poniedziałek, 8 marca 2010
Sensacyjne wieści. Oraz nie ruszać się, to nalot.
Sensacyjne wieści: program o mnie zrobiony dla CBS SUNDAY MORNING zostanie na pewno wyemitowany jutro, 7 marca. Moja część rozpocznie się o 9 czasu wschodniego, o 8 czasu centralnego, o 7 czasu górskiego i o 6 czasu pacyficznego.
O ile oczywiście nie wydarzy się jakiś kataklizm, strzelanina, czy inne wydarzenie znacząco wpływające na programy informacyjne.
...
Jestem w Hollywood z okazji ceremonii wręczenia Oscarów i żeby pomóc Henry'emu Selickowi świętować nominację "Koraliny" w kategorii najlepszy film animowany. Nie wygramy, co sprawia, że cała okazja jest znacznie mniej stresująca. Nie zastanawiam się, czy wygramy, nie mam nawet cienia nadziei. Po prostu zamierzam dobrze się bawić.
Wczoraj byłem z aktorem Michaelem Sheenem na najlepszej kolacji w życiu. Poszliśmy do mojej ulubionej restauracji sushi w LA, "The Hump" na lotnisku w Santa Monica i zjedliśmy wspaniały posiłek, pogadaliśmy o życiu i sztuce i kiedy mieliśmy już się zbierać, do restauracji wpadło mnóstwo umundurowanych funkcjonariuszy. Przez chwilę myślałem, że to nalot służb emigracyjnych, ale przedstawili się jako Służba Połowu i Dzikiej Przyrody Stanów Zjednoczonych i zanim zamknęli restaurację, żeby ją przeszukać (jak sądzę, szukali nielegalnych ryb). To i tak był dość surrealistyczny wieczór i dzięki temu wydarzeniu - wrażenie stało się całkowite, choć niepokoiłem się o obsługę. Będę próbował uważać na wiadomości i dowiedzieć się o co tam chodziło, co wydarzy się dalej i czy jedliśmy zagrożone gatunki morskie.
...
W poniedziałek rozpocznie się sprzedaż biletów na Wieczór z Neilem Gaimanem, który odbędzie się 17 kwietnia w Chicago na rzecz CBLDF. (Mam nadzieję, że jako support wystąpi gość specjalny - Pianistka. Nie, nie Amanda Palmer, która będzie wtedy w trasie z Jasonem Webleyem jako ona sama i jako Evelyn Evelyn. Nie, nie Tori. Zobaczycie.)
Szczegóły na http://www.mediumatlarge.net/2010/03/cbldf-saturday-night-at-c2e2-evening.html. To pierwszy taki mój wieczór od dziesięciu lat, kiedy odbyłem trasę The Last Angel Tour.
(Jeśli pójdzie dobrze i spodoba mi się, rozważam zorganizowanie prawdziwej trasy w 2011.)
...
Dobra. Wychodzę. Więcej wkrótce.
niedziela, 7 marca 2010
Kontinuum Goldberga Robinsona
To wywołuje we mnie nieracjonalna radość. Jeśli korzystacie z internetu, pewnie już to widzieliście. Jeśli nie - poświęćcie 3 minuty i 53 sekundy waszego życia i obejrzyjcie.
...
PS: A w to będę ubrany na ceremonii oscarowej. Tzn. oczywiście nie tylko w to http://kambriel.livejournal.com/258458.html
Dziwne dni
Zamierzałem napisać o Świętym Kolumbanie i Świętym Oranie. Czytałem ostatnio dużo starych i niedostępnych już książek Otty F. Swire na temat legend z Hebrydów bez żadnego szczególnego powodu, po prostu podoba mi się jej sposób opowiadania i historie, które przytacza. Opowieści o Oranie i Kolumbanie szczególnie utkwiły mi w głowie. A kiedy wczoraj wieczorem wyprowadzałem psa na spacer, rytm moich kroków zaczął brzmieć jak
Ale tego jeszcze nie ma:
http://www.nzfestival.nzpost.co.nz/writers-and-readers/once-upon-a-time
Margo Lanagan i ja będziemy w Wellington 12 Marca.
Z nowej Zelandii lecę na Filipiny i tak a propos:
Drogi Panie Gaiman,
Byłam niezwykle mile zaskoczona, że znów przyjeżdża Pan na Filipiny.
Jak tylko zobaczyłam plakat reklamujący Pańską wizytę, udałam się do najbliższej księgarni Fully Booked. Moja "wyprawa" tylko zdrowo mnie wkurzyła, proszę wybaczyć takie określenie.
Widzi Pan, sprzedawca w Fully Booked poinformował mnie, że abym mogła zdobyć pana podpis na książce/książkach (a zbieram je od lat, choć część została zniszczona przez Ondoy, huragan, który rok temu nawiedził Manilę. I tak uważam, że mamy szczęście, że przeżyliśmy.) muszę kupić u nich książki warte co najmniej 2000PHP [ok. 125 zł]. Natychmiast odpowiedziałam (biedny sprzedawca, nie chciałam być aż tak dosadna), że "to do bani". Na co on odpowiedział: "{cośtam, cośtam, wciąż nie mogłam się otrząsnąć}... może pani kupić książki za WIĘCEJ, niż 200o PHP." JASNE. Pracuję na pół etatu jako nauczycielka i kończę studia. Rzeczywiście mam mnóstwo pieniędzy do wydawania na CO TYLKO ZECHCĘ.
To zdarzyło się w ubiegłym tygodniu, ale nadal mnie ten wymóg wkurza. Jednak rozumiem, że to biznes. Zawsze trzeba liczyć się z wydatkami i warunkami marketingu itp. Jestem już gotowa powiedzieć sobie "następnym razem". Założenie jest takie: następnym razem będę mieć lepiej płatną pracę i już będę po (albo prawie po) studiach ;P
Mimo wszystko, JESTEM WDZIĘCZNA, że Pan tu przyjeżdża. Jest pan bardzo popularnym pisarzem wśród Filipińczyków (zwłaszcza młodych {choć ja mam 25 lat, hehe}) i każda pańska wizyta promuje nie tylko czytanie literatury pięknej, ale czytanie w ogóle (co jest WSPANIAŁĄ RZECZĄ). Mocno wierzę, że czytanie jest niezbędne i dlatego właśnie wybrałam kierunek studiów związany z taką edukacją.
Na koniec dodam jeszcze, że JESTEM NIEZWYKLE WDZIĘCZNA, że Pan przyjeżdża, bo to sprawia, że my, skromni filipińscy czytelnicy, czujemy się ważni. Nawet w najśmierszych marzeniach nie spodziewałam się, że Pan nas naprawdę odwiedzi. A przecież był pan u nas już dwa lub trzy razy! To wspaniałe uczucie, kiedy skromni czytelnicy są brani pod uwagę przez autora Pana pokroju. A więc, żeby nie przedłużać: za pisanie, za publikowanie książek, za dzielenie się przemyśleniami i po prostu za Pana...
DZIĘKUJĘ.
Bem
Trochę mnie to zdziwiło, bo początkowo słyszałem, że bilety na spotkania będą losowane. (Ostatnim razem podpisywałem książki w namiocie, trwało to od 16:00 do 1 w nocy, a i tak ponad 2000 osób wróciło do domu z pustymi rękami, więc musieliśmy wymyślić jakiś sposób, żeby to ograniczyć.)
Zapytałem o to Jaimego Diaza z Fully Booked i taką odpowiedź dostałem:
Omawialiśmy organizację tego spotkania z moim zespołem i rozważyliśmy wszystkie możliwości, żeby znaleźć najlepsze wyjście. Ponieważ będziesz podpisywał książki tylko podczas jednego spotkania (i ustaliliśmy limit 500 osób) uznaliśmy, że najlepiej będzie przyznać bilety osobom, które zakupią Twoje książki za określoną kwotę. W ten sposób każdy, kto kupi Twoje książki będzie miał szansę dostać autograf. Byłoby idealnie, gdyby szansę na podpis mógł mieć każdy, ale wszyscy wiemy, że wtedy przyszłyby dosłownie tysiące ludzi i wielu z nich byłoby zawiedzionych nie otrzymawszy autografu. Podczas wieczoru rozdania nagród, 17 marca, w Rockwell Tent, Fully Booked rozlosuje wśród uczestników imprezy jeszcze 100 biletów na podpisywanie, a wstęp jest bezpłatny.
To jego decyzja. Bo to jego impreza.
Po Filipinach polecę do Polski, gdzie też będę podpisywał książki.
W Poniedziałek 22 marca w Warszawie, Empik Junior, ul. Marszałkowska 17:00-17:40 - spotkanie z autorem 18:00 - podpisywanie książek
A stamtąd ruszam do Moskwy. O ile uda mi się dostać wizę, rzecz jasna. To moja pierwsza podróż do Rosji i będę podpisywał książki gdzieś w Moskwie 24 lub 25 marca. Jak tylko będę znał szczegóły, napiszę o tym tutaj.
Dalsze szczegóły na temat tego wydarzenia też się tu znajdą, jak tylko je poznamy, a na razie wiadomo, że w okolicach 17 kwietnia w Chicago odbędzie się Wieczór z Neilem Gaimanem, pierwsze tego typu spotkanie od czasu, gdy dziesięć lat temu pojechałem w trasę Last Angel Tour na rzecz CBLDF.
Drogi Panie Gaiman.
Chciałem tylko napisać, że otrzymałem dziś swój egzemplarz limitowanej edycji "Nigdziebądź". Harper Collins spisało się znakomicie. Chciałem podziękować Panu i wydawnictwu Harper Collins za to, że dzięki Wam ta książka powstała. Zajmie zaszczytne miejsce obok innych moich książek Gaimana z autografem autora.
Jeszcze raz dziękuję.
Sean
Cześć, Neil. Chciałem bardzo pochwalić Twojego wydawcę. Jennifer Brehl przeszła samą siebie, kiedy skontaktowałem się z nią w sprawie mojego egzemplarza limitowanego wydania "Nigdziebądź". Zamówienie złożyłem jeszcze w Hill House i rok temu wysłałem mój nowy adres do Harper Collins, ale mój pajęczy zmysł podpowiadał mi, że mimo wszystko mógł on nie trafić do bazy danych. I miałem rację. Jennifer skontaktowała się ze mną natychmiast po moim wczorajszym telefonie i obiecała upewnić się, że książka na pewno do mnie dotrze. Otacza się pan naprawdę wspaniałymi ludźmi.
PS: Nie mogę się doczekać, aż będę mógł ponownie przeczytać "Nigdziebądź!"
OGROMNIE się cieszę. Jennifer Brehl, mój wydawca z Harper Collins, dokonała cudów, żeby te książki w końcu powstały i żeby uszczęśliwić osoby, które je zamówiły w nieistniejącym już wydawnictwie Hill House. Nie wiem, czy udało jej się uszczęśliwić wszystkich, ale i tak dokonała niemożliwego.
Neil,
Nie wiem czy znasz Wila Wheatona albo serial "Big Bang Theory" ["Teoria wielkiego podrywu"], ale podejrzewam, że tak. W każdym razie, natrafiłem na blogu Wila na wpis (link poniżej), w którym pojawiły się zeszyty "Sandmana". U mnie wywołał on uśmiech, mam nadzieję, że tak samo będzie w Twoim przypadku.
Josh
http://wilwheaton.typepad.com/wwdnbackup/2010/02/the-cooperhofstadter-coffee-table-proof.html
Widziałem. Maddy i ja uwielbiamy Big Bang Theory, a egzemplarze Sandmana zauważyłem już wcześniej (tak samo jak tomy Absolute Sandman w sypialni Leonarda, co oznacza, że Johnny Galecki grał postaci czytelników Sandmana od 1992 roku. Co stanowi swego rodzaju rekord, zważywszy, że nawet nie znam innych aktorów grających czytelników Sandmana).
[fanem Sandmana był też grany przez Galeckiego bohater serialu Roseanne - przyp. noita]
Autorka jednej z moich ulubionych stron (bakerella) zrobiła koralinowe ciasteczka! Są przeurocze. Nie mam niestety tyle cierpliwości, co ona.
http://www.bakerella.com/coraline-cookies/
Wyglądają wspaniale.
Cześć.
Jako osoba, która śledzi twojego twittera, zastanawiałem się któregoś dnia, czy twoim zdaniem twitter i inne bezcelowe internetowe zajęcia sprawiają, że jesteś mniej produktywnym pisarzem? Czy myślisz, że byłeś bardziej produktywny w latach 80. i na początku lat 90., kiedy o internecie jeszcze mało kto słyszał? A może internet pomaga w pisaniu, bo np. ułatwia wyszukiwanie informacji?
Jestem po prostu ciekawy
Ryan Long
Nie jestem pewien. Trudniej teraz znaleźć czas na cokolwiek, ale ma to mniej wspólnego z twitterem i tego typu rzeczami (które i tak robi się w przerwach pomiędzy innymi zajęciami), a znacznie więcej np. z ilością e-maili, które dostaję. Kiedyś odpowiadanie na dzienną porcję poczty zajmowało mi rano 45 minut, potem miałem 45 minut na pisanie bloga, a potem mój dzień zaczynał się na dobre. Teraz mogę wstać, zacząć odpowiadać na e-maile i zanim się obejrzę - minie pół dnia, a do końca jeszcze daleko. Tęsknie za dniami, kiedy znajomi przysyłali mi powieści, a ja mogłem po prostu usiąść i je przeczytać. Teraz przychodzą one do mnie jako załączniki, a ja, udręczony, mam dobre chęci, ale nie udaje mi się ich przeczytać.
Chcę przetłumaczyć/zaadaptować twoją książkę "Nigdziebądź" na rosyjski i umiejscowić jej akcję w moskiewskim metrze. Próbowałem się skontaktować z twoją agentką i asystentką, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Jakie zasady obowiązują w przypadku adaptacji w obcym języku?
Mogę się tym zająć?
Z góry dziękuję.
Pozdrawiam.
Obawiam się, że "Nigdziebądź" już zostało w Rosji wydane i ktoś już kupił prawa do tłumaczenia i publikacji. http://www.neilgaiman.com/works/Books/Neverwhere/ed/313/ to najnowsze rosyjskie wydanie.
Wygląda na to, że chciałbyś zrobić z tym coś kreatywnego, może powinieneś zamiast tego napisać własną książkę i umieścić akcje w Moskwie. Tak?
Cześć,
Któregoś dnia natrafiłem na twój blog i zobaczyłem zdjęcia twojego psa.
Tego typu zdjęcia zawsze mnie wzruszają, bo przypominają mi mojego.
Choć nieco poirytował mnie fakt, że nazywasz go białym owczarkiem "niemieckim". Twój pies to tak naprawdę biały owczarek szwajcarski.
Poza tym, że są białe, są one także inaczej zbudowane (wystarczy porównać tylne łapy/postawę).
Muszę też przyznać, że nie jestem właściwie twoim "fanem", ale tylko dlatego, że od 20 lat nie zdarzyło mi się przeczytać książki dla przyjemności. Doceniam jednak twój kunszt, a to, że pewna Kate jest tobą bardzo zainteresowana ma dla mnie duże znaczenie, więc - tak trzymaj!
Pozdrawiam,
Ydo
No dobrze. (Do przypadkowych czytelników: jeśli nie interesujecie się szczególnie rasami psów, proszę ominąć poniższy fragment. Naprawdę.)
Zgodnie ze wszystkim, co przeczytałem (głównie w sieci, więc należy to traktować z pewną dozą ostrożności) biały owczarek szwajcarski/berger blanc (rasa nazwana w 1992) to właściwie ta sama rasa, co biały owczarek amerykańsko-kanadyjski, biały owczarek alzacki, biały owczarek niemiecki, Weisse Schäferhund czy każda inna odmiana owczarka niemieckiego z genem warunkującym biały kolor sierści.
Początkowo niektóre owczarki niemieckie były białe. To gen. Mają to we krwi. A potem (za Wikipedią):
Biała sierść dyskwalifikowała psy według standardów niemieckiego Klubu Owczarków Niemieckich ustalonych w 1933 roku, po przejęciu klubu przez władze partii nazistowskiej, która przejęła wówczas kontrolę nad wszystkimi aspektami życia społecznego po ogłoszeniu przez Hitlera w lutym 1933 roku "dekretu o ochronie narodu i państwa". Niemieckie standardy hodowli pozostały niezmienione, gdy niemieccy hodowcy zajęli się po zakończeniu drugiej wojny światowej rozmnażaniem rasy.Nie jest to elegancki tekst, ale fakty się zgadzają. (Tu inny artykuł.) A wprowadzone pod rządami nazistów zasady hodowli rozprzestrzeniły się na cały świat i spowodowały, że białe owczarki przestały być uważane za prawdziwe owczarki niemieckie, czyli musiały być inną rasą, dlatego w 1992 Szwajcarzy uznali je oficjalnie za oddzielną rasę. Tutaj jest oficjalna strona rasy Berger Blanc Suisse i standardy hodowli: http://www.berger-blanc-international.com/english/standard347.htm A jak dowiadujemy się ze strony http://www.wgsdca.org/thebreed/wgsdvsws.asp, na niektórych wystawach można wybrać, czy wystawia się psa jako białego owczarka, czy białego owczarka niemieckiego. (Przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy nie brałem udziału w wystawie psów.)
