Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doctor Who. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doctor Who. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

O obsadzeniu roli Doktora

Neil napisał w środę 5 czerwca 2013 o 16:14

torchyvalentine pyta:
Co powiedziałbyś, gdyby w rolę 12. Doktora wcielił się sir Ian McKellen? I przy okazji, kto twoim zdaniem sprawdziłby się w tej roli?

Myślę, że gdyby 5 lat temu zapytano mnie, kto powinien zostać Jedenastym Doktorem, nie wymieniłbym Matta Smitha, bo ani nie wiedziałem kim jest, ani co potrafi, a  jeżeli mniej więcej w  tym samym czasie zapytano by o odtwórcę Sherlocka Holmesa w nowoczesnej adaptacji, nie powiedziałbym „Benedict Cumberbatch”, bo i  o  nim wówczas nie słyszałem.

W sumie lubię, kiedy nowym Doktorem zostaje mało znany aktor lub taki, który nie doczekał się dotąd żadnej gwiazdorskiej roli. Gwiazda tego formatu, co sir Ian, do każdej roli wnosi wszystkie swoje poprzednie osiągnięcia. John Hurt jako (spoiler) pod koniec odcinka Imię Doktora wskazuje na  konkretny typ roli, konkretną powagę postaci i  zrozumiałym jest, że John Hurt wnosi ze sobą wszystko (w tym bycie Johnem Hurtem), tak samo jak było z  Derekiem Jacobim w roli Mastera.

A ja lubię oglądać w roli Doktora właśnie Doktora – a aktor, który nie przynosi ze sobą sporego bagażu to znakomite rozwiązanie. Gwiazda, która dopiero rozbłyśnie. A zatem nie chciałbym, aby w  tej roli obsadzono Helen Mirren, sir Iana McKellena, Chiwetela Ejiofora ani żadnej innej sławy, którą ludzie proponują.

Ja chcę zobaczyć Doktora. Chcę dać się zaskoczyć. Chcę skrzywić się patrząc na zdjęcie w  internecie i  zastanawiać „ale jaki cudem to może być Doktor?”. A  potem chcę być zadziwiony, zachwycony, i  kompletnie wyprowadzony z błędu, a  po sześciu odcinkach chcę zastanawiać się jak mogłem nie dostrzec tego od razu. Bo przecież to jest Doktor. Oczywiście, że tak.

(Z Tumblra. Ale pomyślałem, że i tu powinienem to zamieścić.)

środa, 5 grudnia 2012

Pisarz spotyka świat

Neil napisał w środę 28 listopada 2012 o 15:26


Witaj, świecie.


Mieszkam obecnie w Cambridge, MA, w domu, który wynajęliśmy z Amandą. Chciała zatrzymać się tutaj, żeby wspierać swojego przyjaciela, Anthony'ego, w czasie wyjątkowo drastycznej terapii antynowotworowej. Dom jest wielki i dziwny, wyłożony drewnem dębowym i znajdują się w nim pokoje o dziwnych kształtach, których z początku nie zauważyliśmy. Jestem zachwycony, pomimo mieszkania na walizkach.

Amanda, całkiem słusznie, uważa, że jest zbyt wielki, ale zgodziła się na to dla mnie. (Sama urządziła kwaterę główną w Cloud Clubie.)

Najbardziej brakuje mi tu psów – Cabal nie czuje się chwilowo najlepiej. Cierpi na zwyrodnienie rdzenia kręgowego, tylne łapy w każdej chwili mogą odmówić mu posłuszeństwa i nie może już chodzić po schodach. Po przyjeździe zdałem sobie sprawę, że nie dałby sobie w tym domu rady i z żalem porzuciłem plan zabrania psów ze sobą. Cabal ma swój świat, który kocha, więc to ja będę wracał na środkowy zachód i odwiedzał go tak często będę mógł.
(Natomiast Lola, bez problemu by się tutaj odnalazła, ale dotrzymuje Cabalowi towarzystwa.)

Dzień Dziękczynienia spędziliśmy z Mamą i ojczymem Amandy, ale w trakcie świątecznego weekendu z całego kraju zjechał się wszystkie moje dzieci.

Zaczynam się znów wdrażać w rytm pisania, co mnie cieszy.

Nie byłem przy kręceniu kolejnego mojego odcinka Doctora Who, ale widziałem wstępny montaż. Warwick Davies jest w nim naprawdę świetny, a od Matta Smitha zażądałem niemożliwego i wykonał zadanie ze swadą. (Oglądanie pierwszych nagrań, na których Matt wspaniale i przepraszająco przeklina ujęcia nieudane z powodu napisanych przeze mnie dialogów sprawiło, że śmiałem się jak szaleniec.)

Właśnie w tej chwili – ponieważ jestem nie w tym kraju, co trzeba – omija mnie to, co podesłano mi parę godzin temu:




Są to, od lewej: Benedict Cumberbatch, David Harewood, Natalie Dormer, Dirk Maggs, James McAvoy, David Schofield i Anthony Head, zebrani dziś na nagranie Nigdziebądź produkowanego przez BBC Radio 4/Radio 4 Extra.

(Emisja rozpocznie się w Radio 4, a potem przejdzie do Radio 4 Extra.) Adaptacją zajął się Dirk Maggs, który był odpowiedzialny za trzy ostatnie radiowe adaptacje Autostopem przez galaktykę. Współreżyserować będzie producentka Heather Lamour, która zajęła się realizacją całego przedsięwzięcia po króciutkiej entuzjastycznej pogawędce w londyńskiej kawiarni, która odbyliśmy na początku roku. Była to jedna z rozmów, które poprawiają nastrój, ale tak naprawdę do niczego nie prowadzą. Tym razem – do czegoś doprowadziła.

W obsadzie znaleźli się...

 James McAvoy      Richard
Natalie Dormer       Drzwi
David Harewood       Markiz
Sophie Okonedo       Łowczyni      
Benedict Cumberbatch       Islington
Anthony Head       Croup
David Schofield       Vandemar
Bernard Cribbins       Stary Bailey
Romola Garai       Jessica
Christopher Lee       Hrabia z Earl's Court
Andrew Sachs       Tooley
George Harris       Abbot
Don Gilet       Fulingous, Ruislip, Czarny Mnich
Abdul Salis       Sable, Sump, Clarence, Bezdomny
Paul Chequer       Gary, Strażnik 2
Lucy Cohu       Lamia
Yasmin Paige       Anestezja, Lokatorka, Dziewczyna z zapałkami
Johnny Vegas       Szczuromówca
Stephen Marcus       Varney, bezdomny, agent nieruchomości, Strażnik 1
Karen Archer       Sylvia, Stara Kobieta, Dream Hawker, Matka...


...i wielu innych (w tym sam autor, który swoją partię nagrał w ubiegłym miesiącu).
Słuchowisko będzie miało sześć odcinków.

Czy jestem podekscytowany? Jestem. Nawet bardzo.

(Co więcej, CHRISTOPHEN LEE BĘDZIE WYPOWIADAŁ NAPISANE PRZEZE MNIE SŁOWA. To czyni mnie o wiele szczęśliwszym, niż na to zasługuję.)

Słuchowisko zostanie wyemitowane w pierwszej połowie 2013 roku. A za pomocą BBC iPlayera będzie można wysłuchać go na całym świecie.

Teraz słucham skompilowanej przez Tor.com SKŁADANKI AMERYKAŃSKICH BOGÓW podczas gdy pracuję nad pilotem serialu HBO na podstawie tej powieści.
http://www.tor.com/blogs/2012/11/the-complete-american-gods-mix-tape

Dobra. Czas wrócić do pracy...

czwartek, 29 listopada 2012

Niezwykłe zmęczenie po locie: oraz Słoń, Szaleni Bohaterowie, Kiepskie Kichanie i Media

Neil napisał w piątek 9 listopada 2012 o 19:05



Jestem we Francji, w Nantes, na festiwalu Utopiales. Nieco zmęczony zmianą strefy czasowej, ale zadowolony. Około 40 minut temu skończyłem 52 lata.

Dziś rano przejechałem się na karuzeli i zobaczyłem słonia. Oto słoń:




(Obie rzeczy i jeszcze więcej na http://www.lesmachines-nantes.fr/)

Większość z tych 40 minut spędziłem przeglądając materiał nagrany do tej pory do mojego odcinka Doktora Who. Nie zamierzam na razie zamieszczać żadnych spoilerów, nie będę nawet pisał o rzeczach, które raczej spoilerami nie są, jak czarny charakter, roboczy tytuł i to wszystko, co już krąży po sieci.
(Wpiszcie w Google i to wszystko jest do Waszej dyspozycji...)

W Nantes jest też Dave McKean. Narysował dla mnie kartkę urodzinową...

[Dalek zaleca złuszczanie skóry/lifting - przyp. noita]

W poniedziałek byłem w Wiedniu i rozpoczynałem sekretny projekt we wspołpracy z Lomo. (Niektóre moje zdjęcia Lomo, wraz z Bardzo Osobliwym Wywiadem, można znaleźć tutaj).

Jednym z powodów mojego zmęczenia jest fakt, że we wtorek rano przyleciałem z Amandą z Wiednia do Bostonu, gdzie zagłosowała i spotkaliśmy się z jej bardzo poważnie chorym przyjacielem Anthonym, a następnego dnia poleciałem do Francji.

(Amanda napisała na swoim blogu piękny i rozdzierający serce post o tym kim jest Anthony, co mu dolega i o roli, jaką odegrał w jej życiu.)

Anthony wydaje książkę ze wstępem napisanym przez Amandę, która składa się z opowieści o jego życiu i rodzinie. Książka nosi tytuł Lunatic Heroes [Szaleni Bohaterowie]. Anthony jest znakomitym pisarzem, a książka jest dobra. 20.11 w Lexington odbędzie się jej premiera, na której pojawimy się z Amandą, żeby przeczytać jej fragmenty i wesprzeć Anthony'ego. (Ja będę również czytał fragmenty mojej następnej powieści, Ocean na końcu ulicy.)

Bilety na spotkanie kosztują 10$, a pieniądze zostaną przeznaczone na badania i opiekę dla chorych na raka.


Bilety są do kupienia na stronie http://lunaticheroes.bpt.me.

Jeżeli będziecie wtedy w okolicach Bostonu, wpadnijcie do Lexington.

...

Chcielibyście się przekonać na własne oczy jak bardzo nie potrafię udawać, że kicham? Tak? W takim razie obejrzyjcie to...


To zapowiedź Dnia Chu. Książka pojawi się w sprzedaży 8 stycznia. Jest dla bardzo małych dzieci. (Tu link do Amazonu.) Proszę, rozpowszechniajcie link do tego klipu.

...

Świetny pisarz Patrick Rothfuss jest siłą napędową i kierującą ruchem Worldbuilders, który istnieje przede wszystkim na jego blogu i zajmuje się zbieraniem funduszy dla organizacji Heifer International.
Jak sam Patrick wyjaśnia:

Heifer International to moja ulubiona organizacja dobroczynna. Pomaga ludziom wydźwignąć się z ubóstwa i uratować od głodu. Na całym świecie Heifer propaguje edukację, zrównoważone rolnictwo i lokalną przedsiębiorczość.


Nie tylko ratują dzieciaki od głodu, ale sprawiają, że rodziny są w stanie się utrzymać. Obdarowują rodziny kozami, owcami i kurami, żeby dzieci miały mleko do picia, jajka do jedzenia i ciepłe ubrania.

Od lat nagradza ofiarodawców wspaniałymi książkami. W tym roku zrobił kalendarz z ilustracjami Lee Moyera. Zapytali mnie, czy mogą umieścić w kalendarzu postać z Amerykańskich bogów i odpowiedziałem, że mogą.

Najwyraźniej Media wygląda i ubiera się bardzo podobnie do uroczej Amandy Palmer. (To obraz, nie zdjęcie.) Została miss czerwca...



(Jestem zachwycony Lucy-Amandą rozmawiającą z Cieniem w komiksie na początku miesiąca...)

Kalendarz można zamówić bezpośrednio od Pata ze strony
 http://thetinkerspacks.bigcartel.com/product/pre-order-2013-pin-up-calendar.

Mam nadzieję, że wszyscy będą chcieli go kupić. To doskonały prezent. I wierzę, że dla zachowania równowagi przyszłoroczny Kalendarz Fantasy będzie zawierał głównie umięśnionych i skąpo odzianych Fantastycznych Mężczyzn.

...

Spać. Już czas.

piątek, 23 listopada 2012

Przemyślenia po Koko

Neil napisał w czwartek 25 października 2012 o 11:58

Miałem napisać o tym przy okazji ogłoszenia czegoś innego i naprawdę bardzo fajnego, ale wygląda na to, że te wieści pojawią się znacznie później, więc tymczasem...


Amanda wystąpiła niedawno w klubie Koko w Camden Town. Było to dla mnie ważne, ponieważ

a) to właśnie przed i po jej koncercie w Koko cztery lata i dwa tygodnie temu zdałem sobie sprawę, że jestem w niej zakochany i postanowiłem, że moje życie będzie musiało ulec znacznym zmianom.

b) Podczas owego koncertu cztery lata temu po raz pierwszy znalazłem się razem z nią na scenie i po raz pierwszy od czasu, kiedy byłem nastolatkiem stanąłem na scenie podczas rockowego koncertu. Namówiła mnie do zagrania na tamburynie. Byłem przerażony. (Króciutki post z owej okazji, napisany za kulisami w Koko, tuż po moim zejściu ze sceny.)

W ten wtorkowy wieczór, kiedy śpiewałem Psycho na scenie z orkiestrą i czterema magicznymi grającymi piłami (i Amandą grającą na ukulule i Jherekiem na banjo), uświadomiłem sobie jak daleko zaszedłem i jak bardzo się zmieniłem. I ani trochę się nie bałem. I śpiewałem.


Byłem najmniej niespodziewanym z trójki gości specjalnych (pozostała dwójka to genialny Scroobius Pip oraz ponadczasowy i legendarny Richard O'Brien, który zaśpiewał Time Warp).



Wieczór miał dość smutne zabarwienie. Tuż przed wyjściem na scenę Amanda dowiedziała się, że zmarła Becca Rosenthal (aka Becca Darling). Becca była przyjaciółką Amandy z Bostonu i miała doskonały gust. Zaprzyjaźniliśmy się podczas kręcenia mojego krótkometrażowego filmu Statuesque (byłą żywą statuą lotnika, którą przytulił młody Liam McKean). Była zbyt młoda, zbut mądra i zbyt zabawna, by odejść. Będzie mi jej bardzo brakowało.

Po koncercie Amanda odprowadziła mnie z klubu do miejsca, w którym się zatrzymałem. Usiedliśmy na dachu, rozmawialiśmy o życiu, miłości, czasie i śmierci, a potem odprowadziłem ją do autobusu. I pojechała dalej w trasę, a ja wróciłem do siebie i poszedłem spać.

Zobaczymy się znów dopiero za dziesięć dni w Wiedniu. (Tam odbędzie się jej ostatni koncert w Europie. Ja muszę spotkać się z Lomo w sprawie Tajemniczego Projektu, o którym nie wolno mi nic powiedzieć.)

A potem wybieram się do Nantes na Utopiales Festival, gdzie spędzę trochę czasu z Dave'em McKeanem, spotkam się z Michaelem Moorcockiem, Nancy Kress, Normanem Spinradem i innymi starymi znajomymi.

Stamtąd 14 listopada lecę do Pittsburgha (przyjdźcie mnie zobaczyć! Tematem wieczoru będzie Gwiezdny pył, ale na pewno będę mówił również o innych rzeczach, zwłaszcza o Oceanie na końcu ulicy.)

A potem nie pojawię się publicznie aż do 1 grudnia, kiedy podczas Connecticut Forum w Hartford będę dzielił scenę z Neilem deGrasse Tysonem i Neri Oxman (był może dlatego, że imię Neri brzmi trochę jak Neil... nie, w sumie to wcale nie. Ale zaczyna się tymi samymi dwiema literami).

A jeżeli będziecie słuchać audycji TODAY Show w BBC Radio 4 w poniedziałek 29 października, będziecie mieli okazję usłyszeć jak Philip Pullman i ja rozmawiamy o baśniach braci Grimm i o tym, do czego służą baśnie...

...

Na stronie Mousecircus.com trwa jubileuszowe odczytywanie Koraliny.

Dziwaczna i barwna mieszanka pisarzy i innych osobistości czyta po jednym rozdziale z książki. Ja czytam pierwszy rozdział. Drugi – Lemony Snicket (a czy nie byliście zawsze ciekawi jak on właściwie wygląda?). Moja piękna i utalentowana córka chrzestna Natashya Hawley czyta rozdział trzeci... i tak dalej. (Melissa Marr. R! L! Stine! John Hodgman! Fairuza Balk! Przekonajcie się sami!)


...

Jeżeli kogokolwiek to interesuje – jestem naprawdę stremowany: czytana próba mojego odcinka Doctora Who odbędzie się w przyszłym tygodniu. Myślcie o nas ciepło. Po fakcie postaram się zamieścić jakieś zdjęcia.

Dla ciekawych: odcinek nazywa się ███ ████ ████████, tylko w miejscu kratek Ascii będą litery. Chyba że przed wyemitowaniem znów zmienimy tytuł. Co jest całkiem możliwe. W końcu na początku nosił tytuł █ █████████ ██ ██████.

niedziela, 7 października 2012

Hugo jest Żoną Doktora

Neil napisał w poniedziałek 3 września 2012 o 21:15

Wczoraj poleciałem do Chicago i zostałem sfotografowany z innymi nominowanymi do Hugo.

Wydaje mi się, że to Dan Harmon (po lewej)
przyniósł ze sobą bródki (w stylu van Dycka)

Poszedłem na ceremonię rozdania nagród Hugo, znakomicie poprowadzoną przez Johna Scalzi - człowieka, który potrzebuje własnego programu w telewizji...

... i odebrałem Hugo za swój odcinek Doctora Who, "Żona Doktora".

(Na tym zdjęciu autorstwa Davida Dyera-Benneta wygląda, jakbym przyszedł z innej, znacznie bardziej złowieszczej ceremonii...)

Mam nadzieję, że Chicon 7 zamieści nagranie ceremonii w sieci, albo nawet lepiej: może zamieszczą na YouYube pojedyncze przemówienia. (Ceremonia była transmitowana online, ale boty od praw autorskich tuż przed rozpoczęciem mojego wystąpienia, więc jeśli gdzieś się nie pojawi, to nigdy nie dowiecie się co powiedziałem na temat wątku Inspector Spacetime w Community, ani na temat odcinka Doctora Who z 1965 pt. "Ceremonia Rozdania Nagród Daleków".)

Byłem na przyjęciach po ceremonii (w tym na Przyjęciu Przegranych. Chodzenie na nie jako zwycięzca jest ogromnie stresujące. Człowiek spodziewa się traktowania w stylu otrzęsin.) Cała wspaniała rodzina Scalzi, włączając teściową Verę, służyła mi towarzystwem, pomocą i ochroną. Już fajniej być nie mogło.

Miałem cztery godziny snu. Potem poleciałem do Albany, gdzie moja nagroda pojechała do domu beze mnie samochodem w kolorze TARDIS-blue z tablicą rejestracyjną "IDRIS". Czyż to nie idealne?


Podziękowania dla właściciela Idris, Stevena Manfreda, który do dzisiaj odpowiedział na ponad dwa tysiące moich pytań o Doktora Who i jest gotowy pomóc mi zawsze, kiedy wymyślę nowe.

I dziwnie mi się pisze, że to mój odcinek Doktora został nagrodzony Hugo. Pamiętam, kiedy przepowiadałem na tym blogu, że Hugo zdobędą "Girl in the Fireplace" i "Blink". I tak się stało...

W moim podziękowaniu wspomniałem również, że tylko szaleniec lub głupiec kusiłby los i próbował napisać kolejny odcinek po zdobyciu nagrody. A teraz pracuję nad trzecią wersją scenariusza...

PS: Przypominam, że w środę 5.09 o 18 w Sosnoff Theatre College'u Bard będę czytał kapitalne, zupełnie nowe opowiadanie. To w okolicy Poughkeepsie, NY.
Przyjdźcie i posłuchajcie, zapraszam.

piątek, 7 października 2011

Głównie całkiem wielgachne Q&A o Doctorze Who

Neil napisał w czwartek 9 czerwca 2011r. o 17:19

Wciąż jestem w bardzo pustym domu wynajętym od znajomych i ciężko pracuję nad napisaniem wszystkiego, co muszę napisać przed wyruszeniem w trasę. Szkoda, że nie mam żadnego towarzystwa. Kiedyś lepiej mi wychodziło bycie samemu teraz usycham z tęsknoty za moją żoną, moimi dziećmi, nawet za moim psem. Ale pracuję, przez większość czasu w skupieniu, a to dobra rzecz.

Wyruszam w trasę z okazji opublikowania w Stanach autorskiej wersji Amerykańskich bogów. To jubileuszowa edycja w dziesięciolecie wydania. Zostanie opublikowana 21 czerwca, dziesięć lat po pojawieniu się pierwszej wersji, od której jest dłuższa o około 20 000 słów. Zawiera również kilka esejów. Jeśli kupicie e-booka, znajdziecie w nim także siedemnastominutowy wywiad ze mną, a również kawałki nadchodzącego audiobooka z pełną obsadą.

To zdjęcie, które wykorzystujemy do trasy. Zostało zrobione przez fotografa Allana Amato, który sprawił (bo jest bardzo sprytny i to umie), że wygląda jak stary dagerotyp.


To okładka edycji z okazji dziesiątej rocznicy wydania. (Z twardą okładką. Wspominałem już, że ma twardą okładkę?)



Ale lepiej wejdźcie na Indiebound na http://www.indiebound.org/book/9780062059888 i sprawdźcie, czy jakaś niezależna księgarnia obok was przypadkiem jej nie sprzedaje, lub kupcie ją online w niezależnej księgarni.

Większość, jeśli nie wszystkie księgarnie sponsorujące wydarzenia w trakcie trasy będą miały w sprzedaży podpisane egzemplarze tej edycji Amerykańskich bogów po zakończeniu spotkania (będę podpisywać piętrzące się stosy książek dla każdego przystanku po drodze) i większość z nich zachęca was do zamówienia u nich podpisanych kopii już teraz sprawdźcie na stronach. Jeśli chcecie podpisany egzemplarz, skontaktujcie się z nimi. (Lista sklepów i księgarni, a także linki do stron znajdują się w tej notce: http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2011/07/daty-trasy-znikajacego-pisarza.html)

...lub kupcie kopię od Grega Kettera na http://www.dreamhavenbooks.com/ w Minneapolis, ponieważ po zakończeniu trasy z pewnością skończę w Dreamhaven, torując sobie drogę przez wszystkie rzeczy do podpisania, które dla mnie ma.
...

Tak więc wiele pytań o Doctora Who.

Na szczęście, wiele z nich to te same pytania powtarzające się wciąż i wciąż. Mimo to, jest ich zbyt wiele, bym mógł na wszystkie odpowiedzieć... Ale zobaczymy, ile uda mi się zrobić przez następne dwie godziny.

Pojawią się Spoilery, więc przestańcie czytać teraz, jeśli nie chcecie ich poznać.

Drogi Neilu,

jak bardzo musiałeś się przygotowywać (o ile w ogóle), by być pewnym, że właściwie nawiązujesz do mitologii klasycznych serii Doctora Who? Przy wszystkich odniesieniach do wcześniejszych miejsc i koncepcji przewijających się przez Żonę Doktora, wydaje się, że całkiem dużo. I jak wiele zabawy sprawiało pamiętanie oraz umieszczanie tego wszystkiego w Twoim scenariuszu? Czy w ogóle oglądałeś ponownie stare odcinki, nawet ze względów sentymentalnych?

Nie za dużo. Na szczęście miałem Stevena Manfreda, który mógł odpowiedzieć na moje pytania, ponieważ zna wszystkie odpowiedzi, ale kiedy Maddy i ja zaczęliśmy razem oglądać Doctora Who w 2005r., kupiłem całe mnóstwo płyt DVD, by znów przeżyć to, co lubiłem, by pokazać to mojej córce, oraz by mieć trochę Doctora Who do oglądania w trakcie tych długich miesięcy, kiedy nie ma żadnych nowych odcinków. Pokazanie jej (na przykład) An Unearthly Child, The Three Doctors, The Five Doctors i City of Death sprawiło nam obojgu wielką przyjemność. A mi znów udało się je wszystkie zobaczyć i sobie przypomnieć.

Jednak większość szczegółów i mitologii po prostu tkwiło w zakamarkach mojego umysłu, czekając, aż je ktoś wyciągnie. Lubię mitologie i wiedziałem, czym jest Dalek, z jakiej planety pochodzi lub skrótem od czego jest TARDIS, kiedy miałem pięć lat, jeszcze zanim dowiedziałem się, kim był Thor lub Anubis.

Było też mnóstwo materiału, którego nie użyliśmy w ostatecznej wersji, rzeczy, które odnosiły się aż do pierwszego Doktora oraz do książki Doctor Who and the Daleks Davida Whitakera. (zależało mi na wspomnieniu Rtęciowego Ogniwa, ponieważ było ono pierwszą częścią TARDIS, której nazwę poznałem, razem z maszyną do robienia jedzenia, które wyglądało jak batoniki Mars, ale smakowało jak jajecznica z bekonem. Niestety ani jedno, ani drugie nie trafiło do odcinka.)

Przy okazji, niedawno napisałem wstęp do ponownego wydania tej książki (pojawi się w sierpniu), z której dowiedziałem się o obu tych rzeczach:



Czy kawałek dialogu między Doktorem a TARDIS o tym, że nie zabiera go tam, gdzie by chciał, jest nawiązaniem do cytatu z Długiego mrocznego podwieczorka dusz Douglasa Adamsa?

Niezamierzonym. W scenariuszu znajdowało się parę odniesień do dzieł Douglasa (z których najbardziej oczywistym było "wysypisko na końcu wszechświata"), ale to akurat było coś, o myślałem odkąd byłem dzieckiem. TARDIS nigdy nie zabiera Doktora w nudne miejsca, gdzie nic nigdy się nie stało lub nie stanie: zawsze wyrzuca go gdzieś we właściwym miejscu lub we właściwym czasie, by coś się wydarzyło. A biorąc pod uwagę, że przeważnie on tego nie robi celowo, to znaczy, że ona musi.

Cześć Neil,

czy kiedyś zostanie wydana wersja Twojego scenariusza zawierająca wszystkie kawałki, które, z różnych powodów, nie znalazły się w odcinku?

Z góry dzięki,

Paul

Nie sądzę, żeby to było zbyt praktycznie, głównie ponieważ jedne sceny zastąpiły drugie. Tak więc scena, w której polecieli zobaczyć Beatlesów została zastąpiona przez Planetę Bogów Deszczu, która została zastąpione sceną "Dostałem wiadomość!".

Ale jeśli zdecyduję się na nowelizację, zobaczę, jak wiele z tych rzeczy uda mi się umieścić. (Co też będzie ciężkie, ponieważ w paru pierwszych szkicach na końcu pierwszego sezonu z Mattem Smithem występowała tylko Amy, a w całej reszcie  na początku drugiego sezonu z Mattem Smithem występowała Amy z Rorym...)

Cześć Neil,

Tak tylko dla formalności, Twój odcinek był niezły. W sensie, naprawdę cholernie świetny. W sensie, oj no wiesz. Fajny. Tak żebyś wiedział.

A teraz moje pytanie. Czy istnieje coś w stylu "rady", która przegląda Twój pierwszy pomysł na scenariusz, a potem śledzi Twoją pracę, kiedy go piszesz? Doctor Who to ogromna opowieść i to oczywiste, że tolerancja na sprzeczności jest dosyć wysoka, ale wydaje mi się, że wciąż trzeba się dopasować, no i kontynuować akcję sezonu. Zawsze wyobrażałem sobie, że istnieje sześcioro naprawdę starych ludzi o niezdeterminowanej płci siedzących w średniowiecznym domu pełnym dziwnych ustrojstw, którzy piją herbatę, jedzą żelki i spędzają całe dnie pisząc listy na starych maszynach do pisania, ale mogę się zgodzić na paru profesjonalnych starszych doradców albo coś.

Pozdrowienia,

Anders Sjölander

Nie. Jest Steven Moffat. Zasięgałem jego opinii, kiedy miałem pytania, a on odpowiadał szybko i rozsądnie, a jego pierwsza wiadomość do mnie brzmiała "Chcę wiedzieć, w jakim kierunku zmierzasz, a nie Cię ograniczać" i tego się trzymał. Był Piers Wenger, producent wykonawczy, oraz Beth Willis, także Producent Wykonawczy oni też zwykle mieli drobne, ale istotne uwagi. Beth świetnie udaje się być osobą nieznającą się na SF, której trzeba wyjaśniać rzeczy, które myślałem, że każdy rozumie. Był Brian Minchin i Lindsey Alford (który zastępował Briana, gdy ten zajmował się Sarą Jane), którzy byli Scenariuszowymi Szefami, którzy zbierali notatki wszystkich Stevena, Piersa, Beth i swoje, a później przychodzili do mnie z listą sugestii co do scenariusza lub też ze smutnymi, mądrymi słowami o ty, co ile by kosztowało.

Szkic po szkicu, próbowaliśmy znaleźć sposoby, by mówić szybciej, działać sprawniej, opowiedzieć historię w ciągu 42 minut.

Niech pomyślę o jakimś przykładzie.

Okej. Korsarz. Pierwszy raz, gdy zacząłem o nim pisać, jeszcze nawet nie w pierwszym szkicu, chciałem upewnić się, że Steven Moffat zgodzi się na to, co chciałem zrobić, więc wysłałem mu e-mail z tym fragmentem:

Doktor: Nazywał się Korsarz. Nie miał imienia. Po prostu Korsarz. I... i kiedyś wyruszał na wyprawy, badając granice Czasu i Przestrzeni.

Amy: Co się z nim stało?

Doktor: Pewnego razu nie wrócił. Cóż, taki jest kłopot z badaniem Czasu i Przestrzeni. Nigdy nie wiesz, czy ktoś nie wrócił, czy po prostu jeszcze nie wrócił. Założę się, że wciąż są osoby, które czekają na mnie...

(Zauważa wyraz twarzy Amy. Właśnie powiedział niewłaściwą rzecz... Próbuje wrócić do tematu.)

Ja ja go spotkałem. Na ramieniu miał tatuaż w kształcie węża, uroborosa. Po każdej regeneracji robił sobie ten tatuaż. Pewnego razu z nim rozmawiałem.
Amy: Tak?

Doktor: Powiedziałem, żeby zabrał mnie ze sobą. Mógłbym z nim odlecieć. Być jego asystentem.

Amy: Więc tak zacząłeś? Podróżując z nim?

Doktor: Co? O, nie. Wyśmiał mnie. Miałem dwanaście lat. Nie mogę go winić. To było... eony temu.

Na co Steven odpowiedział:

Podoba mi się tatuaż i odgrzebanie wykorzystanie postaci ale czy moglibyśmy sprawić, by Korsarz nie wydawał się tak bardzo osobą, na której wzorował się Doktor? To odpowiada na zbyt wiele pytań, które powinny być zostawione bez odpowiedzi. To Doktor, robi to, co robi z powodów zbyt licznych i strasznych, by o nich opowiadać.

