sobota, 22 listopada 2014
Neil Gaiman wręcza Ursuli Le Guin medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską NBF
piątek, 23 kwietnia 2010
Co robiłem z okazji Narodowego Tygodnia Bibliotecznego Część Pierwsza: Vonnegut i Rollergirls
Tak więc...
ostatnim razem byłem w drodze do Indianapolis, gdzie wygłosiłem 33. przemowę upamiętniającą Mariana McFaddena. Mówiłem o bibliotekach (ponieważ trwał Narodowy Tydzień Biblioteczny). Czułem się trochę onieśmielony, ponieważ wśród moich przedmówców znajdowali się John Updike, Maurice Sendak, E.L. Konigsburg, Lloyd Alexander, Norman Mailer, Margaret Atwood oraz Kurt Vonnegut (który był mieszkańcem Indianapolis).
Po zakończeniu przemówienia dostałem Kurt Vonnegut, Jr. Award for Literature, narodową nagrodę literacką utworzoną i kierowaną przez Bibliotekę Publiczną Indianapolis-Marion County "w uznaniu dla tych, których dzieła literackie w szczególny sposób dokumentują i określają ludzkość". Sama nagroda niesamowicie mnie ucieszyła, gdyż jest przepiękną metalową tabliczką z autoportretem Kurta Vonneguta, a Vonnegut jest pisarzem, który był dla mnie całym światem, gdy dorastałem: Syreny z Tytana były moją pierwszą książką Vonneguta, którą przeczytałem mając około 10 lat i która zmieniła mój sposób myślenia. (Mieliśmy okazję pogadać tylko raz, gdy byłem w Londynie, w dodatku przez telefon. Nie chciał udzielić wywiadu, ale z chęcią rozmawiał, więc porozmawialiśmy.)
Później zjadłem kolację w towarzystwie drużyny Roller Derby (oraz części ich partnerów i potomstwa). Były to Naptown Roller Girls. Od jakiegoś czasu przesyłają mi cudowne rzeczy, a także używają Oktokociaka z Koraliny, by przynosił im szczęście. Przeczytajcie o tym na blogu Joan of Dark's http://joanofdarkknits.blogspot.com/2010/04/meeting-neil-gaiman.html (właśnie wrzuciła notkę http://joanofdarkknits.blogspot.com/2010/04/mr-debauchery-talks-about-meeting-neil.html od wspaniałych ludzi, którzy przywieźli mnie na kolację i odwieźli z powrotem). Kolacja była cudowna, a mi nawet udało się ponosić trochę kapelusz męża Joan, Dilla, który, jak sądzę, ma swoją własną stronę na Facebooku.
W sobotę wstałem mniej więcej o świcie i wybrałem się do Chicago na wydarzenie organizowane przez CBLDF (CBLDF ma prześliczną nową stronę na http://cbldf.org/).
Ups. Ktoś właśnie przyszedł, żeby przeprowadzić ze mną wywiad.
Dokończę to, kiedy tylko będę miał wolną chwilę.
W NASTĘPNYM ODCINKU: Chicago! Stillwater! Gniew Boga Wulkanu!
sobota, 12 grudnia 2009
Chłodno i posągowo
Neil napisał w czwartek 3 grudnia 2009
Ach, pomyślałem, wpis na blogu naprawdę zasługuje na coś więcej, niż "Koralina właśnie zarobiła dziesięć nominacji do nagród Annie, czyli więcej, niż jakikolwiek inny film animowany". (jak pisze Variety) (Gratulacje dla Henry'ego Selicka, Travisa Knighta, Dawn French, Shane'a Prigmore'a, Shannon Tindle, Bruno Coulaisa, Christophera Appelhansa, Tadahiro Uesugi, Chrisa Butlera i całej załogi studiaLaika i Focus.) Ale wyjątkowo nie mogę się wysłowić.Nagle zrobiło się bardzo zimno i wyprowadzanie psa dzisiaj nie sprawiało tyle radości, ile powinno. Założyłem rękawiczki, a pojedyncze, krystaliczne płatki śniegu wirowały w snopie światła z mojej latarki, po czym znikały znów w ciemności. Zabrałem dziś Maddy i jej koleżankę, Annę-Rose na lekcję gry na skrzypcach, a wczoraj zawiozłem do oprawienia przepiękny rysunek zrobiony tuszem przez E. H. Sheparda, który sprawiłem sobie w nagrodę. Martwię się, że powinniśmy byli już ocieplić ule.
Bilety na Decatur na 14. rozeszły się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Więcej pojawi się w poniedziałek, miejcie oko na ich blog (http://littleshopofstories.blogspot.com).
Drogi Neilu,
gdybyś miał wybrać cytat (Twój lub innego pisarza) do umieszczenia na ścianie dziecięcego działu biblioteki, co by to było?
Dzięki!
Lynn
Gdybym nawet miał biblioteczną ścianę do zbezczeszczenia, chyba wcale nie chciałbym umieszczać na niej żadnego konkretnego cytatu. Wolałbym przypomnieć wszystkim o mocy, jaką mają opowieści i o tym, po co w ogóle powstają. Umieściłbym na ścianie cztery słowa, które każdy opowiadający chce usłyszeć. Słowa, które pokazują, że magia opowieści działa, a kolejne strony będą przewracane:
"...i co było potem?"
zostanie pokazany w brytyjskiej stacji Sky 1 w Boże Narodzenie o 22:00. (W sumie jest jedenaście filmów, które pokazywane są kolejno, od 21 do 31 grudnia.)
niedziela, 6 grudnia 2009
Miejscowy Mieszkaniec Wzburzony Klęską Skandalu Z Rozwścieczonymi Listami
Cokolwiek o tym napiszę, zabrzmi jak przechwałki, więc wspomnę tylko, że "Księga cmentarna" wygrała Booktrust Teenage Prize. Nie mogłem tam być, więc Chris Riddell odebrał nagrodę w moim imieniu i przeczytał to, o co go poprosiłem. (Na stronie Booktrust jest wywiad ze mną, który można przeczytać tutaj.)
Jest o tym wspaniały artykuł/wywiad w "Guardianie" (podoba mi się nawet zdjęcia, choć nie umiem wytłumaczyć co stało się z włosami) do przeczytania na http://www.guardian.co.uk/books/2009/nov/18/neil-gaiman-graveyard-book-awards.
Artykuł zaczyna się tak:
"Księga cmentarna" Neila Gaimana zakopana pod stosem nagródBardzo podoba mi się żart w nagłówku. ["buried under awards" - czyli zakopany lub pogrzebany - przyp.noita] (chociaż "Księga cmentarna" nie zdobyła wszystkich, ani nawet większości nagród, do których była nominowana. Na przykład znakomita książka Margo Lanagan, "Tender Morsels", i "The Shadow Year" Jeffreya Forda [która może być znakomita, ale jeszcze jej nie przeczytałem] pobiły ją w wyścigu do nagrody World Fantasy, tak jak "Memoirs of a Master Forger" Grahama Joyce'a zdobyły nagrodę Augusta Derletha.)
Przy okazji odbierania kolejnej nagrody, z człowiekiem renesansu w świecie fantasy rozmawia Michelle Pauli
Kiedy pracowałem jako dziennikarz, jedną z rzeczy, która sprawiła, że nie chcę pozostać dziennikarzem do końca życia, byli redaktorzy, którzy zawstydzali mnie starannie dodając pomyłki lub przeinaczając rzeczy, które napisałem, albo nagłówki. Więc skrzywiłem się przy czytaniu wywiadu w "Daily Telegraph", gdzie zacytowano mnie dość dokładnie:
Gaiman, 49, przyznał: "Zdecydowanie nie piszę jak Kipling, ale w dzieciństwie był on jednym z moich ulubionych pisarzy. Byłem zafascynowany, gdy po raz pierwszy wspomniałem o tym, że uważam Kiplinga za znakomitego pisarza i zacząłem otrzymywać listy od osób niezupełnie rozwścieczonych, ale na pewno zawiedzionych. Ludzie pisali "Dlaczego pisarz taki, jak ty - którego lubimy - może lubić faszystę, imperialistycznego psa?"Natomiast nagłówek brzmiał:
Autor "Koraliny" Neil Gaiman otrzymywał "rozwścieczone listy" za podziwianie Rudyarda KiplingaWciąż zapominam o nowej w "Daily Telegraph" strategii poszukiwania sensacji. Podoba mi się, jak "listy od osób niezupełnie rozgniewanych, ale na pewno zawiedzionych" w samym artykule zmieniły się w "rozwścieczone listy" w nagłówku. I czy "Koralina" naprawdę była niespodziewanym hitem? I czy wzmianka o "Koralinie" rzeczywiście sprawi, że czytelnicy zamiast "Kto...?" pomyślą: "A, tak, to on." ?
Neil Gaiman, autor "Koraliny", która niespodziewanie okazał się hitem, filmowym otrzymywał wiadomości od osób rozgniewanych jego sympatią do pisarstwa Rudyarda Kiplinga.
Drogi Panie Gaiman,
Często wspomina pan o prawie czytelników do wybierania książek, które chcą przeczytać, bez cenzurowania. Co sądzi Pan o bibliotece w Kentucky, z której zwolniono dwójkę bibliotekarzy za ograniczenie dziecku dostępu do niektórych książek?
Stwierdziłem, że zanim skomentuję, poczekam na fakty. A zatem, w skrócie:
W Kentucky, pracownica biblioteki (nie bibliotekarka) poczuła zagrożona, jej zdaniem, szatańską seksualnością "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów" i przez rok ją przetrzymywała, aby nikt nie mógł jej przeczytać. (Poza nią: a ona podczas czytania musiała się modlić.)
Zmartwieniem tej pani było to, że
Po prostu nie chciała, żeby ta pozycja znalazła się w dziale Powieści Graficznych, który znajduje się tuż obok działu Literatury Młodzieżowej.
Potem książkę zamówił jakiś czytelnik, a komputer nie pozwalał na jej dalsze przetrzymanie. Pracownica złamała regulamin biblioteki, gdy sprawdziła kto książkę zamówił. Kiedy zobaczyła, że jest to jedenastoletnia dziewczynka (nie podano informacji, czy wiedzieli o tym rodzice, ale nie sądzę, żeby owej pani zrobiło to jakąś różnicę), namówiła innego pracownika biblioteki (także nie bibliotekarza), żeby pomógł jej powstrzymać kogokolwiek przed wypożyczeniem książki. Na tym etapie ich plan został odkryty. Złamali tyle punktów regulaminu biblioteki, że zostali zwolnieni. Co najdziwniejsze, nawet po zwolnieniu, pracownica ta nie oddała książki, przez co moim zdaniem przekroczyła magiczną linię, która oddziela "powstrzymanie innych przed czytaniem czegoś, co ci się nie podoba" od "kradzieży".
(Poza tym, informacja dla tych, którzy nie czytali: "Ligę Niezwykłych Dżentelmenów" można różnie nazywać, ale to nie "Lost Girls" i z pewnością nie pornografia, choć w różnych miejscach odwołuje się do klasycznych dzieł, w tym do kilku pornograficznych. Jest tam kilka rysunków w stylu pin-up. Jest tam komiksowa przemoc oraz nieco realistycznej przemocy. Znajdują się tam aluzje do klasyki brytyjskiej literatury dziecięcej, których jedenastoletnia dziewczynka z Kentucky raczej nie wychwyci. Pam Noles napisała esej o rasie, Minstrel Shows i problematycznym użyciu postaci Golliwogga w Lidze [o Minstrel Shows po polsku -przyp.noita]
Czy ta książka spodobałaby się jedenastolatkowi i czy jedenastolatek coś by z niej wyniósł? Zależy jaki to jedenastolatek. Zawsze dziwi mnie, kiedy spotykam czytelników "Sandmana" poniżej trzynastego roku życia, ale kilku spotkałem i byli na to gotowi.)
Wydarzenia zostały opisane w The Beat, oraz w całkiem rzetelnym, dwustronnicowym artykule w miejscowej gazecie.
A zatem, co sądzę o bibliotece w Kentucky, z której zwolniono dwójkę bibliotekarzy za ograniczenie dziecku dostępu do niektórych książek? Sądzę, że biblioteka postąpiła słusznie. I sądzę, że należy im się odzyskanie książki od pani, która ją ukradła.
I na koniec: ktoś na blogu NPR napisał o "Sandmanie". To miała być sympatyczna recenzja "Sandmana: Łowców snów" P. Craiga Russela i sądzę, że w założeniu miała być zabawna, ale jeśli tak, to autorka źle oceniła swój ton i zamiast tego wyszła jej seria banałów na temat czyjegoś wyobrażenia o czytelnikach "Sandmana".
Co mnie dziwi, bo na całym świecie spotkałem setki tysięcy ludzi, którzy czytali "Sandmana" i wyglądają, jak wszyscy inni ludzie: jedyna rzecz, jaka zdaje się ich łączyć to bycie inteligentnymi dwunożnymi istotami zdolnymi zrozumieć komiksy, które dodatkowo lubią "Sandmana". Przypuszczam, że podobnie, jak autorka artykułu.
czwartek, 11 czerwca 2009
Remanent
Neil napisał w czwartek 11 czerwca 2009 o 8:52
Dzień dobry, świecie.
Jeśli chcecie zobaczyć wybrane sceny z naszego występu z Amandą z ubiegłego tygodnia (podczas którego zebraliśmy dla Housing Works dziesięć tysięcy, hurra) to Spin zamieścił je na http://www.spin.com/articles/watch-amanda-palmer-neil-gaiman-live-nyc. (po raz pierwszy przeczytałem na głos opowiadanie „Feminine Endings” [„Żeńskie końcówki”] i wydaje mi się, że się do tego nadaje, co bardzo mnie cieszy.) (Jest tam również jedno z moich ulubionych wykonań piosenki „I Google You”)
Dwa tygodnie szaleństwa dobiegły już końca i zaczynam się rozglądać z nadzieją, że pewnego dnia nadrobię zaległości.
W Chicago było fajnie w dziwny, bezsenny sposób. Wsiadłem do porannego samolotu, rozespany, zostawiłem w nim torbę z ubraniami (moja asystentka i Maure Luke to naprawiły), miałem zamiar poświęcić kilka godzin w hotelu na pracę nad przemówieniem. Ale kiedy dotarłem do pokoju hotelowego okazało się, że jest on już zajęty, a potem poranek robił się już tylko dziwniejszy, co oznacza, że moje podziękowania były bardziej improwizowane, niż planowałem, ale ludziom się podobało.
Zostało Postanowione, że nie będę potem podpisywał książek, i kiedy się o tym dowiedziałem byłem trochę zawiedziony. Ale wkrótce się zdrzemnąłem, przespałem dyskusję z udziałem Chipa Kidda i Ivana Brunettiego oraz następną, z Chrisem Ware’
Śniadanie z Chipem Kiddem, który rzucił okiem na pierwszy egzemplarz “Who Killed Amanda Palmer” i powiedział na jego temat miłe rzeczy, a potem na lotnisko I w droge do Toronto.
Poszedłem coś zjeść z Markiem Askwithem, którego znam od 22 lat. Poznaliśmy się w Gotham City – dosłownie, na planie pierwszego filmu Tima Burtona o Batmanie – i chciałbym powiedzieć, że się nie zmieniliśmy, ale obaj jesteśmy łagodniejsi, bardziej zadowoleni i mniej wybuchowi, niż wtedy. Obaj byliśmy dziennikarzami/wyjaśniaczami/łącznikami, którzy kochają komiksy i chcą je tworzyć. I choć on napisał parę komiksów, to poszedł w inną stronę, w kierunku produkcji telewizyjnej, ja poszedłem w drugą.
Następnego ranka byłem w telewizji CBC na nagraniu programu „The Hour”. W samochodzie, w drodze do studia powiedziano mi, że dzień wcześniej postanowiono nie robić ze mną wywiadu, tylko dać mi do przeczytania listę Pięciu Nędznych Superbohaterów. Przejrzałem ją. Nie była śmieszna. Na miejscu zapytałem o to producenta i skończyło się na tym, że napisałem ja od nowa, w pośpiechu, żeby nie była aż tak nieśmieszna, ale nie jestem pewien, czy ostatecznie stała się śmieszna. Następnie z głębokiej piwnicy wyruszyłem do studia radiowego, gdzie Sook-Yin Lee przeprowadziła ze mną wywiad dla “Definitely Not The Opera” [“Zdecydowanie nie opera”] na temat ojców i synów i wyszło, że był to jeden z najszczerszych i najbardziej osobistych wywiadów, jakich kiedykolwiek udzieliłem.
Wadą częstego udzielania wywiadów jest to, że ludzie wciąż pytają o to samo, a ty wciąż powtarzasz te same odpowiedzi. Sook-Yin chciała wiedzieć rzeczy, o które nikt dotąd nie pytał i cieszyłem się, że mogę o nich mówić. Będzie wyemitowany 20 czerwca.
Impreza Luminato była naprawdę świetna. Przedstawiał mnie Mark Askwith (szybkie wyszukiwanie pokazało jedną relację z imprezy - tutaj, tu inna, w której jest więcej zdjęć oraz blog Marka Askwitha, gdzie jest jego wprowadzenie.)
Ale moje ulubione wydarzenie miało miejsce kolejnego ranka: poszedłem do Nelson Mandela Park school. Czytałem dla dzieciaków ze szkoły i odpowiadałem na ich pytania, potem oprowadzono mnie po szkole i na koniec zabrano do Sali, gdzie trzynastu małych aktorów odegrało sceny z pierwszego rozdziału „Księgi cmentarnej”. To było cudowne.
Z innych wieści: dziś w Nowym Jorku i Los Angeles odbędzie się premiera filmu Duncana Jonesa pt. „Moon”. W lutym widziałem pokaz przedpremierowy i strasznie mi się podobał. Naprawdę dobry film SF z takich, których dzisiaj już się nie robi.
Od około roku namawiam Mitcha Benna, żeby założył jakieś internetowe miejsce, gdzie można by kupić jego piosenki i wreszcie to zrobił, są na http://www.corporationrecords.com/store/index/104. Proszę, kupujcie jego muzykę, żeby nie miał poczucia, że to była strata czasu.
„Księga cmentarna” – i ten blog! – zostały nominowane do nagród British Fantasy Society: http://www.locusmag.com/News/2009/06/british-fantasy-award-finalists.html
Tu jest artykuł z “The New York Times” na temat musicalu “Koralina” I tego, jak wykorzystane są tam różne rodzaje pianina. http://www.nytimes.com/2009/06/07/theater/07Blan.html
To przysłał Mike Berry:
Neil – gratulacje z okazji musicalu “Koralina”. Pomyślałem, że może Cię zainteresować to nagranie, gdzie Schuyler Rummel-Hudson opowiada historię Koraliny. Schuyler ma wadę mózgu, która znacznie utrudnia jej mówienie, co jej ojciec, Robert, opisuje w znakomitej książce "Schuyler's Monster" [„Potwór Schuyler”]. Mimo to, ma niezwykłą zdolność opowiadania.
Oto link:
http://www.schuylersmonsterblog.com/2009/06/storyteller.html
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Wieści! Tym razem prawdziwe wieści, serio!
Neil napisał w piątek 17 kwietnia 2009 o 13:28
Jest WIOSNA! To znaczy ciepło, pączki na drzewach, kwitną krokusy, a ptaki prawdopodobnie śpiewają, choć nie słychać ich ponad wyciem i marudnym szczekaniem dużego, białego psa, który właśnie przeszedł Wiosenną Kąpiel, schnie teraz w kojcu w ogrodzie i pragnie powiadomić o całym zajściu odpowiednie władze. To zdecydowanie wiosna.W poniedziałek 27. wystąpię w Washington College w Chestertown z okazji festiwalu PEN World Voices. I najwyraźniej było w związku z tą imprezą trochę zamieszania, bo nagle okazało się, że MIEJSCA WYPRZEDANE, co zdziwiło i rozzłościło tych, którzy zamierzali się wybrać, a przeczytali w sieci, że wstęp jest wolny i mnóstwo ludzi zaczęło mi się skarżyć, więc zapytałem fantastyczną Caro Llewellyn, czy da się coś w tej sprawie zrobić, bo wyglądało na to, że ilość niezadowolonych przewyższy ilość zadowolonych.
I wszystko się zmieniło: spotkanie odbędzie się w sali na 1000 osób. Ci, którzy już maja bilety będą siedzieć w pierwszych rzędach. I będą sprzedawane nowe bilety.
To link do strony z wyprzedaną imprezą, ale zanim to przeczytacie może już zostać naprawiony: http://www.pen.org/viewmedia.php/prmMID/3190/prmID/1831
Josh, który zarządza imprezą napisał w e-mailu:
Impreza odbędzie się w Cain Gymnasium, Washington College,
Chestertown, MD.
Ten sam czas i miejsce. Wcześniejsze rezerwacje nie są konieczne.
Mam nadzieję, że to wszystkich zadowoli.
Przyjdźcie, proszę, bo jeżeli będę przemawiał do pustej sali będzie mi głupio, że poprosiłem o większą.
O, właśnie o tym napisali. Szczegóły na: http://bitlit.typepad.com/bitlit/2009/04/attention-changes-to-417-night-with-neil-gaiman-event.html
W czwartek 30 kwietnia o 18:30 w Nowym Jorku odbędzie się darmowa impreza pod nazwą "Leaps and Bounds, Fits and Starts: The Evolution of a Children’s Book Writer" [Kroki i granice, napady i początki -rozwój pisarza literatury dziecięcej]. W dyskusji panelowej udział wezmą Mariken Jongman, Shaun Tan i ja, moderatorem będzie Andrea Davis Pinkney. Miejsce to Scholastic Auditorium, 557 Broadway. A w sobotę 2. maja w Great Hall at Cooper Union na 7 East 7th Street odbędzie się biletowana (wstęp $10) impreza pt. "Koralina, Sandman: książki i wyobraźnia: rozmowa z Neilem Gaimanem" (a bilety na wszystkie trzy imprezy tego dnia są niedrogie - pozostałe dwie to dyskusja z udziałem Shauna Tana, Emmanuela Guiberta, Davida Polonsky'ego z Jonathanem Amesem oraz Adriana Tomine'a z Yoshihiro Tatsumi.)
...
Druga najważniejsza wiadomość jest taka:
"Księga cmentarna" zdobyła nagrodę 2009 Indies Choice Award w kategorii książka dla młodzieży. Ta nagroda nazywała się kiedyś BookSense Award i przyznają ją członkowie stowarzyszenia księgarzy amerykańskich.
Niesamowicie się ucieszyłem, zwłaszcza kiedy zdałem sobie sprawę, że będę w tym czasie z Nowym Jorku przy okazji premiery musicalu "Koralina", więc po prostu pojadę tam kilka dni wcześniej.
http://news.bookweb.org/6759.html
Kiedy ostatnio byłem nominowany, nie mieli w zwyczaju powiadamiać zwycięzców z wyprzedzeniem, więc Michael Chabon i ja przegraliśmy z Cornelia Funke i cała trójka była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Tym bardziej, że dostaliśmy wielkie torby gadżetów od firmy Levenger (możecie przeczytać o tym tutaj, ale zignorujcie wszystko w pierwszym akapicie.)
...
Dobrze. Teraz muszę przeczytać ponownie i wysłać przemowę z okazji Newberry, a potem wracam do pisania Metamorpho dla Mike'a Allreda i "Wednesday Comics". Pierwsza strona wygląda tak:
sobota, 22 marca 2008
ach być w Anglii itp itd
W Wielkiej Brytanii na Eastercon. Dobrze być w domu ( i zadziwiające jak bardzo w domu czuję się tu po 16 latach spędzonych daleko stąd.)
Zauważyłem, że "Stragers in Paradise" ["Obcy w raju"] Terry'ego Moore'a wygrał nagrodę GLAAD za Najlepszy Komiks - gratulacje. Gdzieś mam przepiękną nagrodę GLAAD, którą zdobył "Sandman" w tej samej kategorii jakieś dziesięć lat temu. A potem przeczytałem to, co małym drukiem umieszczono w informacjach dla prasy i zdałem sobie sprawę, że "Gwiezdny pył" zdobył nagrodę za Wybitny Film (w szerokiej dystrubucji). Cieszyłem się bardzo z sukcesu Matthew Vaughna i Jane Goldman (i Roberta De Niro), ale szkoda, że w ogóle o tym nie wiedziałem. Zadzwoniłem do Matthew i Jane i powiedziałem im o tym. Ciekawy jestem kto odebrał nagrodę, ktoś z wytwórni Paramount? W informacjach dla prasy napisali, że ceremonia będzie transmitowana w Bravo, więc nastawię telewizor i zobaczę.
Eastercon odbywa się w hotelu niedaleko Heathrow, ale ponieważ leciałem do Wielkiej Brytanii liniami Silverjet (leciałem nimi już drugi raz i jestem pod wrażeniem. Bilety są dużo tańsze, niż normalna klasa biznesowa, eszystkie miejsca mają standard klasy biznesowej i nie trzeba pojawiać się na lotnisku na kilka godzin przed lotem za granicę, bo mają na lotniskach swoje własne okienka do odprawy. Polecam ich tutaj z lekkim wahaniem, bo na razie jeszcze łatwo o wolne miejsca czy przesunięcie lotu.) to wylądowałem na Luton, skąd odebrała mnie taksówka z konwentu, co było bardzo miłą niespodzianką (szczególnie kiedy zobaczyłem te korki przed Heathrow).
Wykąpałem się i trochę przespałem.
Powiedziano mi, że na konwent przybyło całkiem sporo ludzi, ale nadal są bilety wstępu, także jednodniowe.
Będę podpisywał w sobotę o 16, a moja mowa/czytanie Gościa Honorowego będzie w niedzielę o 14. Zapewniono mnie, że będzie jeszcze jedno podpisywanie "on scooters" w niedzelny wieczór, o 20:15
Jak to zazwyczaj bywa na konwentach - jeżeli zobaczycie mnie i będzie się wydawało, że akurat nie jestem niczym zajęty, a macie coś do podpisania to jeżeli podkradniecie się i wymamroczecie "to dla Normana" (jeżeli akurat macie na imię Norman) prawdopodobnie to coś podpiszę.
Dobrze. Czas wyruszyć w świat żeby spotkać starych znajomych i poznać nowych.
Zauważyłem, że na każdym zdjęciu wyglądasz równie luzacko-pisarsko. Bardzo chciałbym wiedzieć ja to się robi. W czasie robienia rodzinnych zdjęciach, każdy kto je robi patrzy na wyświetlacz, marszczy brwi i mówi "może to zróbmy jeszcze raz". Mówię, że mi przykro, a oni odpowiadają "Nie szkodzieżesz nic na to poradzić." i robią jeszcze cztery czy pięć, a potem się poddają i przesyłają mi takie na którym mam najbardziej otwarte oczy i najbardziej zamknięte usta.
Czy jest na to jakiś sposób?
Owszem. Nie dajesz umieścić w gazecie lub na tylnej okładce książki swoich zdjęć z zamkniętymi oczami, głupkowatym uśmiechem, takich na których wyglądasz, jakbyś właśnie coś upuścił, albo się ślinił. Wtedy ludzie myślą, że zawsze tak dobrze wyglądasz.
Hej Neil,
uwielbiam twoje książki w wersji audio. Słuchanie jak Ty czytasz to tak jakby Tata czytał mi na dobranoc. Czy będziesz czytał także "Księgę cmentarną" a jeśli tak, to kiedy będzie można ją dostać?
ż nie mogę się doczekać...
Dzięki,
Claire
Będę nagrywał ją w przeciągu najbliższego miesiąca i powinna wyjść we wrześniu, równicześnie z książką.
Planuję też zebrać wszystkie czytane na żywo rozdziały "Księgi cmentarnej" i może udostępnić je do ściągnięcia albo przejrzenia na http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff
Pewnie zdążyło zapytać Cię o to już z tysiąc osób, ale jak smakuje kawa częściowo przetrawiona przez łaskuna muzanga? Jakoś nigdy nie zdecydowałem się wyłuskać dodatkowych pieniędzy, żeby przekonać się osobiście. Warto?
Była to po prostu wspaniała, całkiem łagodna, zupełnie nie gorzka kawa dająca niesamowitego kofeinowego kopa. Ale jestem raczej amatorem herbaty, niż kawy. I chociaż pewnie mógłbym opisać różne herbaty słowami, które coś powiedzą innym wielbicielom herbaty to jeśli chodzi o kawę mogę powiedzieć tylko, że była bardzo dobra, nie gorzka, nie kwaśna filiżanka kawy, a ktoś inny musiałby opisać nuty cynamonu, wanilii i czerwonego wina ukryte w smaku kawy od łaskuna, bo ja się tego nie podejmę.
piątek, 21 marca 2008
Różne rzeczy na które można kliknąć
Neil napisał w środę 19 marca 2008 o 10:31
W kwestii wszystkiego, co związane z Terrym Pratchettem - w Phoenix w stanie Arizona odbędzie się North American Discworld convention podczas Labor Day Weekend 2009 (4-7 września, może 3 również). Szczegóły na http://www.nadwcon.org/.(Terry zaznacza też, że choć Matchitforpratchett to akcja nieoficjana, ten link jest jak najbardziej oficjalny: https://www.committedgiving.uk.net/art/public/donor.aspx?id=cc)
Pierwsza recenzja "The Dangerous Alphabet" ["Niebezpiecznego Alfabetu"], dziwacznej książki o alfabecie, którą napisałem z Grisem Grimlym na http://editoon.com/sandbox/?p=849.
Możecie zobaczyć jak Matthew Vaughn i Jane Goldman odbierają statuetkę za "Gwiezdny pył" na rozdaniu nagród Empire. (Wygrał w kategorii Najlepszy Film SF/Fantasy film, pokonując kilku znaczących konkurentów. Na tyle znaczących, że ani Jane ani Matthew nie zastanowili się nawet przez moment nad mową z podziękowaniami.)
Przez najbliższe 6 dni będzie można posłuchać opowiadania "Pani Mabb" Susanny Clarke przez stronę http://www.bbc.co.uk/radio4/arts/afternoon_play.shtml kliknijcie na "wtorek".
Naprawdę podobał mi się artykuł w "New Yorkerze" na temat Jamy'ego Iana Swissa i magii. (Jamy był moim doradcą od sztuczek z monetami w "Amerykańskich bogach" - patrz http://journal.neilgaiman.com/2008/03/american-gods-blog-post-10.html). Chyba nie ma tego online, ale możecie posłuchać jak Adam Gopnik opowiada o tym na http://www.newyorker.com/online/2008/03/17/080317on_audio_gopnik
--znów, żeby pozamykać wszystkie sprawy zanim rano wyruszę do Wielkiej Brytanii na Eastercon (http://www.orbital2008.org/). Mam nadzieję, że się tam zobaczymy...
...
Przepraszam wszystkich z okolic Portland, którzy pisali pytając, czy będę podpisywał książki, a jeśli nie, to czy mógłbym podpisać coś tylko dla nich. Nie. Może następnym razem (bo tym razme spędziłem kilka godzin podpisując się setkom modelarzy, animatorów, kostiumologów, cieśli i innych cudotwórców ze studia Laika. Głównie ich książki i plakaty "Koraliny", ale też kilka dziwnych rzeczy, w tym nagą Pannę Forcible).
poniedziałek, 26 listopada 2007
Podróże Gallivanta
Neil napisał w niedzielę 25 listopada 2007
Było fajnie
(Podam tu trochę ukróconą wersję, ponieważ znajduję się w barku w Naricie i nie pozostało mi wiele czasu do wejścia na pokład samolotu...)
Przywieziono mnie na Ad Congress -- wygłosiłem mowę o wyobraźni i dlaczego uważam ją za rzecz pozytywną, a potem, w sobotni poranek, przeczytałem pełen rozdział pierwszy z Księgi Cmentarnej, udzieliłem wywiadu i rozdawałem autografy około 200 osobom (miało być tylko dla pierwszych 100 w kolejce -- kilkoro z których ustawiło się w kolejce już o północy -- ale podpisywałem jeszcze dodatkowo przez 45 min). Potem do Manili -- po drodze czytałem finalistów nagród Philippine Graphic/Fiction Awards i jestem pod wrażeniem jakości tych prozatorskich historii. Fully Booked organizuje ten konkurs, zatem w sobotni poranek znalazłem się w Fully Booked gdzie leżały przede mną paczki egzemplarzy Expeditions gotowe do podpisania. Były to dwie kolekcje wygranych i nominowanych do pierwszej Nagrody w zeszłym roku. Potem było dużo wywiadów i ogromna konferencja prasowa. A potem wieczorem miałem okazję przeżyć coś dziwnego - zostałem asystentem magika (miejscowego iluzjonisty Erica Mana) i wręczałem nagrody przed wielkim tłumem (i pomimo deszczu) i zapowiadałem co dodamy do rozdania nagród w przyszłym roku (kategoria "filmy krótkometrażowe") a w pewnym momencie wciągnąłem Mike'a na scenę (kiedy rzucono pytanie o tym, że piszę dla dzieci i mam dzieci) i tak jakby obiecałem, że przyjadę na trzecią edycję nagród i że będę podpisywał książki, jeżeli przyjadę...
(bardzo podobała mi się cała wycieczka i była o wiele fajniejsza dzięki temu, że pojechałem z synem.)
Potem kolacja z laureatami i sędziami z tego roku i zeszłego.
Spowrotem do hotelu, potem pobudka o 5 rano, żeby wyjechać z Manili. A teraz jestem tutaj.
Częstotliwość wrzucania postów może się zmniejszyć od dziś do świąt. Mam do dokończenia książkę i skończyłem już z włóczeniem się po świecie, mam nadzieję...
czwartek, 10 maja 2007
Wyrównane rywalizacje i negocjacje
Nieważne. To tylko szybki, radosny post, żeby poinformować, że “Rzeczy ulotne” zostały właśnie nominowane do Nagrody Edge Hill w kategorii opowiadania.Według strony(http://www.edgehill.ac.uk/Faculties/HMSAS/English/CreativeWriting/NWShortStory.htm), Nagroda Edge Hill jest ekscytującą nową nagrodą za osiągnięcia w dziedzinie opowiadań.
Będzie corocznie przyznawana przez uniwersytet Edge Hill pisarzowi brytyjskiemu lub irlandzkiemu, który, w opinii sędziów, będzie autorem najlepszego zbioru opowiadań opublikowanego w minionym roku.
W roku inauguracyjnym zwycięzca otrzyma czek o wysokości £5000 podczas uroczystości rozdania nagród , która będzie miała miejsce 20 lipca 2007r. w Royal Exchange Theatre w Manchesterze.
Z przyjemnością ogłaszamy tegoroczną listę nominowanych:
* Neil Gaiman, “Rzeczy ulotne” (Headline Review)
* Jackie Kay, Wish I Was Here (Picador)
* Nicholas Royle, Mortality (Serpent's Tail)
* Colm Tòibìn, Mothers and Sons (Picador)
* Tamar Yellin, Kafka in Bronteland (Toby Press)
Wszyscy autorzy umieszczeni na liście zostali zaproszeni na czytanie w trakcie 2007 Short Story Conference na uniwersytecie Edge Hill 21 lipca.
To naprawdę zróżnicowana grupka nominowanych, więc jestem zachwycony, że “Rzeczy ulotne” dostały się na listę. Myślę, że w większości przypadków ludzie myślą, że przesadzam, kiedy mówię im, że dla mnie cała radość leży w byciu nominowanym do nagród, nie w ich wygrywaniu, ale ogólnie rzecz biorąc to prawda. (Zdarzały się wyjątki. Niesamowicie ucieszyłem się wygrywając Hugo za “Amerykańskich bogów”, ponieważ było to tak niespodziewane, a także zdobywając World Fantasy Award za Sandmana 19, gdyż było to wyrazem uznania dla tego
środka przekazu). To zapewne dlatego, że bywałem w jury i widziałem, co się dzieje (niezwykle często wygrywa pozycja, która jest u wszystkich na drugim miejscu, ponieważ wszyscy są skłonni się na to zgodzić), oraz ze względu na tak mały odstęp między wygraną a przegraną. Lubię być nominowany- sprawia to, że czuję, że osiągnąłem kwalifikujący do nagrody poziom, a to sprawia przyjemność. Oprócz tego, to wyrównana rywalizacja, a wynik takiej rywalizjacji nie ma znaczenia. Zdaję sobie sprawę , że niewielu ludzi ma takie podejście do nagród oraz wiem, że łatwo mi mówić, bo do tej pory otrzymałem nawet większą ich liczbę niż mi się należy, więc mówienie o nieprzejmowaniu się wygranymi może brzmieć po prostu nieszczerze. Ale tak właśnie się czuję.
A to jest dobra nagroda: niewiele uwagi przywiązuje się do opowiadań. Postrzegane są jako trywialne lub nie tak dobre jak powieści. Niosą ze sobą ten powiew nierealności, który sprawia, że osoby, które piszą wyłącznie opowiadania, są zawsze pytane, kiedy zaczną pisać prawdziwą książkę. Jeszcze nigdy nie widziałem innej nagrody przyznawanej autorowi zbioru opowiadań, bez względu na gatunek.
Chciałbym być w Wielkiej Brytanii na ogłoszeniu wyników oraz wziąć udział w czytaniu, ale w środę po uroczystości będę zajmował się różnościami związanymi z “Gwiezdnym pyłem” przygotowując się do Comic-Con w San Diego, co oznacza, że tego tygodnia będę nie w tym kraju.
Okay. Fachowiec od internetu oddzwonił (powiedział, żebym dla odmiany zadzwonił na inną linię pomocy technicznej). Teraz mogę przebiec się z psem.

