piątek, 4 marca 2011

Wyjaśnienie dla Króla Bólu. Brak zorzy polarnej.

Neil napisał w piątek 18 lutego 2011 o 16:31
Pogoda na zewnątrz naprawdę daje się we znaki. Śnieg na ścieżkach, którymi zwykłem spacerować, najpierw stopniał, a potem zamarzł i wszystkie są całkowicie pokryte lodem. Śnieg poza ścieżkami też zaczął topnieć i zamarzł tworząc twardą skorupę. Jest wystarczająco twarda, żeby po niej chodzić, ale nie żeby biegać. Trzeba uważać, gdzie się stąpa, światło księżyca wygląda przepięknie i nadal nie widziałem obiecanej zorzy polarnej...

W ramach dzisiejszej (i jutrzejszej i zapewne niedzielnej) pracy sprawdzam przygotowaną do druku jubileuszową wersję Amerykańskich bogów. To samo robiłem dokładnie dziesięć lat temu.

Witaj, Neil, zastanawiam się na kim wzorowana jest postać Króla Bólu z "Trzech wrześni i jednego stycznia". Czy to był Thomas Paine?
Wydaje mi się to dziwne, dlaczego trafił do jednego komiksu razem z Cesarzem Ameryki?


Thomas Paine rzeczywiście pojawia się w Sandmanie, ale występuje w "Thermidorze", we wcześniejszym zeszycie niż "Trzy wrześnie i jeden styczeń". Nie, Królu Bólu żył naprawdę i w komiksie został przedstawiony tak, jak go opisywano, w San Francisco w czasach Cesarza Nortona.

Trafił do komiksu, bo kogo można wysłać, aby negocjował z cesarzem, jeśli nie króla?

Spróbuję zrobić coś, czego jeszcze tutaj nie próbowałem i wstawić książkę z Google books, w której znalazłem Króla Bólu: The Barbary Coast Herberta Asbury'ego.



[istotny fragment poniżej: - przyp. noita]
Innym bywalcem baru Martin and Horton's oraz sporadycznym gościem Cobweb Palace (Pałacu Pajęczyn) był wędrowny uzdrowiciel, który nadał sobie przydomek Król Bólu. Był chyba najbardziej barwną i wytworną postacią San Francisco owych czasów: jego zwyczajowy strój składał się ze szkarłatnej bielizny, ciężkiej, aksamitnej szaty, cylindra przyozdobionego strusimi piórami oraz ciężkiego miecza przy boku. Za granicę udawał się czarnym niczym węgiel powozem zaprzęgniętym w sześć śnieżnobiałych koni. Król Bólu zrobił majątek sprzedając na skrzyżowaniu ulic Trzeciej i Mission maść z tojadu, ale wszystkie pieniądze przegrał i ostatecznie popełnił samobójstwo.



A oto dzisiejszy lutowy post-z-przeszłości:

Cześć, Neil,
Spóźnione gratulacje z okazji ślubu! Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Twojej uroczej żony.

Kiedy zapytałeś o najlepsze fragmenty z bloga, natychmiast przyszły mi do głowy dwa posty. Ten, w którym wystąpiła Skippy i drugi, w którym opisujesz jak odwiozłeś Maddy do szkoły, z 5 grudnia 2005. Napisałeś tam o czymś, co później słyszałem jeszcze kilkakrotnie. (np.: znajoma jest żoną brata Susan Sarandon i słyszała, jak jej dzieci błagały ją, żeby nie zabierała ich na ceremonię Oskarów: "Ale mamo, to taki OBCIACH! Nie możemy po prostu zostać w domu?!") Nie ważne jak fajny jesteś dla całej reszty świata, twoje dzieci zawsze będą uważać cię za dziwadło.

Prawdziwie mądre słowa :)


Przeczytałem ponownie wspomniany wpis i umieszczam go w całości, przede wszystkim z powodu zdziwienia, że linki do strony NPR z 2005 roku wciąż działają.

Z http://journal.neilgaiman.com/2005/12/early-night.html

Wstałem bladym świtem, żeby zawieźć Maddy do szkoły. Zwykle nie lubi, kiedy to robię, bo to wstyd jechać do szkoły w Mini, ale Mary jest z Holly we Włoszech, moja asystentka Lorraine zawozi dziś Lisę Snellings na lotnisko, więc wypełzłem z łóżka w ten bury poranek i zawiozłem ją do szkoły. Miałem na sobie gruby szlafrok i wielkie kapcie, bo o tej porze nie ubieram się dla nikogo. Ironia losu, że zamarły akurat drzwi od strony pasażera (było - 18 stopni) i Maddy przez całą drogę umierała ze strachu na myśl o tym, że ktoś zobaczy mnie w szlafroku i kapciach pod szkołą, kiedy będę wypuszczał ją z samochodu. W drodze negocjacji ustaliliśmy, że zamiast zatrzymywać się pod szkołą, poszukamy dyskretnego miejsca na parkingu, gdzie Maddy wysiądzie i będzie bardzo mocno udawać, że mnie nie zna.

Po południu wystąpiłem z Nealem Conanem w programie Talk od the Nation - zawsze dotąd był nagrywany w St Paul (z wyjątkiem http://www.npr.org/templates/rundowns/rundown.php?prgDate=18-Sep-2003&prgId=5 kiedy we wrześniu 2003 pojechałem do DC), ale dzisiaj wszystkie studia były zajęte, więc pojechałem do Eau Claire, do WHWC i tam nagraliśmy rozmowę. Jeżeli chcecie jej posłuchać: http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=5039319.

Po raz pierwszy wziąłem udział w Talk of the Nation w 1993, i wystąpiłem wtedy razem ze Scottem McCloudem. Mieliśmy opowiadać o komiksach, ale na początku wywiadu prowadzący wspomniał, że czytał niektóre z moich dzieł (wymienił Śmierć: wysoka cena życia i Sygnał do szumu). Powiedział, że jego zdaniem nie przypadłyby one do gustu kobietom, przez co do radia dzwoniły wyłącznie kobiety-czytelniczki komiksów, które chciały powiedzieć prowadzącemu dokładnie, co o nim myślą.


...

Cześć, Neil,
Jak udało Ci się osiągnąć efekt niebieskich szkieł na zdjęciu, które zamieściłeś na blogu?
Pozdrawiam,
Michael
p.s. Właśnie skończyłem czytać Chłopaków Anansiego i książka bardzo mi się podobała. O, i dzięki za limonkę. Dałeś ją mojej żonie, Kat, podczas spotkania w Manchesterze. Nadal ją mamy i zastanawiamy się, jak ją zakonserwować.

To był przypadek, ale bardzo fajny i taki efekt wyszedł tylko na tym jednym zdjęciu. Okulary mają lekko niebieskawy połysk, a ja patrzyłem na śnieg, który odbił się na niebiesko. Fotograf i drzewo odbijają się w okularach tak, że wyglądają jak oczy: "źrenica" to tak naprawdę odbicie nóg...

Cześć Neil
Długo szukałam, ale nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na pytanie, co robiła limonka na stole podczas spotkania z czytelnikami w Manchesterze. Miałam zapytać już wtedy, ale zamiast tego gadałam jakieś głupoty. Właśnie takie drobiazgi zakłócają spokój moich bezowocnych dni, mogę mieć nadzieję na odpowiedź?
pozdrawiam
Rebecca


Jeśli wierzyć wcześniejszej wiadomości, limonka była dla Kat.

...

I na koniec: Mitch Benn zaczął nagrywać podcast z zabawnymi piosenkami. Bardzo przypomina jego starą audycję w BBC Radio 7, z wyjątkiem tego, że wolno mu dołączyć jego własne piosenki (W tym przypadku utwór w stylu Toma Waitsa na temat przygotowywania sobie kanapki zanim się upijesz) oraz takie, w których występują przekleństwa. Co dziwne, większość piosenek w tej pierwszej audycji jest raczej niecenzuralna. Lubie takie podcasty - mogę się zapisać w iTunes albo Google Listen i odsłuchać, kiedy będę miał ochotę. Można go posłuchać lub pobrać ze strony http://mitchbenn.com/podcasts.

(Wiem, że sporo czytelników tego bloga to muzycy, więc mówię, że) Mitch poszukuje zabawnych utworów do kolejnych audycji. Jeśli nie podobały się Wam utwory z pierwszego odcinka, powinniście mu coś zaproponować. Albo wysłać, jeśli sami tworzycie muzykę: można znaleźć go na mitchbenn@hotmail.com lub @mitchbenn na Twitterze).

Brak komentarzy: