poniedziałek, 28 maja 2012

Ostatni post na temat Kickstartera

Neil napisał w niedzielę 27 maja 2012 o 15:01


Do końca akcji Amandy na Kickstarterze zostały cztery dni.

W ciągu niecałego miesiąca zdobyła ogromne wsparcie, ustanowiła rekord w dziedzinie zbiórki funduszy na tego typu cel, znalazła się w wiadomościach na całym świecie, a teraz planuje zorganizować w czwartek na Brooklynie ogromną, transmitowaną online imprezę dla tych, którzy wspomogli zbiórkę i będą wspólnie odliczać do północy, kiedy to Kickstarter zostanie zamknięty, a ona zacznie grać.

Z pewnością wspomogło ją wystarczająco wiele osób, już dawno znacznie przekroczyła ustanowiony cel i znajduje się gdzieś w krainie poza najśmielszymi oczekiwaniami. (W chwili pisania tej notki zebrała 900% zakładanej kwoty i chyba jest na najlepszej drodze do Kickstartera wartego milion dolarów.) Ale pomyślałem, że mimo wszystko przed zakończeniem akcji dorzucę tu kilka słów, ponieważ...

W ubiegłym roku wspólnie uruchomiliśmy Kickstarter dla Wieczoru z Neilem i Amandą, aby zgromadzić środki na profesjonalne nagranie i wydanie zapisu trasy, jaką odbyliśmy w listopadzie po zachodnim wybrzeżu USA. Zebraliśmy o wiele więcej pieniędzy niż planowaliśmy, więc zrobiliśmy wszystko o wiele fajniej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Na przykład planowany dwupłytowy album rozrósł się do pięknego, trzypłytowego wydania, a potem dołożyliśmy jeszcze supersekretną bonusową płytę z bananem oraz ponad dwie dodatkowe godziny nagrania do pobrania w formie cyfrowej. Ciężko pracowaliśmy na to, żeby wszyscy nasi "inwestorzy" otrzymali w zamian coś lepszego, niż spodziewali się dołączając się do akcji.

A kiedy wszystko zostało wysłane i ludzie zaczęli zamieszczać w sieci radosne zdjęcia swoich zamówień (jak te poniżej...)



... tutaj, na Twitterze i Tumblrze zacząłem dostawać wiele wiadomości od osób zasmuconych, że nie dołączyli się do kickstarterowej zbiórki, bo ją przegapili, w ogóle o niej nie wiedzieli, zapomnieli lub akurat wtedy nie mieli pieniędzy. I pytali czy jest już za późno, żeby te rzeczy zamówić. Prawie wszystkim odpisywałem, że niestety tak, ale było za późno. Powstało tylko tyle płyt, ile zamówień złożono na Kickstarterze.

(Planujemy wydać płytę "Wieczór z Neilem i Amandą" komercyjnie, prawdopodobnie pod koniec tego roku. I będzie to ładny zestaw, ale nie taki sam, jak otrzymali zamawiający z Kickstartera. Tamten był wyjątkowy i przygotowany specjalnie dla nich.)

Standardowa wersja albumu Amandy zostanie wydana we wrześniu. Tę wersję będzie można kupić w sklepach płytowych. Ale dwupłytowy zestaw włożony w książeczkę (to niebieskie po prawej), poczwórny winyl z własnym pudełkiem, czy cokolwiek innego Amanda jeszcze wymyśli dla poszczególnych kategorii cenowych, książka z grafiką – to wszystko dostępne jest tylko na Kickstarterze. Jeżeli któraś z proponowanych nagród Was interesuje (począwszy od albumu do pobrania w wersji elektronicznej za 1$, co z pewnością wyjdzie taniej, niż na iTunes) to przypominam, że zostały Wam cztery dni na kliknięcie w link do Kickstartera i dołączenie do akcji...

...

Amanda niedawno napisała na swoim blogu i wysłała do uczestników akcji wyjaśnienie, że milion dolarów z Kickstartera wcale nie uczyni jej bogatą. Ludzie zamawiają różne rzeczy, ona je przygotuje i zrealizuje, nie wypełni milionem basenu i nie będzie się w nim pławić jak wujek Scrooge. To nie są zwolnione od podatku darowizny, to zamówienia na konkretną usługę.

Żeby wszystko było jasne:

Kickstarter powstał w celu zgromadzenia funduszy na wydanie płyty CD (dla wszystkich, nie tylko osób, które w akcji uczestniczą) oraz trasę koncertową (j.w.).

Środki z Kickstartera opłacają studio nagraniowe i koszt promocji (tak jak zrobiłaby to wytwórnia). Biznes plan nie brzmi Jak dorobić się kosztem 20 tys. ludzi tylko Niech 20 tys. ludzi wspólnie ufunduje koszt wyprodukowania, dystrybucji i promocji dostępnej dla wszystkich płyty i trasy. I dopiero na tym zarabiaj.

Gdyby zespół wziął od wytwórni pieniądze na teledyski, studio nagraniowe i promocję i potraktował je jako własny dochód zamiast zainwestować w swoją przyszłość powiedzielibyście, że są krótkowzroczni. Temu właśnie służą środki z Kickstartera: opłaceniu teledysków, promocji, projektu i wytworzenia płyty oraz trasy koncertowej. Na to są przeznaczone.
...

Tyle. To ostatni post na temat Kickstartera Amandy, chyba że będę pisał z brooklińskiego dachu po zakończeniu akcji, kiedy nowojorska policja będzie przymykać Amandę i jej Grand Theft Orchestrę. Ona twierdzi, że mają wszystkie pozwolenia wymagane w przypadku koncertu granego na dachu o północy, a nawet załatwili z policją zamknięcie i odgrodzenie ulicy. Ale ja myślę o koncercie Beatlesów na dachu budynku Apple i zastępach mundurowych, które pojawiły się, aby ich powstrzymać...



Szybki i pożyteczny post o etui do Sandmana

Neil napisał w czwartek 24 maja 2012 o 23:16


Post na szybko...

Zestaw Sandmana wraz z etui jest w przygotowaniu. Będzie w sprzedaży w listopadzie. Tak bardzo mnie to cieszy. Od bardzo dawna prosiłem DC o jego przygotowanie, więc jestem ogromnie szczęśliwy, że wreszcie powstanie. Będzie wyglądać prawie tak, jak na poniższym zdjęciu. (Jeśli przyjrzycie się uważnie zobaczycie, że ostatni tom w pudełku to nie Przebudzenie. A to dlatego, że zdjęcie zrobiono przed publikacją tego wydania Przebudzenia.)


(Pod tym linkiem można złożyć zamówienie w Amazonie: obniżyli cenę z 200 do 125$. Na innych stronach z pewnością można znaleźć podobne promocje.)

DC będzie również sprzedawać etui z niektórymi egzemplarzami Przebudzenia. Czyli jeśli posiadacie już pozostałe tomy, będziecie mogli umieścić je w etui.

Jak podaje strona Bleeding Cool sprzedawcy, którzy chcą otrzymać swoje zamówienie w listopadzie, mogą je składać do weekendu. Czyli jeżeli chcecie albo samo Przebudzenie z futerałem albo pełen zestaw Sandmana, zgłoście się do miejscowego sklepu z komiksami teraz. (Jak taki sklep znaleźć? Można skorzystać ze strony http://www.comicshoplocator.com/)

(W ostatnim wydaniu Sandmana w miękkiej oprawie kolory są takie same, jak w wydaniu Absolute, choć oczywiście brakuje wszystkich dodatkowych materiałów. Jeżeli kupiliście już 4 tomy Absolute Sandmana, możecie być z siebie dumni. Nie musicie kupować ich ponownie. Nigdy nie musicie kupować ponownie czegoś, co już posiadacie.)

niedziela, 27 maja 2012

Preambuła do fotografii


Neil napisał w poniedziałek, 21 maja 2012 o 18:49


To będzie bardzo długi wstęp do zdjęcia.

Na początku mojej znajomości z Amandą bardzo wiele czasu spędzaliśmy rozmawiając przez telefon o wielkich ważnych sprawach. Teraz już tyle przez telefon nie rozmawiamy, a kiedy się to nam zdarza – nie mówimy o sprawach sercowych czy naszym życiu, a raczej opracowujemy rozwiązania logistyczne i kombinujemy jak nagiąć czas i przestrzeń, żeby możliwie szybko znaleźć się w tym samym miejscu. Tak się po prostu składa. Ale kiedy jesteśmy razem, późną nocą, w łóżku, wciąż rozmawiamy o wielkich ważnych sprawach.

Kiedyś rozmawialiśmy przez telefon bardzo dużo. Któregoś razu powiedziałem coś o swoim życiu, o łóżkach i ich rozmiarach, a Amanda nagle ucichła. Pomyślałem, że zaczęła płakać i wydało mi się to dziwne, bo (jak sądziłem) nie powiedziałem nic na temat spraw sercowych.

Jakiś tydzień później ogłosiła na Twitterze, że pisze nową piosenkę. Po każdej zwrotce robiła sobie i publikowała zdjęcie. Wydawało się, że kibicuje jej cała społeczność Twittera.

Po kilku dniach przyjechałem do Bostonu i Amanda zagrała mi tę piosenkę na wielkim fortepianie stojącym w jej ciasnym mieszkanku. Z drobnego fragmentu mojego życia zrobiła coś zupełnie innego – historię pewnej pary, od radości do śmierci, przedstawiła jako sprawę sądową czy może śledztwo, jako serię łóżek. Płakałem, kiedy ją grała.

Poprosiła, żebym nadał piosence tytuł, skoro to ja zainspirowałem jej powstanie, a ponieważ nie chciałem wymyślać nic na siłę, nazwałem ją The Bed Song, „Piosenką łóżkową” i tak zostało.

Piosenka znajdzie się na jej nowej płycie.

Amanda zaprosiła kilkoro artystów do współpracy nad grafiką, która ma towarzyszyć jej wydaniu, a mnie zapytała, czy zrobiłbym coś do The Bed Song. Zastanawiałem się, co byłoby najodpowiedniejsze i uznałem, że seria pięciu zdjęć, ilustrujących pięć zwrotek/dowodów rzeczowych z piosenki. Uznałem również, że choć uwielbiam robić zdjęcia (aparaty lomo należą do przedmiotów, które w swej kolekcji cenię najbardziej) to nie wiem jak się zabrać za takie fotografie...

Na szczęście kilka dni później w Barrington, w Illinois, odbyło się spotkanie dla uhonorowania Gene'a Wolfe'a, na którym pojawił się mój przyjaciel Kyle Cassidy ze swą piękną żoną, aktorką Trillian Stars. Zapytałem Kyle'a, czy nie zechciałby połączyć sił: ja napisałbym scenariusz opisujący zdjęcia, tak jak robię to z kadrami komiksowymi, on by je wykonał. Kyle się zgodził. A potem powiedziałem mu, jak niewiele mamy na to czasu...

Oraz że potrzebujemy osób w różnym wieku chętnych do pozowania (poza jedną) w parach, nago i w łóżku.

Kyle, niezrażony, zabrał się do pracy.

Kyle jest niesamowitym fotografem. Wśród przyjaciół i z pomocą Twittera znaleźliśmy ochotników. Znalezienie modeli w okolicach dwudziestki, trzydziestki, czterdziestki nie było kłopotliwe... ze starszymi było trudniej. Było mi ogromnie przyjemnie, gdy moi przyjaciele Samuel R. Delaney i Mia Wolff zgodzili się zapozować do ostatniej potrzebnej nam fotografii.

Wiele spośród fotografowanych przez Kyle'a osób mówiło, że to doświadczenie odmieniło ich życie i jestem skłonny w to uwierzyć.

Fotografie wyszły przepięknie. Seria zdjęć składa się na opowieść. Byliśmy bardzo zadowoleni, z wyjątkiem faktu, że... Kyle zrobił za dużo dobrych zdjęć.

Każde z nich jest dziełem sztuki. Amanda przygotowuje już książkę zawierającą dzieła sztuki powstałe z okazji, lub inspirowane muzyką z płyty, ale bardzo zależało nam, żeby fotografie Kyle'a zostały potraktowane tak samo, jak zdjęcia które będą wystawiane w galeriach tego lata, podczas trasy koncertowej Amandy. Chcieliśmy również, żeby pokazane zostały wszystkie zdjęcia, nie tylko te pięć wybranych, które trafią do galerii i do książki.

Amanda przygotowywała właśnie akcję na Kickstarterze (http://www.kickstarter.com/projects/amandapalmer/amanda-palmer-the-new-record-art-book-and-tour). Musiała wymyślić różne rodzaje nagród odpowiednich do składek różnej wysokości. A przy odpowiednio wysokiej cenie moglibyśmy sobie pozwolić na stworzenie albumu książkowego, jaki sobie wymarzyliśmy – czegoś porównywalnego z kunsztem i wykonaniem wielkich, imponujących albumów Taschen. Choć znalazłoby się w nim o wiele mniej zdjęć, niż w wycenionym na 15 tys. dolarów albumie SUMO Helmuta Newtona (ale dzięki temu nasz nie musiałby być sprzedawany z własną półką).

I to właśnie postanowiliśmy zrobić. Powstanie najwyżej 666 albumów (dla uczczenia tego, o ile procent kickstarterowa zbiórka na Wieczór z Neilem i Amandą przekroczyła zakładany cel). Jeżeli nie będzie tylu chętnych, zrobimy ich odpowiednio mniej. Chcemy mieć po kilka egzemplarzy dla naszych modeli i dla siebie. Każdy, kto dorzuci na Kickstarterze 1000 dolarów lub więcej, też go otrzyma (czyli np. każda z osób, które zamówią domówkę z Amandą) wraz ze wszystkim, co zapewniają niższe składki.

Teraz ustalamy ostatnie szczegóły: na przykład Kyle chce, żeby pudełko (czy obwoluta) albumu była zamykana na zamek, ale musimy zdecydować jaki zamek ma to być...

Fotografie w albumie będą w tym samym rozmiarze (WIELKIM – książka ma być w rozmiarze wydanego niedawno Little Nemo, czyli w formacie gazety codziennej) i jakości (zachwycającej), co wystawiane reprodukcje. Znajdzie się tam również mój esej na temat piosenki, tego co ją zainspirowało i co oznacza ona dla mnie. Będzie scenariusz napisany dla Kyle'a i nasze e-maile. Przedrukowany zostanie tekst piosenki pisany odręcznie przez Amandę. A my albumy ponumerujemy, na wszystkich się podpiszemy i będziemy mieć nadzieję, że każdego z niewielkiej liczby nabywców album naprawdę uszczęśliwi.

Ze wszystkich artykułów z Kickstartera ten pewnie zostanie wysłany jako ostatni, bo rozmaite nieszczęścia są prawdziwą plagą tego typu projektów. Chcemy, by album był ekskluzywny, przepiękny i jedyny w swoim rodzaju, ale każdy z ekskluzywnych dodatków oznacza, że coś może pójść nie tak lub się opóźnić, że drukarnia, introligatornia czy wytwórca pudełka może nie być w stanie wykonać tego, o co prosimy, więc trzeba będzie szukać kogoś innego lub zaczekać lub odesłać coś do poprawki.

W tej chwili Kyle kończy robić zdjęcia do albumu. A kiedy o tym rozmawialiśmy, z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że na ostatnim zdjęciu nieodwołalnie będę się musiał znaleźć ja z Amandą. Amanda dała sobie zrobić wiele rozebranych zdjęć, z tego co wiem nagość nie stanowi dla niej tabu. Ja jestem Anglikiem. Dla mnie nagość jest tabu.

Kyle zrobił nam kilka zdjęć w pokoju hotelowym, kiedy tydzień temu byliśmy w Filadelfii.
Na niektórych jesteśmy przykryci, na innych (tych przerażających – przynajmniej dla mnie) nie. Obejmując Amandę starałem się zasnąć i nie myśleć o spoglądającym na nas z wysoka obiektywie.

Nie widziałem jeszcze żadnego ze zdjęć, na których Kyle fotografował nas odkrytych. Piekielnie boję się je zobaczyć, choć jestem jednocześnie pewien, że znajdzie się wśród nich jedno odpowiednie jako finał naszego albumu i cieszę się, że jego nakład będzie tak ograniczony. Ale zdjęcie, które właśnie od Kyle'a dostałem, przedstawiające Amandę i mnie (zasypiającego) w łóżku, pod kołdrą, jest piękne.

Oto i ono. [kliknij żeby powiększyć]



Jest to również jedyne zdjęcie w kolorze. Sądzę, że umieścimy je na stronie z numerem egzemplarza, gdzie znajdą się też nasze autografy.

Za zgodą Kyle'a zamieszczam je na tym blogu.

wtorek, 22 maja 2012

Mój idol: Maurice Sendak


Wspomnienie, które Neil Gaiman napisał dla dziennika The Guardian



Mój idol: Maurice Sendak

Sendak nie pisał książek dla dzieci. Po prostu pisał książki. Jego rysunki były eleganckie, czasem wręcz urocze, ale zawsze szczere.


James Keyser/Time & Life Images

W pisarskim fachu zaczynałem jako dziennikarz i nauczyłem się wtedy, że nie powinienem poznawać swoich idoli, jeśli chcę, żeby nimi pozostali. Dlatego nigdy nawet nie starałem się znaleźć okazji, by poznać Maurice'a Sendaka.

Spotykanie pisarzy i artystów twarzą w twarz jest znacznie przereklamowane. Po raz pierwszy zetknąłem się z Sendakiem w wieku 10 czy 11 lat. Moja młodsza siostra nie umiała jeszcze czytać, a ja wycyganiłem od rodziców dodatkowe kieszonkowe na książki pod warunkiem, że będę jej czytał. Czytałem jej Edwarda Goreya, Heatha Robinsona i książkę z bardzo interesującą okładką, której tytuł brzmiał In the Night Kitchen.
Był to sen opowiedziany w komiksowych kadrach, choć często jeden potrafił zająć całą stronę. (Minęły lata zanim odkryłem inspirowane Sendakiem rysunki Winsora McCaya w Little Nemo in Slumberland.) Byłem zachwycony grzeszną nagością głównego bohatera, Mickeya, uwielbiałem dziwacznych kucharzy, którzy wyglądali wszyscy jak Oliver Hardy, uwielbiałem przedziwne rymy i to, że opowieść aż chciało się czytać raz po raz. Teraz równie wielką przyjemność sprawia mi wiedza, że ta książka nadal jest na liście najczęściej zakazywanych książek stworzonej przez Stowarzyszenie Bibliotek Amerykańskich. Bo przerażała dorosłych.

Kupiłem i przeczytałem wszystkie książki Sendaka własnym dzieciom, znalazłem gdzieś zabawkę Dzikiego Stwora, kiedy takie rzeczy były jeszcze rzadkie, a potem okazało się, że Outside Over There, niepokojąca opowieść o dziewczynce, której braciszek zostaje porwany przez gobliny, została ulubioną książką mojej córki Holly.

Zmarły w tym tygodniu Maurice Sendak nie pisał książek dla dzieci. Po prostu pisał książki. Jego rysunki były eleganckie, czasem wręcz urocze, ale zawsze szczere. Był mądry i nigdy nie traktował swoich czytelników protekcjonalnie, niezależnie czy były to dzieci czy dorośli. Łapczywie czytałem każdy przeprowadzony z nim wywiad: był zrzędliwym, genialnym, żydowskim nonkonformistą i z wiekiem nie złagodniał. Ale przecież nigdy nie pisał łagodnych rzeczy. Jego ujawnienie się jako homoseksualista w 2008 roku, w wieku 80 lat, było ostatecznym przejawem jego uczciwości.

Jedna z wypowiedzi Sendaka stanowi motto mojej następnej książki:
„Pamiętam swoje dzieciństwo bardzo wyraźnie. Wiedziałem o potwornych rzeczach. Ale wiedziałem też, że nie wolno mi się z tym zdradzić przed dorosłymi. To by ich przeraziło.”

poniedziałek, 21 maja 2012

Niepodobieństwo dalekosiężnej postaci o głowie w kształcie piłki golfowej, dłuto dzierżącej...

Neil napisał w poniedziałek 21 maja 2012 o 3:49

Ucieszyło mnie to, jak wiele osób obejrzało i podało dalej link do mojego przemówienia do studentów.

Jeżeli wolicie przeczytać, na stronie UArts znajdziecie transkrypcję. [U nas już wkrótce  przyp. noita]

Z Filadelfii pociągiem pojechałem do Arlington, gdzie w weekend miały zostać wręczone nagrody Nebula. Nie byłem nominowany do Nebuli, ale razem z reżyserem Richardem Clarkiem otrzymałem nominację do nagrody Raya Bradbury'ego za odcinek Doctora Who, pt. "Żona Doktora".

(Już raz byłem nominowany do tej nagrody, w 1998, za angielska listę dialogową do Księżniczki Mononoke. I przegrałem.)

Tym razem miałem nadzieję, ale nie uważałem nas wcale za pewnik: wszystkie inne nominacje dostały hollywoodzkie filmy, w tym O północy w Paryżu i Kod nieśmiertelności. Ale pomyślałem, że skoro jestem w okolicy i będę miał tam wielu przyjaciół, którzy będą mi współczuć ewentualnej przegranej oraz przebaczą wygraną, to może być całkiem fajna wyprawa.

Pojechałem. Ceremonia była wspaniała. Nagrodę Wielkiego Mistrza otrzymała Connie Willis, a ja nie posiadałem się z dumy i radości.

Nagroda nazwana na cześć Raya Bradbury'ego jest wyjątkowa: na książce stoi postać w stroju płetwonurka z "piłką golfową" ze starej maszyny do pisania zamiast głowy i trzyma w młotek oraz dłuto, którym rzeźbi smutną i wesołą maskę teatralną w ustawionej obok piramidzie. Jest jedyna w swoim rodzaju.

I owszem, Richard i ja (i Doctor Who) zwyciężyliśmy. Podziękowałem wszystkim: Richardowi, niesamowitej ekipie filmowej, Stevenowi Moffatowi, a potem Verity Labert i Sydneyowi Newmanowi, którzy prawie pół wieku temu wsadzili starego, marudnego podróżnika w czasie do policyjnej budki telefonicznej i wysłali w podróż w czasie i przestrzeni.

Zdjęcie poniżej przedstawia pojedynek na nagrody Bradbury pomiędzy mną a Johnem Scalzi.


Dziś rano poleciałem do domu. Postawiłem swoją nagrodę nad biurkiem, obok nagrody Jima Hensona za kreatywność, i otoczyłem malutkimi pacynkami...