Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

niedziela, 15 lutego 2009

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Jacka Benny'ego


Pierwotnie miałem dotrzeć do Dublina jutro, w niedzielę, i od razu zacząć udzielanie wywiadów. Jakoś w środku tygodnia zorientowałem się, że to po prostu się nie uda - harowałem od rana do nocy i pomiędzy podczas dwutygodniowego koralinowo-newbery'owego szaleństwa w Stanach, a lot do Dublina, opuszczenie samolotu, udzielenie sześciu wywiadów dla gazet i jednego dla telewizji, a następnie podróż do Dundrum, by przedstawić film i odpowiedzieć na pytania widzów zdawało się być przepisem na katastrofę lub co najmniej na przespanie własnego filmu.

Tak więc wszystko przesunąłem na dzień wcześniej, co było dobrym posunięciem. Lot był łatwy i przyjemny (siedziałem obok jednego z Prawdziwych Ojców Internetu, który chciał dowiedzieć się wszystkiego na temat pisania, a ja chciałem się dowiedzieć wszystkiego o Internecie, tak więc radośne przegadaliśmy porę posiłku, co prawie nigdy się nie zdarza). Po lądowaniu zostałem magicznie przeniesiony z lotniska do małego miejsca dla VIP-ów, gdzie dano mi filiżankę herbaty i wsadzono do auta z panią z Universalu, a ja zacząłem marzyć o tym, by wszystkie wyjścia z międzynarodowych lotnisk były równie gładkie i wdzięczne i bezkolejkowe.

Mój ukochany Android G1 nie działa tutaj -- był to, jak może pamiętacie, prezent od Google, i jest on (przynajmniej do czasu) darmowy, jednak jego darmowość sprawia, że nie mogę się połączyć z żadnym zagranicznym operatorem telefonii, ponieważ ktoś musiałby zostać obciążony rachunkiem za połączenie. W momencie, gdy zostałem przez niego poinformowany, że teraz jest tylko urządzeniem ze zdjęciami i muzyką, odkryłem, jak bardzo mi go brakuje (przypomnienie dla samego siebie: stukanie w ekran Nokii N73 niczego nie daje). Moja starszawa i ekscentryczna Nokia N73, która sama się wyłącza od czasu do czasu, czasem w środku rozmowy, jest moim telefonem w trakcie pobytu w Irlandii. Odkryłem też, ze problemy z funkcją metody słownikowej mogły się wziąć z faktu, że od zeszłego miesiąca zdecydowała, że woli korzystać ze słownika holenderskiego.

No nieważne. Szczęśliwych Walentynek od kogoś znajdującego się w podejrzanie pustym i niewalentynkowym dublińskim pokoju hotelowym.

...

"Księga cmentarna" wygrała Cybil Award -- nagrodę społeczeństwa blogowego na najlepszą książkę dla dzieci. Bardzo się ucieszyłem. Wszyscy nominowani i zdobywcy Cybil Award w tym roku wyglądali dobrze. Jestem dumny, że znalazłem się wśród nich i gratuluję wszystkim zaangażowanym.

Monica Edinger zrecenzowała "Księgę cmentarną" w The New York Times. Jej recenzja kończy się słowami:

Pewnego ponurego dnia przeczytałam końcówkę "Księgi cmentarnej" mojej klasie. Przez niemal godzinę słychać było tylko opowiadania i deszczu. W tej powieści pełnej cudów, Neil Gaiman podąża śladami dawnych gawędziarzy, tkając baśń o niezapomnianym uroku.



Co naprawdę mnie uszczęśliwiło. Opowiadanie i deszcz. Tak, właśnie po to to jest.

...

(Mniej więcej miesiąc temu powiedziałem mojej edytorce z HarperChildrens, że wyślę babeczkę każdemu z HarperChildrens, jeśli "Księga cmentarna" kiedykolwiek wróci na pierwszą pozycję zestawienia książek dziecięcych NYT. Tak więc w zeszłym tygodniu wysłałem ogromną ilość babeczek do HarperChildrens [chociaż za dziesięć procent babeczek zapłacił mój agent]. Powiedziałem im, że jeśli kiedyś uda nam się zajmować pierwszą pozycję przez pięć tygodni z rzędu, wyślę więcej babeczek.)

Chciałbym wyrazić swój smutek z powodu utraty mojego wieloletniego wydawcy z William Morrow, Lisy Gallagher. Nie sądzę, bym już tu o tym wspominał. Pracowałem z nią przez dziewięć lat -- najpierw zajmowała się marketingiem, następnie została wydawcą, a kiedy "Chłopaki Anansiego" zajęli pierwsze miejsce na liście NYT, usiedliśmy i wypiliśmy razem szampana na placu pełnym ludzi. Zawsze mnie wspierała i będzie mi brakowało pracy z nią, nie tylko dlatego, że była jedyną osobą, która zaczynała rozmowę świeżym "Cześć kochanie, tu Lisa." Mam nadzieję, że dostanie tak dobrą pracę jak ona sama.)

...

Zobaczmy.

Każdy, kto widział "Koralinę" i zastanawia się nad pracą, która toczyła się za kulisami, powinien spojrzeć na

http://shaneprigmore.blogspot.com/


http://www.xanga.com/criscoh/691813394/item/

http://shannontindle.blogspot.com/

http://www.burstofbeaden.com/
(Tutaj kliknijcie w "Nowsze rzeczy" po prawo, a następnie "Koralina")

http://dankrall.blogspot.com/




Wszyscy są niesamowitymi artystami, ale prace Dana Kralla naprawdę sprawiły, że zapragnąłem, by zrobił ilustracje do wydania "Koraliny". W każdy razie, spójrzcie na ich dzieła: zobaczycie ilustracje do scen, które zostały usunięte w ostatecznej wersji filmu. Tak jak powyższy rysunek Dana Kralla.

Naprawdę mam nadzieję, że ukaże się książka "Art of Coraline", by zebrać to wszystko razem z innymi rzeczami, które możecie obejrzeć w klipach na http://thinkinganimationbook.blogspot.com/2009/02/coraline.html . Na etapie książki "Coraline: A Visual Companion" Steve'a Jonesa (tu możecie ją wyszukać) Laika i Focus nie mogli zamieścić więcej materiału, ponieważ, jak bardzo rozsądnie wyjaśniali, szaleńczo próbowali dokończyć film (w pewnym momencie nawet anulowali książkę, zaznaczając, że nie mieli nikogo, by zajął się materiałem, jako że wszyscy pracowali nad filmem. Tylko interwencja Henry'ego Selicka sprawiła, że udostępniono fotosy i projekt wskrzeszono z martwych).

Większość powyższych linków zaczerpnięta z http://www.gallerynucleus.com/event/180)

Jeśli przypadkiem nie wiecie, którą wersję "Koraliny" kupić, zawsze wspaniały School Library Journal ma przegląd rzeczy o mnie tutaj oraz przegląd "Koralin" tutaj.

Chcecie wiedzieć, jak zrobić 200 000 kukiełkowych twarzy? Potrzebujecie drukarki 3D.

Chcę tylko krótko skomentować pytanie Marcela. Widziałem "Koralinę" wczoraj tu w Brazylii i widziałem ją w 3D. Powiem, że dubbing jest niesamowity. Wszyscy są świetni w tym, co robią, naprawdę.

A to, no wiesz, lalki.

Poinformowano mnie, że ludzie zajmujący się robótkami ręcznymi także wzięli się za "Koralinę":
http://joanofdarkknits.blogspot.com/2009/02/weird-octopus-cyclops-kitty-thing-from.html to model pluszowej ośmiornicy, natomiast tikabelle zrobiła Koralinowe Rękawiczki:http://theyellowjournalist.blogspot.com/2009/02/coraline-gloves.html

(Wspominałem, że w zeszłym tygodniu wpadłem na Altheę Crome na lotnisku w drodze do domu z Portland? Albo że właśnie kiedy mieliśmy opuścić samolot, dała Maddy i mnie malutką parę rękawiczek -- nie z filmu -- którą zachowałem jako skarb i teraz muszę się zastanowić, gdzie mam je przechować, by je bezpiecznie wystawić?)

...


(Zorientowaliście się, że zamykam Zakładki?)

Drobny niepokojący zakaz książki -- http://www.examiner.com/x-591-Childrens-Book-Examiner -- sąd podtrzymuje zakaz książki dla małych dzieci o Kubie, opisując uśmiechnięte dzieci jako "niewłaściwe".

Dzień Czerwonego Nosa może dotrzeć do Ameryki. Albo do Internetu. Zawsze mi się mylą: http://www.rednosenet.com/

Lista dziesięciu filmów dziecięcych, które są nieodpowiednie dla dzieci zawiera pięć z moich -- a także moich dzieci --- ulubionych filmów. (Jeśli właśnie dodali "Alicję" Jana Svenkmayera...)

http://today.msnbc.msn.com/id/26184891/vp/29137532#29137532 to recenzja "Koraliny" Today Show.

A ta wystawa "Koraliny" w Muzeum Kreskówek kończy się jutro.

...

http://iheart.despair.com/motivator.php : cukierkowe serca z własnymi życzeniami walentynkowymi. Albo urodzinowymi.

Na Masters of Song Fu, Neil Innes pisze ostatnią piosenkę Rona Nasty'ego: http://www.quickstopentertainment.com/songfu/03song1/neil_innes_imitation_song.mp3

I mój własny walentynkowy jakmutam dla świata -- możecie posłuchać jak Claudia Gonson śpiewa "Bloody Sunrise", opracowany i zagrany przez Michaela Hearsta na http://hypem.com/track/672071/Neil+Gaiman-Bloody+Sunrise -- link nie działa, ale jeśli naciśnięcie trójkącik "odtwórz", to będzie grać.

Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI