Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beowulf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beowulf. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 grudnia 2007

Zimowe motyle

Neil napisał w czwartek, 20 grudnia 2007


Nie wiem, skąd się biorą motyle. To duży, pusty dom, poza tym jest zima. W domu nie ma żadnych kwiatów ani roślin. Na zewnątrz gołe drzewa. Wszystkie drzwi i okna pozamykane. Ale mniej więcej każdego dnia znajduję kolejnego motyla fruwającego po domu niczym kwiat, siedzącego przy oknie lub przelatującego przez kuchnię kreśląc krzywe linie.

Ze mną jest coraz lepiej, akurat żeby wrócić do domu z raczej mniejszą ilością zrobionej roboty niż miałem nadzieję. Mimo to dużo spałem, spożyłem parę słoików miodu, dwa całe korzenie imbiru i coś koło tuzina cytryn. Sporo się nakaszlałem. ("To był twój kaszel, tak?" powiedział pewngo razu tymczasowy właściciel, wstępując po raz pierwszy w tygodniu. "Myślałem, że to szczekał pies.")

...

Nic do dodania do tego, co Warren Ellis powiedział o tym zdumiewająco niepokojącym teledysku do "God Hates The World" Westboro Baptist, więc umieszczę linka do posta Warrena na
http://www.warrenellis.com/?p=5361.

(Cóż, właściwie jestem także zafascynowany wizją Boga trawionego niesmakiem dla ludzkości za, między innymi, nie uznanie homoseksualizmu za śmiertelną zbrodnię, który by dosłownie nienawidził świat (oprócz około 60 ludzi i naprawdę słodkiej, strasznej dziewczynki.) Oraz wizja grupy dla której każda katastrofa, naturalna czy też spowodowana przez człowieka, która przydarza się komukolwiek jest widoczną, magiczną, dosłowną demonstracją ich racji i nienawiści Boga dla świata.)

...
Widzę, że "Beowulf" wyjdzie na DVD w lutym:

Stosując innowacyjną technologię uchwycenia obrazu, by uaktualnić klasyczną opowieść o mitycznym angielskim wojowniku, "Beowulf" Roberta Zemeckisa urzekł widzów na całym świecie przy prawie $200 milionach wpływów kasowych. Paramount wyznaczył 26 lutego na datę wypuszczenia na rynek HD DVD, tego samego dnia co standardowego DVD.

Naprawdę ciekawy artykuł o tym jak nam idzie z Uncanny Valley, głównie mówiący o "Beowulfie" i "Piratach z Karaibów 3" na http://www.vfxworld.com/?atype=articles&id=3494.

...

Parę osób napisało z pytaniem, dlaczego audiobooki, które zrobiłem dla "Nigdziebądź", "M jak magii" i "Rzeczy ulotnych" są dostępne w amerykańskim sklepie iTunes, podczas gdy "Gwiezdny pył" nie jest. Nie mam pojęcia.

Ale z kolei nie mam też pojęcia dlaczego z Harper Collins Digital Cafe (Cyfrowa Kawiarnia Harper Collins przyp. Varali) można ściągnąć plik, na którym przez pół godziny mówię o "Gwiezdnym pyle", a nie można dostać stamtąd samego "Gwiezdnego pyłu". To dopiero tajemnica.

(Możecie stamtąd też ściągnąć MP3 z 15-minutowym wywiadem, jaki udzieliłem Pannie Maddy.)

Zacząłem już czuć znaczną niewiedzę w sprawie moich dzieł. I wtedy przyszło to...

Nie widziałem żadnych reklam DVD "Gwiezdnego pyłu", więc pierwsza, którą zobaczyłem była tutaj. Na szczęście i tak miałem iść na zakupy, więc kupiłem. Pomyślałem, że ludzi zainteresowałoby, że w Border mają (lub tak twierdzą) specjalną wersję. Za $3 więcej można dostać dziesięciostronicową książkę z rysunkami Charlesa Vessa, która dla kogoś takiego jak ja, kto nie posiada powieści graficznej, jest naprawdę świetna. Domyśliłem się, że ludzie chcieliby to wiedzieć. :)

a ja musiałem napisać do Charlesa Vessa, by dowiedzieć się, czy cokolwiek o tym wiedział.

