Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L-O-L-A Lola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L-O-L-A Lola. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 stycznia 2011

Było to w wigilijną noc i na całym blogu...


...nie poruszył się nikt, nawet pies.
[tytuł notki pochodzi z tego świątecznego wierszyka - przyp.noita]

Są tu wszystkie moje dzieci (czy nadal nazywać je dziećmi, jeśli już są dorosłe? Pewnie tak...) i nie mogę się całą trójką nacieszyć. Wszystkie teraz śpią - albo próbują zasnąć - na górze. Holly i Maddy widziano ostatnio, kiedy w jednym łóżku grały w karty. Mike zajmuje swoja sypialnię na strychu.

Ja siedzę na dole, razem ze śpiącymi psami, piszę, ale wokół całkowita cisza.

Cabal miał problemu z używaniem tylnym łap. Pojechał znów do uniwersyteckiej kliniki, zrobili mu rezonans i powiedzieli, że nie potrzebuje kolejnej operacji. Sądzili, że usunięcie guza uciskającego kręgosłup będzie oznaczać dwa miesiące bardzo prawie bez ruchu (czyli Dobre Wieści), ale nie wiedzą, co jest przyczyną tych objawów (Złe Wieści). Teraz wolę myśleć o tych Dobrych. Lola jest skoczna i szczęśliwa.

Obiecałem dziewczynkom, że położę się w miarę wcześnie. Jutro idziemy spędzić dzień z ich mamą. Otwieranie prezentów i takie tam.

Ja oczywiście liczę, że dostanę latarnię.

...

Drogi Panie Gaiman,
W Boże Narodzenie rok temu zamieścił pan link do świątecznej piosenki Tima Minchina "White Wine in the Sun" [Białe wino w słońcu] . Choć sam jestem Żydem, bardzo lubię okres świąteczny, a ta piosenka była jego ukoronowaniem.

Miałem nadzieję, że ponownie ja pan zamieści, żeby te święta były podobne poprzednim, ale w końcu uznałem, że nie chciałby się pan powtarzać.

Chyba, że ktoś by o to poprosił.

Najlepszego,
Blake


Masz rację. Sam bym tego nie zrobił.

Chyba, że ktoś poprosi.



...

Drogi Panie Gaiman,
Serdecznie dziękuję za
“Blueberry Girl”. Jasmine (dwa i pół roku) i ja ją uwielbiamy. Jest tam wszystko, czego tak bardzo dla niej pragnę i nie ważne który raz to czytam - za każdym jestem równie wzruszona (zupełnie inaczej, niż z Parowozem Tomkiem)! Jasmine nieustannie prosi o "książkę z rybkami" (sądzę, że wymówienie tytułu jest dla niej jeszcze za trudne), a ja zawsze chętnie zajrzę w jej przyszłość, zamiast dziergać dla niej zimowe ubranka, czy robić inne bezsensowne rzeczy, z powodu których zaniedbujemy nasze dzieci.
Książka dla małych dzieci, którą znam wystarczająco dobrze, żeby recytować z pamięci, a mimo to jej nie znienawidziłam? Coś prawdziwie magicznego!
Dziękuję.
Wszystkiego dobrego,
Kirsteen

Cała przyjemność po mojej stronie. Zauważyłem też, że mieszka pani dwa kroki od szkoły, do której chodziłem jako ośmiolatek. (Nazywała się Aston House i 40 lat temu została wyburzona.)

...

Sprawy wesołe i zamykanie rozdziałów:
IGN zrobiło zestawienie 25 Najlepszych Albumów Roku, i znalazł się wśród nich Evelyn Evelyn.

Klip do piosenki Baby It's Cold Outside z udziałem skarpetkowych pacynek:



(Więcej informacji i kostiumy dla pacynek do ściągnięcia na stronie http://tinyurl.com/babyitssockpuppets)

Na stronie Mitcha Benna nadal jest "Urodzinowa piosenka dla Neila". Jeśli jeszcze jej nie słyszeliście... cóż, mnie w tym roku bardzo uradowała.

Przy okazji: Nie podziękowałem dotąd CBLDF za stronę z życzeniami urodzinowymi. Są niestrudzeni w swej pracy i uwielbiam im pomagać.

W Wisconsin Public Radio jest wspaniały program pt. To The Best of Our Knowledge. [O ile nam wiadomo]. Przygotowali właśnie znakomita audycję na temat baśni, jest w niej wywiad z Salmanem Rushdie i A.S. Byatt, a także ze mną - przeprowadzony w Halloween w Domu Na Skale. Można go posłuchać na http://www.wpr.org/book/101219b.cfm lub ściągnąć na później.


New Scientist, który prenumeruję juz ponad dziesięć lat wybrał mnie do jury oceniającego konkurs Szybkiej Literatury. Opowiadania do 350 słów, mają dziać się w przyszłościach, które nigdy się nie wydarzyły. Oto ogłoszenie wyników... Miałem wybrać zwycięzce spośród dziesięciu opowiadań, które mi dostarczono. (Oto on) oraz dwa wyróżnienia (jedno i drugie). Poziom był zaskakująco wysoki, a każde z dziesięciu zwycięskich opowiadań zostanie zamieszczone na ich blogu.

Chciałem przypomnieć wszystkim, że na http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff/Short_Stories można znaleźć pięć darmowych opowiadań. Dwa z nich znajdują się wyłącznie na tej stronie.

Nie zdążyłem wrzucić tego tutaj na czas: wspaniała galeria rysunków Mervyna Peake'a ze strony The Guardian. Uwielbiam jego rysunki i uwielbiam jego pisarstwo.


...

Dobra. Koniec na dziś... jest jeszcze trochę fajnych rzeczy do pokazania na blogu, ale mogą na razie poczekać.

Poniższe zdjęcia zrobiła dziś Maddy Gaiman. Czapka Mikołaja należy chyba do Holly. (Widzicie to wielkie, czerwone pudło w tle za mną? Jestem prawie pewny, że to latarnia.)

niedziela, 26 grudnia 2010

Nazywają to śniegogeddonem

Neil napisał w sobotę 11 grudnia 2010 o 16:35A ja to uwielbiam. Głównie dlatego, że najgorsza pogoda mnie omija - zawsze jestem wtedy uwięziony w jakimś hotelu przy lotnisku i nie mogę wrócić do domu, bo zamknęli lotnisko w Minneapolis.

Ale teraz nie jestem w żadnym hotelu. Jestem w domu. I tak właśnie on wygląda. W nocy napadało prawie pół metra śniegu i wciąż pada...

Psy też są raczej zachwycone. Powiedzmy, że przynajmniej połowa psów.

Co oznacza, że Lola bryka po śniegu i dokazuje, a Cabal tylko spaceruje i nie za bardzo go śnieg cieszy. Lola jest zdziwiona, bo czy on nie widzi, że śnieg to najfajniejsza rzecz na świecie? I nie chce się z nią nawet bawić. Więc ona samotnie podskakuje i znika w zaspach, potem skacze, bryka i buszuje, natomiast on spaceruje z godnością, jak dystyngowany gentleman, który nie może doczekać się powrotu do ciepłego domu i próbuje ją namówić, żeby się uspokoiła.



Nieruchome fotografie psów nie oddają tego w pełni.

Moment. Sprawdzę, co mam na komórce. Będzie trochę niewyraźne, głównie z powodu śniegu padającego w obiektyw, ale może to lepiej pokazuje...







Muzyka zespołu Puppini Sisters - http://www.thepuppinisisters.com/ - z ich smakowitego nowego albumu Christmas With the Puppini Sisters. (jeśli nie widać wstawionego klipum oto link do YouTube http://youtu.be/Fn00Eb8Zn5E.)

Otóż to. Lola podskakująca w śniegu.

piątek, 12 listopada 2010

Gdzie jestem i co robię. Oraz psy.

Jeśli zastanawialiście się, gdzie jestem, co często sam robię, pojechałem do Nowego Orleanu na niewielkie przyjęcie z okazji moich 50. urodzin, które odbędzie się jutro, a także na koncert Amandy z Dresden Dolls w piątek (to wyjątkowy koncert charytatywny na rzecz usuwania skutków wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej - pieniądze zbierane są dla BTNEP, organizacji ratującej, chroniącej i przywracającej rejony ujścia Barataria i Terrebonne w Luizjanie).

(To link do zdjęcia zrobionego mi wczoraj w moim środowisku naturalnym.)
...

Ponieważ nie ma ze mną moich psów i bardzo za nimi tęsknię pomyślałem, że napiszę krótki przewodnik pomocny w ich rozróżnianiu.

Cabal po lewej, Lola po prawej.


Otóż to. Banalne, prawda? Hm, może niezupełnie. A więc...

Oto dwa zdjęcia zrobione przez Dziewczynę Od Ptaków, które ukradłem z fuckyeahcabal.

Cabal wygląda jakoś tak szlachetnie. Bardzo często wygląda poważnie, jakby rozwiązywał w pamięci skomplikowane równania i nie chciał, aby mu przeszkadzano. Jego nos jest różowy. Lubi trzymać się blisko mnie i wciąż dochodzi do siebie po kilku operacjach kręgosłupa i łap, ale już chodzi i czasem nawet podbiega. Ma prawie 8 lat, czyli w przeliczeniu na ludzki wiek jesteśmy praktycznie rówieśnikami.

Lola nie wiedziałaby co to "szlachetnie" nawet, gdyby usiadło jej na głowie. Ma nieco bardziej szpiczasty pysk, nieco zakłopotany uśmiech i czarny nos. Skacze i nie sposób ją zmęczyć. Ma ok. 9 miesięcy i zachowuje się jak nastolatka. Jeśli zostawię coś na podłodze, możliwe, że to pogryzie. A najbardziej na świecie uwielbia sterty suchych liści.

Bardzo dobrze się ze sobą dogadują. Cabal wydaje się o wiele szczęśliwszy mając Lolę do towarzystwa, a ona zdaje się nieco uspokajać. Dobrze jej z nami. Mamy nadzieję, że w końcu będzie umiała się bawić również z innymi psami. (Kiedy była szczeniakiem, została Odesłana Do Domu z Psiego Przedszkola z Uwagą w Dzienniczku.)
...

A Cena znalazła się na stronie głównej http://www.kickstarter.com/. Powinniście na nią wejść i zorientować się, jakie inne projekty warte są waszego wsparcia. Jeśli możecie, pomóżcie reklamować projekt filmu Cena. Jest na Kickstarterze niecały tydzień, a zebrał już prawie 1/3 sumy. To marzenie Christophera Salmona. Bardzo chciałbym zobaczyć, jak się spełnia.

...

Czuję się bardzo dziwnie kończąc 50 lat. Co najdziwniejsze, ostatni raz podobnie czułem się w swoje 24. urodziny.

Miło było mieć mniej, niż 24 lata. Jeśli udało mi się dokonać czegoś fajnego, wszyscy mówili "a przecież jest jeszcze taki młody" i to było wspaniałe uczucie. A potem nagle miałem 24 lata i poczułem, że już nie mogę być cudownych dzieckiem i znalazłem się na równi z resztą świata.

Kończąc pięćdziesiątkę myślę sobie cholera, nie mogę być już młodym, obiecującym pisarzem. Przez ostatnie dziesięć lat dostawałem nagrody na Życiowe Osiągnięcia i czułem się z tym szalenie niekomfortowo, a teraz będę musiał nauczyć się przyjmować je z wdziękiem.

Ale cieszę się, że jestem pisarzem. Jest wiele zawodów, w których człowiek w moim wieku nie ma już nic do zrobienia. A ja czuję, że mam jeszcze bardzo wiele do zrobienia.

...

Cześć Neil
Dziś rano dostałem
od Opery w Sydney e-mail z informacją, że będziesz tam występował z Amandą w Święto Australii, 26 stycznia.
http://www.sydneyoperahouse.com/whatson/amanda_palmer_goes_down_under.aspx
Oczywiście bezzwłocznie kupiłem bilety dla siebie i żony (miejsca G25 i G26, jeśli zechciałbyś nam pomachać!).
Nie widziałem wzmianki o tej imprezie na blogu, ani na stronie Gdzie Jest Neil. Czy możesz już powiedzieć nam cokolwiek o tym koncercie?
I czy przy tej okazji planujesz pojawić się gdzieś jeszcze w Syndey np. na podpisywanie książek? Chciałbym dostać autografy na pozostałych dwóch tomach Absolute Sandmana i muszę wcześniej wiedzieć, że mam zapisać się na siłownię. Te dranie są potwornie ciężkie.

Najlepszego,
Chris Harcourt


Wybaczcie - to koncert Amandy i czekałem, aż ona ogłosi go pierwsza. Myślę, że Opera postanowiła zrobić to wcześniej, niż Amanda się spodziewała. Napisała pospieszną notkę na ten temat.

Niestety nic mi nie wiadomo o podpisywaniu i innych imprezach.

Czytanie opowiadania Prawda jest jaskinią w Górach Czarnych z towarzyszeniem FourPlay string Quartet i udziałem Eddiego Campbella, które zrobiliśmy w tym roku w Sydney prawdopodobnie odbędzie się ponownie, być może z kilkoma nowymi obrazami, podczas festiwalu MONA w Hobart 15 stycznia - szczegóły na http://www.mofo.net.au/MOFO_Highlights.pdf

Odnośnie opowieści o herbatce z postu "Przekładaniec", która dowodzi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: nie martwi cię, że chociaż to urocza historia, to zakrawa na kumoterstwo i przypomina, że przywilej rodzi przywilej? Tzn. owa młoda dama z pewnością była miła, ale jak miło z jej strony, że jej matka była w stanie zapłacić 4400 $ za herbatkę z tobą, co doprowadziło do warsztatów z Paulem Levitzem, a następnie do stażu. Niewielu studentów Cooper Union czy RISD mogłoby pozwolić sobie na taki wydatek, prawda? Opłaca się mieć pieniądze.
Chciałbym po prostu cieszyć się opowiastką o herbatce, która zamiast źle skończyła się tak dobrze, ale wywołuje ona we mnie raczej lekki niesmak. Wolałbym, żeby jakaś inna historia miała mnie namówić na udział w aukcji Moth.


Wiesz, zbyt wiele osób po wygraniu takich aukcji opowiadało mi czasem wyciskające łzy historie o tym, jak uzbierali taką kwotę, żebym zakładał, że wszyscy zwycięzcy (lub ich rodzice) mogą sobie na to z łatwością pozwolić.

Jestem zdania, że jeśli udało ci się zwyciężyć w dobroczynnej aukcji na rzecz sprawy, którą popieram - jak
CBLDF, The Moth, czy RAINN - zajmę się tobą najlepiej, jak potrafię.

To był jeden wielki łut szczęścia, że owa młoda dama interesowała się komiksami i powiedziała mi, że chciałaby zostać redaktorką, bo kiedy zaplanowane przez Moth popołudnie zapowiadało się na kompletną katastrofę, złapałem taksówkę, pojechaliśmy do siedziby DC Comics z nadzieją, że nie wszyscy jeszcze wyszli i udało mi się namówić ich, żeby nas wpuścili.

Mogło się to zupełnie nie udać. Mieliśmy szczęście, że akurat wtedy Paul Levitz postanowił iść do domu i zajrzał, żeby się pożegnać. To również kwestia szczęśliwego trafu, że Paul należy do ludzi, którzy uważają, że wiedzą należy się dzielić i przekazywać ją następnym pokoleniom. I że młoda dama zadawała inteligentne pytania, które zaimponowały Paulowi na tyle, że podrzucić jej pomysł ubiegania się o wakacyjny staż. A dla mnie miłą niespodzianką okazała się wiadomość, że zdecydowała się do nich zgłosić i właśnie w ten sposób spędziła swoje wakacje.

Ale oczywiście (a może nie jest to takie oczywiste, więc wyjaśnię) nie trzeba płacić Moth tysięcy dolarów za Dobroczynną Herbatkę ze mną, żeby załapać się na wakacyjny staż w DC Comics, Marvelu, czy Dark Horse. W ogóle nie trzeba płacić. Trzeba tylko mieć oko na ich stronę, na czas wysłać im swoje zgłoszenie i przedstawić się jako odpowiednia osoba do pracy przez lato. (Tutaj są przykładowe ubiegłoroczne zgłoszenia do stażu
w MAD Magazine).

Jeśli o mnie chodzi, puenta opowieści była taka, że choć w ubiegłym roku przygotowania zawiodły, ludzie z Moth obiecali, że tym razem zadbają, by
tam, gdzie postanowię się wybrać oczekiwano nas i serwowano herbatę.

Osobiście mam nadzieję, że pewnego razu Moth zaproponuje jako nagrodę SUSHI Z NEILEM GAIMANEM. Póki co - herbatka. Chyba że coś pójdzie nie tak.
https://www.biddingforgood.com/auction/item/Item.action;jsessionid=FCG-PzM5xkCyEjNyq4b0yw**.app3-i?id=120626095

...
Do skrzynki odbiorczej FAQ przychodzą głównie podziękowania za to, co piszę i chociaż czytam je wszystkie, to ich tu nie zamieszczam. Ale raz na jakiś czas trafia się wiadomość, która szczególnie mnie porusza. Zerknijcie na ten wpis z 2005 roku...
http://journal.neilgaiman.com/2005/04/jetlag-morning.asp

No dalej, przeczytajcie go. Ten wciąż tu będzie, kiedy skończycie.

[archiwum neilgaiman-pl sięga zaledwie roku 2007, więc oto istotny dla aktualnej notki fragment - przyp.noita:]

I ostatnia sprawa. Zazwyczaj nie zamieszczam tutaj tego typu wiadomości, ale ta wywołała mój uśmiech i chciałem się nią podzielić.

Chciałam tylko powiedzieć DZIĘKUJĘ!!!
Dwa lata temu zabraliśmy z mężem naszego (wtedy pięcioletniego) syna Jareda na spotkanie autorskie z Tobą w Charlotte, NC. Podpisałeś wtedy Jaredowi jego egzemplarz Koraliny. (Byłeś chory i czytałeś wiersz Crazy Hair, który Jared UWIELBIA!)

Przewińmy szybko rok do przodu. W szkole powiedziano mi, że mój syn cierpi na zaburzenia wzrokowe i słuchowe, które sprawiają, że nauka idzie mu wolniej, bo nie czyta "na odpowiednim dla niego poziomie". W końcu postanowiłam zabrać go z jednej z najlepszych szkół w stanie i uczyć w domu, bo NIE MOGŁAM w to uwierzyć i nie zgadzałam się z ich oceną. Wydawało mi się, że jest po prostu mniej dojrzały, niż inne dzieci w jego wieku. Miał wtedy zaledwie 6 lat i wydawało mi się, że dzieci są pod zbyt dużą presją.

To było w listopadzie ubiegłego roku. Przestaliśmy "wymagać" od niego, żeby czytał. Dużo czytaliśmy JEMU i z nim, ale nie oczekiwaliśmy, żeby czytał sam dla siebie. Czuł, że jest "za głupi", żeby nauczyć się czytać, bo tak potraktowała go szkoła (to są JEGO słowa, nie moje!)

Jakiś miesiąc temu Jared znalazł na półce książkę z twoim autografem. Przypomniał sobie tamto spotkanie i bez przerwy o tym opowiadał. Potem stwierdził: "Przeczytam to!" i szczerze mówiąc bałam się, bo NIE jest to książka na poziomie pierwszej klasy. Ale PRZECZYTAŁ JĄ!!! W nocy zakradłam się do jego pokoju i zabrałam książkę, żebym mogła sama ją przeczytać (zła mamusia!!!) i porozmawiać z nim o jej treści. Chciałam wiedzieć, jak dobrze rozumie, co czyta. Może nie zrozumiał WSZYSTKIEGO, ale wystarczająco dużo, żeby mógł opowiedzieć mi całą historię.

Nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem wdzięczna - za to, że ją napisałeś i za występ, który tak rozbudził jego ciekawość.

Od tamtej chwili Jared wprost pożera książki, czyta rzeczy przekraczające jego poziom i w ogóle wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce. Wiedziałam, że jest do tego zdolny, ale potrzebna była Koralina, aby ZECHCIAŁ zacząć czytać.

OGROMNIE dziękuję!!
Heather Hubbard

No właśnie. A przed chwilą przyszedł sequel...

W 2005 roku napisałam do Ciebie o swoim synu, Jaredzie. Pewnie nie pamiętasz, ale zamieściłeś moją wiadomość na blogu 29 kwietnia 2005.
Powiedziano mi wtedy, że wówczas pięcioletni Jared cierpi na zaburzenia przetwarzania słuchowego i wzrokowego, więc nigdy nie nauczy się czytać. Poszliśmy na spotkanie, gdzie czytałeś swój wiersz, a kilka lat później Jared znalazł Koralinę z Twoim autografem i postanowił, że nauczy się czytać, właśnie po to, żeby przeczytać tę książkę. I udało mu się!

Jared ma teraz 12 lat, wciąż uczymy go w domu i z radością donoszę, że czyta i rozumie teksty na poziomie akademickim. Odkryliśmy, że ma "jedynie" zaburzenia przetwarzania wzrokowego (VPD), lekko opóźniony rozwój ruchowy i jest niezwykle uzdolniony. Z powodu VPD nie ma pamięci wzrokowej... nie potrafi tworzyć w pamięci "obrazów". Sam mówi, że "po prostu jest tam czarno".

Rozmawialiśmy o VPD i zapytałam, jak w takim razie nauczył się czytać. Powiedział, że pamiętał, jak czytałeś na głos na tamtym spotkaniu, więc postanowił zrozumieć, jak przełożyć te dziwne znaczki na stronie na dźwięki i je zapamiętać. (To wyjaśnia trudność, jaką sprawiło mu przejście od czytania na głos do czytania po cichu!)

Jestem prawie pewna, że gdyby ktokolwiek próbował nauczyć go czytać, nie udałoby się to. Wygląda na to, że podsunąłeś mu pomysł, który umożliwił mu pokonanie własnych ograniczeń.

Przez lata umożliwiło mu to również nabranie pewności siebie w pokonywaniu wielu innych przeszkód. Po prostu wraca myślami do momentu, kiedy nauczył się czytać mimo, że kilku dorosłych powiedziało mu, że to się nigdy nie uda i przypomina sobie, jak wspomnienie Ciebie czytającego na głos poddało mu pomysł "tłumaczenia" zapisanych słów na dźwięki... Dzięki temu potrafi myśleć nieszablonowo i rozwiązać dowolny problem.
Jak wspomniałam, ma teraz 12 lat i dla przyjemności czyta "Anatomię" Greya, podręcznik dla studentów medycyny! Postanowił, że zostanie chirurgiem urazowym.
Jestem przekonana, że gdybyśmy nie zabrali go wtedy na spotkanie z Tobą, jego życie wyglądało by teraz zupełnie inaczej.

Jeszcze raz dziękuję za to, że piszesz, czytasz i za to, że odmieniłeś życie mojego dziecka.

Heather (Hubbard) Conrad


To ja dziękuję Tobie, Heather. Powiedz Jaredowi, że jestem jego fanem.


Cześć Neil,
Czy wiesz, kiedy wznowią nakład pierwszego tomu Absolute Sandmana? Czy w ogóle to planują?
Gdzie nie patrzyłem, jest wyprzedany.
Dzięki,
Nat


Nowy nakład już jest na statku, w drodze przez ocean. Myślę, że pojawi się w księgarniach w styczniu. Zajrzałem też na stronę DreamHaven Books neilgaiman.net i u nich jeszcze jest.

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Neil Gaiman? Co pan robi w moim falafelu?"


Na zewnątrz pada - niezbyt mocno, ale nieprzerwanie - a wiatr na zmianę dmie i wyje. Rzeczy, których wiatr nie powinien zdmuchiwać są zdmuchiwane i mam o wiele mniejszą, niż powinienem, ochotę wyprowadzić psy na spacer.

Cabal z każdym dniem chodzi coraz pewniej. Lola (która już nie wygląda jak na zdjęciach w http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/06/jeszcze-zyje.html) ma pięć miesięcy, jest równie albo prawie równie duża, co Cabal i pędzi przez leśne poszycie jak lżejszy od powietrza pies z napędem rakietowym. Cabal nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwy.

Nie pisałem jeszcze o Loli, prawda? Powinienem i zrobię to, ale nie dzisiaj. Ale jeżeli się zastanawialiście... wzięliśmy ją z Petfinder.com, żeby Cabal miał towarzystwo (było tu o wiele weselej, kiedy odwiedzała nas Pearl). Lola dorasta, jest niesamowicie mądra, a na zdjęciach łątwo ją rozpoznać po czarnym nosie, bo nos Cabala jest różowy.

Chwileczkę. Niech znajdę zdjęcie z tego dnia, kiedy pojechaliśmy z Amandą do Wisconsin Dells, żeby ją zabrać...


Hm. Wydaje się już niemożliwe, żeby Lola kiedykolwiek była tak mała. Albo że było tak ciepło i że na drzewach był liście.

(Dla wszystkich, którzy myślą sobie "jakie one piękne, też chciałbym mieć białego owczarka niemieckiego": w tej chwili na stronie Petfinder.com domu szukają 193 białe owczarki niemieckie. Nie bierzcie białego owczarka niemieckiego (ani owczarka w żadnym innym kolorze), jeśli nie macie dla niego dużo miejsca w domu, przestrzeni do biegania i nie jesteście zdecydowani, żeby zakładać płaszcz, buty i wychodzić na spacer w deszcz i słotę... ech...)
...

W tym tygodniu mój odcinek Arthura będzie do obejrzenia na stronie PBS. Można go obejrzeć tylko z USA albo posiadając amerykański adres IP i nie wiem jak długo odcinek będzie dostępny. Ale teraz możecie zobaczyć mnie i Falafel na:

http://to.pbs.org/8Y8A4P

A Steve Fritz rozmawia o tym ze mną i PBS na http://www.associatedcontent.com/article/5925092/an_animated_conversation_with_neil.html?cat=2
...

Poniższy e-mail przyszedł w maju.

Normalnie wzdragam się na myśl o wszystkim, co związane z gałkami ocznymi, ale kiedy kliknąłem na te linki i obejrzałem zdjęcia, nawet ja uznałem, że są piękne. Dlatego zapytałem Alexxa, czy mogę umieścić je na blogu, a on się zgodził. I mniej więcej wtedy zrobiłem sobie przerwę w blogowaniu.

Dziś Alexx do mnie napisał, żeby się przypomnieć (dzięki, Alexx...) i z przyjemnością je tu zamieszczam.

Wiem, że sporo osób robi sobie tatuaże inspirowane twoją twórczością. A słyszałeś o kimś, kto sprawił sobie takie oczy? Moja żona Kestrell, która jest niewidoma i której przeczytałem całego Sandmana jeszcze na początku naszej znajomości, wreszcie przekonała swojego lekarza, żeby wykonał dla niej oczy Maligny.
Udokumentowałem cały ten proces, ze zdjęciami, na swojej stronie LiveJournal. Niektóre zdjęcia mogą nie nadawać się dla osób o słabszych nerwach, ale uważam że są bardzo pouczające.
Nareszcie, oczy Maligny!

http://alexx-kay.livejournal.com/287659.html
http://alexx-kay.livejournal.com/287849.html
http://alexx-kay.livejournal.com/288231.html
http://alexx-kay.livejournal.com/288472.html
http://alexx-kay.livejournal.com/289581.html


...

Byłem zachwycony widząc, że Stephen King natychmiast podchwycił pomysł All Hallow's Read na swojej stronie http://www.stephenking.com/news.html (dzięki, Steve) i że napisał o tym Washington Post blog (szukajcie #booksthatfreakedmeout na Twitterze).

Skończyłem czytanie Mary Ann in Autumn [Mary Ann jesienią] (tu strona Harpers z mnóstwem dodatkowych materiałów). Jest równie błyskotliwa, ludzka i na czasie, co inne książki z cyklu Tales of the City i znajdziemy tam rozwiązanie akcji zawiązanej w pierwszej z książek Armisteada Maupina. (Zajrzałem do swojego egzemplarza książki "Pewny ciebie", żeby sprawdzić, czy miałem rację i rzeczywiście to zrobił to, co sądziłem.)

Książka pojawi się w sprzedaży w przyszłym tygodniu, ale sześć pierwszych rozdziałów można znaleźć na stronie http://www.harpercollins.com/browseinside/index.aspx?isbn13=9780061470882.

środa, 27 października 2010

Dziewięć zdjęć z życia (i jeden rysunek)

Neil napisał we wtorek 19 października 2010 o 22:03

Nie napiszę dużo o Campfire - ani o tym, co się działo, ani o tym, kto się tam pojawił, bo to było bardzo tajemnicze spotkanie.


Na początku byłem podejrzliwy. Na przełomie lat 60. i 70. naoglądałem się fantastyczno-naukowych programów telewizyjnych, gdzie zabierano grupę kreatywnych ludzi prywatnym samolotem w bliżej nieokreślone miejsce zazwyczaj po to, by poddać ich praniu mózgu albo zastąpić replikantami o złowieszczych i tragicznych w skutkach zamiarach.

Prywatny samolot. Jest. Tajemnicze miejsce. Jest.

Niedobrze.

Znaczną część podróży i pierwszy dzień na Campfire spędziłem w przekonaniu, że wszystko jest za dobre, żeby mogło być prawdziwe i że kiedy wrócę do swojego pokoju, w garderobie będzie na mnie czekał sobowtór ze srebrzystym pistoletem w dłoni...

Wszystko na to wskazywało. 'Aha!', pomyślałem, kiedy podjechały autobusy oznaczone tabliczkami THE COMPOUND ("teren zamknięty"). Spodziewałem się drutu kolczastego, ogromnych psów obronnych i że nie będzie nam dane skontaktować się z rodziną, powiadomić ich o naszym losie i przestrzec przed robotami-sobowtórami, które wrócą zamiast nas.

"Teren zamknięty" okazał się być bardzo przyjemną okoliczną restauracją.

Pozwolili nam zabrać osobę towarzyszącą i (ponieważ Amanda nadal gra w "Kabarecie", a Maddy wyjechała na wycieczkę szkolną) zabrałem swoją agentkę - Merrilee Haifetz. Nie jako agentkę, ale jako przyjaciółkę od (już) 23 lat. Bawiła się równie dobrze, co ja.


Zdjęcie: Seth Godin

Wyjechałem z Campfire z nowymi zapasami energii, podekscytowany obcowaniem ze sztuką, niecierpliwie oczekujący powrotu do pracy i szczęśliwy, że znów zabiorę się za pisanie. Spotkałem kilku starych znajomych, nawiązałem kilka nowych znajomości, dowiedziałem się wielu rzeczy o bardzo wielu rzeczach i byłem szczęśliwy.


To właśnie dwójka moich nowych znajomych: Aubrey de Grey (po lewej) i dr Sarah Marr (która prowadzi blog na http://scidoll.com). Aubrey, którego broda może spokojnie rywalizować z zarostem młodego Alana Moore'a, jest niezwykłym mówcą. Głosi on, że starzenie się powinno być traktowane jak uleczalna choroba i większość godzinnego lotu z Nowego Jorku spędziłem na zadawaniu mu trudnych pytań i słuchaniu z radością odpowiedzi. Ich strona to http://sens.org/ i mam nadzieję, że uda mi się już wkrótce napisać o Aubreyu i Sens.org nieco więcej. (A Sarah obiecała, że kiedy to zrobię, dostanę na tej stronie swój własny, specjalny link.)

A potem wróciłem do domu. (Wróciłem z podpisanym przez autora egzemplarzem Mary Ann in the Autumn Armisteada Maupina i powiedziałem mu jak wiele, moim zdaniem, Sandman zawdzięcza Tales of the City. [Opowieściom o mieście]. Teraz czytam "Mary Ann..." i strasznie mi się podoba.)

Podczas mojej nieobecności Maddy urosła jeszcze bardziej, zmieniła fryzurę i przeistoczyła się w pewną siebie młodą kobietę...


Tutaj Maddy z prawdziwym i oryginalnym tatą, który nie przeszedł prania mózgu i z pewnością nie jest sobowtórem-androidem przysłanym, aby siać zniszczenie:


Rekonwalescencja Cabala po operacjach wciąż trwa: nic już nie uciska mu kręgosłupa i znów może chodzić. Jeszcze nie może biegać, więc cały czas jest na smyczy, żeby przypadkiem nie popędził za jakimś interesującym zającem.

Wczoraj nad ranem nie mógł wstać i zaczął wyć z bólu. Nie słyszałem dotąd, żeby robił coś takiego. Wiem, że owczarki niemieckie mają niewiarygodnie wysoki próg bólu, więc musiało boleć go bardziej, niż wszystko inne do tej pory. Było bardzo źle. Przytulałem go dopóki nie udało mu się wstać o własnych siłach, potem podałem mu lekarstwo, a potem się o niego martwiłem. Wciąż się martwię i będę martwił się nadal, dopóki nie zacznie chodzić i biegać bez kłopotów.

Tymczasem Lola urosła kilka centymetrów, sporo przybrała na wadze (jestem pewien, że to z powodu zjadania obu psich porcji), jest piękna, szybka i niewiarygodnie mądra.

Ale Cabal to nadal Mój Pies, a ona, cóż, nie jest moim psem w takim samym sensie. Ona jest dobrą przyjaciółką, on - członkiem rodziny.


...

Kilka rzeczy do przypomnienia na szybko: Jeśli wiecie, czym jest W00tstock, nie musicie zaglądać na stronę http://w00tstock.net/ w poszukiwaniu wyjaśnienia. Jeśli nie wiecie, powinniście zajrzeć na http://w00tstock.net/ i przeczytać, co jest tam napisane.

2 listopada będę zastępował Willa Wheatona na Austin Texas W00tstock. Na http://www.austintheatre.org/site/Calendar/250633393?view=Detail&id=24581 jest sporo informacji na temat imprezy i zamawiania biletów. O ile wiem, rozchodzą się one niezwykle szybko. Jeśli nie chcecie oglądać mnie, będą tam też inni ludzie - utalentowani i z poczuciem humoru. A jakby tego było mało, obawiam się, że Paul and Storm prawie na pewno zaśpiewają Captain's Wife's Lament [Lament żony kapitana].

Austin. Miasto w Teksasie. Trzy dni przed Dniem Guy'a Fawkesa. Którego pewnie wcale się w Teksasie nie obchodzi.
...


W którymś momencie opowiadam o naturze prywatności oraz prowadzeniu bloga i wspominam o Amandzie, która zastanawia się nad tym samym (i chyba ostatecznie nie zgadza ze mną) na http://blog.amandapalmer.net/post/1344925312/the-mutation-of-embarrassment-art-random-thoughts-of, w notce z gatunku tych, pod którymi znajdzie się mnóstwo interesujących komentarzy.

...

I zobaczyłem wreszcie "Falafelozofię", czyli odcinek Arthura z moim udziałem. Jestem tam chodzącym, mówiącym, pisarskim czarnym kotem, który nazywa się Neil Gaiman. W USA odcinek będzie emitowany 25 października, choć pokazano go już w Australii i (chyba) Kanadzie.

Jest zabawny i uroczy i mówi rzeczy, w które wierzę. Mam nadzieję, że każde dziecko, które go obejrzy postanowi napisać własną powieść graficzną.

niedziela, 6 czerwca 2010

Jeszcze żyję

Wiem. Myśleliście, że nie żyję. Albo blog...

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku.

Nie potrzebujesz nikogo, żeby Ci pisał, że jesteś zajęty... sam przez to przechodzisz... ale dociekliwe umysły chciałyby wiedzieć... czy blog umiera? Czy wydaje ostatnie tchnienia zanim wyzionie ducha? Czy powinniśmy zacząć przesyłać kwiaty?


od nie-twitterowca (nie-twita?)
Tak z ciekawości,
Kristina


oraz

Drogi Neilu,

Tęsknimy za Tobą.


Z poważaniem,


Czytelnicy bloga.


Też za Wami tęsknię.

Obiecałem sobie, że przegonię terminy, które obecnie przeganiają mnie, zanim znów zacznę blogować. Myślałem, że zajmie mi to około dziesięciu dni. Teraz dochodzi to do sześciu tygodni. A tak wiele mam do opowiedzenia...

Wkrótce. Dwa scenariusze, jeden do napisania i oddania, drugi wymagający ponownego napisania, a także ludzie tak jakby czekający, wstrzymujący oddech i zaczynający stukać palcami w blaty stołów i mamrotać na temat harmonogramów produkcji. Piszę jak mogę najszybciej. Potem napiszę jeszcze jedną notkę w ramach nagrody dla samego siebie.

W międzyczasie: To jest Lola. Ma około czterech miesięcy. Więcej o niej oraz o tym, skąd pochodzi, kiedy blog wznowi działanie:


...a ponieważ tu jestem, jeśli będziecie w Nowym Jorku we wtorek, 15 czerwca, proszę przyjdźcie na to: http://www.neilgaiman.com/where/details.php?id=88 i zobaczcie jak ja, Joe Hill, Kurt Andersena, Jeffrey Ford, Walter Mosley oraz mój koedytor, Al Sarrantonio, czytamy OPOWIEŚCI, rozmawiamy o beletrystyce i inne takie. Dostępne będą podpisane książki. Będzie fajnie.

(Pierwsze recenzje OPOWIEŚCI znajdują się na... http://www.latimes.com/entertainment/news/la-ca-sirens-call-20100604,0,3929896.story oraz http://www.guardian.co.uk/books/2010/jun/05/eric-brown-science-fiction-roundup)