poniedziałek, 4 stycznia 2010

Argh

Stoję przy stanowisku na porcie lotniczym Boston i próbuję się dostać do Minneapolis. Komputer jest przekonany, że British Airways wydały mi bilet w zeszłym tygodniu, gdy leciałem z Londynu do Bostonu. Właśnie odleciał samolot, którym miałem polecieć do domu i możliwe, że będę musiał kupić nowy bilet. Piszę tego posta, bo nie mam nic innego do roboty, podczas gdy pomocna pani ciężko pracuje, bym mógł dotrzeć do domu, w sytuacji, gdy mój bilet istnieje tylko w teorii. Mój koszmar o wirtualnych biletach ostatecznie się spełnił. No cóż. Panie są zabawne i pomocne, mają bostoński akcent, a najgorsze, co może się zdarzyć to to, że kupię nowy bilet, spóźnię się, żeby obejrzeć Dra Who z Maddy i spędzę resztę życia w przekonaniu, że nie powinno się pozwolić FlyBe i British Airways na prowadzenie czegoś tak skomplikowanego jak prawdziwe linie lotnicze z biletami, ludźmi i samolotami.

Brak komentarzy: