Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

środa, 5 grudnia 2012

Pisarz spotyka świat

Neil napisał w środę 28 listopada 2012 o 15:26


Witaj, świecie.


Mieszkam obecnie w Cambridge, MA, w domu, który wynajęliśmy z Amandą. Chciała zatrzymać się tutaj, żeby wspierać swojego przyjaciela, Anthony'ego, w czasie wyjątkowo drastycznej terapii antynowotworowej. Dom jest wielki i dziwny, wyłożony drewnem dębowym i znajdują się w nim pokoje o dziwnych kształtach, których z początku nie zauważyliśmy. Jestem zachwycony, pomimo mieszkania na walizkach.

Amanda, całkiem słusznie, uważa, że jest zbyt wielki, ale zgodziła się na to dla mnie. (Sama urządziła kwaterę główną w Cloud Clubie.)

Najbardziej brakuje mi tu psów – Cabal nie czuje się chwilowo najlepiej. Cierpi na zwyrodnienie rdzenia kręgowego, tylne łapy w każdej chwili mogą odmówić mu posłuszeństwa i nie może już chodzić po schodach. Po przyjeździe zdałem sobie sprawę, że nie dałby sobie w tym domu rady i z żalem porzuciłem plan zabrania psów ze sobą. Cabal ma swój świat, który kocha, więc to ja będę wracał na środkowy zachód i odwiedzał go tak często będę mógł.
(Natomiast Lola, bez problemu by się tutaj odnalazła, ale dotrzymuje Cabalowi towarzystwa.)

Dzień Dziękczynienia spędziliśmy z Mamą i ojczymem Amandy, ale w trakcie świątecznego weekendu z całego kraju zjechał się wszystkie moje dzieci.

Zaczynam się znów wdrażać w rytm pisania, co mnie cieszy.

Nie byłem przy kręceniu kolejnego mojego odcinka Doctora Who, ale widziałem wstępny montaż. Warwick Davies jest w nim naprawdę świetny, a od Matta Smitha zażądałem niemożliwego i wykonał zadanie ze swadą. (Oglądanie pierwszych nagrań, na których Matt wspaniale i przepraszająco przeklina ujęcia nieudane z powodu napisanych przeze mnie dialogów sprawiło, że śmiałem się jak szaleniec.)

Właśnie w tej chwili – ponieważ jestem nie w tym kraju, co trzeba – omija mnie to, co podesłano mi parę godzin temu:




Są to, od lewej: Benedict Cumberbatch, David Harewood, Natalie Dormer, Dirk Maggs, James McAvoy, David Schofield i Anthony Head, zebrani dziś na nagranie Nigdziebądź produkowanego przez BBC Radio 4/Radio 4 Extra.

(Emisja rozpocznie się w Radio 4, a potem przejdzie do Radio 4 Extra.) Adaptacją zajął się Dirk Maggs, który był odpowiedzialny za trzy ostatnie radiowe adaptacje Autostopem przez galaktykę. Współreżyserować będzie producentka Heather Lamour, która zajęła się realizacją całego przedsięwzięcia po króciutkiej entuzjastycznej pogawędce w londyńskiej kawiarni, która odbyliśmy na początku roku. Była to jedna z rozmów, które poprawiają nastrój, ale tak naprawdę do niczego nie prowadzą. Tym razem – do czegoś doprowadziła.

W obsadzie znaleźli się...

 James McAvoy      Richard
Natalie Dormer       Drzwi
David Harewood       Markiz
Sophie Okonedo       Łowczyni      
Benedict Cumberbatch       Islington
Anthony Head       Croup
David Schofield       Vandemar
Bernard Cribbins       Stary Bailey
Romola Garai       Jessica
Christopher Lee       Hrabia z Earl's Court
Andrew Sachs       Tooley
George Harris       Abbot
Don Gilet       Fulingous, Ruislip, Czarny Mnich
Abdul Salis       Sable, Sump, Clarence, Bezdomny
Paul Chequer       Gary, Strażnik 2
Lucy Cohu       Lamia
Yasmin Paige       Anestezja, Lokatorka, Dziewczyna z zapałkami
Johnny Vegas       Szczuromówca
Stephen Marcus       Varney, bezdomny, agent nieruchomości, Strażnik 1
Karen Archer       Sylvia, Stara Kobieta, Dream Hawker, Matka...


...i wielu innych (w tym sam autor, który swoją partię nagrał w ubiegłym miesiącu).
Słuchowisko będzie miało sześć odcinków.

Czy jestem podekscytowany? Jestem. Nawet bardzo.

(Co więcej, CHRISTOPHEN LEE BĘDZIE WYPOWIADAŁ NAPISANE PRZEZE MNIE SŁOWA. To czyni mnie o wiele szczęśliwszym, niż na to zasługuję.)

Słuchowisko zostanie wyemitowane w pierwszej połowie 2013 roku. A za pomocą BBC iPlayera będzie można wysłuchać go na całym świecie.

Teraz słucham skompilowanej przez Tor.com SKŁADANKI AMERYKAŃSKICH BOGÓW podczas gdy pracuję nad pilotem serialu HBO na podstawie tej powieści.
http://www.tor.com/blogs/2012/11/the-complete-american-gods-mix-tape

Dobra. Czas wrócić do pracy...

czwartek, 29 listopada 2012

Niezwykłe zmęczenie po locie: oraz Słoń, Szaleni Bohaterowie, Kiepskie Kichanie i Media

Neil napisał w piątek 9 listopada 2012 o 19:05



Jestem we Francji, w Nantes, na festiwalu Utopiales. Nieco zmęczony zmianą strefy czasowej, ale zadowolony. Około 40 minut temu skończyłem 52 lata.

Dziś rano przejechałem się na karuzeli i zobaczyłem słonia. Oto słoń:




(Obie rzeczy i jeszcze więcej na http://www.lesmachines-nantes.fr/)

Większość z tych 40 minut spędziłem przeglądając materiał nagrany do tej pory do mojego odcinka Doktora Who. Nie zamierzam na razie zamieszczać żadnych spoilerów, nie będę nawet pisał o rzeczach, które raczej spoilerami nie są, jak czarny charakter, roboczy tytuł i to wszystko, co już krąży po sieci.
(Wpiszcie w Google i to wszystko jest do Waszej dyspozycji...)

W Nantes jest też Dave McKean. Narysował dla mnie kartkę urodzinową...

[Dalek zaleca złuszczanie skóry/lifting - przyp. noita]

W poniedziałek byłem w Wiedniu i rozpoczynałem sekretny projekt we wspołpracy z Lomo. (Niektóre moje zdjęcia Lomo, wraz z Bardzo Osobliwym Wywiadem, można znaleźć tutaj).

Jednym z powodów mojego zmęczenia jest fakt, że we wtorek rano przyleciałem z Amandą z Wiednia do Bostonu, gdzie zagłosowała i spotkaliśmy się z jej bardzo poważnie chorym przyjacielem Anthonym, a następnego dnia poleciałem do Francji.

(Amanda napisała na swoim blogu piękny i rozdzierający serce post o tym kim jest Anthony, co mu dolega i o roli, jaką odegrał w jej życiu.)

Anthony wydaje książkę ze wstępem napisanym przez Amandę, która składa się z opowieści o jego życiu i rodzinie. Książka nosi tytuł Lunatic Heroes [Szaleni Bohaterowie]. Anthony jest znakomitym pisarzem, a książka jest dobra. 20.11 w Lexington odbędzie się jej premiera, na której pojawimy się z Amandą, żeby przeczytać jej fragmenty i wesprzeć Anthony'ego. (Ja będę również czytał fragmenty mojej następnej powieści, Ocean na końcu ulicy.)

Bilety na spotkanie kosztują 10$, a pieniądze zostaną przeznaczone na badania i opiekę dla chorych na raka.


Bilety są do kupienia na stronie http://lunaticheroes.bpt.me.

Jeżeli będziecie wtedy w okolicach Bostonu, wpadnijcie do Lexington.

...

Chcielibyście się przekonać na własne oczy jak bardzo nie potrafię udawać, że kicham? Tak? W takim razie obejrzyjcie to...


To zapowiedź Dnia Chu. Książka pojawi się w sprzedaży 8 stycznia. Jest dla bardzo małych dzieci. (Tu link do Amazonu.) Proszę, rozpowszechniajcie link do tego klipu.

...

Świetny pisarz Patrick Rothfuss jest siłą napędową i kierującą ruchem Worldbuilders, który istnieje przede wszystkim na jego blogu i zajmuje się zbieraniem funduszy dla organizacji Heifer International.
Jak sam Patrick wyjaśnia:

Heifer International to moja ulubiona organizacja dobroczynna. Pomaga ludziom wydźwignąć się z ubóstwa i uratować od głodu. Na całym świecie Heifer propaguje edukację, zrównoważone rolnictwo i lokalną przedsiębiorczość.


Nie tylko ratują dzieciaki od głodu, ale sprawiają, że rodziny są w stanie się utrzymać. Obdarowują rodziny kozami, owcami i kurami, żeby dzieci miały mleko do picia, jajka do jedzenia i ciepłe ubrania.

Od lat nagradza ofiarodawców wspaniałymi książkami. W tym roku zrobił kalendarz z ilustracjami Lee Moyera. Zapytali mnie, czy mogą umieścić w kalendarzu postać z Amerykańskich bogów i odpowiedziałem, że mogą.

Najwyraźniej Media wygląda i ubiera się bardzo podobnie do uroczej Amandy Palmer. (To obraz, nie zdjęcie.) Została miss czerwca...



(Jestem zachwycony Lucy-Amandą rozmawiającą z Cieniem w komiksie na początku miesiąca...)

Kalendarz można zamówić bezpośrednio od Pata ze strony
 http://thetinkerspacks.bigcartel.com/product/pre-order-2013-pin-up-calendar.

Mam nadzieję, że wszyscy będą chcieli go kupić. To doskonały prezent. I wierzę, że dla zachowania równowagi przyszłoroczny Kalendarz Fantasy będzie zawierał głównie umięśnionych i skąpo odzianych Fantastycznych Mężczyzn.

...

Spać. Już czas.

środa, 28 listopada 2012

Całe moje wczoraj. A także mysz.

Neil napisał we wtorek 30 października 2012 o 13:13



Prawie 25 lat temu, podczas przygotowań do pisania Sandmana i opowieści, która miała się stać Zabawą w ciebie, czytałem o Nowym Jorku i huraganach i o tym, jak źle przygotowany jest Manhattan i jak bardzo narażony na niebezpieczeństwo.


Martwię się o mieszkających na wschodnim wybrzeżu znajomych i cieszę się, że Sandy nie ma pełnej mocy huraganu.
Bądźcie ostrożni.


Wczorajszy dzień rozpoczął się wcześnie, od udziału w Today Show w BBC Radio 4. O programie można przeczytać i posłuchać go na http://news.bbc.co.uk/today/hi/today/newsid_9764000/9764349.stm. Rozmawialiśmy z Philipem Pullmanem o baśniach w ramach rozgrzewki przed wspólnym wieczornym występem na scenie Cambridge Theatre.


Obiad zjadłem w towarzystwie redaktora i wydawcy z Bloomsbury books i rozmawialiśmy o mającej się ukazać w przyszłym roku książce Fortunately, the Milk (to najbardziej niemądra książka, jaką napisałem. I najbardziej zakręcona. Ma też fragment o dinozaurach na statku komicznym, który został napisany na długo zanim dinozaury na statku kosmicznym pojawiły się w Doktorze Who i został poniekąd zainspirowany zdaniem o dinozaurach na statku kosmicznym, które dawno, dawno temu umieściłem w Dobrym omenie). Brytyjskie wydanie zostanie zilustrowane przez Brytyjczyka, a Amerykańskie przez Amerykanina. Mam nadzieję, że tak samo będzie również w innych krajach...


Bo obiedzie zerknąłem na telefon i dowiedziałem się, że Philip Pullman trafił do szpitala, a w Cambridge Theatre wystąpię z kimś innym.


Ostatecznie miejsce Philipa Pullmana zajmowały trzy inne osoby: pisarka Meg Rosoff, dziennikarka i moderator Rosie Boycott oraz (na specjalne zaproszenie Philipa) Audrey Niffenegger, która przeczytała "The Tree Snake Leaves" ["Trzy liście wężowe"] z Baśni Grimm Philipa.


Wieczór zakończyłem czytając publiczności "Click-Clack the Rattlebag" i mówiąc wszystkim, że mogą ściągnąć to opowiadanie za darmo ze strony Audible. Potem odbyło się podpisywanie książek i to jedno z tych bardziej szalonych, bo setki osób czekało na autograf, a trzeba było zdążyć przed zamknięciem teatru. Podpisałem wszystko, pokuśtykałem dalej, uściskałem przyjaciół, zjadłem kolację, natknąłem się na jeszcze więcej znajomych (włączając niezwykłą niespodziankę, którą stanowili co-u-diabła-tutaj-robisz przyjaciele Margaret Cho i Andrew O'Neill), dotarłem do domu padnięty, ale zadowolony, z gardłem zdartym od mówienia za dużo.


Mysz domowa mieszkająca tam, gdzie się chwilowo zatrzymałem zignorowała wszystkie humanitarne pułapki, jakie zastawiłem i zjadła większość batona proteinowego i prawie całe opakowanie orzeszków z samolotu, które miałem w kieszeni kurtki. Jest mądrzejsza ode mnie, a przynajmniej doskonale rozumie, jak zachowują się myszy i ludzie.


Poszedłem do Duchess Theatre obejrzeć Arthura Darvilla wraz z całą znakomitą obsadą sztuki Our Boys [Nasi chłopcy]. Zabawna, smutna, poruszająca, ważna – i zagrana dla w połowie pustej widowni, co nie powinno mieć miejsca. (Arthur obiecywał, że będzie muzyka.) Jeżeli jesteście w Londynie – idźcie do teatru.


Dla programu Selected Shorts w Public Radio powstał odcinek specjalny pod hasłem Poe. Miesiąc temu udzieliłem im wywiadu na temat Poego, kiedy Unchained Tour zawiodła mnie do Charlotte. Można o tym poczytać na stronie http://www.wnyc.org/shows/shorts/2012/oct/28/.


(Zastanawiałem się dlaczego nie mogę bez problemu wstawiać plików audio na strony Bloggera. Za dużo czasu spędzam na Tumblrze, a potem przełączam się na Blogger i brakuje mi szybkich i wygodnych funkcji Tumblra.)


JAK NA RAZIE "Click-Clack the Rattlebag", opowiadanie do pobrania za darmo, pozwoliło zebrać około 31 000 $ dla Donor's Choose przez stronę amerykańską oraz około 5 700 £ dla Booktrust przez stronę brytyjską.


Było trochę problemów i zamieszania przy rejestracji i logowaniu na Audible oraz kłopoty z odtwarzaniem, za co przepraszam: wydaje mi się, że główny problem stanowiła szybkość, z jaką wprowadziliśmy nasz plan w życie i doceniam wysiłek tych, którzy pomogli wszystko uruchomić.


Opowiadanie będzie do ściągnięcia jeszcze przez 36 godzin. Dla Wielkiej Brytanii: http://www.audible.co.uk/scareus, dla reszty świata http://www.audible.com/scareus. (Niemcy mają http://www.audible.de/pd/B009VHP3TG.)

piątek, 23 listopada 2012

Przemyślenia po Koko

Neil napisał w czwartek 25 października 2012 o 11:58

Miałem napisać o tym przy okazji ogłoszenia czegoś innego i naprawdę bardzo fajnego, ale wygląda na to, że te wieści pojawią się znacznie później, więc tymczasem...


Amanda wystąpiła niedawno w klubie Koko w Camden Town. Było to dla mnie ważne, ponieważ

a) to właśnie przed i po jej koncercie w Koko cztery lata i dwa tygodnie temu zdałem sobie sprawę, że jestem w niej zakochany i postanowiłem, że moje życie będzie musiało ulec znacznym zmianom.

b) Podczas owego koncertu cztery lata temu po raz pierwszy znalazłem się razem z nią na scenie i po raz pierwszy od czasu, kiedy byłem nastolatkiem stanąłem na scenie podczas rockowego koncertu. Namówiła mnie do zagrania na tamburynie. Byłem przerażony. (Króciutki post z owej okazji, napisany za kulisami w Koko, tuż po moim zejściu ze sceny.)

W ten wtorkowy wieczór, kiedy śpiewałem Psycho na scenie z orkiestrą i czterema magicznymi grającymi piłami (i Amandą grającą na ukulule i Jherekiem na banjo), uświadomiłem sobie jak daleko zaszedłem i jak bardzo się zmieniłem. I ani trochę się nie bałem. I śpiewałem.


Byłem najmniej niespodziewanym z trójki gości specjalnych (pozostała dwójka to genialny Scroobius Pip oraz ponadczasowy i legendarny Richard O'Brien, który zaśpiewał Time Warp).



Wieczór miał dość smutne zabarwienie. Tuż przed wyjściem na scenę Amanda dowiedziała się, że zmarła Becca Rosenthal (aka Becca Darling). Becca była przyjaciółką Amandy z Bostonu i miała doskonały gust. Zaprzyjaźniliśmy się podczas kręcenia mojego krótkometrażowego filmu Statuesque (byłą żywą statuą lotnika, którą przytulił młody Liam McKean). Była zbyt młoda, zbut mądra i zbyt zabawna, by odejść. Będzie mi jej bardzo brakowało.

Po koncercie Amanda odprowadziła mnie z klubu do miejsca, w którym się zatrzymałem. Usiedliśmy na dachu, rozmawialiśmy o życiu, miłości, czasie i śmierci, a potem odprowadziłem ją do autobusu. I pojechała dalej w trasę, a ja wróciłem do siebie i poszedłem spać.

Zobaczymy się znów dopiero za dziesięć dni w Wiedniu. (Tam odbędzie się jej ostatni koncert w Europie. Ja muszę spotkać się z Lomo w sprawie Tajemniczego Projektu, o którym nie wolno mi nic powiedzieć.)

A potem wybieram się do Nantes na Utopiales Festival, gdzie spędzę trochę czasu z Dave'em McKeanem, spotkam się z Michaelem Moorcockiem, Nancy Kress, Normanem Spinradem i innymi starymi znajomymi.

Stamtąd 14 listopada lecę do Pittsburgha (przyjdźcie mnie zobaczyć! Tematem wieczoru będzie Gwiezdny pył, ale na pewno będę mówił również o innych rzeczach, zwłaszcza o Oceanie na końcu ulicy.)

A potem nie pojawię się publicznie aż do 1 grudnia, kiedy podczas Connecticut Forum w Hartford będę dzielił scenę z Neilem deGrasse Tysonem i Neri Oxman (był może dlatego, że imię Neri brzmi trochę jak Neil... nie, w sumie to wcale nie. Ale zaczyna się tymi samymi dwiema literami).

A jeżeli będziecie słuchać audycji TODAY Show w BBC Radio 4 w poniedziałek 29 października, będziecie mieli okazję usłyszeć jak Philip Pullman i ja rozmawiamy o baśniach braci Grimm i o tym, do czego służą baśnie...

...

Na stronie Mousecircus.com trwa jubileuszowe odczytywanie Koraliny.

Dziwaczna i barwna mieszanka pisarzy i innych osobistości czyta po jednym rozdziale z książki. Ja czytam pierwszy rozdział. Drugi – Lemony Snicket (a czy nie byliście zawsze ciekawi jak on właściwie wygląda?). Moja piękna i utalentowana córka chrzestna Natashya Hawley czyta rozdział trzeci... i tak dalej. (Melissa Marr. R! L! Stine! John Hodgman! Fairuza Balk! Przekonajcie się sami!)


...

Jeżeli kogokolwiek to interesuje – jestem naprawdę stremowany: czytana próba mojego odcinka Doctora Who odbędzie się w przyszłym tygodniu. Myślcie o nas ciepło. Po fakcie postaram się zamieścić jakieś zdjęcia.

Dla ciekawych: odcinek nazywa się ███ ████ ████████, tylko w miejscu kratek Ascii będą litery. Chyba że przed wyemitowaniem znów zmienimy tytuł. Co jest całkiem możliwe. W końcu na początku nosił tytuł █ █████████ ██ ██████.

czwartek, 22 listopada 2012

ZARAZ STANIE SIĘ COŚ NAPRAWDĘ FAJNEGO

Neil napisał w czwartek 25 października 2012 o 3:29

„Jaką historię chcecie ode mnie usłyszeć?”

W samochodzie, w drodze na lotnisko w piątkowe popołudnie rozmawiałem przez telefon z ludźmi z Audible.com. Wpadli na bardzo, bardzo fajny halloweenowy pomysł związany z All Hallows Read, coś od nich i ode mnie dla świata.

A może  – zaproponowali.  –  mógłbym przeczytać opowiadanie, a oni zamieściliby je w sieci za darmo? Może zechciałbym zaprezentować coś z klasycznego horroru?

Nie. – odpowiedziałem.  – Wolałbym przeczytać opowiadanie, które niedawno napisałem i przeczytałem podczas wręczania nagród George'a Masona, opowiadanie, które ludzi przestraszyło. 

To brzmi nawet lepiej – odparli.

Zapytałem, czy mogliby zrobić przycisk „Płać ile chcesz”, żeby zysk został przekazany na cele charytatywne. Sprawdzili i odmówili, bo firma nie jest na to przygotowana...

... ale zgodzili się przekazać pieniądze za każde kolejne pobranie opowiadania. Czyli jeśli do Halloween uda nam się osiągnąć sto tysięcy pobrań, Audible przekaże wybranej przeze mnie organizacji charytatywnej sto tysięcy dolarów...

I Audible.co.uk postanowiło dołączyć. Oni wesprą brytyjską organizację charytatywną.

Wsiadłem do samolotu. Poleciałem do Londynu. Kiedy tylko studio nagraniowe na Wardour Street zostało otwarte w poniedziałek rano, wszedłem tam i nagrałem swoje opowiadanie (oraz dodatkową historyjkę, którą zamieścimy jako szalony prezent, jeśli odpowiednio wiele osób ściągnie to pierwsze). Pracownicy Audible harowali nocami, żeby przygotować wszystko na czas.

Zazwyczaj między wpadnięciem na pomysł, a rozpoczęciem sprzedaży mija więcej, niż tydzień...

Organizacje dobroczynne wybraliśmy z dumą i uwagą: zdecydowaliśmy się na Donors Choose
http://www.donorschoose.org/ w USA i Booktrust http://www.booktrust.org.uk/ w Wielkiej Brytanii.

To była preambuła.

Proszę wejść na stronę i ściągnąć opowiadanie, TERAZ. Proszę.

Akcja potrwa tylko do Halloween. Opowiadanie będzie można ściągnąć tylko do Halloween. Darowizny w zamian za pobranie opowiadania będą liczone tylko do Halloween.

I proszę, żeby  – na razie  – nie rozpowszechniać opowiadania, a przynajmniej namawiać przy okazji innych do pobierania go ze strony. Każde darmowe pobranie oznacza pieniądze dla Donors Choose lub BookTrust.

A zatem opowiedzcie o tym wszystkim. Używajcie oznaczenia #ScareUs [#PrzestraszNas] na Twitterze lub Tumblrze, żeby powiedzieć nam jak bardzo opowiadanie Wam się podobało, żeby zareklamować je innym albo żeby powiedzieć nam o tym, co WAS przeraża.

Opowiadanie nie było dotąd publikowane (wkrótce znajdzie się w antologii zatytułowanej Niemożliwe Potwory, pod redakcją Kasey Lansdale, wydawanej przez Subterranean Press). Jest dość zabawna i, mam nadzieję, w sam raz straszna na Halloween, ma też niepoważny tytuł: Click-Clack the Rattle Bag [„Stuk-Puk Zagrzechotał Wór”].

Bardzo proszę. Wejdźcie na stronę www.Audible.com/ScareUs jeżeli mieszkacie w USA lub innym kraju, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii lub na www.Audible.co.uk/ScareUs jeżeli mieszkacie w Wielkiej Brytanii/krajach Wspólnoty. I ściągnijcie opowiadanie. Jak mogłem już wspomnieć, opowiadanie jest darmowe. Całkowicie, kompletnie i zupełnie darmowe.

To krótkie opowiadanie, trwa około dziesięciu minut.

Ja jestem głosem narratora.

A jeżeli nie jesteście przekonani, zostałem zapewniony, że jeśli nie chcecie, nie musicie zostać członkami Audible.com. Wystarczy adres e-mail, żeby było wiadomo, że nie jest to jakiś automat.

I proszę tylko o jedno – wysłuchajcie opowiadania dopiero po zmroku...


Raz jeszcze: www.Audible.com/ScareUs dla USA i reszty świata
lub www.Audible.co.uk/ScareUs dla Wielkiej Brytanii.

czwartek, 8 listopada 2012

List od Przestraszonej Aktorki

Za tłumaczenie notki dziękujemy Marysi Michalunio, która już niedługo na stałe dołączy do naszej ekipy tłumaczeniowej :-)

Neil napisał w poniedziałek 17 września 2012 r. o 7:43

Kilka lat temu na tej stronie, w zakładce FAQ, pojawiła się wiadomość od młodej aktorki z Gruzji, Anny Gurji. Przysłała link do swojej strony internetowej i filmów, w których zagrała w Gruzji i napisała, że jest moją fanką i że jeśli kiedykolwiek przyjedzie do Stanów, chciałaby znaleźć się w mojej twórczości.

Dotarła do USA i, choć nigdy nie wystąpiła w niczym moim, czytała główną rolę kobiecą (z Wilem Wheatonem w głównej roli męskiej) podczas pierwszej próby czytanej scenariusza filmu BLOOD KISS (Krwawy pocałunek) Michaela Reavesa. Nie pojawiłem się tam w charakterze pisarza. Byłem tam, bo zagram w tym filmie – hollywoodzkiego reżysera skrywającego mroczny sekret. Grałem więc z Anną i spędziłem z nią trochę czasu. To dobry człowiek.

Ostatnio napisała do mnie, zmartwiona:

Zdarzyło się coś bardzo złego. Desperacko potrzebuję teraz pomocy z każdej strony.

Nie wiem, jak zacząć ten list. To szaleństwo, świat jest... życie... Jestem teraz taka rozbita, nie wiem... Czuję się wewnętrznie martwa.
Minionego lata wzięłam udział w castingu do niskobudżetowego, niezależnego filmu i dostałam drugoplanową rolę. Film opowiadał o komecie, która spadła na pustynię i walczących o nią prastarych plemionach, które myślały, że kometa ma magiczną moc.
Po roku film zdubbingowano (bez zgody aktorów), kwestie całkowicie zmieniono, a całość przekształcono w produkcję antyislamską. Nawet imiona postaci zostały zmienione. GEORGE, postać, obok której wystąpiłam, stał się MAHOMETEM.
Czy możesz mi coś poradzić? Co zrobić, by świat usłyszał mój głos  bym mogła opowiedzieć wszystkim prawdziwą wersję wydarzeń?
Te wszystkie osoby z mediów, które do mnie wydzwaniają, wykorzystują moją opowieść, a potem tną ją lub manipulują wywiadem tak, jak im pasuje.
Nie wiem, co robić. To przerażające, Neil.


Poleciłem, żeby spisała mi swoją historię, to, co chciałaby powiedzieć, a ja wstawię to tutaj, dla niej, tak, jak to napisała – by przekazać światu wiadomość. Najskuteczniejszą obroną przed kłamstwem jest przecież prawda.
Oto, co o tej prawdzie wie Anna:
Każdy, kto chciałby poznać prawdę o filmie obecnie znanym jako Niewinność Muzułmanów, niech przeczyta poniższy list. Ja, Anna Gurji, jako jedna z aktorek drugoplanowych, opowiem Wam o tym, co naprawdę zaszło.
Latem zeszłego roku przesłałam mój dorobek do kilku projektów na stronie Explore Talent. Zadzwonił do mnie kierownik obsady filmu Desert Warrior („Pustynny Wojownik”) i ustaliliśmy datę mojego castingu. Starałam się o rolę Hilary. Kilka dni później poinformowano mnie, że przeszłam do kolejnego etapu. Wzięłam udział w kolejnym przesłuchaniu. Po kilku dniach poinformowano mnie, że otrzymałam rolę Hilary w filmie Desert Warrior.
Film nakręcono w sierpniu 2011 r. Nagrywaliśmy go w Duarte, w Kalifornii, w studiu – magazynie z green screenem. Był to niskobudżetowy, pełnometrażowy film niezależny.
Praca na planie rozpoczynała się wkrótce po tym, jak powiedziano mi, że dostałam rolę. Nie dostarczono mi scenariusza. Kiedy dotarłam na plan, otrzymałam jedynie sceny, w których występowała moja postać.
Nie wydawało mi się to dziwne, ponieważ miałam już podobne doświadczenia. Wystąpiłam raz w filmie, którego scenariusz był w języku obcym i jedynie moje fragmenty zostały przetłumaczone na angielski i, odpowiednio, dostarczono mi jedynie moje sceny. Ze względu na to doświadczenie, myślałam, że podobnie będzie z Desert Warrior. Ponieważ wiedziałam, że rzekomy producent i scenarzysta filmu (znany jako Sam Bassil) był obcokrajowcem (miał obcy akcent), myślałam, że oryginał scenariusza powstał w jego rodzimym języku i nie wszystkie sceny przetłumaczono na angielski. Poza tym w ostatniej chwili przesunięto terminy zdjęć do filmu, dopasowując je do mojego grafiku (po Desert Warrior miałam zagrać jeszcze w paru innych filmach poza obszarem Kalifornii). Wydawało mi się, że, ze względu na te nagłe zmiany, początkowo zapomniano, a później nie uważano już za konieczne, by wysłać mi scenariusz i, raz jeszcze – nie wydawało mi się to dziwne, ponieważ wiedziałam, jaką gram rolę, znałam moją postać i fabułę filmu.
Moja postać, Hilary, była młodą dziewczyną, sprzedaną przez rodziców (wbrew swojej woli) przywódcy plemienia, znanemu jako GEORGE. W filmie jest jedną z jego żon (prawdopodobnie najmłodszą).
Film opowiada o komecie, która spada na pustynię i o różnych plemionach starożytnego Egiptu, które walczą o nią, myśląc, że kryje w sobie jakieś nadprzyrodzone moce.
Film, który kręciliśmy w Duarte nazywał się Desert Warrior i był przygodowym filmem fabularnym. Postać GEORGE’A była przywódcą jednego z tych plemion walczących o kometę.
Przez cały czas, który spędziłam na planie, ANI RAZU nie pojawiła się żadna wzmianka o MAHOMECIE ani o religii. Jestem w stu procentach pewna. że nikt z obsady ani z sekcji artystycznej w Stanach nie wiedział, co naprawdę zaplanowano pod przykrywką Desert Warrior.
Atmosfera na planie była bardzo przyjazna. Wszyscy wiedzieliśmy, że kręcimy bardzo nisko budżetowy film przygodowy. Alan Roberts, reżyser, planował nawet sfinansować tą niskobudżetową produkcją wersję  Desert Warrior lepszej jakości (zdjęcia na prawdziwej pustyni i końcowy produkt lepszy pod każdym względem).
Na planie miałam styczność z człowiekiem znanym jako Sam Bassil. Był bardzo uprzejmy, kulturalny, łagodny, zawsze troszczył się o to, by praca przebiegała gładko i wszyscy byli zadowoleni. Powiedział mi nawet, że premiera filmu odbędzie się w najbliższym czasie i że dostanę sporo biletów dla przyjaciół i rodziny.
Nie poinformowano mnie potem wcale o premierze (jeśli kiedykolwiek miała miejsce) i nie widziałam ostatecznej wersji filmu (jeśli taka istnieje poza krótkim fragmentem w sieci).
Pytano mnie, jaka jest moja reakcja po obejrzeniu tego kawałka.
Szok.
Dwie godziny po tym, jak dowiedziałam się o wszystkim, udzieliłam programowi Inside Edition wywiadu, podczas którego nie mogłam przestać płakać.
Jestem zdruzgotana.
Ludzie, których oszukano, że robią film przygodowy o spadającej na pustynię komecie, wzięli udział w niczym więcej jak produkcji niskobudżetowego filmu niezależnego Desert Warrior, który naprawdę BYŁ o spadającej na pustynię w starożytnym Egipcie komecie i plemionach walczących o nią.
Bolesne jest widzieć, jak nasze twarze zostały użyte do stworzenia czegoś tak potwornego, podczas gdy my nic o tym nie wiedzieliśmy. Boli patrzenie, jak film wykorzystujący nasze twarze do przekazania treści, o której nas nie poinformowano (to oczywiste, że głos podłożono) obraża ludzi, boli, że ludzie przez niego giną; boli wysłuchiwanie oskarżeń pod naszym adresem, kiedy nie zrobiliśmy nic ponad uprawianie naszej sztuki w fabularnym filmie przygodowym o spadającej na pustynię w starożytnym Egipcie komecie i plemionach walczących o nią; to boli, gdy jest się uważanym za kogoś, kim się w żadnym wypadku nie jest.
Jak wytłumaczyłam to Inside Edition, czuję się strasznie... Niczego nie zrobiłam, ale czuję się strasznie.
Straszne, że człowiek jest zdolny do takiego zła. Straszne są kłamstwa, niesprawiedliwość, okrucieństwo, przemoc, śmierć niewinnych ludzi, ból ludzi obrażanych, fałszywe oskarżenia.
Nie wiem, czy pozostaje mi coś innego, poza mówieniem prawdy. Nie będę się ukrywać (skoro nie mam niczego do ukrycia), ponieważ jeśli nie będziemy głosić prawdy, nie będzie świata, dla którego warto żyć.
Wychowałam się w Gruzji (dawny ZSRR), doświadczyłam w moim życiu strajków, protestów, demonstracji, niesprawiedliwości, okrucieństwa, przemocy. Byłam tam w czasie wojny Rosji z Gruzją, spałam ubrana jak do wyjścia i ze spakowanymi torbami, czekając na bombardowanie. Wyjechałam z mojego kraju, wiedząc, że nie ma w nim przyszłości dla aktorki filmowej (jako że przemysł filmowy wciąż jeszcze podnosi się po upadku Związku Radzieckiego).
Dlaczego wybrałam aktorstwo? Kiedy miałam trzynaście lat, zagrałam w filmie krótkometrażowym. W jednej ze scen moja postać, żebraczka, i jej niewidomy ojciec zostają zepchnięci z mostu przez policjantów. Podczas kręcenia tej sceny, kiedy obserwowałam, co policja robi mojemu niewidomemu ojcu, poczułam ścisk w gardle. Chciałam płakać, ale wiedząc, że to jedynie zmartwiłoby mojego niewidomego ojca, przełknęłam gulę w gardle i stałam dzielnie, robiąc co w mojej mocy, by uchronić ojca przed niesprawiedliwością. Doświadczenie magii aktorstwa (zatracenia się w postaci) sprawiło, że pokochałam granie.
W końcu, po długiej podróży i walce, udało mi się dotrzeć z moją matką do Stanów.
Ciężko jest aktorowi (szczególnie pochodzącemu z obcego kraju) rozpocząć karierę. Ludziom wydaje się, że kiedy już dotrzesz do Ameryki, to wszystkie drzwi stoją przed tobą otworem. To nieprawda. Bardzo trudno jest wstąpić do związku, znaleźć agenta, pozbyć się akcentu i zdobyć rolę, jeśli nie ma się znajomości. Przez cztery lata walczyłam, by brnąć powoli do przodu i nie poddać się. Byłam taka podekscytowana, gdy rok temu dostałam rolę aktorki drugoplanowej w tym filmie niezależnym, Desert Warrior.
Nie rozumiem, dlaczego mnie to spotkało, skoro chciałam jedynie rozwijać moją karierę aktorską.
Przyznaję, że chciałam rozwijać moją karierę aktorską, ponieważ pokochałam proces przeistaczania się w inną postać – samolubny powód.
Kilka miesięcy temu skończyłam pisać z moim ojcem scenariusz o pokoju na świecie. To pomogło mi zrozumieć jedno – należy przebaczać i troszczyć się o swojego wroga. Wtedy pojęłam, że jest ważniejszy powód, by grać. Kiedy gramy, pomagamy ludziom zauważyć, że istnieją różne typy postaci. Gdy ludzie zauważą, że istnieją różne typy postaci, zaczynają je rozumieć. Gdy je rozumieją, są bliżej zaakceptowania ich. Gdy je zaakceptują, zbliżą się do zjednoczenia. Zjednoczeni, będą bliżej miłości i wzajemnej pomocy.
Tydzień temu naszła mnie pewna myśl. Jesteśmy jak komórki w ciele Ziemi. Dlaczego nie możemy współpracować i wspierać się, zamiast się zabijać i wzajemnie niszczyć? Jeśli komórki zabijają się wzajemnie, ciało ostatecznie umrze. Mam nadzieję, że przez głoszenie prawdy i wspieranie pokoju na świecie, będziemy w stanie uchronić Ziemię przed śmiercią... pewnego dnia.
Ponieważ wychowywałam się w rodzinie bez uprzedzeń i szanującej wszelką różnorodność świata (wszystkie religie), w harmonijnym otoczeniu ludzi różnych wyznań, wykorzystanie mojego wizerunku w czymś, co kompletnie zaprzecza moim przekonaniom, jest dla mnie druzgoczące.
Chciałabym złożyć kondolencje rodzinom i przyjaciołom tych, którzy stracili życie. Mówią, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wierzę, że to pułapka zła, mająca odrzeć nas z naszego człowieczeństwa. Musimy pozostać silni i pamiętać, że przemoc prowadzi donikąd i nie sprawi, że świat stanie się lepszy. Ale miłość i zrozumienie – tak.

niedziela, 4 listopada 2012

Ocean na końcu ulicy i inne okołowydawnicze doniesienia

Neil napisał w środę 10 października 2012 o 0:31


Byłem na spotkaniu w Harper Collins. Pokazali mi projekty okładek do Oceanu na końcu ulicy, mojej następnej powieści dla dorosłych, która wyjdzie w USA i w Wielkiej Brytanii 18 czerwca 2013. Jestem naprawdę zadowolony z kierunku, jaki obrali. Ale niestety nie mam Wam jeszcze nic do pokazania.


To jest zdjęcie z magazynu Life (jak sądzę) zrobione w Weeki Wachi w 1947 roku. Wysłałem je wydawcy, gdy zaczęliśmy rozmowy na temat okładki. Dla was, do pooglądania w czasie oczekiwania na prawdziwą okładkę.

A to zdjęcie przedstawiające mnie schodzącego po rynnie wiosną 1968 roku.



Opis książki od wydawcy:

Ocean na końcu ulicy to powieść o pamięci, magii i przetrwaniu, o mocy opowieści i ciemności tkwiącej w każdym z nas.

Dla naszego narratora rozpoczęła się ona czterdzieści lat temu, kiedy był siedmiolatkiem. Lokator ukradł należący do rodziny samochód i popełnił w nim samobójstwo, budząc tym samym starożytne siły, których budzić nie należało. Uwolnione zostały stworzenia spoza naszego świata i sam fakt pozostania przy życiu będzie kosztował naszego narratora absolutnie wszystko. Pojawia się tam pierwotny strach i zagrożenie: zarówno wewnątrz jego rodziny, jak i ze strony potęg, które zgromadziły się, by ją zniszczyć.

Jego jedyną obronę stanowią trzy kobiety zamieszkujące podupadłą farmę na końcu uliczki. Najmłodsza z nich twierdzi, że jej staw jest oceanem. Najstarsza pamięta Wielki Wybuch.

Ocean na końcu ulicy jest baśnią, która redefiniuje współczesną fantasy: wzruszająca, przerażająca i melancholijna - czysta jak sen, delikatna jak skrzydła motyla, niebezpieczna jak nóż w ciemności.



I naprawdę się denerwuję. To niezwykle osobista powieść. (I chociaż główny bohater jest bardzo mały - to naprawdę nie jest książka dla dzieci.)


Kilka dni temu dostałem wiadomość od polskiej tłumaczki. Napisała, że książka wzruszyła ją do łez. Wiem, że prawa do wydania książki wykupiono właśnie w Brazylii, więc mam nadzieję, że w innych krajach ukaże się niedługo po amerykańskiej i brytyjskiej premierze.

...

Amazon zamieścił również zdjęcie nowej miękkiej okładki Amerykańskich bogów.



W ciągu przyszłego roku w Stanach wydane zostaną książki w jednolitych, miękkich okładkach. Kolory i ilustracje będą inne, ale wszystkie będą utrzymane w podobnym stylu.

Harpers poprosiło mnie, żebym przypomniał o promocji rozszerzonej wersji ebooka Amerykańskich bogów. W pakiecie są elementy audiowizualne (chociaż część użytkowników Kindle napisało na Twitterze, że przy zakupie tej wersji otrzymali zwykły ebook).


Promocja kończy się w dzień wyborów - 6 listopada. Linki prawdopodobnie nie będą działały poza USA. Przykro mi.

...

Wczoraj obejrzałem Helen i Edgara, monodram/performance/popis pierwszoosobowego gawędziarstwa Edgara Olivera. Grany będzie do 27 października w małym teatrze, Theatre 80, przy 80. i St. Mark's.

Sztuka była jednocześnie zabawna i wzruszająca. Okazała się ogromnym sukcesem, otrzymała owację na stojąco, a kiedy słuchałem widzów rozmawiających między sobą o tym, że muszą obejrzeć ją raz jeszcze i przyprowadzić ze sobą przyjaciół, pomyślałem, że powinienem o tym szybko napisać, bo bilety mogą się wkrótce skończyć.

A jeżeli jesteście w Nowym Jorku powinniście chcieć to zobaczyć. Jego głos jest zupełnie wyjątkowy, a jego opowieści (wszystkie prawdziwe, wszystkie osobiste) o dorastaniu w Savannah w trzyosobowej rodzinie złożonej ze starszej o rok siostry Helen, Edgara i ich matki, która była kompletnie szaloną malarką uważaną w okolicy za czarownice, bo gdy zaczynały się jej problemy/wpadała w zły nastrój zwykła wchodzić na dach i wygrażać niebiosom - jedyna w swoim rodzaju.

Kiedy Edgar ostatnio wystawił monodram, w New York Timesie ukazała się następująca recenzja:


Ale Helen i Edgar nie ma w sobie nic z horroru (poza fragmentem o basenie i arbuzach, rzecz jasna). To bardzo łagodna opowieść. Historia miłości i rodziny, opowiadająca o tym jak rodzina podnosi nas na duchu, kształtuje i jak się od niej ucieka.

...

Na koniec Humble Bundle, czyli skromny zestaw. Co powiecie na moją i Dave'a McKeana powieść graficzną Sygnał do szumu w wersji ebook? Albo książki Johna Scalziego, Corey'ego Doctorowa lub Kelly Link? I może chcielibyście mieć do nich dostęp w systemie "płać ile chcesz"? Tak, żeby pieniądze te zostały przekazane trzem znakomitym fundacjom charytatywnym? A Wy będziecie mogli zdecydować, którą z nich wesprzeć?

A wszystko bez DRM?

Przez najbliższe dwa tygodnie będzie to możliwe.
Należy udać się na stronę http://www.humblebundle.com/.

Sprzedaż uruchomiliśmy wczoraj i zestaw pobrano już ponad 31 tysięcy razy.
Dotąd za zestaw płacono średnio 12$.

(Żeby otrzymać Wojnę starego człowieka i Sygnał do szumu trzeba zapłacić więcej, niż wynosi średnia. W ciągu ostatnich 24 godzin ta kwota wzrosła.)

Zajrzyjcie na stronę Humble Bundle, gdzie dowiecie się, że użytkownicy Mac są hojniejsi niż użytkownicy Windowsa, ale najbardziej szczodrzy są użytkownicy Linuksa.

sobota, 3 listopada 2012

Kroniki kapeluszowe

Neil napisał w poniedziałek 8 października 2012 o 10:35



Neil Gaiman
Właśnie napisałem sobie na ręku "KAPELUSZ" żeby za 160 minut lotu pamiętać, że miałem go ze sobą wsiadając do samolotu...

Wil Wheaton
NEIL! NEIL! Przybywam z przyszłości z pilną wiadomością: NIE WOLNO CI ZAPOMNIEĆ KAPELUSZA! ZALEŻĄ OD TEGO LOSY ŚWIATA!

John Scalzi
NEIL! NEIL! Wil próbuje cię oszukać! ZOSTAW KAPELUSZ! ZABIERZ CANNOLI!

Chris Kluwe
Neil! Przybywam z bardziej odległej przyszłości niż Wil i mam nawet WAŻNIEJSZĄ wiadomość! NIE JEDZ ANTARA PATAGOŃSKIEGO.

Warren Ellis
Przybywam spoza czasu. Zjadłem twój kapelusz.

BackpackingDad
Neil! Przybywam z przyszłości tak odległej, że czas zdążył zatoczyć koło i znów jest teraźniejszość! TERAZ TO CZYTASZ!

KapeluszNeila
Tak, bardzo śmieszne. ale błagam NIE ZAPOMNIJ MNIE!

Neil Gaiman
Pamiętałem o kapeluszu!

***



Nie jestem dobry w noszeniu kapeluszy. Moje włosy się do tego nie nadają i w połączeniu z kapeluszem zmieniają się w fryzurę Harpo Marksa  a on do osiągnięcia swojej potrzebował peruki. Ale bardzo zależy mi na tym, żeby tego kapelusza nie zgubić.

Stąd wczorajsza twitterowa wymiana zdań.

...

Dzisiaj zarówno William Morrow, jak i Headline Books ogłaszają, że w przyszłym roku zostanie wydany Ocean na końcu ulicy.

Książka ukaże się również w innych krajach  wiem o tym, bo zacząłem dostawać wiadomości od tłumaczy, którzy pisali, że jest to ich ulubiona spośród moich książek i sprawiła, że uronili łzę. Nigdy dotąd nie otrzymywałem takich wiadomości. To bardzo miłe i bardzo dziwne.

...

20 stycznia będę na Tasmanii,na festiwalu Mona Foma. Wystąpię na Wieczorze z Neilem Gaimanem w Theatre Royal w Hobart (który według zapewnień Tima Minchina jest doskonałym teatrem). Będą opowiadanie i tym podobne. Razem z Jherekiem Bischoffem planujemy muzykę, która towarzyszyć będzie przynajmniej jednej z części.

Tak reklamują to w katalogu:

Wieczór z Neilem Gaimanem
Bez ograniczeń wiekowych
Kochamy Neila i dlatego wciąż go do siebie zapraszamy. Chcemy, żeby zaczarował nas swoimi strasznymi i zabawnymi opowieściami. Neil wygrał kupę nagród, zbyt wiele, by je wymienić. Będzie też muzyka Jhereka Bischoffa, miejscowych muzyków i specjalnego gościa... podpowiedź: Neil poważnie na nią leci, a ona gra na ukulele.

(Mogą pojawić się również inni niespodziewani goście.) (Sam festiwal Mona Foma to cudowna impreza. Jedna z najfajniejszych na świecie.)

Szczegóły na temat biletów na http://mofo.net.au/shop/mofo.

Nie mogę doczekać się powrotu na Tasmanię z wielu powodów, chociażby dlatego, że spotkam się z dobrymi ludźmi z Book End Trust i pomóc w ich edukacyjnej misji. Być może będę miał znów okazję pokarmić diabły tasmańskie.


...

Czekam, aż ktoś mi przyśle zdjęcia, żebym mógł napisać post NieMaciePojęcieJakDumnegoOjca o ślubie mojego syna Michaela i przeuroczej Courtney. Przez cały czas miałem wyłączony telefon, bo postanowiłem po prostu uczestniczyć w wydarzeniu, a nie je dokumentować i cieszę się, że tak zrobiłem.
Niektóre momenty zapisuje się w sercu.

piątek, 2 listopada 2012

Szybki wpis pod nieobecność żony


Neil napisał w sobotę 29 września 2012 o 15:46


Krótki i użyteczny post, nadal nie będący tym, który zamierzam napisać.

29 października występuje w londyńskim Cambridge Theatre w Rozmowie z Philipem Pullmanem, będziemy dyskutować o baśniach i o pisaniu. Szczegóły na http://www.seetickets.com/Event/PHILIP-PULLMAN-IN-CONVERSATION-WITH-NEIL-GAIMAN/Cambridge-Theatre/667581
a bilety rozchodzą się niewiarygodnie szybko, dlatego postanowiłem zareagować i ogłosić to natychmiast.

Na koncercie Amandy Palmer w San Diego opowiedziałem jedną ze swoich historii z Unchained.

W środę Amanda z zespołem wystąpi w First Avenue w Minneapolis, a ja będę tam razem z nią, coś opowiem i pewnie będę później rozdawał autografy. Oto link do strony z biletami.

Ponad dwadzieścia lat temu poszedłem do First Avenue na koncert Tori Amos i zrobiłem jej niespodziankę (od czasu do czasu występowały tam również The Flash Girls). Miło będzie zajrzeć tam ponownie...

(Jeżeli chcecie posłuchać nowej płyty Amandy, można ją dostać za pośrednictwem jej strony, w systemie "płać ile chcesz": http://www.amandapalmer.net/shop/).

Wczoraj wieczorem przeczytałem publiczności na festiwalu Fall For the Book rozdział z Oceanu na końcu ulicy. 15 godzin wcześniej wysłałem wydawcy ostateczną wersję książki. Teraz już jest to oficjalne.


I lepiej nacisnę "zamieść" zanim samolot zejdzie poniżej trzech tysięcy metrów...

środa, 31 października 2012

Wychodzenie Z Opowieścią Do Ludzi


Neil napisał w poniedziałek 24 września 2012 o 18:17


Trasa Unchained już się skończyła i kiedy znajdę chwilę napiszę o niej notkę.

Była niesamowita. Czuję, że zdobyłem zupełnie nową umiejętność.

Dzisiaj jestem z Amandą w San Diego i namówiłem ją, żeby pozwoliła mi spróbować czegoś dosyć dziwnego: chciałbym podczas jej dzisiejszego koncertu, zanim jeszcze Amanda wejdzie na scenę, opowiedzieć jedną z historii, które przygotowałem na Unchained Tour. Chcę się przekonać, co się stanie, kiedy będę opowiadał sam, nie mając wokół całego zespołu Unchained, bez opowieści Edgara, Dawn i Petera, bez Petera jako prowadzącego.

Nie będę czytał.

To będzie coś podobnego do występu z poniższego klipu (z The Moth w 2007 roku):


Nie jestem pewien, czy sprawdzi się to poza kontekstem i w rockowym klubie, ale może będzie całkiem fajnie.

Jeżeli chcecie mnie zobaczyć, przyjdźcie odpowiednio wcześniej. Pewnie po koncercie będę rozdawał autografy z Amandą i jej zespołem.

Dla tych, którzy nie są już i tak w San Diego to ogłoszenie pojawia się raczej za późno, ale jeżeli jesteście w mieście to zapraszam około 19 do House of Blues.

W którym zostałem Spuszczony Z Łańcucha

Neil napisał w sobotę 15 września 2012 o 15:15


Pisząc te słowa siedzę w starym, niebieskim szkolnym autobusie. Na pokładzie jest jedenaście osób i ja. Dwie z nich śpią. Jest tu dwóch muzyków, specjalista od nagłośnienia, osoba od PR, kierowca, kamerzysta i sześciu gawędziarzy. Tworzymy pstrą i rozbójniczą bandę, mieszaninę płci i kolorów skóry, rozmiarów, wieku i kształtów.

Ja jestem jednym z opowiadających.

Autobus jest na zewnątrz ręcznie malowany, a obrazy przedstawiają sceny z opowieści.

"Ćmy wlatywały przez dziury w siatkach i szamotały się wokół światła na ganku"
 George Dawes Green

Na autobusie znalazły się sceny wzięte z opowiadań dwóch spośród obecnych opowiadających: Edgara Olivera i George'a Dawesa Greena. George został przedstawiony jako mały chłopiec przysłuchujący się opowieściom, podczas gdy ćmy zlatują się do zapalonego na ganku światła. Kiedy George dorósł, założył ruch/instytucję/organizację zwaną The Moth, czyli "ćma", popularyzującą opowiadanie historii. Ten autobus i ta trasa to również pomysły George'a.

"Klatka kojota w ateńskim zoo.
Nikt nie mógłby żyć tak, jak ty, głupi zwierzaku. Wyjdź stamtąd i połóż się obok mnie na trawie.
Spokojnie. Dobry piesek."
 Coleman Barks

"Na palcach wszedłem do ciemnego pokoju, w którym bez ruchu leżały dwa ciała, a kiedy odkryłem, że nie żyją wiedziałem, że już na zawsze będą należeć do mnie."

"Na Habersham Street w Savannah zobaczyłam kiedyś but na wysokim obcasie w rozmiarze 46 porzucony obok krawężnika i pomyślałam, że to MĘSKA szpilka."
– Rosemary Daniell

"Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo erotyczny był ten wiersz, dopóki nie wytatuowałem go sobie w okolicy pachwiny."
 C. Faries




Z historii Edgara Olivera namalowano jego, jego matkę oraz siostrę, a obok nich pierwsze słowa jednej z jego opowieści o Savannah i dzieciństwie. Edgar pochodzi z Savannah, mieszka w Nowym Jorku, ale prawdopodobnie nikt inny na całym świecie nie mówi z podobnym do niego akcentem: melodyjnym, teatralnym i niemożliwym do umiejscowienia, z samogłoskami które brzmią trochę brytyjsko, a trochę wschodnioeuropejsko.

To autobus opowieści. Codziennie  czasem dwa razy w ciągu dnia  autobus się zatrzymuje, a my opowiadamy nasze historie.

Jestem tu, bo George mnie zaprosił i uznałem, że to ciekawy sposób na spędzenie dziewięciu dni.

Wczoraj wieczorem opowiadałem historię o łańcuchach: o moim psie, który spędził pierwsze trzy lata swojego życia uwiązany na półtorametrowym łańcuchu, o łańcuchach, które nas wiążą i o miłości. I dopiero kiedy skończyłem swoje opowiadanie, dotarło do mnie jak zadziwiająco odpowiedni temat wybrałem, biorąc pod uwagę nazwę trasy  "Unchained" [uwolniony, bez łańcucha].

Bardzo się denerwowałem. Jednym z powodów był fakt, że nigdy dotąd nie opowiadałem tej historii, nawet na próbę. (Czas na próbę przepadł, bo w drodze do Columbii, gdzie miałem dołączyć do grupy, autobus złapał gumę.) Ale kiedy zacząłem opowiadać, wydawało się, że wszystko idzie jak trzeba. Ludzie słuchali.

Nigdzie dotąd nie ogłaszałem, że wezmę udział w tej trasie, bo swoim pojawieniem się nie chciałem za bardzo wpłynąć na jej kształt ani zainteresowaną publiczność. To nie jest Występ Neila Gaimana ani Trasa Neila Gaimana. To trasa Unchained i jestem po prostu jednym z opowiadających, ta rola mi odpowiada i dlatego zgodziłem się przyjąć zaproszenie.

I bez mojej reklamy miejsca są praktycznie wyprzedane. W tej chwili zostały jeszcze bilety na dwa występy (w Charlotte i w Charleston) i po kilka pojedynczych w innych miastach.

Na stronie http://theunchainedtour.org/events-calendar/ można znaleźć listę przystanków na trasie.

(Choć na stronie widnieje "tylko dla dorosłych" wpuszczone zostaną osoby poniżej 18 lat  chodziło o to by znaznaczyć, że nie jest to impreza przeznaczona dla dzieci.)

Kiedy piszę te słowa, pędzimy autostradą z Columbii do Spartanburga. Jestem szczęśliwy: otaczają mnie dobrzy ludzie, a w autobusie jest stolik, przy którym mogę pisać. Mam wiele rzeczy do napisania, a zawsze dobrze pisać, gdy otaczają cię ludzie pracujący nad własnymi projektami, czytający lub rozmawiający. W autobusie obowiązuje Zakaz Korzystania Z Internetu, który chyba za moment złamię, żeby zamieścić ten post. A może nacieszę się Brakiem Internetu i poczekam, aż dojedziemy na miejsce i tam poszukam kawiarni.

Nie mamy klimatyzacji. W zamian za to jedziemy w gorący dzień z otwartymi oknami i jest nam chłodno, wieje wietrzyk, a wieczorem zasiądziemy na sali w Spartanburgu ("Nazywają go Miastem Iskier" powiedział ktoś dzisiaj rano. "Albo Węzłem.") i będziemy opowiadać prawdziwe historie z naszego życia, dzieciństwa, o naszych tęsknotach, pragnieniach i lękach, będzie też muzyka i wszyscy poczujemy się ludźmi.

Wczoraj po zakończeniu spotkania ktoś przyszedł do Green Roomu i wręczył mi napisane przez siebie komiksy. "To dla ciebie" powiedział. "Bo opowieści... opowieści stanowią dla mnie religię."

"Dla mnie też" odpowiedziałem. "Dla mnie też."

Jeżeli jesteście w okolicy przyjdźcie nas zobaczyć, chyba że bilety już się rozeszły. Wczoraj rozeszły się i to bardzo. Ktoś zamieścił na Twitterze zdjęcie kartki, jaka czekała na stojących w kolejce do środka.

Bilety na dzisiejszy wieczór zostały
WYPRZEDANE
Nic nie zostało.
Nie ma listy rezerwowej.
Mamy pełną salę.
Przykro nam, że nie możemy Was wcisnąć!


Nie obiecuję niczego z wyjątkiem opowieści.


(To ja, kiedy nie pracuję, podczas gdy nasz kierowca Jose robi coś, co sprawi, że autobus pojedzie.)

poniedziałek, 8 października 2012

W drodze

Neil napisał w sobotę 11 września 2012 o 9:11

Jestem w drodze, w autobusie, z grupą rozpustnych gawędziarzy. W tej chwili jesteśmy w Karolinie Południowej.
Oto nasz autobus.


















niedziela, 7 października 2012

Hugo jest Żoną Doktora

Neil napisał w poniedziałek 3 września 2012 o 21:15

Wczoraj poleciałem do Chicago i zostałem sfotografowany z innymi nominowanymi do Hugo.

Wydaje mi się, że to Dan Harmon (po lewej)
przyniósł ze sobą bródki (w stylu van Dycka)

Poszedłem na ceremonię rozdania nagród Hugo, znakomicie poprowadzoną przez Johna Scalzi - człowieka, który potrzebuje własnego programu w telewizji...

... i odebrałem Hugo za swój odcinek Doctora Who, "Żona Doktora".

(Na tym zdjęciu autorstwa Davida Dyera-Benneta wygląda, jakbym przyszedł z innej, znacznie bardziej złowieszczej ceremonii...)

Mam nadzieję, że Chicon 7 zamieści nagranie ceremonii w sieci, albo nawet lepiej: może zamieszczą na YouYube pojedyncze przemówienia. (Ceremonia była transmitowana online, ale boty od praw autorskich tuż przed rozpoczęciem mojego wystąpienia, więc jeśli gdzieś się nie pojawi, to nigdy nie dowiecie się co powiedziałem na temat wątku Inspector Spacetime w Community, ani na temat odcinka Doctora Who z 1965 pt. "Ceremonia Rozdania Nagród Daleków".)

Byłem na przyjęciach po ceremonii (w tym na Przyjęciu Przegranych. Chodzenie na nie jako zwycięzca jest ogromnie stresujące. Człowiek spodziewa się traktowania w stylu otrzęsin.) Cała wspaniała rodzina Scalzi, włączając teściową Verę, służyła mi towarzystwem, pomocą i ochroną. Już fajniej być nie mogło.

Miałem cztery godziny snu. Potem poleciałem do Albany, gdzie moja nagroda pojechała do domu beze mnie samochodem w kolorze TARDIS-blue z tablicą rejestracyjną "IDRIS". Czyż to nie idealne?


Podziękowania dla właściciela Idris, Stevena Manfreda, który do dzisiaj odpowiedział na ponad dwa tysiące moich pytań o Doktora Who i jest gotowy pomóc mi zawsze, kiedy wymyślę nowe.

I dziwnie mi się pisze, że to mój odcinek Doktora został nagrodzony Hugo. Pamiętam, kiedy przepowiadałem na tym blogu, że Hugo zdobędą "Girl in the Fireplace" i "Blink". I tak się stało...

W moim podziękowaniu wspomniałem również, że tylko szaleniec lub głupiec kusiłby los i próbował napisać kolejny odcinek po zdobyciu nagrody. A teraz pracuję nad trzecią wersją scenariusza...

PS: Przypominam, że w środę 5.09 o 18 w Sosnoff Theatre College'u Bard będę czytał kapitalne, zupełnie nowe opowiadanie. To w okolicy Poughkeepsie, NY.
Przyjdźcie i posłuchajcie, zapraszam.

sobota, 6 października 2012

Jeśli jesteście w okolicy Bard, przyjdźcie i zostańcie moimi królikami doświadczalnymi

Neil napisał we wtorek 28 sierpnia 2012 o 18:07

Zatrzymałem się w starodawnym wiejskim domu w stanie Nowy Jork, położonym kilka kilometrów od Bard College, 140 km na północ od Nowego Jorku.

Jest tu zadziwiająco spokojnie.

Po raz pierwszy od półtora roku mieszkamy z Amandą zupełnie sami, w domu nie ma nikogo poza nami i nie jesteśmy w hotelu. To naprawdę miłe uczucie. Dziś rano wybraliśmy się na ośmiokilometrowy spacer i przez całą drogę rozmawialiśmy. Mamy tyle do nadrobienia.

To oczywiście cisza przed burzą, bo znakomitą większość najbliższych 14 tygodni Amanda będzie w trasie z zespołem i będziemy starali widywać się tak często, jak to możliwe. Próbuję wymyślić, gdzie będę przez ten czas mieszkał (dla ciekawych: obecnie prowadzą: Londyn, Nowy Jork i San Francisco).

Wraz ze swoim zespołem i wydziałem teatru/sztuk scenicznych Bard Amanda pracuje pod kierunkiem Michaela McQuilkena nad budową i kształtem nadchodzącej trasy koncertowej. Gdzieś po drodze zaangażowała do współpracy MIT i ma teraz do dyspozycji przedziwne i zaawansowane technicznie sprzęty, które dotąd nie występowały nigdzie poza laboratorium, w tym coś, co pozwala grać na ludziach jak na instrumentach. Przed trasą zagra parę próbnych koncertów 5 i 6 września.

Ku własnemu zdziwieniu skończyłem pisać dość długie i bardzo spóźnione opowiadanie. Już kilkakrotnie prawie się poddałem, ale nie chciałem zawieść osób, które na nie czekały. Nieco zdenerwowany, wysłałem je redaktorom. Pokochali je i (ku mej wielkiej uldze) pokochali je również inni ludzie, którym je pokazałem.


Tytuł opowiadania wciąż się zmienia, ale jest treść ma co nieco wspólnego z powyższym zdjęciem (pożyczonym stąd).

Chciałbym przeczytać je na głos dla publiczności, żeby przekonać się, co się sprawdza, a co nie i co muszę poprawić w kolejnej wersji. Myślę, czytanie go na głos zajmie 50 do 60 minut. W zależności od tego jak długo to potrwa, być może przeczytam jeszcze coś innego, żeby spotkanie potrwało ok. 70-80 minut. (Jakieś zamówienia?)

Zapytałem college o wolną salę i studentów mających wolną chwilę.

Udostępnili mi swoją największą aulę, Sosnoff na środę 5 września o 18:00. (Szczegóły tutaj.) Aula znajduje się w budynku Richard B Fisher Centre for the Performing Arts.


Wstęp jest całkowicie wolny. W końcu będziecie królikami doświadczalnymi.

Miejsca będą przyznawane za zasadzie kto pierwszy ten lepszy, ale 900 to dużo miejsc, więc powinno wystarczyć dla wszystkich chętnych. (Jeżeli będziecie jechać z daleka, przyjeździe odpowiednio wcześnie.)
(A jeśli jeszcze się wahacie, zapraszam.)

Jeżeli ktoś wybiera się tego samego wieczoru na koncert Amandy i Grand Theft Orchestra (wstęp od 19:30) i chce również przyjść i posłuchać mojego opowiadania, obiecuję że na pewno skończę odpowiednio wcześnie. (Koncert będzie w innej sali, kilkadziesiąt metrów dalej.) (Tu można zarezerwować bilety na koncert Amandy. A jeżeli nie chcecie oglądać mnie albo nie możecie tam dotrzeć tego dnia, Amanda gra jeszcze jeden koncert dzień później.)

Edytowane żeby dodać zdjęcie ze spaceru.

[ZA DARMO]

Pisarze. Nie można ich rozdawać.


 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI