Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuda Webelfa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuda Webelfa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 listopada 2010

Już jeee...eeest...

Neil napisał w piątek, 29 października 2010 o 01:27 AM
Pssst. Już jest i działa. Na razie tylko szkielet. Podrzuciłem pomysł, webgoblin i niegdysiejszy webelf zabrali się razem do pracy, ja napisałem FAQ na podstawie pytań zadawanych na Twitterze, Facebooku i tutaj i postanowiliśmy to wszystko zamieścić, przekonani, że ważniejsze, żeby cokolwiek już (dwa dni przed Halloween) było, niż żeby było idealnie.

Przez najbliższy rok będziemy poprawiać i udoskonalać, więc mam nadzieję, że przed następnym Halloween będzie to porządne źródło informacji.

Póki co prace trwają. Ale lepsze to, niż nic.

Kliknijcie i zobaczcie sami.


(A jeżeli nie wiecie co i dlaczego, wszystko zaczęło się tutaj kilka dni temu: http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/10/skromna-propozycja-ktora-nie-wymaga_24.html)

Na dwa dni kupowania książek przed Halloween...

Dziękuję, Dan Guy. Dziękuję, Olga.

sobota, 30 stycznia 2010

Przyjazd Olgi

Neil napisał w sobotę 22 stycznia 2010 o 17:14

Wczesnym rankiem odebrałem z lotniska Olgę, która spędziła w samolocie całą noc. Z powodu wypadku musieliśmy jechać objazdem przez St. Paul, co oboje potraktowaliśmy jako znak (po dojechaniu na miejsce zgodnie stwierdziliśmy, że umieramy z głodu), że powinniśmy zatrzymać sie na śniadanie w Mickey's Diner. Tak też zrobiliśmy. Olga spędziła mnóstwo czasu bawiąc się aparatem.

Do domu jechaliśmy przebijając się przez mgłę i coś, co stałoby się burzą lodową, gdyby temperatura spadła o dwa stopnie, a tak było tylko marznącą mżawką. W końcu udało nam się wrócić tutaj i weszliśmy na strych. Martwiłem się, że Zoe umrze pod naszą nieobecność, albo będzie już przytomna, ale nie - wciąż tam była i nawet nie spała. Ale słabnie z każdym dniem. Coraz słabiej reaguje i choć cieszy ją głaskanie, to potrafi nagle zejść z łóżka, odejść kawałek od miejsca, w którym sypia, a potem wydać z siebie skrzecząco-szczekliwy dźwięk, niczym przerażone pisklę orła, a potem zwymiotować odrobinę spienionej mazi.



W końcu Zoe przestała wymiotować i rozluźniła się.

Kiedy wydawało się, że obu paniom jest już wygodnie, zabrałem Psa (wciąż mocno niepocieszonego tym, jak mało uwagi poświęca mu się ostatnio) na spacer w deszczu ze śniegiem. Albo w śniegu z deszczem. Przed zimnem ORAZ deszczem trudniej się obronić, niż przed samym zimnem. Oto ja, kiedy doszedłem już do wniosku, że robienie nowym, pięknym aparatem zdjęć, kiedy ręce momentalnie ziębną w zamarzającym deszczu nie jest najlepszym pomysłem.
Psu to niespecjalnie przeszkadzało. Był zadowolony, że wreszcie nie nudzi się siedząc samotnie w kuchni.
...
Skrzynka FAQ wypełniła się setkami wiadomości od tych z Was, którzy chcieli opowiedzieć mi łamiącą serce lub podnoszącą na duchu (bardzo często i jedno, i drugie) historię o tym, jak umarł Wasz ukochany kot. Czytam je wszystkie. Czasem mnie one pocieszają, innym razem sprawiają, że czuje się jakbym kroczył Doliną Cienia Kociej Śmierci. Ale czytam je wszystkie i za wszystkie bardzo serdecznie dziękuję.