poniedziałek, 6 sierpnia 2007

Wytrzeszcz

Neil napisał w piątek, 3 sierpnia 2007



W dzisiejszym wydaniu Time Out New York jest wywiad, który sugeruje, że zamierzam przejść od sławy graniczącej z kultem którą mam do bycia kimś kogo rozpoznaje się w delikatesach. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przez piętnaście lat opędzałem się od takich rzeczy jak magazyn People i The David Letterman Show głównie z tego względu, że nie chciałem być znany w ten sposób, pamiętając słowa Stephena Kinga które powiedział do mnie w 1992, że jeśli miałby przeżyć życie od nowa rzeczą którą najbardziej chciałby zmienić byłby udział w reklamie telewizyjnej American Express "Do you know me?" ("Czy mnie znasz?"). Nie wystąpiłby w niej, ponieważ jakimś sposobem w tym momencie dostał się do sfery publicznej. Wolę świat, w którym ludzie którzy mnie nie znają, ani nie wiedzą co robię nie wiedzą też jak mam na imię, czy jak wyglądam...

Osobiście uważam, że gin pozostanie w butelce. Ale zobaczymy.


Widziałem jak opowiadałeś o Henrym Raddicku. Zastanawiałem się, czy natknąłeś się na Wayne'a Redharta na amazon.co.uk?

http://www.amazon.co.uk/gp/cdp/member-reviews/AZN3ZSQQU3WW5/203-8036728-7975947?ie=UTF8&display=public&page=1

Andrew

Dotąd nie, ale teraz już tak. Komentarze często są śmiesznem, ale czasami sam fakt istnienia przedmiotu pozostawia mnie z wytrzeszczem i wyzwala niepowstrzymany chichot.

...

Naprawdę śliczna nowa figurka z Gwiezdnego Pyłu właśnie wchodzi na rynek, zaproj
ektował ją i wyrzeźbił Charles Vess. Szczegóły na http://www.dccomics.com/dcdirect/?dcd=7061&cat=STATUES&lst=new.
Zauważyłem, że można kupić ją wyjątkowo tanio (dokładniej --- prawie za pół ceny) tutaj: http://atlantiscomicsonline.blogspot.com/2007/08/arriving-887-and-stardust-staue-deal.html
ze sklepu który zakupił ich zbyt dużo (myśląc, że to plakat) i musi się ich pozbyć...




(Co przypomina mi o tym, że ktoś dał mi znać, że Amazon.com robi wyprzedaż audiobooka CHŁOPAKÓW ANANSIEGO na Mp3 CD którą nagrał Lenny Henry. Nie uważam, żeby eksperyment z audiobookiem na Mp3 CD, który bardzo chciałem przeprowadzić, udał się nadzwyczajnie dobrze, ale jeśli planujecie wrzucić go na ipoda albo komputer, albo macie odtwarzacz mp3, to jest to świetny sposób, żeby posłuchać książki bez targania tuzina płyt.)

...

Jeśli jesteście w okolicach Atlanty, po tym jak zobaczycie Gwiezdny Pył w piątek wieczór, możecie zobaczyć Mirrormask w sobotę 11-tego na dużym ekranie w Centre of Puppetry Arts -- http://www.puppet.org/edu/education.shtml#mirrormask.

...

Interesujący wywiad z Matthew Vaughnem na http://www.superherohype.com/news/topnews.php?id=6109
Zawsze zastanawiałem się co miał na myśli używając porównania Princess Bride spotyka Midnight Run, ale przeczytawszy wytłumaczenie wreszcie załapałem.

...

Właśnie czytam książkę Steve Ayletta LINT -- biografię wymyślonego pisarza SF, kogoś trochę podobnego do Philipa K. Dicka. Czytam bardzo powoli, bo wciąż chcę czytać ludziom na głos fragmenty. Jest potwornie śmieszna, ale nie mam pojęcia czy ktoś kto nie jest mną śmiałby się z niej. Albo z nią.

sobota, 4 sierpnia 2007

przepisuję, nie piszę...

Neil napisał w czwartek 2 sierpnia 2007 o 21:50

Zacząłem dzisiaj przepisywać "The Graveyard Book". Przeprawiam się przez rozdział pierwszy. Zaczynam dochodzić do siebie po Comic-Con, chociaż jeszcze nie ma dziesiątej, a już mogę iść spać...

Uwielbiam Charlesa Bukowskiego i zwykle kupuję jego książki w Skandynawii. Uwielbiam też klasyczne "Fistaszki". Wątpiłem, że spodoba mi się zrobiona przez Bukowskiego przeróbka "Fistaszków", więc z radością informuję, że jednak mi się podoba. http://www.progressiveboink.com/archive/peanuts-by-charles-bukowski/


Neil --
Na zdjęciu z premiery "Koraliny" do którego link podałeś kilka dni temu stojąc na czerwonym dywanie zaciskasz dłonie jakbyś miał się zaraz rzucić i zacząć okładać kogoś pięściami. Biorę to za oznakę nerwów --- czy po tych wszystkich wydarzeniach nadal miewasz "motyle w brzuchu"? Shawn


Masz na myśli premierę "Gwiezdnego pyłu". "Koralina" będzie za rok. Nie, nie miewamy motyli, ale chwile takie jak na czerwonym dywanie nie sprawiają mi przyjemności: możecie wyobrazić sobie setkę fotografów krzyczących (jednocześnie, nie jeden po drugim) "Neil, Neil... spójrz tutaj!" "Neil, w twoje prawo!" i tak dalej oraz mnie desperacko próbującego przypomnieć sobie jak stanąć, żeby nie wyglądać głupio wiedząc, że zawszę będę spoglądał w stronę nie tego fotografa i szczerze mówiąc, to jest zupełnie jakby ludzie rzucali w ciebie kamieniami, tylko bez bólu, krwi i porwanego ubrania. Czyli to niezupełnie jakby rzucali kamieniami. Ale mimo wszystko.

Mój przyjaciel i ja niedawno pochłonęliśmy "Gwiezdny pył" bo oboje bardzo chcemy zobaczyć film, a zawsze czytamy książki na których film jest oparty przed jego obejrzeniem. Jednak po lekturze oraz obejrzeniu zapowiedzi jesteśmy gotowi zobaczyć w kinie zupełnie inna historię. Jakie miałeś wrażenia na temat filmowej wersji "Gwiezdnego pyłu" jako autor?

Sądzę, że będziecie nader mile zaskoczeni. Uważam, że to uroczy film i że jest to film, a nie książka. Te miejsca, które zmienili żeby pasowały do filmu sprawdzają się znakomicie. A film jest zupełnie inny, niż trailer.

"Gwiezdny pył" ma obecnie 100% w ocenie rottentomatoes.com!

http://www.rottentomatoes.com/m/stardust/

I dwie osoby porównały go do "Narzeczonego księżkiczki".


To bardzo miłe. Prawdopodobnie długo nie pozostanie na 100%, ale to wspaniałe miejsce na początek. (i niestety nie sądzę, żeby to miało duże znaczenie. "Księżniczka Mononoke" była na Rotten Tomatoes najwyżej ocenianym filmem roku, a nikt nie zauważył.)

Bo wielu z was o to prosiło

W związku z wiadomościami na różnych stronach internetowych o zarwaniu się mostu w Minneapolis (włącznie z MakingLight, gdzie mają nadzieję skontaktować się z przyjaciółmi z okolicy). Gdybyś zechciał, proszę, umieść posta i daj znać wszystkim, że Ty i Twoi wciąż gdzieś tam są...

Bo jesteście, prawda?

chris


Ze mną wszystko w porządku, i z tego co wiem na ten moment, również z moją rodziną i przyjaciółmi.

...nadaje życiu smak

Neil napisał w środę 1 sierpnia 2007 o 19:41

Recenzja "Gwiezdnego pyłu" z "Variety" jest na stronie http://www.variety.com/review/VE1117934304.html?categoryid=31&cs=1&nid=2562#

Ta przyprószona kpiącym poczuciem humoru i żartami raczej dla dorosłych opowieść przygodowa, w której kilka znanych twarzy gra dość zabawnie, może spodobać się szczególnie wielbicielom "Narzeczonego księżniczki", ale w żadnym razie nie powinno się jej uważać za film wyłącznie dla dzieci.
Jest to również kolejna recenzja bardzo pochlebna dla Michelle Pfeiffer...
Najlepszą rzeczą w filmie jest doskonałe wyczucie komediowe Pfeiffer i jej metamorfoza - jako Lamia przeistacza się z kwitnącej piękności w odrażającą staruchę - która wymagała niemało odwagi, a aktorka jest zabawna niezależnie od stadium w jakim się znajduje. W końcu nie jest to zachwycająca postać : Lamia zmienia ludzi w kozy i kozy w ludzi, a jej siostry odczytują przyszłość z wnętrzności zwierząt. Nie są zbyt pożądanymi gośćmi na kolację.
Krótki materiał filmowy z premiery jest na stronie http://www.film.com/tv/mediaplayback/thelapremiereofstardust/15725204

O ile wiem, to była ostatnia duża premiera przed brytyjską 3 października.
...

piątek, 3 sierpnia 2007

Moment odświeżenia

Neil napisał we wtorek, 31 lipca 2007 o 3:02

Znów w domu. Przez parę następnych dni zamierzam nic nie robić oprócz jedzenia i spania i, czasami, spacerowania i naładowywania swoich baterii. Czas odzyskać siły. Spacerowanie zostanie utrudnione burzą, która nawiedziła tę okolicę i poprzewracała drzewa, blokując ścieżki. (W ogromny dąb bardzo blisko domu uderzył piorun i trzeba go było ściąć. Środek drzewa był węglem. Słońce znajduje się w miejscach, które jeszcze przed chwilą były w cieniu.)

Pies był niezmiernie szczęśliwy, gdy mnie zobaczył. Kukurydza i pomidory i oberżyny (bakłażany) są dojrzałe, dziś rano jadłem z krzaka borówki i maliny...

Dobrze jest być w domu.

Cześć Neil. To nie jest pytanie, ale raczej odpowiedź na jedno. Wydaje mi się, że dziennikarz Time'a opisał Twoje włosy jako "podejrzanie dobre", ponieważ są bujne (och, no dobrze, po prostu GRUBE) i wciąż ciemne (żadnych śladów siwizny, przynajmniej z tego, co możemy zobaczyć). To stawia Cię w pozycji głównego podejrzanego o noszenie peruki, posiadanie implantów, lub co najmniej używanie jakiś nieprzekonujących produktów do farbowania włosów. Oczywiście, żaden szanujący się Grecki Bóg nigdy nie zrobiłby żadnej takiej rzeczy. Trzymaj się!
Tin Ambat


Obecnie mMają w sobie wszystkie odcienie szarości szczerze. I zdają się stawać coraz jaśniejsze kiedy się starzeję. (Tutaj znajduje się moje zdjęcie z premiery Gwiezdnego pyłu, kiedy mam na sobie smoking w upale LA, akt szaleńca, na którym możesz zobaczyć dziwaczne włosy niczym u klauna.)

No więc jestem pewna, że dostałeś już parę tysięcy odpwiedzi na pytanie: "Co to jest matleta?", ale w przeciwnym wypadku: pierwszy raz usłyszałam termin "matleta" we wspaniałym programie telewizyjnym "Luzaki i kujony". Matleci stanowili szkolną drużynę, która startowała w turniejach matematycznych. Nie wiem, czy termin pochodzi z tego programu czy też Judd Apatow znalazł go gdzieś indziej, ale jestem właściwie pewna, że wziął go stamtąd. I rozbawiło mnie to, gdy to zobaczyłam. "Luzaki i kujony" był wspaniałym programem.

I hej! Przynajmniej to musi być miłe wciąż wyglądać wystarczająco młodo, by być porównywanym do nastolatków, no nie?

Zrozumiałem- dzięki dla wszystkich, którzy napisali i powiedzieli mi... (Niestety, nie byłem żadnym matletą. Dla wszystkich jest tajemncą jak udało mi się wyskrobać B na poziomie 0 z matmy, a Maddy i Mike oboje śmieją się ze mnie za to, że jestem absolutnie beznadziejny w liczeniu, podczas gdy oni są matematycznymi geniuszami.)

W mediach jest już za dużo różnych rzeczy, bym choć próbował za nimi teraz nadążyć (oprócz paru wczesnych pozytywnych recenzji "Gwiezdnego pyłu"- Hollywood Reporter i FilmsinReview), ale Anne Thompson z Variety powiedziała na swoim blogu coś, co mnie ucieszyło-

Dwóch filmów ze zjazdu, których obejrzenia w całości nie mogę się już doczekać, nie można było nigdzie znaleźć na naszej pierwotnej liście (to jest właśnie piękno Comic-Conu, doprawdy).

Pierwszym jest Wall-E Pixaru, który zapowiada się fantastyczne. Drugim jest, co ogłaszam z radością, Koralina...

To zdumiewające, kiedy widzi się jak te marionetki potrafią oddać język ciała. Obsada Koraliny ożywa w sposób, w jaki ani postacie Tima Burtona ani Aardmana nigdy tego nie robiły (co wcale nie jest ujmą dla wspaniałej pracy tych twórców, ale raczej dowodem uznania dla dokładności Selicka przy postaciach). Klip sam w sobie- który zawiera pierwsze odwiedziny Koraliny w "Innym" świecie, gdzie 3-D staje się wyraźniejsze- ukazuje wygląd, który jest prawdziwie niepowtarzalny dla tego filmu, a nie stanowi kontynuacji sztuki Tima Burtona, którą to mogliśmy zobaczyć w innych projektach Selicka (takich jak "James and the Gigant Peach").

Możecie przeczytać, co ma do powiedzenia na:

http://weblogs.variety.com/thompsononhollywood/2007/07/comic-con-toon-.html

Dave McKean zrobił nową okładkę (i dwie nowe wewnętrzne ilustracje) dla Limitowanej Edycji Subterranean Press Koraliny. Oto jak wygląda okładka:



Szczegóły na: http://subterraneanpress.com/index.php/2007/08/01/announcing-coraline-by-neal-gaiman/

(I nie, to nie oznacza, że powstaną nowe książki z Hill House. Hill House dostał już uprawnienia do Chłopców Anansiego, Nigdziebądź i Rzeczy ulotnych od Harper Collins i przeczytałem na ich stronie, że w następny poniedziałek dostaną część Trade Paperback dwutomowego wydania Chłopców Anansiego, choć główne woluminy nie dotrą od polskiego wydawcy aż do drugiej połowy sierpnia.)

(I ponieważ wiem, że Hill House miewał problemy z komunikacją przez ostatnich parę lat, jeśli ktokolwiek z was miał problemy z otrzymaniem odpowiedzi lub informacji od Hill House, skontaktujcie się z moim asystentem Cat Mihos poprzez Cat@gaiman.net, a my upewnimy się, że wiadomość dotrze do Harper Collins i do Hill House.)

...

Jeden z moich ulubionych momentów na Comic-Conie miał miejsce, kiedy zszedłem ze sceny. Zrobiono mi wtedy zdjęcie, a następnie zauważyłem, że pewien mężczyzna czekał, by ze mną porozmawiać. Wspomniany meżczyzna okazał się być Mattem Groening. Miał sprawę: chciał przedstawić mi swojego syna, który jest czytelnikiem SF (rozmawialiśmy o Genie Wolfe). Później Matt i ja prowadziliśmy rozmowę na różne tematy i w pewnym momencie od niechcenia wspomniałem, że nie chciałem pojawić się epizodycznie w The Simpsons, ale jak kiedyś tu napisałem, naprawdę, naprawdę, naprawdę z chęcią zostałbym głową w słoiku w Futuramie.

A on powiedział, że można to załatwić.

Triumfuję. Tylko popatrzcie.