Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocean na końcu drogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocean na końcu drogi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2019

Dużo nadrabiania (i idźcie zobaczyć show Amandy Palmer)

Neil napisał w poniedziałek 9 września 2019 r. o 10:17

Przestałem publikować na blogu w kwietniu, kiedy zmarł mój przyjaciel Gene Wolfe. Chciałem napisać blog o Genie, kim był, jak się przyjaźniliśmy, ale to było zwyczajnie zbyt smutne.

Więc przestałem pisać ten post, a potem czułem się źle, że piszę o innych rzeczach, które się działy, jak premiera serialu Dobry omen, skoro jeszcze nie napisałem o Genie.



Nie mam pojęcia, czy ty, który kiedyś będziesz czytał moją relację, lubisz opowieści tego rodzaju czy nie. Jeżeli nie, to z pewnością przewracałeś kilka poprzednich stron nie poświęcając im więcej uwagi. Ja muszę przyznać, że wprost uwielbiam wszelkie historie. Częstokroć odnoszę wrażenie, iż spośród wszystkich dobrych rzeczy, jakie istnieją we wszechświecie, dziełem człowieka są tylko opowieści i muzyka, cała reszta zaś (to znaczy miłosierdzie, piękno, sen.czysta woda i gorąca strawa, jak powiedziałby Ascianin) wyszła spod ręki Prastwórcy. Choć więc opowieści stanowią tylko bardzo drobny fragment planu wszechświata, to trudno jest nie kochać najbardziej tego, co własne — przynajmniej dla mnie.

Gene Wolfe, Cytadela Autarchy (Księga Nowego Słońca, #4), tł. Arkadiusz Nakoniecznik


Nadal mi go brakuje i przez ostatnie miesiące wciąż chcę wysyłać mu widokówki, jak zwykle robiłem to w czasie swoich podróży. A potem przypominam sobie, że nie mogę mu już nic wysłać.

Gene odszedł zanim mogłem mu pokazać naszą adaptację Dobrego omenu, książki, którą uwielbiał.

Serial wyszedł 31 maja na Prime Video i wszyscy byli zachwyceni. Pobił kilka rekordów na Amazonie, w USA, UK i na całym świecie, co bardzo mnie ucieszyło. Dostaliśmy trzy nominacje do Emmy i już dostajemy inne nominacje i wygrywamy nagrody. Wszyscy chcą, żebyśmy nakręcili więcej i choć razem z Terrym zaplanowaliśmy praktycznie kolejną powieść, wciąż rozważam czy, a jeśli tak, to jak może się to wydarzyć.

Potem ogłoszono, że Netflix wygrał licytację, żeby wyprodukować Sandmana na małym ekranie. Jestem w to Bardzo zaangazowany - będę współautorem scenariusza do pilota i będę blisko współpracował z producentem wykonawczym Davidem Goyerem i showrunnerem Allanem Heinbergiem, żeby zagwarantować, że to wciąż Sandman - ten, którego ludzie czytający i kochający komiksy rozpoznają i pokochają.

Tymczasem porzuciłem zajęcie showrunnera Dobrego omenu i stałem się pisarzem, który siedzi w domu i opiekuje się małym chłopcem, a także pisze, podczas gdy jego żona jest w trasie koncertowej.

A potem przemierzyliśmy ocean i teraz do końca roku mieszkamy w Wielkiej Brytanii i robimy to samo.
Ja jestem w domu, a Amanda (głównie) w trasie.

Ubieram Asha w odpowiedni mundurek (sportowy albo galowy), prowadzę do autobusu (zawsze idziemy od razu na górne piętro, a on zawsze tłumaczy mi zasady poruszania się na światłach) i odprowadzam go do szkoły.

Od czasu do czasu będę w tym roku występował publicznie, spróbuję tu o tym uprzedzać:

Teatralna adaptacja Oceanu na końcu drogi ma premierę w Londynie 3 grudnia i będzie wystawiana do 25 stycznia:


Spektakl polecany dla widzów od 12 roku życia. Bilety dostępne tutaj: https://www.nationaltheatre.org.uk/shows/the-ocean-at-the-end-of-the-lane

I w ramach jednego z tych miłych zbiegów okoliczności, które wyglądają, jakbym wiedział, co robię, w tym roku wychodzi też ilustrowane wydanie Oceanu na końcu drogi. Elise Hurst jest australijską ilustratorką, która pokazała mi swoje prace po jakimś spotkaniu autorskim i od razu byłem pod dużym wrażeniem. Jej prace wyglądają (albo mogą wyglądać) jak ilustracje do literatury dziecięcej z połowy XX wieku, ale w dziwacznym stylu, który doskonale pasuje do Oceanu.

Elise i ja wystąpimy razem na scenie 14 listopada: tu są szczegóły i informacje jak zdobyć bilety: 

A to zdjęcie, które zrobiła Amanda, kiedy opowiadam dzieciom historyjkę, która nie zostanie opublikowana w ciągu następnego roku, podczas spotkania w Camden z jej Patronami (z Patreona). Dougla McKinnon, reżyser Dobrego omenu, przerobił je na czarno-biało i sprawił, że wygląda niepokojąco. Ash patrzy na mnie z pierwszego rzędu.


...

Jeżeli jesteście w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, Austrii (Graz!), Paryżu, Pradze, Luksemburgu, Irlandii lub Danii, gorąco zachęcam was, żebyście poszli zobaczyć koncert Amandy podczas tej trasy.
Lista występów: http://amandapalmer.net/shows/

To bardzo szczególny występ. Opowiada o życiu i innych sprawach. Zawiera chorobę i śmierć przyjaciela. Trzy aborcje (jedną z powodów zdrowotnych) i poronienie w Boże Narodzenie. Zawiera pojawienie się na świecie Asha.

Nosi tytuł There Will Be No Intermission [Przerwy nie będzie]. I zwykle jest jedna przerwa, bo to bardzo długi wieczór.

Jest ważny, jest piękny, jest przejmujący i miejscami nawet zabawny.

poniedziałek, 21 lipca 2014

gal·li·mau·fry (rzecz.) 1. bezładna mieszanina lub stos różnych rzeczy

Neil napisał w czwartek 10 kwietnia 2014 r. o 21:18

We wtorek poprowadziłem swoje pierwsze zajęcia w Bard. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale 14 osób, które słuchały, jak mamroczę coś na temat pisania i fantastyki, zdawało się miłą i stosunkowo wielkoduszną publiką, więc nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć. Tylko mam nadzieję, że jutro będę mówił inne rzeczy.

Wieczór ze mną i Artem Spiegelmanem w Bard był wspaniały. Bilety się wyprzedały, a rozmowa stanowiła raczej wywiad, gdzie to głównie ja zadawałem Artowi pytania, choć przeczytałem też kilka pierwszych stron Jasia i Małgosi – wersji, którą ja napisałem, a zilustrował Lorenzo Mattotti i to było wspaniałe. (Na zdjęciu zrobionym przez Gideona Lestera możecie zobaczyć na ekranie w tle za nami jedną z bajecznych ilustracji Mattottiego)

BkaltMZIMAAjwK5

piątek, 18 lipca 2014

Dwie nowe brytyjskie okładki i małe przemyślenia filozoficzne

Neil napisał w czwartek 3 kwietnia 2014 r. o 12:36

Bloomsbury właśnie przysłało mi okładkę wydania Na szczęście, mleko… w miękkiej oprawie. W  Wielkiej Brytanii wychodzi 5 czerwca. Jestem zachwycony okładką i pod wrażeniem dopisku o Dziecięcej Książce Roku, bo zapomniałem o tym tytule. (To był szalony rok. Za dużo rzeczy do zapamiętania.)

czwartek, 19 czerwca 2014

Gaiman chce się nudzić - wywiad

Tłumaczenie pełnej wersji wywiadu przeprowadzonego w audycji radiowej Studio 360 przez Kurta Andersona
http://www.studio360.org/story/neil-gaiman-wants-to-be-bored/#bonus

Część pierwsza: o przyszłych planach, Oceanie, wspomnieniach z dzieciństwa i doświadczeniach w Jordanii

Kurt Anderson: Kiedy widzieliśmy się ostatnio mówiłeś, że nie masz kariery tylko listę rzeczy do zrobienia, napisaną w wieku 15 lat: napisać komiks, powieść, film… Co jeszcze zostało?

Neil Gaiman: Musical. Mocno czuję, że to jest jeszcze jedna rzecz, którą naprawdę chciałbym zrealizować: napisać coś na scenę. Na pewno sztukę i musical. To jeszcze nade mną wisi.

KA: Napisałbyś muzykę, teksty piosenek, scenariusz?

NG: Raczej scenariusz (book), przynajmniej za pierwszym razem, i chciałbym współpracować z doświadczonym autorem piosenek, pod warunkiem, że nie będzie to moja żona.

KA: Czyli właśnie ogłaszasz nam swój rozwód?


wtorek, 13 maja 2014

Prawdziwe WIEŚCI. Oraz zapowiedzi wieści nadchodzących. Oraz deszcz.

Neil napisał w środę 29 stycznia 2014 r. o 21:33

Wczoraj świeciło słońce. Zapoznałem się z mieszkającą po sąsiedzku rodziną, podpisałem się w ich Księdze cmentarnej i pogłaskałem ich psa. „Nareszcie” powiedziałem. „Nareszcie tu, na Florydzie, jest ciepło!” - i chyba powiedziałem to za głośno. Dziś świat zrobił się szary, chłodny i padało, i padało, i padało. Co nie zmienia faktu, że wciąż jestem w lepszej sytuacji niż ludzie mieszkający kilkaset kilometrów na północ ode mnie, którzy tkwią uwięzieni w zamarzniętych korkach ulicznych.

Brakuje mi Twittera, przede wszystkim dlatego, że lubię jak pomaga mi w treningach. Uwielbiam to, że mogę prawie 2 milionom ludzi napisać, że zamierzam pobiegać i wtedy rzeczywiście muszę to zrobić. To nie to samo, kiedy po prostu mówię to do pustych ścian.

Zobaczmy. Co do ujawnianych tajemnic: Całkiem niedługo można spodziewać się drobnych wzmianek o dwóch spośród moich książek adaptowanych na seriale telewizyjne, trzeci w planach. Już wkrótce prawdziwe wieści, obiecuję.

poniedziałek, 12 maja 2014

Sekrety i książki

Neil napisał w piątek 24 stycznia 2014 r. o 23:57


Niczym kometa pędem przelatuję przez Los Angeles w drodze do Seattle, by za chwilę wrócić na Treasure Coast na Florydzie, gdzie czułem się bardzo przyjemnie anonimowy do momentu, kiedy dyrektor miejscowego festiwalu książki przysłała pytanie, czy mógłbym tam wystąpić i coś zrobić, bo kiedy wyprowadzała psa zauważyła, że biegam w tej okolicy.

We własnej głowie, jeżeli mam brodę i sportowe ciuchy, jestem niewidoczny i nikt nigdy nie zauważy, że ja to ja. Okazuje się, że w świecie poza moją głową nie jest to prawdą.

sobota, 14 września 2013

Pewnie myśleliście, że umarłem...

Neil napisał w poniedziałek, 5 sierpnia 2013 r. o 23:36



Naprawdę nie wiem jak o ostatnim półtora miesiąca świadczy fakt, że poprzedni post na blogu zamieściłem w przeddzień wydania Oceanu na końcu drogi, 17 czerwca. Mówi pewnie przede wszystkim to, że kiedy miałem wolną chwilę byłem zbyt zmęczony, żeby pisać blog.

Postaram się więc pokrótce przedstawić, co się wydarzyło.

sobota, 10 sierpnia 2013

Premiera książki! Linki! Zmęczony Neil!

Neil napisał w poniedziałek 17 czerwca 2013 r. o 20.05  

Rozbijam się po Wielkiej Brytanii, ale większość czasu spędzam wpadając i wypadając z siedziby BBC. Cały dzień spędziłem w biurze Guardiana, redagując ich stronę na temat książek. (Tutaj wideo: http://www.guardian.co.uk/books/video/2013/jun/17/neil-gaiman-guardian-books-video).

Jednak najbardziej podobało mi się omawianie wraz z Markiem Lawsonem obrazu Richarda Dadda, „The Fairy Feller's Master Stroke” w programie Cultural Exchange w Radio 4. Można go posłuchać tutaj: http://www.bbc.co.uk/programmes/p016p5mb/profiles/neil-gaiman
(BBC zamieszcza naprawdę wspaniałe rzeczy, od Angeli Carter po Freddiego Mercury'ego.)

piątek, 19 lipca 2013

Musisz być taki duży, żeby cię zabrać na tę przejażdżkę

Neil napisał w poniedziałek 10 czerwca 2013 roku o 14:56



Tyle się dzieje. Machina trasy promocyjnej ruszyła z chrzęstem i warkotem, a ja zapakowałem tyle swojego życia, ile zdołałem, do walizki na kółkach i plecaka, wsiadłem do pociągu i nie wrócę do domu przez najbliższy miesiąc i dwa dni. A trasa właściwa, która rozpoczyna się jutro, potrwa do samego końca sierpnia. Będę latał samolotami, jeździł autobusami i sypiał w hotelach. Z Amandą spotkam się pod koniec lipca na osiem dni, pomiędzy powrotem z San Diego Comic Conu a wylotem do Kanady, a potem jeszcze na kilka dni pod koniec września, kiedy wróci z Australii, zanim oboje znów ruszymy w różnych kierunkach.

Będę się starał częściej wykorzystywać ten blog – jako dziennik i miejsce, z którego będziecie mogli dowiedzieć się co się dzieje.

Za tydzień wychodzi Ocean na końcu ulicy. Denerwuje się bardziej, niż przed premierą jakiejkolwiek innej mojej książki.

czwartek, 20 czerwca 2013

Chciałem napisać opowiadanie dla żony - wywiad

Wywiad i artykuł Tima Martina z gazety Telegraph z 8 czerwca 2013 roku:
http://www.telegraph.co.uk/culture/books/10091579/Neil-Gaiman-I-wanted-to-write-my-wife-a-story.html



Chciałem napisać opowiadanie dla żony


Neil Gaiman zdradza Timowi Martinowi, że jego najnowsza powieść, zawierająca wątki zaczerpnięte z dzieciństwa pisarza, to najbardziej osobiste dzieło w jego dotychczasowej twórczości.



zdj. Geoff Pugh

Neil Gaiman sam mówi, że najnowsza powieść jest „prawdopodobnie najlepszą” jaką napisał, a to nie byle jakie stwierdzenie z ust człowieka, który dzięki swej wszechstronności z roku na rok staje się coraz bardziej popularny. Podsumowanie ostatnich dokonań Gaimana jest nie lada zadaniem – scenariusz do odcinka Doctora Who, radiowa adaptacja Nigdziebądź z udziałem Benedicta Cumberbatcha i Jamesa McAvoya, nadchodząca ekranizacja Amerykańskich bogów produkcji HBO, dwie nowy premiery książkowe jeszcze w tym roku – gdyż łatwo zapomnieć o jego wcześniejszych dokonaniach, takich jak między innymi (głęboki wdech) seria komiksowa Sandman, film Beowulf, czy wielokrotnie nagradzana powieść młodzieżowa Księga cmentarna

Zdaje się, że tak długa lista osiągnięć oznacza ogromnie dużo pracy i przytłaczającą wręcz ilość sławy dla radosnego, wygadana człowieka w czarnym, wytwornym płaszczu, z którym spotykam się w pokoju hotelowym w Londynie. Mamy rozmawiać o Oceanie na końcu ulicy, najnowszej powieści Gaimana przeznaczonej dla dorosłych czytelników, która po części oparta jest na wydarzeniach z dzieciństwa autora. Historia wzięła się stąd – wyjaśnia pisarz z uśmiechem – że około 2003 roku kupiłem sobie samochód Mini, jeden z pierwszych tego typu w USA. Powiększyli go trochę, ale byłem kompletnie zafascynowany faktem, iż jako dziecko byłem w takiej samej proporcji do „małego” Mini, co obecnie w stosunku do tej większej wersji. Wywołało to we mnie ogromną nostalgię i przyszło mi wówczas do głowy coś, o czym nie myślałem przez 30 lat. Powiedziałem ojcu, że uwielbiałem jego białe Mini i zapytałem, co się z nim stało. Na co ojciec odrzekł: Nie mówiłem ci? Nie słyszałeś tej historii?

Opowiedziana mu przez ojca historia pojawia się w książce z niewielkimi zaledwie zmianami. Kiedy Gaiman miał siedem lat, lokator mieszkający z jego rodziną w domu w West Sussex przegrał cały swój majątek, ukradł ich samochód, odjechał na koniec ulicy i popełnił w nim samobójstwo. W rzeczywistości opowieść zakończyła się, gdy ojciec Gaimana sprzedał samochód jeszcze tego samego popołudnia. Syn dowiedział się tylko, że pozbyli się samochodu. Usłyszawszy tę historię po latach Gaiman przyznaje: Pamiętam, jak dziwne wydawało mi się, że w dzieciństwie uważałem samobójstwo za coś, co występuje się tylko w książkach. To wydarzenie miało miejsce naprawdę, a ja nie miałem o niczym pojęcia.
W powieści metafizyczny ślad tragicznej śmierci przyciąga żerującego na ludzkich duszach drapieżnika nie z tego świata, który koncentruje się na siedmioletnim narratorze i jego rodzicach. Czy trzy kobiety o niemożliwym do określenia wieku, które mieszkają na farmie przy tej samej ulicy, będą w stanie im pomóc, zanim będzie za późno?

Opowieść pozwoliła Gaimanowi wykorzystać jeszcze jeden fantastyczny element, który tkwił w jego głowie od lat. Kiedy miałem siedem czy osiem lat odkryłem, że jedna z farm przy naszej ulicy została wspomniana w „Domesday Book” – wyjaśnia. [Domesday Book to rodzaj spisu gruntów sporządzony w Anglii na rozkaz Wilhelma Zdobywcy w 1086 roku – przyp. Noita]
Pamiętam, co sobie pomyślałem: „czy nie byłoby interesujące, gdyby również jej mieszkańcy pozostawali tam od tysiąca lat?”
Wraz z dorastaniem autora wokół pomysłu narosła cała mitologia.
[Mieszkańcy farmy] otrzymali nazwisko Hempstock – mówi pisarz – i wielokrotnie miałem zamiar ich wykorzystać. Ciągle myślałem, że nadarzy się odpowiednia dla nich okazja. A tymczasem umieszczałem drobne wzmianki w innych książkach. Daisy Hempstock pojawia się w Gwiezdnym pyle, Liza Hempstock w Księdze cmentarnej. Ale ponieważ w moje głowie mieszkały one na farmie na końcu tej samej co ja ulicy, nigdy nie zdołałem napisać historii o nich samych. Bo na mojej ulicy nie wydarzyła się historia warta opowiedzenia.


To zmieniło się w końcu w ubiegłym roku, kiedy żona Gaimana, artystka Amanda Palmer, wyjechała nagrywać płytę. Postanowiłem napisać dla niej opowiadanie, bo bardzo za nią tęskniłem. Amanda nie przepada za fantasy, ale bardzo lubi szczerość i naprawdę bardzo lubi mnie. Pisanie równało się dla mnie z pokazaniem jej: popatrz, to byłem ja. Zawsze się mną interesujesz. Rodzina nie jest taka, jak moja, te wydarzenia tak naprawdę mi się nie przytrafiły, ale krajobraz i miejsce akcji – to właśnie jestem ja, a perspektywa siedmiolatka, którego oczami przedstawiona jest opowieść to mój dziecięcy punkt widzenia.
Gaiman zaczął pisać opowiadanie, które urosło do rozmiaru noweli, by ostatecznie przerodzić się w powieść.
Po postu nie mogło się zatrzymać,. Pisałem tak jak jedzie się samochodem we mgle, gdy wysiadł ci jeden z reflektorów: nie widzisz za bardzo, co cię czeka, ale wystarczająca dużo, żeby posuwać się naprzód.

Efektem takiej pracy jest najbardziej poruszająca książka, jaką Gaiman dotąd napisał; powieść zawierająca tak trafne obserwacje na temat naszej rzeczywistości, że wszystkie nadnaturalne elementy zdają się podwójnie zdumiewające i wymowne.
Kilka aspektów Oceanu należy do najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek robiłem: były to elementy na tyle trudne pod względem technicznym, że pewnie jeszcze 10 lat temu nie dałbym sobie z nimi rady.
 Ale pomimo tego, że praktycznie wszystko, czego Gaiman dotknie, zmienia się w złoto, zwracając się do wydawców z pomysłem na tę powieść pisarz miał duszę na ramieniu. Jak sam opowiada:  
Od razu dołączyłem notatkę z przeprosinami: To jest małe i bardzo osobiste, zrozumiem, jeżeli nie zechcecie tego wziąć – śmieje się teraz. – Było mi bardzo daleko do nastawienia „napisałem najlepszą książkę w swoim życiu!”.

sobota, 13 kwietnia 2013

Amerykańska trasa promocyjna „Oceanu na końcu ulicy"


Neil napisał we wtorek 2 kwietnia 2013 roku o 15:08




Recenzje Oceanu w gazetach, które takie recenzje drukują przed wydaniem książki, są dobre.

 „Publishers Weekly” wyróżniło Ocean na końcu ulicy gwiazdką. Recenzja zawiera spoilery, więc fragmenty umieszczam jasną czcionka na jasnym tle. Trzeba zaznaczyć tekst, by przeczytać.


 ★   Ocean na końcu ulicy  
Neil Gaiman
William Morrow, $25.99 (192p)
ISBN 978-0-06-225565-5

„Wspomnienia z dzieciństwa zacierają się z czasem i nikną pod warstwą tego, co następuje później... ale nigdy nie są stracone na dobre”, a najbardziej ponure z tych wspomnień, nawet jeśli mocno już zatarte, mogą prześladować w nieskończoność – tego właśnie doświadcza anonimowy narrator znakomitego i subtelnego współczesnego mitu Neila Gaimana. Główny bohater, artysta, wraca do rodzinnego domu na angielskiej prowincji, by odzyskać wspomnienia wydarzeń, które prawie zniszczyły jego rodzinę oraz jego samego, gdy miał siedem lat. Samobójstwo obcej osoby otworzyło drogę śmiercionośnemu duchowi... który przybrał postać gospodyni, zaskarbił sobie sympatię siostry i matki chłopca, uwiódł jego ojca i groził dziecku, jeśli odważyłoby się komukolwiek wyznać prawdę.
Chłopiec miał sprzymierzeńców: ciepłą i serdeczną rodzinę czarownic zamieszkujących stare gospodarstwo przy tej samej drodze...   ale pokonanie zła wymagało od niego poświęcenia, na które nie był gotowy.
Gaiman (znany z Chłopaków Anansiego) stworzył świeżą opowieść o magii, człowieczeństwie, lojalności oraz wspomnieniach „czyhających an skraju rzeczy”, gdzie utracona niewinność może zostać przywrócona, o ile jest się gotowym zapłacić odpowiednią cenę.


Recenzja w magazynie Kirkus, także wyróżniona, brzmi (tu również spoilery są ukryte):


OCEAN NA KOŃCU ULICY [gwiazdka!]
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo:  Morrow/HarperCollins
Data wydania: 18 czerwca 2013

Jeden z mistrzów współczesnej literatury fantastycznej prezentuje pierwszą od czasu Chłopaków Anansiego (2005) powieść dla dorosłych czytelników.

Bezimienny narrator wraca do rodzinnego Sussex na pogrzeb. Choć dom, w którym spędził dzieciństwo już nie istnieje, na końcu ulicy wciąż stoi farma Hempstocków, do której coś go ciągnie. Wspomnienia zaczynają powracać. Kobiety z rodziny Hempstocków były dziwne: 11-letnia Lettie twierdziła, że staw z kaczkami to ocean, jej matka cudownie gotowała, babcia wspominała Wielki Wybuch, a wszystkie trzy robiły wrażenie znacznie starszych, niż na to wyglądały. Czterdzieści lat temu lokator rodziny, zajmujący się niegdyś wydobyciem opalu w RPA, przegrał swoją fortunę i popełnił samobójstwo na podwórzu farmy. Coś mrocznego, zabójczego i pochodzącego z bardzo daleka usłyszało jego ostatnie skargi i przybyło.
Przeszłość staje się teraźniejszością, Lettie łapie chłopca za rękę i poprzez nieziemskie krajobrazy pewnie wyrusza stawić czoło zagrożeniu. Ale chłopiec ma zaledwie siedem lat i popełnia błąd... zamiast wygnać drapieżnika, sprowadza go ze sobą do rodzimego świata, gdzie niebezpieczeństwo przybiera postać nowej gospodyni, demonicznej Ursuli Monkton. Przerażony chłopiec próbuje uciec z powrotem do Hempstocków, ale Ursula z łatwością temu zapobiega, okrutnie manipuluje rodziną, dręczy jego rodziców i siostrę.
Pomimo determinacji i umiejętności odróżniania dobra od zła jest to przerażony, mały chłopiec, wciągnięty w wydarzenia, których nie potrafi zrozumieć i z powodu swojej niewinności zmuszony do popełnienia tragicznej pomyłki. Jednak z pomocą kobiecej mądrości, której pojąć nie jest w stanie, być może pewnego dnia uda mu się uzyskać odkupienie.

Ta przejmująca, elokwentna, przerażająca i doskonale skomponowana baśń przypomina nam, w jakim stopniu nasze życie ukształtowane zostaje przez doświadczenia z dzieciństwa, co dzięki nim zyskujemy i jaką cenę przychodzi nam zapłacić.


I na koniec wyróżniona recenzja z Booklist. W tej nie było spoilerów wymagających ukrycia.



 ★    Ocean na końcu ulicy

W swojej pierwszej od czasu Chłopaków Anansiego (2005) powieści dla dorosłych bezimienny, ponad pięćdziesięcioletni narrator wraca do wiejskich obszarów Sussex, gdzie spędził dzieciństwo, a teraz musiał przemówić na pogrzebie. Mając „godzinkę czy dwie wolnego” jeździł – jak sądzi – bez celu po okolicy, aż trafił w miejsce, które porusza jego świadomość: wiejski dom i staw z kaczkami.
Tam, kiedy on miał siedem lat, mieszkały kobiety Hempstock: starucha, matka i 11-letnia dziewczynka, które przedstawiały się jako wnuczka, matka i córka. Teraz starucha i matka zdają się niezmienione, natomiast dziewczynki wciąż brakuje, tak samo jak pod koniec dziecięcej przygody, którą pogrążony w zamyśleniu próbuje sobie przypomnieć przez całe popołudnie.
Narrator pamięta jak został wektorem złowieszczej siły, próbującej dostać się do naszego świata i go unicestwić. Kobiety Hempstocków od niepamiętnych czasów są strażniczkami i mają za zadanie nie dopuszczać takich mocy do naszego świata, a jeśli to zawiedzie - walczyć z nimi.

Gaiman czerpie z mitologicznej typologii –  potrójna bogini, woda życia (staw, a właściwie ocean) oraz własnych wspomnień z dzieciństwa – żeby stworzyć kosmologię i teatr dla opowieści, którą snuje z większym wdziękiem, niż cokolwiek, co napisał od czasu Gwiezdnego pyłu w 1999 roku. I proszę nie przejmować się oznaczeniem  „dla dorosłych”, to kwestia tonu. Ta urocza opowieść nadaje się dla każdego, kto jest w stanie ja przeczytać.

Znaczny popyt: fakt, że jest to pierwsza od ośmiu lat dorosła książka popularnego autora wyjaśnia dlaczego będzie cieszyć się takim zainteresowaniem.



Tyle recenzji przysłano nam do tej pory. Wydaje mi się, że jest to moja najlepsza książka, dlatego tak się tym denerwuję, dlatego naprawdę chciałbym zrobić, co w mojej mocy, by przeczytało ją jak najwięcej osób.

Biuro prasowe wydawnictwa William Morrow właśnie przysłało mi daty i miejsca spotkań promocyjnych w ramach trasy Oceanu na końcu ulicy.
Mogę się one trochę zmieniać: dodatkowe informacje będę dodawał do listy  (np. nie ma tu jeszcze nic na temat cen biletów, a większość księgarni odliczy wejściówki od ceny książki.)

W tej chwili plan zakłada, że podpiszę wszystkie egzemplarze Oceanu na końcu ulicy oraz jedną lub dwie inne rzeczy, które przyniesiecie, w zależności od długości kolejki. To może się jeszcze zmienić.

Zamierzam też podpisać możliwie dużo swoich książek znajdujących się w odwiedzanych księgarniach, w tym dodatkowe egzemplarze Oceanu. Czyli można przyjść i posłuchać jak czytam i odpowiadam na pytania, a potem nie czekać w kolejce, jeśli ktoś nie chce.

W wielu księgarniach po spotkaniach zostaną książki z autografem, być może będą też wcześniej zbierać zamówienia i wysyłać podpisane książki. Podpiszę tyle książek, ile księgarnia potrzebuje, ale nie ma gwarancji, że te zamawiane przez internet lub telefon będą z osobistą dedykacją.

I naprawdę będzie to moja ostatnia amerykańska trasa promocyjna z podpisywaniem. Postaram się możliwie dużo książek podpisać w autobusie, w drodze, żeby mieć na sen  więcej czasu, niż miałem na trasie promującej Chłopaków Anansiego.

Możecie śmiało rozpowszechniać te informacje (danych na temat spotkań w UK, Kanadzie i reszcie świata tutaj nie ma.)


[Daty i linki do informacji o spotkaniach autorskich w USA można znaleźć w oryginalnym wpisie. My czekamy na interesujące nas, europejskie. – przyp. noita]

wtorek, 19 marca 2013

Wielki post zawierający niewiarygodną ilość fajnych i ważnych rzeczy

Neil napisał w niedzielę, 17 marca 2013 roku o 19:50

Powinienem był w tym tygodniu dodać coś na blogu. Miałem szczery zamiar. Ale zawsze do wyboru było to lub sen i sen zawsze wygrywał.

Tak więc teraz mam wiele zaległych rzeczy do opowiedzenia i pokazania. Spróbuję umieścić je tutaj w kolejności...

...

Po pierwsze, 26 marca wydany zostaje audiobook Wymiar cudów Roberta Sheckleya czytany przez Johna Hodgmana. Nagranie powstało już dłuższy czas temu i przez te 14 miesięcy wciąż pozostaje moim ulubionym audiobookiem. Premiera była odkładana, bo w Audible też się bardzo spodobało i czekali na odpowiedni moment, żeby go wypuścić i zrobić wokół niego dużo zamieszania.




Od lat jest to jedna z moich ulubionych książek i pamiętam, kiedy Douglas Adams opowiadał mi jak bardzo poruszony był lekturą Wymiaru cudów i faktem, że dziesięć lat przed nim ktoś stworzył coś przypominającego Autostopem przez galaktykę. Narracja Johna Hodgmana jest bardzo ironiczna i bardzo zabawna, a treść – genialna.

Słowami redaktora recenzji Audible.com:

Wśród narratorów audiobooków zdarzają się głosy pasujące idealnie do danego gatunku. John Hodgman mógł stać się właśnie etatowym lektorem humorystycznych opowieści o zupełnie-zwyczajnym-facecie-przemierzającym-wszechświat... Hodgman, wybrany osobiście przez Neila Gaimana (którego uroczy wstęp idealnie wprowadza nas w przedstawione w książce wydarzenia), nadaje odpowiednią ilość fanowskiej wiarygodności historii, która została wydana po raz pierwszy w 1986 roku i stanowi zapowiedź klasycznej powieści Douglasa Adamsa Autostopem przez galaktykę. Miałem okazję wysłuchać fragmentu audiobooka i teraz muszę się dowiedzieć, w jaki sposób niespodziewany zwycięzca Loterii Galaktycznej zdoła powrócić na Ziemię w jednym kawałku.

W ramach promocji Audible wylosuje jedną osobę i wyśle ją wraz z osobą towarzyszącą na nowojorski Comic Con. Link to www.audible.com/ComicCon_NYCTrip.
Pod adresem www.audible.com/ComicCon_NYCTrip_FAQ znajdziecie odpowiedzi na pytania o losowanie.

Audible próbuje głównie zwrócić uwagę na książkę oraz pracę Johna Hodgmana i sprawić, żeby świat posłuchał. Ja jestem zachwycony. Jest niesamowita.

Oto link do wpisu na tumblrze, gdzie można posłuchać jak rozmawiam z Johnem Hodgmanem o Wymiarze cudów. (Nie wiem dlaczego nie można już zamieszczać plików audio bezpośrednio na Bloggerze.)

...

NASTĘPNIE: Proszę o obejrzenie i przekazanie dalej tego krótkiego klipu. Jest najpiękniejszy ze wszystkich, jakie nagrałem dla projektu BlackBerry Keep Moving. Filmowałem go w ubiegłym tygodniu w Cambridge i w Londynie.
Wyglądam jakbym poleciał z L.A. do UK i nie miał okazji się wyspać, ale wyglądam też jakbym wyśmienicie się bawił. I tak właśnie było.



Dla mnie książka stanowi wrota do innego świata, wejście do wnętrza głowy innej osoby.
Czytanie pozwala przeżyć więcej niż jedno życie. Pozwala przeżyć nieskończoną ilość żyć. A przynajmniej tyle, ile książek stoi na półce.

Kiedy rozmawiam się z o wspomnieniach dotyczących ukochanej książki jedną z rzeczy, które zawsze pamiętam jest to, jak wyglądała. Jaki w dotyku był papier. Ile ważyła.

Uwielbiam to, jak różnorodne są ilustracje stworzone do opowieści z Kalendarza i to, jak różnie zostali przedstawieni ich bohaterowie. Każdy wyobraża ich sobie zupełnie inaczej. I nikt nie jest w błędzie!
Otrzymaliśmy wiele tysięcy różnych wersji prawdy.

Myślę, że będę się czuł bardzo dziwnie po zakończeniu tego projektu.
Ktoś powiedział, że obraz nigdy nie zostaje ukończony. Zostaje tylko porzucony.
Moim zdaniem odnosi się to do całej sztuki.
Przychodzi taki moment, kiedy musisz zostawić swoje dzieło i zająć się kolejnym.
Ale robiąc to jesteś szczęśliwy.
Bo cokolwiek porzucisz - zaczyna żyć swoim własnym życiem.
***   ***   ***

O projekcie BlackBerry napiszę więcej w dalszej części tego posta...

...

Poleciałem na festiwal South by SouthWest do Austin w Teksasie. Wziąłem udział z spotkaniu z Chuckiem Lorre i radości było co niemiara. (Oto relacja.) Bardzo go polubiłem: gdybym w jakimś równoległym wszechświecie postanowił pisać amerykańskie sitcomy zamiast wszystkiego-oprócz-sitcomów, pewnie byłbym bardzo do Chucka podobny.

Zyski ze sprzedaży jego książki pomogą ufundować darmową klinikę w Venice. Tutaj link do Amazonu. Jego obserwacje, narzekania, pokrzykiwania i zawodzenie na temat L.A., przemysłu rozrywkowego i telewizji powinny być lekturą obowiązkową dla osób zainteresowanych tym, jak robi się telewizję. Oto okładka książki (która jest OLBRZYMIA – to dzieło sztuki, książka do prezentowania na stoliku do kawy, która po dołożeniu nóg sama stałaby się takim stolikiem):

"Co nas nie zabije, sprawi że stajemy się zgorzkniali"


Następnego dnia udałem się do studia nagraniowego Tequila Mockingbird, gdzie zaszyliśmy się wraz z inżynier dźwięku Shayną Brown i nagraliśmy Ocean na końcu ulicy oraz Dymy i lustra.

Z dzieciństwa pamiętam akcent z Sussex, słyszany zwłaszcza u starych, okolicznych rolników, i kilka postaci z książki napisałem z myślą o tym akcencie, po czym przed rozpoczęciem nagrania zacząłem panikować. A może tylko sobie ten akcent wyobraziłem? I dlaczego głoska "r" z Sussex w moich wspomnieniach tak bardzo przypomina "r" z West Country?  I co jeżeli przejdę na ten dialekt?

Zwróciłem się o pomoc do użytkowników Twittera, którzy podali mi link do strony http://www.bl.uk/learning/langlit/sounds/text-only/england/milland/, gdzie mogłem posłuchać akcentów oraz dowiedziałem się, że w tych wszystkich słowach "r" [wyraźne – przyp. noita] było swego czasu wymawiane w całym Zjednoczonym Królestwie i do teraz pozostaje cechą mówionego języka angielskiego w Szkocji i Irlandii. Jednak we współczesnej Anglii wymowa taka występuje właściwie tylko na obszarze West Country, odległych krańcach południowo-zachodniej części kraju i w okolicach Lancashire na północ od Manchesteru.

Nagrywanie Oceanu było trudne i piękne. Nagrywanie Dymu i luster stanowiło naprzemiennie radość i koszmar. Występuje tam tak wiele akcentów i rozmaitych głosów postaci, zagrałem je wszystkie najlepiej jak potrafiłem i przeklinałem siebie z przeszłości za to, że uznałem za dobry pomysł umieszczenie w opowiadaniach postaci, które mówiły zupełnie inaczej niż ja.

Współpraca z Shayną była jak marzenie – to osoba, która sprawia, że jesteś w stanie wykonać swoje zadanie naprawdę najlepiej, jak to możliwe – i jestem niezwykle wdzięczny jej oraz Page za ułatwianie mi życia.

...

Wieczorami spotykałem się i wyruszałem z Amanda na spotkanie przygody. Chyba najlepiej bawiliśmy się na imprezie People of Letters [Literatów], gdzie pisaliśmy listy do dzieł, które chcielibyśmy napisać, a następnie czytaliśmy je na głos. Nas było siedmioro, a listy były zabawne, smutne, mądre, dziwne, z głębi serca, a każdy z nich zupełnie inny.
(Tutaj jest relacja. I tak, Amanda trafiła w sedno.)



W pewnym momencie Amanda postanowiła zorganizować ninja-występ dla tych mieszkańców Austin, którzy nie mieli wejściówki na festiwal SXSW. Zalogowała się na Twitter i jeszcze tego samego wieczora miała wypełniony teatr, cztery zespoły i ekipę filmów dokumentalnych. Wystąpiła dla nich oraz przeprowadziła wywiady z zespołami i filmowcami. To było niezwykłe. Ogromnie mi się podobało.

Właściwie możliwe jest, że moim ulubionym momentem podczas całego SXSW było spotkanie Amandy z Billym Braggiem. To było coś wspaniałego: zagrali wspólnie folkową piosenkę The World Turned Upside Down, a potem Amanda wykonała najlepszą dotąd wersję swojego Ukulele Anthem.

...

Shayna i Page musiały również znieść przybycie Cat Mihos, która przyleciała z L.A., by pracować ze mną nad projektem BlackBerry Keep Moving. Jeżeli zaglądaliście na stronę http://keepmoving.blackberry.com/desktop/en/us/ambassador/neil-gaiman.html i oglądaliście nadesłane prace to cóż, widzieliście sporo sztuki. Sporo bardzo dobrej sztuki. Ponad 5200 naprawdę dobrych dzieł sztuki.

Musiałem wytypować listę faworytów, z której do każdego miesiąca zostanie wybranych po 20 prac na stronę Kalendarza Opowieści. A z powodu harmonogramu pracy nad stroną wynikało, że decyzję musiałem podjąć TERAZ. Cat pomyślała, że ułatwi mi życie i przygotuje wstępną selekcję, ale musiałem jej wyjaśnić, że nie mógłbym tak postąpić. Chciałem obejrzeć wszystkie prace. Wszystkie, które zostały nadesłane.

W każdej wolnej chwili Cat wyciągała komputer, ja przeglądałem ilustracje i każdą, która wydawała mi się szczególna, interesująca czy wyjątkowa, przenosiłem do innego folderu. Robiłem to zamiast spać. Robiłem to zamiast jeść...

I wiecie co?

Zrobiłbym to raz jeszcze. Tyle niesamowitych ilustracji. Tylu ludzi tworzących wspólnie. Uczyniło mnie to bardzo szczęśliwym.

(To jedna z moich ulubionych prac, która z jakiegoś powodu nie została prawidłowo wysłana, więc postanowiłem pokazać ją całemu światu. Autorem ilustracji do lipcowego opowiadania jest Tim Baker, który prezentuje ją na http://timbakerfx.deviantart.com/art/Neil-Gaiman-Story-Illustration-358995452.)


...

O poranku w dniu, kiedy wyjeżdżałem z Austin, Neverwhere nagle zrobiło się popularnym hasłem na Twitterze. W Radio wyemitowana została pierwsza część słuchowiska BBC Radio 4/Radio 4 Extra z udziałem Benedicta Cumberbatcha, Jamesa MaCavoya, Natalie Dormer, Bernarda Cribbinsa, Davida Harewooda, Anthony'ego Stuarta Heada i wielu innych.

Recenzje są znakomite.

I nie tylko dlatego, że Benedict Cumberbatch tam śpiewa.

Pierwszy odcinek wyemitowany w BBC Radio 4 trwał godzinę. Odcinki 2-6 [pojawią się w BBC Radio 4 Extra i będę trwały po 30 min. każdy – przyp. noita]

Neverwhere można słuchać NA CAŁYM ŚWIECIE za pośrednictwem BBC iPlayera. (Blokada niektórych rejonów dotyczy telewizji, nie radia.)

iPlayer nie działa na platformach mobilnych, ale można korzystać z aplikacji takich jak TuneIn Radio, by słuchać, odtwarzać i nagrywać.

Od 22 marca pojawi się możliwość pobrania pierwszej części jako podcastu BBC Weekly Drama.

Całości, wszystkich 6 odcinków, będzie można słuchać do 29 marca.

ALBO można wejść na stronę słuchowiska (co powinniście zrobić tak czy inaczej) i tam odtwrzyć. I obejrzeć ogromną ilość dodatkowych materiałów: wywiady, zdjęcia, i wiele innych...
http://www.bbc.co.uk/programmes/b01r522y

...

To jeszcze nie wszystko. Ale może poczekam z tym do jutra...

piątek, 1 marca 2013

Aktualności na temat Kalendarza Opowieści oraz Dwie Okładki

Neil napisał w niedzielę 17 lutego 2013 r. o 16:11

Wstałem dziś wcześnie rano, wszedłem do studia i nagrałem wszystkie dwanaście opowiadań z Kalendarza Opowieści, który powstaje pod patronatem BlackBerry (możecie poczytać o nim tutaj).

Oznacza to, że trudną część mam już za sobą.

Wybrałem dwanaście wiadomości z Twittera (a tak naprawdę z wyjątkiem marcowej, w której się zakochałem i która nie miała żadnej konkurencji, wybrałem po trzy wiadomości do każdego miesiąca, bo autorzy musieli wyrazić zgodę na ich wykorzystanie przeze mnie i BlackBerry, a niektórzy nigdy nie odpowiedzieli, więc dobrze było mieć coś w zapasie.)

A następnie kilka dni, które miałem poświęcić na pisanie spędziłem będąc filmowanym i udzielając wywiadów na potrzeby projektu. W moim garażu zainstalowała się ekipa filmowa. (To duży garaż, ale byłem zaskoczony jego przemianą w strategiczne centrum operacyjne.)

A potem ekipa sobie pojechała, a ja złapałem pióro, pusty, niebieski notes i zacząłem zapisywać: najpierw marzec (jak już wspomniałem – ten, w którym się zakochałem – i jest piracki), potem kwiecień (zabawny) i listopad (smutny), następnie styczeń (dość ekscytujący i różne rzeczy w nim wybuchają), październik (miejscami śmieszny), lipiec (rozdzierający serce i pełen nadziei, mój ulubiony, ale różni ludzie mają różnych faworytów), wrzesień (magiczny), czerwiec (zabawny), maj (DZIWNY), luty (osobliwy), sierpień (krótki i bardzo gorący), grudzień (smutny, ale postanowiłem zakończyć go mniej smutno, niż pierwotnie planowałem, kiedy przypomniałem sobie, że będzie ostatnim opowiadaniem w serii.)

Lotnisko Logana w Bostonie było zamknięte z powodu śnieżycy. Doleciałem do domu w przeciągu kilku godzin pomiędzy jego otwarciem, a zamknięciem lotniska Minneapolis St. Paul z powodu burzy lodowej.

Potem przepisałem opowiadania na komputerze, wysłałem je do BlackBerry i ze zdenerwowaniem czekałem, czy im się spodobają (spodobały się, co było miłe, jako że nie miałem planu awaryjnego na wypadek, gdyby stało się inaczej.) Popędziłem do studia, nagrałem je, zdarzyło mi się nawet czytać głosami postaci, których nie powinienem odgrywać.

...

Tyle wpisu blogowego udało mi się zanotować dwa dni temu, a potem życie mnie porwało i nie dało odetchnąć aż do chwili obecnej. Nawet teraz niespecjalnie mam okazję odetchnąć – raczej wstrzymuję oddech i powinienem ciężki pracować. Wisi nade mną nie jeden, nie dwa, ale cztery makabryczne i absolutnie nieprzekraczalne terminy pracy do oddania w tym tygodniu, więc cokolwiek piszę, czuję się winny, że nie zajmuję się pozostałymi.

("Zawsze coś pan sobie gryzmoli, czyż nie, panie Gaiman?" szepcze mi w głowie niewidzialny Książę Gloucester.)

Powodem, żeby skończyć ten wpis jest wiadomość, że Headline books opublikowało brytyjską okładkę Oceanu na końcu ulicy. Oto jak wygląda:


Tak samo jak wydanie amerykańskie, ukaże się 18 czerwca.

(Dla tych, którzy potrzebują przypomnienia – tak będzie wyglądać amerykańska okładka)

i owszem, na okładce brytyjskiej znajdzie się chłopiec, na amerykańskiej – dziewczyna, i w obu wersjach wszystko się zgadza.

18 czerwca. W USA można zamówić pierwsze wydanie z autografem w Porter Square Books w Cambridge lub przez Barnes and Noble. Oferta ważna "do wyczerpania zapasów" i za kilka tygodni opcja zamówienia zniknie. Dostanę wtedy mnóstwo arkuszy do podpisania, a następnie trafią one do drukarni i zostaną złożone z resztą pierwszego wydania książki. (Ups. Pomyliło mi się. Wygląda na to, że egzemplarze z autografem będzie można zamawiać aż do dnia premiery.)

(Co więcej, osoby, które otrzymały pierwsze egzemplarze piszą o książce na portalu GoodReads, Nie ma tam spoilerów, więc nie mam nic przeciwko zamieszeniu linka.)

czwartek, 14 lutego 2013

Egzemplarze OCEAN AT THE END OF THE LANE z autografem już w sprzedaży (tylko USA)

Neil napisał w sobotę, 2 lutego 2013 r. o 13:16 

 Szybka notka (niestety na razie tylko dla czytelników z USA), żeby powiedzieć...

 Kiedy jestem w Cambridge w Massachusetts, zwykle chodzę do księgarni Porter Square Books. To zdecydowanie ulubiona księgarnia Amandy w pobliżu domu, ponieważ po zajęciach z jogi wchodzi tam, by zamówić ich roladki* i jest szczęśliwa. Czasami kupuje też książki. Czasami uda mi się wejść i wyjść niepostrzeżenie, a czasami mnie zauważają i wtedy podpisuję wszystkie moje książki, które tego dnia stoją na półkach.

 A więc gdy ludzie z Harper Collins zapytali mnie, co myślę o podpisaniu części egzemplarzy OCEAN AT THE END OF THE LANE [OCEANU NA KOŃCU ULICY] dla lokalnej księgarni, zgodziłem się. Lubię pomagać dobrym lokalnym księgarniom i upewniać się, że Amanda zawsze dostanie roladki, gdy wyjdzie z jogi.

Książki podpiszę pod koniec marca/na początku kwietnia. Właściwie będę podpisywał sterty kartek, które potem zostaną wszyte w wydrukowane książki, ponieważ w momencie, gdy będę musiał je podpisać, książki nie będą jeszcze gotowe.

Obecnie można je kupić tutaj:http://www.portersquarebooks.com/pre-order-signed-copy-ocean-end-lane

(Na pewno więcej sklepów będzie miało egzemplarze z autografem w swojej ofercie. Napiszę o nich, kiedy będzie można je od nich kupić. Część z księgarni na pewno będzie miała opcję wysyłki za granicę, której Porter Square Books nie ma. Również sklepy, w których będę podpisywał w trakcie trasy, będą miały dodatkowe egzemplarze z autografem. Nie wątpię również, że Hachette-Headline także coś knują, żeby mieć podpisane książki.)

Powyższe zdjęcie książki pochodzi z tego wpisu na stronie Harper Collins, w którym podają również linki do tapety na pulpit do ściągnięcia. Wygląda tak:



Tapeta na pulpit The Ocean at the End of the Lane w sześciu wersjach:

 Oraz... 

*  roladki, czyli Goi cuon. O takie.

piątek, 25 stycznia 2013

Niezwykłe Ogłoszenia Okładkowe oraz wymiotowanie do rocznicowych rynsztoków

Neil napisał w czwartek 3 stycznia 2013 o 19:15

Mój wydawca, William Morrow, właśnie udostępnił okładkę mojej pierwszej od siedmiu lat powieści dla dorosłych. Ocean na końcu ulicy ukaże się w czerwcu i będzie wyglądać tak:
Oto jak opisuje ją wydawca:

Ocean na końcu ulicy jest baśnią, która redefiniuje współczesną fantasy: wzruszająca, przerażająca i melancholijna - czysta jak sen, delikatna jak skrzydła motyla, niebezpieczna jak nóż w ciemności. Dla narratora rozpoczęła się ona czterdzieści lat temu, kiedy był siedmiolatkiem. Lokator ukradł należący do rodziny samochód i popełnił w nim samobójstwo, budząc tym samym starożytne siły, których budzić nie należało. Uwolnione zostały stworzenia spoza naszego świata i sam fakt pozostania przy życiu będzie kosztował naszego narratora najwyższą cenę. Pojawia się tam pierwotny strach i zagrożenie: zarówno wewnątrz jego rodziny, jak i ze strony potęg, które zgromadziły się, by ją zniszczyć. Jego jedyną obronę stanowią trzy kobiety zamieszkujące podupadłą farmę na końcu uliczki. Najmłodsza z nich twierdzi, że jej staw jest oceanem. Najstarsza pamięta Wielki Wybuch.


Ogłosili również powstanie przepięknej, projektowanej przez Chipa Kidda książki na podstawie przemówienia "Róbcie dobrą sztukę", która ukaże się w maju. (Rzeczywiście powstaje ona w odpowiedzi na wielokrotne prośby czytelników, bo wielu wydawców zgłaszało się do mojego agenta z propozycją przerobienia na książkę przemówienia, które wygłosiłem w ubiegłym roku na UArts, tak żeby zdążyć przed zakończeniem kolejnego roku akademickiego. Zwróciliśmy się z tym pomysłem do mojego zwyczajowego wydawcy, a onsię zgodził.)



Chip to prawdopodobnie najznakomitszy grafik na świecie. A przy tworzeniu tej książki łamie wszelkie zasady projektowania i tworzy przy tym coś zupełnie niezwykłego.

Na stronie Make Good Art Amazon umieścił moją biografię z Dnia Chu, co z pewnością będzie dla niektórych nieco mylące.


Morrow udostępniło również okładkę Oceanu do pobrania jako tapetę, póki co w sześciu wersjach, żebyście nie zapomnieli o dacie premiery:

iPad 

oraz…
trójwymiarowy obrazek Oceanu na końcu ulicy
trójwymiarowy obrazek Make Good Art

Tapeta wygląda tak:


...

Zaśpiewałem piosenkę z Fireball XL5, o czym wiecie, skoro czytacie ten blog.

Oto nagranie, wraz z moimi noworocznymi życzeniami:




Z innych doniesień: druga rocznica mojego ślubu była całkiem przyjemna, jeśli nie liczyć zatrucia pokarmowego, które sprawiło, że oboje z Amandą sporo nawymiotowaliśmy się do rynsztoków, a ja spędziłem poranek na ostrym dyżurze przyglądając się, jak podłączają ją pod kroplówkę. Z okazji rocznicy wybraliśmy się na wyjątkowo wykwintną kolację i było to najdroższe jedzenie, jakie w życiu zwróciliśmy. Za rok wybierzemy chyba po prostu miejsce, które lubimy.

(Na ostrym dyżurze czytałem The Odd Squad Michaela Frya, bo to miałem ze sobą. Idealna książka do czytania w szpitalu, gdzie ktoś w korytarzu wrzeszczy, bezdomny na wózku głośno i niezrozumiale mamrocze, a twoja żona śpi pod kroplówką, przykryta pięknym czarnym płaszczem od Kambriel, który najwyraźniej znalazł odpowiedniego właściciela. Zabawna i urocza, ale o sercu ze stali.)

Jestem teraz w drodze z Nowego Jorku do Minneapolis, gdzie zobaczę się z córkami i psami, a potem wezmę udział w nagraniu pilotażowego odcinka programu radiowego dla NPR.

...

PRZYPOMNIENIE: Sydney, Australia. Melbourne jest wyprzedane, ale zostało jeszcze trochę biletów do Sydney na 25 stycznia. To będzie długi wieczór pełen świetnej zabawy. Może nawet będzie muzyka. (A jeżeli czyta to ktoś z Salt & Poppet i jeżeli nadal macie pacynki z Wiersza na Święto Australii z Melbourne – dajcie znać, jeśli chcecie to powtórzyć.)

Bilety do kupienia na  http://hosted.verticalresponse.com/370024/cbf6892451/1575524295/4dd7bdf0bc/

niedziela, 4 listopada 2012

Ocean na końcu ulicy i inne okołowydawnicze doniesienia

Neil napisał w środę 10 października 2012 o 0:31


Byłem na spotkaniu w Harper Collins. Pokazali mi projekty okładek do Oceanu na końcu ulicy, mojej następnej powieści dla dorosłych, która wyjdzie w USA i w Wielkiej Brytanii 18 czerwca 2013. Jestem naprawdę zadowolony z kierunku, jaki obrali. Ale niestety nie mam Wam jeszcze nic do pokazania.


To jest zdjęcie z magazynu Life (jak sądzę) zrobione w Weeki Wachi w 1947 roku. Wysłałem je wydawcy, gdy zaczęliśmy rozmowy na temat okładki. Dla was, do pooglądania w czasie oczekiwania na prawdziwą okładkę.

A to zdjęcie przedstawiające mnie schodzącego po rynnie wiosną 1968 roku.



Opis książki od wydawcy:

Ocean na końcu ulicy to powieść o pamięci, magii i przetrwaniu, o mocy opowieści i ciemności tkwiącej w każdym z nas.

Dla naszego narratora rozpoczęła się ona czterdzieści lat temu, kiedy był siedmiolatkiem. Lokator ukradł należący do rodziny samochód i popełnił w nim samobójstwo, budząc tym samym starożytne siły, których budzić nie należało. Uwolnione zostały stworzenia spoza naszego świata i sam fakt pozostania przy życiu będzie kosztował naszego narratora absolutnie wszystko. Pojawia się tam pierwotny strach i zagrożenie: zarówno wewnątrz jego rodziny, jak i ze strony potęg, które zgromadziły się, by ją zniszczyć.

Jego jedyną obronę stanowią trzy kobiety zamieszkujące podupadłą farmę na końcu uliczki. Najmłodsza z nich twierdzi, że jej staw jest oceanem. Najstarsza pamięta Wielki Wybuch.

Ocean na końcu ulicy jest baśnią, która redefiniuje współczesną fantasy: wzruszająca, przerażająca i melancholijna - czysta jak sen, delikatna jak skrzydła motyla, niebezpieczna jak nóż w ciemności.



I naprawdę się denerwuję. To niezwykle osobista powieść. (I chociaż główny bohater jest bardzo mały - to naprawdę nie jest książka dla dzieci.)


Kilka dni temu dostałem wiadomość od polskiej tłumaczki. Napisała, że książka wzruszyła ją do łez. Wiem, że prawa do wydania książki wykupiono właśnie w Brazylii, więc mam nadzieję, że w innych krajach ukaże się niedługo po amerykańskiej i brytyjskiej premierze.

...

Amazon zamieścił również zdjęcie nowej miękkiej okładki Amerykańskich bogów.



W ciągu przyszłego roku w Stanach wydane zostaną książki w jednolitych, miękkich okładkach. Kolory i ilustracje będą inne, ale wszystkie będą utrzymane w podobnym stylu.

Harpers poprosiło mnie, żebym przypomniał o promocji rozszerzonej wersji ebooka Amerykańskich bogów. W pakiecie są elementy audiowizualne (chociaż część użytkowników Kindle napisało na Twitterze, że przy zakupie tej wersji otrzymali zwykły ebook).


Promocja kończy się w dzień wyborów - 6 listopada. Linki prawdopodobnie nie będą działały poza USA. Przykro mi.

...

Wczoraj obejrzałem Helen i Edgara, monodram/performance/popis pierwszoosobowego gawędziarstwa Edgara Olivera. Grany będzie do 27 października w małym teatrze, Theatre 80, przy 80. i St. Mark's.

Sztuka była jednocześnie zabawna i wzruszająca. Okazała się ogromnym sukcesem, otrzymała owację na stojąco, a kiedy słuchałem widzów rozmawiających między sobą o tym, że muszą obejrzeć ją raz jeszcze i przyprowadzić ze sobą przyjaciół, pomyślałem, że powinienem o tym szybko napisać, bo bilety mogą się wkrótce skończyć.

A jeżeli jesteście w Nowym Jorku powinniście chcieć to zobaczyć. Jego głos jest zupełnie wyjątkowy, a jego opowieści (wszystkie prawdziwe, wszystkie osobiste) o dorastaniu w Savannah w trzyosobowej rodzinie złożonej ze starszej o rok siostry Helen, Edgara i ich matki, która była kompletnie szaloną malarką uważaną w okolicy za czarownice, bo gdy zaczynały się jej problemy/wpadała w zły nastrój zwykła wchodzić na dach i wygrażać niebiosom - jedyna w swoim rodzaju.

Kiedy Edgar ostatnio wystawił monodram, w New York Timesie ukazała się następująca recenzja:


Ale Helen i Edgar nie ma w sobie nic z horroru (poza fragmentem o basenie i arbuzach, rzecz jasna). To bardzo łagodna opowieść. Historia miłości i rodziny, opowiadająca o tym jak rodzina podnosi nas na duchu, kształtuje i jak się od niej ucieka.

...

Na koniec Humble Bundle, czyli skromny zestaw. Co powiecie na moją i Dave'a McKeana powieść graficzną Sygnał do szumu w wersji ebook? Albo książki Johna Scalziego, Corey'ego Doctorowa lub Kelly Link? I może chcielibyście mieć do nich dostęp w systemie "płać ile chcesz"? Tak, żeby pieniądze te zostały przekazane trzem znakomitym fundacjom charytatywnym? A Wy będziecie mogli zdecydować, którą z nich wesprzeć?

A wszystko bez DRM?

Przez najbliższe dwa tygodnie będzie to możliwe.
Należy udać się na stronę http://www.humblebundle.com/.

Sprzedaż uruchomiliśmy wczoraj i zestaw pobrano już ponad 31 tysięcy razy.
Dotąd za zestaw płacono średnio 12$.

(Żeby otrzymać Wojnę starego człowieka i Sygnał do szumu trzeba zapłacić więcej, niż wynosi średnia. W ciągu ostatnich 24 godzin ta kwota wzrosła.)

Zajrzyjcie na stronę Humble Bundle, gdzie dowiecie się, że użytkownicy Mac są hojniejsi niż użytkownicy Windowsa, ale najbardziej szczodrzy są użytkownicy Linuksa.

sobota, 3 listopada 2012

Kroniki kapeluszowe

Neil napisał w poniedziałek 8 października 2012 o 10:35



Neil Gaiman
Właśnie napisałem sobie na ręku "KAPELUSZ" żeby za 160 minut lotu pamiętać, że miałem go ze sobą wsiadając do samolotu...

Wil Wheaton
NEIL! NEIL! Przybywam z przyszłości z pilną wiadomością: NIE WOLNO CI ZAPOMNIEĆ KAPELUSZA! ZALEŻĄ OD TEGO LOSY ŚWIATA!

John Scalzi
NEIL! NEIL! Wil próbuje cię oszukać! ZOSTAW KAPELUSZ! ZABIERZ CANNOLI!

Chris Kluwe
Neil! Przybywam z bardziej odległej przyszłości niż Wil i mam nawet WAŻNIEJSZĄ wiadomość! NIE JEDZ ANTARA PATAGOŃSKIEGO.

Warren Ellis
Przybywam spoza czasu. Zjadłem twój kapelusz.

BackpackingDad
Neil! Przybywam z przyszłości tak odległej, że czas zdążył zatoczyć koło i znów jest teraźniejszość! TERAZ TO CZYTASZ!

KapeluszNeila
Tak, bardzo śmieszne. ale błagam NIE ZAPOMNIJ MNIE!

Neil Gaiman
Pamiętałem o kapeluszu!

***



Nie jestem dobry w noszeniu kapeluszy. Moje włosy się do tego nie nadają i w połączeniu z kapeluszem zmieniają się w fryzurę Harpo Marksa  a on do osiągnięcia swojej potrzebował peruki. Ale bardzo zależy mi na tym, żeby tego kapelusza nie zgubić.

Stąd wczorajsza twitterowa wymiana zdań.

...

Dzisiaj zarówno William Morrow, jak i Headline Books ogłaszają, że w przyszłym roku zostanie wydany Ocean na końcu ulicy.

Książka ukaże się również w innych krajach  wiem o tym, bo zacząłem dostawać wiadomości od tłumaczy, którzy pisali, że jest to ich ulubiona spośród moich książek i sprawiła, że uronili łzę. Nigdy dotąd nie otrzymywałem takich wiadomości. To bardzo miłe i bardzo dziwne.

...

20 stycznia będę na Tasmanii,na festiwalu Mona Foma. Wystąpię na Wieczorze z Neilem Gaimanem w Theatre Royal w Hobart (który według zapewnień Tima Minchina jest doskonałym teatrem). Będą opowiadanie i tym podobne. Razem z Jherekiem Bischoffem planujemy muzykę, która towarzyszyć będzie przynajmniej jednej z części.

Tak reklamują to w katalogu:

Wieczór z Neilem Gaimanem
Bez ograniczeń wiekowych
Kochamy Neila i dlatego wciąż go do siebie zapraszamy. Chcemy, żeby zaczarował nas swoimi strasznymi i zabawnymi opowieściami. Neil wygrał kupę nagród, zbyt wiele, by je wymienić. Będzie też muzyka Jhereka Bischoffa, miejscowych muzyków i specjalnego gościa... podpowiedź: Neil poważnie na nią leci, a ona gra na ukulele.

(Mogą pojawić się również inni niespodziewani goście.) (Sam festiwal Mona Foma to cudowna impreza. Jedna z najfajniejszych na świecie.)

Szczegóły na temat biletów na http://mofo.net.au/shop/mofo.

Nie mogę doczekać się powrotu na Tasmanię z wielu powodów, chociażby dlatego, że spotkam się z dobrymi ludźmi z Book End Trust i pomóc w ich edukacyjnej misji. Być może będę miał znów okazję pokarmić diabły tasmańskie.


...

Czekam, aż ktoś mi przyśle zdjęcia, żebym mógł napisać post NieMaciePojęcieJakDumnegoOjca o ślubie mojego syna Michaela i przeuroczej Courtney. Przez cały czas miałem wyłączony telefon, bo postanowiłem po prostu uczestniczyć w wydarzeniu, a nie je dokumentować i cieszę się, że tak zrobiłem.
Niektóre momenty zapisuje się w sercu.