Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogger. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Trzynaście zegarów i wspaniałe urodziny

Neil napisał w niedzielę, 9 lutego 2014 r. o 18:15


Był 9 lutego 2001 roku. Większość poprzednich dwóch lat spędziłem na pisaniu powieści (co dziwne, właśnie w domu, który chwilowo wynajmuję) i byłem gotowy, by rozpocząć pisanie bloga (który z niejasnych powodów, mających wiele wspólnego z moją budzącą respekt agentką Merrilee, nazywałem „bloggerem”, może dlatego, że był i nadal jest częścią serwisu Blogger). To nie była jeszcze strona NeilGaiman.com – dziennik założyliśmy na Americangods.com, kiedy strona składała się wyłącznie z bloga i odliczania do daty wydania.

Napisałem:

Po raz pierwszy zaproponowałem takie przedsięwzięcie mojej budzącej respekt redaktorce, Jennifer Hershey, ponad rok temu, kiedy byłem jeszcze w trakcie pisania książki (proces ten zakończył się około trzy tygodnie temu). Ale ona wolała zaczekać, aż książka będzie gotowa do złożenia i wydania, żeby oszczędzić czytelnikom wpisów typu "13 luty: napisałem parę stron. Straszny gniot." i "14 luty: napisałem parę znakomitych rzeczy. To będzie naprawdę fantastyczna książka. Poważnie." oraz "15 luty: Jednak nie. Straszny gniot." i tak dalej. Pisanie było trochę, jak zapasy z niedźwiedziem. W niektóre dni, moje było na wierzchu. Większość czasu – jego było na wierzchu. Ominęło was obserwowanie pisarza, który z niedowierzaniem przygląda się, jak jego rękopis staje się coraz dłuższy, terminy przelatują mu nad głową jak liście na wietrze, a końca książki wciąż nie widać.

Ale pewnego dnia trzy tygodnie temu - skończyłem. Kolejny tydzień spędziłem na przycinaniu i cyzelowaniu. (W samolocie, w drodze powrotnej z Irlandii, gdzie kończyłem pracę nad książką, przeczytałem "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" Stephena Kinga. Zainspirowany jego wojną z przysłówkami dokładnie przejrzałem rękopis. Każdemu z nich przyjrzałem się podejrzliwie, żeby zdecydować, czy usunąć go na zawsze, czy zostawić w spokoju. Wiele przeżyło. Cóż, jak głosi stare przysłowie: Bóg bardziej od rzeczowników ceni przysłówki...)

Napisałem dziś list, który Harper dołączy do wstępnego wydania książki – zrobili ją bezpośrednio z pliku, który im przesłałam, więc jest tam mnóstwo pisowni z obu stron Atlantyku, dziwnego formatowania i podobnych pomyłek, ale dzięki temu księgarnie i osoby, które zazwyczaj dostają rękopisy będą się mogły przekonać, jaka to książka.

Ja nie mam pojęcia jaka to książka. A może po prostu nie ma książki, do której mógłbym ją porównać. Prędzej czy później jakiś recenzent napisze coś, co nie ma za dużo sensu, ale świetnie nadaje się do cytowania, np. "gdyby J.R.R. Tolkien napisał Fajerwerki próżności...", co trafi na tylną okładkę i skutecznie zniechęci wszystkich, którym książka mogłaby się spodobać...

Strona wkrótce przekształciła się w Neilgaiman.com i wyglądała mniej więcej tak








A w okolicach roku 2002 zaczął przypominać to:




A sam dziennik wyglądał tak:




A w styczniu 2006 przybrał obecny kształt.

Oznacza to tak naprawdę, że cała strona potrzebuje teraz gruntownego remontu…

Ale wiecie co? Niezależnie od podstarzałego interfejsu i prowadzących donikąd linków ten blog kończy dziś trzynaście lat. W latach internetowych znaczy to, że jest ogromny, powolny, pokryty pajęczynami i przemawia głębokim, grzmiącym głosem, jak góra, która próbuje sobie przypomnieć jak się używa głosu. W ludzkich latach oznacza to, że ma trądzik, dopiero co przeszedł bar micwę i ze strachem myśli o pisaniu listów z podziękowaniami dla tych wszystkich dorosłych, którzy podarowali mu koperty z czekami.

Pewnie nie rozglądaliście się nawet po tej stronie. Ja sam od dawna na nią nie zaglądałem…

Pomyślałem więc, że dam wam powód do pobuszowania. Webgoblin wziął się do pracy i teraz po całej witrynie Neilgaiman.com poukrywane są wskazówki. Nagrodą będzie Google Hangout ze mną (druga nagroda, jak ogłasza złośliwy komik w mojej głowie, DWA hangouty.)


Wszystkiego najlepszego z okazji blogurodzin.

sobota, 10 listopada 2007

Myśli późną nocą

Cała reszta jest w londyńskim hotelu na oficjalnym bankiecie z okazji premiery Beowulfa, ale ja nie. Jestem w hotelu, w którym nocowałem, kiedy byłem w Londynie na "Gwiezdnym pyle", ponieważ kiedy zbyt dużo podróżuje się w trakcie jednego roku, dosyć miło jest móc przejść przez znajome drzwi i usłyszeć, jak ktoś mówi "Witam, panie Gaiman. Znów w tych okolicach?"

Zobaczmy. Kolacja z córką, przerażającą cheśniaczką i webelfem (na emeryturze) w Kikuchi's na Hanway Street, którą już od dawna chciałem wypróbować i która jest pod każdym względem tak dobra jak słyszałem. (Na blogu Marka Evanier możecie obejrzeć zdjęcie dwóch wybitnych przedstawicieli komiksu i gostka w skórzanej kórtce, który potrzebuje golenia z kolacji sprzed paru dni.)

Leciałem liniami British Airways i było świetnie. Bardziej imponujące niż Virgin Upper Class. (Ach, no cóż. Wkrótce załatwię świat filmowy i wrócę do podróżowania NorthWest, jak zwykle.)

A więc, Neil...kiedy cudowna jak Ty osoba, która napisała scenariusz do powieści, pojawia się na wydarzeniach na czerwonym dywanie... jak to jest? Chodzi mi o to, czy wszyscy goście klasy "A" jak Angielina mówią "ojej! Neil Gaiman, scenarzysta!" czy może "ojej! A ty to kto?" Nie wyobrażam sobie jak to może być. Nie wiem, co bardziej grałoby mi na nerwach: ludzie typu Johna Malkovicha mówiący "hej, ja cię znam!" czy ci sami mówiący "hmm... nie do końca wiem, kim jesteś, ale witam." Myślę, że pierwsza opcja jest trochę straszniejsza, ale to tylko moje zdanie.

Trzymaj się,
Andrea, Demoniczna Kostka Lodu


Myślę, że nie trzeba tego mówić, ale to zależy czy wiedzą kim jestem czy nie, a raczej to wiedzą, ponieważ fizycznie pracowaliśmy razem lub spotkaliśmy się w inny sposób. (Ten inny sposób to może być cokolwiek od czytania Sandmana po czytanie tego bloga lub po prostu bycie rodzicem kogoś, kto to robi- coś, czego doświadczyłem podczas premiery, gdy zostałem przedstawiony mamie i tacie Kathlyn Beatty.)

Ludzie, którzy wiedzą, kim jestem wiedzą, kim jestem. Ci, którzy nie wiedzą, nie wiedzą. Ale myślę, że odnosi się to do każdego kimkolwiek lub czymkolwiek by nie był w życiu, i nie chodzi tylko o czerwone dywany.

To właściwie nie jest pytanie, ale nie znalazłem żadnego innego sposobu kontaktu- natknąłem się na to dziś w nocy- coś dla ludzi, którzy grają w Second Life. To darmowy avatar z Beowulfem, który wygląda dosyć fajnie. Więcej tutaj:

http://fabfree.wordpress.com/2007/11/07/just-for-the-guys-beowulf-avatar/
Dostępny także darmowy (wirtualny) filmowy T-shirt.

W sobotę Roger i ja mamy też konferencję prasową na Second Life- szegóły na http://www.countingdown.com/movies/3351082/news?item_id=4001216

To będzie mój pierwszy raz na Second Life.

...

Webgoblin zamierza przenieść nas ze starej wersji Bloggera na coś nowszego, co powinno zapobiec niektórym problemom z ostatnich dni. Może to spowodować nowe problemy, tak więc wytrzymajcie z nami w przyszłym tygodniu. Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

...

Z racji tego, że jesteś teraz na strajku i nie możesz niczego pisać lub przetwarzać dla kina i telewizji, czy nie byłoby wspaniale napisać jakiś komiks?

To raczej lepszy czas, by skończyć napisaną w 5/8 powieść