środa, 22 kwietnia 2009

J.G. Ballard i jaka była przyszłość

Neil napisał w poniedziałek 20 kwietnia 2009 o 17:07



Kiedy byłem chłopcem uwielbiałem J. G. Ballarda. Kiedy byłem nastolatkiem też uwielbiałem J. G. Ballarda. I jako dorosły uwielbiałem J. G. Ballarda. Jednak w każdym okresie inne jego książki. Jako chłopiec czytałem i kochałem te o katastrofach, w których świat tonął, wybuchał lub powoli zmieniał się w kryształ, a także opowiadania ze zbioru „Vermillion Sands” (szczególnie jedno zatytułowane „The Cloud Sculptors of Coral D” [Rzeźbiarze chmur z Koralu D]). Jako nastolatek wypożyczałem z biblioteki dziwaczne, fajne i wymagające dzieła Ballarda (najbardziej na świecie kochałem „Concrete Island” [„Wyspa”], robinsonadę opowiadającą o mężczyźnie, który po wypadku samochodowym utknął na wysepce na ruchliwej autostradzie). Jako młody człowiek kochałem „Imperium słońca”, ale nigdy nie przestawałem kochać starych książek, nawet kiedy odkrywałem nowe.

Około 1985 roku moja znajoma, Kathy Hacker zabrała mnie na przyjęcie/ prezentację książki/ jakąś imprezę gdzieś w Londynie i poznałem tam Williama Burroughsa, a Jim Ballard stał tam sobie i ucinał pogawędkę na temat Londynu w latach 60. Nie wiem czeko lub kogo się spodziewałem, ale Jim Ballard był wtedy, i kiedykolwiek później go spotykałem, przerażający w swojej zwyczajności, jak bohaterowie z wysokościowców i zatapianych światów, jak człowiek z wysepki na autostradzie.

Z biegiem lat pozostała mi fascynacja Ballardem i dziwnym sposobem w jaki jego najbardziej niekonwencjonalna twórczość z lat 60. i wczesnych 70., osobliwe nie-opowiadania o tytułach takich jak „Dlaczego chcę pieprzyć Ronalda Reagana” albo książki takie jak „Kraksa” (opisująca jako fetysz wypadki samochodowe i piękne kobiety, które w nich giną) w jakiś sposób przepowiedziały przyszłość świata, w którym żyliśmy, świata postreaganowskiej kontroli wizerunku i masowej histerii po śmierci księżnej Diany, i zrobił to lepiej, niż wszyscy autorzy SF, którzy naprawdę starali się przewidzieć przyszłość.

I wahałem się, czy na pewno o tym napisać, tak jakby nienapisanie czegoś na blogu mogło utrzymać go przy życiu jeszcze chwilę.

Zdjęcie zrobiła Miriam Berkley około 1991 roku.

...


Cat Mihos's na stronie Neverwear ogłosiła konkurs na propozycje nadruków na koszulki, a odpowiedzi są niesamowite i, mówiąc szerze, niełatwe do ocenienia. Jeżeli chcecie zabrać głos lub oddać głos na to, co chielibyście założyć, wejdźcie na http://kittysneverwear.blogspot.com/2009/04/in-which-we-judge-another-contest.html. (A jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda moja korespondencja - Cat zaczęła ja fotografować)


Na szybko: Harper Childrens właśnie przekazało mi, że "Księga cmentarna" do słuchania została wytypowana jako jedna z trzech do otrzymania tytułu "Audiobook roku". Już otrzymała dwie nominacje do nagród Audio - pełna listę mozna przeczytać na http://www.audiopub.org/2009Finalistspressrelease.pdf - a jeśli może jeszcze zostać wybrana audiobookiem roku wywołało na Twarzy trwały uśmiech.http://www.audiopub.org/2009ABOTY_DAPfinalistsrelease_final.pdf

Oto co o nim napisali:

"Księga cmentarna"
Neil Gaiman
Czyta autor
Wydawnictwo HarperAudio
finalista
również w kategoriach Thriller oraz Dla Dzieci w wieku 8-12.

"Księga cmentarna" zdobyła nieśmiertelność wygrywając nagrodę Newbery, ale wersja do słuchania bogatsza jest o pozostające w pamięci na długo wykonanie samego autora, w którym uderza wprost równowaga pomiędzy profesjonalnym lektorem, a duszą i sercem pisarza. Niesamowita muzyka Beli Flecka skomponowana specjalnie na potrzeby audiobooka ustala ton i podkreśla charakter wydawnictwa. Nieukrywany entuzjazm Gaimana dla książek do słuchania znalazł wyraz w ostatniej trasie promującej książkę oraz na jego stronie internetowej. Wysiłki Gaimana i wydawnictwa HarperAudio z pewnością przysporzyły mu nowych fanów poprzez te nagrania oraz efektywny marketing w mediach.

Niesamowicie miłe. Już o tym mówiłem, ale to wciąż prawda, chyba nic nie cieszy mnie tak bardzo, jak to, że ludziom podobają się nagrywane przeze mnie książki dźwiękowe. To jedna z tych nagród, które liczą się dla mnie najbardziej.


I prawdę mówiąc, choć zawsze-miło-jest-dostać-nominację-i-w-ogóle, bardzo chciałbym wygrać nagrodę Audie. Jedną już zdobyłem za "Śnieg, szkło i jabłka/ Morderstwa i tajemnice" (wydane razem jako "TWO PLAYS FOR VOICES" ["Dwie sztuki na głosy"], ale to nie ja je czytałem, to były adaptacje moich opowiadań. Mam wiele cynowych medali za nominacje, ale chciałbym wreszcie zdobyć jedną dużą, szklaną płytkę za przeczytanie. Pewnie dlatego, że prawdę mówiąc, czuję się mniej pewny jeśli chodzi o czytanie, niż w przypadku słowa pisanego. Oraz dlatego, że książki dźwiękowe zajmują specjalne miejsce w moim sercu - jak gatunek zagrożony wyginięciem, który zawrócił znad przepaści i jakoś się trzyma.

...
I przypomnienie, że 853 numer Detective Comics wychodzi w środę. Pierwsze sześć stron (i dwie różne okładki) można obejrzeć na http://comics.ign.com/articles/973/973059p1.html . Oto pierwsza strona...
I nie. To nie jest Śmierć.

...
Sprzedaż książki "Who Killed Amanda Palmer" rozpoczęła się dziś rano, ale wygląda na to, że
były problemy ze stroną, z której się ją zamawia, więc powstrzymam się z podaniem szczegółów tu, czy na twitterze do jutra. Do tego czasu powinienem być w stanie wysłać tam ludzi bez niebezpieczeństwa, że strona natychmiast się zablokuje i marnowania wszystkim czasu. Jeżeli macie ochotę sami poszukac linku, proszę bardzo.

Póki co, to jest link do jubileuszowego numeru magazynu "Mythic Delirium", w którym zamieszczono mój wiersz. Zainspirowało go to samo dziwne wydarzenie, przez które Amanda Palmer napisała piosenkę "Trout Heart Replica". Miałem nazwać tak mój wiersz, ale kiedy jej o tym powiedziałem, usłyszałem "Nie możesz. Ja nazwałam tak piosenkę i byłam pierwsza." I była. (Ilustracja w pierwszych 350 zeszytach są ręcznie kolorowane)
...
I na koniec - zeszliśmy dziś do piwnicy i wyciągnęliśmy trochę komiksów dla Lena Weina. Len to a) jeden z najsympatyczniejszych facetów pracujących w świecie komiksu i b) jeden z pisarzy, którzy kiedy byłem nieco młodszy, niż obecnie, sprawili, że chciałem pisać komiksy. Dom Lena spłonął w pożarze i choć większości rzeczy nie da się odzyskać, próbuje odtworzyć kolekcję komiksów - swoich, lub takich samych. Jeżeli posiadacie po dwa egzemplarze albo tak jak ja uważacie, że waszym komiksom będzie lepiej u Lena, szczegóły możecie znaleźć na http://www.povonline.com/weinproject.htm

wtorek, 21 kwietnia 2009

Wszystkie kolory piekła

Neil napisał w sobotę 18 kwietnia 2009 o 17:44

Z nie do końca jasnych dla mnie powodów obrazki w e-mailach z Niemiec, które przesyła mi wydawca, mają odwrócone kolory. Poniżej odwrócona okładka niemieckiego wydania Koraliny w miękkiej oprawie, która mnie rozbawiła:

...o tak, pomyślałem. To będzie sequel.
KORALINA: APOKALIPSA
.

I właśnie dostałem wiadomość od Henry'ego Selicka. Pisze, że "Koralina" jest w tej chwili drugim w historii najlepiej zarabiającym filmem zrealizowanym w technice animacji poklatkowej (pierwszy to "Uciekające kurczaki") i jestem z niego dumny.
...
Dlaczego "Absolute Sandman" jest tak drogi? Nie stać mnie nawet na pół książki!

Nie jest aż tak drogi. To znaczy, jest, ale płacisz dokładnie za to, co dostajesz: ponad 600 stron kolorowego komiksu, z poprawionymi kolorami, a także nowy materiał, wszystko porządnie oprawione, wydrukowane na wysokiej jakości papierze, w twardej oprawie i obwolucie. Każdy tom kosztuje sto dolarów (na początku kosztowały połowę tego, a i teraz znajdzie się za $60 jeżeli dobrze poszukać w sieci). Całość po pełnej cenie kosztuje $400. (czyli ok. $240 w "new and used" na Amazonie). Każdy z tomów waży trochę ponad 2 kg.


Sandman wydany został także w 10 tomach w miękkiej oprawie, które w całości będą kosztowały prawie $200. Są dodrukowywane na bieżąco i można dostać je za cene o wiele niższą. Jakość druku, papieru i kolorów nie jest aż tak dobra i po latach mogą blaknąć. Ale to ta sama opowieść.

(W kontekście Absolute Sandmana - "Big Fat Duck Cookbook" Dave'a McKeana i Hestona Blumenthal'a kosztuje niecałe $200.)

Cześć Neil,
Czy bilety na Twój występ podczas Luminato są już wyprzedane? Chciałem zabrać syna, ale kiedy próbuję kupić bilety przez stronę ticketmaster, mówi mi, że wybrane przeze mnie miejsca są niedostępne.
Dzięki. Howard


Nie słyszałem nic od organizatorów Luminato, ale tuż przed Twoim e-mailem przyszło to:

Cześć Neil,
Wielokrotnie próbowałam kupić bilety na Twoje czytanie w Toronto podczas Luminato. Kod przedsprzedaży nie działa, nic nie dało także dzwonienie, aby ten pod podać. No i jak idiotka pomyślałam, że skoro nie działa mi, to innym też nie i że będę bezpieczna. Nie byłam. Według strony ticketmaster bilety zostały wyprzedane wczoraj o 10:02. Czy będziesz robił jakieś inne spotkanie lub podpisywał jak już tu będziesz? A może jest inny sposób na zdobycie biletów na Luminato lub wstęp na spotkanie bez biletu (bardzo chciałabym posłuchać jak czytasz, ale nie wydaje się to możliwe)?
Dzięki,
Amanda


...obawiam się, że 500 miejsc sprzedało się w dwie minuty. Nie wiem, czy podczas Luminato będę występował gdzieś jeszcze. (Chyba będą jakieś spotkania w szkołach.) Napiszę, jak się czegoś dowiem.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wieści! Tym razem prawdziwe wieści, serio!

Jest WIOSNA! To znaczy ciepło, pączki na drzewach, kwitną krokusy, a ptaki prawdopodobnie śpiewają, choć nie słychać ich ponad wyciem i marudnym szczekaniem dużego, białego psa, który właśnie przeszedł Wiosenną Kąpiel, schnie teraz w kojcu w ogrodzie i pragnie powiadomić o całym zajściu odpowiednie władze. To zdecydowanie wiosna.

W poniedziałek 27. wystąpię w Washington College w Chestertown z okazji festiwalu PEN World Voices. I najwyraźniej było w związku z tą imprezą trochę zamieszania, bo nagle okazało się, że MIEJSCA WYPRZEDANE, co zdziwiło i rozzłościło tych, którzy zamierzali się wybrać, a przeczytali w sieci, że wstęp jest wolny i mnóstwo ludzi zaczęło mi się skarżyć, więc zapytałem fantastyczną Caro Llewellyn, czy da się coś w tej sprawie zrobić, bo wyglądało na to, że ilość niezadowolonych przewyższy ilość zadowolonych.

I wszystko się zmieniło: spotkanie odbędzie się w sali na 1000 osób. Ci, którzy już maja bilety będą siedzieć w pierwszych rzędach. I będą sprzedawane nowe bilety.
To link do strony z wyprzedaną imprezą, ale zanim to przeczytacie może już zostać naprawiony: http://www.pen.org/viewmedia.php/prmMID/3190/prmID/1831

Josh, który zarządza imprezą napisał w e-mailu:

Impreza odbędzie się w Cain Gymnasium, Washington College,
Chestertown, MD.

Ten sam czas i miejsce. Wcześniejsze rezerwacje nie są konieczne.

Mam nadzieję, że to wszystkich zadowoli.

Przyjdźcie, proszę, bo jeżeli będę przemawiał do pustej sali będzie mi głupio, że poprosiłem o większą.

O, właśnie o tym napisali. Szczegóły na: http://bitlit.typepad.com/bitlit/2009/04/attention-changes-to-417-night-with-neil-gaiman-event.html

W czwartek 30 kwietnia o 18:30 w Nowym Jorku odbędzie się darmowa impreza pod nazwą "Leaps and Bounds, Fits and Starts: The Evolution of a Children’s Book Writer" [Kroki i granice, napady i początki -rozwój pisarza literatury dziecięcej]. W dyskusji panelowej udział wezmą Mariken Jongman, Shaun Tan i ja, moderatorem będzie Andrea Davis Pinkney. Miejsce to Scholastic Auditorium, 557 Broadway. A w sobotę 2. maja w Great Hall at Cooper Union na 7 East 7th Street odbędzie się biletowana (wstęp $10) impreza pt. "Koralina, Sandman: książki i wyobraźnia: rozmowa z Neilem Gaimanem" (a bilety na wszystkie trzy imprezy tego dnia są niedrogie - pozostałe dwie to dyskusja z udziałem Shauna Tana, Emmanuela Guiberta, Davida Polonsky'ego z Jonathanem Amesem oraz Adriana Tomine'a z Yoshihiro Tatsumi.)

...
Druga najważniejsza wiadomość jest taka:

"Księga cmentarna" zdobyła nagrodę 2009 Indies Choice Award w kategorii książka dla młodzieży. Ta nagroda nazywała się kiedyś BookSense Award i przyznają ją członkowie stowarzyszenia księgarzy amerykańskich.

Niesamowicie się ucieszyłem, zwłaszcza kiedy zdałem sobie sprawę, że będę w tym czasie z Nowym Jorku przy okazji premiery musicalu "Koralina", więc po prostu pojadę tam kilka dni wcześniej.
http://news.bookweb.org/6759.html

Kiedy ostatnio byłem nominowany, nie mieli w zwyczaju powiadamiać zwycięzców z wyprzedzeniem, więc Michael Chabon i ja przegraliśmy z Cornelia Funke i cała trójka była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Tym bardziej, że dostaliśmy wielkie torby gadżetów od firmy Levenger (możecie przeczytać o tym tutaj, ale zignorujcie wszystko w pierwszym akapicie.)

...

Dobrze. Teraz muszę przeczytać ponownie i wysłać przemowę z okazji Newberry, a potem wracam do pisania Metamorpho dla Mike'a Allreda i "Wednesday Comics". Pierwsza strona wygląda tak:

niedziela, 19 kwietnia 2009

Sir Clement Freud

Neil napisał w czwartek 16 kwietnia 2009 o 9:14
Zmarł wczoraj Sir Clement Freud(tu nekrolog z "Telegraph"), którego nigdy nie spotkałem osobiście, ale jego córka Emma jest moją znajomą i umożliwiła nam kontakt e-mailowy. A wspominam o tym, bo choć we wspomnieniach jest mowa o jego karierze politycznej, medialnej oraz o tym, że był smakoszem, to nikt nie wspomina krótkiej, lecz wspaniałej kariery autora książek dla dzieci.

