zawierający listę wszystkich wystawionych na aukcję przedmiotów ode mnie i Terry’ego Pratchetta. Przekazałem mu jeden z egzemplarzy ekskluzywnego, zaprojektowanego przez Dave’a McKeana wydania Oceanu na końcu drogi oraz jeden z egzemplarzy Melindy z ilustracjami Dagmary Matuszak. Udało mu się również zdobyć inne rzeczy, nawet wydaną w 1984 r. biografię Duran Duran mojego autorstwa.

Niektóre z tych rzeczy można wylicytować (oto strona aukcji książki o Duran Duran), inne można wygrać w loterii po wpłaceniu datku w wysokości $10.

Dotąd zebrali już ok. 375 tys. dolarów. Obiecałem, że jeżeli dobiją do 500 tys. nagram i zamieszczę w sieci wideo, na którym przeczytam Kto zje zielone jajka sadzone?

I tak też zrobię.


PS. GRATULACJE dla wszystkich pracowników księgarni R. J. Julia w Madison. Jeszcze w tym roku przyjadę tam podpisywać książki. Oto dlaczego.

PPS. Jeżeli mieszkacie na południu Anglii, moglibyście wybrać się przed 30 marca do Turnbridge Wells Museum i obejrzeć wystawę poświęconą Dave’owi McKeanowi. Informacje o niej można znaleźć na http://www.anke.tw/anke/2014/01/are-comic-books-art.html. Będzie tam dużo oryginałów prac Dave’a. W prawdziwym muzeum. I szczególnie miło jest mi zauważyć, że nie musiał nawet umrzeć, by tego doczekać.

Wiedzieliście, że swój pierwszy komputer Dave dostał w 1995 roku? Opowiada o tym na stronie Apple. Choć nie ma tam wzmianki o tym, jak musiałem go najpierw przekonać, że zakup modemu jest w porządku i nie oznacza wcale, że elektroniczni złodzieje sztuki wyśledzą go po kablu
i dobiorą się do jego twórczości. (Macie pojęcie jaki jestem dumny, że Dave reprezentuje rok 1995? Bardzo dumny…)

Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI