Zapytaj Neila

Jeśli nurtuje Cię jakieś pytanie związane z Neilem, jego blogiem, jego dziełami lub w ogóle coś o czym on może coś wiedzieć, ale nie znasz nikogo kto napisze Twoje pytanie po angielsku, możesz wysłać je do mnie w mailu na adres: lutnia_elfa@o2.pl (w temacie wpisz "Zapytaj Neila"), a ja przetłumaczę je i wyślę do działu "Zapytaj Neila" na jego stronie. Neil zamieszcza odpowiedzi tylko na wybrane pytania, proszę więc o wzięcie tego pod uwagę i nie mordowanie tłumacza, jeśli wasze pozostanie bez odpowiedzi :D

Neil Gaiman

Neil Gaiman

niedziela, 28 czerwiec 2009

Znaczki, palenie książek i głębia ostrości

Szybka notka, żeby poinformować wszystkich (zwłaszcza mieszkańców Wielkiej Brytanii), że jak właśnie przypomniał mi „Telegraph”, sprzedaż znaczków pocztowych z mitycznymi stworami Dave'a McKeana rozpocznie się we wtorek, 16 czerwca. Czyli już są w sprzedaży.

Jeżeli wejdziecie na

znajdziecie tam stronę, z której można dowiedzieć się wszystkiego o znaczkach, innych rzeczach, które sprzedaje brytyjska poczta (klasery, pocztówki itp.) i gdzie można próbować je kupić. Może wam się uda. (Mnie sie nie udało i wpadłszy w zły humor, na dziś dałem sobie spokój z dalszym próbowaniem.) Tajemnica wpisywania numerów telefonu, które zostaną uznane jest na

Towarzyszące znaczkom krótkie historyjki (szkice, czy opisy), które napisałem, możecie teraz przeczytać na stronie http://www.royalmail.com/portal/stamps/content1?catId=32300676&mediaId=98700760

Zostały bardzo pięknie wydrukowane w „klaserze”.

Oto jedna z nich, dotycząca znaczka powyżej:
Rodzime smoki z Wysp Brytyjskich, zwane wyrms, miały trujący oddech i na podobieństwo węży owijały się wokół wzgórz. Nie latały i nie ziały ogniem. Wymagały ofiar z wołów i dziewic. Wolno rosły, rzadko jadły i dużo spały.

Miejscowe gatunki bywają wrażliwe - nowe, ogniste smoki przybywały na południe wraz z ludźmi północy, przekraczyły burzliwe morza z Sasami i wracały z krzyżowcami z gorących krain w środku świata. Natura potrafi być okrutna i wkrótce wyrms zniknęły, a ich kości zmieniły się w kamień.

Nowe smoki, obce i zaborcze, rozprzestrzeniały się, aż nadszedł czas, by złożyć jaja. Smoki lęgną się na złotych skarbach, ale trudno było znaleźć złoto w Brytanii, więc szybko i one odeszły - jeszcze jeden gatunek, który przybył, rozrósł się i zniknął. W dzikich ostępach Walii garstka głodujących smoków pozostała dopóki czas i wilgotne zimy nie ugasiły płonącego w nich ognia. Odeszły, jak wilki, czy bobry. Zeszły z kart historii, a niedźwiedzie jaskiniowe podążyły za nimi.
....

Tymczasem, z dzisiejszego wydania „The Guardian” dowiedziałem się, że
... grupa chrześcijan w stanie Wisconsin zażądała w sądzie prawa do publicznego spalenia książki dla młodzieży, którą uznali za „wyjątkowo wulgarną, rasistowską [sic] i antychrześcijńską”.

Obraźliwa książka to „Baby Be-Bop" Franceski Lii Block, powieść dla młodzieży, w której chłopak zmagający się ze swoim homoseksualizmem zostaje pobity przez gang homofobów. Pozew złożyło czterech mężczyzn należących do Christian Civil Liberties Union [Chrześcijańskiej unii praw obywatelskich] i, jak informuje Stowarzyszenie Bibliotek Amerykańskich, zażądali dodatkowo $120,000 zadośćuczynienia za to, że zostali narażeni na widok książki, która była na wystawie w bibliotece publicznej West Bend.

Jako uzasadnienie podano, iż „pozywający, osoby starsze, utrzymują, że obecność tej książki w bibliotece naruszyła ich stan psychczny i emocjonalny” oraz że zawiera ona język, który „może spowodować zagrożenie życia zarówno dorosłych, jak i dzieci”.
Najsmutniejsze jest to, że ci durnie marnują czas i pieniądze miasta i biblioteki zakładając w sądzie uciążliwą dla nich sprawę. No cóż, to oraz fakt, że psują opinię normalnym, rozsądnym chrześcijanom, próbując publicznie obsikać na Pierwszą Poprawkę. Nie pali się książek. Nie idzie się też do sądu z żądaniem prawa do spalenia książki, której się nie lubi. (I to nie tylko dlatego, że jeśli się wygra to ludzie, których nie lubisz mają prawo palić twoje książki.)

(Nie mówię tego wyłącznie dlatego, że jeśli ich stan psychoczny i emocjonalny ucierpiał tak bardzo w pobliżu książki Franceski Lii Block, mogę się tylko cieszyć, że nie sięgnęli po egzemplarz „Amerykańskich bogów”. Mogłoby im wypalić oczy, a ich życie zostałoby zagrożone tak dalece, że najbliżsi musieliby zamawiać trumny jeszcze przed końcem rozdziału pierwszego.) (Inne książki, których na szczęście nie przeczytali to na przykład „Huckleberry Finn” Marka Twaina i„Nagi Elf Na Żywo” Reverend Jen.)

Ciesze się, że stowarzyszenie PEN America zareagowało. (PEN zasługuje na Wasze wsparcie. Żeby dołączyć nie trzeba być pisarzem, eseistą, redaktorem, dramaturgiem, ani tłumaczem. Można uzyskać członkostwo stowarzyszone http://www.pen.org/page.php/prmID/1048)

I jak już napisałem na twitterze: po którejkolwiek ze stron znajdzie się „Christian Civil Liberties Union”, ja będę po przeciwnej.

...
Na koniec coś dla tych, którzy chcieliby nauczyć się robić lepsze zdjęcia oglądając jednocześnie fotografie mojego fantastycznego psa. Tutaj Kyle Cassidy wyjaśnie to to jest głębia ostrości.

sobota, 27 czerwiec 2009

Jedna Zwykła Niedziela, Z Pszczołami

Neil napisał w niedzielę, 14 czerwca 2009 o 21:54

Spokojna niedziela. Todd, mój trener, pojawił się rano i zabrał mnie na spacer i przejażdżkę rowerową.

Wpadli Bill i Sharon Stiteler i razem z moją asystentką Lorraine poszliśmy do uli: wszystkie pszczoły mają się dobrze. To jest odmiana Włoskich Pszczół o nazwie "Minnesota Hygienic". W czwartek (chyba) przyjdą trzy skrzynie Rosyjskich Pszczół i umieścimy je w oczekujących ulach. (Różnica pomiędzy pszczołami rosyjskimi i włoskimi wyjasniona jest w tym dokumencie PDF. Mówiąc krótko, rosyjskie są bardziej odporne na warrozę, zawsze mają w pogotowiu komórkę z królową, więc jeśli coś się stanie z ich królową są przygotowane i lepiej niż włoskie znoszą zimy, bo nie rozmnażają się nadmiernie.)

Potem gotowałem i pisałem i jeszcze więcej pisałem. Teraz siedzę na sofie z Maddy i oglądam stare odcinki „30 Rock” [„Rockefeller Plaza 30”]...

Zaczynałem już czuć, że jestem dziś ze wszystkim na bieżąco, kiedy zobaczyłem to:

Pomyślałem, że warto ci przekazać, że choć strona „Skontaktuj się z Neilem” po informacje na Twój temat odsyła do strony „o Neilu” i Biografii, to większość danych jest przerażająco przestarzała.

Na przykład, w bigrafii nie ma nic po 2004 roku. Ani filmu „Koralina”, ani „Detective Comics”, ani „Księgi cmentarnej”, a nie – co za tym idzie – Newbery. A wydarzenia z 2005, jak premiera „Beowulfa”, są opisane w czasie przyszłym.

Czy będzie można temu zaradzić?
Pozdrawiam,

WR

i pomyślałem, o boże. Owszem, biografia wymaga aktualizacji. Prawdopodobnie wymaga ona raczej wywalenia i napisania nowej. Dotąd dopisywałem po prostu kolejne rzeczy, co oznacza, że zupełnie drobne i znaczące sprawy pojawiają się tam obok siebie. I jakoś zawsze biografia trafia na sam koniec listy rzeczy do zrobienia. Czyli tak. Zajmę się tym, albo znajdę kogoś, hto to zrobi. Albo wciąż będę miał zamiar się tym zająć...

Eee... witaj (mruga raz czy dwa)
A więc... zastanawiałam się... ta wspaniała akcja Urządź Imprezę i Wybraj Spotkanie... to też dla bibliotek?

Mam grupę nastolatków, którzy ochotniczo i niewolniczo pracują dla mnie w bibliotece i są bardzo podekscytowani na myśl, że być może konkurs jest też dla nich.
Jako głos rozsądku postanowiłam, że należałoby najpierw sprawdzic zasady. A nie jestem zbyt dobra jako głos rozsądku, bo mnie też bardzo cieszy taka możliwość.
A więc, czy można? Pewnie i tak będziemy robić przyjęcie w stylu „Księgi cmentarnej”, ale byłoby znacznie łatwiej przekonać do tego Siły Wyższe, gdyby mogłoby to się skończyć wizytą pisarza.

Dzięki!
Merideth


Hmm. Dobre pytanie.

Nie, nie sądzę, żeby biblioteki mogły wygrać grudniowe spotkanie. Akcja ma promować i wspierać niezależne księgarnie. Ale w lipcu spotykam się z ALA [Stowarzyszenie Amerykańskich Bibliotek], żeby odebrać nagrodę Newbery. Będzie tam mnóstwo bibliotekarzy, których mogę popytać i założę się, że wymyślimy jakieś rozwiązanie przyjazne bibliotekom. Kto wie, może w 2010 będą jakieś sekretne przedsięwzięcia specjalnie dla bibliotek.

Czy napisany przez Ciebie tekst na temat Worldconu z 1987 roku będzie dostępny gdziekolwiek poza broszurą z programem Anticipation?

W 1987, to był również mój pierwszy Worldcon. Pamiętam, że jako 22-letni student byłem tam chłopcem na posyłki, oprowadzałem dwie ekipy telewizyjne i zupełnie nie mogłem znaleźć kogokolwiek, kto wiedziałby gdzie je zaprowadzić, po co, albo kto czułby się upoważniony, żeby z nimi rozmawiać. A także „nienawidzimy kierownika hotelu”, imprezę dla takich posłańców, jak ja, sesję muzyki „filk” oraz (z perspektywy czasu – na szczęście nieudany) lincz.
Steve


Póki co, zostanie to zamieszczone tylko w tej broszurze. Ale w skróconej formie opowiem historię mojej nienawiści do hotelu Metropol i jego kierownika i dlaczego nie osłabła od 22 lat.


Na stronie pod tym linkiem
Web Goblin proponuje, co następuje:


ZWAŻYWSZY, że Pan G. Ma już wiele nagród i

ZWAŻYWSZY, że dom Pana G. Ma skończoną pojemność i

ZWAŻYWSZY, że nie ma już miejsca na kominku Pana G. i

ZWAŻYWSZY, że kominek Web Goblina jest wciąż dość nagi i

ZWAŻYWSZY, że Web Goblin prowdził ten blog przez sporą część ubiegłego lata i

ZWAŻYWSZY, że Web Goblin świetnie sobie z tym radzi

PROPONUJE SIĘ, że o ile ten blog wygra British Fantasy Award w kategorii literatury faktu, Pan G. Powinien absolutnie oddać nagrodę Web Goblinowi.

Sądzę, że ta propozycja zasługuje na rozważenie. :-)

O. Dobry pomysł. Jasne, jeśli blog wygra nagrodę dostanie Dan.


Dobry wieczór, Neil.
Wybacz, że Cię tym obraczam, ale od lat czytam wszystko, co tylko mogę znaleźć autorstwa R.A. Lafferty’ego, ale bardzo niewiele (i to głównie używane książki) można dostać w RPA. Postanowiłem kupić kolejny zbiór opowiadań, jak na przykład „Lafferty in Orbit” [„Lafferty na orbicie”] czy „Iron Tears” [„Żelazne łzy”], ale nie są już dostępne. Większości stron wydawnictwa Wildside Press nie działa, a na pozosałych „nakład wyczerpany” już od tygodni. A sprawdzałem na stronie Amazon.com, nie w lokalnym sklepie internetowym. Samo wydawnictwo nie ma też do sprzedania poszczególnych dzieł Lafferty'ego.

Wiem, że nie zajmujesz się jego twórczością, ale jesteś drugim po Michaelu Swanwicku największym wielbicielem Lafferty’ego i to dzięki Twojej wzmiance na blogu zainteresowałem się jego twórczością. Pytam więc: czy Wildside Press zrezygnowało z wydawania Lafferty’ego z powodu aktualnej sytuacji gospodarczej na świecie, czy to tylko przejściowa sytuacja?

Jeżeli zrezygnowali z niego na dobre, to znaczy, że świat stał się o wiele chłodniejszy i to wcale nie dlatego, że mamy tutaj teraz zimę.
Najserdeczniejsze pozdrowienia,
Johnnie

Nie wiem, czy Lafferty jest wciąż drukowany przez Wildside Press, czy nie (ale nie wygląda na to). Ale obecnie krąży naprawdę dużo jego książek – spójrz na wyniki ze strony Bookfinder.com . A wierz mi, że jest bardzo wielu antykwariuszy głodnych Twoich pieniędzy w zamian za jego książki. Zaufaj mi.

Dobra. Do łózka.

piątek, 26 czerwiec 2009

Edynburg w sierpniu

W sierpniu w Edynburgu będę brał udział w kilku spotkaniach przy okazji Festiwalu Książki.

W środę 19 sierpnia będzie impreza „bez limitu wiekowego” od 16:30 do 17:30, a także spotkanie dla „młodzieży i dorosłych” z udziałem Iana Rankina w czwartek 20 sierpnia od 20 do 21. Szczegóły na tej stronie.

Pierwsze spotkanie będzie bardziej dziecięco-pisarskie, drugie bardziej powieściowo-graficzne.

Bilety będą w sprzedaży dopiero od poniedziałku 22 czerwca, ale kiedy ostatnio byłem na Festiwalu Literackim w Edynburgu przy okazji „Koraliny”, wszystkie bilety zostały sprzedane (a „The Guardian”, gdzie usłyszeli, że moje spotkanie było największym na festiwalu, ale tak naprawdę nikogo od nich tam nie było, napisał o inwazji gotów na Festiwal Literacki, co oczywiście nie było prawdą i, bardzo rozbawiony, pisałem o tym na tym blogu). Czyli daję Wam znać: Edynburg to nie Toronto i będą dwa spotkania, nie jedno, więc nie sądzę, żeby miały pojawić się problemy w stylu „wyprzedane w ciągu trzech minut”, jak w przypadku festiwalu Luminato. Ale jeśli chcecie dostać bilety na jedno lub oba spotkania, może warto postarać się o nie wcześnie.

(Informacje na temat rezerwacji są tutaj)

Amanda Palmer wystąpi w Edynburgu 22 sierpnia podczas Edge Festival, co oznacza, że na pewno zostanę tam jeszcze przez kilka dni (szczegółu na http://amandapalmer.net/tour) (lub na stronie sklepu HMV.) Być może będę podpisywał album „Who Killed Amanda Palmer”. Z ulgą donoszę, że nie będę grać na tamburynie.*

Przed nią wystąpi zespół the Indelicates, myślę, że głównym powodem jest to, że wciąż ich puszczałem, kiedy tu była. Musze używać tej mocy wyłącznie do czynienia dobra.


(To jest demo, z ich strony, to pierwsza ich piosenka, jaką usłyszałem i w jednej chwili zachwyciło mnie, jak gorzko, ale z wdziękiem, rozkładają na części pierwsze obsesję mediów/świata akademickiego na punkcie upadku gwiazd i idoli oraz to, jak się tym delektują.)


*ale mimo to jej się podobam.

czwartek, 25 czerwiec 2009

Plan Podpisywania Podczas Halloweenowej Niezależnej Imprezy z Księga Cmentarną i inne opowieści

Dan Guy napisał w piątek 12 czerwca 2009 o 11:17


No. Byłem w Bostonie, teraz jestem w domu (to zdjęcie zrobił mi w domu Kyle Cassidy, jest sprzed miesiąca. Niedawno umieściłem je na rodzinnej stronie, żeby powiadomić w delikatny sposób dalszych krewnych o tym, że teraz mam dziewczynę. Żadna z ciotek, ani żaden z kuzynów nie zwrócił na to uwagi. „Masz fantastyczną lodówkę” komentowali wszyscy, „szkoda, że nie mamy takich w Anglii”). (Sporo osób, które czytały artykuł ze SPIN napisało do mnie miłe wiadomości z gratulacjami z okazji spotykania się ze wspaniałą Amandą Palmer. Wielu z Was dodaje, że wiedzieliście o tym już od roku, kiedy zamieściłem tutaj zdjęcia z Amandą na dachu, co jest bardzo miłe z Waszej strony i pokazuje, że jesteście o wiele mądrzejsi od nas, bo my zaczęliśmy to, dość nerwowo, dopiero niedawno, w tym roku. Na razie jest idealnie.)

Dobrze. Obiecałem, że podam szczegóły Planu Dla Niezależnych Księgarni, prawda? Tego, który ogłosiłem podczas Book Expo America, kiedy zdobyłem nagrodę Indiebound za „Księgę cmentarną” (która to, wybaczcie lekko zakłopotany, ale radosny przerywnik, znalazła się w ubiegłym tygodniu z powrotem na pierwszym miejscu, a w tym – na drugim w rankingu „The New York Times” i jak dotąd trzyma się tam, co niewiarygodne, od ośmiu i pół miesiąca), szokując trochę (ale i zyskując natychmiastową aprobatę) moich wydawców.

Oto plan.

(Plan dotyczy niestety Ameryki północnej, obejmuje USA i Kanadę, nie resztę świata. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, może za rok powtórzymy to w wersji ogólnoświatowej, co może być całkiem fajne.)

To konkurs dla niezależnych księgarni. Nie mam zamiaru podawać definicji niezależnych. Nie ma mowy o dużych sieciach (Borders, B&N, Chapters itd.), bo jest duża szans, że przy wydaniu książki i tak tam zajrzę. Ale udział mogą brać wszystkie od małych, prowadzonych przez jedną osobę księgarenek położonych daleko od wsystkiego do ogromnych księgarni zajmujących całą długośc ulicy. Liczy się Nizależność (oraz, jeśli chodzi o konkurencję, entuzjazm)

Właściciele księgarni zwykle patrzą na mnie tęsknym wzrokiem i pytają: „Jak mam cię ściągnąć do mojej księgarni w Vermont/Nowym Orleanie/New Brunswick/Nevadzie/Alasce/na Florydzie itp.?”, a ja im mówię, że nie wiem, bo naprawdę nie zrobię sobie kilku dni wolnego (jeżeli doliczyć jeszcze dojazd i powrót) żeby pojechać gdzieś i rozdawać autografy, nawet jest to miła księgarnia i mili ludzie.

Oto właśnie jak.

Zorganizujcie imprezę. W swojej księgarni.

Albo lepiej. Zorganizujcie w swojej księgarni imprezę z okazji Hallowe’en. Macie na to cały październik.

Tematem przewodnim ma być „Księga cmentarna”.