Clement Freud napisał "Grimble". Opowieść o chłopcu, którego rodzice wyjeżdżają do Peru i zostawiają mu liściki. Sporo w niej gotowania.

Jak w przypadku kilku innych moich ulubionych książek, z tą również zetknąłem się po raz pierwszy w "Jackanory", programie BBC. Tam aktorzy pokroju Kennetha Williamsa lub Martina Jarvisa (który wkrótce weźmie udział w nagrywaniu książki dźwiękowej "Dobry omen" dla wydawnictwa HarperCollins) po prostu czytali książki w telewizji, po piętnaście minut dziennie, a kamera pokazyway ich samych lub powoli przesuwała się po ilustracjach z książek. Sir Clement czytał "Grimble'a" tym cudownie smętnym głosem, każdy żart opowiadany z kamienną twarzą, to było wspaniałe.

Sama J. K. Rowling przyznała, że uwielbia "Grimble'a", ja również. I miał on - jego ton głosu, śmiertelna powaga, z jaką składał poszczególne zdania - znaczący wpływ na "Koralinę", co odkryłem czytając książkę Maddy.


Napisałem o tym w tej notce z maja 2002, jeszcze przed wydaniem "Koraliny":

Zszedłem więc poszperać na półkach z książkami w piwnicy w poszukiwaniu książek z czasów, gdy byłem małym chłopcem, czując, że to dziwaczne, zabawne i stylowe.

Znalazłem mocno-zniszczony-lecz-ukochany egzemplarz książki "Grimble i Boże Narodzenie Grimble'a" Clementa Freuda, wspaniałej opowieści o około dziesięcioletnim chłopcu (jego rodzice byli nieco roztargnieni), liścikach i gotowaniu, którą czytałem ostatnio mając chyba trzynaście lat. Przeczytałem pierwsze dwa rozdziały Maddy. Często się śmiała. Byłem zdziwiony ile ze śmiertelnej powagi Grimble'a przekradło się do "Koraliny".

Okazało się, że to jedna z książek, które po latach są dokładnie tak dobre, jak to pamiętasz, już od pierwszej strony, na której dowiadujemy się, że Grimble nie obchodził urodzin w jakiś konkretny dzień, jak inne dzieci. Raz na jakiś czas mama i tata kupowali tort, wtykali w niego świeczki i mówili "Wszystkiego najlepszego, Grimble. Dziś masz mniej więcej siedem lat" albo "Wczoraj miałeś około ośmiu i pół roku, ale cukiernia była zamknięta". Oczywiście tacy rodzice mają też pewne wady, na przykład to, że ma się na imię Grimble, co sprawia, że wszyscy pytają "Jak masz naprawdę na imię?" i trzeba odpowiadać "Naprawdę mam na imię Grimble".

Niestety nakład jest wyczerpany (choć można trafić na pojedyncze egzemplarze). Próbowałem wyszukać w google czy ktoś o niej wspomina i odkryłem, że to jedna z ulubionych książek J. K. Rowling. Tym bardziej dziwi mnie, że nikt ostatnio jej nie wznowił z napisem na okładce "GRIMBLE to jedna z najzabawniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam - J. K. Rowling, autorka Harry'ego Pottera" i nie sprzedał tym sposobem całej ich góry.

(Gdy wieki temu spotkałem Emmę Freud po raz pierwszy, w biurze Comic Relief, powiedziałem do niej "Pani ojciec napisał Grimble'a!", a ona sie rozpromieniła. Później wyszła za mojego przyjaciela Richarda Curtisa, scenarzystę "Czarnej żmiji" i próbuję w ten sposób stworzyć wrażenie, że ta notka jest spójna tematycznie.)
Parę miesięcy później rozmawiałem na ten temz z Emmą i napisałem na blogu w grudniu 2002
Zapomniałem napisać, że podczas pobytu w Anglii powiedziałem Emmie Freud jak bardzo podobała mi się napisana przez jej ojca książka "Grimble" (jak już wspominałem na tym blogu) i powiedziała mi, że powstało w sumie sześć opowieści o Grimble'u z przeznaczeniem do przeczytania w programie telewizyjnym "Jackanory", z których cztery nie zostały nigdy dotąd zebrane i wydane. Gawędziliśmy o tym, co J.K.Rowling powiedziała na temat książki, gdy wymieniała swoje trzy ulubione książki dla dzieci ("Trzecia to "Grimble" Clementa Freuda. To jedna z najzabawniejszych książek jakie kiedykolwiek czytałam, a sam Grimble, mały chłopiec, to wspaniała postać. Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację "Grimble'a". O ile wiem, nakład dwóch ostatnich pozycji wspaniałej literatury dziecięcej jest wyczerpany i jeśli czyta to jakiś wydawca, to czy mógłby je odkurzyć i na nowo udostępnić ludziom do czytania?"). Powiedziałem Emmie, że załatwienie wznowienia Grimble'a umieszczę na liście Rzeczy Do Zrobienia.
Tak oto zobowiązałem się przywrócić "Grimble'a" do druku.

Emma skontaktowała mnie z Sir Clementem i, jak już mówiłem, korespondowaliśmy. Wydawało mi się, że rekomendacja J. K. Rowling wystarczy, ale myliłem się - wydawcy nie chcieli wznowić książki, przynajmniej nie ci, z którymi o tym rozmawiałem.

W końcu trochę oszukałem i podsunąłem Grimble'a redaktorom książki pod tytułem "Noisy Outlaws, Unfriendly Blobs, and Some Other Things That Aren't as Scary, Maybe, Depending on How You Feel About Lost Lands, Stray Cellphones, Creatures from the Sky, Parents who Disappear in Peru, a Man Named Lars Farf, and One Other Story We Couldn't Quite Finish, So Maybe You Could Help Us Out" [Hałaśliwi złoczyńcy, nieprzyjazne kleksy i inne rzeczy może aż nie tak straszne, zależnie od tego co czujesz na myśl o zagubionych krainach, bezpańskich komórkach, stworzeniach rodem z nieba, rodzicach, którzy znikają w Peru, człowieku nazwiskiem Lars Farf i jednym opowiadaniu którego nie udało nam się dokończyć, więc być może nam pomożesz] i tam, za zgodą Sir Clementa, został on przedrukowany. Dla wielu było to ulubione opowiadanie.

Zupełnie niedawno "Boże Narodzenie Grimble'a" zostało wznowione w Anglii przez wydawnictwo Jonathana Cape'a.

Nigdy go nie spotkałem. Uwielbiałem z nim korespondować - był zabawny, ironiczny i podobała mu się "Koralina", choć nie ten fragment gdzie płakała nocą w pustym łóżku. Uważał, że jako bohaterka i dzielna dziewczynka nie powinna była płakać. A ja uważam, że była bohaterką i dzielną dziewczynką ponieważ płakała nocą, a mimo to nie poddała się.


Zawsze chciałem spotkać się z nim osobiście. Przykro mi, że to już niemożliwe. Ale pomyślałem, że o tym napiszę, by przypomnieć wszystkim, że Sir Clement Freud, dziennikarz, kucharz, polityk, prezenter etc. napisał także książkę pt "Grimble". I że wciąż nie wydano czterech innych jego historyjek.

czwartek, 16 kwietnia 2009

do Bat-ula, Super Pszczoły! i inne opowieści

Neil napisał w środę 15 kwietnia 2009 o 18:31

Hans pracuje dla mnie, robiąc w lesie tajemnicze rzeczy. Na przykład zbudował most, a kilka dni temu pomalował ule.

Kiedy wszedłem do garażu zauważyłem, że jedną ze skrzynek ula Hans zajął się szczególnie troskliwie.

...

Wiecie co, Twitter bywa czasami naprawdę pożyteczny. Dziś rano dowiedziałem się od kogoś za jego pośrednictwem, że seans "Koraliny" dla BFI (Brytyjski Instytut Filmowy) odbędzie się w Londynie 6 maja, a Henry Selick i ja tam wystąpimy oraz że można już kupić bilety. Jeszcze nie dostałem żadnych oficjalnych informacji z Universalu w Londynie, ale zdaje się, że to prawda, bo działa strona http://www.bfi.org.uk/whatson/coraline_3d_henry_selick_and_neil_gaiman i bilety najwyraźniej wyprzedają się wyjątkowo szybko, więc zamieszczam tę informację dla brytyjskich czytelników.
...

Moja 10-letnia córka i ja jesteśmy wiernymi czytelnikami i fanami twoich dzieł. Ona przeczytała już większość Twoich książek przeznaczonych dla dzieci, teraz czyta "Księgę cmentarną", a "Amerykańscy bogowie" to jedna z moich ulubionych książek.

Kiedy do kin wszedł film "Koralina" poszliśmy go obejrzeć i zostaliśmy do końca napisów, żeby zdobyć hasło do losowania Koralinowych Butów Nike. Ku wielkiej niespodziance dziśpocztą przyszła wygrana para! Spójrz na zdjęcia jej radości oraz te, na których używa butów zgodnie z przeznaczeniem:
http://picasaweb.google.com/wsheely/CoralineNikeDunks#

Nie wierzę, że ludzie sprzedają je na eBayu za $750! Uśmiech, który wywołały na twarzy mojej córki dowodzi, że są bezcenne. DZIĘKUJEMY! (Podziękowania także dla Phila Knighta) ;-)


Racja, te zdjęcia są zupełnie bezcenne i wywołały ogromny uśmiech także na mojej twarzy. Prześlę link ludziom ze studia Laika...

Cześć Neil!
Śledziłam na forum
theshadowbox.net wątek na temat przedsprzedaży WKAP. I ze strony fanów Amandy spotkałam się z dość nieprzyjemnymi uwagami na temat fanów NG i KC i zamawiania.
Miałam nadzieję, że może dałbyś znać na blogu, że przedsprzedaż książki WKAP rozpocznie się 20/04/2009 o 12pm EST. Dostępnych będzie tylko 10 tys. egzemplarzy.
Dzięki, że jesteś tym, kim jesteś.
audra

p.s. Beth of All Trades ma Twoje naprawdę urocze zdjęcie na stronie 8.


Nie uważam, żeby mówili nieprzyjemne rzeczy, myślę, że martwili się po prostu, że całe 10 tysięcy sztuk przechwycą osoby, które lubią moje opowiadania (albo zdjęcia Kyle'a Cassidy'ego) zanim oni będą mieli szansę. I nie jestem całkiem pewien, czy można mieć do nich o to pretensje.

W każdym razie z tego właśnie wątku: oto zdjęcie pisarza z książki "Kto zabił Amandę Palmer". Zawiera wiele fotografii bardzo martwej panny Amandy Palmer i kilkanaście moich opowiadań. Niektóre są krótkie, niektóre nie-takie-znów krótkie.

Wspomniałem już o książce i forum na temat przedsprzedaży. Ale nie będę o tym przypominał, nie zamieszczę też szczegółów dotyczących tego jak zamówić tutaj, ani na Twitterze, aż do wieczora 20, co powinno dać fanom Amandy pierwszeństwo. Może tak być?
...

Powinny spodobać Ci się te rozmyślania sprowokowane przez "Księgę Cmentarną"
http://prettydumbthings.typepad.com/chelseagirl/2009/04/play-out-your-dead.html#more


Spodobały się.

...

Dobra, krótko i na temat. Film "Amerykańscy bogowie". W drodze, nie w drodze, utknął gdzieś pomiędzy, bo zablokował się przełącznik?

Myślę, że najpierw prawa do filmu powinien wykupić ktoś, kogo chciałbym widzieć jako autora filmu, a to jak dotąd nie nastąpiło. Wielu filmowców wyrażało zainteresowanie, niektórzy nawet bardzo poważne, ale żaden z nich nie miał pomysłu, jak zrobić z tego film i szczerze mówiąc nie dziwię im się. W końcu nie było to pisane z myślą o filmie.

Ale za ro pracuję w tej chwili nad scenariuszem do "Chłopaków Anansiengo"
...

Cat Mihos pisze na swojej stronie o mailach, które potem przesyła mi...
http://kittysneverwear.blogspot.com/2009/04/neils-mailbox-part-one.html