Z tego, co wiem na temat przodków Cabala (niewiele) jest on z odmiany białych owczarków amerykańsko-kanadyjskich, które pochodzą z długiej linii białych owczarków niemieckich, a żadej z nich nie został przywieziony ze Szwajcarii czy od hodowców Berger Blanc po roku 1992, więc nie sądzę, żeby zasługiwał na miano "szwajcarskiego".
Osobiście uważam, że dzielenie psów na rasy według koloru sierści jest bardzo dziwne. To tak jakby ktoś nagle stwierdził, że brązowe pudle to inna rasa, niż czarne pudle i tak naprawdę są to Pudle Brązowe.
A przy tej okazji zareklamuję stronę http://www.echodogs.org/dogs.htm, która pomaga znajdować domy Białym Owczarkom (Jakimś) oraz http://www.petfinder.com, która szuka domów dla różnych zwierząt, a jeśli ktoś spośród czytelników potrzebuje zwierzaka, powinien najpierw odwiedzić najbliższe schronisko. W waszej okolicy może być jakaś żywa istota, która potrzebuje nowego domu.
Panie Neil?
Czy jeśli z jakiegoś nieznanego i przerażającego powodu przestanie pan prowadzić blog, czy mógłby pan wydać go od początku w formie książkowej, żebym mogła czytać go do poduszki?
Wiem, że linki będą do niczego, ale od dawna mam zamiar przeczytać blog od początku, a nie moge się do tego zabrać na komputerze.
To tylko taki pomysł.
Pozdrawiam serdecznie,
Maggie (MotleyHippie)
x
Oczywiście. Choć warto wspomnieć, że pierwsze 50 tysięcy słów na tym blogu - część dotycząca "Amerykańskich bogów" - została opublikowana jako książka "Adventures in the Dream Trade", znalazło się tam też kilka napisanych przeze mnie wstępów itp: http://www.nesfa.org/press/Books/Gaiman.html

sobota, 6 marca 2010
Wciąż kręci mi się w głowie, wciąż się uśmiecham
Ostatnie trzy dni spędziłem w Naperville w stanie Illinois (i jak mnie poinformowano - również w mieście Aurora), niedaleko Chicago, gdzie byłem gościem festiwalu NAPERVILLE READS. Wieczorem po przyjeździe podpisałem 3000 książek dla księgarni Anderson's Books, która organizuje tę imprezę. (Zajęło mi to 3 godziny 10 minut i to z pomocą osób, które podsuwały, zabierały i układały książki.) A rano, od godziny rozpoczęcia lekcji w szkole do późnej nocy rozmawiałem z uczniami podstawówek, gimnazjów, liceów, ze studentami, dorosłymi i "całymi rodzinami". Becky z Anderson's twierdzi, że w sumie zwracałem się do - i odpowiadałem na pytania - 8000 ludzi (właśnie dlatego z góry uznaliśmy, że nie ma mowy o rozdawaniu autografów). Czytałem (fragmenty) z "Crazy Hair", "Wilków w ścianach", "Instrukcji", "Dnia, w którym zamieniłem tatę na dwie złote rybki", "Koraliny", "Odda i lodowych olbrzymów", "Księgi cmentarnej", "Dobrego omenu", "Gwiezdnego pyłu", "Chłopaków Anansiego" i "Amerykańskich bogów".
Dzisiaj jest już po wszystkim i jestem całkowicie i totalnie wykończony, wycieńczony i wyczerpany wręcz na poziomie komórkowym ("Moje ja boli", jak już napisałem na twitterze). Muszę jeszcze dolecieć do domu. Nie dałbym sobie z tym rady i nie przeżyłbym tego wszystkiego, gdyby nie pomoc Elyse Marshall z Harper Collins, która przyleciała tu, żeby wszystkiego dopilnować. (I do której wczoraj zadzwonili z informacją, że jej lot odwołano z powodu Pogody W Nowym Jorku, więc nie wiadomo kiedy, jeśli w ogóle, dotrze z powrotem do domu). Chcę podziękować wszystkim pracownikom Anderson's, personelowi wszystkich szkół, które odwiedziłem oraz wszystkim, którzy przyszli, żeby mnie posłuchać i odważyli się chwycić za zbuntowany mikrofon i mimo wszystko zadać pytanie.
A teraz w nagrodę czeka mnie lunch w towarzystwie Gene'a Wolfe'a. Znam się z Genem i Rosmary od 27 lat. Zadedykowałem im "Gwiezdny pył".
niedziela, 28 lutego 2010
"to Tuscaloosa w Alabamie, oczywiście, ale to całkowicie irrelefantne..."

Byłem w mieście Tuscaloosa w Alabamie.
Dziwne jest, że są takie miejsca, gdzie wydawca nie wysyła pisarza i jednym z takich miejsc jest południa USA (nie licząc Atlanty). Kiedy o to pytałem odpowiadano mi, że ludzie właściwie nie kupują tam książek, albo że nie było chętnych, albo coś w tym rodzaju.
Ja wiem tylko, że pierwsza partia biletów na spotkanie ze mną w Alabamie rozeszła się w 120 sekund. (Dosłownie. Myśleliśmy, że po prostu strona się zawiesiła.) Pozostałe bilety, wystawione tydzień później rozeszły się równie szybko. Teatr mieszczące 1078 osób został wyprzedany w kilka minut i można by sprzedać jeszcze dwa lub trzy razy tyle biletów. Niektórzy jechali cztery godziny lub nawet dłużej, żeby się tam znaleźć. Wszyscy zdawali się wprost spragnieni słów, opowieści i literatury ogólnie.
Drogi Panie Gaimanie,
Wczoraj brałam udział w spotkaniu z Panem (w Alabamie).
To było pierwsze spotkanie z pisarzem, na jakim byłem... również dla mojego ojca, mojej przyjaciółki i jej matki chrzestnej (Jej! Tu, w Alabamie, jesteśmy NAPRAWDĘ pozbawieni takich atrakcji!). Miał pan rację: od dwudziestu lat nikt nie przeczytał nam żadnej opowieści (niektórym nawet przez całe ich ŻYCIE!)
Ale to, jak Pan czytał, zwaliło nas z nóg. Nie pamiętam, żebyśmy się kiedykolwiek tak mocno śmiali. A w tych wszystkich smutnych i wzruszających momentach nasze oczy wypełniały się łzami (z może to tylko moje?). Był pan niesamowity. A to, że przez dwie godziny udało się panu skupić na sobie uwagę tysiąca mieszkańców Alabamy, choć miał pan do dyspozycji jedynie podium i słowa... kolejna imponująca rzecz. A czy powinnam też wspomnieć, że już nigdy nie będę w stanie przeczytać książki i cieszyć się z tego, jak wcześniej?!
Chciałabym móc przeżyć wczorajszy wieczór ponownie. Chciałam tylko napisać (poza tym, jak pana kocham) DZIĘKUJĘ BARDZO!!!!!!! Szkoda, że nie ma sposobu na powiększenie i pogrubienie tych słów jeszcze bardziej. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Dziękuję!
Z pozdrowieniami,
Merry
Przygotowano piękną okazjonalną koszulkę i ulotki reklamowe. Hank Lazer i jego zespół byli wspaniali.
Tamtego ranka rozmawiałem z grupką studentów, dostałem w prezencie zestaw pięknie pachnących, wyrabianych w okolicy mydełek, które później wprowadziły w niemałe zakłopotanie pracowników lotniska zajmujących się wykrywaniem materiałów wybuchowych, zjadłem lunch w Dreamland Barbecue (jak wielokrotnie doradzano mi tutaj i poprzez Twittera) i poleciałem z powrotem do domu bardzo zadowolony.
I rozpisuję się o tym obszerniej, niż zazwyczaj, bo po prostu nie rozumiem. Z jednej strony jest świetny uniwersytet i ludzi, którzy naprawdę lubią czytać i są spragnieni kontaktów z pisarzami i chętnie przychodzą na tego typu spotkania. Z drugiej strony, są pisarze, którzy bardzo lubią odwiedzać miejsca, gdzie się ich docenia. Dlaczego więc przez 22 lata podróżowania po Ameryce nie udało mi się trafić do Alabamy? I dlaczego wydawcy nie chcą wysyłać tam pisarzy?
Zaczynam podejrzewać, że kryje się za tym jakieś samospełniające się proroctwo, oparte w dodatku na złym założeniu. Może księgarnie nie zapraszają pisarzy za spotkania, bo wiedzą, że i tak się im odmówi? Wydawcy z Nowego Jorku nigdy nie wysyłają swoich autorów do takich miejsc, bo wiedzą, że nikt nie będzie chciał pojechać, bo nikt ich nie zaprasza?