(Jak to zrobicie, to już Wasza sprawa. Możecie ozdobić wnętrze nagrobkami, nagrodzić tych, którzy przyjdą przebrani za postaci z książki, zróbić konkurs na epitafium, albo tort w kształcie grobowca, albo... to naprawdę zależy od Was. To Wasza impreza z „Księgą cmentarną”.)

Uwiecznijcie imprezę. Przy dostarczaniu dowodów, że zrobiliście imprezę i jak ona wyglądała zdjęcia i nagrania video okażą się, jak sądzę, skuteczniejsze, niż akwarele i poematy pisane strumieniem świadomości.

Potem szybko wyślijcie dokumentację do wydawnictwa Harper Collins (napiszę co i jak, kiedy termin będzie się zbliżał), gdzie ocenią, czyja impreza była najlepsza, czyi klienci okazali się najbardziej pomysłowi i entuzjastyczni, a także co było najbardziej zbliżone duchem do „Księgi cmentarnej” i będą porównywać księgarnię, gdzie odbył się konkurs na sobowtura Silasa z księgarnią, której personel poprzebierał się za Jacków i ghule, oraz z księgarnią, która zatrudniła prawdziwego wilkołaka w roli Panny Lupescu...

A zwycięzca zostanie ogłoszony nie później, niż 15 listopada.

Potem, w grudniu 2009, zaopatrzony w pióra pojawię się w ustalonym dniu w zwycięskiej księgarni, żeby poczytać i podpisywać „Odda i lodowych gigantów”.

Księgarnie, które zajmą dziesięć kolejnych miejsc otrzymają podpisane plakaty, książki i Inne Rzeczy.

Taki właśnie jest plan.

Poproszę HarperCollins o przygotowanie bardziej oficjalnej wersji powyższego, ale taki właśnie jest plan.

Jeżeli kupujecie w niezależnej księgarni i zawsze chcieliście, żebym się tam pojawił, to powiedzcie właścicielom o tej notce. Może nie czytają tego bloga. To możliwe. I swobodnie przekazujcie tę informację dalej.

....

A teraz przekazuję blog Cat Mihos. Cat (AKA Kitty) jest moją asystenką, kiedy bywam w Los Angeles, odbiera e-maile, a także prosi, czy mógłbym łaskawie odpisać na wiadomości, zwłaszcza te ze szkół. Prowadzi także Neverwhere.net, stronę z róznymi koszulkami, plakatami i innymi takimi.

Przez jakiś czas proponowałem, żeby ją ulepszyła – ułatwiła poruszanie się po stronie, zrobiła ładniejszą grafikę i w ogóle. Tak właśnie zrobiła. Twoja kolej, panno Kitty:

Tu Kitty, z wieściami z frontu Neverwear.net

Mój cierpliwy Szef od prawie dwóch lat ciągnie mnie za rękaw i prosi, żebym usprawniła stronę...
Olga Nunes i Dan Guy spędzili pierwszą połowę tego roku szlifując to cudo. Myślę, że efekt końcowy jest równie piękny, co łątwy w obsłudze. Jestem wdzięczna im obojgu.

Wcześniej w tym roku pracowałam jako wolontariuszka dla CBLDF podczas Wonderconu SF i poznałam tam artystkę Camillę d’Errico. Całkowicie zakochałam się w jej pracach.
Kiedy zapytałam, czy zechciałaby wziąć udział w przygotowaniu rysunku związanego z Neilem, ugięły się pod nią kolana...

Spójrzcie tylko co wymyśliła do „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”...



Żeby uczcić nowy wygląd strony proponujemy zniżkę na zakup tej reprodukcji: jeśli zamówicie w ciągu najbliższych 24 godzin, zapłacicie $10 mniej (od północy 13 czerwca do północy 14 czerwca). Do zamówienia dopiszcie hasło GIRLSATPARTIES

Jeśli korzystacie z twittera wiecie, że armia sympatyków Neila liczy pół miliona, a ogłoszenie o nowym obrazku zablokowało stronę.
Musieliśmy przenieść się na nowy serwer, żeby mieć potrzebną przepustowość łącza. Może to i przypadek #neilwebfail, ale tak naprawdę aż miło mieć tego typu problemy.

W Neverwear jesteśmy otwarci na uwagi dotyczące nowej strony.
Śledźcie nas na twitter.com @neverwear, żeby nie przegapić cotygodniowego rozdawnictwa, trudno przewidzieć co się może zdarzyć...



Proszę.

Dziś przepisałem i wysłałem dziwny tekst ze wspomnieniami z Worldconu w 1987 roku, mojego pierwszego, napisany do broszury Anticipation. W trakcie pisania zaczęło mi się to wydawać coraz mniej prawdopodobne. Naprawdę byłem na imprezie w pokoju, z którego skradziono biżuterię i gdzie wezwano policję, a potem Iain M. Banks (który wspinał się po ścianie hotelu nad ranem, ale nie był włamywaczem) wgramolił się przez otwarte okno...? Oczywiście, że byłem. Po prostu nie wydaje się to teraz bardzo prawdopodobne. Pominąłem równie dużo dziwacznych wydarzeń, co opisałem.

Jest coś wyjątkowego w pierwszym pobycie na Worldconie, zwłaszcza kiedy ma się 26 lat i jest się zdecydowanym nie przegapić ani sekundy (co osiągnąłem rezygnując ze snu, dopóki nie zasnąłem). Myśl, że jako Gość Honorowy Anticipation będę to przyżywał o wiele spokojniej, niż wtedy, jest dziwnie uspokajająca. Ale inni będą się bawić równie cudownie i wariacko.


(PS to napisałem i zamieściłem ja, Neil, ale Webgoblin złożył to w całość z tekstem Kitty w środku.)

czwartek, 11 czerwiec 2009

Remanent

Neil napisał w czwartek 11 czerwca 2009 o 8:52

Dzień dobry, świecie.

Jeśli chcecie zobaczyć wybrane sceny z naszego występu z Amandą z ubiegłego tygodnia (podczas którego zebraliśmy dla Housing Works dziesięć tysięcy, hurra) to Spin zamieścił je na http://www.spin.com/articles/watch-amanda-palmer-neil-gaiman-live-nyc. (po raz pierwszy przeczytałem na głos opowiadanie „Feminine Endings” [„Żeńskie końcówki”] i wydaje mi się, że się do tego nadaje, co bardzo mnie cieszy.) (Jest tam również jedno z moich ulubionych wykonań piosenki „I Google You”)

Dwa tygodnie szaleństwa dobiegły już końca i zaczynam się rozglądać z nadzieją, że pewnego dnia nadrobię zaległości.

W Chicago było fajnie w dziwny, bezsenny sposób. Wsiadłem do porannego samolotu, rozespany, zostawiłem w nim torbę z ubraniami (moja asystentka i Maure Luke to naprawiły), miałem zamiar poświęcić kilka godzin w hotelu na pracę nad przemówieniem. Ale kiedy dotarłem do pokoju hotelowego okazało się, że jest on już zajęty, a potem poranek robił się już tylko dziwniejszy, co oznacza, że moje podziękowania były bardziej improwizowane, niż planowałem, ale ludziom się podobało.


Zostało Postanowione, że nie będę potem podpisywał książek, i kiedy się o tym dowiedziałem byłem trochę zawiedziony. Ale wkrótce się zdrzemnąłem, przespałem dyskusję z udziałem Chipa Kidda i Ivana Brunettiego oraz następną, z Chrisem Ware’em i Lyndą Barrym obudziłem się w porę, aby zjeść w Katsu obiad z Jill Thompson i jej mężem, Brianem Azzarello

Śniadanie z Chipem Kiddem, który rzucił okiem na pierwszy egzemplarz “Who Killed Amanda Palmer” i powiedział na jego temat miłe rzeczy, a potem na lotnisko I w droge do Toronto.

Poszedłem coś zjeść z Markiem Askwithem, którego znam od 22 lat. Poznaliśmy się w Gotham City – dosłownie, na planie pierwszego filmu Tima Burtona o Batmanie – i chciałbym powiedzieć, że się nie zmieniliśmy, ale obaj jesteśmy łagodniejsi, bardziej zadowoleni i mniej wybuchowi, niż wtedy. Obaj byliśmy dziennikarzami/wyjaśniaczami/łącznikami, którzy kochają komiksy i chcą je tworzyć. I choć on napisał parę komiksów, to poszedł w inną stronę, w kierunku produkcji telewizyjnej, ja poszedłem w drugą.

Następnego ranka byłem w telewizji CBC na nagraniu programu „The Hour”. W samochodzie, w drodze do studia powiedziano mi, że dzień wcześniej postanowiono nie robić ze mną wywiadu, tylko dać mi do przeczytania listę Pięciu Nędznych Superbohaterów. Przejrzałem ją. Nie była śmieszna. Na miejscu zapytałem o to producenta i skończyło się na tym, że napisałem ja od nowa, w pośpiechu, żeby nie była aż tak nieśmieszna, ale nie jestem pewien, czy ostatecznie stała się śmieszna. Następnie z głębokiej piwnicy wyruszyłem do studia radiowego, gdzie Sook-Yin Lee przeprowadziła ze mną wywiad dla “Definitely Not The Opera” [“Zdecydowanie nie opera”] na temat ojców i synów i wyszło, że był to jeden z najszczerszych i najbardziej osobistych wywiadów, jakich kiedykolwiek udzieliłem.

Wadą częstego udzielania wywiadów jest to, że ludzie wciąż pytają o to samo, a ty wciąż powtarzasz te same odpowiedzi. Sook-Yin chciała wiedzieć rzeczy, o które nikt dotąd nie pytał i cieszyłem się, że mogę o nich mówić. Będzie wyemitowany 20 czerwca.

Impreza Luminato była naprawdę świetna. Przedstawiał mnie Mark Askwith (szybkie wyszukiwanie pokazało jedną relację z imprezy - tutaj, tu inna, w której jest więcej zdjęć oraz blog Marka Askwitha, gdzie jest jego wprowadzenie.)

Ale moje ulubione wydarzenie miało miejsce kolejnego ranka: poszedłem do Nelson Mandela Park school. Czytałem dla dzieciaków ze szkoły i odpowiadałem na ich pytania, potem oprowadzono mnie po szkole i na koniec zabrano do Sali, gdzie trzynastu małych aktorów odegrało sceny z pierwszego rozdziału „Księgi cmentarnej”. To było cudowne.

Z innych wieści: dziś w Nowym Jorku i Los Angeles odbędzie się premiera filmu Duncana Jonesa pt. „Moon”. W lutym widziałem pokaz przedpremierowy i strasznie mi się podobał. Naprawdę dobry film SF z takich, których dzisiaj już się nie robi.

Od około roku namawiam Mitcha Benna, żeby założył jakieś internetowe miejsce, gdzie możnaby kupić jego piosenki i wreszcie to zrobił, są na http://www.corporationrecords.com/store/index/104. Proszę, kupujcie jego muzykę, żeby nie miał poczucia, że to była strata czasu.

„Księga cmentarna” – i ten blog! – zostały nominowane do nagród British Fantasy Society: http://www.locusmag.com/News/2009/06/british-fantasy-award-finalists.html

Tu jest artykuł z “The New York Times” na temat musicalu “Koralina” I tego, jak wykorzystane są tam różne rodzaje pianina. http://www.nytimes.com/2009/06/07/theater/07Blan.html

To przysłał Mike Berry:


Neil – gratulacje z okazji musicalu “Koralina”. Pomyślałem, że może Cię zainteresować to nagranie, gdzie Schuyler Rummel-Hudson opowiada historię Koraliny. Schuyler ma wade mózgu, która znacznie utrudnia jej mówienie, co jej ojciec, Robert, opisuje w znakomitej książce "Schuyler's Monster" [„Potwór Schuyler”]. Mimo to, ma niezwykłą zdolność opowiadania.

Oto link:
http://www.schuylersmonsterblog.com/2009/06/storyteller.html