Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

Friday, February 29, 2008

Fani część druga

Neil napisał we wtorek 26 lutego 2008 o 20:19

W Canadian TV była jedna rzecz, której nie zrobił nigdy nikt inny - powstający pod okiem wspaniałego Marka Askwitha 'Więźniowie grawitacji' [Prisoners of Gravity], czyli nie tylko program na temat komiksów, fantastyki naukowej i fantasy, ale niesamowity zbiór wywiadów ze znakomitościami SF/Fantasy/komiksu wczesnych lat 90. Wciąż mam nadzieję, że pewnego dnia wydadzą to na DVD. Na razie kilka odcinków podzielonych na kawałki pojawiło się na YouTube...

To pochodzi z odcinka "Fani" z 1992. 16 lat temu mój samolot do Toronto miał tak duże opóźnienie, że Mark przeprowadzał ze mną wywiad w samochodzie w drodze z lotniska do Silver Snail, gdzie przez kolejne siedem godzin miałem podpisywać "Porę Mgieł", dostać w prezencie Gwizdek-Latarkę Barbie*, skończyć rozdawanie autografów długo po tym jak zamknięto okoliczne restauracje i siedząc tej nocy w hotelowej wannie rozprostowywać skurcz dłoni jedząc jednocześnie ciasteczka z minibaru i kontemplując wady życia pełnego blasku.

W tym fragmencie odcinka wystąpili Lois McMaster Bujold, Harlan Ellison, ja, Dave Gibbons i Garth Ennis... (w części 1 jest Douglas Adams, Julie Schwartz i Forrie Ackerman.)

(Jeśli nie widzicie wklejonego klipu, jest on tutaj http://www.youtube.com/watch?v=MNWcq7xijxU)


*W przeciwieństwie do tego, co mówię w klipie, nie zachowałem jej na zawsze. Po przechowywaniu jej przez jakiś czas dałem ją Colleen Doran, która obiecała zachować ją na zawsze w moim imieniu.

American Gods online!

A oto obiecany przez Neila, a wybrany przez czytelników prezent z okazji urodzin bloga!

Powieść "American Gods" udostępniona w całości na stronie wydawnictwa Harper Collins:





miłej lektury życzy załoga neilgaiman-pl :)

Wednesday, February 27, 2008

z tego jestem dumny

Neil napisał we wtorek 26 lutego 2008 o 00:45

To przyszło niedawno i jest doprawdy wspaniałe...

Oto ja i nagroda

a na tym widać, co tam jest napisane. A jest to (jeśli nie możecie przeczytać) WYRÓŻNIENIE JIMA HENSONA... uczynić świat lepszym miejscem inspirując ludzi do celebrowania życia.


O wyróżnieniach Hensona możecie przeczytać na http://digital.ihenson.com/jimhensonhonors2007/

korrrespondencja i linki

Neil napisał w poniedziałek 25 lutego 2008 o 9:28

"Amerykańscy bogowie" będą do przeczytania od 28 lutego.

Kilka interesujących iluzji słuchowych na
http://www.newscientist.com/article/dn13355-music-special-five-great-auditory-illusions-.html

chociaż niezupełnie zrozumiałem początek artykułu. Najwyraźniej fragment, który w "Lady Madonna" brzmi jakby Beatlesi śpiewali w złożone dłonie nie jest zagrany na saksofonie, ale nie wiem kto mógłby pomyśleć, że jest.

Wszystkie moje najróżniejsze komentarze z tego bloga dotyczące pisania "Księgi cmentarnej" są zebrane na http://quotableneil.blogspot.com/2008/02/brief-or-not-so-brief-history-of.html

Neil,
Kilka tygodni temu napisałeś, że zamierzasz latem wybrać się do Tulsa. Czy planujesz jakieś wystąpienie? A jeżeli tak, to kiedy? Bardzo cieszy mnie wieść, że skończyłeś już "Księgę cmentarną". Nie mogę się doczekać żeby ją przeczytać!
-Megan

Będę w Tulsa 28 czerwca 2008 i wystąpię publicznie - szczegóły wkrótce.

Będę również przez tydzień w czerwcu prowadził zajęcia na Clarion - a właściwie na Warsztatach Pisarskich Science Fiction & Fantasy na UCSD [University of California, San Diego- przyp. noita] (podejrzewam, że dość nerwowo, ponieważ nigdy przedtem nie uczyłem i nie mam pojęcia, czy w ogóle się do tego nadaję). Ale będą tam też ludzie tacy jak
Geoff Ryman i Kelly Link i Nalo Hopkinson, którzy znają się także na uczeniu, więc nawet jeśli okażę się kiepski to nic nie szkodzi. (jeżeli do tej pory to odkładaliście - zostały tylko cztery dni, żeby zgłosić się na Clarion.)

Witam Panie Gaiman!
Uniwersytet Wschodniej Anglii organizuje dość znane i cieszące się niezłą reputacją kursy sztuki pisania [creative writing] zapoczątkowane przez Malcolma Bradbury'ego. Mam możliwość wzięcia udziału w tym kursie, ale nie będąc obywatelem Wielkiej Brytanii musiałbym zapłacić nieprzyzwoitą sumę. A więc moje pytanie brzmi: czy Twoim zdaniem warto zainwestować czas i pieniądze w tego typu
warsztaty? I naprawdę nie podchodze to tego "o-mój-boże-jeśli-neil-gaiman-mówi-że-to-dobre-muszę-choćby-piekło-czy-zaraza" (albo vice versa), po prostu poza twórczością Malcolma Bradbury'ego nie czytałem nic autora, który ukończył taki kurs (podobny jest prowadzony w Warwick). A wyraźnie jesteś kimś w tym całym "pisaniu", więc może mógłbyś podzielić się swoim zdaniem na ten temat.

Czy taki kurs, lub jego brak, może być decydujący w karierze początkującego pisarza?

Życząc wszystkiego dobrego,
Liam Kruger


Nie, oczywiście, że nie. (Dowód - spójrz na kariery licznych pisarzy, którzy nie uczęszczali na Kursy Pisania na Uniwersytecie Wschodniej Anglii. Stanowią większość autorów, którzy przychodzą Ci do głowy. Statystycznie, to praktycznie wszyscy. Nieźle sobie radzą, prawda?)

Nigdy nie brałem udziału w żadnym kursie pisania, ale ktoś, kto brał pisał o tym w http://journal.neilgaiman.com/2004/11/probably-not-gold-watch.asp .

Pomyślałem, że może Ci się spodobać ten wywiad z Bogiem Piór Wiecznych:
http://blog.makezine.com/archive/2008/02/interview_with_the_god_of.html?CMP=OTC-0D6B48984890
Pewnie nie tylko ja wysłałem C ten link, ale nie mogłem nie zaryzykować ;-)


Ale cool! Tu w Stanach mamy Richarda Bindera z http://www.richardspens.com/ W prezencie gwiazdkowym od Henry'ego Selicka dostałem pióro Pelikana, któremu Richard dorobił elastyczną stalówkę i teraz czekam aż przyjdzie mi do głowy coś odpowiedniego, żebym mógł zapisać nim tę historię.

Drogi Neilu, z zainteresowaniem przeczytałam, że w Twojej najnowszej książce znajdzie się postać o imieniu Silas. Nazwałam tak mojego syna prawie dokładnie w momencie ukazania się "Kodu Da Vinci" i w trakcie czytania książki dowiedziałam się, że mój syn został imiennikiem brutalnego białowłosego mnicha mordercy. Mam nadzieję, że Twój Silas będzie z natury bardziej przyjazny dzieciom? Mam zamiar przeczytać "Księgę cmentarną" mojemu Silasowi jeżeli tak jest! Gaby

Silas jest stróżem naszego bohatera i jestem jego wielkim fanem.

Cześć Neil;
Zastanawiałem się, czy teraz kiedy "Księga Cmentarna" jest już gotowa i zostały Ci tylko drobne poprawki do wprowadzenia bez przeszkód trafi ona do drukarni? A może książka na tym etapie ma jeszcze przed sobą bolesną przeprawę przez biurokrację wydawnictwa, gdzie każdy stara się dorzucić swoje trzy grosze?
Niecierpliwie wyglądam nowej powieści.
-Brian

Dałem ją moim redaktorom z wydawnictwa Harpers w Stanach i Bloomsbury w Wielkiej Brytanii i czekam, aż mi powiedzą co o niej sądzą. Wysłałem ją również przyjaciołom i czekam, aż mi powiedzą co oni o niej sądzą. Każdy komentarz, która wydaje mi się mądry i rozsądny jest brany pod uwagę, a jeżeli nie jest, to nie.

CHcę po prostu żeby była to możliwie najlepsza książka. Nie ma w tym żadnej biurokracji. Ale wydaje mi się, chyba jednak nie zdecydujemy się na okładkę, którą zamieściłem w http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2008/01/dla-ciekawskich.html, bo za bardzo sprawia wrażenie książki przeznaczonej wyłącznie dla młodych czytelników, a teraz kiedy już jest gotowa zdajemy sobie sprawę, że jest ona tak samo dla dorosłych jak i dla dzieci. Chyba Dave pokombinuje trochę z różnymi innymi pomysłami na okładkę...

Monday, February 25, 2008

Na końcu książki...

Neil napisał w niedzielę 24 lutego 2008 o 12:55

Przez ostatnie kilka miesięcy ludzie pisali z pytaniem, czy "Księga cmentarna" będzie książką dla dzieci czy raczej dla dorosłych. Nie odpowiadałem na nie, bo nie była jeszcze gotowa i uznałem, że dopiero jak skończę będę wiedział na pewno. I teraz już jest skończona.

Wydaje mi się, że "Księga cmentarna" jest dla czytelników w praktycznie każdym wieku, choć nie jestem pewien jaka powinna być dolna granica. Myślę, że pokochałbym ją mając osiem lat, ale nie sądzę, żeby wszystkie ośmiolatki były podobne do mnie.

Główny bohater w pierwszym rozdziale ma osiemnaście miesięcy, w drugim cztery lata, w trzecim sześć i tak dalej, aż w rozdziale szóstym osiąga wiek lat szesnastu. Nie ma tam seksu ani przekleństw. Jest natomiast sporo naprawdę przerażających rzeczy, a kilka osób (sami dorośli) napisało do mnie, że płakali czytając ostatni rozdział.

Ale nie jest to literatura dziecięca. To książka, która spodoba się dzieciom, ale są tam również rzeczy przeznaczone dla dorosłych. To książka o życiu, śmierci i tworzeniu rodziny. Są tam ghule, Boskie Ogary, Sleer [Pogromca], Człowiek Indygo i wielu bardzo nieżywych ludzi.

I wcale nie jest łatwo ją opisać. Przypomina mi się recenzja "Chłopaków Anansiego" napisana przez Kim Newman, która zaczyna się słowami "Chłopaki Anansiego to jedna z książek Neila Gaimana przeznaczona dla dorosłych, co oznacza, że jest ona o wiele mniej brutalna, niż rzeczy które tworzy dla dzieci" i jest to bardzo prawdziwe spostrzeżenie. Patrząc z takiej perspektywy - jest to zdecydowanie jedna z moich książek dla dzieci.

Pisanie skończyłem kilka nocy temu - chociaż w tej chwili obsesyjnie czytam, przeglądam i majstruję, poprawiam literówki i miejsca, gdzie napisane jest nie to, co naprawdę miałem na myśli, niezgrabne zdania, albo te które potrzebuje pomocy, albo gdzie sam sobie przeczę, albo gdzie brakuje ciągłości (cmentarna Egipska Promenada była jeszcze Egipską Aleją gdy trafiliśmy tam po raz pierwszy; właśnie spostrzegłem, że szczerzy zęby w uśmiechu postać, która nie uśmiecha się w ogóle; i jestem boleśnie świadom faktu, iż zbyt często zaczynam zdanie od słów "i wtedy" a więc szukam ich, zostawiam te, które mi sie podobają i poprawiam pozostałe (a zazwyczaj po prostu kasuję "i wtedy".)

To przyszło wczoraj i sprawiło, że się uśmiechnąłem...

Drogi Neilu,
Absolutnie porwało mnie Twoje opowiadanie "Nagrobek Czarownicy". Jest samodzielne, czy może pojawi się kiedyś cała książka na temat Boda i spółki? Bardzo na to liczę, bo zarówno miesce jak i postaci są wspaniałe!
Dzięki,
Kate

"Nagrobek Czarownicy" jest czwartym rozdziałem "Księgi Cmentarnej". Czyli owszem, cała książka z udziałem Boda, Silasa i pozostałych zdecydowanie jest już w drodze. 30 września w Stanach, kilka tygodni później w UK.

Kolejny list

Któregoś dnia zastanawiałem się nad procesem pisania książki. Czy kiedy piszesz powieść zaczynasz od rozdziału pierwszego i piszesz chronologicznie aż do końca, czy przeskakujesz fragmenty? Jeżeli na przykład w trakcie pisania rodziału 7 wpadasz na świetny pomysł na rozdział 11 to zabierasz się za zapisywanie tego pomysłu aż dotrzesz do rozdziału 12 i masz zamiar wrócić kiedyś do 7 i pokierować wydarzeniami tak, żeby wszystko wszystko się zgadzało?

Zazwyczaj zaczynam od początku i piszę po kolei, bo w ten sposób łatwiej dowiedzieć się co ma wydarzyć się dalej. Poza tym wywodzę się z tradycji komiksowej, gdzie nie wolno mi przeskakiwać do przodu i brać się za zakończenie, bo ktoś czeka, aż napiszę pierwszą część, aby mógł zacząć ją rysować.

"Księga Cmentarna" miała przez lata kilka nieudanych startów. A więc napisałem najpierw Rozdział Czwarty, aby zorientować się co ma się zdarzyć w środku (łatwiej, bo każdy rozdział jest manodzielną opowieścią), jaki był Bod kiedy już umiał mówić i jakie ma być ogólne brzmienie książki (to także odrobinę dziwaczne, skoro każdy rozdział różni się od pozostałych, ale dzięki temu zaczęło mi zależeć na tym co robię i w ten sposób łatwiej było zacząć Rozdział Pierwszy).

Jeżeli jakiś pomysł na rozdział 11 przyjdzie mi do głowy w trakcie pisania 4 to pewnie zanotuję go sobie (bo łatwo zapominam), ale raczej nie napiszę całej sceny. Niektórzy pisarze tak robią. Ja nie.

Prawdę mówiąc (a prawda o tylu rzeczach kryje się w pisaniu), nie istnieją żadne zasady, a nawet autor który zazwyczaj działa w określony sposób nie musi się go konsekwentnie trzymać. Robi się to, co powoduje powstawanie nowych stron. Posuwanie się naprzód. Jeżeli naprawdę utknę przy jakiejś scenie to czasem przeskakuję do następnej, którą WIEM jak napisać i często zanim ja skończę rozwiązanie poprzedniej jest tak oczywiste, że nawet nie pamiętam w czym tkwił problem.

Neil,
Cieszę się WIEDZĄC na PEWNO że pracujesz nad nową powieścią. Ale mam jedno pytanie. Będzie z gatunku strasznych, śmiesznych, z wartką akcją, czy dramatyczna?
Odpisz,
Joseph Deane - Fan #1


Wszystko na raz.

Bardzo straszna. Trochę zabawna (choć te najzabawniejsze rzeczy są zarazem najstraszniejsze). Sporo akcji. Trochę dramatu. Żadnego całowania. Późno w nocy. Ryba z frytkami. Wilkołak, wampir, asyryjska mumia i mała świnka. Nóż w ciemności.

...

Właśnie dowiedziałem się, że mój stary znajomy Steve Whitaker nie żyje. Steve był znakomitym artystą i dobrym facetem, pomocnym, wspaniałomyślnym - w Stanach znany jest najlepiej jako autor kolorów w "V jak Vendetta".

Byłby odpowiedzialny za kolory w "Sandmanie", ale nigdy nie oddał próbnych stron które mu dano do pokolorowania, bo nie były idealne, a zanim był z nich prawie zadowolony pracę zdążył dostać kto inny. Wiele mnie to nauczyło. Wiele o komiksie, historii komiksu, paskach nauczyłem się od Steve'a. Chciałbym, żeby więcej rysował, odpuścił sobie trochę i czuł pewniej w razie gdy zdarzy się popełnić błąd. W sumie chciałbym, żeby zrobił więcej komiksów.

Tu jest biografia i wspomnienie. Miał 52 lata. Za młody.
...

Wielu z was pisało:

Hej Neil,
W komiksie internetowym Johna Kovalica "Dork Tower" pojawił się znajomy plady gość. Mało nie umarłem ze śmiechu.
http://archive.gamespy.com/comics/dorktower/archive.asp?nextform=viewcomic&id=1342

Och, a użytkownicy Amazon, którzy mają w historii zakupów Twoje książki powinni śledzić dział Gold Box. Pojawiają się tam różne rzeczy w cenie 10% niższej od normalnej (5% zniżki za Gold Box + 5% za przedsprzedaż) w tym Tom 3 "Absolute Sandman", "Niebezpieczny alfabet" i "Księga cmentarna"
Bill^2

...
I chociaz oficjalnie premiera dopiero za dziesięć dni "Odd i lodowi giganci" jest już w Wielkiej Brytanii jak dowiedziałem się z tego:

Cześć Neil,
właśnie skończyłem czytać "Odda i lodowych gigantów" i moim zdaniem to sympatyczna książeczka. Wyraźnie skonstruowana z myślą o młodszych czytelnikach i już nie mogę się doczekać żeby przeczytać ją mojej siedmioletniej córce. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że lektura naprawdę sprawiła mi mnóstwo radości.
Pozdrowienia z Edynburga
Dietmar


Tutaj link do Amazon UK. (Obecność na stronie Amazon US to pomyłka. W tym roku książka nie wyjdzie w Stanach.)

Thursday, February 21, 2008

Zapowiedź "Koraliny"

Przez ostatnie parę dni zapowiedź 3D "Koraliny" przeciekała do sieci. Ludzie ze studia Laika raczej nie byli pod wrażeniem... tak więc dali nam ładną, czystą, nieskazitelną wersję.

Naprawdę chcecie obejrzeć wersję Quicktime jeśli możecie [Edycja, by dodać, że właściwie chcecie obejrzeć wersję DivX, obecnie na górze strony, która jest naprawdę urocza i pozwala zobaczyć tekstury i inne takie], ale webgoblin umieścił wersję YouTube dla tych, którzy nie mogą.

http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff/Video_Clips/Coraline_Teaser

Drogi panie Gaiman,

Zastanawiałem się, czy natknął się Pan już na to:
http://www.cnn.com/video/#/video/world/2008/02/21/pleitgen.germany.nazi.comic.cnn
Jestem ciekaw Pańskiego zdania na temat tej całej sprawy. Czy sądzi Pan, że coś tak ważnego jak Holokaust może być zobrazowane w formie komiksu? Jeśli tak, to czy sądzi Pan, że problem leży w mylnym przekonaniu, że komiksy są nieodpowiednim źródłem poważnych opowieści?

Komiksowy aficionado


Ronald

Biorąc pod uwagę, że "Maus" Arta Spiegelman wygrał w 1992r. Nagrodę Pulitzera i tak się składa, że jest to komiks o Holokauście, myślę, że ten spór został rozwiązany 16 lat temu. (Nadchodzący Tajny Projekt Dave'a Sima jest związany z Holokaustem i jest on jedym z najbardziej wpływająch na uczucia dzieł, które czytałem w formie komiksu.) Sądzę, że każdy argument zakładający, że komiksy (bądź radio bądź film bądź musical bądź tutaj wstaw swoją ulubioną formę mediów...) z natury trywializuje swój temat przewodni jest głupi, krótkowzroczny, ciemny, leniwy i nie ma racji. Można powiedzieć "To kiepski komiks". Nie można powiedzieć "To jest kiepskie, bo to komiks".

krótkie nowości

Neil napisał w środę, 20 lutego 2008



Księga Cmentarna jest tak blisko skończenia, że mogę to poczuć. Wszystko już napisałem, teraz pozostaje tylko przepisać i przeczytać i dopracować. (Co ciekawe i dla mnie raczej zaskakujące wygląda na to, że Księga Cmentarna ma około 67 tys. słów. Sprawia to, że będzie się ją przyjemnie czytało i będzie miała około 12 tys. słów więcej niż Gwiezdny Pył.)

Nie miałem zamiaru w ogóle blogować, kiedy dostęp do sieci jest problematyczny i zbliża się mój deadline, ale skoro wczoraj wstawiłem to coś o darmowych książkach lepszych niż zupa, pomyślałem, że te dwie małe nowości są warte wspomnienia...

Film Gwiezdny Pył został nominowany do trzech nagród Saturn Awrds, Beowulf do dwóch (a do jednej z nich jestem współnominowany z Rogerem Avarym). (Pełna lista w łatwej do przyswojenia formie na http://www.variety.com/awardcentral_article/VR1117981190.html)

Potwierdziło się, że David Fincher będzie reżyserował
film na podstawie komiksu Charlesa Burnsa Black Hole, do którego scenariusz piszę wspólnie z Rogerem Avarym. Hura!

To jest fajne: Beelzebufo, żaba, która zjada dinozaury i podważa teorię dryfu kontynentów...

No i Steve Bissette publikuje na swoim blogu okładkę autorstwa Dave'a McKeana do książki Goldena/Wagnera/Bissetta o wszystkich rzeczach, które zrobiłem, teraz przechrzczonej Książę opowieści. (Okładka nawiązuje do Sandmana i przedstawia mnie nawiązującego do piosenki Velvet Underground która zdawała się mieć w sobie całą fabułę sandmana...)

Monday, February 18, 2008

Głosy zostały oddane...

Tak więc...

http://www.neilgaiman.com/feedback/vote.php?issue=freebook&show=results

mówi nam, że 26,500 z was zagłosowało. (Albo przynajmniej 26,551 głosów doszło od 26,551 oddzielnych komputerów.)

I, przy 28% głosów -- tak jak to było od pierwszej godziny głosowania (cóż, pierwszego dnia było to 29%, przewaga która została uszczuplona gdy nadeszło następne 26,400 głosów)-- wygrywają "Amerykańscy bogowie".

A więc właśnie ich umieścimy w sieci. Szczegóły i linki podamy niebawem...

To było naprawdę interesujące. Nie sądzę, bym wybrał "Amerykańskich bogów" na książkę, która miałaby być udostępniona za darmo jako pierwsza do przeczytania- głównie ponieważ a) są naprawdę dłudzy i b) zdania o nich są podzielone. Z tego co wiem, na każde pięć osób, które ich przeczytało, jedna absolutnie ich uwielbia, dwie lub trzy lubią do pewnego (różnego) stopnia, a jedna ich nienawidzi, nie widzi w nich sensu i musi być przekonywana, że to w ogóle powieść. (Bardzo często ostatniej osobie bardzo podobają się niektóre z pozostałych książek, które napisałem, o ile w ogóle kiedyś jeszcze weźmie coś mojego do ręki.) Ale na tym polega cała zabawa w demokrację, a "Amerykańscy bogowie" wygrali więcej nagród niż każde inne dzieło, które napisałem.

Dziękuję wszystkim, którzy głosowali. Było fajnie. (I specjale podziękowania dla web-goblina, który odwalił całą brudną robotę.)

Sunday, February 17, 2008

powiesić ich za te piękne włosy

Neil napisał w niedzielę 17 lutego 2008 o 12:01

Dziś przez cały dzień odtwarzałem "Oasis" Amandy Palmer na zmianę z nową piosenką Bonzo Dogs "Beautiful People" [Piękni Ludzie] zupełnie tak jakby były to strony A i B. (tę aluzję zrozumieją tylko bardzo starzy).

Panie Gaiman,
Zastanawiałem się gdzie mógłbym znaleźć "Szkło, śnieg i jabłka", które znajdowało się w "Seeing Eye Theatre" [Teatrze Widzącego Oka] na stronie scifi.com skoro SET z tej strony już usunięto.
Dzięki,
Matthew

Interesujące... i odrobinę tajemnicze. Wydawało mi się, że bez trudu wskażę kilka miejsc, tak jak gdy poprzednio ktoś poprosił. Ale nie. Zniknęło ze strony Scifi.com, z iTunes, z Audible.com i nie ma tego nawet wśród rzeczy do odsłuchania na tej stronie.

Nagrodzona Audie płyta "Dwie sztuki na głosy" (na której Bebe Neuwirth czyta "Szkło, śnieg i jabłka", a Brian Dennehy "Morderstwa i tajemnice") jest dostępna do wyczerpania nakładu. (tu link do Amazon) (tutaj do Dreamhaven). To w tej chwili jedyny legalny sposób, aby jej posłuchać.

(Spójrzcie, na Dreamhaven mają wyprzedaż zabawek z "Lustrzanej Maski".)

Szczerze mówiąc nie jestem całkiem pewien kto jest właścicielem praw do wersji "Szkła, śniegu i jabłek" zamieszczanych w internecie. Prawdopodobnie SciFi channel. I jeżeli już zdjęli wspaniały Seeing Eye Theatre to chciałbym, żeby zamieścili to na stronie w rodzaju LastFM czy Audible, żeby ludzie nadal mogli tego posłuchać... (w pudle w mojej piwnicy jest ze sto kaset z "Dwiema sztukami na głosy", które kupiłem na wyprzedaży w Harpers myśląc, że to płyty CD.)

Witaj, Neil, zobaczyłem, że Amazon utworzył stronę dla "Odda i lodowych gigantów": http://www.amazon.com/Odd-Frost-Giants-Neil-Gaiman/dp/0061671738
Chciałem się tylko upewnić, że to nie pomyłka zanim anuluję zamówienie z Amazon UK.
Dzięki
- Kevin

Według wydawnictwa Harper Collins to pomyłka Amazonu. W Stanach książka nie wyjdzie przynajmnej do 2009.

W 1993 dostałem książkę zatytułowaną "The Essential Dracula: The Definitive Annotated Edition" [pełne wydanie z przypisami] z przypisami autorstwa Leonarda Wolfa. Znasz tę książkę? Czym różni się od tej do której pisałeś wprowadzenie?
dzięki,
Erick

Ta jest lepsza. Przypisy przygotował Les Klinger, który opracował niesamowitego "Sherlocka Holmesa z przypisami" kilka lat temu. Przeczytałem to, widziałem projekty kilku stron i to naprawdę wyjątkowe dzieło.
...
Och, a co do "nic się nie rymuje z Neilem Gaimanem". Powiedział tak Alan Moore. Nie ja.

Ale ci z was, którzy piszą, że "simon" albo "rhymin" albo "hymen" rymuje się z Gaimanem po prostu sie mylą. Naprawdę.

Pośród tych kilku propozycji które przyszły i rzeczywiście się rymowały (jak narazie około tuzina) ta przysłana przez Annę Lawrence szczególnie się wyróżnia...

W odpowiedzi na "rymowanie"

Żył sobie młody pisarz nazwiskiem Gaiman
Jego książki nawet laik by pokochał
Lecz gdy na Florydę wyjechał
Straszliwy los go czekał
Bowiem nogę odgryzł mu kajman.

Strasznie mi przykro, ale to musiało się stać.

Żaden problem. Gdybyśmy rozdawali nibynagrody, właśnie byś jedną zdobyła. Może "Dwie sztuki na głosy" na kasecie? (Anna nie użyła "stamen" [pręcik kwiatowy] i "daemon"[demon], dwóch innych słów, które pojawiały się w dzisiejszej poetyckiej korespondencji.)
...

Napisałem dziś zakończenie ósmego rozdziału. Potem cofnąłem się i dopisałem kilka scen do rozdziału siódmego, które wcześniej ominąłem, a więc książka nie jest jeszcze skończona. Ale tak prawie.

Saturday, February 16, 2008

Alan Moore zna sytuację (przynajmniej do przerwy)

Neil napisał w sobotę 16 lutego 2008 o 11:56

Wstęp do "Draculi z przypisami" gotowy i dostarczony, tak samo jak wstęp do "13 zegarów". (Wciąż do zrobienia: wstęp to "Jurgena" Cabella i "Hothouse" ["Cieplarnia"] Briana Aldissa, a potem żadnych wstępów przez długi czas). Natomiast "Księga cmentarna" jest na finiszu. Może nawet uda mi się skończyć ją dziś lub jutro. Zostają jeszcze poprawki i korekta, ale do końca już tak niedaleko, że prawie czuję smak zwycięstwa.

Drogi Panie Neilu,
w ostatniej notce napisał Pan:
"wróciłem do pisania wszystkiego używając brytyjskiego angielskiego, jako że dzieje się to w Wielkiej Brytanii. Naprawimy to w trakcie korekty."

Chwileczkę! Proszę tego nie poprawiać! Czytanie brytyjskiego angielskiego jest świetne. Amerykańskie mózgi muszą popracować i przyda się dowiedzieć, że nie tylko my na tym świecie mówimy po angielsku. Brytyjczycy byli pierwsi!

Rozumiem doskonale i wcale nie chciałem tak zabrzmieć.
Prawda jest taka, że ponad dziewięćdziesiąt procent zmian podczas korekty to niewidoczne dla czytelnika poprawki i rzeczy, które w myślach nazywam domowymi, na przykład czy nie powtarzają się znaki przestankowe. W amerykańskim wydaniu słowo "colour" zostanie bez wątpienia zapisane bez "u", a "towards" prawdopodobnie zmieni się w "toward". I nie sądzę, żeby ktoś zwrócił uwagę. Czasami, jeśli trafię na życzliwego redaktora będę próbował zawalczyć o specyficzną brytyjską pisownie lub użycie słowa kiedy akcja rozgrywa się i Anglii (być może zauważyliście, że w amerykańskim wydaniu "Gwiezdnego pyłu" szary jest zapisany "grey", a nie "gray").

Generalnie podejrzewam, że jeśli chodzi o słownictwo "Księga Cmentarna" pozostanie raczej brytyjska - nie zdarzy się nic tak poważnego, jak zmiana tytułu. Niektóre słowa mogą się zmienić, na przykład "nappie" na "diaper" [pielucha] albo "cot" na "crib" [łóżeczko dziecinne]. Pewnie śmietniki w alejce na przeciwko cmentarza mogą stać się pojemnikami na odpadki, ale przecież to jest cmentarz na wzgórzu w starym angielskim miasteczku. Nikt nie wsiada do wind ["elevator" zamiast bryt. "lift"] a sklep z rybą i frytkami stanowczo pozostanie sklepem z rybą i frytkami.

Zazwyczaj nie chodzi tu o obrażanie inteligencji czytelnika. W przypadku "Koraliny", czy "Księgi cmentarnej" którą dzieci będą czytać w szkole ważniejsze jest, aby nie utrudniać zadania ich nauczycielom poprzez dodawanie "u" w słowie" honor albo zabieranie go brytyjskim dzieciom w "honour". (Obawiam się, że kanadyjskie dzieci będą musiały dalej radzić sobie same, ale część z nich i tak rozważnie poczeka na francuskojęzyczne wydanie.)

Pomocy! Potrzebuje porady prawnej dotyczącej praw autorskich w przypadku współpracy, szczególnie z grafikiem lub pisarzem. Czy w sieci jest jakieś wiarygodne źródło z darmowymi poradami lub wskazówkami gdzie można się znaleźć godnego zaufania doradcę? Dziękuję.
-Kay

Co prawda nie znam nic takiego, ale zamieszczam pytanie w razie gdyby ktoś inny miał jakieś sugestie. (bardzo mądra i przydatna bywa strona Scrivener's Error ["pomyłka skryby"] http://scrivenerserror.blogspot.com/ ale jest to blog.)

No dobrze. Sprawdziłem w czterech internetowych amerykańskich słownikach i "pavement" [chodnik] wydaje się mieć dokładnie takie samo znacznie, jak w Wielkiej Brytanii! Jaką definicję ty słyszałeś?
Powodzenia w dalszej pracy!
Adam

ze strony http://www.answers.com/pavement&r=67

pave·ment (pāv'mənt) pronunciation
n.

    1. Twarda, gładka powierzchnia, zwłaszcza drogi publicznej lub głównej ulicy, służąca do podróżowania
    2. Materiał z którego wykonana jest ta powierzchnia.
  1. Przede wszystkim brytyjskie. Chodnik.

Miałem na myśli pierwszą z nich, w odróżnieniu od drugiej.

Drogi Neilu,
Nie wiem czy juz słyszałeś o FAWM (Luty Miesiącem Pisania Albumów), jest to muzyczny odpowiednik NaNoWriMo (Narodowego Miesiąca Pisania Powieści). W tym roku ponad 1400 ludzi zgłosiło się do wyzwania polegającego na napisaniu 14 piosenek w 28 dni... cóż, 14 i pół w ciągu 29 dni skoro mamy rok przestępny...

Niejaki MJ Hibbet napisał piosenkę, która przykuła moją uwagę i pomyślałem, że i ty zechcesz jej posłuchać kiedy dasz odpocząć piszącej ręce i napijesz się czegoś. Nosi tytuł "Alan Moore" i znajdziesz ją na http://www.fawm.org/songs.php?id=78

Przy okazji, ja również napisałem mały kawałek, który nazwałem "Mysi Cyrk" (http://www.fawm.org/songs.php?id=465) bo właśnie to przywodził mi na myśl. Potem ktoś zwrócił mi uwagę, że masz powiązania z Zadziwiającym Mysim Cyrkiem Pana Bobo. Nie jestem pewien, czy chodzi o ten sam cyrk. Być może odwiedziliśmy dwa różne? Zastanawiam się ile ich jest na świecie?
Wszystkiego dobrego
Peter


A teraz jest jeszcze klip do piosenki o Alanie Moore. (Alan zawsze utrzymywał, że lepiej jest mieć imię, które się rymuje. Kiedyś powiedział: "Alan Moore knows the score" [Alan Moore wie o co tu chodzi"] właśnie dlatego, że to się rymuje. Co jeszcze można powiedzieć... "Jamie Delano bawi się Meccano*"? Neil Gaiman... z niczym się w sumie nie rymuje, prawda?)


Thursday, February 14, 2008

Trwale zbrukane

Wielu, wielu z was przysyła mi wiadomości podobne do

Jestem pewna, że mnóstwo osób przysyła Ci ten link:

http://www.somethingpositive.net/sp02132008.shtml

o Alanie Moore.

Rozbawił mnie!

Béatrice

I mnie też rozbawił.

Jutro zamkniemy Głosowanie Na Darmową Książkę, jednak końcowe wyniki są, jak sądzę, przewidywalne na tym etapie, biorąc pod uwagę że wyglądały podobnie od czasu, gdy zagłosowała pierwsza setka ludzi i od tego czasu jedynie chwiały się o procent tu i tam. Jak możecie zobaczyć tutaj właśnie dochodzimy do 26,000 głosów, a proporcje nadal się nie zmieniły. “Amerykańscy bogowie” prowadzą z 28% głosów, “Nigdziebądź” otrzymało 21% głosów, trzy zbiory opowiadań mają w sumie około 28% głosów, a za nimi “Gwiezdny pył” z 9%, “Chłopaki Anansiego” i “Koralina”, obydwa po 7%.

(Co ciekawe, Harper Collins stawiałoby na “Gwiezdny pył”, a ja sam naprawdę nie wiedziałbym którą umieścić, ale spodziewałbym się, że “Dym i lustra” będą na wysokiej pozycji na liście.)

Mam przyjemność posiadać na moim iPodzie wersji “Author's Preferred Text” “Nigdziebądź”. Jest tu otoczona brytyjskimi słowami i brytyjskimi akcentami z różych podcastów BBC (włączając the Archers), więc każde amerykanizmy bardzo rażą, jak na przykład użycie słowa “hooker” [po naszemu po prostu “dziwka” przyp. Varali] przez Richarda Mayhew. Jesteś zbyt dobry jeśli chodzi o słowa, by to był błąd, tak więc jaki był zamysł użycia amerykanizmów w książce, która pod innymi względami jest bardzo angielska i dumna z tego powodu?

To bardzo miło z Twojej strony, ale szczerze, po 16 latach tutaj, jak to powiedział Sherlock Holmes, kiedy został zbesztany przez Watsona za amerykanizm “moje zasoby angielskiego zdają się być trwale zbrukane”.

W “Nigdziebądź” (które zacząłem pisać zanim w ogóle przyjechałem do Ameryki) podejrzewam, że słowa, które stanowią problem są:

a) użyte głównie ponieważ używa się ich także w Londynie. Weź na przykład “hooker”. Po krótkim przeszukaniu strony Guardiana wyskoczył następujący fragment z The Guardian,

Zachęcone w ten sposób, media kontynuowały. W zeszłym tygodniu reporterzy wszędzie odnosili się do “dziewczyn pracujących”- to jest, gdy nie opisywali kobiet po prostu jako “dziewczyn” lub “prostytutek” lub “dziwek” (jak w Mirror: “Dziwka nr 2 znaleziona martwa”), lub też “panienek” (dzięki uprzejmości Simona Heffera z Telegraph).

Razem z około 3000 innymi użyciami słowa “hooker” lub “hookers” przez pisarzy Guardiana, z których wilele mówiło o zawodnikach rugby, niektórzy mówili o osobach o imieniu Hooker, a reszta używała to słowo, by opisać prostytutki (często zagraniczne lub przynajmniej egzotyczne). Może i to jest amerykanizm, ale taki, któremu udało się przekroczyć Atlantyk.

Lub czasami może się zdarzyć, że,
b) edycja audio “Nigdziebądź” została nagrana przez Harper Collins z ich edycji tekstu, która zawierała “sidewalks” [pobocza] zamiast “pavements” [chodniki] (“pavemetnt” oznacza co innego w Stanach, bynajmniej nie to coś z boku drogi, po czym się chodzi) i parę innych poddobnych. Jeśliby czytać brytyjską wersję Hodder Headline “Nigdziebądź” w trakcie słuchania nagrania audio, można gdzieniegdzie znaleźć słowo, które się różnić i mogą to być, w niektórych przypadkach, słowa które mogą dokuczać.

(Co dziwne, napisałem Rozdział Pierwszy “Księgi cmentarnej” używając amerykańskich idiomów-- “cribs” [łóżeczka dla dzieci] i “diapers” [pieluszki] zamiast “cots” i “nappies”-- ponieważ najpierw miała być przeczytana przez mojego amerykańskiego wydawcę, po czym poczułem się nieswojo, więc w kolejnych rozdziałach wróćiłem do pisania wszystkiego używając brytyjskiego angielskiego, jako że dzieje się to w Wielkiej Brytanii. Naprawimy to w trakcie korekty.)

walentynki...?

Z okazji dzisiejszego dnia umieściłem “Arlekina i walentynki” za darmo na last FM. (wersja z Telling Tales, nie z Rzeczy ulotnych.) Będzie można go ściągnąć jeszcze przez parę dni.

...

Czas pozamykać zakładki:

Cat Mihos wysłał mi tą opowieść z LA Times na temat strajkujących pisarzy.

Jak wymiawia się nazwiska pisarzy? Jak oni je wymawiają?

Ostrzegawcza opowieść o pracowaniu ze studiami Hollywood, (w tym wypadku z Disneyem, ale to mogło być każde z nich) oraz lekcja, która musi być ciągle powtarzana na nowo. Nie ma czegoś takiego jak zysk netto. Nigdy. Zrobienie filmu może kosztować dwa miliony i może przynieść dwieście milionów brutto, a i tak nigdy nie przyniesie zysku.

Dlaczego ktoś przysłał mi linka do Barry'ego Bobra? Dlaczego to jest otwarta zakładka? Może to tak jak z Urządzeniem Do Masażu Ramion Hello Kitty.

Parę osób sceptycznie poinformowało mnie, że mój technothriller utworzony pod pseudonimem przeciekł do sieci.

Jak dowiadujemy się,

Dostałem to od znajomego i podobno jest to przeciek szkicu lub zarysu (lub jakkolwiek to się nazwa) thrillera Neila Gaimana, napisanego pod pseudonimem literackim 'Rian Sato', ponieważ miało to znacznie różnić się od reszty jego dzieł (coś jak sprawa ze Stephenem Kingiem i Richardem Bachmanem).

Pewien stażysta w agencji Gaimana (Cośtam Pisarza, nie pamiętam nazwy, którą podał mi znajomy) dostał zadanie, by przejrzeć ponownie tekst pod kątem brytyjskiego słownictwa jawnie kłócącego się z domniemaną amerykańską personą Riana Sato (pewnie byli wtedy pod wpływem kawy i niczego akurat nie trzeba było kserować), ale zamiast tego zwędził plik, zabrał do domu i potem przechwalał się tym na jakimś forum. Oczywiście nikt mu nie wierzył, stażysta wściekł się, forum odpowiedziało “UDOWODNIJ POSTA LUB ZAMKNIJ RYJ”, a potem gostek naprawdę udostępnił plik. Kiedy wszyscy zaczęli drwić z niego mówiąc jak bardzo może się narazić za poważne zamieszanie do którego się przyczynił, chłopak przestraszył się i wycofał plik jednocześnie błagając wszystkich, by się nim nie dzielili, ale...

... cóż, oto on.


Co jest dosyć zabawne na tuzin sposobów pod tytułem “to tak nie działa”, ale głównie wygląda na czyjąś smutną i zdesperowaną próbę, by opublikować swoją książkę. (“Haha! Podobała wam się, gdy myśleliście, że to Neila Gaimana, ale tak naprawdę to moje!”)

...

Mark Evanier oferuje parę filozoficznych zagwostek odnoszących się go Prawa Błędów Typograficznych Gaimana.

...


Neil GaimanArlekin i walentynki

Wednesday, February 13, 2008

Prawie na miejscu

Umieściłem dużo materiałów z płyt audio DreamHaven na http://www.last.fm/music/Neil+Gaiman. Niektóe ścieżki można ściągnąć, inne można odsłuchać, ale nie można ściągnąć, a poza tym oczywiście można kupić same płyty w sklepie internetowym DreamHaven na http://www.neilgaiman.net/. (Obecnie próbuję rozgryźć dlaczego “Telling Tales” pojawia się cały czas jako “Nieznany album”, ale jestem pewny, że prędzej czy później to naprawię.

Rozdział Ósmy “Księgi cmentarnej” jest prawie napisany. Musi jeszcze przejść około 20 stóp.

Zwykle kiedy kończę książkę, to koniec. Być może są jeszcze inne historie, ale dzieło jest zakończone. Dostaję listy od dzieciaków, w których pytają dlaczego nie napiszę kolejnej książki o Koralinie, w której może być w szkole, a Inna Matka może udawać, że jest jej nauczycielką i... ale naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić pisania kolejnej książki o Koralinie.To zostało zakończone.

Z kolei “Księga cmentarna” zdaje się tworzyć w mojej głowie inne historie. Myślę, że naprawdę ciekawi mnie, co dalej spotka Boda. Ciekawe. Przypuszczam, że to zrozumiałe-- moim wzorcem była “Księga dżungli”, a powstała “Druga księga dżungli”. (Chociaż “Księga cmentarna” przypomina mi także w pewien dziwny sposób o “Kim”. A ja zawsze chciałem wiedzieć, co dalej spotka Kim.)

...

To sprawiło, że się uśmiechnąłem:

Drogi Neilu,

Zastanawiam się, czy głosowanie na Urodzinową Rzecz będzie obejmowało superdelegatów? Może innych sławnych pisarzy, jakieś gruby ryby z Harper Collins, etc. To znaczy, przecież nie chciałbyć zostawić ludziom całego głosowania, prawda?

Dzięki!

Podoba mi się ta demokracja w akcji. Chodzi o jedną-osobę-która-klika, jeden głos.

...

Cześć Neil,
Mam nadzieję, że wszystko idzie dobrze z nową książką, niezwykle nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam, kiedy zostanie wydana.

Chciałbym się dowiedzieć, czy przez lata zachowałeś jakieś oryginalne szkice z Sandmana. Wiem, że artyści sprzedają swoje dzieła, kiedy DC z nimi skończyło i zastanawiałem się, czy zamówiłeś pewne strony lub okładki lub czy dostałeś je w prezencie od artystów, jeśli tak to którą stronę lub strony cenisz najbardziej.

Serdeczne pozdrowienia,

Paul

Nie mam wiele-- wymieniając z głowy (i jestem pewny, że pominę coś ważnego) mam parę okładek Dave'a McKeana, stronę z uroczej “Facade” Coleen Doran, stronę Shawna MacManusa z “Trzech wrześni i jednego stycznia”, stronę Jill Thompson z “Żyć ulotnych”, podwójną stronę niesamowitego węża Michaela Zulli, ostatnią stronę ze Śmiercią i Snem z “Pań łaskawych” i pierwszą stronę ostatniego numeru. Mam urocze malowidło Mike'a Dringenberga, które wykonał jako reklamę dla serii rozdawania autografów w Night Flight w Utah. Ilustrację Jay Muth ze Snem. Śmierć Moebiusa, kórą kupiłem od jakiejś galerii. I, oprócz niesamowitej stony Michaela Zulli, która była testem dla efektu ołówka w "Przebudzeniu" (o której powinienem porozmawiać z DC, by umieścili ją w ostatnim tomie Absolute Sandmana), myślę, że to tyle.

I cenię je wszystkie.

...

Jutro Walentynki. Jeśli nie wiecie, jaki prezent kupić, zawsze możecie załatwić coś takiego dla obiektu swojego uczucia...



Jakim gatunkiem książki jest "Księga cmentarna"? Dla jakich odbiorców jest przeznaczona? Starszych? Młodszych? Wiem, że jeszcze jej nie skończyłeś, ale czy będzie to nowela a la "Gwiezdny pył" czy raczej powieść a la "Amerykańscy bogowie"?

Będzie dwa razy dłuższa od "Koraliny"-- powieść, nie nowela.

Zawiera osiem historii, każda jest mniej więcej kompletna sama w sobie, każda w innym tonie, każda opowieść rozgrywająca się około dwóch lat po poprzedniej, a wszystkie ułożone w całość toworzą jedną dużą hisotrię. A przynajmniej taką mam nadzieję.

Myślę, że jest "dla każdego", cokolwiek to znaczy. Jest to książka, którą chciałbym mieć jako dziecko, i zawsze wyobrażałem ją sobie jako książkę dla dzieci. Jednak reakcja dorosłych, którzy do tej pory ją przeczytali jest przerażająco entuzjastyczna, i nie idę tu na żadne ustępstwa. (Zaznaczając, że nikt nie czytał dalej niż do szóstego rozdziału, oprócz mnie i Lorraine, gdy to przepisywała.)

Tutaj znajduje się video z YouTube'a, na którym czytam Rozdział Czwarty w San Jose w zeszłym roku. Sami możecie zadecydować.

Widok z Rozdziału Ósmego

Jak na razie zagłosowało trochę ponad 22,000 osób. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, wejdźcie na http://journal.neilgaiman.com/2008/02/birthday-thing.html i kliknijcie na okładkę książki, która według was powinna być dostępna w sieci za darmo.

I mogę teraz, po długiej rozmowie telefonicznej z Harper Childrens, odpowiedzieć na wczorajsze pytanie Kiedy wyjdzie “Księga cmentarna?”

W Stanach będzie “jednodniowe wyłożenie”, co oznacza, że książka nie będzie po prostu pojawiała się stopniowo w sklepach na przestrzeni paru tygodni. Zamiast tego będzie jeden dzień, kiedy wszędzie pojawi się w sprzedaży. Prawdopodobnie księgarnie będą ogranizowały przyjęcia w stylu “w sprzedaży od północy”, “o tematyce cmentarnej”, “na rozpoczęscie miesiąca Halloween”. I takie różne akcje.

W Stanach data tego dnia to 30 WRZEŚNIA 2008r.

Teraz wracam kończyć książkę, ponieważ jeśli tego nie zrobię, te cmentarne przyjęcia w księgarniach okażą się być dosyć przygnębiającymi sprawami.

(Również na językach, odnowienie i przebudowanie http://www.mousecircus.com/, tak że nie jest to już ogromne coś z animacjami we flashu, ale strona, do której mogę pdać link i która jest naprawdę dobrym zasobem dla nauczycieli, bibliotekarzy i dzieciaków.)

pióra, folia bąbelkowa i podstawki na książki

Neil napisał we wtorek 12 lutego 2008 o 15:57

Urodziłem się i pierwsze 2/3 życia spędziłem w Wielkiej Brytanii, w świecie gdzie opieka zdrowotna należy do praw człowieka. Otrzymujesz ją, tak samo jak edukację, za sam fakt, że żyjesz. A potem pojechałem do Ameryki i tutaj nie jest to takie oczywiste i nadal, po 16 latach mnie to zaskakuje. (Raz na jakiś czas ludziom, którzy pytają dlaczego piszę filmy skoro "nie muszę, jestem jednym z najlepiej sprzedających się pisarzy i za pół książki dostaję więcej, niż za scenariusz" odpowiadam, że dzięki temu mam ubezpieczenie zdrowotne ze związku zawodowego scenarzystów i przynajmniej częściowo mówię serio.)

Zawsze trudno umieszczać takie apele, ale Caitlín R. Kiernan potrzebuje pomocy finansowej - możecie o tym przeczytać w jej dzienniku http://greygirlbeast.livejournal.com/428785.html.


To plakat "Nie Zawarte w Absolute Sandman" którym DC będzie reklamować podstawki na książki Marka Buckinghama.

Neil, zaczynam się niecierpliwić! Przeczytałam kawałek "Księgi cmentarnej" w "M jak Magia" i chcę przeczytać całość. Już.

Kiedy wyjdzie "Księga cmentarna"? Nawet niepewna data mile widziana... dzięki!

Nie możesz się niecierpliwiś dopóki nie skończę pisać książki. Wciąż mam do skończenia ROzdział Ósmy (co powinna zdarzyć się w ciągu najbliższych kilku dni), potem zrobić drugą wersję Rozdziału Siódmego, następnie przeczytać raz jeszcze całość i upewnić się, że to ta sama książka i że Pan Pennyworth nie stanie się Panem Pennyweather gdzieś w trakcie.

Ale książka wyjdzie w okolicach Hallowe'en. I cokolwiek się stanie, w księgarniach będzie pewnie pod koniec września.
...
Bawie się Last FM kiedy tylko siedzę przy komputerze. Uwielbiam mieć Moje Radio - stację, które magicznym sposobem gra tylko to, co lubię kiedy jestem daleko od domu lub mojego iPoda. I ze zdziwieniem odkryłem istnienie osób, których gust muzyczny jest przerażający bliski mojemu (który w moim odczuciu jest całkowicie niemożliwy do określenia), że zacząłem sprawdzać innych wykonawców, których słuchają. Poddałem się w sprawie "znajomych", bo jak ktoś stwierdził - to będzie dla innych wygodniejsze, niż robienie zakładki na mój profil.

(Muzyka, której program nie scrobbluje to przedpremierowy egzemplarz Who Killed Amanda Palmer który dostałem w prezencie od Amandy Palmer, zapakowany razem z płytami DVD w starą koronkę. Niesamowite rzeczy. To był bardzo dobry dzień jeśli chodzi o muzyczne łupy, bo przyszła również płyta Hery "Feels So Good" na CD oraz DVD. W jakiś sposób założyłem, że to piosenka o seksie, ale z klipu dowiedziałem się, że tak naprawdę jest o czekoladzie, folii bąbelkowej, byciu zasypanym szczeniaczkami i niszczeniu telewizorów.)

Właśnie szukałem pytanie które ktoś zadał o użyciu przez Pana Croupa słowa "scrobble" w "Nigdziebądź", które kiedyś znaczyło "dobrać się", "zastraszyć", "porwać" i nie mogłem go znaleźć. Ale wziąłem je z cudownej książki Johna Masefielda The Box of Delights... ["Pudełko Przyjemności"] (właśnie wyszło w Stanach, co ciekawe przed wydaniem "The Midnight Folk" ["Lud Północy"] książki poprzedzającej tę powieść. Przypuszczam, że nie trzeba czytać ich w kolejności, ale mimo wszystko.)

A jeśli mowa o klasyce literatury dziecięcej:

Drogi Panie Gaiman,

Z zainteresowaniem przeczytałem pańskie niedawne porady dotyczące piór wiecznych i atramentów.

Osobiście używam pióra, które zaprojektował dla mnie mój inżynier Cowgill. Jest doskonale zbudowane i musiałem uzupełniać je zaledwie dwa razy.

Używam specjalnej mikstury Czarodzieja Blenkisopa - jego Wiecznotrwałego Atramentu Czarnego Jak Noc. Wystarczy powiedzieć, że ponowne napełnienie było konieczne ponieważ pióra użyto do odparcia ataku Beavera Hatemana.

Jeśli Twoi czytelnicy pragną poprawić swoją znajomość sztuki pisania piórem doradzałbym usługi Mistrza Benskina. Wiem, że zawsze poszukuje nowych uczniów.

Z wyrazami szacunku

Uncle

http://talesfromhomeward.blogspot.com/

Tuesday, February 12, 2008

L jak Lustra w które zapatrzysz się na zawsze/ N jak Noc, jak Nic i Nigdy

Neil napisał w poniedziałek 11 lutego 2008 o 15:40

Otworzyłem pocztę i znalazłem w niej pierwszy egzemplarz “Niebezpiecznego Alfabetu”, książki którą ja napisałem, a zilustrował Gris Grimly. Wszystko zaczęło się od kartki świątecznej rozesłanej przyjaciołom. Jedna z tych osób, Elise Howard - moja redaktorką w Harper Collins – zadzwoniła pewnego dnia żeby powiedzieć, że ją oprawiła, powiesiła na ścianie i nie mogła przestać czytać. Zapytała co myślę o przerobieniu mojej kartki świątecznej na książkę.

Wiele rozmów telefonicznych z Grisem Grimlym później, kartka stała się książką... (chociaż w księgarniach w Stanach pojawi się dopiero pod koniec kwietnia).

Jeśli wszystko się uda, będzie to swego rodzaju interaktywna książka. Ilustracje opowiadają pewną historię, słowa ją wzmacniają, ale tak naprawdę to co rzeczywiście wydarzy się w książce będzie zależało od każdego czytelnika. Mam nadzieję.


Cześć Neil,

Ciekawi mnie to już od pewnego czasu, a niedawny jubileusz twojego bloga skłonił mnie do zapytania...

Czy prowadzisz ten blog dla czystej przyjemności, czy to część zobowiązania w kontrakcie z twoim wydawcą? (A może zmusza cię do tego jakiś zupełnie inny powód?)

Weź proszę pod uwagę, że żadna odpowiedź nie powstrzyma mnie przed nałogowym czytaniem w dalszym ciągu – “dlaczego” zupełnie nie wpływa na moje zainteresowanie efektem końcowym – po prostu jestem ciekaw!
--K.

Robię to, bo lubię. Nie ma żadnego kontraktu. Nikt mi za to nie płaci. Nikt nie nakłaniał mnie do rozpoczęcia i tylko ja zadecyduję kiedy zakończyć. Należy w całości do mnie. (Za całą stronę neilgaiman.com płaci Harper Collins, co bardzo mi odpowiada, bo wykorzystanie łącza jest ogromne, ale dzięki temu nie ma tu reklam, a oni mają prawo chwalić się ilością odwiedzin na stronie.)

Są oczywiście konkretne korzyści – nie zdarzają się spotkania dla czytelników na które nikt nie przychodzi, książki trafiają na pierwsze miejsca list bestsellerów i inne tego typu. Podoba mi się, że blog pomaga odkrywać proces pisania i wydawania książki. A czasami mogę odpowiedzieć pytania dotyczące niejasnych kwestii w przeciągu kilku minut. Ale to tylko efekty uboczne.

Najmniej zrozumiały (w równym stopniu co osoby uważające, że mam Ludzi Którzy Piszą Za Mnie Bloga) jest dla mnie pomysł, że robię to, bo wymaga tego kontrakt. Uwierzcie, że nie ma na świecie tyle pieniędzy, aby zmusić mnie do robienia przez siedem gdybym czegoś czego bym nie chciał.

Piszę bloga, bo to świetna zabawa. Robię to, bo pisze się tak jak umiera – w samotności. Robię to, bo nigdy nie udało mi się przez dłuższy czas prowadzić pamiętnika, a niesamowita jest możliwość przeszukania strony i sprawdzenia kiedy ostatnio było się w Finlandii (powiedzmy).


Ale naprawdę nie wiem ile to jeszcze potrwa. Głównie dlatego, że zaczynam mieć wrażenie, że się powtarzam. Niesamowite na jak wiele pytań które przychodzą na FAQ odpowiedziałem już w taki czy inny sposób.

Zdecydowanie kuszą mnie wydawcy, którzy proponują stworzenie książki z tego, co pojawiało się na blogu. (Jedyna która do tej pory powstała to Adventures In The Dreamtrade, [„Przygody z Branży Snu”] zawierająca między innymi wszystkie notki z powstawanie „Amerykańskich bogów”, od lutego do września 2001.) Ale na razie nie mam czasu na zastanawianie się jaka wyszłaby z tego książka.

To może poczekać.
...
Ankieta jest fascynująca – dla mnie po części dlatego że wyniki pozostały bez zmian przez ostatnie 18 000 głosów. Zagłosujcie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście...

Monday, February 11, 2008

Steve Gerber

Nigdy tak naprawdę nie znałem Steve'a Gerbera-- nie sądzę, byśmy kiedykolwiek spotkali się na żywo. Na samym początku lat dziewięćdziesiątych jako fan wysłałem do niego list gdy oboje byliśmy na Compuservie, mówiąc mu, że bardzo podobał mi się żart w numerze Kaczora Howarda o tancerce z klubu nocnego i jej Strusiu, którzy walczyli przeciwko Złowieszczej Lampie Lavie i że zawsze miałem nadzieję, że stanie się prawdziwym komiksem, a on odpisał, że właściwie można by z tego zrobić komiks oraz że poszedł i podrzucił to Vertigo. (Nazywał się Nevada i był dobrym komiksem, który nigdy nie zyskał wystarczająco wielkiej publiki.) Garstka przyjacielskich e-maili na przestrzeni lat, do tego stopnia skrzyżowały się nasze drogi...

Ale Steve Gerber, Archie Goodwin i Len Wein byli tą trójką ludzi, którzy sprawili, że zapragnąłem pisać komiksy. A z nich trzech, komiksy Steve'a były najdziwaczniejsze, najbardziej osobiste, najfajniejsze. Kiedy dorosnę, myślałem, jeśli mi się poszczęści, będę pisał takie komiksy.

Niemal dziesięć lat temu byłem na pogrzebie Archie'go Goodwina. Teraz Steve również odszedł.

(I, będąc przesądnym, właśnie zajrzałem i sprawdziłem blog Lena. Wygląda w porządku...)

Sunday, February 10, 2008

"Kiedy dorastałem, nie kupowałem każdej przeczytanej przez siebie książki" mówi 47-letni pisarz...

Neil napisał w niedzielę 10 lutego 2008 o 21:31

Siódme urodziny bloga to była naprawdę świetna zabawa. Podobało mi się robienie okolicznościowego plakatu i obserwowanie jak webgoblin ciężko pracuje nad ankietą. Próbowałem też osobiście odpowiedzieć na wszystkie pytania które przyszły wczoraj do działu FAQ - chyba kilka ominąłem, a dwie czy trzy odpowiedzi wróciły do mnie z informacją, że zostały zatrzymane przez filtr antyspamowy albo źle podany adres - ale odpowiedziałem na prawie wszystkie.

Nie zapomniejcie zagłosować (na http://journal.neilgaiman.com/2008/02/birthday-thing.html).
Na razie podobają mi się wyniki, choć nie są wcale takie przewidywałem. Ale do końca tydzień i może przyjść jeszcze wiele głosów.

W New York Times jest artykuł o Harper Collins i zamieszczaniu książek w sieci za darmo. Piszą tam:

Neil Gaiman, pisarz fantasy, twórca opowiadań i komiksów prosi czytelników swojego dziennika o oddanie głosu na tytuł powieści, którą najchętniej daliby w prezencie. Elektroniczna wersja zwycięskiej powieści zostanie udostępniona za darmo na stronie wydawnictwa Harper Collins w ciągu tego miesiąca. Pan Gaiman twierdzi, że ta internetowa inicjatywa nie różni się tak bardzo od tego, co działo się od pokoleń.

"Kiedy dorastałem nie kupowałem każdej przeczytanej przez siebie książki" mówi urodzony w Wielkiej Brytanii 47-letni Gaiman. "Czytałem w bibliotekach, w domach przyjaciół, czytałem książki znalezione na parapetach." W końcu kupił własne i wierzy, że inni też tak zrobią .

Chyba nie do końca chodziło mi o to, że każdy w kocu kupi swoje własne książki. Raczej o to, że nie ma i nigdy nie było prostej relacji "jeden na jeden" między książkami które czytasz, sposobem w taki odkrywasz pisarzy i książkami które kupujesz. To jest o wiele bardziej skomplikowane i bardziej interesujące. Chodzi o to jak zakłada się, że książki poruszają się w systemie "podaj dalej" i że każda będzie przeczytana przez więcej, niż jedną osobę. Jeśli książka spodoba się osobie, która ją przeczytała, być może ta postanowi nabyć własny egzemplarz, albo - co bardziej prawdopodobne - umieści autora w swoje głowie tam, gdzie znajdują się Pisarze Których Lubię. I to jest dla pisarza bardzo dobre miejsce.

A dla tych, którzy trafiają tu dzięki linkom albo usłudze RSS i nie zwiedzili jeszcze strony http://www.neilgaiman.com/, już jest tam sporo darmowych rzeczy, większość w dziale http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff na przykład w http://www.neilgaiman.com/p/Cool%20Stuff/Short%20Stories jest pięć opowiadań (jedno z "M jak Magia", dwa z "Rzeczy ulotnych" i dwa które zostały opublikowane tylko w sieci). Są też darmowe rzeczy do słuchania - do ściągnięcia "Studium w szmaragdzie" z "Rzeczy ulotnych" oraz pierwszy rozdział "Gwiezdnego pyłu".

Na stronie Magazynu Locus, https://secure.locusmag.com/2008/2008PollAndSurvey.html, możecie wziąć udział w ankiecie i sondażu. Będziecie częścią największego istniejącego głosowania w kategoriach Fantasy i SF. Na nagrody Locus głosuje więcej ludzi, niż na Hugo, czy Nebule... można stać się jednym z nich.
...

Hola Neil, szybkie pytanie o tom trzeci "Absolute Sandman" . Vertigo informuje o nim na http://www.dccomics.com/graphic_novels/?gn=9050. "Opowieść Pożądania z VERTIGO: WINTER'S EDGE #3" - zastanawiałem się co to za opowieść (i czy różni się od historii o Pożądaniu Boltona z tomu drugiego?) i czy 10-stronicowy "Lęk przed spadaniem" nie pojawi się w tym tomie?

A jeżeli
okładka rzeczywiście będzie tak wyglądać , to wydaje mi się, że pominięta zostanie fantastyczna praca McKeana. Zarówno tom pierwszy jak i drugi zdobią kultowe rysunki z miękkiej okładki głównej opowieści zawartej w tomie. Szkoda nie wykorzystać niesamowitej ilustracji z miękkiej okładki "Ulotnych żyć" z portretem zrobionym z tych wszystkich zdjęć . Pomyślałem, że może wiesz jak będzie wyglądała ostateczna wersja.

A Krótkie Filmy DVD Dave'a McKeana zniknęły bez słowa wyjaśnienia. Może Ty lub któryś czytelników
wie co się stało i da znać tym, którzy niecierpliwie czekają.

Dzięki za Twój czas - nie mogę się doczekać, żeby móc doświadczyć "Księgi cmentarnej".

Tak naprawdę ilustracja z "Ulotnych żyć" była pierwszą sugestią grafików z DC Comics i nie zgodziłem się głównie ze względu na to, że rysunek z którego na początku byliśmy tak bardzo dumni został skopiowany od tamtej pory przez zbyt wiele osób. Nawet Dave'a zatrudniano na całym świecie do zrobienia różnych jego wersji, a ja rozmawiałem z wieloma artystami, którym wręczano tę okładkę z poleceniem skopiowania na plakat filmowy lub okładkę płyty. Pomyślałem natomiast, że stworzony przez Dave'a rysunek Morfeusza z okładki zeszytu 50. "Sandmana" będzie wyglądał przepięknie jeśli usunie się tło.

Nie, historia o Pożądaniu to narysowana przez Michaela Zulli "How They Met Themselves" ["Jak spotkali samych siebie"] gdzie rodzina Rosetti i Mr Swinbourne wybrali się na zimowy piknik. "Lęk przez spadaniem" znajdzie się w tomie (a Danny Vozzo poprawił jakieś usterki w kolorowaniu włosów).

Kiedy ostatnio pytałem Dave'a co dzieje się z DVD odpowiedział:

Mieliśmy kilka problemów technicznych z konwertowaniem tych wszystkich filmów w różnych formatach z PAL do NTSC i zmianami ramek, zmianami w montażu i innymi drobnymi poprawkami. Postanowiliśmy, że zrobimy to tylko raz, ale naprawdę dobrze zamiast na siłę spieszyć się żeby zdążyć na czas zaplanowanej premiery. Właśnie odebrałem - mam nadzieję - ostateczną wersję beta, co oznacza, że DVD będzie mogło znów pojawić się na stronach.Amazonie. listach dystrybutorów itp. Bez obawy, wyjdzie za kilka miesięcy.

Drogi Neilu, pewnie dostałeś mnóstwo takich pytań, ale postanowiłam dorzucić swoje do tej góry. Przy okazji jubileuszowego blogowego głosowania chciałabym się dowiedzieć które z twojego "odrażającego potomstwa" najchętniej rozdawałbyś za darmo swojej (jeszcze nie, ale już wkrótce poszerzonej) kochającej publice? Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi przed zakończeniem głosowania, ale jestem ciekawska i mam nadzieję, że zechcesz podzielić się tym z nami wszystkimi. Tak przy okazji - dziś w południowej Kalifornii jest piękny dzień. Na zewnątrz lekki wietrzyk i 73 stopnie, nie tak bardzo zadymione niebo, ale już wkrótce będzie można poprawić sobie poziom witaminy D dzięki słońcu! Myślę, że Twój atrament będzie równie zadowolony :)
Najlepszego, Chrissy.

Prawdę mówiąc, gdybym mógł się zdecydować nie zrobiłbym tej ankiety. Po prostu bym zamieścił książkę.

Cześć Neil! Żeby Jodi wiedziała, że jeśli tak bardzo chce podyskutować na temat postów to officialgaiman RSS feed tego bloga ma bardzo aktywny dział komentarzy na livejournal (http://syndicated.livejournal.com/officialgaiman/) . Oczywiście, aby komentować trzeba założyć własny livejournal, a komentarze kiedyś znikają, ale to i tak świetna zabawa.
celeste


Reklama zrobiona.

Zapodziałem otrzymane niedawno prośby o wypisanie muzyki, której słucham, ale tu jest link do http://www.last.fm/user/neilhimself/charts/ gdzie pojawia się wszystko czego słuchałem na iTunes przez ostatnie kilka dni. (Nie, nie bawię się w "znajomych" ani w "dziennik" na Las Fm.) To może być za dużo informacji.

A tutaj jest link do stacji radiowej, którą Last FM stworzyło na podstawie słuchanej przeze mnie ostatnio muzyki...
http://www.last.fm/listen/user/neilhimself/personal

(Edytowane, bo poprzednie wstawienie nie było zbyt szczęśliwe)

I na koniec - http://www.katebeaton.com/Site/History_Project.html zachwycający zbiór, hmm, komiksów historycznych

Saturday, February 9, 2008

Urodzinowa Rzecz

Jak mogliście się domyślić, dziś są siódme urodziny tego bloga. 9 lutego 2001r. zacząłem toto pisać. A teraz, 1, 071,213 słów później, dalej działa. (Dopóki nie zmieni się wiatr, jak powiedziała Mary Poppins.)

Zdecydowaliśmy, że jako mały prezent urodzinowy, pierwotnie na miesiąc, udostępnimy online jedną z moich książek, za darmo, gratis i bez niczego.

Jednak którą książkę...? A, to zależy od was.

Chcę, żebyście pomyśleli-- nie która z poniższych książek jest Waszą ulubioną, ale którą książkę oddalibyście swojemu przyjacielowi, który jeszcze nigdy nie czytał niczego mojego. Która z nich by to była? Od czego chcielibyście, żeby zaczęli?

Kliknijcie na okładkę książki, którą chcielibyście zobaczyć za darmo w sieci. Głosowanie będzie trwało tydzień, a później ogłosimy (i Harper Collins udostępni do czytania) zwycięską książkę.


American GodsAnansi BoysCoralineFragile Things
Amerykańscy bogowieChłopaki AnansiegoKoralinaRzeczy ulotne

M is for Magic - HardcoverNeverwhereSmoke & MirrorsStardust
M jak magiaNigdziebądźDym i lustraGwiezdny pył
[Wyświetl obecne wyniki]

Motywacyjne Przemyślenia dla Pisarza #1

Ważne przemyślenie rocznicowe, zrobione za pomocą
http://diy.despair.com/motivator.php
(Zdjęcie wykonała Holly na Festiwalu w Hay.)

I nie sądzę, żebym podawał linka do tej historyjki komiksowej Nemi z Metra, a powinienem był.

A teraz napiszę posta, który będzie zawierał Urodzinową Rzecz.

Kolejny post urodzinowy

Dziwne rzeczy nadal pojawiają się po prawej stronie bloga. (Jeśli czytacie to przez kanał [lub przez naszą stronę :-) przyp. Varali], możecie zechcieć kliknąć na http://journal.neilgaiman.com/ i odświeżyć parę razy. Tylko mówię...)

Cześć Neil, tak się zastanawiałam... dlaczego nie włączysz komentarzy na swoim blogu? Jestem pewna, że codziennie pojawiałyby się ich całe tony. Poza tym, fajnie by było przeczytać komentarze innych i takie tam. Po prostu jestem ciekawa. Bardzo mi się podobają dzisiejsze nowe obrazki na blogu. Och, i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN, BLOGU! Mam nadzieję, że będziesz działał przez co najmniej kolejne 7 lat.

Dzięki i uwielbiam tego bloga (i Ciebie też!),

Jodi

Ponieważ siedem lat temu, kiedy to rozpocząłem, nikt nie słyszał o czymś takim jak komantarze, może oprócz paru sekretnych laboratoriów blogowych na Księżycu, a kiedy parę lat temu Blogger je wprowadził, strona podobała mi się taka jak była- głównie ponieważ wiedziałem, ile rzeczy przychodzi do FAQ i mogłem się tylko domyślać ile komentarzy byśmy dostawali, a poza tym wiedziałem, jak straszliwie ciekawe może być dobre miejsce na komentarze. (Making Light jest tego najlepszym przykładem, gdzie oryginalny post stanowi szczyt góry lodowej, a wtedy wydarzenia mogą potoczyć się ciekawie lub dziwnie-- każdy wątek komentarza może zająć cały dzień czytania i być pełen ciekawych rzeczy.) Co oznaczało, jak podejrzewałem, że gdybym włączył komentarze, nigdy już nie wykonałbym żadnej konstruktywnej pracy.

[A jeśli już o komentarzach mowa, wielkie dzięki wszystkim, którzy zabierają głos na naszej stronie. Zawsze miło jest zobaczyć, że ktoś to wszystko śledzi i wyraża swoje zdanie ;-) przyp. Varali]

Cześć Neil.

Wiem, że obserwujesz Boing Boing. Oto, co tam znalazłam, ale nie jestem pewna, czy to wyłapałeś, jako że byłeś zajęty "Księgą Cmentarną".

http://community.livejournal.com/ya_fsf_con/570.html

Niektórzy pisarze pragną zaplanować konwent sci-fi, które skupiałoby się na młodych dorosłych. :-) To sprawia, że robi mi się przyjemnie i ciepło, naprawdę.

Tina @ ALA

Dobrze wiedzieć. Myślę, że to świetny pomysł. (A także z przyjemnością usłyszałem, że Czwarta Ulica powraca.)

Jeśli efekt ze śniegiem, o którym mówiłeś jest tym samym, co zobaczyłem na wysokości 3000m w Haute Savoie (co brzmi bardziej imponująco niż "będąc na nartach w ferie"), to nazywa się to diamentowym pyłem. Pojedyncze kryształki lodu formują się przy bardzo niskiej temperaturze powietrza, sprawiając wrażenie jakby było się wewnątrz zamarzniętej chmury.

Potrzeba czegoś naprawdę wyjątkowego, by tuzin chłopaków w stanie podchmielonym/na feriach zamknęło się i zaczęło gapić, ale to wystarczyło. Pewnego słonecznego pogodnego dnia powietrze po prostu lśniło.

To brzmi jak lokalna wersja tego zjawiska. Obecnie mamy tu "front arktyczny" z wiatrami o prędkości 45 mil/h, który unosi świeży śnieg w formie oślepiającej zamieci, więc nie wyglądam z entuzjazmem spaceru z psem...


Hej Neil! Jest jakaś szansa, żeby do wyników wyroczni dodawany był bezpośredni link to oryginalnego posta?

Rozmawialiśmy o tym jakiś czas temu, a potem zapomnieliśmy. Zapytam Da Goblina. W międzyczasie zawsze możesz pójść na skróty i skopiować to do wyszukiwarki na
http://neilgaiman.com/p/Search
i pod warunkiem, że nie jest to nic nadzwyczajnego (właśnie wypróbowałem i w rezultacie otrzymałem znak zapytania) powinno być łatwo sprawdzić, skąd to pochodzi.

[Edycja by dodać, że Da Webgoblin zapewnia mnie, że link był tam od dawna. Po prostu trzeba go znaleźć. Zapytałem Kryształowej Kuli czy tak właśnie ma być, a ona odpowiedziała "Wielu ludzi uważa, że to głupi pomysł, włącznie z Lordem Blackadderem." Jednakże Webgoblin i ja Pozostaniemy Nieugięci.]

Czy Wyrocznia kiedykolwiek powiedziała coś innego niż "Musisz tym naprawdę potrząsnąć"?

Zaczynam tracić wiarę w jej moc.

Nie przeczytałeś instrukcji na http://www.neilgaiman.com/oracle, prawda? Szczególnie zwróciłbym Ci uwagę na kawałek, który mówi "nie wystarczy, gdy na nią klikniesz. Potrząśnij nią." Jeśli na nią klikniesz, powie "Musisz tym naprawdę potrząsnąć". Jedynie gdy zostanie wstrząśnięta, zasłona pomiędzy przeszłością i przyszłością się uniesie, i jedynie wtedy wyrocznia przemówi proroczo.

Panie Gaiman,

Po pierwsze, dziękuję Ci bardzo za Twojego bloga. To wielka przyjemność czytać go każdego dnia- szczególnie kiedy opisujesz jak wiele pracy wkładasz w pisanie.

Jednakże zastanawiałem się gdzie piszesz. Opowiadałeś o swoich piórach, papierze i atramencie, widziałem też wiele odniesień do małego domku, w którym piszesz, ale zastanawiałem się, czy mógłbyś (jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś) opisać tą "pisarską chatkę". Zawsze jestem ciekaw warunków, w których tworzy się dzieło, a idea pisania w chatce fascynuje mnie. Czy zawsze starasz się pisać w tym samym miejscu? Zanim znalazłeś chatkę pisarką, czy miałeś jakieś podobne miejsca do tworzenia? Czy czujesz, że zaczynasz przywiązywać się do miejsca jako takiego i pisanie w innych warunkach (np. miejsca, pióra, papier) jest trudne?

Jeszcze raz dzięki za dzielenie się z nami tym wszystkim i przepraszam, jeśli moje pytania zostały już gdzieś indziej zadane i udzielono na nie odpowiedzi.

Pozdrowienia

Scott

Podczas gdy pisałem wyszło słońce. Mogę zrobić i umieścić parę zdjęć chatce w głębi ogrodu, gdzie obecnie najwięcej piszę, głównie ponieważ jest to miejsce, gdzie najłatwiej pisać z dużym białym psem. Reszta pisania ma miejsce we wczesnych godzinach porannych na kanapie.

Prawdę mówiąc potrafię pisać właściwie wszędzie, chociaż lubię jeździć tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Lubię podróżować, w umiarkowanych ilościach, i lubię przebywać w nowych miejscach, a szczególnie w nowych miejscach do pisania.

A w międzyczasie, oto moje zdjęcie sprzed dziesięciu lat w patagońskim miasteczku, które zostało nazwane moim nazwiskiem rodowym...





...

Post z Tajemnniczą Rzeczą pojawi się dziś w nocy.

Jeśli się zastanawialiście...

... dziś są siódme urodziny bloga.

A przed końcem dnia web-goblin i ja zamieścimy Odjazdową Niespodziankę Urodzinową.

Friday, February 8, 2008

Jaki to dzień?

Tutaj jest prawie dziewiąty lutego.

A wiecie, co to oznacza?

Nie mogliście zapomnieć. W końcu to DZIEWIĄTY LUTEGO*...

No, prawie.

Tylko mówię. To wszystko.

...

Dzisiaj śnieg był jak blask. Musiałem odebrać Maddy i jej koleżankę z koszykówki, a śnieg... jeszcze nigdy czegoś takiego nie wdziałem. To był efekt optyczny. To był blask.

* (A ponieważ to luty, znów jestem w Kryształowej Kuli w mistycznym tubanie.)

Spiderwick Green

Holly Black zaprosiła Maddy na pokaz Kronik Spiderwick, który odbył się wczoraj wieczorem, więc odwiozłem ją i jej przyjaciółkę Annę-Rose i sam poszedłem z nimi jako jeden z dwóch "osób towarzyszących" Maddy.
(W zeszłym tygodniu zmyłem się z oglądnia Hannah Montana 3D, kiedy robiłem za szofera. Zamiast tego przesiedziałem w pobliskim Starbucks pisząc Księgę cmentarną i dopiero kiedy dziewczyny wyszły, dowiedziałem się, że przed filmem pokazano teaser do Koraliny 3D.) W każdym razie Kroniki podobały mi się bardziej niż spodziewałem się po obejrzeniu teaserów, które pokazali w San Diego. Próbowałem nakłonić Maddy, żeby tu je zrecenzowała ("Taaato. Po prostu powiedz, że Maddy naprawdę się podobało."), a potem próbowałem nakłonić Annę Rose, by je tu zrecenzowała ("Hm. Niech pan po prostu powie, że Annie Rose naprawdę się podobało."). Więc żadnej recenzji, ale Maddy i Annie Rose naprawdę się podobało.

2 pytania, które mogą też zainteresować innych czytelników Twojego bloga:

Przeszukałem Twoją stronę, ale nie znalazłem żadnego odniesienia do podpórek na książki z Sandmanem i Śmiercią, które mają się niedługo pojawić. Uwielbiam większość statuetek Sandmana,a te wyglądają naprawdę fajnie, więc prawdopodobnie je sobie kupię. Chciałem zapytać, czy to ma zastąpić dużą oprawę zaprojektowaną, by podtrzymywać 4 tomu "Absolute Sandmana", o której wspomniałeś w przeszłości? Jeśli oprawa wciąż jest w planach, czy będzie mogła zawierać także pojedyncze oprawy czy tylko same książki?

Z innej beczki, czy prawdziwa jest pogłoska, że kolekcja "Absolute Death" ma towarzyszyć tomom Sandmana?

Dzięki za pisanie i dzięki za bloga

-Neil




Drogi Neilu (dobre imię, właściwie napisane, dobra robota)

Myślę, że zadecydowaliśmy, że oprawa która miałaby podtrzymywać cztery książki które już są w oprawach byłaby raczej zbędna. (Może pewnego dnia będziemy mogli zrobić ogólną oprawę lub dwie dla dzisięciu tomów Sandman Library.) Tak więc to będą jedynie podpórki, które zaprojektował Mark Buckingham i nad którymi on, ludzie z DC i rzeźbiarz pracują przez wiele, wiele miesięcy. (Kliknijcie na zdjęcie, by zobaczyć je w odrobinę większym rozmiarze. Każda podkładka ma ponad 8 cali wysokości i ponad 6 cali szerokości)

Tom DEATH nie będzie absolutem. Będzie jednak w większym rozmiarze, w formacie Edycji Deluxe i prawdopodobnie będzie się nazywać THE COMPLEAT DEATH, ponieważ przez ostatnie dziesięć lat tak go nazywamy.

Drogi Neilu,

Właśnie znalazłem tego bloga i pomyślałem o Tobie

http://lolthulhu.com/

Pewnie już go znasz... po prostu się upewniam.

A także, chociaż zwykle nie przepadam za recenzjami książkowymi... gdy byłem w liceum, znałem synestezję i węża Midgarda. Znałem także Mandelbrota (nawet jeśli tylko jako "gościa, który robi z matematyki dziwaczne obrazki"). Mówiąc szczerze, zawsze byłem trochę dziwniejszy niż większość ludzi.

Wszystkiego dobrego!

K.

Nigdy nie umieszczałem tu Lolthulu, prawda? Pomimo tego, że od zeszłego Halloween ludzie dają mi o nim znać. No więc teraz to tu jest.

I tak, nie byłem pewien sensu linijki w recenzji "wszyscy zdolni licealiści znają plotki o sławach sprzed trzydziestu lat". Niektóre rzeczy się nie zmieniają. W całej tej linijce chodziło o pokazanie jakiego rodzaju rzeczy Jeoy nie znał. (Wzrusza ramionami.)

Hej Neil... jako że zdajesz się być zawsze otwarty na zmyślne, oryginalne strony internetowe, znalazłem jedną, która moim zdaniem jest absoniesamowicie wspaniała. Ten gostek zbiera rysunki wykonane przez dzieci i przerabia je w formę zdjęć. To naprawdę pokazuje pomysłowość fotografa i co ważniejsze kreatywność dziecięcych umysłów. WSPANIAŁA strona. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

http://www.yeondoojung.com/wonderland.html

A, i zdecydowanie potrzebujesz czegoś takiego. Jeśli miałbym pieniądze, z całą pewnością kupiłbym Ci takie coś jako prezent. :)

http://www.datamancer.net/keyboards/keyboards.htm

Ta pierwsza strona jest fascynująca. I naprawdę chciałbym zasiąść przy takiej klawiaturze i przekonać się jak się na niej pisze...

Na http://outofthiseos.typepad.com/blog/2008/02/a-note-on-audio.html asystentka mojej edytorki Jeniffer, Kate (która sama także edytuje) mówi o plusach i minusach audiobooków i prowadzenia samochodu, na podstawie własnych doświadczeń z "Nigdziebądź"...

Dobra. Teraz kontunuujemy dzień. (Obecnie robię jakieś zaległe wstępy. Później Rozdział 8.)

Wednesday, February 6, 2008

Szczęśliwego Roku Szczura

Na końcu każdego rozdziału “Księgi Cmentarnej” rysuję mały nagrobek z numerem rozdziału.

Właśnie narysowałem mały nagrobek dla Rozdziału 7. Po stu jedenastu napisanych stronach. Wiele jest jeszcze nie tak, są kawałki, które trzeba rozwinąć (lub, w przypadku jednej sceny, napisać), kawałki, które ozanczają, że muszę wrócić i zmienić lub rozwinąć wcześniejsze momenty w książce. Ten kawałek jest zwyczajniejszy od pozostałych rozdziałów, więc będę musiał się z nim pobawić albo go zostawić. Ale jest zrobiony- i jest ogromny. Co, dla czegoś co gdyby całość była filmem, stanowiłoby cały akt trzeci, nie jest zaskakujące. Tak jak powiedziałem, jest zrobiony, więc wróciłem z chatki do domu i znalazłem moją asystentkę Lorraine wciąż przepisującą fotokopie tego, co napisałem ręcznie wcześniej w trakcie tygodnia. Było to godzinę po jej normalnym końcu pracy, a przepisywała jedynie dlatego, bo chciała dowiedzieć się co stało się dalej. Spojrzała na mnie i powiedziała, że muszę kontynuować pisanie...

Dobrze. Teraz muszę trochę pomyśleć o Rozdziale 8. Myślę, że będę musiał usiąść i spisać wszystko, co ma się wydarzyć w książce zanim będzie można ją zakończyć. Sporządzanie list może być czasem wyjątkowo przydatne.

(Najdziwniejszym momentem dzisiejszego dnia było odnalezienie notatek w książce, w której piszę “Księgę Cmentarną”, spisanych na papeterii z hotelu w Budapeszcie w którym byłem w czerwcu, które wyliczały wszystko, co powinno wydarzyć się w Rozdziale 7, włączając w to klimatyczne rozwiązanie zagadki, z wymyślenia którego byłem bardzo dumny w tamtym tygodniu. Nie jestem pewny czy to mówi coś o mojej beznadziejnej pamieci, czy też o czasami nieuchronnej naturze opowieści. Jak w “Oczywiście, że tam się udało, ponieważ właśnie tam miało zmierzać.”)

Oksfordzki, lub "serial", przecinek

Neil napisał we wtorek 5 lutego o 23:59

Siedzę i czekam na telefon, chociaż wolałbym w tej chwili pisać. No cóż. Można poznać, że Strajk Scenarzystów ma się ku końcowi: przedsiębiorstwa filmowe powoli zaczynają się ruszać i tubalnym, wielorybim głosem z głębin przypominają scenarzystom, że nadal tam są i że wkrótce po nas przyjdą...

To w tej chwili moja ulubiona piosenka. A przynajmniej moja ulubiona piosenka o interpunkcji...

http://www.fabulist.org/mp3/02%20Oxford%20Comma.mp3

(a tu strona lastfm)

http://www.last.fm/music/Vampire+Weekend/_/Oxford+Comma

A tutaj klip z Youtube, wykonanie na żywo ...

102 strony. jak na razie.

Neil napisał we wtorek 5 lutego o 13:52

Rozdział Siódmy ma jak na razie 102 strony i jeszcze nie jest całkiem gotowy (pewnie będzie dziś wieczorem) i jak sądzę będzie dwukrotnie dłuższy od wszystkich innych rozdziałów/opowieści w książce. Są tam też fragmenty (pisane wczoraj, mocno nad ranem) bardziej przerażające niż cokolwiek innego od pierwszych stron. Robi też coś dziwnego z punktem widzenia. Ale wiem, że jest już prawie skończony odkąd zacząłem się martwić o ósmy i zarazem ostatni rozdział. A nie robi się tego dopóki poprzedni nie jest na ukończeniu.


"Nagrobek dla wiedźmy" (który będzie czwartym rozdziałem "Księgi cmentarnej") został wyróżniony przez magazyn Locus jako jedna z najlepszych nowel roku, co bardzo mnie cieszy.


Moja asystentka Lorraine właśnie weszła i powiedziała "USA Today pisze, że Bill Clinton, Jenna Bush i Stephen Colbert są wszyscy nominowani do nagrody Audie. Nie wspomina, że ty jesteś nominowany aż do trzech." I wcale bym od nich tego nie oczekiwał. Ale widzę, że Joe Hill ma szansę na dwie, więc możemy razem siedzieć podczas bankietu na uboczu, pogryzając kurczaka i obserwując jak nagrody wędrują do innych osób. (Tak wyglądają zazwyczaj moje doświadczenia z Audie. Chociaż zdobyłem jedną w 2003 za "Dwie sztuki na głosy")


Jedną z nominacji otrzymałem za "Interświat" stworzony przy współpracy z Michaela Reavesa
który obok powieści "Un Dun Lun" Chiny został w tym tygodniu zrecenzowany przez "New York Times". To dziwaczna recenzja - myślę, że dla recenzentów książek zasadą numer jeden powinno być Nie Poświęcaj Pierwszego Akapitu Na Obsmarowywanie Gatunku. Po prostu nie rób tego. Nie zaczynaj recenzji romansu od tego, że wszystkie romanse są beznadziejne, ale ten jest dobry (lub równie zły co cała reszta). Nie zaczynaj recenzji SF mówiąc, że nie cierpisz wszystkich międzyplanetarnych historii albo opowieści rozgrywających się w przyszłości oraz że nie podoba ci się jak autorzy fantastyki naukowej konstruują postaci. Nie zaczynaj recenzji powieści o Uniwersyteckim Cudzołóstwie od wyjaśnienia, że większość książek o profesorach języka angielskiego i ich rozhisteryzowanych romansach ze studentkami śmiertelnie cię nudzą, ale. Po prostu nie. To tak jakby osoba pisząca o restauracjach zaczynała od wyjaśnienia, że normalnie nie je i nie lubi oraz że nie rozumie jak inni mogą jeść chińszczyznę, kuchnię francuską czy barbeque. To sprawi, że będziesz uważany za niezbyt dobrego recenzenta.

Chciałoby się założyć, że jeśli ktoś pisze recenzję książki to jest ona tego warta. A jeżeli jako recenzent zaczynasz od wyjaśnienia dlaczego nie lubisz tego gatunku zdenerwujesz i zniechęcisz do siebie wszystkich, którzy go lubią, są zainteresowani i dlatego w ogóle chcieli przeczytać tę recenzję. I wystawiasz się na niebezpieczeństwo popełnienia głównego grzechu tępych recenzentów, czyli wyłączania czegoś z danego gatunku bo jest dobre. (Dodane: patrz mój komentarz oraz wiersz cytowany w http://journal.neilgaiman.com/2005/07/storms-and-teacups.asp)*

Po prostu uznaj, że horror, literatura młodzieżowa, czy cokolwiek innego to jest zasługuje na uwagę, a następnie napisz najlepszą recenzję jaką potrafisz.

(Prawdopodobnie wolno Ci jako recenzentowi napisał kilka razy "nie sądziłem, że to mi się spodoba, ale ta [książka/film/restauracja] sprawiła, że zmieniłem zdanie", ale lepiej żebyś wiedział o czym piszesz zanim zabierzesz się za coś takiego...)

...

Kendra Stout, która stworzyła wspaniałą koszulkę "Scary Trousers" dla sklepu Neverwear Cat Mihos poinformowała mnie, że David Tennant to tak naprawdę fenek. (Zawodowo zajmuje się opieką nad zwierzętami w zoo. Zna się na tym.) Kiedy wyraziłem swoje powątpiewanie zrobiła to, aby mnie przekonać:

video

* [Kingsley Amis i Robert Conquest "Nowe mapy piekła"
"SF's no good!" they bellow till we're deaf.
"But this is good." "Well, then it's not SF."

"SF jest do niczego!" krzyczą aż ogłuchniemy.
"Ale to jest dobre." "Czyli to nie jest SF"]
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI