Neil napisał w niedzielę 22 kwietnia 2012 o 17:44
Ostatnio bardzo zaniedbałem bloga. Obiecywałem sobie, że po prostu skończę pisać to, co miałem do napisania i coś tu zamieszczę, ale zanim skończyłem zrobiło się tego tyle, że zacząłem blog odkładać na później...
Otóż. Skończyłem pisać na Florydzie. Wróciłem do domu. Pojechałem z Amandą na ślub w Laguna Beach, a następnie do Dallas, gdzie miksowała swój nowy album. Potem pojechaliśmy do Karoliny Północnej, żeby zabrać Maddy do college'u, do którego wkrótce pójdzie (Niesamowite. Moja mała córeczka...), a wczoraj dotarłem znów do domu.
Jest o czym pisać... Na początek rozważam zamieszczenie tutaj w całości wywiadu, który przeprowadziłem ze Stephenem Kingiem dla Sunday Times.
Dostarczono dzisiaj trzy porcje pszczół, które mają zastąpić trzy stracone tej zimy ule. (Zostały nam trzy: po jednym z pszczołami włoskimi, rosyjskimi i kraińskimi.)
Poniżej niezwykły film nakręcony w zwolnionym tempie dzisiejszego poranka, w którym umieszczam pszczoły w ulu. Trwa 40 sekund, a w czasie rzeczywistym wszystko trwało zaledwie kilka.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
piątek, 30 marca 2012
Krainy marzeń i wyobraźni na poznańskim Pyrkonie
Jak informowaliśmy na blogu i stronie facebookowej, w ostatni weekend można było nas spotkać w Poznaniu z okazji odbywającego się tam Pyrkonu. W piątek po południu wszystkie osoby, które przekroczyły próg sali Literackiej 2, miały okazję usłyszeć parę słów na temat twórczości Neila podczas naszej prelekcji „Krainy marzeń i wyobraźni Neila Gaimana”. Opowiedzieliśmy o początkach działalności bloga oraz staraliśmy się przedstawić najciekawsze pozycje z ogromnego dorobku twórczego Neila, na który składają się nie tylko książki, ale też komiksy, filmy, a od niedawna również działalność sceniczna. Próbowaliśmy pokazać Wam, jak małżeństwo może zmienić życie pisarza, oraz w jaki sposób śledzenie serwisów społecznościowych może dostarczyć więcej informacji na temat jego życia i twórczości niż przeczytanie najbardziej szczegółowego artykułu na Wikipedii.
Trzeba przyznać, że niełatwo było nam ograniczyć wszystko, co chcielibyśmy Wam przekazać, do jednogodzinnej prezentacji. Przed festiwalem długo trwały dyskusje, co powiedzieć, o czym wspomnieć, a z czego zupełnie zrezygnować. Być może w przyszłości będziemy mieli szansę kontynuować naszą opowieść przy okazji kolejnego spotkania z fanami. Tematów na pewno nie zabraknie.
Dziękujemy serdecznie wszystkim uczestnikom spotkania. Cieszymy się, że w ten właśnie sposób, w towarzystwie fanów Neila, mogliśmy podsumować pięć lat działania naszej strony.
Oto parę zdjęć z piątkowej prelekcji:
Na co dzień naprawdę nie wyglądamy tak poważnie.
Zasłuchani.
Blueberry Girl krąży wśród fanów.
* * *
Na Pyrkonie przeprowadzana była bardzo ciekawa ankieta na temat czytelnictwa literatury fantastycznej w Polsce. Wciąż istnieje możliwość wypełnienia jej w internecie, do czego gorąco zachęcamy:
* * *
A na koniec, wiadomość z ostatniej chwili: na stronie Lubimyczytac.pl zostały dziś ogłoszone wyniki plebiscytu na pisarzy, których czytelnicy chcieliby spotkać w trakcie majowych Warszawskich Targów Książki. Neil zajął drugie miejsce, zdobywając jedynie pięć głosów mniej niż Andrzej Sapkowski. Jak wiemy ze strony FAQ i wcześniejszych notek na blogu, wcale nie tak łatwo przekonać Gaimana, żeby gdzieś przyjechał, ale ponieważ Polakom udało się to już dwa razy, mamy nadzieję, że (co najmniej) do trzech razy sztuka. :-)
niedziela, 18 marca 2012
Mamy 5 lat!
[Z okazji urodzin – garść wspomnień.]
Tak się składa, że pięć lat temu 17 i 18 marca również wypadały w weekend.
W ten właśnie weekend w roku 2007 Polskę odwiedził Neil Gaiman i w okolicy tego właśnie weekendu działalność rozpoczął nasz blog.
Z niewielkimi zmianami personalnymi prowadzimy go i aktualizujemy od pięciu lat, co oznacza 826 postów w archiwum. Ile to słów – trudno powiedzieć, bo tylko dla pisarzy pracują webgobliny, które podjęłyby się policzenia.
Przez ten czas Neil wydał kilka książek, napisał kilka scenariuszy, zdobył parę nagród, wyreżyserował film, zaczął hodować pszczoły i nagrywać audiobooki, ożenił się, założył Twittera, Tumblra i odwiedził Polskę raz jeszcze.
A my? Informowaliśmy o tym wszystkim, dodawaliśmy posty, bywaliśmy na spotkaniach z autorem i mieliśmy okazję poznać go osobiście. Staraliśmy się przybliżyć Wam jego sylwetkę i twórczość poprzez tłumaczenie dziennika, artykułów, newsów, zamieszczanie recenzji. Ostatnio (i wkrótce ponownie) osobiście spotkaliśmy się z innymi fanami. W czerwcu 2010 r. powstała strona na Facebooku, gdzie informujemy o aktualizacjach i wrzucamy ciekawostki oraz – co najważniejsze – gdzie Wy możecie kontaktować się z nami. Liczba fanów przekroczyła 200 i powoli, acz systematycznie, rośnie, co sprawia nam mnóstwo radości.
Dziękujemy Wam wszystkim za ciągłe wsparcie, przemiłe komentarze, facebookowe "lajki", (czasem zupełnie nieoczekiwane) spotkania oraz wyrozumiałość przy zdarzających się tłumaczeniowych opóźnieniach. Z okazji piątych urodzin bloga życzymy sobie i Wam kolejnych równie fantastycznych pięcioleci.
Noita, Varali i Tomek
Dziękujemy Wam wszystkim za ciągłe wsparcie, przemiłe komentarze, facebookowe "lajki", (czasem zupełnie nieoczekiwane) spotkania oraz wyrozumiałość przy zdarzających się tłumaczeniowych opóźnieniach. Z okazji piątych urodzin bloga życzymy sobie i Wam kolejnych równie fantastycznych pięcioleci.
Noita, Varali i Tomek
Kilka myśli na temat pisania, jazdy samochodem we mgle i tego, co zwykle
Neil napisał w sobotę 3 marca 2012 o 21:42
Pisanie to dziwne zajęcie.
Czasami patrzysz na to, co piszesz i przypomina to krajobraz we wspaniały, jasny letni dzień. Dostrzegasz każdy liść na każdym drzewie, słyszysz śpiew ptaków i wiesz, gdzie wybierzesz się na spacer.
I to jest wspaniałe.
Czasami jednak pisanie przypomina bardziej jazdę samochodem we mgle. Nie bardzo widzisz, dokąd zmierzasz. Widzisz przed sobą tylko tylko tyle drogi, że wiesz, że jeszcze z niej nie zjechałeś i jeśli będziesz jechać powoli i z włączonymi światłami ostatecznie dotrzesz do celu.
I nie jest to łatwe, ale ostatecznie daje sporo satysfakcji, kiedy pod koniec dnia patrzysz na te 1500 słów, które dzień wcześniej nie istniały w takiej formie, choć to połowa tego, co udaje się napisać w ciągu dobrego dnia, bo powoli, ale poruszasz się naprzód.
A czasem mgła się rozwiewa i zaczynasz wyraźnie widzieć, co robisz, dokąd jedziesz, choć jeszcze pięć minut temu nie było widać zupełnie nic.
I na tym polega magia.
...
Dni spędzam teraz pożytecznie. Znalazłem rytm pisania i wydaje się, że wraca mi pisarska pewność siebie. Nie piszę tego, po co się tu ukryłem, ale uwielbiam to, co udaje mi się napisać i jestem dość pewny, że na etapie kolejnego szkicu wszystko złoży się w całość. Nawet jeżeli póki co zawiera rzeczy, które mogą uczynić publikację trudniejszą niż zazwyczaj. Bo znajduje się w tej dziwnej przestrzeni pomiędzy literaturą dziecięcą, a dorosłą opowiadającą o dzieciach (jako przykład spróbujcie wyobrazić sobie coś w stylu szkolnej opowieści z duchami osadzonej w samym środku Pory mgieł z Sandmana).
Tęsknię za żoną, ale im lepiej idzie mi pisanie, tym lepiej radze sobie z tą tęsknotą i samolubnie ciesze się z planu dnia, jaki sobie wypracowałem. Nigdy wcześniej mi się to nie udało: rano biegam lub ćwiczę (zgodnie z tym, co przygotował dla mnie bardzo uprzejmy instruktor fitness, który czyta tego bloga i zechciał nagrać dla mnie kilka klipów) i raz lub dwa razy w tygodniu ostro ćwiczę jogę.
Najbardziej chciałbym, żeby Amanda mogła się do mnie teleportować co kilka dni na kolację i wracać do Melbourne rano.
Znalazłem kafejkę, w której obsłudze nie przeszkadza, że siedzę sobie w kącie i piszę, podczas gdy inni klienci przychodzą i wychodzą. A gdy wszedłem tam dziś popołudniu barista uśmiechnął się i zapytał, czy podać to, co zwykle (czyli tutejszą "Brytyjską herbatę śniadaniową"), na co odpowiedziałem twierdząco i zdałem sobie sprawę, że szalenie odpowiada mi posiadanie "tego co zwykle".
Cieszę się, że mam krótkie włosy, bo w takiej fryzurze czuję się incognito. A zatem nie będę zamieszczał swoich aktualnych zdjęć. Najprawdopodobniej moje incognito to raczej efekt placebo i każda osoba w mieście na mój widok myśli sobie "a, to ten angielski pisarz". Ale mnie to cieszy, tak samo jak Amandę cieszy noszenie w Melbourne hipsterskich okularów Clarka Kenta jako przebrania.
Jeżeli spotkacie w Melbourne tę kobietę, to oczywiście nie jest moja żona.
Najciekawsza rzecz, jaką ostatnio zrobiłem to przejechanie połowy stanu, żeby spędzić dzień ze Stephenem Kingiem. Opiszę to dla Timesa (brytyjskiego, nie nowojorskiego).
Moja pisarska samotnia za kilka dni dobiegnie końca.
Ale jestem bardzo szczęśliwy. I piszę. Gdybyście się zastanawiali.
Dziś Magiczny Bonusowy Radosny Dodatkowy Dzień w Roku Przestępnym!
Neil napisał w środę 29 lutego 2012 o 8:45
Uczcijcie Dodatkowy Dzień Roku Przestępnego poprzez zabranie pisarza na tradycyjny obiad.
Minęły cztery lata odkąd niektórzy pisarze zjedli porządny obiad. Wciąż czekamy. Wielu z nas trzyma widelce lub pałeczki w zanadrzu, niektórzy nawet od wielu dni. Odwdzięczymy się zamyślając się, gdy jedzenie będzie podawane, następnie notując coś gorączkowo na skrawku papieru i pytając, czy "namiętnie" może się rymować z "majętnie", a potem bezmyślnie wypijemy za dużo i będziemy próbowali wyrecytować w całości z pamięci "The Book of My Enemy Has Been Remaindered" [Nakład książki mego wroga został zwrócony] Clive'a Jamesa.
Nakarmcie nas.
Uczcijcie Dodatkowy Dzień Roku Przestępnego poprzez zabranie pisarza na tradycyjny obiad.
Minęły cztery lata odkąd niektórzy pisarze zjedli porządny obiad. Wciąż czekamy. Wielu z nas trzyma widelce lub pałeczki w zanadrzu, niektórzy nawet od wielu dni. Odwdzięczymy się zamyślając się, gdy jedzenie będzie podawane, następnie notując coś gorączkowo na skrawku papieru i pytając, czy "namiętnie" może się rymować z "majętnie", a potem bezmyślnie wypijemy za dużo i będziemy próbowali wyrecytować w całości z pamięci "The Book of My Enemy Has Been Remaindered" [Nakład książki mego wroga został zwrócony] Clive'a Jamesa.
Nakarmcie nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
