niedziela, 9 czerwca 2013

Opowieść wrześniowa

Neil zapytał:
Opowiedzcie mi o czymś zgubionym we wrześniu, co było dla was bardzo ważne.

@TheGhostregion odpowiedziała: 
Lwi pierścień mojej matki, trzykrotnie zgubiony i odnaleziony. Niektórych rzeczy nie da się zatrzymać przy sobie.



Moja matka miała pierścień w kształcie lwiej głowy. Używała go do drobnych magicznych sztuczek – znajdowania miejsca parkingowego, przyspieszania kolejki w supermarkecie, sprawiania, by para sprzeczająca się przy stoliku obok przestała się sprzeczać i znów znów się w sobie zakochała. Rzeczy tego typu. Kiedy umarła, zostawiła pierścień mnie.

Po raz pierwszy zgubiłam go w kawiarni. Wydaje mi się, że bawiłam się nim nerwowo, ściągając go z palca i wsuwając z powrotem. Dopiero w domu zorientowałam się, że go nie mam.

Wróciłam do kawiarni, ale nie było po nim śladu.

Parę dni później zwrócił mi go taksówkarz, który znalazł go na chodniku przed kawiarnią. Powiedział, że moja matka pojawiła się w jego śnie, podała mu mój adres oraz przepis na tradycyjny sernik.



Po raz drugi zgubiłam go, gdy stałam wychylona z mostu, bezmyślnie wrzucając sosnowe szyszki do płynącej pode mną rzeki. Nie wydawało mi się, żeby pierścień był za duży, ale spadł z mojej dłoni razem z szyszką. Patrzyłam, jak leci po łuku w dół. Wylądował w ciemnym, mokrym błocie na skraju rzeki z głośnym plum i zniknął.

Tydzień później kupiłam od poznanego w pubie mężczyzny łososia – wzięłam go z chłodziarki znajdującej się z tyłu starej zielonej ciężarówki. Miałam go przyrządzić na urodzinową kolację. Kiedy go rozkroiłam, lwi pierścień mojej matki wypadł ze środka.



Po raz trzeci zgubiłam go, gdy czytałam książkę, opalając się w głębi ogrodu. Był sierpień. Pierścień leżał na ręczniku obok mnie, razem z ciemnymi okularami i olejkiem do opalania, gdy nagle wielki ptak (podejrzewam, że była to sroka albo kawka, ale mogę się mylić. Na pewno jakiś krukowaty) sfrunął na dół i odleciał z pierścieniem mojej matki w dziobie.

Pierścień oddał mi następnego wieczoru poruszający się niezgrabnie strach na wróble, który całkiem mnie przestraszył, gdy tak stał nieruchomo pod lampą przy tylnym wejściu, a później chwiejnie oddalił się w ciemność, kiedy tylko wzięłam pierścień z jego wypchanej słomą dłoni z rękawicy.



„Niektórych rzeczy nie da się zatrzymać przy sobie”, powiedziałam do siebie.

Następnego ranka włożyłam pierścień do schowka na rękawiczki w moim starym samochodzie. Zabrałam samochód na złomowisko i patrzyłam z zadowoleniem, jak pojazd sprasowano w sześcian metalu wielkości starego telewizora, a następnie wsadzono do skrzyni, która miała być wysłany do Rumunii, gdzie przerobionoby go na pożyteczne rzeczy.

Na początku września wyczyściłam konto w banku i przeprowadziłam się do Brazylii, gdzie zaczęłam pracować przy projektowaniu stron internetowych pod przybranym nazwiskiem.

Jak na razie po pierścieniu matki ani śladu. Jednak czasami budzę się z głębokiego snu z walącym sercem, cała zlana potem, niepokojąc się tym, jak matka zwróci mi go tym razem.


Brak komentarzy: