wtorek, 16 października 2018
Duchy, strachy i cmentarze: Margaret Atwood pisze o magii Neila Gaimana
piątek, 17 marca 2017
O tłumaczeniach
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Dlaczego powinniście obejrzeć „Zimową opowieść” i inne głębokie myśli o różnych rzeczach
niedziela, 13 listopada 2011
Klub książki z tylnego siedzenia i sałatka jajeczna
niedziela, 7 marca 2010
Dziwne dni
Zamierzałem napisać o Świętym Kolumbanie i Świętym Oranie. Czytałem ostatnio dużo starych i niedostępnych już książek Otty F. Swire na temat legend z Hebrydów bez żadnego szczególnego powodu, po prostu podoba mi się jej sposób opowiadania i historie, które przytacza. Opowieści o Oranie i Kolumbanie szczególnie utkwiły mi w głowie. A kiedy wczoraj wieczorem wyprowadzałem psa na spacer, rytm moich kroków zaczął brzmieć jak
Ale tego jeszcze nie ma:
http://www.nzfestival.nzpost.co.nz/writers-and-readers/once-upon-a-time
Margo Lanagan i ja będziemy w Wellington 12 Marca.
Z nowej Zelandii lecę na Filipiny i tak a propos:
Drogi Panie Gaiman,
Byłam niezwykle mile zaskoczona, że znów przyjeżdża Pan na Filipiny.
Jak tylko zobaczyłam plakat reklamujący Pańską wizytę, udałam się do najbliższej księgarni Fully Booked. Moja "wyprawa" tylko zdrowo mnie wkurzyła, proszę wybaczyć takie określenie.
Widzi Pan, sprzedawca w Fully Booked poinformował mnie, że abym mogła zdobyć pana podpis na książce/książkach (a zbieram je od lat, choć część została zniszczona przez Ondoy, huragan, który rok temu nawiedził Manilę. I tak uważam, że mamy szczęście, że przeżyliśmy.) muszę kupić u nich książki warte co najmniej 2000PHP [ok. 125 zł]. Natychmiast odpowiedziałam (biedny sprzedawca, nie chciałam być aż tak dosadna), że "to do bani". Na co on odpowiedział: "{cośtam, cośtam, wciąż nie mogłam się otrząsnąć}... może pani kupić książki za WIĘCEJ, niż 200o PHP." JASNE. Pracuję na pół etatu jako nauczycielka i kończę studia. Rzeczywiście mam mnóstwo pieniędzy do wydawania na CO TYLKO ZECHCĘ.
To zdarzyło się w ubiegłym tygodniu, ale nadal mnie ten wymóg wkurza. Jednak rozumiem, że to biznes. Zawsze trzeba liczyć się z wydatkami i warunkami marketingu itp. Jestem już gotowa powiedzieć sobie "następnym razem". Założenie jest takie: następnym razem będę mieć lepiej płatną pracę i już będę po (albo prawie po) studiach ;P
Mimo wszystko, JESTEM WDZIĘCZNA, że Pan tu przyjeżdża. Jest pan bardzo popularnym pisarzem wśród Filipińczyków (zwłaszcza młodych {choć ja mam 25 lat, hehe}) i każda pańska wizyta promuje nie tylko czytanie literatury pięknej, ale czytanie w ogóle (co jest WSPANIAŁĄ RZECZĄ). Mocno wierzę, że czytanie jest niezbędne i dlatego właśnie wybrałam kierunek studiów związany z taką edukacją.
Na koniec dodam jeszcze, że JESTEM NIEZWYKLE WDZIĘCZNA, że Pan przyjeżdża, bo to sprawia, że my, skromni filipińscy czytelnicy, czujemy się ważni. Nawet w najśmierszych marzeniach nie spodziewałam się, że Pan nas naprawdę odwiedzi. A przecież był pan u nas już dwa lub trzy razy! To wspaniałe uczucie, kiedy skromni czytelnicy są brani pod uwagę przez autora Pana pokroju. A więc, żeby nie przedłużać: za pisanie, za publikowanie książek, za dzielenie się przemyśleniami i po prostu za Pana...
DZIĘKUJĘ.
Bem
Trochę mnie to zdziwiło, bo początkowo słyszałem, że bilety na spotkania będą losowane. (Ostatnim razem podpisywałem książki w namiocie, trwało to od 16:00 do 1 w nocy, a i tak ponad 2000 osób wróciło do domu z pustymi rękami, więc musieliśmy wymyślić jakiś sposób, żeby to ograniczyć.)
Zapytałem o to Jaimego Diaza z Fully Booked i taką odpowiedź dostałem:
Omawialiśmy organizację tego spotkania z moim zespołem i rozważyliśmy wszystkie możliwości, żeby znaleźć najlepsze wyjście. Ponieważ będziesz podpisywał książki tylko podczas jednego spotkania (i ustaliliśmy limit 500 osób) uznaliśmy, że najlepiej będzie przyznać bilety osobom, które zakupią Twoje książki za określoną kwotę. W ten sposób każdy, kto kupi Twoje książki będzie miał szansę dostać autograf. Byłoby idealnie, gdyby szansę na podpis mógł mieć każdy, ale wszyscy wiemy, że wtedy przyszłyby dosłownie tysiące ludzi i wielu z nich byłoby zawiedzionych nie otrzymawszy autografu. Podczas wieczoru rozdania nagród, 17 marca, w Rockwell Tent, Fully Booked rozlosuje wśród uczestników imprezy jeszcze 100 biletów na podpisywanie, a wstęp jest bezpłatny.
To jego decyzja. Bo to jego impreza.
Po Filipinach polecę do Polski, gdzie też będę podpisywał książki.
W Poniedziałek 22 marca w Warszawie, Empik Junior, ul. Marszałkowska 17:00-17:40 - spotkanie z autorem 18:00 - podpisywanie książek
A stamtąd ruszam do Moskwy. O ile uda mi się dostać wizę, rzecz jasna. To moja pierwsza podróż do Rosji i będę podpisywał książki gdzieś w Moskwie 24 lub 25 marca. Jak tylko będę znał szczegóły, napiszę o tym tutaj.
Dalsze szczegóły na temat tego wydarzenia też się tu znajdą, jak tylko je poznamy, a na razie wiadomo, że w okolicach 17 kwietnia w Chicago odbędzie się Wieczór z Neilem Gaimanem, pierwsze tego typu spotkanie od czasu, gdy dziesięć lat temu pojechałem w trasę Last Angel Tour na rzecz CBLDF.
Drogi Panie Gaiman.
Chciałem tylko napisać, że otrzymałem dziś swój egzemplarz limitowanej edycji "Nigdziebądź". Harper Collins spisało się znakomicie. Chciałem podziękować Panu i wydawnictwu Harper Collins za to, że dzięki Wam ta książka powstała. Zajmie zaszczytne miejsce obok innych moich książek Gaimana z autografem autora.
Jeszcze raz dziękuję.
