czwartek, 2 lutego 2012

W sylwestra, który tutaj już jest

Neil napisał w piątek 30 grudnia 2011 o 23:00

Jak, u diabła, do tego doszło? Obiecałem, że kolejny post napiszę jutro, a to było ponad tydzień temu. Napisałem esej, opowiadanie, pojechałem do Sydney poczytać na scenie przy akompaniamencie kwartetu smyczkowego, ale nie pisałem na blogu. A teraz siedzę za kulisami Revolt w Melbourne przygotowując się na przebierane przyjęcie sylwestrowe i przegapiłem czas na pisanie bloga. Ale póki bezprzewodowego internetu, póty nadziei i pisze teraz.

W czasie, kiedy nie pisałem bloga wydarzyło się wiele wspaniałych i ekscytujących rzeczy. Między innymi zacytował mnie Tom Stoppard.

[Zapytany, czym jest "pytanie", Neil Gaiman raz na zawsze ustalił definicję, mówiąc:

Pytanie to stosunkowo krótki zestaw słów zakończony znakiem zapytania, na które można odpowiedzieć ze sceny. Jeżeli pragniesz po prostu powiedzieć nam, co myślisz na jakiś temat - to nie jest pytanie.

Idealne pytanie tego dnia podczas spotkania z Tomem Stoppardem zadała Rosamund Christie. Zapytała, jakim jedym słowem streściłby Hamleta. Jego odpowiedź brzmiała "CZY". - przyp. noita]

Na stronie Tor.com bardzo miło napisali o moim opowiadaniu A Case of Death and Honey ["Sprawa śmierci i miodu"] z antologii A Study in Sherlock ["Studium w Sherlocku"] i redagowanego przez Jonathana Stahana szóstego tomu najlepszych opowiadań SF i fantasy roku. Pisanie opowiadań, podobnie jak pisanie poezji według słów Dona Marquisa, przypomina wrzucanie płatków róży do Wielkiego Kanionu i czekanie na łoskot. Zazwyczaj zapada cisza, więc nawet niewielka reakcja na opowiadanie to dla pisarza przyjemna rzecz. Artykuł Nialla Alexandra z Tor.com można przeczytać na http://www.tor.com/blogs/2011/12/the-adventure-of-the-devils-foot-neil-gaiman-and-the-great-detective.

Za kilka tygodni zostanie opublikowany pierwszy tom niezwykłego wydania Annotated Sandman, czyli Sandmana z przypisami Lesa Klingera. Już teraz zarezerwujcie sobie egzemplarz w najbliższym sklepie z komiksami.



Tutaj znajdziecie świetny artykuł na temat Allegry Rosenberg, która gra Time Lord Rocka w Chicago. Ma szesnaście lat, choć powiedziałem, że ma piętnaście, kiedy zapraszałem ją na scenę podczas mojego quizu w programie Wait Wait Don't Tell Me.

Wywiadu ze mną z tego programu można posłuchać na 
http://www.npr.org/2011/12/24/144146842/author-neil-gaiman-plays-not-my-job. (Można go też przeczytać. Ale posłuchajcie, nie czytajcie.) Nie mogę go tu wkleić.

Mogę za to wkleić odtwarzacz z audycją z opowiadaniami, Selected Shorts, co też uczyniłem. Zawiera czytany przeze mnie Trollowy most oraz jedno z moich ulubionych opowiadań Borgesa, Koliste Ruiny.
[można było - przyp.noita]

...

Już miałem wam opowiedzieć o fragmencie przepięknego audiobooka Viriconium M. Johna Harrisona na stronie Neil Gaiman Prezentuje. Ale chcę napisać o tym oddzielny post w najbliższym czasie. Póki co, zajrzyjcie sami i przekonajcie się, czy Was interesuje:
...

Kilka dni temu spędziłem w Sydney cudowne chwile z kwartetem smyczkowym FourPlay. Poleciałem do domu i poszedłem prosto do Biblioteki Miejskiej w Melbourne, gdzie Amanda i ja czytaliśmy (ja) i śpiewaliśmy (ona). Ogłosiliśmy, że tam będziemy przed samym startem samolotu, ale przyszło ok. 400 osób.

Biblioteka w Melbourne jest niesamowita. Jest tam pianino, a bibliotekarze są tak sympatyczni i kreatywni, że chciałem zabrać ich ze sobą w trasę. Nazywalibyśmy się "Neil Gaiman i jego trupa wędrownych bibliotekarzy".


Uwielbiam to zdjęcie, na którym z zamkniętymi oczami słucham, jak Amanda gra:

...

A skoro mowa o dobrych zdjęciach...


To pochodzi ze strony fotografa Rasmusa Rasmussena:

Jak sam pisze:

Co roku robię tysiące zdjęć, więc kiedy zapytano mnie niedawno, które jest moim ulubionym w roku 2011, miałem trudności z udzieleniem odpowiedzi. Ale po kilku dniach rozmyślania wciąż przychodziło mi do głowy jedno szczególne. 
11.11.11 fotografowałem koncert Jasona Webleya w The Moore w Seattle. Tam właśnie udało mi się uchwycić ten moment. Webley opowiadał o zaletach miłości, podczas gdy Neil Gaiman i Amanda Palmer siedzieli za nim i słuchali. 
To opowieść o miłości, która rozpoczyna się wyrazem szczerej radości na twarzy Jasona Webleya, gdy spogląda w górę, prosto w reflektory i postanawia podzielić się swą radością z publiką. Dla mnie tę publiczność reprezentuje Amanda Palmer: rozluźniona, ale uważna, świetnie się bawi. Ich opowieść dopełnia Neil Gaiman, spoglądający na żonę z całkowitym uwielbieniem i uśmiechem, który mówi zwyczajnie "Kocham Cię". 
W tym zdjęciu jest tyle intymności, że obrabiając je czułem się, jak podglądacz, jakbym wtargnął tam bez zaproszenia. Musiałem sobie wręcz przypominać, że to był występ przed dużą publicznością. Dlatego właśnie uważam, że to moje ulubione zdjęcie z 2011 roku. Gdy na nie patrzę, mam ochotę pocałować żonę, włączyć jakąś dobrą muzykę i cieszyć się drobiazgami.

...

A co do Noworocznych Przemówień... Muszę napisać takie na dzisiejszy wieczór w Melbourne, jak tylko uporam się z tym wpisem.

Musi być równie dobre jak te, które przez lata umieszczałem na blogu. Zazwyczaj nie zastanawiam się za długo. Pisze po prostu, czego życzę sobie w nadchodzącym roku i mam nadzieję, że inni ludzie życzą sobie tego samego.

Ktoś właśnie przerobił te życzenia na plakat:



Kilku z tych rzeczy życzyłem ze sceny w Bostonie dokładnie dwa lata temu...


środa, 1 lutego 2012

Dobry wieczór, Melbourne (i wszyscy inni)

Neil napisał w poniedziałek 19 grudnia 2011 o 23:41

W razie gdybyście się zastanawiali, gdzie jestem – i nie dziwiłbym się Wam zanadto, bo sam często nie mam pewności, gdzie jestem i muszę się pilnować – jestem w Melbourne, tym w Australii, nie tym na Florydzie. Zatrzymałem się u przyjaciół, Petera Nichollsa i Clare Coney i jest ze mną moja żona, która na najbliższe kilka miesięcy w Australii ma rockandrollowe plany.

Przyleciałem tu w ubiegłym tygodniu i spontanicznie zorganizowałem spotkanie dla Wheeler Centre w Atheneum Theatre, które okazało się niesamowicie fajne, pomimo zmiany strefy czasowej. Zabawa była tym lepsza, bo miałem okazję spędzić trochę czasu z Tomem Stoppardem, którego poznałem w 2007 w Brazylii i ogromnie polubiłem.


(Oto zdjęcie zrobione pod sceną przez Alison Croggan, która przeprowadzała wywiad z Tomem.)

Po tym spotkaniu 1/3 mojego australijskiego planu (przynajmniej część polegająca na wychodzeniu na scenę) już za mną. 28 grudnia w Factory Theatre w Sydney jest występ, na który zabrakło już biletów, a w Sylwestra biorę udział w dość niesamowitym przyjęciu przygotowywanym przez Amandę. Potrwa od 20 to 2 nad ranem i pojawi się na nim Amanda, ja, Meow Meow, The Jane Austen Argument i mnóstwo innych fantastycznych postaci. Ja planuję napisać coś specjalnego i sylwestrowego na tę okazję. To niewielki lokal, a Amanda mówi, że w ten sposób na pewno będzie się dobrze bawić na sylwestrowej imprezie. Kilka ostatnich biletów można kupić na http://www.revoltproductions.com/melbourneevents/byevent/NYE1.

Na http://www.selectedshorts.org/onair/ można posłuchać odcinka audycji Selected Shorts, w którym czytam Trollowy most. A oto bezpośredni link. Cały odcinek jest bardzo fajny i zawiera również opowiadanie autorstwa Jorgego Luisa Borgesa.

Cat Mihos planuje na Neverwear coś bardzo miłego. Codziennie będzie rozdawała jeden artykuł ze sklepu komuś, kto zasłuży na niego czymś fajnym. Niektórzy nominują siebie samych, inni swoich przyjaciół. O wszystkim można przeczytać na: http://kittysneverwear.blogspot.com/.

Co więcej, spuszcza 5$ z ceny każdego zakupionego artykułu po podaniu kodu nice-kitty.

...

Nadszedł ten czas w roku, kiedy lubię sobie przypominać o artykule napisanym dla Independent kilka lat temu.


Zaczyna się słowami:

Nie przypominam sobie, żebym jako dziecko namawiał rodziców na cokolwiek z większym zapałem, niż kiedy wraz z siostrami namawiałem ich na choinkę.

Rodzice nie chcieli się zgodzić. "Jesteśmy żydami" mawiali. "Nie obchodzimy Bożego Narodzenia. My mamy Chanukę."

Nie zniechęciło nas to ani trochę. A zresztą, Chanuka to żadna namiastka Gwiazdki. W odróżnieniu od dziadków, rodzice nie zawsze pamiętali o obchodach tego święta, a nawet kiedy pamiętali – dzieci widzą różnicę pomiędzy menorą i świecami, a choinką. Rodzice prowadzili koszerna kuchnię, w Jamim Noraim chodzili do synagogi, ale na tym właściwie kończyła się religijność w naszym domu. Dziadkowie byli prawdziwie pobożnymi żydami, rodzice nieszczególnie pobożnymi, a ich dzieci – po prostu złymi żydami. 

Wiedzieliśmy, że jesteśmy złymi żydami, bo pragnęliśmy choinki...

...

Odcinek specjalny programu Wait Wait Don't Tell Me pojawi się na antenie NPR i w telewizji 23 grudnia. Powiedziano mi, że w radio będzie mnie więcej, niż w telewizji. "Kiedy wszyscy jeszcze raz to obejrzeli, doszliśmy do wniosku, że sadzanie cię na tamtym tronie było koszmarnym pomysłem" wyjaśnił Peter Sagal.

...

Neil Gaiman Przedstawia wydało kolejne dwie książki i obiema jestem zachwycony.

Powieść Anita pamiętam z czasów nastoletnich, opowiada o przygodach młodej czarownicy w latach 60. Pojawia się w niej najlepsza postać babci w literaturze pięknej, lepsza nawet od tej z rodziny Addamsów. Książka jest zabawna, urocza, przerażająca i wzruszająca. Próbki można posłuchać na http://www.audible.com/pd?asin=B006L7BA6O&source_code=NGAOR0002WS101911, czyta Nicola Barber i moim zdaniem robi to znakomicie.


Kto zauważy tajemniczą literówkę na okładce?

Jeżeli podobał się wam audiobook Pawany Keitha Robertsa... obawiam się, że ten jest zupełnie inny.
...

Ups. Muszę lecieć. Na wieści o kolejnej książce będziecie musieli poczekać. (Dzisiaj idziemy zobaczyć The Terminativity. Więcej jutro.)

Dzień DOOBRY, Sydney!

Neil napisał we wtorek, 6 grudnia 2011 o 3:14

JEŻELI JESTEŚCIE W SYDNEY, W AUSTRALII:

Godzinę temu rozpoczęła się sprzedaż biletów na WIECZÓR Z NEILEM GAIMANEM 28 grudnia. Pierwsze 150 osób kupi je za 35$, następni chętni po 45$. Wystąpię w Factory Theatre.

Jako support wystąpi kwartet FourPlay, który będzie mi również towarzyszył na scenie podczas jednego z fragmentów, jak na poprzednim występie w Operze. Są cudowni.

Na tej stronie znajdziecie bilety i szczegóły. To strona bliźniacza do oficjalnej strony Factory Theatre, powstała po to, by nie zawiesić strony teatru, gdy wszyscy na raz zaczną kupować.


Jeżeli nie jesteście w Sydney, w Australii:

na pocieszenie - zdjęcie Loli przy nagrobku obok altany:

wtorek, 31 stycznia 2012

Wszystko wokół zaczyna przypominać świąteczną kartkę

Neil napisał w niedzielę 4 grudnia 2011 o 12:36 


W piątek poleciałem do Chicago na nagranie specjalnego odcinka programu "Wait Wait Don't Tell Me...". Zostanie wyemitowany 23 grudnia w BBC America i Public Radio. Byłem gościem pod hasłem "Nie moja praca" i odpowiedziałem na trzy pytania. Żeby dowiedzieć się, czy udzieliłem prawidłowych odpowiedzi będziecie musieli poczekać do 23 grudnia.



W Guardianie można przeczytać zapis rozmowy, jaką odbyłem z Shaunem Tanem, jest bardzo fajna. Rozmawiamy o sztuce i podobnych sprawach. Powyższe zdjęcie przedstawia naszą dwójkę na tle jurty pisarzy podczas Edynburskiego Festiwalu Książki, jak na zmianę pokazujemy palcem interesujące nieistniejące obiekty.



ST: Nie wiem jak Ty, ale kiedy ktoś wspomina mi o adaptacji, na początku - być może niesłusznie - odczuwam pewien dyskomfort na myśl o wracaniu do dzieła, nad którym tak się trudziłem przez wiele miesięcy czy lat. Ale moja następna myśl to "Wow, co za wspaniała okazja do poprawienia kiepskich elementów."

NG: Bardzo się cieszę, że to powiedziałeś. Niedawno zostałem zapytany, czy wymyślam fabułę z wyprzedzeniem. Odpowiedziałem, że tak, ale pomimo tego pozostaje sporo miejsca na niespodzianki i z pewnością są miejsca, w których nie mam pojęcia, co się wydarzy. Pytający zacytował czyjąś wypowiedź, mówiąc że "każdy pisarz, który twierdzi, że nie wie, co się wydarzy w jego historii to kłamca, bo czy uwierzyłbyś komuś, kto zaczyna opowiadać anegdotę nie znając jej zakończenia?" Pomyślałem, że przecież nie opowiadam anegdot, żeby przekonać się, co myślę, tylko żeby opowiedzieć, co interesującego mi się przytrafiło. Natomiast dowolne dzieło zaczynam z zamiarem odkrycia, co myślę na dany temat.

ST: Dokładnie.

NG: Mam zamiar dowiedzieć się czegoś, czego nie wiedziałem, kiedy zasiadałem do pracy. W trakcie pisania mam zamiar odkryć jakie uczucia i myśli wywoła temat. Niewielkie fragmenciki mojego umysłu oddzielą się i staną postaciami, którym coś się przydarzy i które będą ze sobą rozmawiać.

ST: Dokładnie, tworzenia postaci przypomina naśladowanie drugiej osoby, aby dowiedzieć się, co myśli. Odkrywasz swój własny styl tak naprawdę dopiero, kiedy zaczniesz urozmaicać: umieszczasz wydarzenia w fikcyjnym świecie, odległej przyszłości lub przeszłości. Wiele osób sądzi, że o stylu lub osobowości świadczą rzeczy, które robi się często, ale wcale nie o to chodzi. Rzecz w tym, jak zachowujesz się w trudnej sytuacji lub kiedy nie jesteś sobą. Nie wydaje mi się, żebym znał siebie wyjątkowo dobrze - i tu znów chodzi o emocje - bo czasami zawstydza mnie, jak wiele emocji ujawniam w opowiadaniach. Nie zdaję sobie sprawy z tego, jak wiele w sobie duszę czy wypieram, ale wszystko wychodzi na jaw w tym treningu świadomego śnienia.


Serdecznie polecam.


Zaskoczył mnie natomiast ten artykuł z działu książki w Guardianie na temat Kurta Vonneguta, bo myli się  tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Można w nim przeczytać, że nowa biografia Kurta Vonneguta "podważa jego wizerunek ciepłego, dobrodusznego dziadka."

Wydana niedawno biografia uznanego amerykańskiego pisarza Kurta Vonneguta, uwielbianego przez fanów na całym świecie za obecny w jego książkach ciepły humor i nieskomplikowaną mądrość rodem ze środkowego zachodu, była dla wielu wstrząsem, ze względu na przedstawiony wizerunek zgorzkniałego, rozgniewanego człowieka ze skłonnością do depresji i wybuchów złości.

Książka o życiu zmarłego w 2007 pisarza uchyla rąbka tajemnicy jego życia prywatnego i prezentuje portret daleki od dobrodusznego poczciwca, którego uwielbiały miliony.

Przeczytałem to i pomyślałem, że musiałem zwariować. Kto u diabła po przeczytaniu książki Vonneguta mógłby uznać autora za dobroduszny kłębek milusiego szczęścia? Sam przeczytałem jego powieść w wieku 10 lat i przeżyłem szok, że można żartować w obliczu takiej tragedii i rozpaczy, a nigdy wcześniej się z takim pisarzem nie zetknąłem. Nic nie miało sensu, może poza kilkoma momentami miłości wykradzionymi ciemności, tymi momentami, gdy mamy szansę dotrzeć do drugiego człowieka, choć nie zawsze nam się to udaje.

"Ciepły humor i nieskomplikowana mądrość rodem ze środkowego zachodu"? Przedziwne. Założę się, że albo jest to cytat z informacji prasowej albo napisał to ktoś, kto w życiu nie przeczytał ani jednego napisanego przez Vonneguta słowa.

Podpisano,
człowiek, który napisał Wstęp do Niech pana Bóg błogosławi doktorze Kevorkian Kurta Vonneguta.

...

Wczoraj w nocy padał śnieg i dziś świat wygląda tak, jak wygląda w tej okolicy tylko raz w roku. Świeży śnieg po raz pierwszy w roku upodabnia świat do bożonarodzeniowej kartki.

I pomyślałem sobie: a niech to. Święta. Prezenty. Powinienem napisać pomocny post na ten temat. Czyli...

Jutro kończy się akcja CBLDF "Spirit of Giving". Jeśli chcielibyście zdobyć książkę z autografem jednego z 25 twórców, pospieszcie się: http://cbldf.org/homepage/cbldf-cyber-monday-25-amazing-graphic-novelists-personalize-your-gifts-in-the-spirit-of-giving/

To również ostatnia chwila, by zrobić zamówienie powyżej 100$ z http://postwartrade.com i otrzymać kartkę od Amandy Palmer. Na stronie, o czym już pisałem, pojawił się dział z rzeczami z trasy Wieczoru z Neilem i Amandą - jest ich ograniczona ilość, to resztki pozostałe po trasie i gdy znikną, znikną na dobre.




Pod adresem http://www.postwartrade.com/neil.htm znajdziecie koszulki, plakat, pięknie wykonaną profesjonalną i artystyczną fotografię oraz torbę. Wszystko poza zdjęciem zdobi przepiękny rysunek Cynthii von Buehler, który możecie podziwiać powyżej. Przy zakupie powyżej 100$ Amanda osobiście napisze do Was z podziękowaniami, o ile zamówicie jeszcze dziś. (Nawet jeżeli przegapiliście termin składania zamówień na kartki świąteczne możecie zrobić zakupy w sklepie.)
...

U Kitty, na stronie Neverwear, pojawiła się świąteczna nowość:



To nominowany do nagrody Rhyslinga wiersz Conjunctions, zilustrowany przez znakomitego fińskiego rysownika Jouniego Koponena. Wcześniej zaprojektował on plakat z wierszem Dzień, w którym przybyły spodki, który można kupić na tej stronie. (Znajduje się tam również artykuł Kitty na temat wiersza.)

Na stronie Neverwear znajdziecie mnóstwo skarbów, plakatów, grafik etc. Na http://neverwear.net/store/index.php?main_page=index&cPath=4 widać dokładnie, które wciąż są w sprzedaży.

...

Audiobooki możecie podarować komuś w prezencie. Poważnie, zajrzyjcie na Neil Gaiman Przedstawia, bo może znacie kogoś, kto ucieszyłby się ze Swordspoint, Krainy Chichów albo Pawany... Po prawej stronie jest przycisk "Wyślij jako prezent". Wszystkie są oczywiście również dostępne za pośrednictwem iTunes.

...

A na prezent dla kogoś, kto ma już wszystko - nie wiem, czy już o tym wspominałem, ale wyszedł właśnie Absolute Sandman Volume 5.



Tom zawiera Noce Nieskończone, Sennych łowców, Sennych łowców w adaptacji P. Craiga Russella oraz rozmaite drobiazgi, o których zapomnieliśmy po drodze, a o które upominano się w listach.

...

28 grudnia, w Sydney odbędzie się Wieczór z Neilem Gaimanem. Gościem specjalnym będzie kwartet smyczkowy FourPlay.

Czas i miejsce pojawią się w następnym wpisie. Zarezerwujcie sobie czas.

...

I na koniec: 31 grudnia w Melbourne Amanda Palmer organizuje olbrzymie muzyczne Przyjęcie Sylwestrowe z Maskaradą. Poprowadzę je wraz z Amandą, coś przeczytam, pojawi się również muzyka i goście,
m. in. The Danger Ensemble, Marieke Hardy, The Jane Austen Argument, The Bedroom Philosopher, Mikelangelo and Saint Clare, Lyndon 'Płonące Skrzypce' Chester, Lance Horne "oraz jeszcze jeden gość tak specjalny, że nie możemy na razie nic o niej powiedzieć".

Ilość biletów jest ograniczona, to jedyna taka impreza z biletami zwykłymi lub dla VIP-ów (VIP-y dostają PREZENTY) i mnóstwem dziwacznych rzeczy.

Bilety dostępne są na
http://revoltproductions.com/melbourneevents/byevent/NYE1.
Jeżeli jesteście z Melbourne i macie powyżej 18 lat - widzimy się na miejscu. Czegoś takiego jeszcze nie było.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Audiobooki: przestroga

Neil napisał 1 grudnia 2011 o 11:57


Rozmawiałem wczoraj z pewną pisarką. Właściwie wymienialiśmy SMS-y, co nie zdarza mi się często, ale tym razem było dość sympatyczne. Nie ujawnię, o którą pisarkę chodzi ani o jaka książkę.

Jej powieść wydało niedawno duże wydawnictwo. Przeczytałem ją. Bardzo mi się spodobała.

Pomyślałem, że sprawdzę, czy w ramach Neil Gaiman Presents i za pośrednictwem ACX mógłbym ją wydać jako Audiobook.

Zapytałem autorkę, czy istnieje wersja audio. Odpowiedziała, że nie.

Zapytałam ją, kto jest właścicielem praw i czy mógłbym zrobić audiobook przez ACX. Była zachwycona, powiedziała, że oczywiście się zgadza i sprawdzi czy to ona czy wydawca jej właścicielem praw do książki. Zastanawialiśmy się wspólnie, jaki głos jej zdaniem pasowałby do narratora i czy dla tej książki lepsza byłaby kobieta czy mężczyzna.

A potem dostałem od niej następującą wiadomość: "Ojej. To dziwne. Właśnie sprawdzałam w Internecie i istnieje wersja audio (tej powieści), o której nikt mi nie powiedział. Najwyraźniej wydano ją w listopadzie."

Sam zajrzałem. Rzeczywiście, audiobook powstał i miał okropna okładkę. A dziś rano otrzymałem od autorki e-mail o smutnej treści: "Nie słuchaj tego audiobooka. To chyba najgorsza rzecz, jaką w życiu słyszałam."

Było mi jej bardzo żal.

O tym samym mówiłem w wywiadzie z Laurą Miller dla Salon.com


Skąd tyle wahania?

Dla mnie tragedią audiobooków są fizyczne ograniczenia i niemożność nagrania książki w całości w czasach płyt winylowych i później - kaset. Wysoki koszt produkcji znacznie zmniejszał szansę wydania. Większości książek nie wydano jako audiobooki. Jeśli podoba ci się jakaś książka, prawdopodobnie nie istnieje jako audiobook.

Wydawcy zachowują sobie prawa do wersji audio, ale nic z nimi nie robią. [...] Proces polega na przekonaniu wydawcy do wyprodukowania audiobooka, ale nie masz już zupełnie kontroli nad tym, kogo obsadzą, kto będzie go czytał. Nie masz kontroli nad jakością, wymową, błędami itd. A potem wydawca wypuszcza to na rynek i próbuje jakoś sprzedać. 

ACX powstało, aby zapobiegać tego typu problemom i żeby o temacie zrobiło się głośno. Słyszę o tym coraz częściej. Wiem tylko, że audiobooków mogłoby  być znacznie więcej, ale ich nie ma. Przez długie lata nie ważne było, kto jej w posiadaniu praw, bo i tak nic nie dawało się zrobić. Ale w tej chwili żyjemy już w zupełnie innym świecie.

Mógłby pan opowiedzieć nieco o tym, jak ważny jesst dobór odpowiedniego narratora i jak taka osoba może wzbogacić przyjemność słuchania audiobooka - lub wręcz przeciwnie?

Kiedyś rozmawiałem o audiobookach z bardzo poczytnym pisarzem. Napisał powieść, której narratorem był dwudziestokilkuletni czarny mężczyzna. Audiobook czytała pięćdziesięciokilkuletnia biała kobieta. Przy podejmowaniu tej decyzji nikt nie zapytał o jego zdanie i po pięciu minutach musiał wyłączyć, bo dosłownie nie był w stanie dalej słuchać.

W przypadku, kiedy autor żyje i można się do niego zwrócić - tego typu decyzje należy pozostawić jemu. Ja zostaję producentem i podejmę ostateczną decyzję, jeśli pisarz uzna, że trzech lektorów podoba mi się w równym stopniu. Jeśli autor książki żyje chciałbym, żeby był zadowolony. To jest najważniejsze.


A mojej smutnej, znajomej anonimowej pisarki było mi żal o tyle bardziej, że byłem BARDZO szczęśliwy z powodu wydania dwa dni temu Swordpoint ["Czubek miecza"]. Moja radość wypływa głównie z faktu, że szczęśliwa jest również autorka, Ellen Kushner. (Dowód i szczegóły na http://ellen-kushner.livejournal.com/tag/audiobook.) Swordspoint jest audiobookiem czytanym przez autorkę książki, ale pojawiają się w nim czasami dodatkowe efekty dźwiękowe i goście tak szacowni, jak Simon "Arthur Dent" Jones. To cudowne. Ona jest szczęśliwa, ja jestem szczęśliwy, słuchacze też wydają się niezwykle szczęśliwi, pracownicy Audible.com są szczęśliwi, bo ludzi chcą to kupować i ściągać, a pojawiające się już recenzje również wyrażają szczęście i radość.



(Fragmentu Swordspoint i mojego wprowadzenia  można posłuchać na http://www.audible.com/pd?asin=B006FJJDBW&source_code=NGAR0002WS101911)




Nie chcę wcale, żeby ten post stał się jedną wielka reklamą Swordspoint albo litanią narzekań na wydawców marnujących prawa do wersji audio książek. Chciałbym tylko zaznaczyć, że jeśli jesteś pisarzem Zainteresuj Się Swoimi Audiobookami Od Razu. Zainteresuj tym tematem swojego agenta. Wspomnij o nich przy przygotowywaniu kontraktu. Dowiedz się, czy sprzedajesz prawa, a jeśli tak - jaka kontrolę nad procesem powstawania będziesz mieć i czy ktoś będzie musiał skonsultować z tobą dobór lektora i inne kwestie dotyczące nagrywania.


Upewnij się też, że twój wydawca wymyślił, w jaki sposób dostarczyć ci darmowe egzemplarze (to łatwe w przypadku płyt CD, ale z platformami i wydawnictwami cyfrowymi może być znacznie trudniej).



Jeśli jesteś agentem literackim zwróć uwagę, że minęły czasy, gdy audiobooki były drogie i mało popularne, powstawały tylko z najlepiej sprzedających się książek, a skracanie było nieuniknione. Wkraczamy w złoty wiek i nie ma powodu, by na podstawie dowolnej książki nie mógł powstać profesjonalnie wyprodukowany audiobook. Pozostaw prawa do wersji audio autorowi, chyba że masz pewność, że zostaną użyte i dobrze wykorzystane. Jeżeli są sprzedawane razem z prawami do książki - ostrzeż autora i domagaj się, żeby miał prawo do zatwierdzenia.

Uwielbiam ACX i ogromnie podoba mi się, jak ta platforma działa. Pisarze (lub posiadacze praw), producenci i utalentowani lektorzy znajdują się i wspólnie tworzą audiobooki, które publikuje Audible. To platforma dla pisarzy, agentów, wydawców, którzy nie wiedzą co począć z dużą ilością praw książkowych do wersji audio, reżyserów/producentów/techników, aktorów i innych zainteresowanych. (Póki co dotyczy tylko USA, ale prace trwają.) (Więcej można dowiedzieć się na http://www.acx.com) (Koniec reklamy.)



I wcale nie reklamuje wyłącznie ACX. Tak naprawdę każdy może zrobić to samodzielnie, jeśli woli. Trzeba znaleźć odpowiedniego narratora lub studio, gotowy audiobook można rozprowadzać w sieci, można go rozdawać w ramach promocji książki albo po prostu dlatego, że można. Można też upewnić się, że jeśli wydawca postanawia wyprodukować audiobook, będzie się miało nad nim pieczę i że będzie on taki, jaki chcemy.


Bo w innym razie, możecie być zmuszeni pisać do znajomych i prosić ich, żeby nie słuchali audiobooków na podstawie waszych książek. A to byłoby doprawdy straszliwe.