Właśnie wróciliśmy do domu po obejrzeniu musicalu "Koralina". Był zachwycający, czarujący, fantastyczny! Był nawet lepszy, niż sobie wyobrażałam, a mam bardzo bujną wyobraźnię. Rozmawialiśmy o nim z narzeczonym przez całą drogę powrotną z Nowego Jorku (mieszkamy w Filadelfii) i zastanawialiśmy się, czy zostanie wydana płyta ze wspaniałą muzyką ze spektaklu? Byliśmy zachwyceni tymi dziwnymi instrumentami, a śpiew był dziś wprost doskonały. Nie wiem, czy uda nam się zdobyć bilety na jeszcze jeden spektakl, ale bardzo chcielibyśmy móc ponownie usłyszeć te piosenki. Proszę, wykorzystaj swoje moce w dobrym celu i spraw, by było to możliwe!
kerplink, kerplunk, kerploonk,
Elizabeth Hahn
Nie potrafiłem odpowiedzieć. Nie wiedziałem. Od tamtej pory wiele osób pisało do mnie pytając tęsknie, czy powstanie album z piosenkami w wykonaniu oryginalnej obsady musicalu "Koralina".
No cóż, teraz już jest. Płyty w limitowanej serii z 24-stronicową książeczką zawierającą teksty wszystkich 27 piosenek itp.
Można zamówić ja na: http://www.sh-k-boom.com/coraline.shtml
Drogi Neilu,
Czytając przez lata Twój blog dowiedziałem się, że masz pszczoły, drzewa owocowe i dość duży ogród i wygląda na to, że powoli stajesz się dżentelmenem prowadzącym wielskie gospodarstwo. Czy to była świadoma decyzja? Czy mógłbyś też zdradzić skąd pochodzi jedzenie na Twoim stole i czy wiesz jak było hodowane?
Moja żona od zawsze interesowała się pochodzeniem naszego jedzenia i zaraziła mnie tym tematem (mieszkamy w małej miejscowości w północnej części Pennsylvanii i o ile mi wiadomo, jesteśmy jedyną rodziną w mieście, która ma własną szklarnię i hoduje własny drób).
Dzięki za poświęcenie mi czasu,
Joseph Crockett
Gdy byłem dzieckiem przeprowadziliśmy się do domu, który miał ogród z drzewkami owocowymi, warzywnikiem (założył go już wcześniej i doglądał co tydzień, przez kolejne lata stary ogrodnik, pan Weller). Były tam również krzaki agrestu i porzeczki. Podobało mi się życie w świecie, gdzie latem i jesienią mogłem jeść prosto z krzaków. Wciąż mi się to podoba.
A warzywa i owoce z American Supermarket praktycznie nie mają smaku. Wydaje mi się, że hoduje się je, żeby wyglądały jak należy i nadawały się do transportu, a nie dla smaku.
Więc kiedy się tu przeprowadziliśmy, zacząłem sadzić drzewa i krzewy owocowe, zakładać ogródek, który 17 lat temu składał się zaledwie z kilku ziół i zbyt wielu sadzonek cukinii i od tamtej pory stale się rozrasta. W latach 90. hodowałem sporo dyni ozdobnych, ale po roku walki z rodziną świstaków, które uznały, że ich ulubiony pokarm to pędy dyni ozdobnej, poddałem się i teraz mam tylko tyle, żeby wystarczyło na Halloween i kilka na ciasto dyniowe.
Gdybym więcej czasu spędzał w domu, z radością zacząłbym hodować kurczaki, ale obawiam się, że pod moją nieobecność mogłoby przydarzyć się im coś strasznego, więc tego nie zrobię.
Staram się kupować od okolicznych hodowców. (Zrobiło mi się smutno, kiedy nasz sąsiad produkujący ekologiczną żywność musiał zamknąć interes. Sprzedawał mleko od krów Jersey wypasanych na prawdziwej trawie, które miało taki smak, jaki pamiętam z dzieciństwa.)
Czy teraz, kiedy już ukazały się wydania w twardej oprawie praktycznie wszystkich opowieści o Sandmanie i o Śmierci, podobnie wszystkie Twoje ważniejsze dzieła, są jakieś plany dotyczące wydania "Ksiąg Magii" w wersji deluxe? Osobiście uważam je za jedno z Twoich ważniejszych dzieł, pojawia się tam Sen i Śmierć i szczególnie świetny gościnny występ Johna Constantine'a. Jeśli takich planów nie ma - czy jest ku temu jakiś szczególny powód? (zaginęły oryginalne rysunki itp)
Pytam już ostatni raz, przyrzekam!
Z pozdrowieniami,
Michael K.
Nikt z DC mi o takich planach nie wspominał. Chyba uważają, że nie byłoby na takie wydanie popytu. BYĆ MOŻE znaleźliby się chętni na "Księgi Magii", "Czarną Orchideę" i jeszcze kilka pojedynczych rzeczy, ale koszt przygotowania wydania w stylu "Absolute" jest tak wysoki, że musieliby być pewni, że ktoś to kupi. A raczej nie są.
Jednak mimo wszystko - zapytam. Nigdy nie wiadomo.
...
Na stronie "Guardiana" grupka pisarzy (nie licząc Phillipa Pullmana, który jest mądry) unika prawdziwej pracy i udziela rad innym. Do swojego segmentu podkradłem kilka fragmentów, które w ciągu tych wszystkich lat pojawiły się na tym blogu. Wszystkie wypowiedzi mi się podobały, z kilkoma się nie zgodziłem i żałowałem, że nikt nie wręczył mi takiego tekstu, gdy miałem siedemnaście lat. [*]
http://www.guardian.co.uk/books/2010/feb/20/ten-rules-for-writing-fiction-part-one
http://www.guardian.co.uk/books/2010/feb/20/10-rules-for-writing-fiction-part-two
...
I na koniec gratulacje dla nowych współpracowników DC Comics: Jima Lee i Dana Didio oraz ich zespołu. Diane Nelson, prezes DC, podczas naszego wspólnego obiadu kilka tygodni temu powiedziała coś, co niezwykle mnie podekscytowało: że będą podejmować ryzyko, będą popełniać pomyłki i będą dzielni. (Podobał mi się ten wywiad z nią w The Beat.)
A po stronie pisarzy witam ponownie Pula Levitza, wydawcę z DC, który przechodzi na emeryturę. Przyjaźnię się z Paulem już ponad dwadzieścia lat. Komiksy są dla niego niezwykle ważne i gdyby nie on oraz to, co robił w latach 90., moim zdaniem nie byłoby w tej chwili branży komiksowej. Wcale nie przesadzam. Przez dwadzieścia lat zgadzaliśmy się w pewnych kwestiach, nie zgadzaliśmy w innych, ale zawsze szanowaliśmy punkt widzenia tego drugiego. Z tęsknotą opowiadał mi o tym odległym dniu, kiedy wreszcie będzie mógł przestać pracować jako istota korporacyjna i wróci do pisania komiksów. Trwało to jakieś dziesięć lat.
Cieszę się, że wreszcie zrealizuje swoje marzenie.
Życzę im wszystkim bardzo dużo szczęścia.
---
[*] zasady pisania wg. Neila Gaimana
1 Pisz.
2 Zapisuj słowa kolejno, jedno za drugim. Znajdź odpowiednie słowo i zapisz je.
3 Zawsze kończ to, co zacząłeś pisać. Cokolwiek musisz zrobić żeby skończyć - kończ.
4 Po napisaniu - odłóż. Potem przeczytaj to, jakbyś nigdy przedtem tego nie widział. Pokaż to przyjaciołom, których opinię szanujesz i którzy lubią rzeczy w stylu tego, co napisałeś.
5 Pamiętaj: kiedy ktoś mówi ci, że coś jest nie tak albo coś mu się nie podoba - prawie zawsze ma rację. Kiedy mówi ci dokładnie co mu się nie podoba i jak możesz to naprawić - prawie zawsze się myli.
6 Popraw to. Pamiętaj, że prędzej czy później, zanim osiągniesz perfekcję, będziesz musiał wreszcie dać sobie z tym spokój i zająć się następną rzeczą. Gonić za perfekcją, to jak próbować dotrzeć do horyzontu. Nie zatrzymuj się.
7 Śmiej się z własnych żartów.
8 Podstawowa zasada pisania jest taka, że jeśli robisz to z wystarczająco dużą dawką pewności siebie i przekonania, możesz robić co tylko zechcesz. (Ta zasada może odnosić się też do życia w ogóle, nie tylko do pisania. Ale w przypadku pisania bez wątpienia się sprawdza.) Więc pisz swoją opowieść tak, jak tego wymaga. Pisz szczerze i opowiadaj ją najlepiej, jak potrafisz. Nie sądzę, żeby były jakies inne zasady. W każdym razie nie takie, które naprawdę miałyby znaczenie.