Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helen Fagin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helen Fagin. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 stycznia 2019

Oto jaki był rok 2018

Neil napisał w poniedziałek 31 grudnia 2018 r. o 16:11


To był dziwny rok. Publikowałem na blogu zaledwie kilka razy, głównie dlatego, że nie miałem o czym pisać poza jednym tematem, ogromem powstawania Dobrego Omenu. Zakończyliśmy większość zdjęć w marcu, czyli wszystko, co robiliśmy od tego momentu należy do "postprodukcji".

To oznacza, że zmontowaliśmy sześć odcinków (a mówiąc "my" mam w tym wpisie na myśli zwykle reżysera Douglasa Mackinnona i siebie). Czasami było łatwo, ale najczęściej nie było. Dobry omen jest skomplikowany. Odcinek 1 początkowo trwał 75 minut i nie sposób było za nim nadążyć. Teraz trwa 52 minuty i widzowie nie tracą wątku, nawet przy podmianie dzieci. Odcinek 5 okazał się za krótki, a odcinek 6 za długi, ale to nic nie szkodzi, bo już dawno zorientowaliśmy się, że jedyny sposób, żeby zrobić coś na taką skalę to nakręcić 6-godzinny film, więc przesunęliśmy fragmenty 6. odcinka do wcześniejszego. Każdy odcinek był dopracowywany i cyzelowany do perfekcji. (Montażyści, z którymi współpracowaliśmy to Will Oswald przy pierwszych trzech i Emma Oxley przy kolejnych).

A kiedy wszystko zostało zmontowane i dopięte, David Arnold mógł napisać i nagrać muzykę, a potem zespół w MILK mógł zacząć pracę nad efektami wizualnymi: zarówno wielkimi i ostentacyjnymi, jak londyńska obwodnica M25 zmieniająca się w płonący pierścień wokół miasta czy głowa Dereka Jacobiego wypełniająca wnętrze księgarni Aziraphala, jak i bardziej dyskretnymi, jak brakujące detale naszej uliczki w Soho.

A w trakcie wszystkich tych prac czarodzieje z Bang! przesłuchali nagrany dźwięk i mówili co mogą wykorzystać, czego będą potrzebować na zapas, a co jeszcze aktorzy muszą dograć (proces nosi nazwę ADR - Automated Dialog Replacement). Nie mówiąc już o technicznych wyzwaniach najróżniejszych głosów, jakie będą wydobywać się z ust Mirandy Richardson (gra Madame Tracy, medium): Johnny Vegas i Michael Sheen również nagrywali głosy, którymi będzie mówić Miranda...

Mamy ponad 200 ról mówionych. To bardzo dużo dubbingu.

A w Molinare jest Gareth Spensley odpowiedzialny za koloryzację, który jest czarodziejem sprawiającym, że sceny wyglądają jeszcze piękniej, niż kiedy kręcił je Gavin Finney. Czasem potrafi sprawić, żeby ujęcia nakręcone rano wyglądały jak zmierzch i robi inne, równie osobliwe rzeczy. Beren Croll zajmuje się pracą "online" ze swoimi własnymi sztuczkami graficznymi i nakłada, gdzie trzeba zadziwiające efekty i przedziwne, odręczne grafiki przygotowane dla nas przez Peter Anderson Studios...

I tak minęło ostatnie dziewięć miesięcy. Poniżej trailer, który wypuściliśmy, gdyby ktoś go jeszcze nie widział albo miał ochotę zobaczyć ponownie.


Jeszcze nie skończyliśmy. Potrzeba około miesiąca, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Mieliśmy nadzieję, że uporamy się z tym wcześniej, dlatego moja żona, synek i opuszczająca nas niania wyjechali na zaplanowane wakacje pod hasłem "Hurra! Neil skończył z Dobrym omenem!" na Karaiby, a mnie, jak widać, nie ma z nimi. W drodze powrotnej do UK (dzieląc czas pomiędzy Soho w Londynie, gdzie są różne nasze studia postprodukcyjne a Cardiff, gdzie mieści się siedziba Bang!) zatrzymałem się w domu przyjaciół, w którym napisałem znaczną część Amerykańskich bogówChłopaków Anansiego i opowiadań, np. Studium w szmaragdzie. Tyle wspomnień.

Dwa dni temu pojechaliśmy do Sarasoty, odwiedzić moją kuzynkę Helen. Za parę tygodni skończy 101 lat. Nie traci nic ze swojej bystrości. (To jest link do niedawnego artykułu o niej na stronie Brainpickings i listu, który napisała o swojej własnej historii, a który przyczynił się do jego powstania 

Helen ma prawie 101 lat. Ash ma 3 lata. Amanda i ja wypadamy gdzieś pomiędzy.

To będzie pierwszy Sylwester od bardzo dawna, kiedy nie pocałuję swojej żony o północy. Pierwszy rok, kiedy nie będziemy wspólnie obchodzić rocznicy ślubu. Będę za nimi strasznie tęsknił.

Moje cele na 2019 rok to dokończyć Dobry Omen i posłać go w świat, a potem wycofać się z produkcji serialowej na pełen etat, żeby na takiej emeryturze wrócić do pisania. Brakuje mi tego.

Jeśli lubicie słuchać radia, to coś dla Was:

With Great Pleasure: Wybrałem fragmenty prozy, wiersze i piosenki, które uwielbiam. Czytają je Peter Capaldi, John Finnemore i Nina Sosanya, a Mitch Benn i Ukulele Orchestra of Great Britain śpiewają.

The Magic Wood: jedna z wielu rzeczy nagranych do audycji With Great Pleasure, która nie zmieściła się w programie. Ale ponieważ czyta pan Capaldi, jest za dobre, żeby przepadło.

Mitologia nordycka Neila Gaimana: słuchowisko z udziałem Diany Rigg i Dereka Jacobiego, Natalie Dormer i Colina Morgana. Adaptacji dokonała Lucy Catherine, a wyreżyserowała i zrealizowała Allegra McIlroy.

Wszystkich tych rzeczy możecie słuchać w dowolnym miejscu na świecie jeszcze przez najbliższe 3 tygodnie...


Jeśli przyszliście tu po noworoczne życzenia, nie mam nic nowego.
Ale zamieszczam te, które napisałem wcześniej.
Te są z 2014 roku:

Piętnaście lat temu napisałem:

Niech nadchodzący rok będzie przepełniony magią, marzeniami i dobrym szaleństwem. Mam nadzieję, że przeczytacie jakieś dobre książki i pocałujecie kogoś, kto myśli, że jesteście wspaniali, i nie zapomnijcie czegoś stworzyć - napiszcie, narysujcie, zbudujcie lub zaśpiewajcie albo żyjcie jak tylko Wy potraficie. I mam nadzieję, że w jakimś momencie przyszłego roku zaskoczycie samych siebie.

Prawie dekadę temu życzyłem:

... mam nadzieję, że to będzie dla was cudowny rok, że będziecie śnić śmiało i niebezpiecznie, że stworzycie coś, co dotąd nie istniało, że będziecie kochani i że będziecie lubiani i że również Wy będziecie mieli kogo kochać i lubić. I, co najważniejsze (bo uważam, że świat potrzebuje teraz więcej dobroci i mądrości), że kiedy trzeba będziecie mądrzy i że zawsze będziecie dobrzy.

Pięć lat temu napisałem:

A w tym roku chciałbym życzyć nam wszystkim czegoś bardzo niewielkiego
i bardzo prostego.

Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku, będziecie popełniać błędy.

Bo kiedy popełniacie błędy, robicie coś nowego, próbujecie nowych rzeczy, uczycie się, żyjecie, mobilizujecie się, zmieniacie siebie i zmieniacie świat. Robicie rzeczy, których dotąd nie robiliście i, co najważniejsze, Coś Robicie.
Tego właśnie życzę Wam i sobie samemu. Popełniajcie Nowe Błędy. Popełniajcie zadziwiające, wspaniałe błędy. Popełniajcie błędy, których nikt przed wami jeszcze nie popełnił. Nie popadajcie w przerażenie, nie przestawajcie, nie martwcie się, że coś nie jest wystarczająco dobre, albo że nie jest doskonałe, cokolwiek to jest: sztuka, miłość, praca, rodzina czy życie.
Jeżeli czegokolwiek się boicie - zróbcie to.
Popełniajcie własne błędy,
w tym roku i zawsze.

W 2012, z przerażeniem, ale starając się dzielnie trzymać za kulisami przed koncertem napisałem:

Nastał Nowy Rok, a wraz z nim nowa szansa na kształtowanie naszego świata.

Oto moje życzenie, życzenie zarówno dla mnie, jak i dla Was: obyśmy w świecie, który na nas czeka, byli odważni. Obyśmy wkraczali w ciemność bez strachu i szli w nieznane z uśmiechem na twarzy, nawet jeżeli będzie to uśmiech udawany.

I cokolwiek nam się przydarzy, cokolwiek będziemy robić, czegokolwiek będziemy się uczyć – obyśmy potrafili czerpać z tego radość. Możemy odnaleźć radość w świecie, jeżeli to właśnie radości szukamy. Możemy czerpać radość z aktu tworzenia.

Tego właśnie życzę Wam i sobie. Odwagi i radości.

...

Życzyłem Wam i życzę nadal tego wszystkiego. Nie planowałem dodawać w tym roku nic więcej. A jednak...

Bądźcie dla siebie dobrzy w nadchodzącym roku.
Pamiętajcie, żeby sobie wybaczać i żeby wybaczać innym. W obecnych czasach aż za łatwo jest się oburzać, a o wiele trudniej coś zmienić, wyciągnąć do kogoś rękę, zrozumieć.
Postarajcie się, żeby czas miał znaczenie: minuty, godziny, dni i tygodnie przemijają jak zeschłe liście, a jedyne, co po nich zostaje to czas, kiedy być może nie udaje się do końca robić tego co się chciało albo kiedy na coś czekamy.
Poznawajcie nowych ludzi i rozmawiajcie z nimi. Róbcie nowe rzeczy i chwalcie się nimi tym, którym mogą się spodobać.

Przytulajcie za mocno. Uśmiechajcie się za często.

I jeżeli tylko możecie - kochajcie. 

środa, 14 marca 2012

Ameryka Cię Pożre

Neil napisał we wtorek 7 lutego 2012 o 21:23


Witam wszystkich

Ukrywam się i piszę. Jest dobrze. Postanowiłem urządzić sobie wyprawę, żeby się tu dostać. Zahaczyłem po drodze o Nowy Orlean, zostałem dość ekstremalnie ostrzyżony i ogolony. Kiedy ostatnio ukryłem się, żeby pisać powieść, pozwoliłem włosom i brodzie urosnąć i nie chciałbym tego powtarzać. Wydaje mi się, że wyglądam wtedy... dziwacznie. Ale czuję się, jakbym był w przebraniu, co dla pisarza jest znakomitym uczuciem.

Dotarłem do swojej kryjówki, czyli domu, w którym dziesięć lat temu zacząłem pisać Amerykańskich bogów. Następnie wsiadłem w samochód i przez trzy i pół godziny, żeby spotkać się z kuzynką Helen i jej mężem Sidneyem. (Matka Helen i mój pradziadek byli rodzeństwem.) Helen ma 94, a Sidney 90 lat. (Helen powiedziała Sidneyowi, że jest cztery lata młodsza niż była naprawdę, żeby odzyskać cztery lata stracone w drugiej wojnie światowej, podczas której przeżyła warszawskie getto i nawet gorsze rzeczy. Przyznała się do swojego prawdziwego wieku dopiero czterdzieści lat później, po śmierci swej starszej siostry, Wandy. Jeżeli macie trzy godziny, obejrzyjcie na YouTube film nakręcony w ramach projektu Shoah.) A potem wróciłem do domu, w którym chwilowo mieszkam.

Przez większość wczorajszego dnia niewiele robiłem: odpoczywałem po podróży, rozpakowywałem się. Jednak dzisiaj piszę.

Dopóki będę pisał, nie oczekujcie zbyt wielu aktualizacji na blogu.

Ale mam dwie fajne rzeczy...

Pierwsza z nich to przemówienie z podziękowaniem za nagrodę, które nakręciłem dla SFX. Dostałem od nich nagrodę za Znakomitość w Pisaniu Scenariuszy za Żonę Doktora, odcinek Doctora Who. Chciałem podziękować w wyważony i przemyślany sposób, którego wymaga tego typu okazja.






Druga z nich jest taka, że pod tym linkiem na stronie Audible.com można posłuchać nowości wydawanej w serii Neil Gaiman Prezentuje: Przygody Doktora Eszterhazy'ego. Siedemnaście godzin znakomitych, zabawnych, głębokich i przeuroczych opowiadań o dr Engelbercie Eszterhazym, który niczym Sherlock Holmes przeżywa rozmaite perypetie we wschodnioeuropejskim Imperium Bałkańskim.


I jeszcze coś, co przed chwilą dostałem od Amandy... teledysk do coveru Polly Nirvany nagranego przez nią na tribute album poświęcony płycie Nevermind. Straszny, ciężki, ostatecznie zwycięski, oparty na prawdziwej historii.


wtorek, 22 stycznia 2008

Pewnie myśleliście, że już po mnie

Neil napisał w poniedziałek, 21 stycznia 2008 o 14:23

Przepraszam was za to - próbowałem wysłać notkę emailem, ale się zirytowałem, że przestałem. Teraz z technicznego punktu widzenia wszystko jest w porządku i pomyślałem, że światu należy się stosowna notka, aczkolwiek krótka.

"Księga cmentarna" jak sądzę wróciła już na właściwe tory. Przedarłem się przez złowrogie i kolczaste zarośla jakimi był Rodział Szósty i jak mi powiedziano, nie brzmi wcale jakbym wymyślał go w trakcie pisania, ale jakbym od początku wiedział jak ma wyglądać. To mnie bardzo cieszy, bo pisało się nędznie.

Obecnie powstaje Rozdział Siódmy. Pisanie go sprawia mi wielką przyjemność i chyba nawet wiem dokąd zmierza (wiedziałem od lat), ale wydaje się, że i tak zechce mnie czymś zaskoczyć. Nagle zjawił się martwy poeta nazwiskiem Nehemiah Troh, którego zupełnie się nie spodziewałem. Na jego nagrobku wyryto "Łabędzie Śpiewają Przed Śmiercią" i mam nadzieję, że nigdy nie dowiemy się dlaczego.

(Nie będzie to wyjaśnione w książce, ale to fragment którego autorem rzekomo był Pope, ale tak naprawdę cytat nawiązujący do przekonania, że tuż przed śmiercią łabędzie śpiewają najgłośniej i najpiękniej pochodzi z Coleridge'a:
"Łabędzie śpiewają przed śmiercią. Byłoby lepiej, gdyby niektóre osoby umierały zanim zaczynają śpiewać."
I pozwala mi sądzić, że Nehemiah Trot nie został uznany za wielkiego poetę przez ludzi, którzy go pochowali.)

Jak już wspomniałem, naprawdę doskonale się bawię.

Jednak nadal pozostaje kilka wstępów, które zgodziłem się napisać przed końcem stycznia (ponieważ byłem pewien, że do tego czasu "Księgę Cmentarną będę miał z głowy) i nieco mnie to rozprasza.

Strajk scenarzystów trwa. Szalenie ucieszyło mnie porozumienie jakie Weinstein Company podpisała z WGA [Writers Guild of America, związek pisarzy - przyp. noita] zgadzając się na wszystkie warunki, bo oznacza to, że mogę wrócić do pracy nad filmem "Nigdziebądź". (Krótka historia - między 1997 a 2000 rokiem napisałem około ośmiu wersji filmu i się wycofałem. Po mnie inni próbowali tworzyć scenariusze, niektóre były okropne, niektóre nie, ale pomysł umarł. W ubiegłym roku moi agenci zostali przysłali kogoś kto zapytał czy jest może szkic scenariusza i była to ostatnia wersja napisana przez mnie w 2000. Ktoś go przeczytał, rozgorączkował się i nagle pomysł ożył. Hensons ma produkować do spółki z Weinstein Company. Trzeba jeszcze znaleźć reżysera, ale przynajmniej już mogę nad tym pracować.)
***

Jedno z najczęściej zadawanych tutaj pytań to Czy Mógłbym Polecić Książkę Dla Młodeczo Czytelnika? Odpowiedź naprawdę brzmi nie mogę, nie bez znajomości danego Młodego Czytelnika. Różni ludzie lubią różne książki, a wiek nie jest żadną wskazówką. Ale co mogę zrobić to pokazać wam w Daily Telegraph tę wspaniałą listę 100 książek, które każde dziecko powinno przeczytać. Podzielona została na trzy części (dla najmłodszych, średnich i starszych dzieci).
To naprawdę świetne zestawienie i mówię to jako osoba, która czytała sobie lub na głos wiele z proponowanych tytułów, a nie dlatego, że znalazła się tam "Koralina".
...

W New York Times jest artykuł na temat Stephina Meritta.
...

Ludzie pytali, czy mam zamiar zaopatrzyć się w nowy, lekki Macbook Airs. I podejrzewam, że tak, ale zanim to zrobię poczekam aż trochę pobędą na rynku. Najmądrzejsza decyzja to nie rzucać się na sprzęt Mac jak tylko sie pojawi. Przejścia Holly z MacBookiem pierwszej generacji są najbardziej aktualnym przykładem ignorowania tej zasady w mojej rodzinie.

Chciałbym też, aby był jeszcze trochę lżejszy. Wolałbym, żeby mój Panasonic W7 był lżejszy, a i tak waży około 8 uncji mniej, niż nowy Mac. (edytowane, aby dodać: a ma jeszcze napęd DVD i dysk twardy dwa razy większy, niż ten w Mac air. Z drugiej strony ma zainstalowaną Vistę, który jest wolniejszą wersją Windowsa XP.)
...

Neil, 27 grudnia napisałeś "Byłoby znacznie więcej białych owczarków niemieckich gdyby naziści nie stwierdzili, że są gorszą rasą i należy je wyeliminować z puli genetycznej. Oczywiście to samo można powiedzieć o mojej rodzinie." Dlaczego nie wspominasz o tej gałęzi swojej rodziny?

Zwyczajnie dlatego, że zwykle o tym nie myślę, ani nie czuję się z tym dobrze i ten temat rzadko pojawia się w rozmowie.

Pamiętam jak po raz pierwszy zdałem sobie sprawę co przydarzyło się mojej rodzinie podczas Drugiej Wojny Światowej. Miałem jakieś 11 lat i musiałem zrobić do szkoły drzewo genealogiczne. To było tylko dwadzieścia pięć lat po zakończeniu wojny - niezbyt długo, ale dla mnie był to cały wiek, a IIWŚ była już starożytną historią. Rysując drzewo i rozmiawiając z krewnymi odkrywałem, że większość mojej rodziny z terenów Polski, Niemiec i Wschodniej Europy została wysłana do obozów koncentracyjnych i już z nich nie wróciła. Chociażby z całej wielkiej rodziny mojego dziadka ze strony ojca został tylko mój pradziad z dziećmi, którzy przybyli do Anglii oraz trzy siostry z Radomska w Polsce, które przeżyły dzięki szczęściu i sprytowi.

Jedna z tych sióstr to moja kuzynka, znakomita Dr Helen Fagin [była siostrą cioteczną mojego dziadka - mój pradziadek był jej wujem] i została właśnie wyróżniona przez New College of Florida w Sarasocie za wkład w nauczanie o Holocauście.
Tak samo jak pisarstwo i wykłady Fagin, 1000 tomowy zbiór podkreśla to, co ona sama nazywa "moralną nauką" na temat nazistowskiej eksterminacji 6 milionów Żydów.

"Ważne jest, aby uczyć się o Holocauście" mówi, "ale jeszcze ważniejsze jest jaką naukę wyciągniemy z Holocaustu."

Najbardziej mrożącą krew w żyłach lekcją jest jej zdaniem to, że eksterminacja, największa zdrada jakiej może dopuścić się cywilizacja wobec własnej ludności była dziełem kulturalnych, dobrze wykształconych ludzi.

"To były osoby wykształcone, erudyci i myśliciele, którzy doszli do wniosku, że ostateczne rozwiązanie brzmi całkowicie przekonująco."

"Następnie zdołali zwerbować do pomocy chemików, aby ci wymyślili skuteczny gaz do unicestwiania ludzi; architektów do zaprojektowania wydajnych domów śmierci i przemysłowców do stworzenia maszynerii zagłady."

Lekcja, jaką powinniśmy z Holocaustu zapamiętać nie dotyczy tego, że ludzie są "jakoś zdolni wyrzec się swoich związków z innymi" mówi Helen Fagin, ale że "robią to świadomie dokonując wyboru."
I ma rację. Jak napisałem w "Amerykańskich Bogach" dla mnie najgorsze jest, że część - być może nawet spora - tych, którzy wymordowali moja rodzinę i sześć milionów innych ludzi zdołała (nie mam co do tego wątpliwości) wmówić sobie, że są dobrzy i robią dokładnie to, co należy.