Sean
Cześć, Neil. Chciałem bardzo pochwalić Twojego wydawcę. Jennifer Brehl przeszła samą siebie, kiedy skontaktowałem się z nią w sprawie mojego egzemplarza limitowanego wydania "Nigdziebądź". Zamówienie złożyłem jeszcze w Hill House i rok temu wysłałem mój nowy adres do Harper Collins, ale mój pajęczy zmysł podpowiadał mi, że mimo wszystko mógł on nie trafić do bazy danych. I miałem rację. Jennifer skontaktowała się ze mną natychmiast po moim wczorajszym telefonie i obiecała upewnić się, że książka na pewno do mnie dotrze. Otacza się pan naprawdę wspaniałymi ludźmi.
PS: Nie mogę się doczekać, aż będę mógł ponownie przeczytać "Nigdziebądź!"
OGROMNIE się cieszę. Jennifer Brehl, mój wydawca z Harper Collins, dokonała cudów, żeby te książki w końcu powstały i żeby uszczęśliwić osoby, które je zamówiły w nieistniejącym już wydawnictwie Hill House. Nie wiem, czy udało jej się uszczęśliwić wszystkich, ale i tak dokonała niemożliwego.
Neil,
Nie wiem czy znasz Wila Wheatona albo serial "Big Bang Theory" ["Teoria wielkiego podrywu"], ale podejrzewam, że tak. W każdym razie, natrafiłem na blogu Wila na wpis (link poniżej), w którym pojawiły się zeszyty "Sandmana". U mnie wywołał on uśmiech, mam nadzieję, że tak samo będzie w Twoim przypadku.
Josh
http://wilwheaton.typepad.com/wwdnbackup/2010/02/the-cooperhofstadter-coffee-table-proof.html
Widziałem. Maddy i ja uwielbiamy Big Bang Theory, a egzemplarze Sandmana zauważyłem już wcześniej (tak samo jak tomy Absolute Sandman w sypialni Leonarda, co oznacza, że Johnny Galecki grał postaci czytelników Sandmana od 1992 roku. Co stanowi swego rodzaju rekord, zważywszy, że nawet nie znam innych aktorów grających czytelników Sandmana).
[fanem Sandmana był też grany przez Galeckiego bohater serialu Roseanne - przyp. noita]
Autorka jednej z moich ulubionych stron (bakerella) zrobiła koralinowe ciasteczka! Są przeurocze. Nie mam niestety tyle cierpliwości, co ona.
http://www.bakerella.com/coraline-cookies/
Wyglądają wspaniale.
Cześć.
Jako osoba, która śledzi twojego twittera, zastanawiałem się któregoś dnia, czy twoim zdaniem twitter i inne bezcelowe internetowe zajęcia sprawiają, że jesteś mniej produktywnym pisarzem? Czy myślisz, że byłeś bardziej produktywny w latach 80. i na początku lat 90., kiedy o internecie jeszcze mało kto słyszał? A może internet pomaga w pisaniu, bo np. ułatwia wyszukiwanie informacji?
Jestem po prostu ciekawy
Ryan Long
Nie jestem pewien. Trudniej teraz znaleźć czas na cokolwiek, ale ma to mniej wspólnego z twitterem i tego typu rzeczami (które i tak robi się w przerwach pomiędzy innymi zajęciami), a znacznie więcej np. z ilością e-maili, które dostaję. Kiedyś odpowiadanie na dzienną porcję poczty zajmowało mi rano 45 minut, potem miałem 45 minut na pisanie bloga, a potem mój dzień zaczynał się na dobre. Teraz mogę wstać, zacząć odpowiadać na e-maile i zanim się obejrzę - minie pół dnia, a do końca jeszcze daleko. Tęsknie za dniami, kiedy znajomi przysyłali mi powieści, a ja mogłem po prostu usiąść i je przeczytać. Teraz przychodzą one do mnie jako załączniki, a ja, udręczony, mam dobre chęci, ale nie udaje mi się ich przeczytać.
Chcę przetłumaczyć/zaadaptować twoją książkę "Nigdziebądź" na rosyjski i umiejscowić jej akcję w moskiewskim metrze. Próbowałem się skontaktować z twoją agentką i asystentką, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Jakie zasady obowiązują w przypadku adaptacji w obcym języku?
Mogę się tym zająć?
Z góry dziękuję.
Pozdrawiam.
Obawiam się, że "Nigdziebądź" już zostało w Rosji wydane i ktoś już kupił prawa do tłumaczenia i publikacji. http://www.neilgaiman.com/works/Books/Neverwhere/ed/313/ to najnowsze rosyjskie wydanie.
Wygląda na to, że chciałbyś zrobić z tym coś kreatywnego, może powinieneś zamiast tego napisać własną książkę i umieścić akcje w Moskwie. Tak?
Cześć,
Któregoś dnia natrafiłem na twój blog i zobaczyłem zdjęcia twojego psa.
Tego typu zdjęcia zawsze mnie wzruszają, bo przypominają mi mojego.
Choć nieco poirytował mnie fakt, że nazywasz go białym owczarkiem "niemieckim". Twój pies to tak naprawdę biały owczarek szwajcarski.
Poza tym, że są białe, są one także inaczej zbudowane (wystarczy porównać tylne łapy/postawę).
Muszę też przyznać, że nie jestem właściwie twoim "fanem", ale tylko dlatego, że od 20 lat nie zdarzyło mi się przeczytać książki dla przyjemności. Doceniam jednak twój kunszt, a to, że pewna Kate jest tobą bardzo zainteresowana ma dla mnie duże znaczenie, więc - tak trzymaj!
Pozdrawiam,
Ydo
No dobrze. (Do przypadkowych czytelników: jeśli nie interesujecie się szczególnie rasami psów, proszę ominąć poniższy fragment. Naprawdę.)
Zgodnie ze wszystkim, co przeczytałem (głównie w sieci, więc należy to traktować z pewną dozą ostrożności) biały owczarek szwajcarski/berger blanc (rasa nazwana w 1992) to właściwie ta sama rasa, co biały owczarek amerykańsko-kanadyjski, biały owczarek alzacki, biały owczarek niemiecki, Weisse Schäferhund czy każda inna odmiana owczarka niemieckiego z genem warunkującym biały kolor sierści.
Początkowo niektóre owczarki niemieckie były białe. To gen. Mają to we krwi. A potem (za Wikipedią):
Biała sierść dyskwalifikowała psy według standardów niemieckiego Klubu Owczarków Niemieckich ustalonych w 1933 roku, po przejęciu klubu przez władze partii nazistowskiej, która przejęła wówczas kontrolę nad wszystkimi aspektami życia społecznego po ogłoszeniu przez Hitlera w lutym 1933 roku "dekretu o ochronie narodu i państwa". Niemieckie standardy hodowli pozostały niezmienione, gdy niemieccy hodowcy zajęli się po zakończeniu drugiej wojny światowej rozmnażaniem rasy.Nie jest to elegancki tekst, ale fakty się zgadzają. (Tu inny artykuł.) A wprowadzone pod rządami nazistów zasady hodowli rozprzestrzeniły się na cały świat i spowodowały, że białe owczarki przestały być uważane za prawdziwe owczarki niemieckie, czyli musiały być inną rasą, dlatego w 1992 Szwajcarzy uznali je oficjalnie za oddzielną rasę. Tutaj jest oficjalna strona rasy Berger Blanc Suisse i standardy hodowli: http://www.berger-blanc-international.com/english/standard347.htm A jak dowiadujemy się ze strony http://www.wgsdca.org/thebreed/wgsdvsws.asp, na niektórych wystawach można wybrać, czy wystawia się psa jako białego owczarka, czy białego owczarka niemieckiego. (Przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy nie brałem udziału w wystawie psów.)
Z tego, co wiem na temat przodków Cabala (niewiele) jest on z odmiany białych owczarków amerykańsko-kanadyjskich, które pochodzą z długiej linii białych owczarków niemieckich, a żadej z nich nie został przywieziony ze Szwajcarii czy od hodowców Berger Blanc po roku 1992, więc nie sądzę, żeby zasługiwał na miano "szwajcarskiego".
Osobiście uważam, że dzielenie psów na rasy według koloru sierści jest bardzo dziwne. To tak jakby ktoś nagle stwierdził, że brązowe pudle to inna rasa, niż czarne pudle i tak naprawdę są to Pudle Brązowe.
A przy tej okazji zareklamuję stronę http://www.echodogs.org/dogs.htm, która pomaga znajdować domy Białym Owczarkom (Jakimś) oraz http://www.petfinder.com, która szuka domów dla różnych zwierząt, a jeśli ktoś spośród czytelników potrzebuje zwierzaka, powinien najpierw odwiedzić najbliższe schronisko. W waszej okolicy może być jakaś żywa istota, która potrzebuje nowego domu.
Panie Neil?
Czy jeśli z jakiegoś nieznanego i przerażającego powodu przestanie pan prowadzić blog, czy mógłby pan wydać go od początku w formie książkowej, żebym mogła czytać go do poduszki?
Wiem, że linki będą do niczego, ale od dawna mam zamiar przeczytać blog od początku, a nie moge się do tego zabrać na komputerze.
To tylko taki pomysł.
Pozdrawiam serdecznie,
Maggie (MotleyHippie)
x
Oczywiście. Choć warto wspomnieć, że pierwsze 50 tysięcy słów na tym blogu - część dotycząca "Amerykańskich bogów" - została opublikowana jako książka "Adventures in the Dream Trade", znalazło się tam też kilka napisanych przeze mnie wstępów itp: http://www.nesfa.org/press/Books/Gaiman.html

czwartek, 26 lutego 2009
Śmierć, Macki i Pip
Pewnie myśleliście, że już po mnie. Przynajmniej ci z was, którzy nie spojrzeli na okienko Twittera z boku strony. A nawet jeśli spojrzli, to mogłem przecież być Martwy lecz Wciąż Twitterujący. Takie coś mogłoby się zdarzyć i pewnie się zdarza.
(Pies Cabal bardzo się ucieszył na mój widok. Po operacji stan zdrowia poprawił mu się o 90%: co prawda jeszcze przez 10 dni nie wolno mu wchodzić i schodzić po schodach [więc nadal śpię w prowizorycznym łóżku na dole], ale wolno mu biegać i ma - po raz pierwszy w historii - apetyt, jak każdy normalny pies i nawet przybyło mu parę kilo. Przypomina teraz bardziej białego owczarka niemieckiego, a mniej dużego, białego charta.)
Ja też ucieszyłem się na jego widok. Oto uśmiechnięte zdjęcie z powitania...
Potem pojechałem do Inverness i stamtąd poleciałem do Londynu, gdzie zobaczyłem się z Holly, posiedziałem w hotelowej bibliotece, żeby trochę popisać, spotkałem się ze znajomymi, wziąłem udział w kilku spotkaniach związanych z filmami, telewizją i książkami, zjadłem jeszcze więcej ryby z frytkami, piłem herbatę i ostatecznie mając do wyboru spotkanie z Dave'em McKeanem, którego nie widziałem od Halloween, oraz pójściem na brytyjska premierę "Strażników" zjadłem w towarzystwie Dave'a przemiły obiad, a do znajomych, którzy poszli na premierę dołączyłem później. Ale po wysłuchaniu ich wrażeń mam nieco większą ochotę iść do kina.
Zobaczmy. Zdobyta przez "Księgę cmentarną" nagroda Newberry nadal czyni cuda. Do księgarń trafiają egzemplarze ze złotą taklejką-medalem na okładce, a książka sprzedaje się jak (miałem zamiar powiedzieć "ciepłe bułeczki", ale szczerze mówiąc w życiu nie słyszałem, żeby ktoś pytał "czy te bułeczki sa ciepłe? W takim razie biorę wszystkie!") [nasze "ciepłe" lub "świeże" bułeczki po angielsku są "ciastkami", zdaniem Neila ciastek najwyraźniej nie kupuje się na ciepło ;) przyp.noita] a jej recenzje pojawiają się tak, gdzie nie nie była opisywana przed otrzymaniem nagrody.
W napisanej przez Gaimana opowieści o duchach dreszczyku strachu i emocji nie brakuje, ale to nie wszystko. Historia jest wielowymiarowa, złożona, o ogromnej warości literackiej. Gaiman stara się dodać czytelnikom otuchy i zapewnić ich, że człowiek może dostastać w nawet najbardziej złowrogich okolicznościach i że zawsze istnieje możliwość zmiany na lepsze. I jak we wszystkich wartościowych opowieściach o dorastaniu, zakończenie stanowi jednocześnie początek nowego.The Chicago Tribune,
...łaczy realistyczne dialogi z fantastycznymi możliwościami w opowieści, która nie opiera się na podanej w atrakcyjnej formie przemocy, ale na myśli, że szczęście może pojawić się w życiu każdego. Czytajcie więc powoli, bo jest to książka naprawdę znakomita. Zdaniem wielu dorosłych czytalników, niezależnie od tego, czy mają dzieci, jest frapująca.Poleca ją redakcja "New York Times", ale nie "The Boston Globe", który opublikował pierwszą znaną mi recenzję książki zgodną z mottem zająca Tuptusia [z filmu "Bambi" - przyp.noita] "jeżeli nie możesz powiedzieć o kimś czegoś dobrego, lepiej nie mów nic". W całości brzmi ona:
Uważam, że książka jest dosłownie i w przenośni straszna, a ponieważ podziwiam i szanuję literacki geniusz Gaimana, to na tym zakończę.
... co skłoniło mnie do rozważań jak coś może być straszne w przenośni. ("To było straszne. Tak w przenośni!) i doszedłęm do wniosku, że Liz Rosenberg użyła tego słowa chociaż tak naprawdę chodziło jej o to, że książka była straszna w kilku znaczeniach tego słowa (tzn. pełno w niej martwych rzeczy oraz nie spodobała jej isę ani trochę). No cóż. Mam nadzieję, że spodoba jej się moja kolejna książka, cokolwiek to będzie.
A właśnie. Jak mi powiedziano, twa właśnie drukowanie książki "Kto Zabił Amandę Palmer" i już wkrótce powinna ona ujrzeć światło dzienne. (Tutaj informacje na temat zamawiania.)
A oto krótkie opowiadanie z owej książki. Wszystkie opowiadania są króciutkie i bardzo się różnią między sobą, ale w każdym z nich Amanda ginie. To jest bajką. Zaczyna się około 2:19.
(Tutaj można zobaczyć zdjęcie, które pokazuje Amanda. A jeżeli chcielibyście dowiedzieć się jak to spotaknie wyglądało od frontu, tu znajdziecie zdjęcia oraz jeszcze więcej zdjęć. A także relację z jej koncertu w Sugar Club. Mam zmierzwione włosy. Kto by pomyślał?)
...
Dobrze, a teraz przejdźmy do "Koraliny"

Przewidywano, że wtym tygodniu trafi na 3. miejsce. Ale pod koniec weekendu znalazła się na 2. Gdyby nie fakt, że na nasze miejsce na ekrany 3D trafią w piątek Jonas Brothers, polałby się szampan.
Dobrze. Czas pozamykać rozdziały związane z "Koraliną".
Tutaj znajduje się świetny artykuł na temat projektantów komputerowych modeli do "Koraliny", które były następnie wykonywane za pomocą trójwymiarowej drukarki, co pozwoliło zaoszczędzić około czterech lat pracy rzeźbiarskiej. (Czy jeśli naciskasz klawisz i coś powstaje, to wciąż nazywamy to efektami specjalnymi?). Wywiad ze mną i Henrym Selickiem.
Więcej na temat śnieżnych kul z zoo w Detroit. Artykuł na temat Phila Knighta i promocji "Koraliny". Recenzja, która mi się spodobała. Recenzje z "Christianity Today", "Catholic News Service" i "Episcopal Life" są rozsądne i pochlebne. Wciąż czekamy na recenzję na Capalert. (ale oni uznali przecież film "Lew, Czarownica i stara szafa" za niebezpieczny dla dzieci.)
Recenzję "Koraliny" zamieścił "New Yorker". Mike Baker wydobył bardzo starą okładkę tej książki. Tutaj znajduje się plik pdf z instrukcją, jak zrobić na drutach sweter Koraliny.
Irene Gallo zaczęła zbierać na blogu (http://igallo.blogspot.com/) linki do stron związanych z projektowaniem i animacją w "Koralinie". A prace Chrisa Turnhama na http://christurnham.blogspot.com/ są wspaniałe. Stef Choi właśnie zamieścił trochę rysunków na http://stefchoi.blogspot.com/(Powtórzę, że bardzo chciałbym zobaczyć książkę poświęconą artystom związanym z "Koraliną" i ich pracom. W swoim przewodniku do filmowej "Koraliny" Steve Jones musiał ograniczyć się do informacji i materiałów, które dostaczyło mu studio Laika. Teraz, kiedy nikt już nie pracuje w morderczym tempie nad ukończeniem filmu na czas, wspaniale byłoby udokumentować cały przebieg procesu tworzenia wizualnej strony filmu.)
...
Na kuchennym stole czekało na mnie wiele cudownych rzeczy. Spróbuję zrobić zdjęcie. Czekał na mnie egzemplarz magazynu "The Lifted Brow", a także DVD "American Scary". (Pierwsze dziesięć minut można obejrzeć na http://www.youtube.com/watch?v=ukvJYs4Kq_k)
Pisałem tutaj już kilkakrotnie o Juliem Schwartzu. Przeczytajcie to. Jest cudowne, w każdym znaczeniu tego słowa.
Tydzień od 1-7 marca jest Tygodniem Willa Eisnera. Jak dowiadujemy się ze strony http://www.cbldf.org/pr/archives/000386.shtml
Tydzień Willa Eisnera ma być okazją do nieustającego promowania czytelnictwa powieści graficznych, walki o wolność słowa oraz przedstawienia dorobku samego Eisnera szerokiej publiczności. Pierwsza edycja planowanej jako coroczna akcji nosi tytuł "The Spirit of A Legend" ["Duch Legendy"] i będzie dotyczyć kluczowego komiksu Eisnera - "Spirit", a także tkwiącego w jego pracach ducha, który inspirował pokolenia czytelników i artystów komiksowych. Będzie to temat przewodni obchodów w College of Art and Design w Minneapolis, College of Art and Design w Savannah, a także w Nowym Jorku. Oprócz organizowanych imprez, na stronie WillEisnerWeek.com znajdą Państwo różnorodne materiały i związane z tematem opracowania naukowe.
I na koniec...
W sobotę 7 marca w księgarni Books of Wonder na Manhattanie będziemy z Chrlesem Vessem podpisywać ksiązki. Spotkanie rozpocznie się o 13.00. Przeczytam "Blueberry girl" (nie jest długa.Może przeczytam ją dwa razy, albo będę czytał barrrrdzo powooooli, a Charles przygotuje wystawę obrazów i będą też reprodukcje do kupienia. Potem będziemy odpowiadać na pytania i powinno być fajnie. Bałem się, że miejsca będzie za mało, ale Peter z Books of Wonder zapewnił mnie, że od kiedy byłem tam po raz ostatni przenieśli się do nowej siedziby i organizowali spotkanie z J.K. Rowling, więc bez problemu poradzą sobie z ilością ludzi, jaka może się pojawić. A zatem hurra, przybywajcie! Część zysków zostanie przekazana na konto fundacji RAINN (z którą TOri Amos współpracuje - przyp.noita), bo napisałem "Blueberry girl" dla Tori i jej wtedy-jeszcze-nienarodzonej-córki i chyba właśnie tak należy postąpić.
środa, 22 października 2008
Ethel the Aardvark prowadzi sondę dotyczacą jakości
Jestem trochę rozkojarzony po zmianie stref czasowych, więc teraz moja głowa jest niczym babeczka. Wszystko jest niewyraźne, a większość rozmów kończę, mówiąc „Może powinieneś wysłać mi maila, żeby powiedzieć, że o tym rozmawialiśmy”. Właściwie to normalne, jak sądzę. Jedynym lekarstwem jest odpoczynek, odsypianie i może wyjście z psem przez dzień czy dwa.
Ranking ruszył i „Księga cmentarna” faktycznie jest Numerem Jeden. Kiedy to pisałem, Elise’a, moja edytorka, zadzwoniła do mnie, żeby mi powiedzieć, że już drugi tydzień jest na szczycie. To prawdziwe osiągnięcie, biorąc pod uwagę to, że podobno bardzo ciężko ją znaleźć. Oto moja ulubiona historyjka o jej poszukiwaniu http://folkchick3.livejournal.com/380582.html, która zmienia się w coś podobnego do tego:
(Nie ma obrazu, ale oto audio i kilka zdjęć)
A to ponury lament z Melbourne…
Hej Neil,
Uważam, że reakcja księgarni w Australii na zapowiadane wydanie „Księgi cmentarnej”, 1. listopada, jest totalnym niewypałem.
Mieszkam w Melbourne i pytałem w każdym sklepie CBD w okolicy , gdy zaczęła się zbliżać data wydania, mając nadzieję, że może gdzieś zmówiono już jakieś egzemplarze. Okazało się, że większość dużych sieci zdaje się o niczym nie wiedzieć ewentualnie nie przejmują się datą publikacji.
Zdziwiło mnie to, bo myślałem raczej, że po twojej ubiegłorocznej wizycie „Księga cmentarna” będzie zdecydowanie lepiej wypromowana.
Borders, najbliższa księgarnia w Melbourne postarała się tylko o pięć egzemplarzy!
Biorąc pod uwagę, że mam zamiar kupić więcej niż jedno wydanie, martwię się o mnie i mojego kumpla Assiego – fanów, którzy zostali zmuszeni czekać dodatkowy miesiąc na dotarcie „Księgi cmentarnej” na Antypody.
Żałuję, że Melbourne nie ma swojego Kinokuyniya tak jak Singapur, albo nawet Sydney (co, jako mieszkańcowi Melbourne, ciężko mi było przyznać).
Pozdrowienia,
Daniel
Hmmm. Mówiąc jako autor tej kwestionowanej książki...
Myślę, że najlepszą opcją będzie zadzwonienie do księgarni i zarezerwowanie sobie jednego wydania, jeśli je mają. Australijscy wydawcy Allen i Unwin będą mieli w Sydney mnóstwo egzemplarzy, które będą rozprowadzać i jeśli księgarnia wysprzeda jedną partię to (miejmy nadzieję) zamówi następną, która zostanie dostarczona superszybko. To nie tak, że książki będą płynęły do Melbourne statkiem z Anglii.
Jeszcze innym możliwym powodem tego australijskiego problemu z kupieniem „Księgi” (poza tym, że trzeba zaczekać aż tam dotrze) jest to, że możliwe, że należy zapytać o dwa różne wydania (ISBNS): edycja dla dzieci: http://www.allenandunwin.com/default.aspx?page=94&book=9780747569015, która zostanie opublikowana w listopadzie oraz wersja dla dorosłych http://www.allenandunwin.com/default.aspx?page=94&book=9780747596837, która, według informacji ze strony, wychodzi dopiero w grudniu.
Powiedziano mi, że Borders w USA zauważyło duży popyt na „Księgę cmentarną”, pomimo problemów z jej znalezieniem, dlatego teraz planuje przerzucić część nakładu na przód sklepu, żeby łatwiej było je odnaleźć. Co napełnia moje serce miłością do Borders.
A moje serce jest już pełne miłości do niezależnych sklepów z całego świata, które umieściły ksiązki, gdzie tylko chciały i dla ludzi z wielkich sieciowych sklepów, którzy, ignorując polecenia szefostwa, układają je w stosy przy wejściu.
Sugeruję księgarzom, żeby, jeśli pracują w sklepach mających sezonowe wystawy, zrobili taką ekspozycję „Księgi cmentarnej”. Co sprawi, że więcej książek będzie łatwo dostępnych. Poza tym, nadchodzi Hallowe'en i, jeśli macie specjalną Hallowe'en’ową ofertę dla dzieci i dorosłych upewnijcie się, że jest w nich “Księga cmentarna”.
Słyszałem od kilku indywidualnych sklepikarzy, że kładą dodatkowe wydania książki tam, gdzie według nich powinny się znaleźć. To nie jest coś, co bym polecał, przede wszystkim dlatego że może spowodować zamieszanie wśród pracowników odsyłających klientów, do miejsc, gdzie wedle komputerów można je znaleźć.
Z drugiej strony eksponowanie książek, które lubisz (albo które zostały napisane przez twoich przyjaciół), to coś, za co żaden sąd cię nie ukarze.
...
William Gibson ma kolekcję torebek sygnowaną jego nazwiskiem! (To zabawne. Nie chcę, żeby nazwali moim nazwiskiem kolekcję torebek, co tak jakby niweluje czynnik zazdrości, ale gdyby to była seria wiecznych piór Williama Gibsona, byłbym zielony z zazdrości. Jeśli chcielibyście stworzyć kolekcję wiecznych piór Neila Gaimana, to możecie na mnie liczyć. Jeśli będą fajne.)
William Carlos Williams był złym współlokatorem.
Moja asystentka Lorraine znalazła dom dla dwóch bengalskich kotów, którymi się opiekowała. Teraz będzie wychowywać "F1" wśród kotów, na pół azjatyckiego leoparda na pół udomowionego mruczka. Życzę powodzenia...
A to mnie uszczęśliwiło, też jak podejrzewam z Australii:
Doberek Neil.
Dziękuję ci. Gdybyś nie wspomniał o jej wpływach na „Księgę cmentarną” nigdy nie przeczytałbym wspaniałej „Księgi dżungli” Kiplinga (a potem „Drugiej księgi dżungli”, która według mnie jest nawet lepsza).
Nigdy nie podejrzewałem, że są one równie dobrze napisane i zabawne jak inne krótsze dzieła Kiplinga (chociażby „Mężczyzna, który mógłby być królem” czy „Proste jak abecadło”). Walt Disney zbyt lekko potraktował tę historię (niespodzianka, niespodzianka), co zniechęciło mnie do jej przeczytania na dobre 30 lat. Kiedy go wreszcie odmrożą, będzie musiał za wiele odpowiedzieć ;-)
Więc jeszcze raz dzięki. Już cieszę się na lekturę „Księgi cmentarnej”, czekam jedynie na jej nadejście pocztą.
Steve
....
I wreszcie, przypomniał mi się artykuł z Onion sprzed prawie ośmiu lat, dlatego zastanawiałem się jak się dziś trzyma...
A ma się lepiej niż oczekiwałem. http://www.theonion.com/content/node/28784
...
PS: Wg Reutersa, Bloomsbury ma się dobrze w czasie kryzysu kredytowego, a "Ostatnio wydane przez Heston Blumenthal, książki JK Rowling i Neial Gaimana zdobyły popularność." Czy jest coś, co łączy dwie z trzech wspomnianych tam jesiennych książek (czy też ich autorów)?
wtorek, 7 października 2008
W Boulder, w Colorado
Pomyślmy...
Słyszałem o liczbach związanych ze sprzedażą „Księgi Cmentarnej” w pierwszym tygodniu, a są one zawrotne i cudowne. To dobrze. Poza tym dostaję mnóstwo maili od ludzi, którzy po prostu nie mogą jej znaleźć – księgarnie jej nie mają, dopiero zamawiają albo okazuje się, że jakiś jeden egzemplarz tajemniczo został wrzucony pod hasłem ‘wędkarstwo muchowe’. To nie jest dobre.
Niektóre księgarnie Barnes and Nobles prawidłowo ją wystawiły, umieściły w 'Nowościach' itd. Wiele niestety nie. Borders ma natomiast problemy – słyszałem od managerów Borders, że otrzymali tylko niewielką część swojego zamówienia i ciężko im zamówić więcej.
(Słyszałem także o wersjach źle złożonych, z zagubionymi stronami lub z powtarzającymi się sygnaturami: była źle wydrukowana, strony 248-217 są w odwrotnej kolejności (to jest powodem, dla którego tak to napisałem), do góry nogami i obcięte, jednym słowem wszystko najgorsze, co mogło się zdarzyć podczas drukowania książki, właśnie się wydarzyło - westchnieniem skwitował jeden z korespondentów, strony 217-248 nie wydrukowały się, a w ich miejsce są zdublowane strony 249-280. Mam nadzieję, ze to wyrwa w czasoprzestrzennym kontinuum, jednakże czytelnicy powinny dwa razy sprawdzić, czy u nich te strony są, a także inne rzeczy. Dlatego weź swoją książkę i jeśli jest źle wydrukowana, wymień ją w księgarni na prawidłowy egzemplarz. (Jeśli posiadasz podpisaną książkę, która jest źle wydrukowana, zrobię wszystko, co w mojej mocy żebyś otrzymał dobry, podpisany egzemplarz.)
Recenzja z Tor.com „Księgi Cmentarnej”, którą przeczytałem i do której chciałem zalinkować (jako pierwszy krytyczny artykuł online, który nie jest tylko zbiorem luźnych spostrzeżeń i pochlebnych opinii) oraz kilka słów na bookslut.
Artykuł Terry’ego Pratchett’a w Daily Mail. Ciężki, ale warty uwagi.
To, co jest potrzebne to wola i determinacja. Pierwszym krokiem jest otwarcie mówić o demencji, ponieważ zakorzenionym w tradycji faktem jest, że jeśli chcemy zabić demona, to przede wszystkim musimy go nazwać.
W momencie, w którym rozpoznaliśmy już demona, bez ukrywania niczego i żalu, możemy odnaleźć jego słabe strony.
Niestety jeden z najlepszych mieczy do zabijania takich potworów jak ten jest zrobiony ze złota – z dużej ilości złota.
Te dni nazywamy tworzeniem. Wierzę, że dzień inicjujący bitwę z Alzheimerem nastąpi w krótkim czasie i wszystkie te rzeczy, które usłyszałem od ekspertów, nie zawsze oficjalnie, wzmacniają to przeświadczenie.
To choroba o podłożu fizycznym, nie jakaś mistyczna klątwa; zatem upadnie pod naporem kuracji medycznej. Jest czas aby zabić demona nim dorośnie.
Recenzja „Księgi Cmentarnej” w wersji audio na Audiofile: http://www.audiofilemagazine.com/reviews/showreview_pub.cfm?Num=39534
Ups. Jestem spóźniony. Czas podpisać książki dla Boulder.
czwartek, 2 października 2008
Dlaczego Stephin Merritt chce zniszczyć świat...
To lekko przerażające. Filmik z poprzedniej nocy jest już zamieszczony, zanim zdążyłem napisać cokolwiek na temat wydarzenia, w czasie którego został nagrany (tego ranka spałem w samolocie), więc możecie zobaczyć jak czytam Rozdział Drugi na:
http://mousecircus.com/videotour.aspx?VideoID=2
Widziałam Cię wczoraj w Nowym Jorku, gdy czytałeś pierwszy rozdział swojej nowej książki. Nie, nie jestem dziewczyną, którą przytuliłeś. Oglądałam Cię z góry i to było świetne. Nie czytałam jeszcze wszystkich twoich opowiadań, ale mam nadzieje, że dalej będziesz pisał, bo jest to dla nas wszystkich inspiracją. Wróć kiedyś do Nowego Jorku, ale nie idź do Beauty Bar. Myślę, że jesteś zbyt spoko, żeby chodzić do takich pretensjonalnych miejsc, cosmo i pedicure? Lol… dobrej zabawy na trasie!
Więc taki jest Beauty Bar? Sądziłem, że to fajne miejsce, bo Stephin Merritt pracuje tam jako DJ i miałem z nim okazje pogadać o jego musicalu na podstawie Koraliny i innych rzeczach. Każda okazja, by pogadać ze Stephinem jest spoko, a każde miejsce, gdzie można z nim pogadać, jest z definicji też spoko.
Magnetic Fields jest najprościej mówiąc moim ulubionym zespołem, dowcipnym, inteligentnym i mądrym. Gothic Archies też są wspaniali, tak samo zresztą jak Future Bible Heroes i Sixths (wszystkie te muzyczne byty były prowadzone przez Stephina Merritta). Zauważyłem wspaniały wywiad ze Stephinem (o nowym albumie Magnetic Fields i musicalu „Koralina” oraz o tym, czy Francuzi powinni mu wysłać jedną spośród par butów, które nazwano na jego cześć) na http://blogs.villagevoice.com/music/archives/2008/10/interview_magne.php
i pozwólcie że zacytuje fragment z końcówki:
Czy widziałeś linie obuwia przypuszczalnie zainspirowaną tobą?
Widziałem ją w sieci. Nie posiadam osobiście żadnej pary. Stało się tak bo, ech ci Francuzi, nic mi nie wysłali. Gdybym nazwał album tak jak jedna z ich linii obuwia, wysłałbym im go.
Nie wysłali Ci ani jednej pary?
Nawet jednej sznurówki.
To godne pogardy!
Ta, wiesz, pewnie powinienem być zaszczycony, że nazwali buty, całą ich linie, moim imieniem, ale nie wysłali mi nic? Zrzućmy bombę atomową na Europę!
Tak, myślę, że to dobry moment, żeby zakończyć ten wywiad. Dziękuje za rozmowę ze mną…
Nie ma sprawy.
… Chyba że chcesz wyjaśnić swoją ostatnią wypowiedź?
Zmiażdżyć Unię Europejską!
Świetnie. Dziękuje Stephin.
Chcę moje buty. Zniszczyć cały świat. Do widzenia.
(Jeżeli jesteście w Stanach i chcecie zobaczyć Magnetic Fields, co szczerze powinniście zrobić, to sprawdźcie: http://houseoftomorrow.com/calendar.php, by dowiedzieć się o ich październikowej trasie.)
Na tej stronie jest wspaniały wywiad z Eddiem Campbellem i jego odczyt http://www.bookslut.com/features/2008_09_013473.php Jeżeli chcę zjeść lunch, to muszę przestać teraz pisać i zamieścić kolejnego posta później, napiszę o tym co stało się w Filadelfii, spotkaniu z Gardnerem Dozoisem i Michaelem Swanwickiem oraz Kylem Cassidym i im podobnymi gwiazdami...
Jedzenie, jedzenie dobre. Tak.
środa, 1 października 2008
Bardzo przydatny post
Tak więc... trasa się rozpoczęła. Na każdym przystanku czytam rozdział książki i co wieczór jest to filmowane. Rozkład znajduje się na http://journal.neilgaiman.com/2008/09/graveyard-book-tour.html i w Gdzie jest Neil)
http://www.mousecircus.com/videotour.aspx to strona, na której będą umieszczane filmiki z czytaniem.
Po wczorajszym występnie (urocza recenzja znajduje się tu w Publishers Weekly), zjadłem późną kolację z moją edytorką z Harper Collins, Elise Howard, w śliczności zwanej Sushi Sasabune (skrzyżowanie ulic 73 i 1), podczas gdy filmowiec i kamerzysta Brandy Hall pracował do późna w nocy edytując wideo ostatniego rozdziału, konwertując i umieszczając w internecie.
Tak więc, ROZDZIAŁ PIERWSZY "Księgi cmentarnej" jest już dostępny. Krótkie włosy wyglądają jeszcze dziwniej niż zwykle.
Dziś wieczorem będę czytał drugi rozdział. Powinien być udostępniony jutro. I tak dalej.
Pod koniec trasy otrzymacie książkę za darmo. (Cóż, w każdym razie za darmo w sensie, że nie musicie za nią płacić.)
wtorek, 30 września 2008
Przetrwałem rozdział pierwszy -- i wszyscy byli naprawdę mili!
