Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arthur na PBS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arthur na PBS. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Neil Gaiman? Co pan robi w moim falafelu?"


Na zewnątrz pada - niezbyt mocno, ale nieprzerwanie - a wiatr na zmianę dmie i wyje. Rzeczy, których wiatr nie powinien zdmuchiwać są zdmuchiwane i mam o wiele mniejszą, niż powinienem, ochotę wyprowadzić psy na spacer.

Cabal z każdym dniem chodzi coraz pewniej. Lola (która już nie wygląda jak na zdjęciach w http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/06/jeszcze-zyje.html) ma pięć miesięcy, jest równie albo prawie równie duża, co Cabal i pędzi przez leśne poszycie jak lżejszy od powietrza pies z napędem rakietowym. Cabal nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwy.

Nie pisałem jeszcze o Loli, prawda? Powinienem i zrobię to, ale nie dzisiaj. Ale jeżeli się zastanawialiście... wzięliśmy ją z Petfinder.com, żeby Cabal miał towarzystwo (było tu o wiele weselej, kiedy odwiedzała nas Pearl). Lola dorasta, jest niesamowicie mądra, a na zdjęciach łątwo ją rozpoznać po czarnym nosie, bo nos Cabala jest różowy.

Chwileczkę. Niech znajdę zdjęcie z tego dnia, kiedy pojechaliśmy z Amandą do Wisconsin Dells, żeby ją zabrać...


Hm. Wydaje się już niemożliwe, żeby Lola kiedykolwiek była tak mała. Albo że było tak ciepło i że na drzewach był liście.

(Dla wszystkich, którzy myślą sobie "jakie one piękne, też chciałbym mieć białego owczarka niemieckiego": w tej chwili na stronie Petfinder.com domu szukają 193 białe owczarki niemieckie. Nie bierzcie białego owczarka niemieckiego (ani owczarka w żadnym innym kolorze), jeśli nie macie dla niego dużo miejsca w domu, przestrzeni do biegania i nie jesteście zdecydowani, żeby zakładać płaszcz, buty i wychodzić na spacer w deszcz i słotę... ech...)
...

W tym tygodniu mój odcinek Arthura będzie do obejrzenia na stronie PBS. Można go obejrzeć tylko z USA albo posiadając amerykański adres IP i nie wiem jak długo odcinek będzie dostępny. Ale teraz możecie zobaczyć mnie i Falafel na:

http://to.pbs.org/8Y8A4P

A Steve Fritz rozmawia o tym ze mną i PBS na http://www.associatedcontent.com/article/5925092/an_animated_conversation_with_neil.html?cat=2
...

Poniższy e-mail przyszedł w maju.

Normalnie wzdragam się na myśl o wszystkim, co związane z gałkami ocznymi, ale kiedy kliknąłem na te linki i obejrzałem zdjęcia, nawet ja uznałem, że są piękne. Dlatego zapytałem Alexxa, czy mogę umieścić je na blogu, a on się zgodził. I mniej więcej wtedy zrobiłem sobie przerwę w blogowaniu.

Dziś Alexx do mnie napisał, żeby się przypomnieć (dzięki, Alexx...) i z przyjemnością je tu zamieszczam.

Wiem, że sporo osób robi sobie tatuaże inspirowane twoją twórczością. A słyszałeś o kimś, kto sprawił sobie takie oczy? Moja żona Kestrell, która jest niewidoma i której przeczytałem całego Sandmana jeszcze na początku naszej znajomości, wreszcie przekonała swojego lekarza, żeby wykonał dla niej oczy Maligny.
Udokumentowałem cały ten proces, ze zdjęciami, na swojej stronie LiveJournal. Niektóre zdjęcia mogą nie nadawać się dla osób o słabszych nerwach, ale uważam że są bardzo pouczające.
Nareszcie, oczy Maligny!

http://alexx-kay.livejournal.com/287659.html
http://alexx-kay.livejournal.com/287849.html
http://alexx-kay.livejournal.com/288231.html
http://alexx-kay.livejournal.com/288472.html
http://alexx-kay.livejournal.com/289581.html


...

Byłem zachwycony widząc, że Stephen King natychmiast podchwycił pomysł All Hallow's Read na swojej stronie http://www.stephenking.com/news.html (dzięki, Steve) i że napisał o tym Washington Post blog (szukajcie #booksthatfreakedmeout na Twitterze).

Skończyłem czytanie Mary Ann in Autumn [Mary Ann jesienią] (tu strona Harpers z mnóstwem dodatkowych materiałów). Jest równie błyskotliwa, ludzka i na czasie, co inne książki z cyklu Tales of the City i znajdziemy tam rozwiązanie akcji zawiązanej w pierwszej z książek Armisteada Maupina. (Zajrzałem do swojego egzemplarza książki "Pewny ciebie", żeby sprawdzić, czy miałem rację i rzeczywiście to zrobił to, co sądziłem.)

Książka pojawi się w sprzedaży w przyszłym tygodniu, ale sześć pierwszych rozdziałów można znaleźć na stronie http://www.harpercollins.com/browseinside/index.aspx?isbn13=9780061470882.

Nienoszenie swojej koszulki i wibrujące kaczuszki

Neil napisał w poniedziałek 25 października 2010 o 14:44

Pomimo (możliwe, że właśnie dlatego,) że przez większość roku mieszkam poza Wielką Brytanią jestem niezwykle dumny z BBC.

Muszą oni stawiać czoła poważnym cięciom budżetowym (na tyle poważnym, że pozostaje mi mieć nadzieję, iż Doctor Who nie będzie polegał na dwóch postaciach, które w małym mieszkanku w Cardiff będą grały w pchełki, by zadecydować o losach wszechświata).

Mitch Benn też jest z nich dumny. Obejrzyjcie klip i zobaczcie dlaczego i jak bardzo...



Tutaj jest opowieść o tym, jak powstał ten klip. Mitch przysłał mi koszulkę Dumny z BBC, którą miałbym teraz na sobie, gdyby właśnie nie była w praniu.

Zamiast pokazywać się w niej, zapraszam na http://mitchbenn.com/proudofthebbc/, gdzie możecie zakupić własną koszulkę. Możecie nosić ją gdziekolwiek na świecie, aby zaznaczyć, jak dumni z BBC jesteście albo żeby po prostu pokazać, że szałowo wyglądacie w czarnej koszulce.

...
Mój odcinek Arthura pokazano dziś w USA. (Nie we wszystkich częściach kraju już go wyemitowano, trzeba sprawdzić lokalny program. Odcinek jest zatytułowany Falafelosophy.) PBS twierdzi, że mają w planach umieszczenie go w sieci już wkrótce - kiedy tylko to zrobią, zamieszczę link.

A tu jest wywiad przeprowadzony przez Ace Hotel w Nowym Jorku podczas mojego pobytu u nich. W wywiadzie występują wibrujące kaczki i Wielki Gejowski Samochód z Lodami. Jest tam też zdjęcie mnie grającego na ukulele.

[tłumaczenie wywiadu już wkrótce - przyp. noita]

...

Zachwyciło mnie to:
Nie mam pojęcia, czy w ten sposób należy komentować wpisy na blogu. Jeśli nie, po prostu udawaj, że wcale tego nie przysłałam. :-)

Komentarz do ostatniego wpisu na blogu:

"Właściwie istnieje zbyt mało tradycji dawania sobie książek."

Kiedy
ja i mój mąż zamieszkaliśmy razem, połączyliśmy nasze zbiory książkowe. Ale powstał problem w postaci książek, które lubiliśmy oboje, a teraz mieliśmy w dwóch egzemplarzach. Na początku nic z tym nie zrobiliśmy. Bo co, jeżeli uznamy, że wcale do siebie nie pasujemy - gdy się z kimś rozstajesz, zabierasz swoje książki, prawda? Ale po jakimś czasie postanowiliśmy pozbyć się zdublowanych tytułów na znak, że zawsze będziemy razem i już nigdy nie będziemy potrzebować dwóch egzemplarzy Nigdziebądź.

Wymyśliliśmy więc, że każdemu z gości na naszym ślubie wręczymy książkę (lub płytę) spośród tych powtarzających się, żeby oni też uczestniczyli w podjętej przez nas decyzji. Co więcej, była to dobra książka, skoro oboje ją lubiliśmy (No może z wyjątkiem Miecza Shannary, którego obydwa egzemplarze z chęcią byśmy oddali, gdybyśmy tylko znaleźli jakichkolwiek chętnych. :-) i będzie pamiątką ze ślubu.

I od tamtego czasu szczęśliwie jesteśmy razem (już dziewięć lat), nie czuję potrzeby odzyskania żadnej z rozdanych książek i pomysł wciąż podoba mi się jako symboliczny gest. Dla nas znaczył o wiele więcej, niż tradycyjne ceremonie.

Pozdrowienia (i dzięki za wszystkie wspaniałe książki!)
Monika


i to:

Drogi Panie Gaiman,

Po przeczytaniu wpisu o nowych tradycjach dawania książek chciałam tylko wspomnieć (jak zapewne również wiele innych osób, ale tak na wszelki wypadek napisałam), że w Norwegii istnieje tradycja dawania/czytania opowiadań detektywistycznych lub kryminałów na Wielkanoc, nazywa się to
påskekrimm czyli dosłownie "Wielkanocna zbrodnia".
Najlepszego,

Solveig Felton -- Szwedka, nie Norweżka, w razie gdyby był Pan ciekaw i doczytał tak daleko.

P.S. Dziękuję, że Pan pisze! Choć nie podoba mi się wszystko, co Pan piszę (przykro mi!), większość podoba mi się na tyle, że zawsze z chęcią sięgam po Pana nową książkę, a niektóre rzeczy podobają mi się tak bardzo, że tylko szukam pretekstu, aby wręczyć je przyjaciołom.


Pomysł All Hallow's Read uzyskał wspaniały odzew od blogujących. Monica Edinger opisuje akcję w Huffington Post:

http://www.huffingtonpost.com/monica-edinger/my-response-to-neil-gaima_b_772941.html

...a Bloggess (Blogini) nie tylko o niej pisze, ale załącza też zdjęcie w wannie w stylu Lśnienia: http://thebloggess.com/?p=8787

A Joe Hill, który napisał jedną z najbardziej przerażających książek ostatnich czasów, Pudełko W Kształcie Serca, popiera tę tradycję i poleca kilka książek na http://joehillfiction.com/?p=1678

(Mnóstwo wspaniałych propozycji strasznych książek również na http://www.facebook.com/neilgaiman.)

Gwoli uściślenia: nie proponuję rozdawania książek czy komiksów zamiast czekoladowych batoników i najeżonych żyletkami jabłek (w krajach, gdzie rozdaje się słodycze na halloween). (Choć niektórzy postanowili tak zrobić - kilka osób napisało, że zajrzeli do sklepów z używanymi rzeczami i wynieśli z nich pudła książek R.L. Stine'a, które zamierzają rozdać dzieciakom.)

Proponuję nieco inny zwyczaj.

Podarowania komuś strasznej książki w to halloween.

Nie chodzi o to, żeby każdemu, kogo znacie dać straszną książkę. Wybierzcie jedną albo kilka osób, na których wam zależy. Dajcie im w tym tygodniu książkę, która sprawi, że włosy zbieleją im z przerażenia.

środa, 27 października 2010

Dziewięć zdjęć z życia (i jeden rysunek)

Neil napisał we wtorek 19 października 2010 o 22:03

Nie napiszę dużo o Campfire - ani o tym, co się działo, ani o tym, kto się tam pojawił, bo to było bardzo tajemnicze spotkanie.


Na początku byłem podejrzliwy. Na przełomie lat 60. i 70. naoglądałem się fantastyczno-naukowych programów telewizyjnych, gdzie zabierano grupę kreatywnych ludzi prywatnym samolotem w bliżej nieokreślone miejsce zazwyczaj po to, by poddać ich praniu mózgu albo zastąpić replikantami o złowieszczych i tragicznych w skutkach zamiarach.

Prywatny samolot. Jest. Tajemnicze miejsce. Jest.

Niedobrze.

Znaczną część podróży i pierwszy dzień na Campfire spędziłem w przekonaniu, że wszystko jest za dobre, żeby mogło być prawdziwe i że kiedy wrócę do swojego pokoju, w garderobie będzie na mnie czekał sobowtór ze srebrzystym pistoletem w dłoni...

Wszystko na to wskazywało. 'Aha!', pomyślałem, kiedy podjechały autobusy oznaczone tabliczkami THE COMPOUND ("teren zamknięty"). Spodziewałem się drutu kolczastego, ogromnych psów obronnych i że nie będzie nam dane skontaktować się z rodziną, powiadomić ich o naszym losie i przestrzec przed robotami-sobowtórami, które wrócą zamiast nas.

"Teren zamknięty" okazał się być bardzo przyjemną okoliczną restauracją.

Pozwolili nam zabrać osobę towarzyszącą i (ponieważ Amanda nadal gra w "Kabarecie", a Maddy wyjechała na wycieczkę szkolną) zabrałem swoją agentkę - Merrilee Haifetz. Nie jako agentkę, ale jako przyjaciółkę od (już) 23 lat. Bawiła się równie dobrze, co ja.


Zdjęcie: Seth Godin

Wyjechałem z Campfire z nowymi zapasami energii, podekscytowany obcowaniem ze sztuką, niecierpliwie oczekujący powrotu do pracy i szczęśliwy, że znów zabiorę się za pisanie. Spotkałem kilku starych znajomych, nawiązałem kilka nowych znajomości, dowiedziałem się wielu rzeczy o bardzo wielu rzeczach i byłem szczęśliwy.


To właśnie dwójka moich nowych znajomych: Aubrey de Grey (po lewej) i dr Sarah Marr (która prowadzi blog na http://scidoll.com). Aubrey, którego broda może spokojnie rywalizować z zarostem młodego Alana Moore'a, jest niezwykłym mówcą. Głosi on, że starzenie się powinno być traktowane jak uleczalna choroba i większość godzinnego lotu z Nowego Jorku spędziłem na zadawaniu mu trudnych pytań i słuchaniu z radością odpowiedzi. Ich strona to http://sens.org/ i mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce napisać o Aubreyu i Sens.org nieco więcej. (A Sarah obiecała, że kiedy to zrobię, dostanę na tej stronie swój własny, specjalny link.)

A potem wróciłem do domu. (Wróciłem z podpisanym przez autora egzemplarzem Mary Ann in the Autumn Armisteada Maupina i powiedziałem mu jak wiele, moim zdaniem, Sandman zawdzięcza Tales of the City. [Opowieściom o mieście]. Teraz czytam "Mary Ann..." i strasznie mi się podoba.)

Podczas mojej nieobecności Maddy urosła jeszcze bardziej, zmieniła fryzurę i przeistoczyła się w pewną siebie młodą kobietę...


Tutaj Maddy z prawdziwym i oryginalnym tatą, który nie przeszedł prania mózgu i z pewnością nie jest sobowtórem-androidem przysłanym, aby siać zniszczenie:


Rekonwalescencja Cabala po operacjach wciąż trwa: nic już nie uciska mu kręgosłupa i znów może chodzić. Jeszcze nie może biegać, więc cały czas jest na smyczy, żeby przypadkiem nie popędził za jakimś interesującym zającem.

Wczoraj nad ranem nie mógł wstać i zaczął wyć z bólu. Nie słyszałem dotąd, żeby robił coś takiego. Wiem, że owczarki niemieckie mają niewiarygodnie wysoki próg bólu, więc musiało boleć go bardziej, niż wszystko inne do tej pory. Było bardzo źle. Przytulałem go dopóki nie udało mu się wstać o własnych siłach, potem podałem mu lekarstwo, a potem się o niego martwiłem. Wciąż się martwię i będę martwił się nadal, dopóki nie zacznie chodzić i biegać bez kłopotów.

Tymczasem Lola urosła kilka centymetrów, sporo przybrała na wadze (jestem pewien, że to z powodu zjadania obu psich porcji), jest piękna, szybka i niewiarygodnie mądra.

Ale Cabal to nadal Mój Pies, a ona, cóż, nie jest moim psem w takim samym sensie. Ona jest dobrą przyjaciółką, on - członkiem rodziny.


...

Kilka rzeczy do przypomnienia na szybko: Jeśli wiecie, czym jest W00tstock, nie musicie zaglądać na stronę http://w00tstock.net/ w poszukiwaniu wyjaśnienia. Jeśli nie wiecie, powinniście zajrzeć na http://w00tstock.net/ i przeczytać, co jest tam napisane.

2 listopada będę zastępował Willa Wheatona na Austin Texas W00tstock. Na http://www.austintheatre.org/site/Calendar/250633393?view=Detail&id=24581 jest sporo informacji na temat imprezy i zamawiania biletów. O ile wiem, rozchodzą się one niezwykle szybko. Jeśli nie chcecie oglądać mnie, będą tam też inni ludzie - utalentowani i z poczuciem humoru. A jakby tego było mało, obawiam się, że Paul and Storm prawie na pewno zaśpiewają Captain's Wife's Lament [Lament żony kapitana].

Austin. Miasto w Teksasie. Trzy dni przed Dniem Guy'a Fawkesa. Którego pewnie wcale się w Teksasie nie obchodzi.
...


W którymś momencie opowiadam o naturze prywatności oraz prowadzeniu bloga i wspominam o Amandzie, która zastanawia się nad tym samym (i chyba ostatecznie nie zgadza ze mną) na http://blog.amandapalmer.net/post/1344925312/the-mutation-of-embarrassment-art-random-thoughts-of, w notce z gatunku tych, pod którymi znajdzie się mnóstwo interesujących komentarzy.

...

I zobaczyłem wreszcie "Falafelozofię", czyli odcinek Arthura z moim udziałem. Jestem tam chodzącym, mówiącym, pisarskim czarnym kotem, który nazywa się Neil Gaiman. W USA odcinek będzie emitowany 25 października, choć pokazano go już w Australii i (chyba) Kanadzie.

Jest zabawny i uroczy i mówi rzeczy, w które wierzę. Mam nadzieję, że każde dziecko, które go obejrzy postanowi napisać własną powieść graficzną.

piątek, 1 października 2010

rozmaitość rzeczy

Neil napisał w czwartek, 16 września 2010 o 7:01

Zobaczmy, czy to działa...

Ostatnio odzywałem się z Walii, gdzie byłem na czytanej próbie Doctora Who. A potem zniknąłem z powierzchni ziemi, żeby zbierać śliwki.

Nadal jestem poza światem. Kiedy tu trafiłem, byłem wyczerpany - sądzę, że nawet bardziej, niż mi się wydawało. Za dużo podróży, za dużo rzeczy, które nigdy się nie zatrzymują, za dużo posiłków w drodze. Czułem się stary, trzeszczący i zmęczony.

Pierwszy tydzień zabrało mi nadrabianie zaległości w spaniu, rozsądnym jedzeniu przyrządzonych własnoręcznie posiłków, głównie z warzyw, owoców i świeżo złowionych ryb (dzięki uprzejmości sąsiadów, którzy wdrapywali się na wzgórze, pukali w okno i zostawiali świeże makrele i inne ryby. Ja dawałem im torby śliwek). Dużo spacerowałem. Potem zdobyłem rower i zacząłem wypuszczać się na codzienne przejażdżki, na początku dwie mile dziennie, a potem, kiedy mi się spodobało, sześć i dziesięć. Małym Nexusem 1, który mam w telefonie robiłem zdjęcia mijanym po drodze rzeczom, a potem sklejałem je programem Hugin.


Interesująca skała.
Podczas pierwszej z dziesięciomilowych przejażdżek zdałem sobie sprawę, o czym będzie opowiadać następna historia prozą, którą chcę napisać. I że znam historię, a przynajmniej wystarczającą jej część, ale nie wiem kto ją opowiada, kto ją widzi, jak jest opowiadana. Może będzie musiała skakać w przód i w tył, a różne osoby będą opowiadać różne jej rozdziały, fragmenty w pamiętnikach i tak dalej. Kiedy pojawia się pomysł i wiesz, że jest wielki, ma podstawę i nikt nie opowiedział tego przed tobą - to niewiarygodnie dodaje otuchy. I wiesz, że jeśli tylko wszystkie elementy układanki trafią na swoje miejsce zanim zasiądziesz do pisania, fabuła rozwinie się sama. To ułożenie tych elementów stanowi trudność.

Może jeszcze minąć trochę czasu zanim będę gotów rozpocząć pisanie tej historii. Jest jeszcze sporo do przemyślenia. Ale to będzie chyba następna duża opowieść.

A gdzieś w międzyczasie schudłem jakieś 4 kilo, przestałem trzeszczeć, czuć się stary i wyczerpany podróżowaniem, zacząłem się uśmiechać i napisałem parę rzeczy, na które czekano. Nie napisałem więcej rzeczy, na które czekano, ale nie jest mi z tym źle: wszystko w końcu zostanie napisane.

W sobotę zakończyłem żywot pustelnika i ruszyłem w drogę. Pod koniec tygodnia będę w Walii, żeby zobaczyć pierwsze kilka dni kręcenia mojego odcinka i udzielę wywiadu dla
Doctor Who Confidential.

Wieści z domu:

1) Cabal przeszedł operację, która miała zlikwidować nacisk na jego kręgosłup, który powodował problemy z chodzeniem. Dochodzi do siebie. Wciąż się martwię. Rozmawiamy przez Skype'a. A przynajmniej ja mówię do niego, a on próbuje zrozumieć skąd dobiega mój głos. Lorraine spisała się wspaniale siedząc przy nim i pilnując wszystkiego, tak samo jak Hans Leśnik - jestem im bardzo wdzięczny. Teraz czekamy. Lorraine zamieszcza wszystkie wieści na swoim blogu http://blog.fabulouslorraine.com.

2) 25 października będę w odcinku Arthura na PBS. Gram pisarza nazwiskiem Neil Gaiman.



Jestem pisarzem, który jest kotem. Można być jednym i drugim jednocześnie.


3) Maddy Gaiman zdała egzamin na prawo jazdy. Wszystkie moje dzieci potrafią prowadzić samochód. Ulp.

4) Trwa aukcja na eBay'u za pośrednictwem http://www.twitchange.com/, zbierane są pieniądze na sierociniec na Haiti. W aukcji bierze udział mnóstwo osób, które o tobie napiszą/prześlą dalej/będą śledzić was na twitterze, jeśli ją wygracie. Lots of people taking part who will mention/retweet/follow you on Twitter if you win the auction. Obiecałem też, że do zwycięzcy aukcji "megapack" zadzwonię i przeczytam im wiersz lub opowiadanie. Jest to prosty i rozsądny sposób na pomoc w zebraniu funduszy na szczytny cel. Pełna lista osób oferujących swoje usługi (w tym Stephen Fry, Nathan Fillion i Rainn Wilson) jest na http://bit.ly/twitchanges....

I możecie licytować na mnie albo sprawdzić jak idzie aukcja na http://bit.ly/ebayneil

5) Matthew Cheney pisał o Sandmanie, co tydzień, rozdział po rozdziale. Tu są linki do pierwszych 8 odcinków - całość Preludiów i nokturnów: http://gestaltmash.com/2010/09/sandman-meditations-preludes-and-nocturnes-cheat-sheet/, a Dom lalki zaczyna się od http://gestaltmash.com/2010/09/sandman-meditations-tales-in-the-sand/

6) Na stronie TOR zamieścili moje opowiadanie "Smak goryczy", które pierwotnie ukazało się w zbiorze Nalo Hopkinsona Mojo: Conjure Stories, a następnie w Rzeczach ulotnych: http://www.tor.com/stories/2010/09/bitter-grounds.

Ilustracja to obraz Ricka Berry'ego zrobiony z obrazu, który on, ja i moja znajoma SuperKate pewnej nocy namalowaliśmy w jego studio (pisze o tym tutaj, zdjęcia robiłem ja).


7) Nie, to już wszystko. Tylko sześć rzeczy. Nie ma siódmej. To jak tęcza, gdzie zmienili purpurowy na indygo i fiolet tylko po to, żeby było ciekawiej.

sobota, 27 lutego 2010

Grając małego, wymyślonego siebie samego

Neil napisał we wtorek 2 lutego 2010 o 15:02 Ale mam zaległości.

Jestem w L.A., ciężko pracuję, chodzę na spotkania, prowadzę ustalenia, jak zwykle. Dziś rano obudził mnie telefon od agenta z informacją, że "Koralina" jest nominowana do Oscara. Byłoby miło, gdyby "Odlot" wygrał w kategorii najlepszy film, a "Koralina" zdobyła statuetkę za najlepszy film animowany, ale prawdę mówiąc, nie wierzę, żeby miało się tak stać.

Potem nagrywałem swoją część do programu PBS "Arthur". Gram samego siebie. A także miniaturową, wymyśloną wersję samego siebie. (Na zdjęciu powyżej widać, jak nagrywam swoją partię. Mam na sobie po prostu czarny podkoszulek, a wygląda, jakbym założył coś o wiele bardziej interesującego.)

Dziś czeka mnie jeszcze więcej spotkań, potem wywiad do filmu dokumentalnego o historii DC Comics.

Coś specjalnego: pracownicy Fantagraphics stworzyli sekretną stronę, żeby czytelnicy tego bloga mogli otrzymać zniżkę (i zapłacić 100$ zamiast 125$) na Wielki, Wspaniały, Trzytomowy, Kompletny Zbiór Rysunków z Playboya Gahana Wilsona, który właśnie wydają. Ponadto pierwsze 100 osób, które powołają się na tę stronę dostanie dodatkowo za darmo trójkolorową reprodukcję rysunku Gahana Wilsona, z autografem. Do jednej z książek napisałem wstęp i nic z tej promocji nie mam (w razie, gdybyście się zastanawiali), poza miłym uczuciem, że pomagam dostarczyć 50 lat znakomitych, przerażających, niepokojących i doskonałych dzieł Gahana Wilsona do serc i umysłów odbiorców na całym świecie.

sobota, 30 stycznia 2010

OPOWIEŚĆ O MAŁEJ KOTCE i sprawy do zamknięcia

Neil napisał w czwartek 21 stycznia 2010 o 21:36 Jakieś dwanaście lat temu jasne stało się, że jeśli Czegoś Nie Zrobimy, nasz dom po prostu runie.
Jego tylna część (zbudowana 30 lat później, niż sam 120-letni budynek) nie miała fundamentów i zaczęła opadać, a łączył ją z całą resztą wspólny dach. Żadne z proponowanych rozwiązań nie było tanie, więc zgrzytając zębami zgodziliśmy się na wyburzenie tyłu domu i dobudowanie w tym miejscu nowej, czteropiętrowej części. Dodaliśmy sypialnię, piwnice, a ponieważ łazienka na górze była maleńka - także dodatkową dużą łazienkę.

(Właśnie znalazłem zdjęcie rzeczonej wanny, które powstało w chwilę po odkryciu przeze mnie właściwości produktów do kąpieli firmy LUSH)
http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2007/10/ju-po-przerwie-na-herbat-znowu-stoj-na.html)

Na kilka miesięcy dom stał się placem budowy. Zoe lubiła chodzić spać w miejscu, gdzie miała stanąć wanna. Pełno było tam rur od ciepłej wody i nagrzewających się od nich materiałów izolacyjnych, które tworzyły idealne kocie legowisko.

Budowlańcy zainstalowali wannę w piątek po południu.

Zoe nie miauczy. Wydaje z siebie taki dziwny odgłos, "miaup?", jakby sama do siebie mówiła o rzeczach, które ją zaskakują albo próbowała sobie coś przypomnieć. Robi to bardzo cichutko.

Prawdę mówiąc nie wiem, czy najpierw zauważyłem, że od dawna Zoe nie widziałem, czy usłyszałem, jak wanna robi "miaup?".

Nie wiedziałem, gdzie podziali się budowlańcy, ale wiedziałem, gdzie szukać ich szefa, odciągnąłem go od stołu, bo właśnie jadł obiad i wspólnie zdemontowaliśmy wielką wannę. Trochę nam to zajęło. A kiedy wreszcie ją odsunęliśmy, głęboko pomiędzy rurami dostrzegliśmy Zoe, mrużącą oczy przed światłem. Wyciągnąłem ją stamtąd, a ona delikatnie ugryzła mnie w brodę, powiedziała "miaup?" i zasnęła.

A piszę o tym dlatego, że bardzo bym nie chciał, żeby ta opowiastka zginęła na zawsze wraz z nią.

Lorraine przywiezie ją dziś do domu.

Dziękuję Wam wszystkim za dobre życzenia (zostawcie trochę dla Olgi -- http://olganunes.com -- która zamierzała wziąć Zoe z powrotem do siebie, jak tylko zatrzyma się gdziekolwiek na dłużej.)
...

Na http://gofugyourself.celebuzz.com/go_fug_yourself/2010/01/globes_bestworst_012210.html Amanda nominowana jest zarówno do tytułu najlepiej, jak i najgorzej ubranej osoby na ceremonii wręczenia Złotych Globów. Jestem zupełnie pewny, że oba ucieszyłyby ją w równym stopniu, więc zagłosowałem na nią w obu kategoriach. (Na tym zdjęciu ma na sobie uroczą sukienkę Kambriel, którą po wyjściu z after party zmieniała na oczach fotografów na inną .)

(Amanda jest teraz w samolocie, w drodze do Francji na konferencję Midem, potem leci do Australii. Spotkamy się w połowie marca w Nowej Zelandii... następnie ja wybieram się sam na dwa dni na Filipiny, po czym dołączę do niej w Polsce. A w międzyczasie będzie mi jej bardzo brakowało.)
...

Chyba porzucę na razie przeglądarkę Chrome dla Maców, przynajmniej dopóki nie powstanie sprawdzona wersja. Mam dosyć czekania pół minuty na wyświetlenie każdej nowej strony oraz tego, że istniejące strony jej zdaniem nie istnieją. Po zastosowaniu sie do rozmaitych znalezionych w sieci porad i sposobów naprawy nie widzę najmniejszej różnicy.

Wracam do Camino i Safari, a może pobawie się jeszcze z Operą dla Maców. (zrobiłem tak przed chwilą, wyszukując linki do tej notki, i sprawiła się fantastycznie.)
...
Jestem autorem dwóch spośród ośmiu pozycji na liście najlepszych powieści graficznych 2009 roku zdaniem Library Journal, jest mi niezwykle miło. Cieszę się również, że umieścili na niej Genesis Crumba. To niesamowite dzieło.
...
To pewnie wciąż tajemnica, ale co tam, powiem wam, bo bardzo mnie to dziś podniosło na duchu:
pojawię się w jednym z najbliższych odcinków ARTHURA. Dzisiaj przysłali mi scenariusz i jest zachwycający. Przy odrobinie szczęścia dzięki temu programowi dzieci na całym świecie zaczną rysować swoje własne, małe powieści graficzne i stanie się on zapowiedzią nowego złotego wieku komiksów i kreatywności. A w najgorszym wypadku będzie to naprawdę dobra kreskówka PBS, tylko ja w niej będę. (Nie, nie wiem jakim zwierzęciem zostanę.)
...
I na koniec zdjęcie, które Amanda zrobiła na afterparty po Złotych Globach drużynie Koraliny (od lewej: John Hodgman, Henry i Heather Selick, jakiś pisarz):