Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chengdu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chengdu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2011

Gaiman scenarzystą "Podróży na zachód"

Jak donosi Hollywood Reporter, Neil Gaiman podpisał kontrakt na stworzenie scenariusza do trylogii filmów 3D opartych na chińskiej opowieści o Małpim Królu zatytułowanej "Podróż na zachód". Producentem filmowej epopei, której koszt szacuje się na 300 000 $ będzie Zhang Jizhong.

Gaiman odkrył Podróż na zachód, kiedy jako młody chłopak przeczytał jej angielskie tłumaczenie i obejrzał w telewizji japońską ekranizację książki.

Jednym z celów wizyta Gaimana w Chinach były rozmowy na temat tego, które wątki z potężnej 2000-stronicowej opowieści powinny znaleźć się w filmie. Gaiman dostał miesiąc na stworzenie wstępnej wersji scenariusza, która zainteresuje sponsorów i pozwoli na zdobycie środków na zatrudnienie odpowiedniego reżysera, specjalistów od animacji komputerowej i aktorów zarówno chińskich, jak i zachodnich.

“Musimy zrobić to, co Peter Jackson zrobił z Władcą pierścieni” powiedział Gaiman. “Musimy stworzyć dzieło filmowe, nie odcinkowe. Półtora miliarda ludzi ma tę opowieść we krwi.”



Gaiman i Zhang mówią, że większość produkcji zostanie sfinansowana z chińskich środków, ale nie wykluczają współpracy z zagranicznymi producentami. Spotkali się oni m. i. z reżyserem Avatara, Jamesem Cameronem, który ma pomóc nakreślić kształt podróży mnicha z Chin do Indii. Mówi się również, że reżyserem ma szanse zostać przyjaciel Gaimana, Guillermo del Toro.


Podczas swojej ostatniej wizyty w Pekinie Gaiman opowiadał o wyzwaniu, jakim jest przełożenie klasycznej chińskiej opowieści na język kina. “W Podróży na zachód nie ma cech właściwych wyłącznie chińskiej kulturze, tak jak Romeo i Julia nie jest historią stricte brytyjską. Dla mieszkańców Zachodu Podróż na zachód będzie tak samo interesująca, jak dla chińczyków. Występują w niej fantastyczne czarne charaktery. To całkowicie uniwersalna opowieść.”


A małpi mnich jest w podróży już od bardzo dawna. W 2007 roku muzyk Damon Albarn i artysta Jamie Hewlett, twórcy animowanego zespołu Gorillaz napisali operę o Małpim Królu, która najpierw okazała się sukcesem w Wielkiej Brytanii, a potem ruszyła w tournee po Europie i USA.

W 2008, film Zakazane królestwo (w rolach głównych Jackie Chan i Jet Li) zarobił na całym świecie 128 mln $, z czego 52 mln w USA. W Chinach film znalazł się na 20. miejscu wśród najlepiej zarabiających rodzimych filmów w historii z wynikiem 185,5 mln yuanów (28,2 mln $).


Gaiman powiedział, że otrzymał tę propozycję od Zhanga w momencie, kiedy zabrakło mu weny przy pisaniu książki na temat Podróży na zachód. Dodał, że opis pracy nad filmem zamierza umieścić w zakończeniu książki, nad którą pracuje od 2007 roku.


Gaiman i Zhang z konieczności porozumiewają się dzięki tłumaczom, a i sam pisarz miał okazję zmierzyć się w tym roku z problemami przy przekładzie podczas konferencji w Chengdu, gdzie promował chińskie wydanie Amerykańskich bogów. Gaiman ze śmiechem opowiadał, jak w pewnym momencie publiczność zaczęła coś wykrzykiwać w kierunku tłumacza, a on odpowiedział jej tym samym. Okazało się, że zdaniem owego tłumacza tytuł książki brzmiał "Amerykańskie psy".


Zdaniem samego autora, dialogi będą stanowiły jedynie niewielką część scenariusza, a film może się w znacznej części opierać na animacji komputerowej, która zrobiła na nim tak wielkie wrażenie w zrealizowanej przez Zhanga telewizyjnej adaptacji Podróży na zachód.

“W Chinach jest o wiele więcej ludzi, którzy o wiele więcej pracują, dlatego pieniądze przeznaczone na efekty komputerowe przynoszą tak wspaniałe rezultaty.” mówił Gaiman.

Zhang potwierdził, że każdy z odcinków telewizyjnej wersji powieści kosztował 200 000 $, czyli tyle, ile BBC wydaje na zrealizowanie zaledwie kilu minut serialu Doctor Who.


Prace nad najnowszą adaptacją zbiegają się w czasie z zaplanowaną przez chiński rząd promocją chińskiej kultury na świecie. Wytwórnia Huayi, która rok temu pomagała Disney'owi i Foxowi w kręceniu filmów po chińsku obiecała wesprzeć nowy projekt Zhanga.


Ale kręcenie filmów w Chinach miewa też wady, a jedną z nich jest nadzór cenzorów. W ubiegłorocznej konferencji prasowej, na której ogłoszono rozpoczęcie prac nad projektem oprócz Zhanga pojawił się dyrektor Biura Filmowego, Tong Gang. Jest to wyraźny znak, że państwo będzie przyglądać się uważnie, jak traktowany jest skarb kultury chińskiej. Jednak Gaiman na pytanie, czy spodziewa się ingerencji cenzury w jego interpretację tego klasycznego dzieła odpowiedział tylko: “Małpa nie sposób powstrzymać. Jeżeli ktoś spróbuje ją ocenzurować, to nie będzie już ta sama postać.”

czwartek, 30 sierpnia 2007

Długi post, obawiam się...

Będę podpisywał książki w Pekinie na Festiwalu Książki w ten piątek, trzydziestego pierwszego, o 9:30. Będzie to w China International Exhibition Centre. Na razie żadnych szczegółów co do Bookworm.
...


Tak więc, konferencja była świetna. 5000 chińskich fanów SF, tłum chińskich pisarzy, rosyjski kosmonauta oraz kilkunastu japońskich i grupka zachodnich pisarzy- jeden angielski (ja) i kanadyjski, Rob Sawyer (który jest prawdobodobnie najbardziej znanym i ukochanym zagranicznym pisarzem SF w Chinach), Nancy Kress i Michael Swanwick, żeby nie wspomnieć Davida Brin, który był obecny z rodziną przez pierwszych parę dni po drodze na WorldCon w Japonii, dalej pisarz David Hill oraz około pół tuzina północnoamerykańskich i australijskich bądź nowozelandzkich fanów SF, uczeni i ludzie, którzy pomyśleli, że fajnie by było wybrać się do Chengdu, oraz dwaj Amerykanie, którzy tam mieszkają.

I tak było. Czyli wspaniała zabawa.


Możecie przeczytać o tym tu...

A jedzenie...

Problem z jedzieniem polega na tym, że naprawdę je lubię. Nie po prostu lubię, ale naprawdę. Po paru przypadkach, gdy przestało mi coś smakować po tym jak dowiedziałem się, co to było, zdecydowałem nie przejmować się co jem, lub przynajmniej nie pytać. Generalnie po prostu jem i rozkoszuję się.


Pamiętam, że w Singapurze czułem się, jakby starano się mnie utuczyć na ubój. Z perspektywy czasu okresw Singapurze był jak tydzień odchudzania na farmie zdrowia. W Chengdu nasi chińscy gospodarze chcieli się upewnić, że jesteśmy dobrze karmieni i zadowoleni, więc każdy posiłek był, dosłownie, bankietem. Zwykle potrafię zapewne znieść około jeden bankiet na tydzień. Jeden na dzień, jeśli muszę. Tutaj zjadłem duże śniadanie (ponieważ robię tak w czasie podróży, bo nigdy nie jest się pewnym, kiedy będzie następny posiłek. Z perspektywy czasu, to prawdobodobnie był błąd. Ale bardzo mi smakowały chińskie śniadaniowe specjały...), a później po konferencji mieliśmy lunch w formie bankietu. Po nim, dokładnie w momencie, gdy przestawałem się czuć nieprzyjemnie najedzony, nastąpiła kolacja w formie bankietu.

Chengdu mieści się w prowincji Syczuan, skąd wywodzi się ich tradycyjna kuchnia. Jedzenie jest wspaniałe. To znaczy, smakowało mi praktycznie wszystko, co włożyłem do ust. Ale teraz jest pora lunchu następnego dnia, a ja wciąż czuję się najedzony po wczoraj.


Spotkałem już Roba Sawyera


na nagrodach Hugo w Toronto, ale go nie znałem, spotkałem Nancy Kress wraz z jej nieżyjącym już mężem Charlesem Sheffield na IFCA na Florydzie, ale również naprawdę nie znałem żadnego z nich, więc poznałem ich z przyjemnością (oraz żonę Roba, Carolyn). Poznałem trochę lepiej Michaela Swanwicka, ponieważ dzielimy parę pasji-James Branch Cabell, R.A. Lafferty oraz jako trzecią Hope Mirrlees- więc cudownie było porozmawiać z Michaelem, który mnóstwo wie na każdy temat.

Moje spojrzenie na konferencję jest poszatkowane- podpisałem naprawdę mnóstwo rzeczy dla okropnie wielu ludzi. Mówiłem i tłumaczono mnie i mówiłem. (Myślę, że moja tłumaczka Heather była niezła, ponieważ kiedy tłumaczyła moje żarty, ludzie się śmiali.) Odbyło się międzynarodowe forum na temat przyszłości SF albo coś w tym stylu.






Konferencja była na temat science-fiction, fantasy oraz przyszłości. Dla mnie, najlepszy fragment konferencji był, jak przypuszczam, poza samą konferencją- kiedy już się skończyła, spotkałem się w herbaciarni z paroma chińskimi i zagranicznymi pisarzami, po prostu porównując notatki i dowiadując się różnych rzeczy.


Zobaczmy. Pandy. Wiedziałem o rezerwacie pand w Chengdu, ponieważ mój przyjaciel zdobył tam kiedyś pracę na lato. Naprawdę, tylko tyle wiedziałem o Chengdu. Jest urocze. I wspaniałą rzeczą jest być honorowym gościem zza granicy w takim miejscu- pokazują ci wszystkie fajne miejsca, zabierają do pand, tych czerwonych i tych wielkich, a potem wsadzają cię w jednorazowy niebieski kitel i rękawiczki (żeby ochronić pandy przed tobą, nie odwrotnie) i dostajesz na kolana jednoroczną pandę. Czysta, czysta radość. Lepsze niż każda ilość nagród. Sprawia, że bycie pisarzem wydaje się naprawdę warte zachodu. Podejrzewam, że pokój i harmonia na świecie nastąpiłyby w kilka tygodni, gdyby ludzie co miesiąc dostawali pandę na kolana. Szczerze.


Później padało. Prawdziwy monsunowy deszcz. Nancy Kress powiedziała mi, że nie mogłaby bardziej zmoknąć, a ja zapewniłem ją, że mogłaby. I tak się stało, bo wciąż padało. Obiad w restauracji rezerwatu pand był bankietem, na którym jedzenie pojawiało się bezustannie od nowa. (Byłoby łatwiej, gdyby wiedziało się, jak wiele ma być dań. Ale tak nigdy się nie zdarza. A kiedy myślisz “No, to już wszystko”, zostajesz zaskoczony przybyciem następnych pięciu misek.)


Po pandach poszliśmy do muzeum, by dowiedzieć się czegoś o ludziach z Jinsha oraz kulturze z tej strony świata z czasów, które w Anglii byłyby uznane za prehistorię, z tym że dla nich nie były prehistoryczne. Muzeum było fascynujące. Niestety nie byliśmy do końca pewni gdzie byliśmy i co oglądaliśmy, a Przewodnik Muzem nie miał ochoty dać nam pięciominutowego wprowadzenia, którego potrzebowaliśmy, by to wszystko rozgryźć, tak więc musieliśmy wszystko rozpracowywać na bieżąco- najpierw pokazano nam kości i wykopaliska. Nie mieliśmy pojęcia, czyje były to kości ani nawet nie wiedzieliśmy, że od zarania dziejów stało tam kwitnące miasto z 10 000 mieszkańcami, co złożyliśmy razem dopiero w trzeciej lub czwartej sali muzealnej. Mimo wszystko, niesamowite- złotnicy i rzeźbiarze sprzed czasów, które uznałbym za historię.

Z muzeum pojechaliśmy do innej części Chengdu i zjedliśmy kolację na dziedzińcu. Co, poza tym, że stanowiło drugi bankiet tego dnia, było niesamowite. Mnóstwo drobnych dań, każde podane, z których większość po prostu jadłem i potem czasem pytałem, co właśnie zjadłem. (“To słodkie danie? Te czerwone rzeczy w białym czymś?” “To kolcowój szkarłatny we wrośniaku różnobarwnym.” “O, rany.”) Pełnia.


Michael Swanwick i ja spojrzeliśmy na chodnik, gdzie można było dostrzec stertę śmieci, starą kasetę magnetofonową i co wyglądało na stary wideofon, i powiedzieliśmy równocześnie “To moment Billa Gibsona”, bo tak właśnie było, więc zrobiłem zdjęcie.



I z powrotem do hotelu. Gdzie zasnąłem siedząc na krześle próbując wysłać e-maila. Dlatego też tamtej nocy wrzuciłem na bloga jedynie zdjęcie ze mną i z moją pandą.


Wczoraj wsiedliśmy do autobusu, który zabrał nas na konferencję Rekreacji. Na zewnątrz, Michael Swanwick usiadł na głowie smoka i doznał oświecenia.

Tak naprawdę, nie jestem do końca pewien, dlaczego tam byliśmy i po co to było, ale było to niezwykle przyjemne: prezentacja o rejonie Chengdu i Syczuan jako miejscu na wakacje, jak sądzę, oraz o przyszłości rekreacji w Chengdu. Cokolwiek to było, świetnie spędziliśmy czas: oglądaliśmy bliźniaczki demonstrujące ceremonię herbaty, trzy dziewczyny wygrywające niezwykłe melodie na tradycyjnych instrumentach,


śpiewano piosenki, rozmawiano, dawano przemówienia, a w pewnym poniekąd surrealistycznym momencie reprezentacja Północnej Ameryki została wyciągnięta na scenę, by zmasakrować “O, Zuzanno”. Nagrałem to wydarzenie i wyjaśniłem wszystkim zaangażowanym, że za znaczną ilość pieniędzy powstrzymam się od wrzucenia tego na YouTube.

Z drugiej strony, rosyjski kosmonauta nieźle śpiewał.

Moja własna dawka surrealizmu pojawiła się parę minut później, kiedy szef kuchni mistrzowsko zademonstrował deser zwany, jak myślę, Trzy Strzały Z Armaty, w którym ryż jest kształtowany w kulkę i przetaczany do zbiornika z cukrem pudrem i cynamonem (jak myślę), a potem zawołano mnie, bym zademonstrował tę technikę jako amator. Udało mi się umieścić wszystkie trzy kule na właściwym miejscu przy trzeciej próbie.




Niektóre dane statystyczne były zdumiewające. Można by było każdego dnia jeść w innej restauracji w Chengdu i nie powtarzać restauracji przez 80 lat...

Potem obiad. David Hill, pisarz i były szef kuchni, zrobił jambalayę używając lokalnych składników, co było najdziwniejszym połączeniem kuchni jakiego kiedykolwiek próbowałem.

Było świetne, jedyne w swoim rodzaju, sycące... a także poprzedzało bankiet z potrawką.



Później do autobusu i do lokalnego liceum, gdzie dawno nam kwiaty i oddawano honory, przedstawiano i prowadzono dalej, zostawiając jedynie Kosmonautę i Davida Hill, by porozmawiali z dziećmi.

Następnie krótka wyprawa na zakupy- kupiłem Maddy prezent urodzinowy i parę albumów.

Stamtąd pojechaliśmy za miasto na Festiwal Winogron. Myślę, że wyobrażałem sobie Festiwal Winogron jako coś, co prawdopodobnie pochodziło sprzed tysięcy lat i czasów Jinsha i wciąż tak myślałem, dopóki nie zobaczyliśmy ludzi sprzedających winogrona na poboczu drogi, pod wielkimi czerwonymi parasolami.

Winogrona były w stylu Kalifornijskim, okazałe i ciemne. Wtedy właśnie pomyślałem, by zapytać “Od jak dawna uprawia się tu winogrona?” Okazało się, że są uprawiane od niedawna, że festiwal odbywa się od czterech lat, a wina oryginalnie pochodzą z Kalifornii. Ludzie zwyli sprzedawać arbuzy pod czerwonymi parasolami.

Stamtąd na bankiet.


A jedzenia było coraz więcej...


Dziś nie jadłem śniadania. Po prostu spakowałem się i poleciałem do Pekinu. Większość tego napisałem w samolocie.

...

Przypadkowe obserwacje: chińskie samoloty są, na podstawie dwóch, którymi jak na razie leciałem, przyjemniejsze niż amerykańskie. Lepsza obsługa, czyściej, wygodniej. Przypominają mi podróże letnicze w Ameryca dwadzieścia lat temu, kiedy to było mniej nieprzyjemne.


Przypadkowa obserwacja numer dwa: chińskie techniki na prowadzenie samochodu i przechodzenie przez ulicę wydają się egzystować w radosnej anarchii, która byłaby zabójcza w większości, a być może we wszystkich innych krajach. Widziałem pięć samochodów jadących obok siebie na autostradzie z trzema pasami. Nie widziałem jeszcze nikogo, kto używałby pasa bezpieczeństwa. Nie widziałem jeszcze żadnych wypadków, co jest bardzo dziwne.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Mgła o poranku

Neil napisał w piątek, 24 sierpnia 2007


Co myślisz o Czengdu? Zapytał prezes Science Fiction World gdy wylądowaliśmy wczoraj na lotnisku.


Nie widzę go zbyt wyraźnie przez mgłę, powiedziałem, co prawdopodobnie było złą odpowiedzią.


To duże miasto i czuje się w nim klimat dużego miasta. Wczoraj wyglądało niesamowicie, kiedy szliśmy przez nie w deszczu, wszystkie te neony odbijające się w mokrych chodnikach. Właśnie wstałem i spojrzałem przez swoje okno. Mgła powróciła, żółta w porannym świetle, a świat wygląda jak film science fiction...


Wczoraj wieczorem poznałem swojego tłumacza na dzisiejszą pogadankę. Spotkałem kolegów posarzy (Davida Brina z rodziną, Nancy Kress, Roberta J. Sawyera z żoną i innych) nakarmiono nas (zostałem ostrzeżony, że jedzenie tu będzie zbyt ostre, ale wszystko było wspaniałe) a potem poszliśmy na spotkanie bookworm.


Dzisiaj przemawiam o Naturze Fantasy.


...


Drogi Neilu, zamiast wyjaśniać wszystko jeszcze raz, chciałbym cię odesłać prosto do tyrady Empire Magazine o Beowulfie: http://www.empireonline.com/empireblog/Post.asp?id=20

Szczególnie, że ludzie z poza stanów nie mogą obejrzeć trailera. Nienajlepszy public relations na świecie!

Ian


Z jakiegoś powodu, prawdopodobnie głównym jest to, że jestem w Chinach, większość blogów nie pojawia się na moim komputerze i ten także, więc nie mogę zobaczyć tyrady. Ale z tego co wiem, "trailer z czerwoną opaską" do Beowulfa jest dokładnie taki sam jak Europejski Trailer, który można już oglądać od tygodni.


Cześć Neil,

Nie całkiem to jest pytanie, ale pomyślałem, że może cię zainteresować/możesz tostręczyć to o wiele lepiej, niż ja. Właśnie założyłem grupę Stukniętych na punkcie modyfikacji ciała związanych z Sandmanem po tym jak sam sobie taką kazałem zrobić ('czasem fruniesz, gdy upadasz.' z Lęku Wysokości, na wnętrzu ramienia, żeby uściślić - to też mój pierwszy tatuaż) i czy jest lepszy sposób, żeby zobaczyć wszystkie wspaniałe zmiany inspirowane Sandmanem w jednym miejscu? Możesz je zobaczyć tutaj: http://www.flickr.com/groups/sandman_bodyart/

radujmy się pod sztandarem 'lodów zielonej myszy'. otwarte dla wszystkich zgłoszeń. Będę wkraczał tylko, jeśli coś będzie nie związane z tematem lub spamem.

Czółko! Meg.


Uznaj to za, ee, wystręczone.


Zabrałem żonę na Gwiezdny Pył w weekend po premierze. Podobało jej się, a ja całkiem dobrze się bawiłem. Dobrze zagrane przez wszystkich, szczególnie kawałki z charakterystycznymi aktorami które dodały bardzo dużo głębi. Przechodząc do pytania, na które odpowiedzi nie widziałem nigdzie indziej: Gwiezdny Pył kosztował 70 milionów, a ty przewidujesz, że zarobi 100 milionów na całym świecie. Wiem, że Hollywood regularnie przeprowadza przeliczenia voodoo podczas których z kamienną twarzą utrzymują, że żaden film nigdy nie zarobił pieniędzy (oprócz Tytanika, który ledwo wyszedł na zero), ale jaka jest prawdziwa historia? Jak wiele z tych 100 milionów idzie do wytwórni a ile zostaje w kinach? Czy waha się znacznie pod wpływem różnych czynników? Różne regiony świata, różne sieci kin, różne studia, gdzie jest haczyk?


Dobre pytanie, na które właściwie nie znam odpowiedzi. Będę się bardzo starał ją znaleźć i i ci tutaj odpowiedzieć. Mam wrażenie, że przeliczanie voodoo będzie znaczyło, że nic nigdy nie przyniesie zysku, nie ważne co zrobisz. Pamiętam jak w 1990 dowiedziałem się, po tym jak pierwszy raz sprzedaliśmy Dobry Omen że "punkty" za film to fajna rzecz w teorii, ale nic co kiedykolwiek dałoby się zabrać do banku.


Gwiezdny Pył na razie najwidoczniej dobrze sobie radzi -- w zeszłym tygodniu właśnie wszedł na trzy następne terytoria, wedługBox Office Mojo, i "zarobił 4,8 miliona dolarów na czterech rynkach, w sumie 9, 1 miliona. Pozycja fantasy zaliczyła kolejne dwa imponujące wejścia w Korei Południowej (2,3$ ze 176 ekranów) i na Ukrainie (najwyżczy wynik 577 317$ z 75 ekranów), ale wypadł paskudnie w Emiratach Arabskich (102 849 $ z 19 ekranów). W Rosji popularność spadła o 40% i zarobił w sumie 6 milionów." Zastanawiam się, dlaczego nie spodobał się w Emiratach Arabskich. Ale hurra! dla Ukraińców i mieszkańców Korei Południowej. Zatem po 14 dniach zarobił $31milionów, wciąż jeszcze przed odwiedzeniem większości świata.

...

Tutaj widom z mojego okna. I moje odbicie. Żółta poranna mgła się podniosła. Postaram się być jutro szybszy z aparatem.


Labels: , , ,

wtorek, 21 sierpnia 2007

Chengdu i inne

Mam małą informację na temat Chengdu:

24. sierpnia o 19:00 w Chengdu Bookworm odbędzie się coś w stylu spotkaj-i-pogawędź z wizytującymi pisarzami (tak myślę) i czytelnikami, oraz oczekuję, że będzie jakieś podpisywanie.

Natomiast 25. sierpnia o 15:00 zamierzam wygłosić pogadankę o Naturze Fantastyki w sali konferencyjnej Muzeum Nauki i Technologii.

A tutaj linki z Daily Scans do dwóch stron komiksu, który Mark Buckingham i ja zrobiliśmy, by uczcić pięćdziesiąte urodziny Alana Moore'a.
http://www.chengdubookworm.com/whatsnew/whatsnew.htm

Neil- Przepraszam, że zabieram Ci czas, ale jako że często przebywasz poza domem, pomyślałem, że możesz mieć pewne rozeznanie w tej sprawie. W przyszłym miesiącu zaczynam nową pracę, która będzie wymagała ode mnie długich wyjazdów. Jak sobie z tym radzisz? Moja córka ma osiem lat i ciężko przeżywa myśl, że tatuś wyjedzie (i ja również- a nieprzyjęcie pracy naprawdę nie wchodzi w grę), więc mam nadzieję, że możesz pomóc.
Proszę, nie zamieszczaj mojego imienia, jeśli umieścisz to w poście. Dzięki!


To zawsze trudne. Od lat nigdy nie byliśmy na wakacjach, ponieważ zawsze bardzo cieszyłem się z powrotu do domu, a Wyjeżdżanie Gdzieś przypominało pracę. Będąc w domu, z moimi książkami i rodziną, ach, to była wspaniała przygoda....

Kiedy Maddy miała tyle lat i mniej, wyjechałem na kilkanaście miesięcy, by pracować nad Amerykańskimi bogami, lecz wciąż co noc czytałem jej przez telefon (w końcu i tak dostawała egzemplarz książki), co poniekąd pomogło. Wciąż co noc dostaje na to pół godziny albo czterdzieści minut, i najpierw czytam jej rozdział, a potem rozmawiamy. Piszemy także wiersze w e-mailach do siebie. To pomogło- posiadanie rytmu, posiadanie czegoś przewidywalnego i czasu, który należał do niej. I robienie z tego gry, kiedy tylko mogliśmy. Ale to nie jest idealne. I nigdy nie jest łatwe.