Za kulisami panowało lekkie zamieszanie, nauczyliśmy się czegoś (mam nadzieję) na resztę wystąpień w trakcie trasy, a mi udało się skomplikować dzień zapominając zjeść obiad. Podpisałem 750 książek, a potem przez niedobór cukru we krwi ogarnęło mnie ponure otępienie w trakcie próby dźwięku. Na szczęście Cat pobiegł przynieść mi coś do jedzenia i najadłem się wystarczająco, by odzyskać dobry humor. Nie sądzę, by wiele z problemów technicznych, które próbowaliśmy gorączkowo rozwiązać, pozostało nierozwiązanych i sądzę, że widownia była zadowolona i i tak nie wiedziała o problemach technicznych. Mam nadzieję, że to doświadczenie było nawet fajniejsze od rozdawania autografów ludziom, którzy tam byli.
Specjalny wstęp Billa Hadera poszedł jak marzenie, co mnie naprawdę ucieszyło. Jeśli przyjdziecie na jedno ze spotkań z czytaniem, usłyszycie go. Jeśli nie przyjdziecie, nie usłyszycie.
Podziękowania dla Barnes and Noble College, Columbia Teachers College, Harper Collins, CBLDF oraz dla wszystkich moich przyjaciół, którzy się zjawili, lecz nie zdołali ze mną porozmawiać.
Parę osób napisało, że nie udało się im dostać "Księgi cmentarnej" w swojej lokalnej księgarni lub w księgarni powiedziano im, że nie została jeszcze wydana. Bardzo wybitnie została. Jest dostępna na Amazon. Jest też na indiebound.
Właśnie ściągnęłam Twoją najnowszą książkę, żeby posłuchać jej w czasie najbliższej podróży służbowej. Zastanawiam się, czy zakup wersji audio Twojego nowego dzieła (np. "Księgi cmentarnej") przyczynia się się do statystyk sprzedaży? Czy też nabywając wersję audio, pozbawiam Cię sprzedaży, która byłaby liczona do Listy Bestsellerów NYT? Mam nadzieję, że to nie zabolało... Dzięki, Tricia
Nie wiem, ale naprawdę wszystko mi jedno -- jestem naprawdę dumny z wersji audio "Księgi cmentarnej", bardzo się cieszę, że ją ściągnęłaś, więc proszę, nie martw się. Kup ją w takim formacie, jaki Ci pasuje i nie zastanawiaj się dwa razy.
http://phobos.apple.com/WebObjects/MZStore.woa/wa/viewAudiobook?id=292061896&s=143441 to link do US iTunes. Zapewne nie będzie działał, jeśli nie jesteś w Stanach.
(A http://phobos.apple.com/WebObjects/MZSearch.woa/wa/search?entity=audiobook&media=all&submit=seeAllLockups&term=gaiman to wszystkie moje audiobooki na iTunes, włącznie z niemieckim.)
Cześć Neil,
Moja córka chciałaby, żebyśmy uszyły jej kostium Królowej Cieni na tegoroczne Halloween. Obejrzałyśmy jeszcze raz (i jeszcze raz) "Lustrzaną maskę", by zebrać pomysły. Jednak ciężko jest wypatrzeć wszystkie szczegóły. Znasz może jakieś strony internetowe ze szkicami, projektami, zdjęciami za kulisami garderoby Królowej?
Dzięki!
Nie za bardzo -- jednak książka Art of Mirrormask, którą opracował Dave McKean, powinna zawierać to wszystko.
Drogi Panie Gaiman:
Rozbawił mnie fakt, że nowa wersja strony internetowej Mouse Circus została zaprojektowana przez "Sandman Studios".
Czy była to świadoma decyzja ze strony ludzi odpowiedzialnych za stronę (Harper Collins?) czy czysty zbieg okoliczności? W każdym wypadku to zabawne.
Naprawdę podoba mi się nowa strona (jako użytkownikowi i jako projektantowi www), nie tylko dobrze wygląda, ale (co najważniejsze) jest przydatna i dobrze zorganizowana. Mimo to, będzie mi brakowało muzyki Stephina Merritta, która grała w tle koralinowej części strony w starym flashu. Może mógłbyś sprawić, by Sandman Studio (porozumiewawcze mrugnięcie) dodało ją w formie mp3 albo coś w tym stylu.
Pozdrowienia,
Santiago Mendez
P.S: Jeśli Pan Gaiman umieści to na stronie, Sandman Studio będzie mu coś winne (oraz mnie) za reklamę. Nie ma za co, Sandman Studio.
P.S. 2: Przysięgam, że nie jestem pracownikiem Sandman Studio.
Obawiam się, że to zbieg okoliczności. (Czyżby?)(Owszem.)(Aha... ale czyżby?)(Właściwie tak.)
Ale masz rację co do muzyki Stephina Merritta. Powinniśmy gdzieś ją zamieścić...
...
Właśnie przerwałem blogowanie i wziąłem kąpiel. A teraz idę spać. Jutro rano do Filadelfii... Podam linka do dzisiejszego czytania jak tylko pojawi się w sieci. Albo właściwie jak tylko mi go przyślą.
Na koniec, sądziłem, że rozdawanie autografów w trasie ze złamanym palcem to głupota, dopóki nie dowiedziałem się, że Amanda Palmer ma zamiar rozdawać autografy i przetańczyć przez świat ze złamaną stopą. Myślę, że być może będzie musiała zrezygnować z tańczenia, ale cieszę się, że podpisywanie pójdzie dobrze jak zawsze. A tu coś dla mnie z Belfastu: http://www.youtube.com/watch?v=1hDlkMbf7uc
Postowanie widgeta
czwartek, 1 maja 2008
Ładne obrazki


...Parę osób napisało z pytaniem, jak się czuję mając trzy ksiażki w Top 106 Nieczytanych Książek LibraryThing... wszedłem, sprawdziłem i z pewnym rozczarowaniem stwierdziłem, że już mnie tam nie ma-- według http://www.librarything.com/tag/unread nie mam już żadnej książki wśród pierwszych 106 miejsc. Cholera. Widząc, że najbardziej nieczytaną książką Library Thing jest "Autostopem przez galaktykę", założyłem, że jest to lista książek, które ludzie planują przeczytać pewnego dnia, nie ksiązek, których nie zamierzają nawet tknąć...
sobota, 29 marca 2008
Chris Riddell

Bloomsbury dobrze zdaje sobie sprawę, że istnieją dwie różne grupy odbiorców "Księgi Cmentarnej"-- że jest to książka, która jest zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Tak więc Sarah, moja edytorka, zaproponowała, że Chris wykona ilustracje do wersji dla dzieci, a ta ilustrowana przez Dave'a McKeana będzie skierowana do dorosłych czytelników. W Zjednoczonym Królestwie okładka Dave'a z dzieckiem na ostrzu noża będzie dla dorosłych (i być może doczeka się podpisanej edycji limitowanej). Wersja Chrisa będzie dla młodszych czytelników.
Oto wspaniała okładka Chrisa Riddella -- okładka zagina się po obu stronach. Tekst jest przykłądowy-- podejrzewam, że z tyłu będą różne cytaty, i trzeba poprawić parę rzeczy w notkach, biografiach i takich tam. Ale wykonanie jest naprawdę urocze i myślę, że ludziom się spodoba...

środa, 26 marca 2008
Notka z Easterconu z okładką Dave'a McKeana dla Subterranean
Już po zjeździe; był naprawdę dobry. Mnóstwo wspaniałych ludzi, naprawdę miła atmosfera. Głównie żałuję wszystkich tych konwersacji, które nigdy nie miały miejsca-- obiecałem Chinowi Mieville, że zorganizujemy wspólnie panel, w trakcie którego będziemy mogli pogadać, ponieważ nigdy nie udaje nam się skończyć rozmowy, a on wie tyle fajnych rzeczy (i zdaje się, że sądzi to samo o mnie).
Mimo to wiele konwersacji miało miejsce. Wczoraj wieczorem jadłem z Mithcem Bennem, dzisiaj jadłem i rozmawiałem z Farah Mendelsohn, Edwardem Jamesem, Corym, Alice i Poesy Doctorow. Odbyły się też spotkania panelowe (dzisiaj moim ulubionym było to na temat różnorodnych wcieleń "Autostopem przez galaktykę" - czasami dobrze jest być po prostu fanem - albo to na temat ciemności w literaturze dziecięcej) i kolejne podpisywania i wpadanie na dobrych ludzi...
Mieliśmy również przyjęcie na cześć nadchodzącego Anticipation (dosł. "Oczekiwanie" przyp. Varali) - WorldCon 2009 w Montrealu. (http://www.anticipationsf.ca/English/Home) Rozmawiałem z głównym zarządcą konwentu, później z Farah (która ustala program) i zaczęliśmy wymyślać co byłoby naprawdę wyjątkowe i fajne na tą okazję.
(Jest to Światowy Konwent Science Fiction, odbędzie się za ok. 18 miesięcy i mam nadzieję, że przyjedziecie. Tu znajduje się mapa pokazująca skąd pochodzą członkowie i jak na razie nie ma nikogo ze wschodniej Europy ani z Chin ani z Brazylii....)
Zdaje się, że jestem też strażnikiem ogromnej różowej świni.
...
"To moje zdanie", powiedział senatorom i kamerom Wertham, "bez wątpienia i bez żadnych zastrzeżeń stwierdzam, że komiksy są ważnym czynnikiem przyczyniającym się do wielu przewinień nieletnich. Dzieckiem, na które najprawdopodobniej wpłyną komiksy jest dziecko normalne", powiedział; chorobliwe umysły bywają mniej dotknięte tym zjawiskiem "ponieważ są zaabsorbowane swoimi własnymi fantazjami". Komiksy nauczyły dzieci rasizmu i sadyzmu-- "Hitler był na poziomie początkującym w porównaniu z przemysłem komiksowym", powiedział. W swojej książce powiedział, że "Batman" jest homoerotyczny i że "Wonder Woman" mówi o sadomasochiźmie. Wyrażał się krytycznie nawet o "Supermanie": "Wyzwala w dzieciach fantazje o sadystycznej radości płynącej z patrzenia na ludzi, którzy wciąż na nowo poddawani są karom, podczas gdy obserwator pozostaje na to odprorny", zeznawał. "Nazwaliśmy to kompleksem Supermana".
Jeśli ciekawią was komiksy i ich związek z Ameryką lub też jesteście zainteresowani cenzurą lub głupotą, powinniście przeczytać to:
http://www.newyorker.com/arts/critics/books/2008/03/31/080331crbo_books_menand
...
Dave McKean przesłał mi okładkę "Księgi Cmentarnej" dla wydania Subterranean Press (i prawdopodobnie dla wersji Bloomsbury dla dorosłych).
Oto okładka...

A to okładka papierowa (w oryginale "wraparound"- czyli taka "do owinięcia" ;) przyp. Varali), przód, tył i miejsce na notkę, ale bez tekstu.

No i tak. Teraz do łóżka.
środa, 12 marca 2008
Co powiedział Kurt
A więc Kurt Busiek napisał na temat "Odda i Lodowych Gigantów", ja zamieściłem tutaj linka, a on napisał do mnie maila. I musiałem poprosić go o pozwolenie na wykorzystanie kawałka czegoś, co uknuliśmy razem podczas podróży samochodem około 12 lat temu, a on się zgodził. Jako podziękowanie wysłałem mu "Księgę cmentarną".
O niej też napisał:
Tytuł "Księgi cmentarnej" to hołd dla "Księgi dżungli", ponieważ "Księga cmentarna" opowiada o chłopcu którego rodzina ginie i jest wychowywany na cmentarzu przez duchy i inne czające się tam stworzenia.
Chłopiec o imieniu "Nobody"["nikt" - przyp. noita] (zdrobniale "Bod") uczy się wielu rzeczy, odkrywa dziwczne miejsca i osobliwych ludzi, niepewnie radzi sobie ze światem poza cmentarzem i w końcu musi stawić czoło siłom, które wymordowały całą jego rodzinę i nadal go szukają. Nie powiem nic więcej na temat fabuły, bo hej, przecież upłynie jeszcze kilka miesięcy zanim się ukaże.
Ale moim zdaniem może okazać się najlepszą z dotychczasowych powieści Neila. Ma w sobie mnóstwo ciepła, fantazji, mrocznej fantastyki (na granicy horroru), przygody, uroku, trzyma w napięciu, są tam potwory, ghule, czarownica, szkolne łobuzy, policjant, starożytne kopce mogilne, uzbrojeni w noże zabójcy, tańce, tajemnica, kłopoty, szczypta romansu, lekcje życia i stworzenie imieniem Silas, które jednocześnie jest i nie jest tym czym się wydaje. Oraz (w szalenie ujmujący sposób) najgroźniejszy starożytny strach z jakim kiedykolwiek będziecie mieć do czynienia. Akcja jest wciągająca, z autentycznym poczuciem zagrożenia i prowadzi do potężnego i satysfakcjonującego rozwiązania.
Duchy to prawdziwa rozkosz, a obecność magii i poczucie, że w cieniu dzieją się różne rzeczy jest fascynująca. Pisarstwo naprawdę dobre, ale też bezpretensjonalne - postaci i sama opowieść są zawsze na pierwszym planie.
To krótka powieść, ma niecałe 70 000 słów i nadaje się dla młodzieży (o ile nie ma się nic przeciwko powieściom dla młodzieży, które rozpoczynają się od martwych ciał (również dziecięcych), zakrwawionych noży i niemowlaka w niebezpieczeństwie), ale nie tylko. Książka zadowoli dorosłego w równym stopniu, co nastolatka, ale każdy znajdzie tam dla siebie co innego.
Ma ona dużo wspólnego z "Gwiezdnym pyłem" i "Nigdziebądź" pod tym względem, że to chwilami mroczna fantastyka rozgrywająca się po części w świecie odległym o krok od naszego, w odróżniemiu od "Amerykańskich bogów" i "Chłopaków Anansiego" (gdzie z kolei coś z zaświatów przenika do naszego świata), ale napisana przez kogoś, kto miał znacznie więcej praktyki niż którekolwiek z nich. Mógłbym powiedzieć, że to jak skrzyżowanie "Dobrego omenu" z "A fine and private place" [Zacne i zaciszne miejsce] ale cóż, to płytkie i uproszczone porównanie, więc nie zrobię tego.
W każdym razie polecam z całego serca. I niezależnie od tego, że podoba mi się większość tego, co pisze Neil, "Księga cmentarna" zajmuje na mojej liście bardzo wysokie miejsce.


