czwartek, 20 stycznia 2011

LATARNIA!

Neil napisał w sobotę 25 grudnia 2010 o 13:14



Zdjęcie zrobił Mike. Prezent od rodziny.

Było to w wigilijną noc i na całym blogu...


...nie poruszył się nikt, nawet pies.
[tytuł notki pochodzi z tego świątecznego wierszyka - przyp.noita]

Są tu wszystkie moje dzieci (czy nadal nazywać je dziećmi, jeśli już są dorosłe? Pewnie tak...) i nie mogę się całą trójką nacieszyć. Wszystkie teraz śpią - albo próbują zasnąć - na górze. Holly i Maddy widziano ostatnio, kiedy w jednym łóżku grały w karty. Mike zajmuje swoja sypialnię na strychu.

Ja siedzę na dole, razem ze śpiącymi psami, piszę, ale wokół całkowita cisza.

Cabal miał problemu z używaniem tylnym łap. Pojechał znów do uniwersyteckiej kliniki, zrobili mu rezonans i powiedzieli, że nie potrzebuje kolejnej operacji. Sądzili, że usunięcie guza uciskającego kręgosłup będzie oznaczać dwa miesiące bardzo prawie bez ruchu (czyli Dobre Wieści), ale nie wiedzą, co jest przyczyną tych objawów (Złe Wieści). Teraz wolę myśleć o tych Dobrych. Lola jest skoczna i szczęśliwa.

Obiecałem dziewczynkom, że położę się w miarę wcześnie. Jutro idziemy spędzić dzień z ich mamą. Otwieranie prezentów i takie tam.

Ja oczywiście liczę, że dostanę latarnię.

...

Drogi Panie Gaiman,
W Boże Narodzenie rok temu zamieścił pan link do świątecznej piosenki Tima Minchina "White Wine in the Sun" [Białe wino w słońcu] . Choć sam jestem Żydem, bardzo lubię okres świąteczny, a ta piosenka była jego ukoronowaniem.

Miałem nadzieję, że ponownie ja pan zamieści, żeby te święta były podobne poprzednim, ale w końcu uznałem, że nie chciałby się pan powtarzać.

Chyba, że ktoś by o to poprosił.

Najlepszego,
Blake


Masz rację. Sam bym tego nie zrobił.

Chyba, że ktoś poprosi.



...

Drogi Panie Gaiman,
Serdecznie dziękuję za
“Blueberry Girl”. Jasmine (dwa i pół roku) i ja ją uwielbiamy. Jest tam wszystko, czego tak bardzo dla niej pragnę i nie ważne który raz to czytam - za każdym jestem równie wzruszona (zupełnie inaczej, niż z Parowozem Tomkiem)! Jasmine nieustannie prosi o "książkę z rybkami" (sądzę, że wymówienie tytułu jest dla niej jeszcze za trudne), a ja zawsze chętnie zajrzę w jej przyszłość, zamiast dziergać dla niej zimowe ubranka, czy robić inne bezsensowne rzeczy, z powodu których zaniedbujemy nasze dzieci.
Książka dla małych dzieci, którą znam wystarczająco dobrze, żeby recytować z pamięci, a mimo to jej nie znienawidziłam? Coś prawdziwie magicznego!
Dziękuję.
Wszystkiego dobrego,
Kirsteen

Cała przyjemność po mojej stronie. Zauważyłem też, że mieszka pani dwa kroki od szkoły, do której chodziłem jako ośmiolatek. (Nazywała się Aston House i 40 lat temu została wyburzona.)

...

Sprawy wesołe i zamykanie rozdziałów:
IGN zrobiło zestawienie 25 Najlepszych Albumów Roku, i znalazł się wśród nich Evelyn Evelyn.

Klip do piosenki Baby It's Cold Outside z udziałem skarpetkowych pacynek:



(Więcej informacji i kostiumy dla pacynek do ściągnięcia na stronie http://tinyurl.com/babyitssockpuppets)

Na stronie Mitcha Benna nadal jest "Urodzinowa piosenka dla Neila". Jeśli jeszcze jej nie słyszeliście... cóż, mnie w tym roku bardzo uradowała.

Przy okazji: Nie podziękowałem dotąd CBLDF za stronę z życzeniami urodzinowymi. Są niestrudzeni w swej pracy i uwielbiam im pomagać.

W Wisconsin Public Radio jest wspaniały program pt. To The Best of Our Knowledge. [O ile nam wiadomo]. Przygotowali właśnie znakomita audycję na temat baśni, jest w niej wywiad z Salmanem Rushdie i A.S. Byatt, a także ze mną - przeprowadzony w Halloween w Domu Na Skale. Można go posłuchać na http://www.wpr.org/book/101219b.cfm lub ściągnąć na później.


New Scientist, który prenumeruję juz ponad dziesięć lat wybrał mnie do jury oceniającego konkurs Szybkiej Literatury. Opowiadania do 350 słów, mają dziać się w przyszłościach, które nigdy się nie wydarzyły. Oto ogłoszenie wyników... Miałem wybrać zwycięzce spośród dziesięciu opowiadań, które mi dostarczono. (Oto on) oraz dwa wyróżnienia (jedno i drugie). Poziom był zaskakująco wysoki, a każde z dziesięciu zwycięskich opowiadań zostanie zamieszczone na ich blogu.

Chciałem przypomnieć wszystkim, że na http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff/Short_Stories można znaleźć pięć darmowych opowiadań. Dwa z nich znajdują się wyłącznie na tej stronie.

Nie zdążyłem wrzucić tego tutaj na czas: wspaniała galeria rysunków Mervyna Peake'a ze strony The Guardian. Uwielbiam jego rysunki i uwielbiam jego pisarstwo.


...

Dobra. Koniec na dziś... jest jeszcze trochę fajnych rzeczy do pokazania na blogu, ale mogą na razie poczekać.

Poniższe zdjęcia zrobiła dziś Maddy Gaiman. Czapka Mikołaja należy chyba do Holly. (Widzicie to wielkie, czerwone pudło w tle za mną? Jestem prawie pewny, że to latarnia.)

Mikołaj naprawdę, naprawdę był, prawda?

Neil napisał w sobotę 18 grudnia 2010 o 22:27

Miałem właśnie zamiar wsiąść do samochodu i pojechać do nocnego sklepu po gryzak dla psów, bo wygląda na to, że psica ząbkuje i nie uwierzylibyście co pogryzła. Ale przed sekundą przyszło coś bardzo śmiesznego i pomyślałem, że się tym podzielę...

Ale zanim to zrobię, tytułem wprowadzenia, czy też wypełnienia:

Kilka tygodni temu zauważyłem na YouTube wspaniałe filmiki ilustrujące mój wiersz Dzień w którym przybyły spodki.

Nie musicie ich teraz oglądać, ale niech tu będą, na wypadek gdyby kiedyś przyszła komuś ochota.

W tym użyto mojego głosu jako narratora...




i kilka czytanych przez kogoś innego...







I pomyślałem sobie, że to świetna zabawa. Powinienem zaproponować na blogu, żeby ludzie zrobili coś podobnego z opowiadaniem "Mikołaj był..." z okazji świąt.

A potem zapomniałem. Myślałem o tym podczas spaceru, pewnie rozproszyły mnie rozważania na temat latarni i wyleciało mi z głowy.

A potem przyszło to. To dzieło stworzone przez studio animacji/projektowania grafiki z Pekinu, jako kartka świąteczna.

To akurat powinniście obejrzeć właśnie teraz. Dalej, proszę bardzo.


39 Degrees North: Christmas Card 2010 from 39 Degrees North on Vimeo.


Wspaniałe. I rzeczywiście, Mikołaj był...

A jeśli kogoś to zainspirowało i chce stworzyć teraz własne Mikołaje były - macie tydzień. Linki proszę przysyłać przez FAQ (NIE przez Twittera. Nie ma gwarancji, że przeczytam wszystko, czy nawet część tego, co dzieje się na twitterze.)

Zamieszczę je tutaj na Boże Narodzenie.
....

A ponieważ nagle poczułem się bardzo bożonarodzeniowo, oto link do artykułu z Independent, który napisałem parę lat temu. Wspomnienie ośmiolatka wyznania żydowskiego, który i tak chciałby mieć w domu choinkę.




I dzięki uprzejmości Jonathana Carrolla, zdjęcie które sprawiło, że poczułem prwdziwie świąteczną atmosferę:

NIEBEZPIECZEŃSTWO
spadające anioły

środa, 19 stycznia 2011

Banan, pomidor, kalendarz

Neil napisał w czwartek 16 grudnia 2010 o 23:39
From mobile

Dzisiaj było przepięknie. Zabrałem psy do lasu i w pewnym momencie zacząłem się rozglądać, czy gdzieś w śniegu nie widać starej, londyńskiej latarni z czasów wiktoriańskich. Zawsze zima, nigdy Gwiazdka, pomyślałem spoglądając na zamarznięte jezioro...

I wtedy zacząłem się zastanawiać, czy nie warto byłoby znaleźć i zainstalować tutaj taką latarnię. Jeszcze nie wiem, może naprawdę to zrobię. To wydaje się wspaniale niedorzecznym pomysłem. I wymagałoby mnóstwa pracy. I prawie nikt nie będzie jej oglądał...

Jeszcze trochę i sam się na to namówię, prawda?
....

6 marca 2009 to był ciężki dzień.

(Pisałem o tym tutaj: http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2009/03/dzien.html i tutaj: http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2009/03/kolejny-dzien.html.)

W taksówce, w drodze na podpisywanie Blueberry girl dowiedziałem się, że mój ojciec zmarł z powodu nagłego ataku serca. Pojechałem na Union Square i w jakimś zamroczeniu chodziłem, dzwoniłem, do siostry, do dzieci... potem zadzwoniłem do Amandy, która była wówczas w trasie w Perth, w Australii. To, że natychmiast postanowiłem zadzwonić właśnie do niej, powiedziało mi bardzo wiele o tym, co do niej czułem. To, że natychmiast zaproponowała odwołanie reszty koncertów, żeby przyjechać i być przy mnie powiedziało mi bardzo wiele o tym, co ona czuła do mnie.

Powiedziałem, żeby tego nie robiła, tak samo jak wbrew radom nie chciałem odwołać spotkania z czytelnikami. Wraz z Charlesem Vessem podpisaliśmy książki dla ponad tysiąca osób, a dziewięć godzin później, kiedy było już po wszystkim, asystentka Amandy, Beth Hommel, miała dla mnie trzy podarunki.

Wspominam o tym, żeby wyjaśnić o co chodziło w tym wpisie: http://blog.amandapalmer.net/post/2340743748/map-of-tasmania-a-short-history: Amanda opisuje ten dzień, co wtedy zrobiła i dlaczego oraz zamieszcza zdjęcia, które Beth robiła po wręczeniu mi prezentów. To jest jedyny uśmiech, jaki przypominam sobie tamtego dnia, kiedy o uśmiechy było trudno.

A zdjęcie, którego nigdy dotąd nie widziałem przywołało wszystkie tamte wspomnienia...
...

Na stronie Neverwear Kitty ustaliła swoją własną metodę wyceny limitowanych artykułów. Im mniej ich zostało, tym wyższa cena. Spedała się już ponad połowa grafik "100 słów" Jima Lee, pięknie zilustrowanego wiersza. Kitty podniesię cenę do 50 $ za sztukę, ale ponieważ są święta, poczeka do 27 grudnia. Jeśli złożycie zamówienie przed tą datą, zapłacicie tylko 38 $.

Więcej na ten temat na http://kittysneverwear.blogspot.com/2010/12/jim-leeneil-gaiman-print-run-halfway.html

Kitty zaplanowała na przyszły rok wiele wspaniałości. Tegoroczne koszulki są na http://neverwear.net/store/index.php?main_page=index&cPath=1, grafiki tutaj http://neverwear.net/store/index.php?main_page=index&cPath=4 a resztę strony przejrzyjcie sami. Duża część tego, co zapłacicie zostanie przekazana na konto CBLDF, a reszta na zapełnienie misek kotów Kitty.

Mam mitologiczne wymiary. Nie możecie ich zobaczyć, ale one tam są.

Neil napisał w czwartek 16 grudnia 2010 o 12:38

Narośl na pysku Księżniczki okazała się kocim odpowiednikiem gigantycznej krosty. Została usunięta. Księżniczka wróciła do domu, niezbyt szczęśliwa, że była zmuszona odwiedzić weterynarza. Mam nadzieję, że będzie się na nas obrażać jeszcze bardzo długo.

Pomyślałem, że chcielibyście wiedzieć.

Piszę teraz opowiadanie i sprawia mi to wiele radości. To będzie jedno z tych opowiadań, które są prawie prawdziwe, mają mnie jako narratora i nie chcę zdradzić ani słowa więcej w obawie, że mi ucieknie.

...
Program smodcast z Kevinem Smithem był genialny!
Jaki tytuł ma ta nowa piosenka Amandy? Jest bardzo poruszająca i niesamowita.

Jej tytuł to "The Bed Song". Łamie mi serce za każdym razem, gdy jej słucham.

Podczas czytania nowego zbioru OPOWIADANIA, który współredagowałeś z Alem Sarrantonio zauważyłem interesujący szczegół. Na stronie z "innymi dziełami tego autora" książki podzielone są na dwie kategorie: "Dla dorosłych" i "Dla czytelników w każdym wieku". Nie ma kategorii "Dla dzieci", a ilustrowany "Dzień, kiedy zamieniłam tatę na dwie złote rybki znalazł się w książkach "dla wszystkich". Co bardziej uderzające, Koralina i Księga cmentarna trafiły do kategorii "dla dorosłych", choć są sprzedawane i reklamowane jako książka dla młodzieży (Księga cmentarna zdobyła przecież nawet nagrodę Newbery za "znaczący wkład w amerykańska literaturą dziecięcą"). Mam więc pytanie: czy poprzez zmianę kategorii chciałeś specjalnie zagrać na nosie księgarzom, którzy nalegają na doklejanie szczegółowych etykietek i sztywne podziały?

Chciałbym móc odpowiedzieć tak! zrobiliśmy coś szalonego, ale uczciwość mi na to nie pozwala. Nie wiem kto odpowiadał za bibliografię, ale nie widziałem jej przed publikacją, więc nie miałem szansy tego poprawić.

Cześć Neil! Po pierwsze, jestem (naturalnie) wielką fanką i ja również chciałabym zostać pisarką. Chciałabym napisać opowiadanie o domu i wszystkich jego mieszkańcach, od zawsze inspirowały mnie domy w stylu gotyckim. W tym tygodniu zobaczyłam na blogu zdjęcie Twojego domu i pomyślałam: "Wow, jest idealny!". Zastanawiam się czy wiesz co o tym, kiedy został zbudowany, kto go zaprojektował i wybudował? Chciałabym się po prostu czegoś dowiedzieć o tym domu. Zrozumiem, jeśli odmówisz, bo dom to bardzo osobista sprawa. Przy okazji gratulacje, bo Tobie trafił się wyjątkowo piękny. Jeszcze raz dzięki za wszystko, co robisz, fani naprawdę to doceniają.
Pozdrawiam,
Jennifer Smith


Dom powstał mniej więcej pomiędzy 1885 i 1900 rokiem, w miejsce innego, który wcześniej spłonął (być może dlatego ten jest murowany). Jego autorem jest artysta i kartograf (który był również urzędnikiem miejskim, fotografem i z pewnością miał jeszcze wiele innych zajęć) przybyły do Ameryki z Niemiec przed wojną secesyjną. To naprawdę wspaniały dom.

(Na wycinku z miejscowej gazety można przeczytać, że budowę ukończono w 1885, ale zdjęcia z datą 1900 przedstawiają dom jeszcze bez balkonu z tyłu i werandy.

Syn budowniczego cieszył się niejaką sławą w swojej dziedzinie, więc zdarzało nam się gościć ludzi, którzy z jego powodu chcieli dom obejrzeć, choć urodził się on w tym poprzednim, który spłonął.



Cześć, jestem z Brazylii i ja oraz wiele innych osób chciałbym przeczytać Amerykańskich Bogów
(Deuses americanos po brazylijsku).
Piszę tu żeby poprosić Gaimana, żeby napisał na twitterze albo poprosił o RT żeby jakieś wydawnictwo wydało dla nas tę książkę!
Proszę nie ignorować tej wiadomości!
Dziękuję i przepraszam za swój angielski.


Nie jesteś pierwszą osobą z Brazylii, która narzeka na wyczerpane nakłady książek (albo na konieczność płacenia wysokich kwot za używane egzemplarze). Poprosiłem moich agentów o zbadanie sprawy i załatwienie wznowień moich książek, które zostały już w Brazylii wydane.
...

Po wydaniu "Mitologicznych wymiarów Doctora Who", ogłoszono prośbę o zgłaszanie prac na temat "Mitologiczne wymiary Neila Gaimana": http://herenistarionnets.blogspot.com/2010/12/call-for-papers-neil-gaiman-collection.html

Odpowiedzialni za ten zbiór Jessica and Anthony, napisali:
Zbiór ma zawierać krytykę literacką, ale przede wszystkim mają być to teksty napisane przez fanów dla fanów. Pierwszy tom serii, Mitologiczne wymiary Doctora Who, wyznaczył ogólna konwencję i ton... Choć jesteśmy uczonymi, to seria ta ma za zadanie zerwać ze zmurszałym wizerunkiem "akademii" i zająć się tematami, które nas fascynują. Pomysł pojawił się na Mythconie 39, gdzie przewodniczącym był mój mąż, a współorganizowałyśmy go ja i druga redaktorka, Kristine.

...
Drogi Panie Gaiman,
W Rozmowie z Billem Bakerem przeczytałam, że jako dziecko marzyłeś, żeby zostać pisarzem. Na swojej stronie napisał pan, że w wieku 15 lat powiedziałeś doradcy zawodowemu, że chciałbyś pisać amerykańskie komiksy. On poradził rozważyć zawód księgowego.

Czy kiedykolwiek trafiłeś na nauczyciela, który dostrzegł w panu twórczego pisarza i zachęcał pana do pisania?

(Uwielbiam klip z psami bawiącymi się śniegu.)

Trzymaj się ciepło,
Shayna Sadow
New Jersey


Miałem w swoim życiu kilu znakomitych nauczycieli angielskiego: Billa Hayesa w Ardingly, Dicka Glynne-Jonesa i niezwykle mądrego Amerykanina - Pana Wrighta w Whitgift, ale nie przypominam sobie, aby którykolwiek z nich zachęcał mnie do pisania, choć do rzeczy, które napisałem odnosili się niezwykle entuzjastycznie.

Jako chłopiec uwielbiałem pisać. Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek poza mną, w sekrecie, wierzył, że zostanę pisarzem. (Być może się mylę. Powinienem zapytać Geoffa Notkina.)

Drogi Neilu,
Kilka dni temu musiałam po raz pierwszy w życiu przeczytać swój własny utwór przed publicznością. Jest to jeden z warunków zaliczenia Creative Writing w
Warren Wilson College w chwilowo-niezbyt-zaśnieżonych górach zachodniej części Karoliny Północnej. To było naprawdę przerażające. Musiałam przez dziesięć minut stać przed setkami studentów, wykładowcami, przyjaciółmi i rodziną. Ponieważ sam występujesz dużo dłużej i przed dużo większą publicznością, czy mógłbyś powiedzieć osobie, która ma nadzieję na karierę pisarską w przyszłości, jak się do tego przyzwyczaić i jak sprawić, żeby występy publiczne był mniej przerażające?
Pozdrawiam serdecznie,

Hilary B. Bisenieks


Poniekąd. Kiedy już będziesz mieć za sobą kilka takich występów, jeszcze nie zostaniesz ukamienowana, ani nie wygonili cię ze sceny rzucając butelkami, strach sam przejdzie. Nieco pomaga myślenie o widowni jako jednostkach (pojedynczy ludzie nie są straszni) zamiast jako o tłumie (straszny).

W moim przypadku strach tak naprawdę nie zniknął zupełnie. Nauczyłem się z nim żyć i korzystać z przypływu adrenaliny, który pojawia się na moment przed wyjściem na scenę. Dzięki temu pozostaję uważnym zainteresowany i potrafię nieco szybciej myśleć, a czas nieco zwalnia.

I na koniec coś, co wywołało mój uśmiech:

Właśnie przeczytałam odpowiedzi na pytania o studia i pisanie, które zamieściłeś 9 grudnia. Poczułam, że muszę napisać o moich doświadczeniach z wpisaniem, studiowaniem i (oczywiście) Neilem Gaimanem. Odegrałeś w tym wszystkim niewielką rolę i pewnie nawet tego nie pamiętasz, ale dla mnie był to ogromnie ważny moment.

Przez całą szkołę średnią byłam zdecydowana, że nie chcę iść do college'u. Nie miałam nigdy najlepszych stopni, a widziałam ile stresu kosztowała moich znajomych sama rekrutacja. Ponieważ miałam siedemnaście lat i pozjadałam wszystkie rozumy, miałam zamiar skończyć szkołę i pracować w barze, dopóki świat nie pozna się na mojej fenomenalnej twórczości. Bo przecież to się zawsze udaje. Strasznie kłóciłam się o to ze swoją matką, która koniecznie chciała, żebym kontynuowała edukację.

Chyba w 2008 roku gościłeś na Krajowym Festiwalu Książki i Waszyngtonie... a może to był 2009, w każdym razie rok po wizycie Pratchetta. Chodzenie na Festiwal należy do naszych rodzinnych tradycji i kiedy dowiedziałam się, że na nim wystąpisz... cóż, jestem wielką fanką. Słowa nie opiszą rozgorączowanego napadu radości w wykonaniu fanki-licealistki, ale z pewnością miałeś już okazję być świadkiem podobnych reakcji.
W każdym razie to wystarczyło, aby moja mama uknuła plan.

Godzinami stałyśmy w kolejce, a mama wepchnęła się przede mnie, żeby podsunąć do podpisania książkę dla przyjaciółki. Te kilka sekund przewagi wykorzystała najwyraźniej na to, żeby poprosić cię, żebyś powiedział mi, że mam iść do college'u. Nie wiem, jak dokładnie to sformułowała, bo nie usłyszałam. Usłyszałam tylko odpowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: "Mam jej powiedzieć, że ma iść do college'u? Nie powiem jej tego. Sam nigdy nie studiowałem. Chciałem po prostu pisać!"

Następnie głośno powiedziałam jej, że będzie się smażyć w piekle i chichocząc bez opamiętania zadawałam Ci jakieś przyziemne i pewnie głupie pytania o rzeczy z Nigdziebądź, które mnie zastanawiały. Teraz, dwa czy trzy lata później piszę te słowa siedząc w akademiku Coe College, Iowa, co świadczy najlepiej o tym, jak krótkotrwałe było moje zwycięstwo. Nie zrozum mnie źle - kocham swoją uczelnię i w sumie bardzo się cieszę, że nie wzięłam sobie Twojej rady do serca, ale cieszę się, że właśnie takiej udzieliłeś. Mama dała mi spokój na czas wystarczający, abym sama podjęła tę decyzję.

Koniec anegdotki. Coe słynie z zajęć pisarskich. Prowadzą je wykładowcy z Warsztatów Pisarskich Iowa, którzy są niezwykle utytułowani i mam wrażenie, że to wspaniali ludzie. Zapisałam się na jedne zajęcia z creative writing, "literatura piękna" i to wystarczyło, żebym zmieniła kierunek. Na początku zajęć prawie wszyscy pisali fantasy albo science fiction. Przy końcu, mało kto oddawał cokolwiek, a ci, którzy jednak coś przynosili, trzymali się z dala od "gatunków". Jasne, to był dobrze napisane rzeczy. I znam parę osób, które przetrwały cały kurs bez uszczerbku dla gatunków, w których tworzyli. Ale nie wierzę, że taka metoda pracy będzie odpowiadać każdemu - wiem, że mi na pewno nie.

Chciałam chyba przede wszystkim jeszcze raz podziękować za dobą radę, a przynajmniej za zamieszczanie raz/pytań innych ludzi i zgadzanie się z nimi.
Studiuję teraz Studia genderowe i angielski, być może dorzucę jeszcze antropologię, jeśli tylko uda mi się to wszystko pogodzić. Mam nadzieję pójść potem na prawo. Żadna z tych rzeczy praktycznie nie ma związku powieściopisarstwem, ale przydało mi się do pisania o wiele bardziej, niż same warsztaty.