Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lekka Księżniczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lekka Księżniczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

Przeprowadzka

Neil napisał w środę 8 stycznia 2014 r. o 20:47

Siedzę teraz w pustym domu…

Komputer spoczywa na pustej półce na książki, bo nie ma tu stołu, a ja piszę na stojąco, bo nie ma krzesła.

Przeprowadzka to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Bez porównania z czymkolwiek innym jest też ostatnia godzina spędzana w domu, po mału wszystko znika, a ty wycofujesz się do ostatniego w tym domu pokoju wyposażonego w stół. Nie ma czajnika, żeby wstawić wodę na herbatę i nie ma kubków, nawet gdyby było skąd wziąć wrzątek. A i tak nie byłoby na czym usiąść, żeby tę herbatę wypić.

Zostały mi tylko rzeczy, które zapakuję do Mini – głównie ubrania, książki oraz komputer i telefon wraz z akcesoriami. Potem jadę na południe. Kiedy najdzie mnie znów ochota na literaturę, włączę sobie audiobook Małe, duże Johna Crowleya. Jeśli nie, mam sporo płyt (wiele z nich to prezenty otrzymane w czasie trasy promocyjnej, kiedy nie zatrzymaliśmy się nigdzie wystarczająco długo, żebym mógł je w spokoju przesłuchać).

Cat wzorowo wykonała zadanie spakowania w pudła i wyniesienia z domu całego mojego świata. Amanda i ja nie poradzilibyśmy sobie bez jej pomocy i bez Lee, który jest gospodarzem Cloud Clubu Amandy („gospodarz” czy „właściciel lokalu” to nienajlepsze określenie na to, czym Lee się zajmuje – ten artykuł wyjaśnia to znacznie lepiej).

Nie mogę się już doczekać, aż wprowadzę się do nowego domu, rozpakuję i zrobię herbatę. Gdzieś tam czeka na mnie czajnik. W ciężarówce, w drodze. W pudle.

piątek, 14 marca 2014

Doskonały tydzień

Neil napisał w piątek 18 października 2013 o 19:30

Trasa rozpoczęła się 13 czerwca od spotkania i rozdawania autografów w Bath. Następnie pojechałem do Stanów i Kanady, potem wróciłem do Anglii przez Holandię i skończyłem pod koniec sierpnia w Szkocji. W trasie podpisałem ok. 75 tys. Książek, z czego większość to Ocean na końcu ulicy. Po sześciu tygodniach wróciłem do Wielkiej Brytanii na mini-trasę promocyjną Na szczęście, mleko… To był taki aneks do trasy, jej ostatni odcinek. A mimo to spotkało mnie wówczas kilka najprzyjemniejszych momentów w ciągu całego roku, w tym jedno z najlepszych spotkań z czytelnikami w jakich kiedykolwiek uczestniczyłem.

Pierwszego dnia po powrocie do UK udałem się do National Theatre na premierę The Light Princess („Lekkiej księżniczki”), przepięknego musicalu Tori Amos. To baśń mówiąca o feminizmie, ekologii i o tym jak ważne jest odczuwanie i okazywanie emocji. Wykonawcy są znakomici, piosenki piękne, a efekty latania (i unoszenia się w powietrzu) – powalające. Publiczność była zachwycona i nagrodziłą spektakl owacją na stojąco. Wyszedłem przekonany, że zdania krytyków będą podzielone i opinie, które następnego ranka ukazały się w gazetach były mieszane. Recenzent w Daily Mail dał sztuce jedną gwiazdkę, a zachwyconą publiczność uznał za „ociężałą umysłowo”, natomiast Daily Express ocenił Księżniczkę na pięć gwiazdek:

Ta szalona, ale i przepiękna fantazja z elementami pantomimy, baletu, cyrku i opery, a także teatru muzycznego wymyka się kategoryzacji. Amos zapewnia, że każdemu facetowi, który zabierze dziewczynę na randkę na to przedstawienie z pewnością się poszczęści. Nie znam się na tym. Wiem tylko, że ja chętnie poszedłbym na to jutro, i następnego dnia również.

Moim zdaniem to było magiczne.