Czemu, ujętymu w taki sposób, absolutnie nie można było się sprzeciwiać. Tak więc kiedy powstała pierwsza-wersja-z-Rorym, scena wyglądała tak:

DOKTOR

... kiedy musieliśmy przesłać wiadomość do Wysokiej Rady, zwijaliśmy swoje myśli w  pewnie dlatego przyleciało do mnie. Nie miało gdzie indziej iść. Juhu gdzieś tam jest żywy Władca Czasu, drużyno. Jeden z tych dobrych. I ma kłopoty.

Tardisem szarpie WSTRZĄS, teraz wydaje dźwięki jakby kosmiczne silniki NAPIERAŁY na coś dźwięk urywa się... Silnik Tardis wydaje naprawdę niedobry dźwięk. Amy wyciera włosy ręcznikiem.

RORY
Brzmi jakby jechał pod górę przy złym biegu...

DOKTOR

To mniej więcej robi. Jesteśmy teraz na krańcu wszechświata, więc tak jakby naginamy tu parę praw... Praw takich jak Ochrona Rzeczywistości i... (do Tardis) No dalej, piękna.

AMY

Wydawało mi się, że powiedziałeś, że nie ma żadnych innych Władców Czasu. To zaczęło migać. Powinnam nacisnąć?

DOKTOR

Nie najlepszy pomysł. Cząsteczki mogą się... odcząsteczkować. Władcy Czasu zniknęli z tego wszechświata. Dlatego właśnie go opuszczamy.

AMY

Ten Władca Czasu. Jaki on jest? A może to Władczyni Czasu?

Doktor cały czas odchodzi od panelu sterującego, by z nią rozmawiać, po czym wraca, by coś przestawić.

DOKTOR

Nazywa się Korsarz. Świetny koleś. Ma serca we właściwych miejscach. Wysoka Rada Władców Czasu też nie mogła go znieść...
(do Tardis)
Uda ci się! Naprzód!
RORY

Co się z nim stało?

DOKTOR

Wyleciał w TARDIS, nigdy nie wrócił. Kłopot związany wyłącznie z badaniem Przestrzeni. Nigdy nie wiesz, czy ktoś nigdy nie wrócił, czy też jeszcze nie wrócił.

DOKTOR (dalej)

Uroczy człowiek. A czasami, urocza kobieta. Miał tatuaż na ramieniu. Węża, który zjada własny ogon. Miał go w każdym wcieleniu. Mówił, że nie czuł się sobą bez tatuażu. Zupełnie i totalnie utknęliśmy. Potrzeba większego ciągu.

Co pewnie było połową pierwszej wersji, którą napisałem z Amy, a i tak ostatecznie musiałem przekazać tę informację w ułamku chwili...

Cześć Neil,

Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie uderzyły, było to, jak dobrze udało Ci się napisać Jedenastego Doktora (w odróżnieniu od Dziesiątego). To moje pytanie:

Na ile obraz Doktora różnił się w pierwotnej wersji? Czy były jakieś kwestie, które powiedziałby Dziesiąty Doktor, lecz które usunąłeś lub zmieniłeś, by bardziej trzymać się kreacji Jedenastego Doktora w wykonaniu Matta Smitha?

Dzięki,

Ben

Dobre pytanie. Myślę, że zupełnie pierwszy szkic był tak jakby dla neutralnego doktora, który prawdopodobnie brzmiał bardziej jak David Tennant niż ktoś inny, ponieważ do niego się przyzwyczaiłem (patrz dialog powyżej) ale przecież Matt jeszcze nie otrzymał roli, kiedy nad nim pracowałem. Tak więc napisałem najlepiej jak mogłem odcinek dla "Doktora", ale próbowałem nie pisać go dla nikogo konkretnego. Kiedy byłem na etapie drugich przeróbek, dopisując Rory'ego, widziałem już serię z Mattem, Karen in Arthurem. Wiedziałem, jak brzmią. Nietrudno więc było sobie ich wyobrazić, kiedy pisałem i poprawiałem. Niektóre kwestie Doktora trochę się zmieniły dopisałem wtedy na przykład rzecz z "łóżka piętrowe są cool" ale nie tak bardzo, jak można by sobie wyobrażać. Duża część dialogów, które widzieliście na ekranach, była tam od pierwszej wersji scenariusza.

W ramach eksperymentu próbowałem wyobrazić sobie kwestie dialogowe Doktora wymawiane przez Patricka Troughtona, Jona Pertwee, Toma Bakera, Colina Bakera lub Christophera Ecclestona (i resztę) i byłam najbardziej zadowolony, gdy udało mi się napisać kwestię, którą każdy z nich mógłby odegrać każdy na własny sposób. "Strzeż się, zabiłem ich wszystkich" na przykład.

Przez wszystkie lata emisji Doctora Who, jaki według Ciebie był najważniejszy morał/przekaz oferowany światu przez program?

Zawsze da się wymyślić sposób, by wybrnąć z kłopotów.

Skąd wzięła się Idris i dlaczego nosiła wiktoriańską suknię balową?

Przeszła przez Pęknięcie. I była na wiktoriańskim przyjęciu.

Istnieje możliwość, że kiedyś jakiś twórca napisze inną historię, w której Idris powróci, odegrana przez Suranne Jones albo przez kogoś innego.

Jak byś się czuł, gdybyś dowiedział się, że na pewno się to stanie?
Jak byś się czuł, gdybyś dowiedział się, że to się nigdy nie stanie?

Jeśli tak się wydarzy, że Suranne (albo ktoś inny) kiedyś powróci jako Idris/Piękna (a nie jest to zbyt prawdopodobne, chociaż nic nie jest niemożliwe) mam nadzieję, że będzie to zrobione w sposób, który mnie zaskoczy i sprawi, że poczuję się dumny.

Drogi Panie Gaiman,

dziękuję Panu za zaoferowanie, że odpowie Pan na pytania dotyczące Pańskiego odcinka Doctora Who.

Nie zrozumiałem jednej rzeczy: dlaczego nagle tak łatwe stało się opuszczanie i powracanie do wszechświata? I jeśli to było takie proste, dlaczego nie dało się wejść do innego? Po co właściwie całe to płakanie za Rose, jeśli właściwie wystarczyłoby pozbyć się basenu, by znów ją zobaczyć?

Jestem przekonany, że coś przeoczyłem lub źle zrozumiałem i z niecierpliwością czekam na Pańskie wyjaśnienie.

Z podziękowaniami,
Wibkie

Nie było łatwo dostać się lub i to szczególnie wydostać z przyległego wszechświata. Trzeba było spalić pokoje TARDIS, by osiągnąć ciąg, który pozwolił im dostać się i wydostać. Ale się udało.

Jednak jest różnica między malutkim wszechświatkiem przyległym do naszego a całą-nową-rzeczywistością-w-równoległym-wszechświecie. Pierwszy wciąż jest związany z naszym wszechświatem, a pomiędzy nimi znajduje się pęknięcie, drugi jest całkowicie innym porządkiem stworzonych rzeczy.

Oczywiście tak naprawdę jest zupełnie inaczej, ale mam nadzieję, że to ułatwi Ci zrozumienie.

Korsarz jest intrygujący. Naprawdę, szczerze, absolutnie intrygujący, wraz z tym swoim imieniem, tatuażem i wszystkim. Zastanawiałem się, czy Ty/ludzie zajmujący się Doktorem mieli jakieś pomysły na to, kim był dawne czyny! czego dokonał! czego /ona/ dokonała! albo inne takie? Bo inaczej pewnie skończę pisząc fanfiki. Bogowie, ratujcie.

Jeśli kiedyś zdecyduję się na nowelizację, z chęcią napiszę parę scen z retrospekcjami dotyczącymi Korsarza. Podejrzewam, że jego Tardis wyglądał jak mały jednomasztowiec, kiedy tylko mógł. A on często się śmiał.

W początkowych szkicach należał do Wszechświatowego Zespołu Ankietowego Władców Czasu ("Ankiety we Wszechświecie?" "To spore miejsce. Ktoś musi mieć na nie oko".).

Drogi Neilu,

W jakim stopniu Twój odcinek Doctora Who był oparty na bogatej tradycji Doctora Who poza tym, co pojawiało się w telewizji słuchowiskach, powieściach?

Z podziękowaniami,

Jon

Oprócz książki Davida Whitakera, w ogóle*. Kiedyś uwielbiałem książki z serii Dalek World i lubiłem Roczniki Dra Who, ale one bardzo odbiegały od ciągłości serialu i wiedziałem to jeszcze jako chłopiec. Przeczytałem książkę z Telos napisaną przez Paula McAuleya, do której napisałem wstęp (większość znajduje się na http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2007/05/natura-infekcji.html), ale Big Finish Audio, Nowe Przygody etc to rzeczy, o których istnieniu wiedziałem, ale w które nigdy się nie zagłębiałem.

*Edycja, żeby dodać: jeszcze The Making of Doctor Who od Piccolo Books, napisana przez Hulke'a i Dicksa. Kupiłem swój egzemplarz w 1972r. i na pewno przeczytałem go ze sto razy przed moimi trzynastymi urodzinami.

Cześć, prosiłeś o pytania związane z Doctorem Who, więc: słyszałem, że Twój odcinek miał być częścią sezonu piątego, ale został przesunięty do szóstego. Czy potrzebne były jakieś duże zmiany, żeby pasował do szóstej serii? A także, raczej bezczelne pytanie, bo jestem pewien, że dostajesz podobne cały czas: co mógłbyś doradzić ośmioletniemu chłopcu, który uwielbia pisać?

Nie było żadnych dużych zmian, ale mnóstwo drobnych. Gdyby pojawił się w piątej serii, myślę, że byłby straszniejszy, ponieważ to Siostrzeniec grałby w zabójczą grę w chowanego z Amy w TARDIS opętanym przez dom. Miałby też o wiele bardziej mroczne zakończenie, ponieważ Doktor i Amy pochowaliby ciało Idris, a później rozmawialiby o śmiertelności i końcach, podczas gdy Doktor plótłby wianek ze stokrotek.

(Radziłbym mu dużo czytać, przeżywać przygody, czytać książki takie jak http://www.dangerousbookforboys.com/ i wcielać to, o czym czyta, w życie, ponieważ pewnego dnia będzie potrzebował mieć o czym pisać, a doświadczenia są surowym materiałem, z którego powstaje wyobraźnia.)

Dlaczego, tak naprawdę, tytuł Twojego odcinka został zmieniony z Większa w środku na Żona Doktora? Ten poprzedni wydawał się głębszy, więcej znaczący. Przeczytałem gdzieś, że powiedziałeś, że można by to pomylić z Miększa w śrdoku, ale uznałem to za żart.
D.D.

Jeśli to żart, to nie mój. Zupełnie, zupełnie, ZUPEŁNIE pierwszy tytuł, zanim jeszcze zabrałem się za pisanie, kiedy wszystko to było tylko pomysłem, brzmiał Dom niczego. Dom naprawdę miał być domem, z rurami i innymi biegnącymi w nim rzeczami. Ale powiedziano mi, że w sezonie było już parę strasznych domów, a pomysł na straszną, inteligentną planetę spodobał mi się bardziej. Przez następne dwa lata tytuł brzmiał Większa w środku dopóki nie doszliśmy do momentu, około sześć tygodnie przed emisją, kiedy musieliśmy podać widzom ostateczny tytuł. (Miałem wielką uciechę z Ukrywania w Najbardziej Widocznym Miejscu frazy Większa w środku w etykietach notek blogowych za każdym razem, kiedy pisałem o odcinku.)

Problem polegał na tym, że przez ostatnich parę miesięcy zaczęliśmy się martwić, czy tytuł Większa w środku nie wyjawiał zbyt wiele. Chcieliśmy, żeby widzowie nie mieli zepsutego tego momentu, kiedy po raz pierwszy odkrywają, że "O mój Boże to ona jest TARDIS!" i obawialiśmy się, że kiedy poznają tytuł i obsadę, zbyt wiele osób się domyśli.

Żona Doktora to tytuł użyty w latach 80. przez producenta Doctora Who, Johna Nathana Turnera, w celu sprawdzenia, czy w jego biurze produkcji nie ma przecieków. I to naprawdę była opowieść o kimś, kto poślubił swój statek i o kimś, kto był jednocześnie jego żoną, matką i dziewczyną, jedyną osobą, która zawsze towarzyszyłaby mu w trakcie wszystkich jego przygód...

I tak zmieniliśmy tytuł na ten.

Bardzo podobał mi się pomysł z Korsarzem. Trochę rozczarowało mnie, że nigdy go/jej nie zobaczyliśmy, a także przykro mi było, że zginął (co było zaskakujące, w ten dobry sposób, bo przecież usłyszeliśmy o nim tylko parę minut wcześniej). W każdym razie, pytanie: skoro Korsarz zginął na wysypisku, możemy założyć, że nie brał udziału w Wojnie Czasu, prawda? Przynajmniej nie wtedy, gdy Doktor uwięził wszystkich i odszedł. To samo dotyczy "setek Władców Czasu", które padły ofiarą Domu. Czy masz nadzieję/planujesz/oczekujesz/przypuszczasz, że to możliwe, by Korsarz lub ktoś z z reszty pojawił się w przyszłości Doktora, a ich przeszłości?

(Bonusowe pytanie: czy kiedyś będziemy mogli przeczytać, jak wyglądały sceny z Pokojem Zero albo Basenem?)

Oni nie żyją. Zginęli tysiące i miliony lat temu na asteroidzie w malutkim przyległym wszechświecie.

(Bonusowa odpowiedź: jeśli kiedyś zdecyduję się napisać o tym powieść lub nowelę, przypuszczam, że tak.)

Kiedy Dom znęcał się nad Amy, co działo się z prawdziwym Rorym?

Niedobre rzeczy.

O niektórych z nich napisałem. Była na przykład scena, w której Rory został uwięziony w Pokoju Zero, bez żadnej drogi ucieczki i ze świadomością, że ludzie zamknięci w Pokojach Zero tracą zmysły, a także inna, w której myślał, że Amy czeka za rogiem, by go zabić, a Dom dał mu nóż. Była też Sala Luster, chociaż to akurat była z scena z nimi obojgiem...

Ale Rory całkiem nieźle radził sobie ze sztuczkami Domu. Wiele przeżył i poradził sobie z całą masą przeciwności.

Ale ostatecznie, ograniczenia w czasie, budżecie i planach filmowych sprawiły, że łatwiej i praktyczniej było zrobić, co zrobiliśmy i pokazać, co pokazaliśmy.

Czy nadal było dla Ciebie dużym przeżyciem zobaczyć swoje imię w napisach początkowych czy też to przeżycie zostało przytłumione przez bycie zawodowym pisarzem od tak dawna?

Czułem się tak dobrze, widząc swoje nazwisko na ekranie, jak możesz sobie wyobrażać, że się czułem.

Przez co rozumiem uczucie nie tak dobre jak ślub z Amandą albo bycie przy porodzie moich dzieci, ale mniej więcej dorównujące wygraniu mojej pierwszej nagrody Hugo.

Dobry dzień, Neil.

Słyszałem, że niektórzy ludzie (chociaż przy tym całym twitterowaniu (twitter po angielsku oznacza ćwierkać przyp. Varali) może powinniśmy nazwać ich wróblami) czepiali się całej kwestii "POCIĄGNIJ, BY OTWORZYĆ).

Jeśli zastanowić się, do czego używano *prawdziwej* policyjnej budki telefonicznej, wydaje się oczywiste, dlaczego drzwi musiały otwierać się na zewnątrz. *Oczywiste*. Każdy, kto twierdzi inaczej, nigdy nie korzystał z ciasnej kabiny w toalecie, w której drzwi otwierają się do środka i aby otworzyć drzwi i się wydostać, trzeba wspiąć się na sedes:-)

W związku z tym, zawsze uważałem, że "POCIĄGNIJ, BY OTWORZYĆ" odnosi się do małej skrytki zawierającej telefon (którą Doktor otworzył w odcinku The Empty Child, gdy zadzwonił telefon), a nie do całych drzwi. Przecież nie można by było dać ludziom nieograniczonego dostępu do środka policyjnej budki telefonicznej (mogliby ukraść drugie śniadanie pana władzy/gliniarza/stróża prawa!), ale potrzebny był dostęp do telefonu, by otrzymać "PORADĘ I POMOC DOSTĘPNE NATYCHMIAST", jak obiecywała tabliczka.

Czy zechciałbyś krótko opowiedzieć (napisać) o tej kwestii i mieć ostatnie słowo w temacie, na swoim blogu, by te niewróble spośród nas dowiedziały się, o co chodzi?

Steve

"Pociągnij, by otworzyć" oczywiście odnosi się do skrytki z telefonem, owszem. Ale Idris miała rację: to JEST instrukcja i drzwi policyjnej budki telefonicznej naprawdę otwierały się na zewnątrz.

Jako ktoś, kto widział tylko jeden odcinek Dra Who i był absolutnie zachwycony Żoną Doktora bardzo bym chciał zacząć oglądać serial, ale nie wiem, co najbardziej nadaje się na początek. Ponieważ to Ty wciągnąłeś mnie w ten wszechświat maszyn, które mają uczucia i które bardziej niż tylko trochę przypominają byłe postaci z Coronation Street, czy mógłbyś poradzić mi, od czego z kanonu serialu zacząć?

Jasne.

Odcinki, które pokazywałem różnym ludziom, by ich zachęcić:

BLINK

THE GIRL IN THE FIREPLACE

DALEK

THE EMPTY CHILD/ THE DOCTOR DANCES

HUMAN NATURE/THE FAMILY OF BLOOD
Klasyczne Odcinki, taki jak CITY OF DEATH Douglasa Adamsa.

Chociaż możesz po prostu zacząć od THE ELEVENTH HOUR i oglądać dalej. Albo zacząć od ROSE i oglądać dalej. (Raczej nie poleciłbym zaczynania od THE UNEARTHLY CHILD i oglądania dalej, chociaż u mnie to mniej lub bardziej podziałało...)

Dlaczego Ood? Nie wydawało się, żeby to musiał być właśnie on. Po prostu ich lubiłeś?

Naprawdę lubię Oodów.

Pierwotnie Wujek, Cioteczka i Siostrzeniec wszyscy byli pozszywanymi potworami, a Siostrzeniec był najmniej ludzki z nich wszystkich.

Rok temu w czerwcu byliśmy na spotkaniu Upewnijmy Się, Że Wszystko Zamknie Się W Budżecie i Steven, Beth oraz Piers byli zdecydowani, by zatrzymać wszystkie efekty CGI i wszystkie tardisowe rzeczy, które wymyśliłem, więc mój oryginalny plan, by Cioteczka, Wujek i Siostrzeniec byli trojgiem nowych, innych, pozszywanych potworów, został zmieniony.

Sprawiłem, by Cioteczka i Wujek wyglądali na bardziej ludzkich, a mniej pozszywanych, a dla Siostrzeńca i zaoferowano mi dowolny istniejący kostium potwora. Wybrałem Ooda, ponieważ idealnie nadawał się do tego, czego potrzebowałem jego rasa miała już w swojej historii incydent z  opanowaniem umysłów, a poza tym spodobał mi się pomysł, by oczy i tłumacząca kula świeciły w zgodzie z zielonym światłem domu, w przeciwieństwie do czerwonych, opętanych oczu Oodów, których widzieliśmy za pierwszym razem. Siostrzeniec nigdy się nie odzywał, więc milczący, opętany Ood wydawał się idealny. No i było to nawiązanie do serii Russella Daviesa. A co więcej wyglądało na to, że fajnie będzie, jeśli Oodowie znów będą straszni...

Dało to nam też całą scenę z majstrowaniem przy translatorze Ooda i słyszeniem Władców Czasów, której nie mieliśmy wcześnie i która sprawiła, że odcinek był jeszcze lepszy.

Pisanie dla telewizji a szczególnie dla Doctora Who, gdzie trzeba wymyślać cały nowy świat (w moim przypadku nowy wszechświat) przy każdym odcinku jest zawsze negocjacją między snem a jawą. (To ten sam e-mail, z którego dowiedziałem się, że nie zrobimy sceny w Tardisowym Basenie, ponieważ Karen Gillan nie umie pływać.)

Zawsze robi się wstępny kosztorys, by Upewnić Się, Że Wszystko Zamknie Się W Budżecie, gdyż rzeczywistość "Wszystkiego, Co Tylko Wymyślisz" musi stanąć twarzą w twarz z "Tym, Co Możemy Zrobić". W przypadku Doctora Who producenci wywracali kieszenie na drugą stronę i pożyczali pieniądze z innych odcinków, by stworzyć coś najbardziej zbliżonego do tego, co sobie wymarzyłem.

Co więcej, sceny były pisane na nowo i zmieniane, ponieważ nie stać nas było na rzeczy, o które prosiłem na początku, dopóki nie zaczęliśmy właściwego kręcenia. Tak wygląda telewizja. Tak było z Nigdziebądź. Tak jest ze wszystkim, co oglądacie.

I dlatego też Ood.

Dlaczego nie przypilnowałeś, by stary panel sterujący, który zobaczyliśmy, był tym z lat 80.? Byłem tak pewien, że to będzie on.

Ponieważ nie miałem możliwości poprosić ówczesnych producentów o zostawienie swoich dekoracji dopóki nie będę ich potrzebował. Podczas gdy miałem taką możliwość ze Sterownią Dziewiątego Doktora. Mogłem poprosić ich, żeby zostawili ją dopóki nie będę jej potrzebował. I zrobili to. Okłamywali każdego, kto pytał, dlaczego jeszcze jej nie rozebrali, i ją zatrzymali.

Czy sprawiłeś, że Dom zniszczył Sterownię Devida Tennanta, by pokazać, że jej nienawidziłeś? Teraz nie istnieje.

Oczywiście, że istnieje. TARDIS zarchiwizowała ją. Dom wykasował ją, ale nie mam wątpliwości, że kiedy tylko dotarli do odpowiedniego miejsca, TARDIS przywróciła ją, posprzątała i ukryła gdzieś na boku, razem ze wszystkimi innymi rzeczami, które są bliskie jej sercu.

I jak to nienawidziłem? Przeciwnie, uwielbiałem ją. Oto zdjęcie, na którym ją uwielbiam.

...

Skończyłem. Praca wzywa, łóżko także.

Ale jeśli dotarliście aż tutaj...

Niektórzy z Was mogą nie wiedzieć, że w przyszłym miesiącu w Madison odbędzie się Amerykański Konwent Świata Dysku 2011, z Terrym Pratchettem w roli gościa honorowego. Strona wydarzenia to http://www.nadwcon.org/. Zostało jeszcze trochę wejściówek, ale większość już się rozeszła...

Dobranoc.

sobota, 9 lipca 2011

Przygody w telewizyjnym fachu

Neil napisał we wtorek 17 maja 2011 o 22:06



Jest przepiękny wiosenny dzień: drzewa wiśniowe i śliwkowe pokryte są białym kwieciem, na gałęziach jabłoni widać szkarłatne pączki. Pszczoły wreszcie się obudziły i ruszyły odkrywać świat. Na gałęziach drzew pojawiły się wiosenne liście,
przez które prześwieca słońce. Niebo nie było jeszcze w tym roku równie błękitne. Trawa nie jest już w smutnym, zimowym, brunatnym kolorze. Zrobiła się zielona i przetykana jest żółtymi mleczami, purpurowymi bratkami i białymi polnymi kwiatami. A ja siedzę w ogrodzie i piszę. Na zewnątrz śpiewają ptaki, a ze starożytnego odtwarzacza CD w altanie dobiegają głosy Jasona Webleya i T.V. Smith.

sobota, 2 października 2010

Tydzień w zdjęciach

Neil napisał w środę 29 września 2010 o 13:50 Wstałem dziś rano wyjątkowo wcześnie, żeby napisać post i pierwszy poranny e-mail przyszedł od Stevena Moffata, z prośbą o napisanie paru słów na temat powstania mojego odcinka do miesięcznika Doctor Who Monthly, więc napisałem i tak przepadł mi czas na pisanie bloga.

Zamiast dobrze przemyślanego omówienia ostatnich 10 dni, będę kontynuował to, co zacząłem wczoraj, w zdjęciach.

Oto Liam McKean, syn Dave'a i Clare McKeanów. Stoi obok Rzeczy w Ogrodzie, dziwnego, artystycznego i trochę przerażającego tworu autorstwa jego siostry Yolandy.

Spędziłem u McKeanów cudowny dzień. Zbieraliśmy jeżyny i jabłka w ich sadzie.


To jest Clare, w trakcie zbierania jeżyn. Myśl, że znam ich przeszło ćwierć wieku jest zarazem straszna i wspaniała.

Poniżej Dave właśnie skończył jeść lunch w restauracji George in Rye. Wyjeżdżając zgodziłem się napisać mu książkę dla dzieci pt. CAŁE SZCZĘŚCIE MLEKO.

Przez przypadek zostawiłem u nich w domu mnóstwo rzeczy służących do ładowania telefonów, więc mnie nie zapomną.




Na noc zatrzymałem się u mojej córki Holly (za zdjęciu ze strategicznie zamkniętymi oczami) i jej współlokatorki, mojej przerażającej chrześnicy Hayley Campbell, córki Eddiego i Anne Campbellów z Brisbane.
To przypadkowo nastrojowe czarno-białe zdjęcie Thei Gilmore i Nigela Stoniera ze studia Radio 2 w Manchesterze powstało następnego wieczora. Thea wydała właśnie nowy, naprawdę świetny album Murphy's Heart, możecie posłuchać fragmentów na http://www.theagilmore.net/welcome.cfm.
Stamtąd pojechałem do Bristolu, gdzie spotkałem się z Dianą Wynne Jones, z przelotnym udziałem specjalnego gościa, Robin McKinley. (Na blogu Robin możecie przeczytać jej relację ze spotkania: http://robinmckinleysblog.com/2010/09/23/fame-sort-of/)
Kiedy odwiedzałem ją ostatnio, Diana nie była w zbyt dobrej formie. Tym razem była o wiele bardziej energiczna i radosna. Pisze kolejną książkę i ma już plany na jeszcze następną. Wciąż jest jedną z moich ulubionych osób na świecie.

Dwójka starych przyjaciół: Terry Pratchett i ja umówiliśmy się na sushi w Cardiff następnego wieczoru, z Tajemniczych Powodów, Których Jeszcze Nie Wyjawimy. Na zdjęciu wznosimy szampanem toast za Coś, o czym jeszcze Nic Nie Wiadomo.



Następnego dnia był Doctor Who. Zazwyczaj scenarzyści nie mają na planie nic do roboty, poza nadeptywaniem na różne rzeczy i wchodzeniem innym w drogę, ale zgodziłem się udzielić wywiadu dla Doctor Who Confidential, więc potraktowano mnie wyjątkowo i wolno mi było robić to, co scenarzyści uwielbiają, a czego normalnie robić nie wolno.

Zakradam się do magazynu rekwizytów, żeby znaleźć Daleka, do którego można się przytulić. (Na szczęście nie trafiłem na żadne płaczące anioły).

Podobał mi się wywiad przeprowadzany przez Charliego McDonnella na schodach TARDIS-a (http://charliemcdonnell.com/an-explanation/)

Podobała mi się kradzież TARDIS-a i wyruszenie w podróż przez nieskończone wymiary czasu i przestrzeni, by zwalczać zło, gdziekolwiek się pojawi...

Wybaczcie. Powiedziałem to na głos? Miałem na myśli robienie sobie zdjęć na planie TARDIS-a.

Pożegnałem się z reżyserem Richardem Clarkiem i niesamowitym Mattem Smithem (dzięki któremu nawet moje drętwe dialogi brzmią dobrze) i wyjechałem z Cardiff ostatnim pociągiem, spóźniłem się na pociąg do Heathrow, więc zrzuciłem się na taksówkę z lekarzem z Grecji, który jechał ze Swansea i też nie zdążył na pociąg. Kilka godzin snu i poleciałem do Bostonu...

Gdzie w niedzielny wieczór pracowałem jako członek ekipy technicznej Evelyn Evelyn podczas ich występu Super Music Friends na koncercie z serii Yo Gabba Gabba! przeznaczonych dla publiczności złożonej głównie z trzylatków i ich rodziców.

Wykonali piosenkę "Elephant Elephant", której kukiełkową wersję można obejrzeć tutaj.

Podoba mi się to ich zdjęcie zrobione w garderobie Wang Theatre...
Potem poszedłem do Biblioteki Publicznej Bostonu, gdzie Karen Hesse, Jerry Spinelli, Grace Lin i ja otrzymaliśmy tytuł Literary Lights for Children [Światło Literatury Dziecięcej] . http://www.bpl.org/general/associates/literarylightschildren.htm

To była wspaniałą uroczystość, pełno entuzjastycznych dzieciaków, a potem podpisywałem książki. Przemawiałem jako ostatni, a zanim nadeszła moja kolej, Jerry,Karen i Grace powiedzieli już wszystko, co było do powiedzenia, więc mówiłem o tym, jak istotne jest, aby śnić na jawie i dlaczego warto, a nawet powinno się dość często gapić za okno.


Moja przyszła teściowa, Kate, urządziła w poniedziałkowy wieczór przyjęcia zaręczynowe dla mnie i Amandy. To bardzo miłe z jej strony. Było świetnie i spotkałem mnóstwo sąsiadów, przyjaciół i krewnych Amandy. Przyjechało też trochę mojej rodziny, żeby było sprawiedliwie.(Tutaj opis ostatnich kilku dni z punktu widzenia Amandy.)

Wczoraj wreszcie udało mi się zobaczyc Amandę w Kabarecie w reżyserii Stevena Bogarta w ART Theatre. Nie będę się rozwodził nad tym, jak wspaniałe to było, szczególnie że ostatnie bilety rozeszły się jeszcze przed pojawieniem się pierwszych entuzjastycznych recenzji. Ale to było mistrzostwo. Zniknęło wszystko, do czego miałem wątpliwości oglądając próby miesiąc temu.

Po Kabarecie odbył się jeszcze Late Night Cabaret (Nocny Kabaret Amandy), eksperymentalny spektakl z udziałem niezwykłego artysty zwanego Meow Meow, a następnie samej Amandy. Niestety nie mam żadnych zdjęć dokumentujących, jak Meow Meow unosił się na ramionach tłumu.

Tu są komentarze prasowe z jej strony: są co najmniej niewystarczające.

Meow Meow, akompaniuje Lance Horne.

Amanda i Meow Meow wykonują w duecie "Fake Plastic Trees".

Late Night Cabaret odbędzie się ponownie, dzisiaj, a nawet więcej - bilety są tanie i można je zdobyć na https://www.ovationtix.com/trs/pe/8419705 do 8:30 lub przed wejściem. Możecie zechcieć zabrać ze sobą kwiaty, aby je rzucać podczas wspaniałego wejścia Meow Meow. Jeśli mieszkacie w okolicy Bostonu, przybywajcie. Jak mawiał Kot z Cheshire, tam mnie zobaczycie.