Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota rybka kanibal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota rybka kanibal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Fortowe Tajemnice

Neil napisał w sobotę 18 sierpnia 2007


Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do stanów w późnych latach 80-tych -- zanim jeszcze przeprowadziłem się do ameryki -- kochałem czytać Weekly World News. To było jak małe drzwiczki do świata, który działał na zasadach opowieści. Jeśli historia w tym piśmie wydawała się zbyt naciągana wpadałem w dziwny zachwyt zastanawiając się, czy pewne historie mogą być prawdziwe, a jedna od czasu do czasu natyka się na coś, co można było wcześniej przeczytać w Fortean Times w dziale Dziwne Wieści. Ale w większości brzmiało to jak żart -- taki, który ty załapałeś, a inni nie -- "Są ludzie, którzy w to wierzą", wydawało się, że mówią. "Ciesz się, że nie jesteś jednym z nich." To był portret zezowatego świata z Archiwum X.

Fama głosiła, że pismo istniało tylko dlatego, że właściciele National Enquirer mieli czarno-białą prasę drukarską i, po tym jak Enquirer stał się kolorowy, nie mieli co na niej drukować.

Przestałem to czytać około 1992, sięgnąłem z powrotem około 2000-ego, kiedy mój znajomy dostał w niej pracę jako dziennikarz i świetnie się bawiłem sugerując mu historie. Zauważyłem, że przepisywali je tam, żeby dodać żarty -- słabe żarty jak to "nie traktuję nic z tego poważnie".

Kilka tygodni temu dowiedziałem się od przyjaciela Boba Greenbergera (który tam pracował) że właściciele zamykają gazetę.

Dlatego kupiłem dzisiaj ostatni numer, ponieważ przechodziłem koło kasy no i w końcu to był ostatni. Nawet dopuszczając możliwość, że napełniono ten numer odrzuconymi artykułami, których nie wydrukowano, bo były zbyt słabe, albo że to były przedruki, to... cóż, cały klimat gazety wydawał się niewłaściwy. Artykuły były po prostu głupie. Już nie było w tym logiki opowieści. Dziecko rodzi się z awokado, ponieważ dawka spermy pomieszała się z suszi z awokado... Już nie było tego wrażenia, ze ktokolwiek mógłby uwierzyć w te pierdoły. I teraz nikt już tego nie kupuje. Ale był tam rysunek Sergio Aragonesa i jakieś komiksy...

Nie mogę uwierzyć, że siedzę tu i piszę o dawno utraconej chwale Weekly World News. Prawdopodobnie przyszedł na to czas.

A tak naprawdę, zawsze wolałem Fortean Times.

...

Lato skończyło się wczoraj. Padało i było zimno więc przyniosłem koty do domu -- Coconut i Princess wyszły i zostały ogrodowo-leśnymi bywalcami, powracającymi tylko na posiłki. Dzisiaj były mokre i wymęczone i szukały azylu na balkonie, dlatego znajdują się w kociej części domu.

(Dom podzielił się, po przyjściu Cabala, wyraźnie pomiędzy Kota i Psa. Pokój telewizyjny to kocia część domu, ale zwykle kończy się na tym, że używam slingboxa żeby oglądać telewizję w psiej części domu, ponieważ pies się martwi, kiedy mnie tam nie ma.)

Kupiłem złote rybki -- dwie średniej wielkości i pięć malutkich, które byłyby po prostu pożarte przez te duże, które umarły, teraz akwarium wygląda jasno, ładnie i zamieszkanie.

...

W łazience czytałem gigantyczną kolekcję PHANTOM STRANGER Showcase wydane przez DC Comics, większości z której nigdy nie czytałem, a mój podziw dla Lena Weina właśnie podskoczył (a i tak był na wysokim poziomie). Wczesny Phantom Stranger nie jest zbyt dobry -- jest człowiekiem w płaszczu, który się pojawia. Potem Bob Kanigher stwarza podkład pod katastrofę, w której czwórka nastolatków (nazwana Nastolatki) przypadkiem natyka się na coś, co może być mistyczne, albo prostu rodem ze Scooby Doo, i doktor Terry Thirteen -- Pogromca Duchów -- i Phantom Stranger kłócą się co jest czym, a czasami Tala Księżniczka Zła pojawia się i próbuje wycałować Phantom Strangera, mówiąc mu, żeby ją pocałował i przeszedł na ciemną stronę, a on mówi rzeczy takie jak "Nigdy nie ulegnę twoim diabelskim podszeptom!" i nie ulega i wtedy rozwiązuje się zagadka. To prawdopodobnie najgorsza recepta na komiks, jaką kiedykolwiek wymyślono. Inni scenarzyści -- Denny O'Neil i Gerry Conway -- po trochu z wyczuciem wrzucają Nastolatków i Terry'ego Thirteen jako tło, to samo robią z rzeczami jak "Jestem Tala, Dama Ciemności! Pocałuj mnie i przejdź na ciemną stronę!". I wtedy w polu widzenia pojawia się Len Wein, wywraca wszystko do góry nogami, sprawia, że Stranger staje się gwiazdą swojej własnej książki, ratuje wszystko i składa do kupy. Przez następnych dwanaście wydań Len właściwie stwarza postać Phantom Strangera i jego dynamikę, którą mamy teraz (zezwalająca na pąklową patynę, która pokrywa każdą postać po trzydziestu latach w śmiesznych książkach) i nawet sprawia, że Tala jest fajna. (A potem ja zrobiłem z niej kelnerkę w Księgach Magii)

...

Będę podpisywał książki w Pekinie w piątek 31 sierpnia o 9:30 na stoisku Harper Collins na Targach Książki.

Tego samego dnia (nie znam jeszcze dokładnej godziny) będę podpisywał i czytał na http://www.beijingbookworm.com/ -- Bookworm "Pekińska premiera angielskojęzycznej biblioteki, księgarni, restauracji i miejsca organizacji różnego rodzaju imprez".

wtorek, 1 maja 2007

kilka myśli na temat zwierząt

Neil napisał w poniedziałek, 30 kwietnia 2007 o 18:57

Kot Fred ma skłonność do wdawania się w bójki pod moją nieobecność i gdy wczoraj wróciłem do domu miał ogolone pół pyska i był na antybiotykach, bo znów wpadł w tarapaty. Za każdym razem, kiedy się bije, wdaje mu się zakażenie. Dziś zostaje u weterynarza, bo infekcja jest poważniejsza.

Powinienem być bardzo zmartwiony, ale nie jestem. Myślę, że jakoś się wyliże, skoro zawsze mu się udawało. To musi być już jego 15 albo 16 życie: rok temu kiedy jeżdziłem promując "Rzeczy Ulotne" zadzwoniono do mnie tuż przed rozpoczęciem Wieczoru Autorskiego Google żeby mnie poinformować, że trzeba będzie uśpić Freda (co nieźle mną wstrząsnęło), ale nie doszło do tego. Wywinął się, jak ze wszyskiego innego.

Niektóre zwierzęta umieją przeżyć.

Największa złota rybka Maddie, Księżycowy Promyk ma około 9 lat, przeżyła wszystkie inne nasze rybki i przetrwała jakieś pięć lat temu przypadek zatrucia, który wykończył wszystkie inne. Ma już około stopy długości. Tydzień temu w akwarium było pięć ryb. Dwie mniejsze zniknęły w tajemniczych okolicznościach, a Promyk wygląda na zadziwiająco szczęśliwego i najedzonego. Podejrzewam, że będę musiał ponownie przemyśleć sprawę Gdzie Się Podziały Złote Rybki.

Dzisiaj w Minneapolis nagrałem wcześniej nie nagrywane fragmenty "M jak Magia". Bardzo różne opowiadania, ale nagrywanie ich było świetną zabawą. Dwa z czasów mojej młodości ("Jak sprzedać Most Pontyjski" oraz "Sprawa dwudziestu czterech kosów") jedno Sprzed Dziesięciu Lat ("Nie pytaj diabła" - nie mogłem uwierzyć, że jeszcze go nie nagrywałem. Możecie zobaczyć Jacka tutaj.) i jedno napisane, gdy byłem starszy ("Nagrobek dla wiedźmy" który ukazał się właśnie w WIZARDS:Magical Tales From the Masters of Modern Fantasy ["CZARODZIEJE: magiczne opowieści mistrzów współczesnej fantasy"] )

To była świetna zabawa, jak wszystkie nagrania audio, ale potem zrobiło się trudniej i wyszedłem kompletnie wykończony. Nie znam innej rzeczy, która byłaby równie wyczerpująca. Ale nadal uwielbiam robić książki do słuchania (i właśnie uświadomiłem sobie, że powinniśmy uaktualnić informacje na http://www.neilgaiman.com/works/audio/)

(Teddy Kristiansen właśnie wysłał mi link do swojego bloga, gdzie możecie zobaczyć jak powstawała okładka do "M jak Magia" od szkiców do gotowego obrazu: http://teddykristiansenblog.blogspot.com/2007/04/work-process.html)

W drodze z nagrania do domu, jadąc w deszczu, zjechałem z autostrady w stronę domu i zobaczyłem na poboczu wielkiego, jasnego psa. W kilka sekund od "on tylko tak się tu włóczy i dobrze wie co robi" przeszedłem do "jest kompletnie przerażony i jeśli nawet się nie zgubił, to potwornie boi się tych wszystkich samochodów i może nagle wyskoczyć na jezdnię."

Zatrzymałem się, przebiegłem drogę i podszedłem do niego. Cofnął się, zdenerwowany i bojaźliwy, ale potem trzęsąc się zbliżył się do mnie. Bez obroży czy informacji, tylko łańcuch. Był duży. Bardzo mokry i zabłocony. Z powodu przejeżdżających samochodów postanowiłem, że najlepsze co można zrobić, to wsadzić go do samochodu i pomyśleć co zrobić dalej. Tym samochodem był Mini. Otworzyłem drzwi i wdrapał się do środka. Pies zajął większość miejsca w Mini którego ja nie zajmowałem i sporo tego, które zajmowałem. Duży pies, mały samochód.

Zadzwoniłem do Lorraine, swojej asystentki i poprosiłem ją, by dała znać lokalnemu towarzystwu opieki nad zwierzętami, że wkrótce przywieziemy psa. Potem pojechałem do domu, cudem unikając śmierci (zadziwiające jak mało widać, kiedy ogromny pies wypełnia Ci samochód i ogranicza pole widzenia). Biegałem z Psem po ogrodzie, aż zupełnie mnie zmęczył. (Naprawdę mam nadzieję, że po prostu się zgubił i jego rodzina już go szuka; ciężko wyobrazić sobie, że ktoś mógłby porzucić tak fantastycznego psa.) Potem wsadziłem go do samochodu znacznie większego, niż Mini i zawiozłem do schroniska, gdzie wszyscy się nad nim rozpływali ("Myślę, że to skrzyżowanie wilka z huskym" powiedziała kobieta ze schroniska, która się nim zajęła i mogła mieć rację.)

On chyba też umie przeżyć.