Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

niedziela, 28 lutego 2010

"to Tuscaloosa w Alabamie, oczywiście, ale to całkowicie irrelefantne..."

Neil napisał w piątek, 19 lutego 2010 o 23:06


Byłem w mieście Tuscaloosa w Alabamie.

Przed wyjazdem rozmawiałem z miejscowymi gazetami. "Czego spodziewa się pan po Alabamie?", pytali. "Co pan wie o Alabamie?". Trochę mnie to zdziwiło. Tego typu pytania zadają zazwyczaj dziennikarze z małych państw, które martwią się, że mało kto je odwiedza. (Pytają "czy słyszał pan kiedyś o Ruritanii?", a ty im odpowiadasz, że słyszałeś, że strudel w Stresalu jest znakomity i że miło słyszeć, że Żydom znów wolno kupować tam ziemię i wszyscy są zadowoleni.) Nie spodziewałem się takiego pytania podczas odwiedzin w jednym ze stanów. Ale z drugiej strony, byłem dotąd (i rozdawałem autografy) w 47 stanach, a nie zawitałem do Alabamy, więc w sumie mogli mieć trochę racji. Odpowiedziałem, że nie miałem żadnych specjalnych oczekiwań.

Dziwne jest, że są takie miejsca, gdzie wydawca nie wysyła pisarza i jednym z takich miejsc jest południa USA (nie licząc Atlanty). Kiedy o to pytałem odpowiadano mi, że ludzie właściwie nie kupują tam książek, albo że nie było chętnych, albo coś w tym rodzaju.

Ja wiem tylko, że pierwsza partia biletów na spotkanie ze mną w Alabamie rozeszła się w 120 sekund. (Dosłownie. Myśleliśmy, że po prostu strona się zawiesiła.) Pozostałe bilety, wystawione tydzień później rozeszły się równie szybko. Teatr mieszczące 1078 osób został wyprzedany w kilka minut i można by sprzedać jeszcze dwa lub trzy razy tyle biletów. Niektórzy jechali cztery godziny lub nawet dłużej, żeby się tam znaleźć. Wszyscy zdawali się wprost spragnieni słów, opowieści i literatury ogólnie.

Spędziłem tam wspaniałe chwile. Z tego, co widziałem - inni bawili się równie dobrze, co ja. (Jak donosiły miejscowe gazety: pisarz zjednuje sobie publikę osobliwym stylem and Pisarz czyta na głos w Bama Theatre.) Dostałem mnóstwo przemiłych wiadomości od osób, które były na tym spotkaniu. Oto przykład:

Drogi Panie Gaimanie,
Wczoraj brałam udział w spotkaniu z Panem (w Alabamie).
To było pierwsze spotkanie z pisarzem, na jakim byłem... również dla mojego ojca, mojej przyjaciółki i jej matki chrzestnej (Jej! Tu, w Alabamie, jesteśmy NAPRAWDĘ pozbawieni takich atrakcji!). Miał pan rację:
od dwudziestu lat nikt nie przeczytał nam żadnej opowieści (niektórym nawet przez całe ich ŻYCIE!)
Ale to, jak Pan czytał, zwaliło nas z nóg. Nie pamiętam, żebyśmy się kiedykolwiek tak mocno śmiali. A w tych wszystkich smutnych i wzruszających momentach nasze oczy wypełniały się łzami (z może to tylko moje?). Był pan niesamowity. A to, że przez dwie godziny udało się panu skupić na sobie uwagę tysiąca mieszkańców Alabamy, choć miał pan do dyspozycji jedynie podium i słowa... kolejna imponująca rzecz. A czy powinnam też wspomnieć, że już nigdy nie będę w stanie przeczytać książki i cieszyć się z tego, jak wcześniej?!
Chciałabym móc przeżyć wczorajszy wieczór ponownie. Chciałam tylko napisać (poza tym, jak pana kocham) DZIĘKUJĘ BARDZO!!!!!!! Szkoda, że nie ma sposobu na powiększenie i pogrubienie tych słów jeszcze bardziej. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Dziękuję!
Z pozdrowieniami,
Merry


Przygotowano piękną okazjonalną koszulkę i ulotki reklamowe. Hank Lazer i jego zespół byli wspaniali.

Tamtego ranka rozmawiałem z grupką studentów, dostałem w prezencie zestaw pięknie pachnących, wyrabianych w okolicy mydełek, które później wprowadziły w niemałe zakłopotanie pracowników lotniska zajmujących się wykrywaniem materiałów wybuchowych, zjadłem lunch w Dreamland Barbecue (jak wielokrotnie doradzano mi tutaj i poprzez Twittera) i poleciałem z powrotem do domu bardzo zadowolony.

I rozpisuję się o tym obszerniej, niż zazwyczaj, bo po prostu nie rozumiem. Z jednej strony jest świetny uniwersytet i ludzi, którzy naprawdę lubią czytać i są spragnieni kontaktów z pisarzami i chętnie przychodzą na tego typu spotkania. Z drugiej strony, są pisarze, którzy bardzo lubią odwiedzać miejsca, gdzie się ich docenia. Dlaczego więc przez 22 lata podróżowania po Ameryce nie udało mi się trafić do Alabamy? I dlaczego wydawcy nie chcą wysyłać tam pisarzy?

Zaczynam podejrzewać, że kryje się za tym jakieś samospełniające się proroctwo, oparte w dodatku na złym założeniu. Może księgarnie nie zapraszają pisarzy za spotkania, bo wiedzą, że i tak się im odmówi? Wydawcy z Nowego Jorku nigdy nie wysyłają swoich autorów do takich miejsc, bo wiedzą, że nikt nie będzie chciał pojechać, bo nikt ich nie zaprasza?
...

To przyszło dziewięć miesięcy temu:

Neil,
Właśnie wróciliśmy do domu po obejrzeniu musicalu "Koralina". Był zachwycający, czarujący, fantastyczny! Był nawet lepszy, niż sobie wyobrażałam, a mam bardzo bujną wyobraźnię. Rozmawialiśmy o nim z narzeczonym przez całą drogę powrotną z Nowego Jorku (mieszkamy w Filadelfii) i zastanawialiśmy się, czy zostanie wydana płyta ze wspaniałą muzyką ze spektaklu? Byliśmy zachwyceni tymi dziwnymi instrumentami, a śpiew był dziś wprost doskonały. Nie wiem, czy uda nam się zdobyć bilety na jeszcze jeden spektakl, ale bardzo chcielibyśmy móc ponownie usłyszeć te piosenki. Proszę, wykorzystaj swoje moce w dobrym celu i spraw, by było to możliwe!
kerplink, kerplunk, kerploonk,
Elizabeth Hahn


Nie potrafiłem odpowiedzieć. Nie wiedziałem. Od tamtej pory wiele osób pisało do mnie pytając tęsknie, czy powstanie album z piosenkami w wykonaniu oryginalnej obsady musicalu "Koralina".

No cóż, teraz już jest. Płyty w limitowanej serii z 24-stronicową książeczką zawierającą teksty wszystkich 27 piosenek itp.

Można zamówić ja na: http://www.sh-k-boom.com/coraline.shtml

Można szukać też na iTunes (nie mam pojęcia, czy link z iTunes będzie działał tylko w USA, czy również za granicą). Jeśli uda się Wam pójść na koncert Magnetic Fields, w ramach trasy na której promują swój najnowszy album "Realism", na stoisku z gadżetami, gdzie prawdopodobnie spotkacie pisarkę Emma Straub, płyty z "Koraliną" pewnie też będą na sprzedaż. Oto plan ich trasy koncertowej.

...

Drogi Neilu,
Czytając przez lata Twój blog dowiedziałem się, że masz pszczoły, drzewa owocowe i dość duży ogród i wygląda na to, że powoli stajesz się dżentelmenem prowadzącym wielskie gospodarstwo. Czy to była świadoma decyzja? Czy mógłbyś też zdradzić skąd pochodzi jedzenie na Twoim stole i czy wiesz jak było hodowane?
Moja żona od zawsze interesowała się pochodzeniem naszego jedzenia i zaraziła mnie tym tematem (mieszkamy w małej miejscowości w północnej części Pennsylvanii i o ile mi wiadomo, jesteśmy jedyną rodziną w mieście, która ma własną szklarnię i hoduje własny drób).
Dzięki za poświęcenie mi czasu,
Joseph Crockett


Gdy byłem dzieckiem przeprowadziliśmy się do domu, który miał ogród z drzewkami owocowymi, warzywnikiem (założył go już wcześniej i doglądał co tydzień, przez kolejne lata stary ogrodnik, pan Weller). Były tam również krzaki agrestu i porzeczki. Podobało mi się życie w świecie, gdzie latem i jesienią mogłem jeść prosto z krzaków. Wciąż mi się to podoba.

A warzywa i owoce z American Supermarket praktycznie nie mają smaku. Wydaje mi się, że hoduje się je, żeby wyglądały jak należy i nadawały się do transportu, a nie dla smaku.

Więc kiedy się tu przeprowadziliśmy, zacząłem sadzić drzewa i krzewy owocowe, zakładać ogródek, który 17 lat temu składał się zaledwie z kilku ziół i zbyt wielu sadzonek cukinii i od tamtej pory stale się rozrasta. W latach 90. hodowałem sporo dyni ozdobnych, ale po roku walki z rodziną świstaków, które uznały, że ich ulubiony pokarm to pędy dyni ozdobnej, poddałem się i teraz mam tylko tyle, żeby wystarczyło na Halloween i kilka na ciasto dyniowe.

Gdybym więcej czasu spędzał w domu, z radością zacząłbym hodować kurczaki, ale obawiam się, że pod moją nieobecność mogłoby przydarzyć się im coś strasznego, więc tego nie zrobię.

Staram się kupować od okolicznych hodowców. (Zrobiło mi się smutno, kiedy nasz sąsiad produkujący ekologiczną żywność musiał zamknąć interes. Sprzedawał mleko od krów Jersey wypasanych na prawdziwej trawie, które miało taki smak, jaki pamiętam z dzieciństwa.)
...

Czy teraz, kiedy już ukazały się wydania w twardej oprawie praktycznie wszystkich opowieści o Sandmanie i o Śmierci, podobnie wszystkie Twoje ważniejsze dzieła, są jakieś plany dotyczące wydania "Ksiąg Magii" w wersji deluxe? Osobiście uważam je za jedno z Twoich ważniejszych dzieł, pojawia się tam Sen i Śmierć i szczególnie świetny gościnny występ Johna Constantine'a. Jeśli takich planów nie ma - czy jest ku temu jakiś szczególny powód? (zaginęły oryginalne rysunki itp)
Pytam już ostatni raz, przyrzekam!
Z pozdrowieniami,
Michael K.


Nikt z DC mi o takich planach nie wspominał. Chyba uważają, że nie byłoby na takie wydanie popytu. BYĆ MOŻE znaleźliby się chętni na "Księgi Magii", "Czarną Orchideę" i jeszcze kilka pojedynczych rzeczy, ale koszt przygotowania wydania w stylu "Absolute" jest tak wysoki, że musieliby być pewni, że ktoś to kupi. A raczej nie są.
Jednak mimo wszystko - zapytam. Nigdy nie wiadomo.
...

Na stronie "Guardiana" grupka pisarzy (nie licząc Phillipa Pullmana, który jest mądry) unika prawdziwej pracy i udziela rad innym. Do swojego segmentu podkradłem kilka fragmentów, które w ciągu tych wszystkich lat pojawiły się na tym blogu. Wszystkie wypowiedzi mi się podobały, z kilkoma się nie zgodziłem i żałowałem, że nikt nie wręczył mi takiego tekstu, gdy miałem siedemnaście lat. [*]
http://www.guardian.co.uk/books/2010/feb/20/ten-rules-for-writing-fiction-part-one
http://www.guardian.co.uk/books/2010/feb/20/10-rules-for-writing-fiction-part-two

...
I na koniec gratulacje dla nowych współpracowników DC Comics: Jima Lee i Dana Didio oraz ich zespołu. Diane Nelson, prezes DC, podczas naszego wspólnego obiadu kilka tygodni temu powiedziała coś, co niezwykle mnie podekscytowało: że będą podejmować ryzyko, będą popełniać pomyłki i będą dzielni. (Podobał mi się ten wywiad z nią w The Beat.)

A po stronie pisarzy witam ponownie Pula Levitza, wydawcę z DC, który przechodzi na emeryturę. Przyjaźnię się z Paulem już ponad dwadzieścia lat. Komiksy są dla niego niezwykle ważne i gdyby nie on oraz to, co robił w latach 90., moim zdaniem nie byłoby w tej chwili branży komiksowej. Wcale nie przesadzam. Przez dwadzieścia lat zgadzaliśmy się w pewnych kwestiach, nie zgadzaliśmy w innych, ale zawsze szanowaliśmy punkt widzenia tego drugiego. Z tęsknotą opowiadał mi o tym odległym dniu, kiedy wreszcie będzie mógł przestać pracować jako istota korporacyjna i wróci do pisania komiksów. Trwało to jakieś dziesięć lat.
Cieszę się, że wreszcie zrealizuje swoje marzenie.

Życzę im wszystkim bardzo dużo szczęścia.

---

[*] zasady pisania wg. Neila Gaimana

1 Pisz.

2 Zapisuj słowa kolejno, jedno za drugim. Znajdź odpowiednie słowo i zapisz je.

3 Zawsze kończ to, co zacząłeś pisać. Cokolwiek musisz zrobić żeby skończyć - kończ.

4 Po napisaniu - odłóż. Potem przeczytaj to, jakbyś nigdy przedtem tego nie widział. Pokaż to przyjaciołom, których opinię szanujesz i którzy lubią rzeczy w stylu tego, co napisałeś.

5 Pamiętaj: kiedy ktoś mówi ci, że coś jest nie tak albo coś mu się nie podoba - prawie zawsze ma rację. Kiedy mówi ci dokładnie co mu się nie podoba i jak możesz to naprawić - prawie zawsze się myli.

6 Popraw to. Pamiętaj, że prędzej czy później, zanim osiągniesz perfekcję, będziesz musiał wreszcie dać sobie z tym spokój i zająć się następną rzeczą. Gonić za perfekcją, to jak próbować dotrzeć do horyzontu. Nie zatrzymuj się.

7 Śmiej się z własnych żartów.

8 Podstawowa zasada pisania jest taka, że jeśli robisz to z wystarczająco dużą dawką pewności siebie i przekonania, możesz robić co tylko zechcesz. (Ta zasada może odnosić się też do życia w ogóle, nie tylko do pisania. Ale w przypadku pisania bez wątpienia się sprawdza.) Więc pisz swoją opowieść tak, jak tego wymaga. Pisz szczerze i opowiadaj ją najlepiej, jak potrafisz. Nie sądzę, żeby były jakies inne zasady. W każdym razie nie takie, które naprawdę miałyby znaczenie.

Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI