Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

niedziela, 7 marca 2010

Dziwne dni

Neil napisał we wtorek 2 marca 2010 o 16:14

Zamierzałem napisać o Świętym Kolumbanie i Świętym Oranie. Czytałem ostatnio dużo starych i niedostępnych już książek Otty F. Swire na temat legend z Hebrydów bez żadnego szczególnego powodu, po prostu podoba mi się jej sposób opowiadania i historie, które przytacza. Opowieści o Oranie i Kolumbanie szczególnie utkwiły mi w głowie. A kiedy wczoraj wieczorem wyprowadzałem psa na spacer, rytm moich kroków zaczął brzmieć jak

"Gdy święty Kolumban dotarł na wyspę Iona..."

I tę część wczorajszej nocy, kiedy nie szukałem błędów w OPOWIADANIACH [Stories] (w zbiorze opowiadań autorstwa najbardziej niesamowitych pisarzy, który redaguję wraz z Alem Sarrantonio - wyjdzie w czerwcu) przeznaczyłem na pisanie wiersza o Oranie i Kolumbanie. Którego nikt nie zamawiał. Zamiast pisać te wszystkie rzeczy, które były zamówione i na które ktoś czeka.

Ale kiedy skończyłem go pisać, czułem się równie zadowolony, jak po skończeniu czegoś, na co wszyscy czekają i niecierpliwie spoglądają na zegarki (albo kalendarze). Drobne przyjemności w życiu pisarza.
...
Jeszcze nie znam wszystkich szczegółów dotyczących moich podróży w marcu. Większość jest już w dziale Gdzie Jest Neil.
Ale tego jeszcze nie ma:
http://www.nzfestival.nzpost.co.nz/writers-and-readers/once-upon-a-time
Margo Lanagan i ja będziemy w Wellington 12 Marca.

Z nowej Zelandii lecę na Filipiny i tak a propos:

Drogi Panie Gaiman,
Byłam niezwykle mile zaskoczona, że znów przyjeżdża Pan na Filipiny.
Jak tylko zobaczyłam plakat reklamujący Pańską wizytę, udałam się do najbliższej księgarni Fully Booked. Moja "wyprawa" tylko zdrowo mnie wkurzyła, proszę wybaczyć takie określenie.
Widzi Pan, sprzedawca w Fully Booked poinformował mnie, że abym mogła zdobyć pana podpis na książce/książkach (a zbieram je od lat, choć część została zniszczona przez Ondoy, huragan, który rok temu nawiedził Manilę. I tak uważam, że mamy szczęście, że przeżyliśmy.) muszę kupić u nich książki warte co najmniej 2000PHP [ok. 125 zł]. Natychmiast odpowiedziałam (biedny sprzedawca, nie chciałam być aż tak dosadna), że "to do bani". Na co on odpowiedział: "{cośtam, cośtam, wciąż nie mogłam się otrząsnąć}... może pani kupić książki za WIĘCEJ, niż 200o PHP." JASNE. Pracuję na pół etatu jako nauczycielka i kończę studia. Rzeczywiście mam mnóstwo pieniędzy do wydawania na CO TYLKO ZECHCĘ.
To zdarzyło się w ubiegłym tygodniu, ale nadal mnie ten wymóg wkurza. Jednak rozumiem, że to biznes. Zawsze trzeba liczyć się z wydatkami i warunkami marketingu itp. Jestem już gotowa powiedzieć sobie "następnym razem". Założenie jest takie: następnym razem będę mieć lepiej płatną pracę i już będę po (albo prawie po) studiach ;P

Mimo wszystko, JESTEM WDZIĘCZNA, że Pan tu przyjeżdża. Jest pan bardzo popularnym pisarzem w
śród Filipińczyków (zwłaszcza młodych {choć ja mam 25 lat, hehe}) i każda pańska wizyta promuje nie tylko czytanie literatury pięknej, ale czytanie w ogóle (co jest WSPANIAŁĄ RZECZĄ). Mocno wierzę, że czytanie jest niezbędne i dlatego właśnie wybrałam kierunek studiów związany z taką edukacją.
Na koniec dodam jeszcze, że JESTEM NIEZWYKLE WDZIĘCZNA, że Pan przyjeżdża, bo to sprawia, że my, skromni filipińscy czytelnicy, czujemy się ważni. Nawet w najśmierszych marzeniach nie spodziewałam się, że Pan nas naprawdę odwiedzi. A przecież był pan u nas już dwa lub trzy razy! To wspaniałe uczucie, kiedy skromni czytelnicy są brani pod uwagę przez autora Pana pokroju. A więc, żeby nie przedłużać: za pisanie, za publikowanie książek, za dzielenie się przemyśleniami i po prostu za Pana...
DZIĘKUJĘ.

Bem


Trochę mnie to zdziwiło, bo początkowo słyszałem, że bilety na spotkania będą losowane. (Ostatnim razem podpisywałem książki w namiocie, trwało to od 16:00 do 1 w nocy, a i tak ponad 2000 osób wróciło do domu z pustymi rękami, więc musieliśmy wymyślić jakiś sposób, żeby to ograniczyć.)
Zapytałem o to Jaimego Diaza z Fully Booked i taką odpowiedź dostałem:

Omawialiśmy organizację tego spotkania z moim zespołem i rozważyliśmy wszystkie możliwości, żeby znaleźć najlepsze wyjście. Ponieważ będziesz podpisywał książki tylko podczas jednego spotkania (i ustaliliśmy limit 500 osób) uznaliśmy, że najlepiej będzie przyznać bilety osobom, które zakupią Twoje książki za określoną kwotę. W ten sposób każdy, kto kupi Twoje książki będzie miał szansę dostać autograf. Byłoby idealnie, gdyby szansę na podpis mógł mieć każdy, ale wszyscy wiemy, że
wtedy przyszłyby dosłownie tysiące ludzi i wielu z nich byłoby zawiedzionych nie otrzymawszy autografu. Podczas wieczoru rozdania nagród, 17 marca, w Rockwell Tent, Fully Booked rozlosuje wśród uczestników imprezy jeszcze 100 biletów na podpisywanie, a wstęp jest bezpłatny.

To jego decyzja. Bo to jego impreza.

Po Filipinach polecę do Polski, gdzie też będę podpisywał książki.

W Poniedziałek 22 marca w Warszawie, Empik Junior, ul. Marszałkowska 17:00-17:40 - spotkanie z autorem 18:00 - podpisywanie książek

A stamtąd ruszam do Moskwy. O ile uda mi się dostać wizę, rzecz jasna. To moja pierwsza podróż do Rosji i będę podpisywał książki gdzieś w Moskwie 24 lub 25 marca. Jak tylko będę znał szczegóły, napiszę o tym tutaj.

Dalsze szczegóły na temat tego wydarzenia też się tu znajdą, jak tylko je poznamy, a na razie wiadomo, że w okolicach 17 kwietnia w Chicago odbędzie się Wieczór z Neilem Gaimanem, pierwsze tego typu spotkanie od czasu, gdy dziesięć lat temu pojechałem w trasę Last Angel Tour na rzecz CBLDF.

Drogi Panie Gaiman.
Chciałem tylko napisać, że otrzymałem dziś swój egzemplarz limitowanej edycji "Nigdziebądź". Harper Collins spisało się znakomicie. Chciałem podziękować Panu i wydawnictwu Harper Collins za to, że dzięki Wam ta książka powstała. Zajmie zaszczytne miejsce obok innych moich książek Gaimana z autografem autora.
Jeszcze raz dziękuję.
Sean


Cześć, Neil. Chciałem bardzo pochwalić Twojego wydawcę. Jennifer Brehl przeszła samą siebie, kiedy skontaktowałem się z nią w sprawie mojego egzemplarza limitowanego wydania "Nigdziebądź". Zamówienie złożyłem jeszcze w Hill House i rok temu wysłałem mój nowy adres do Harper Collins, ale mój pajęczy zmysł podpowiadał mi, że mimo wszystko mógł on nie trafić do bazy danych. I miałem rację. Jennifer skontaktowała się ze mną natychmiast po moim wczorajszym telefonie i obiecała upewnić się, że książka na pewno do mnie dotrze. Otacza się pan naprawdę wspaniałymi ludźmi.
PS: Nie mogę się doczekać, aż będę mógł ponownie przeczytać "Nigdziebądź!"


OGROMNIE się cieszę. Jennifer Brehl, mój wydawca z Harper Collins, dokonała cudów, żeby te książki w końcu powstały i żeby uszczęśliwić osoby, które je zamówiły w nieistniejącym już wydawnictwie Hill House. Nie wiem, czy udało jej się uszczęśliwić wszystkich, ale i tak dokonała niemożliwego.

Neil,
Nie wiem czy znasz Wila Wheatona albo serial "Big Bang Theory" ["Teoria wielkiego podrywu"], ale podejrzewam, że tak. W każdym razie, natrafiłem na blogu Wila na wpis (link poniżej), w którym pojawiły się zeszyty "Sandmana". U mnie wywołał on uśmiech, mam nadzieję, że tak samo będzie w Twoim przypadku.
Josh
http://wilwheaton.typepad.com/wwdnbackup/2010/02/the-cooperhofstadter-coffee-table-proof.html


Widziałem. Maddy i ja uwielbiamy Big Bang Theory, a egzemplarze Sandmana zauważyłem już wcześniej (tak samo jak tomy Absolute Sandman w sypialni Leonarda, co oznacza, że Johnny Galecki grał postaci czytelników Sandmana od 1992 roku. Co stanowi swego rodzaju rekord, zważywszy, że nawet nie znam innych aktorów grających czytelników Sandmana).
[fanem Sandmana był też grany przez Galeckiego bohater serialu Roseanne - przyp. noita]

Autorka jednej z moich ulubionych stron (bakerella) zrobiła koralinowe ciasteczka! Są przeurocze. Nie mam niestety tyle cierpliwości, co ona.
http://www.bakerella.com/coraline-cookies/


Wyglądają wspaniale.

Cześć.
Jako osoba, która śledzi twojego twittera, zastanawiałem się któregoś dnia, czy twoim zdaniem twitter i inne bezcelowe internetowe zajęcia sprawiają, że jesteś mniej produktywnym pisarzem? Czy myślisz, że byłeś bardziej produktywny w latach 80. i na początku lat 90., kiedy o internecie jeszcze mało kto słyszał? A może internet pomaga w pisaniu, bo np. ułatwia wyszukiwanie informacji?
Jestem po prostu ciekawy
Ryan Long


Nie jestem pewien. Trudniej teraz znaleźć czas na cokolwiek, ale ma to mniej wspólnego z twitterem i tego typu rzeczami (które i tak robi się w przerwach pomiędzy innymi zajęciami), a znacznie więcej np. z ilością e-maili, które dostaję. Kiedyś odpowiadanie na dzienną porcję poczty zajmowało mi rano 45 minut, potem miałem 45 minut na pisanie bloga, a potem mój dzień zaczynał się na dobre. Teraz mogę wstać, zacząć odpowiadać na e-maile i zanim się obejrzę - minie pół dnia, a do końca jeszcze daleko. Tęsknie za dniami, kiedy znajomi przysyłali mi powieści, a ja mogłem po prostu usiąść i je przeczytać. Teraz przychodzą one do mnie jako załączniki, a ja, udręczony, mam dobre chęci, ale nie udaje mi się ich przeczytać.

Chcę przetłumaczyć/zaadaptować twoją książkę "Nigdziebądź" na rosyjski i umiejscowić jej akcję w moskiewskim metrze. Próbowałem się skontaktować z twoją agentką i asystentką, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Jakie zasady obowiązują w przypadku adaptacji w obcym języku?
Mogę się tym zająć?
Z góry dziękuję.
Pozdrawiam.


Obawiam się, że "Nigdziebądź" już zostało w Rosji wydane i ktoś już kupił prawa do tłumaczenia i publikacji. http://www.neilgaiman.com/works/Books/Neverwhere/ed/313/ to najnowsze rosyjskie wydanie.

Wygląda na to, że chciałbyś zrobić z tym coś kreatywnego, może powinieneś zamiast tego napisać własną książkę i umieścić akcje w Moskwie. Tak?

Cześć,
Któregoś dnia natrafiłem na twój blog i zobaczyłem zdjęcia twojego psa.
Tego typu zdjęcia zawsze mnie wzruszają, bo przypominają mi mojego.
Choć nieco poirytował mnie fakt, że nazywasz go białym owczarkiem "niemieckim". Twój pies to tak naprawdę biały owczarek szwajcarski.
Poza tym, że są białe, są one także inaczej zbudowane (wystarczy porównać tylne łapy/postawę).
Muszę też przyznać, że nie jestem właściwie twoim "fanem", ale tylko dlatego, że od 20 lat nie zdarzyło mi się przeczytać książki dla przyjemności. Doceniam jednak twój kunszt, a to, że pewna Kate jest tobą bardzo zainteresowana ma dla mnie duże znaczenie, więc - tak trzymaj!
Pozdrawiam,
Ydo


No dobrze. (Do przypadkowych czytelników: jeśli nie interesujecie się szczególnie rasami psów, proszę ominąć poniższy fragment. Naprawdę.)

Zgodnie ze wszystkim, co przeczytałem (głównie w sieci, więc należy to traktować z pewną dozą ostrożności) biały owczarek szwajcarski/berger blanc (rasa nazwana w 1992) to właściwie ta sama rasa, co biały owczarek amerykańsko-kanadyjski, biały owczarek alzacki, biały owczarek niemiecki, Weisse Schäferhund czy każda inna odmiana owczarka niemieckiego z genem warunkującym biały kolor sierści.

Początkowo niektóre owczarki niemieckie były białe. To gen. Mają to we krwi. A potem (za Wikipedią):
Biała sierść dyskwalifikowała psy według standardów niemieckiego Klubu Owczarków Niemieckich ustalonych w 1933 roku, po przejęciu klubu przez władze partii nazistowskiej, która przejęła wówczas kontrolę nad wszystkimi aspektami życia społecznego po ogłoszeniu przez Hitlera w lutym 1933 roku "dekretu o ochronie narodu i państwa". Niemieckie standardy hodowli pozostały niezmienione, gdy niemieccy hodowcy zajęli się po zakończeniu drugiej wojny światowej rozmnażaniem rasy.
Nie jest to elegancki tekst, ale fakty się zgadzają. (Tu inny artykuł.) A wprowadzone pod rządami nazistów zasady hodowli rozprzestrzeniły się na cały świat i spowodowały, że białe owczarki przestały być uważane za prawdziwe owczarki niemieckie, czyli musiały być inną rasą, dlatego w 1992 Szwajcarzy uznali je oficjalnie za oddzielną rasę. Tutaj jest oficjalna strona rasy Berger Blanc Suisse i standardy hodowli: http://www.berger-blanc-international.com/english/standard347.htm A jak dowiadujemy się ze strony http://www.wgsdca.org/thebreed/wgsdvsws.asp, na niektórych wystawach można wybrać, czy wystawia się psa jako białego owczarka, czy białego owczarka niemieckiego. (Przynajmniej tak mi się wydaje. Nigdy nie brałem udziału w wystawie psów.)

Z tego, co wiem na temat przodków Cabala (niewiele) jest on z odmiany białych owczarków amerykańsko-kanadyjskich, które pochodzą z długiej linii białych owczarków niemieckich, a żadej z nich nie został przywieziony ze Szwajcarii czy od hodowców Berger Blanc po roku 1992, więc nie sądzę, żeby zasługiwał na miano "szwajcarskiego".

Osobiście uważam, że dzielenie psów na rasy według koloru sierści jest bardzo dziwne. To tak jakby ktoś nagle stwierdził, że brązowe pudle to inna rasa, niż czarne pudle i tak naprawdę są to Pudle Brązowe.

A przy tej okazji zareklamuję stronę http://www.echodogs.org/dogs.htm, która pomaga znajdować domy Białym Owczarkom (Jakimś) oraz http://www.petfinder.com, która szuka domów dla różnych zwierząt, a jeśli ktoś spośród czytelników potrzebuje zwierzaka, powinien najpierw odwiedzić najbliższe schronisko. W waszej okolicy może być jakaś żywa istota, która potrzebuje nowego domu.

Panie Neil?
Czy jeśli z jakiegoś nieznanego i przerażającego powodu przestanie pan prowadzić blog, czy mógłby pan wydać go od początku w formie książkowej, żebym mogła czytać go do poduszki?
Wiem, że linki będą do niczego, ale od dawna mam zamiar przeczytać blog od początku, a nie moge się do tego zabrać na komputerze.
To tylko taki pomysł.
Pozdrawiam serdecznie,
Maggie (MotleyHippie)
x


Oczywiście. Choć warto wspomnieć, że pierwsze 50 tysięcy słów na tym blogu - część dotycząca "Amerykańskich bogów" - została opublikowana jako książka "Adventures in the Dream Trade", znalazło się tam też kilka napisanych przeze mnie wstępów itp: http://www.nesfa.org/press/Books/Gaiman.html

...
I na koniec - naprawdę przepiękna okładka chińskiego wydania "Księgi cmentarnej".


Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI