Teraz zacząłem dostawać prośby o zdjęcia z punkowego okresu szesnastolatka. Jedyne takie zdjęcie, o którym wiem, znajduje się na tylnej okładce „Pań Łaskawych”, chociaż mój kumpel, Geoff Notkin, który był perkusistą w naszym zespole, mówi, że gdzieś daleko od obecnego domu ma wszystkie zdjęcia, które zrobiono tamtego dnia. Chyba muszę mu o tym przypomnieć. (Oto jego strona: http://notkin.net/. Wejdźcie na nią i kupcie on niego meteoryty, co może nastawi go na tyle przyjaźnie do świata, że pojedzie do innego miasta i poszuka.)
(Dla ciekawskich, może posłuchać, jak sam je czytam na http://www.last.fm/music/Neil+Gaiman/_/Chivalry, a gdyby tylko udało mi się znaleźć ją w sieci, podlinkowałbym wersję czytaną przez Cristinę Pickles – tak czy siak możecie ją znaleźć w audiobooku „Selected Shorts: Lots of Laughts). Śmieszne mi się słucha, kiedy inni ludzie je czytają, ponieważ ze wszystkich opowiadań to właśnie najczęściej czytałem na głos: wiem, jak każde słowo działa na publiczność i dlatego wciąż marzę, żeby móc pokierować czytelnikiem. ("Use the word 'nice' like a weapon wherever it turns up. It means something different every time anyone uses it. Play Galaad utterly straight. Domestic details always trump Arthurian details...") [to fragment opowiadania, zostaje więc w oryginale.]
...
Oto (nieumyślnie) przezabawna (choć głupawa), miażdżąca recenzja „Koraliny”: http://christiananswers.net/spotlight/movies/2009/coraline2009.html. Ten rodzaj recenzji każe podejrzewać, że recenzujący recenzuje zawartość swojej głowy, a nie film. Kiedy wrzuciłem ten link na twitter, kilka osób napisało, że nie jest to typowy odbiór chrześcijański - wiedziałem to wcześniej. Podawałem już wcześniej tu, na blogu, linki do paru zaskakująco sensownych chrześcijańskich recenzji „Koraliny” (a tu kolejna normalna, dla przeciwwagi: http://www.gospelandculture.org/2009/03/coraline/).
...
Daniel Pinkwater to jeden z moich ulubionych pisarzy. Jego nowa książka, „The Yggyssey”, jest już dostępna online, możecie ja przeczytać na http://www.theyggyssey.com/.
Kiedy byłem w UK z powodu śmierci mojego ojca, zobaczyłem parę zdjęć, których nie oglądałem od wielu, wielu lat. Garstkę z nich zabrałem ze sobą. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak wyglądałem, kiedy miałem piętnaście lat, to wyglądałem właśnie tak:
Niemal od razu potem włosy stały się kolczaste, ubrania przestały mieć do czynienia z wielkimi szalikami i stałem się szesnastoletnim punkiem. Ale oto piętnastoletni Neil specjalnie dla Was.
Jestem przeziębiony. Gdyby ktoś się zastanawiał. Zdecydowanie jestem przeziębiony. To nie jest zwykły katar.
Ale nie o tym będzie ta notka. To blog na temat Twitterowego Konkursu Na Podpis.
W grudniu założyłem konto na Twitterze. Dobrze się bawiłem pisząc do znajomych. Pamiętam, jak bardzo zdziwiłem się, kiedy w styczniu okazało się, że obserwuje mnie 10 tys. ludzi, a jeszcze bardziej, kiedy po otrzymaniu Newbery kilka dni później kląłem z radości - gazety traktowały wiadomości z Twittera jako "newsy".
Dzisiaj kliknąłem w ekran Twittera i odkryłem, że obserwujących mnie ludzi jest 100 tysięcy, więc pomyślałem, że warto zorganizować coś dla nich wszystkich, aby uczcić ten nieprawdopodobny fakt.
Postanowiłem, że zrobię konkurs. Miał był na Twitpicu, ale wciąż są z nim kłopoty, dlatego piszę notkę i wszystko tutaj wyjaśniam.
Udział mogą wziąć wszyscy, ale odpowiedzi muszą być przysłane za pośrednictwem Twittera.
To konkurs na podpisy do zdjęcia. Zamieszczam dwa zdjęcia. Jedno przedstawia mnie i psa, kiedy stoimy na deszczu i wyglądamy złowieszczo (poniżej). Na drugim jest pies i Koralina (powyżej). Możecie zrobić podpis do któregokolwiek z nich. Jeżeli chcecie go umieścić na zdjęciu w stylu LOLcats, albo zrobić z niego okładkę płyty z lat 70., możecie przysłać link do obrazka. Ale obowiązują zasady z Twittera, więc nadal macie tylko 140 znaków (w tym tag).
Wyślijcie sój podpis (lub link do obrazka z podpisem) przez Twitter. Dodajcie hashtag #100K. To bardzo ważne. NIE wysyłajcie ich do mnie ani do Cat. Po prostu zamieście z tagiem na swoim Twitterze. Znajdziemy je, ale tylko jeśli będą otagowane. Na pozątku lub na końcu wiadomości umieście tag #100K .
Jeżeli sądzicie, że nie będzie jasne do którego zdjęcia odnosi się podpis, dodajcie A) dla obrazka z Koraliną i B) dla tegoz ponurym parasolem.
Nie ma ograniczenia ilości zgłoszeń, ale nie szalejcie i nie wysyłajcie dziesiątek. I możecie wybrać jedno ze zdjęć lub podpisać oba. Nadambitni mogą połączyć je w minikomiks. Wasza wola.
Macie na to kilka dni, powiedzmy że zgłoszenia muszą zostać wysłanę do północy czasu pacyficznego w sobotę. A Cat oceni je w niedzielę. Nadchodzące zgłoszenia można śledzić na http://tweetgrid.com/search?q=%23100K.
Obejrzę je wszystkie, ale zwycięzcę wybierze panna Cat Mihos, http://twitter.com/neverwear(dla zaznajomionych z Twitterem będzie to @neverwear) a ja zabiorę głos, jeśli będzie potrzebowała konsultacji w razie wątpliwości. Wszystkie łapówki wysyłajcie Cat, nie mnie. (To był żart. Żeby wziąć udział nie musicie nawet kupować nic z http://www.neverwear.net/store/.)
Nagrody to: nowe wydanie podpisanej przeze mnie książki A Walking Tour Of The Shambles, którą napisałem z Gene'em Wolfem, koszulka z filmu "Koralina", płyta z muzyką z "Koraliny", a Cat mówiła, że ma jeszcze kilka plakatów "Księgi cmentarnej" z moim autografem, które chciałabym rozdać.
Wszystko mi jedno z jakiego miejsca na świecie będziecie pisać, ale nawet najzabawniejsze podpisy po estońsku nie mają szansy na nagrodę, bo ani Cat, ani ja nie znamy estońskiego, więc na Waszym miejscu trzymałbym się angielskiego.
Decyzja sędziego jest ostateczna. I to jest dla zabawy. Jeżeli coś jest niejasne, przejrzyjcie tę notkę ponownie i jeżeli naprawdę nie ma tu odpowiedzi, wyślijcie pytanie na Twitterze. Bawcie się dobrze.
Jestem w domu. Pada i to już od dwóch dni, co nie jest takie złe, zważywszy, że deszcz zajmie się resztkami śniegu i tymi zacienionymi miejscami, gdzie ścieżki wciąż są oblodzone. Wczoraj wyjrzałem przez okno i zorientowałem się, że pojawiły się pierwsze przebiśniegi, co uczyniło mnie na chwilę nieprawdopodobnie szczęśliwym. Przebiśniegi to pierwsze kwiaty jakie nauczyłem się rozpoznawać - dowiedziałem się o nich w wieku trzech czy czterech lat z książki o tytule podobnym do "Historyjka na ten tydzień" i zapamiętałem, że wraz z nimi naprawdę nadchodzi wiosna.
Robię teraz notatki dotyczące Sekretnego Projektu. Nie chcę nic na jego temat zdradzić, żeby nie zapeszyć. Ale przynajmniej wczoraj w nocy, koło drugiej, kiedy postanowiłem skończyć i kładłem się spać, wszystko szło całkiem dobrze. W kilku miejscach denerwowałem się na siebie, bo czasem za bardzo lubię pisać dialogi i sceny, w których ludzie rozmawiają, ale nic się nie dzieje. A wiem, że muszę pisać też kawałki z Dzianiem Się.
Po całym szaleństwie i podróżach spędziłem z Maddy jeden dzień Przygody Podczas Ferii Wiosennych. I był to naprawdę uroczy dzień.
A wczoraj wieczorem usiadłem przed telewizorem, żeby zobaczyć samego siebie mówiącego do mnie z ekranu w powtórce "The Colbert Report" i jest to, jak się przekonałem, podobne uczucie osobliwego zażenowania, jak kiedy odsłuchujesz wiadomości na sekretarce i pierwsza z nich jest od ciebie.
A w kwestii telewizji - pomyślałem, że ten klip z ONION jest prawie idealny (choć ja zrobiłbym z pracownika lotniska biurokratę w garniturze, a może nawet dorzucił całą ławę biurokratów w garniturach, niż osobnika z opery komicznej):
... Mam pytanie o prowadzenie dziennika, ale offline. Czy prowadzisz zwykły pamiętnik? Czy to taki w stylu "To dziś robiłem", a może służy bardziej jako rezerwa pomysłów i notujesz tam myśli, jakie przychodzą Ci do głowy w ciągu dnia? I jeszcze - czy notki piszesz pod wpływem chwili, czy przygotowujesz jakiś zarys? Nie wiem jakie to ma znaczenie, pytam z ciekawości.
Nie prowadzę dziennika. Czasem wydaje mi się, że ten blog wytrzymał próbę czasu, bo świetnie służy właśnie jako dziennik. Jeżeli potrzebuję sprawdzić kiedy ostatnio byłem w Sao Paolo, czy coś podobnego, mogę po prostu przeszukać stronę.
A gdybym miał robić plan przed napisaniem notki to w ogóle bym jej nie napisał. Zwykle jest to dla moich palców rozgrzewka przed prawdziwym pisaniem. Hej Neil, Twoje opowiadanie "Chivalry" ("Rycerskość") czytane przez Jane Curtin przez około tydzień będzie dostępne na stronie http://www.npr.org/rss/podcast/podcast_detail.php?siteId=9911210 dzięki ludziom z Selected Shorts. Pomyślałem, że może zechcesz się tą wieścią podzielić. Pozdrawiam! Chris
Dziękuję! Całe wieki nie czytałem "Rycerskości" przed publicznością. Wciąż myślę, że miło byłoby zrobić dla CBLDF jeszcze jedną trasę spotkań (poprzednia, która miała być też ostatnią, odbyła się w 2000 roku... na tyle dawno, że ci, którzy tam byli myśląc, że to Ostatnia prawdopodobnie nie będą mieli mi za złe, że nią nie była). (Patrzcie! Wywiad z trasy A LAST ANGEL TOUR z tamtych czasów.)
Ogromne dzięki za wzbudzenie w mnie zainteresowania Amandą Palmer, wczoraj poszłam na jej koncert i jest absolutnie znakomita. Wspomniała o tobie i wszyscy zaczęli wiwatować. Potem zapytała, czy ktoś był tu, w Nowym Orleanie na którejś z twoich "autorskich wydarzeń", jak spotkania, podpisywanie czy konwenty. Tłum ucichł, a ona wzruszyła ramionami i powiedziała, że to dziwne, bo jej zdaniem to miasto w twoim typie. I tak się zastanawiam... jakim cudem nie przyjeżdżałeś tu z "autorskimi wydarzeniami"? Wiem, że już tu byłeś, ale Amanda ma rację - to miasto w Twoim stylu! Z chęcią byśmy cię tu powitali. Jestem po prostu ciekawa. Pozdrowienia, Jackie Monteilh
To rzeczywiście jest dziwaczne. Przecież uwielbiam Nowy Orlean i w przeciągu ostatnich 18 lat przynajmniej dwukrotnie jeździłem tam na konwenty, wielokrotnie odwiedzałem znajomych i włóczyłem się po cmentarzach, ale nigdy nie podpisywałem książek. Ani nie czytałem publicznie.
Hmm. No dobrze. Jeżeli zrobię jeszcze jedną trasę dla CBLDF zobaczę, czy uda się załatwić na niej przystanek w Nowym Orleanie.
Zastanawiam się, czy piszesz przyjmujesz opowiadania od amatorów i czy zgadzasz się dokończyć ich opowiadania... pozdrowienia
Niestety nie.
Witaj Neil, Ten piękny cytat z twojej twórczości znalazłam na www.goodreads.com, i zastanawiałam się z której z twoich książek/którego komiksu pochodzi, bo nie podano źródła. Dopiero zaczynam zapoznawać się z twoją twórczością i nie umiem tego cytatu umiejscowić. Dziękuję, Meredith
Cytat brzmi następująco: "Gdy obejmujemy się w ciemnościach, to nie sprawia, że ciemność znika. Złe rzeczy nadal się tam czają. Koszmary nadal kroczą w cieniu. Gdy się obejmujemy nie czujemy się bezpiecznie, ale trochę lepiej. "Wszystko będzie dobrze" - szepczemy. "Jestem tu, kocham cię". I kłamiemy: "Nigdy cię nie opuszczę". Przez chwilę lub dwie ciemność wydaje się trochę mniej straszna.
To z 27. części "Hellblazera", pt "Obejmij mnie". Znalazła się w wydanym przez DC zbiorze "Dni pośród nocy".
...
Obrazki Dave'a McKeana z mitycznymi stworzeniami na brytyjskie znaczki pocztowe znalazły się w sieci:
Mam sugestię dla wszystkich fanów, którzy poszukują "Blueberry girl" z pierwszego nakładu - niech szukają w sklepach z komiksami! Mieszkam w LA i w ubiegłym tygodniu odwiedziłem w poszukiwaniu BG cztery większe księgarnie. W trzech z nich nawet jej nie zamawiali i nie mieli pojęcia o czym mówię, dopóki nie sprawdzili w komputerach. Potem, w niedzielę, trafiłem do Meltdown Comics w Hollywood i mieli ich cały stos (tak, właśnie stamtąd mam swój egzemplarz). A właśnie przed chwilą wróciłem z wyprawy do Comics Factory w Pasadenie (jest piątek, 20 marca) i oni też mieli u siebie kilka egzemplarzy. Tak przy okazji, Neil, to świetna książka. Ilustracje Charlesa Vessa są niewiarygodne, a twoje słowa... cóż, jak zwykle wywołały uśmiech w mojej duszy.
Wspaniały pomysł. (Tak! Wspierajcie lokalne sklepy z komiksami!)
Neil, Masz rację co do artykułu z "New Scientist". Czy przypadkiem nie udowodniono już jakiś czas temu, że zwierzęta mają przesądy? http://psychclassics.yorku.ca/Skinner/Pigeon/ Można się oczywiście kłócić o różnicę między wiarą i przesądem, ale z pewnością sam fakt, że to kwestia dyskusyjna dowodzi, że powinno się raczej zacząć od założenia, że MOGĄ mieć religię, niż od zaprzeczania. -MK
Właśnie o to mi chodziło. (Tzn tak naprawdę chodziło mi o to, że autorzy byli stanowczo zbyt pewni swojego zdania.)
Drogi Panie Gaiman, Widziałam pana niedawny występ w programie "Colbert Report", był absolutnie znakomity. Uszczęśliwił mnie na cały tydzień. Czy ożeni się Pan ze mną?
Nie sądzę, ale dziękuję za propozycję.
...
Audible właśnie poinformowało mnie, że "Księga cmentarna" dotarła właśnie do półfinału ich turnieju książek dźwiękowych: Oto link. (Jeżeli jesteście słuchaczami audible i uważacie, że powinna zwyciężyć Extreme Measures Vince'a Flynn'a, teraz jest czas na głosowanie.)
I na koniec (mała nagroda dla tych, którzy dotarli tak daleko) na stronie MCCtheatre można dowiedzieć się wszystkiego na temat oryginalnego musicalu Stephina Merritta na podstawie "Koraliny", który będzie miał swoją premierę w Nowym Jorku w maju tego roku. Bilety nie są tanie, ale jeżeli przy kupowaniu biletów skorzystacie z kodu "CLNG", opuszczą cenę do $39 za sztukę. Kod będzie ważny do 12 kwietnia.