Neil napisał w środę 8 stycznia 2014 r. o 20:47
Siedzę teraz w pustym domu…
Komputer spoczywa na pustej półce na książki, bo nie ma tu stołu, a ja piszę na stojąco, bo nie ma krzesła.
Przeprowadzka to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Bez porównania z czymkolwiek innym jest też ostatnia godzina spędzana w domu, po mału wszystko znika, a ty wycofujesz się do ostatniego w tym domu pokoju wyposażonego w stół. Nie ma czajnika, żeby wstawić wodę na herbatę i nie ma kubków, nawet gdyby było skąd wziąć wrzątek. A i tak nie byłoby na czym usiąść, żeby tę herbatę wypić.
Zostały mi tylko rzeczy, które zapakuję do Mini – głównie ubrania, książki oraz komputer i telefon wraz z akcesoriami. Potem jadę na południe. Kiedy najdzie mnie znów ochota na literaturę, włączę sobie audiobook Małe, duże Johna Crowleya. Jeśli nie, mam sporo płyt (wiele z nich to prezenty otrzymane w czasie trasy promocyjnej, kiedy nie zatrzymaliśmy się nigdzie wystarczająco długo, żebym mógł je w spokoju przesłuchać).
Cat wzorowo wykonała zadanie spakowania w pudła i wyniesienia z domu całego mojego świata. Amanda i ja nie poradzilibyśmy sobie bez jej pomocy i bez Lee, który jest gospodarzem Cloud Clubu Amandy („gospodarz” czy „właściciel lokalu” to nienajlepsze określenie na to, czym Lee się zajmuje – ten artykuł wyjaśnia to znacznie lepiej).
Nie mogę się już doczekać, aż wprowadzę się do nowego domu, rozpakuję i zrobię herbatę. Gdzieś tam czeka na mnie czajnik. W ciężarówce, w drodze. W pudle.