Charles mówi

Tak, to prawda. Mam parę kopii, ponieważ DC właśnie przysłało mi plik broszurek. To bonusowy materiał zawierający przedruki ośmiu "szkiców" z dodatkowych materiałów z nowej edycji naszej książki, razem z jednym całkowicie pomalowanym obrazem, który spełnia rolę okładki (broszury). Sądzę, że to właśnie specjalna wersja Border.
Ten obraz z okładki będzie także zamieszczony jako jeden z trzech następnych wydruków w zestawie deluxe "Gwiezdnego pyłu" (dostępny tylko od GMP) ale, oczywiście, wydrukowany o wiele lepiej w tej formie. Wszystkie następne sześć ostatecznych wydruków w zestawie będą to na nowo pomalowane obrazy, a raczej przedruki istniejących ilustracji.
Tutaj masz jpeg okładki, żebyś mógł na nią rzucić okiem...

A ja umieszczam to tutaj, żebyście także mogli rzucić okiem.

środa, 5 grudnia 2007

strajki, scenariusze i sprawy

Neil napisał w niedzielę 2 grudnia 2007 o 16:02

Czuję, że marny ze mnie strajkujący. Strajk Amerykańskiego Związku Pisarzy został ogłoszony w przeddzień mojego wylotu z LA do UK i od tamtego czasu przebywam tysiace kilometrów od wszystkich miejsc gdzie protestują. Codziennie dostaję ładne emaile z informacjami gdzie w Nowym Jorku odbędzie się pikieta, ale w czasie kiedy odbieram te wiadomości Nowy Jork znajduje się bardzo daleko, nawet nie w tym samym kraju co ja. A teraz zaczynam się gorączkowo zmagać z ostatnimi rozdziałami Księgi Cmentarnej i żeby je dokończyć mogę zapaść się pod ziemię i zniknąć zupełnie.


Ale z razie gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości (a sądząc po przychodzących do FAQ, trochę osób ma), tak, całym sercem popieram i -niezależnie czy było to cokolwiek warte- głosowałem za strajkiem (jak około 95% członków Związku, więc nic dziwnego).

Zastanawia mnie jednak, że wszędzie indziej na świecie bierze się za pewnik, że autorom płaci się gdy ich dzieła są oglądane online w sieci. Jeśli napisałbym scenariusz do serialu w Wielkiej Brytanii dostałbym mniej pieniędzy z góry (niewiele mniej) ale wynagrodziłoby mi to wpływy za powtórki, wydania DVD, udostępnianie w Internecie i tak dalej. (cokolwiek to oznacza, za wydaną w twardej oprawie książkę dostaję z tantiem125 razy więcej, niż za DVD sprzedawane w tej samej cenie)

Gdyby miało to zaszkodzić RSS - Na końcu tej notki zamieszczam dwa klipy podsumowujące całą sprawę. Stronnicze, rzecz jasna.

...

Cześć Neil,

Poszedłem zobaczyć „Beowulfa” jak tylko wszedł do kin i spodobał mi się, choć nie tak bardzo jak “Gwiezdny pył” który po prostu mnie zachwycił.
W każdym razie znalazłem dwie pomyłki. Pierwsza to duńskie góry. Góry to coś, z braku czego Dania słynie i co pozwala Islandczykom takim jak ja żartować sobie z kraju, który kiedyś władał naszym Ale ktoś na forum imdb.com zauważył, że choć niezgodne z rzeczywistością zgadza się to z poematem, w którym czytamy:

"'......sailors now could see the land, sea-cliffs shining, steep high hills, headlands broad.' " [“żeglarze ujrzeli ziemię, błyszczące klify, strome wzgórza, rozległy przylądek”]

Ustna tradycja robi poematom takie rzeczy. Zapisał go prawdopodobnie ktoś, kto w życiu nie widział Danii. Gdzieś mogły pojawić się wersje mówiące o wyjątkowo płaskim terenie kraju, ale są one dla nas na zawsze stracone. Druga kwestia może być trochę trudniejsza do wyjaśnienia za pomocą poematu. Islandia jest wymieniona w filmie co najmniej dwa razy, co jest nie na miejscu zważywszy, że w tym czasie prawdopodobnie nie była jeszcze zamieszkana i mało prawdopodobne, aby ktokolwiek wiedzący o jej istnieniu nazywał ją w ten sposób. Czy skłoniła cię do tego miłość do naszego kraju, czy były inne powody? Czy wybierzesz łatwiejsze wyjście i obwinisz swojego współpracownika? Islandczycy nie poczują się urażeni, bo z reguły lubią jak ktoś o ich kraju wspomina. W każdym razie dzięki za pisanie tego dziennika, dla mnie jest świetny szczególnie gdy wspominasz o folklorze (jestem etnologiem) i bibliotekach (jestem bibliotekoznawcą i specjalistą od zarządzania informacją) i to bardzo przychylnie.
Ciepłe pozdrowienia z Cork w Irlandii
,
Óli Gneisti Sóleyjarson

Tak, klify i wzgórza wzięły się z poematu..

W scenariuszu kwestia brzmiała "They sing our shame from the middle sea to the ice-lands of the north." [„Wyśpiewują nasz wstyd od morza środkowego do lodowych ziem północy.]

Choć nie jestem pewien co ostatecznie mówi Anthony Hopkins w filmie. (i nie mam też pojęcia skąd w „Skylding’s Watch” [„Czuwaniu Skyldinga”] wziął się równie anachroniczny wers mówiący o Vinlandii. Nie było go w żadnej wersji Rogera i mojej.)

Przypadkowo pomyślałem, że wspomnę ponownie, iż książka ze scenariuszem Beowulfa zawiera odpowiedzi na tego typu pytania I żaden z obecnych w sieci opisów nie wyjaśnia dokładnie czym ta książka jest.

Znalazłem recenzję (http://www.post-gazette.com/pg/07320/834312-44.stm), w której piszą:

W jaki sposób scenariusz zawierający flaki, sceny krwawej jatki i słowa na „k” zostaje animacją dozwoloną od lat 13? Sprawdźcie w „Beowulf: Scenariusz” (HarperCollins Entertainment, $16.95), który zawiera właściwie dwa scenariusze, oba autorstwa powieściopisarza Neila Gagmana i zdobywcę Oskara-scenarzystę Rogera Avary’ego.
Pierwszy z nich otrzymacie po połączeniu scenarzysty “Pulp Fiction” (Avary) z autorem
”Sandmana”, “Gwiezdnego pyłu” I “Amerykańskich bogów”(Gaiman), bez użycia jakichkolwiek zasad i bez ingerencji z zewnątrz. Drugi to ich wersja ostatecznego scenariusza do filmu.
Avary zapewnił przedmowę i „Międzysłowie” w którym opisuje trwającą od kilku dekad obsesję na punkcie „Beowulfa” – liczącego setki lat poematu złożonego z 3000 wersów – i coraz większy przymus by odtworzyć to na ekranie. W końcu, głęboko nieszczęśliwy rezygnuje z reżyserowania „Beowulfa” w obliczu grubej kasy Stevena Binga i pasji z jaką reżyser Robert Zemeckis odnosi się do projektu. Gaiman napisał posłowie, w którym stwierdza, że wstęp Rogera Avary’ego jest stanowczo zbyt szczerze opisuje proces tworzenia scenariusza.
To dlatego, że Roger jest Świętym Szaleńcem.
Gaiman i Avary spotkali się po raz pierwszy w Meksyku w 1997 i stworzyli pierwszy, napędzany tequilą pierwszy szkic, w którym matka Grendela rozmiłowana była w ludzkim mięsie bez opamiętania. Ta wersja jednak zgadza się z układem staroangielskiego poematu.
Następnie wkładem Zemeckisa było przypomnienie o wolności obowiązującej w kinematografii i pozwolenie na rozpuszczenie wodzów wyobraźni, skoro jego nowatorska technika Performance Capture (jaką widziano już w filmie „Ekspres Polarny”) nie zna ograniczeń.
Czas akcji i jej umiejscowienie zmieniły się w ostatecznej wersji – zamiast opowieści w dwóch częściach i dwóch krainach Beowulf zaczyna i kończy na dworze króla Hrothgara. Beowulf nie wraca do domu, tylko zostaje nagrodzony tronem Hrothgara. Zamiast potężnego pogromcy smoków spotykamy najpierw starego króla Beowulfa w jego dworze… i oczywistym jest, że to zupełnie inne przeżycie niż w przypadku pierwszego scenariusza.
Równie intrygujące co sam scenariusz są owe momenty szczerości Avary’ego. Na przykład pogodził się w końcu z oddaniem swojego „dziecka” Zemeckisowi, gdy „Z.” zgodził się zaangażować Cristina Glogera jako potwora Grendela. Reżyser pokłócił się z ekscentrycznym aktorem podczas kręcenia „Powrotu do przyszłości 2” co skończyło się pozwaniem Zemeckisa, gdy ten włączył wizerunek aktora do filmu. „Do dziś wyrok chroni aktorów przed używaniem ich podobizn bez ich zgody” pisze Avary.
Mimo tego Gloger dostał rolę a Zemeckis użył swoje nowomodnej technologii to przeobrażenia go na ekranie w potwora, co może być wystarczającą zemstą.
Książka ze scenariuszami „Beowulfa” zawiera też prace artysty Stephena Norringtona zlecone mu przez Avary’ego kiedy ten jeszcze miał reżyserować swoja wersję, które dodatkowo prowokują pytanie zadane przez skonfrontowanie oby wizji: „Co by było gdyby…?”

(Jednak wzmianka w pieści jest całkowicie moja winą. Przepraszam.)

...

Cześć Neil, jestem fanem ze Szwecji, który miał nadzieje na zakup kilku Twoich książek ze strony Audible.com, ale najwyraźniej Audible nie sprzedaje ich Szwedom. Czy mógłbyś mi powiedzieć dlaczego? Ponieważ nie ma innego szwedzkiego, czy nawet europejskiego sprzedawcy Twoich książek w formacie audio oznacza to, że nikt nie dostanie moich pieniędzy, a ja nie mam wyjścia i muszę słuchać Orsona Scotta Carda.

Na całym świecie jest mnóstwo spraw związanych z prawami, co oznacza, że firmy nie zawsze sprzedają swoje produkty gdzie indziej. Jeśli chodzi o książki audio, zawsze możesz kupić CD i zgrać je samodzielnie. Są nawet audiobooki wydawane na płytach z plikami MP3 więc nie musisz zgrywać, po prostu przenosisz je na swój odtwarzacz. (Właśnie sprawdziłem i Amazon obniżył cenę „Chłopaków Anansiego” MP3 CD) więc to najtańszy sposób nabycia „Chłopaków Anansiego” do posłuchania.

Neil, zastanawiałem się co sądzisz na temat książek Philipa Pullmana i kontrowersji w Stanach wywoływanych przez film opartego na jego pierwszej powieści.

Jessica.

Bardzo lubię Philipa Pullmana, jego książki takoż i uważam, że owe kontrowersje są głupie. Czy to wystarczy?
...

Tu są filmiki:

i jeszcze jeden:

wtorek, 20 listopada 2007

Ja w Manili

Zobaczmy... Jestem na Filipinach. Wczoraj dużo podróżowałem, a linia zmiany daty wykasowała mój wtorek. Właśnie się obudziłem, a Mike śpi za ścianą. Dotsarł tu parę godzin po mnie, około 5:00 rano (innym samolotem), więc pozwalam mu spać.

E-mail od Penna Jillette (temat: Ty dziwko), z którego dowiedziałem się, że Amazon wypuścił na rynek Kindle (jeśli ktoś nie wie, cóż to takiego, niech kliknie tutaj przyp. Varali) który był, jak niektórzy zgadli, tym tajemniczym urządzeniem, którym bawiłem się jakiś czas temu.

Tak, byłem szczery (i to za darmo) w moim entuzjaźmie. Parę miesięcy temu kazali mi odesłać egzemplarz, który testowałem i wciąż mi go brakuje (szczególnie późną nocą w samolotach, kiedy muszę zacisnąć zęby i zabrać tylko to, co mogę łatwo unieść- tak więc przeczytałem z przyjemnością dwie ostatnie książki Russela Hobana, a potem pisałem, ale brakowało mi możliwości wyboru z paru tuzinów książek).

Myślę, że cena $400 jest trochę wygórowana. To w końcu system dostarczania. Co ciekawe, niespecjalnie stawiają nacisk na funkcje, które mnie do niego przekonały (na przykład jak łatwo jest umieścić na nim to, co sami chcemy, od dokumentów i plików Acrobat Reader po ściągnięte powieści Dr Who). Ale kiedy byłem na Węgrzech, Maddy czytała na nim kupę książek, kiedy siedziała w studiu filmowym, a ja obserowałem, jak urządzenie przyciąga każdego, kto przechodzi obok, natomiast Maddy traktowała je jak bibliotekę albo półkę z książkami (więc kiedy skończyła książki Meg Cabbot, które ściągnąłem kiedy wyjeżdżaliśmy, przeczytała "Komórkę" Stephena Kinga, parę dzieł P.G. Wodehouse'a i "Drakulę", tylko dlatego że tam były).
Podejrzewam, że wyładnieje z czasem, tak jak iPod.

Cześć Neil, widzę, że na stronie Kindle księgarni Amazon wyrażasz pozytywną opinię na temat tej technologii. Pojawia się jednak krytycyzm (w sprawie DRM): http://diveintomark.org/archives/2007/11/19/the-future-of-reading i http://daringfireball.net/2007/11/dum . Jakie jest Twoje stanowisko? Pomijając DRM, wydaje mi się, że urządzenie jest zbyt drogie. Konkurują z tradycją- a żeby to robić, muszą zaoferować naprawdę atrakcyjny produkt. (przyrównuję książki elektroniczne do butelek na wino z nakrętkami vs. z korkami) Ludzie lubią dotyk papieru, kiedy czytają, a drogie, firmowe urządzenie nie jest rozwiązaniem, czyż nie? Już lepiej sprzedawać je za bezcen, jeśli zamierzają pobierać opłaty za książki, albo zawrzeć roczną subskrypcję w ramach ceny i wprowadzić małe opłaty za książki lub w ogóle je wyeliminować. Podoba mi się też pomysł Johna Grubera, by dodawać książkę cyfrową Kindle do każdego drukowanego egzemplarza kupionego na Amazon. Przy obecnej strukturze cen (i problemu z DRM) obawiam się, że urządzenie jest skazane na klapę. Nie ma żadnego silnego powodu (przynajmniej ja takiego nie widzę), by posiadać Kindle. Wolałbym po prostu kupić prawdziwą książkę.

Jak dla mnie bliżej mu do płyt CD i uPodów. Kiedy jestem w domu, mój iPod zwykle siedzi, na pół zapomniany, w kieszeni lub torbie. Łatwiej jest chwycić płytę CD i puścić ją. Poza tym lubię oglądać pudełko, jakość dźwięku jest (lub wydaje sie być) lepsza, a samo doświadczanie muzyki jest inne i prawdopodobnie bliższe temu, czego pragnął artysta. Dla mnie iPod nadaje się na drogę i wtedy nie mógłbym bez niego przetrwać.

Nie rozumiem, dlaczego DRM stanowi problem- nic nie powstrzymuje cię przed czytaniem książek z cudzego Kindle lub wrzucania na niego rzeczy nieobjętych prawami autorskimi. Nie sądzę, by ktokolwiek miał większe prawo do kopiowania i rozprowadzania e-booków niż do, powiedzmy, kserowania i rozprowadzania moich ksiażek lub do drukowania własnych egzemplarzy i sprzedawania ich czy rozdawania. Jestem cały za darmowym rozdawaniem materiałów przez autorów jeśli tego chcą, ale przynajmniej obecnie pisarzom wolno zadecydować, w jaki sposób chcą rozpowszechniać swoje książki na rynku (Cory Doctorow nie wypuszcza pojedynczych zeszytów adaptacji komiksowych, które obecnie tworzy w ramach Creative Commons, ponieważ wydawaca bał się, że unieszczęśliwi to kupców detalicznych, wypuści natomiast zbiór noweli graficznych jako Creative Commons. I słusznie.)

...

Drogi panie Gaiman, należę do internetowej grupy dyskusyjnej zajmującej się wybieraniem imion dla dzieci, która raczej nie jest związana z tematem, tylko że ktoś ostatnio podał Twoje drugie imię. Kindred? Następnie pojawiło się wiele postów, w których ludzi mówili, czy myślą, że jest głupie itd, ale byłam ciekawa czy (1) Twoje drugie imię to NAPRAWDĘ Kindred i (2) skąd się to wzięło?

1) Obawiam się, że nie
2) Myślę, że wzięło się to stąd, że ci ludzie myśleli o drugim imieniu Philipa K Dick'a

Niedawno widziałem "Beowulfa 3-D", który, chociaż pracowałem nad grafiką 3-D, wciąż przerasta moje wyobrażenie jako gigantyczne przedsięwzięcie, które film reprezentuje. Mimo to mam problem z samą opowieścią, więc jako oddany fan wpadłem na myśl "Może po prostu wyślę e-maila do Neila".

Tak więc oglądając film tylko jeden raz, niejasne było dla mnie co mieliśmy z niego wynieść. Przez co mam na myśli: "Beowulf-Heros", ostatni z wielkich bohaterów, kończy jako osoba słaba i omylna jak każdy człowiek z natury. "Demoniczna-Matka-Grendela", ostatnie bóstwo pogańskie, jest na końcu odrzucona i uśmiercona. Obrońcą wiary chrześcijańskiej, która stanowi alternatywę do wierzeń pogańskich, jest tchórzliwy morderca, którego wiara nie chroni go przed mocą pogańskiego smoka.

A więc czy wnioskim ma być "wszyscy ludzie są słabi z natury i skazani na omylność". Pogańskie bóstwa odeszły (co jest dobre) podczas gdy wiara chrześcijańska nikomu nie daje ochrony przeciwko nim. Tak więc ostatecznie zostajemy bez herosów, bez demonów, bez bogów pogańskich, a do wyboru zostaje nam tylko wybór między bezsilną wiarą taką jak chrześcijaństwo a wrodzoną omylną naturą rodzaju ludzkiego. To wydaje się różnić od Twoich pozostałych dzieł, które zawsze zdają si oferować pewien rodzaj pojęcia alternatywnego, czegoś "metafizycznego/nadprzyrodzonego" poza naszym powszechnym zrozumieniem.

To mniej więcej wszystko. Przy okazji z góry dzięki za poświęcenie czasu na przeczytanie tego i czekam z niecierpliwością na odpowiedź (nawet jeśli ma być nią "to tylko cholerny film, a nie system wierzeń").

Dzięki

Bryce Southard


Myślę, że jedną z najbardziej interesujących rzeczy dotyczących tworzenia sztuki jest to, że kiedy już jest udostępniona, ludzi mogą swobodnie zadecydować co myślą o tym, co zrobiłeś, a to oznacza, że twoje spojrzenie na akcję jest tak samo znaczące jak moje (szczególnie ponieważ wciąż mam w głowie wszystkie inne szkice i wycięte sceny). Ale nie, nie takie było moje stanowisko wobec ludzi, tych wydarzeń, a nawet wobec religii tamtych czasów.

Spośród recenzji, które do tej pory dostałem, podejrzewam że Henry Gee na NETURE http://network.nature.com/blogs/user/henrygee/2007/11/19/bigging-up-beowulf oraz Roz Kaveney na Strange Horizons http://www.strangehorizons.com/reviews/2007/11/beowulf-comments.shtml byliby bliżsi opisaniu tego, co Roger i ja próbowliśmy zrobić ze scenariuszem, chociaż nie sądzę, żeby któryś z nas mógł mówić o tym, co miał na myśli Bob Zemeckis.

...
Hej Neil, widziałem w niedzielę "Beowulfa" i zauważyłem parę rzeczy. 1) Napisałeś słowa do "Pijańskiej pieśni Olafa", która mi się seryjnie podobała. 2) Nawet Lorraine wspomniana jest w napisach końcowych i 3) Matka Grendela w formie potwora widoczna jest w odbiciu wody i jeden raz (cała) na suficie podwodnej jaskini chowająca się wśród złotych skarbów upchanych tam razem z nią. Mam rację? Czy tylko widzę rzeczy, któych tak naprawdę nie ma? Dzięki, Ken.

Masz zupełną rację.

czwartek, 8 listopada 2007

notka praktycznie testowa

Neil napisał we wtorek 6 listopada 2007 o 11:16

Cześć Neil,
Próbowałem przeczytać w twoim Dzienniku ostatnią notkę (tę zatytułowaną „Roger i ja”) albo raczej coś, co mój RSS wskazuje jako twoją ostatnia notkę, ale zostaję przekierowany do strony z raportem o błędzie (404 – nie znaleziono strony)
Cóż, ech… dzięki.
K

Najwyraźniej Blogger ma teraz jakieś problemy i rzeczy się nie pojawiają. Tajemnicą jest dlaczego radośnie wyskakują na różnego rodzaju usługach feedback, podczas gdy w dzienniku spóźniają się lub nie pojawiają wcale, ale bez wątpienia tajemnica ta zostanie wkrótce rozwikłana.

Czyli jest to mniej więcej notka, która ma sprawdzić, czy dodanie zadziała lub czy pojawi się któraś z poprzednich.

To zdjęcie z wczorajszego wieczoru jest prawdopodobnie jedynym w historii zdjęciem na którym jestem, ale to ktoś inny ma na sobie skórzana kurtkę

Jak juz kiedyś powiedziałem, cieszą mnie pierwsze pojawiające się recenzje “Beowulfa”, bo zmęczyły mnie już głupoty, które czytałem w sieci stworzone przez osoby praktykujące starożytny internetowy zwyczaj pisania śmiało o rzeczach, o których nie ma się pojęcia.

Nie sądzę, żeby ten film spodobał się wszystkim, nie bardziej niż jakikolwiek inny. Ale myślę, że jest znacznie lepszy, niż ludzie mogli się spodziewać i prawdopodobnie zbyt dużo radości sprawiają mi pierwsze sączące się powoli recenzje w tonie „myślałem, że będzie do niczego, ale potem go obejrzałem…”. Ta z magazynu na temat animacji http://www.animationmagazine.net/article/7565 mówi min.

…to całkowicie wciągające i porywające osiągnięcie, każdy kto nad nim pracował powinien być bardzo dumny.

Od pierwszego ataku potwora Grendela na dwór króla Hrothgara jasne jest, że to nie „Ekspres Polarny”. „Beowulf” jest krwawy, sprośny, bezczelny, sexy i ogólnie fajny. Jest rok 518 n.e. I tytułowy bohater przybywa do duńskiego królestwa Herot aby pozbyć się jego demona. Chełpliwy, zadumany i nadmiernie męski wydaje się na pierwszy rzut oka bliskim kuzynem postaci granej przez Gerarda Butlera w filmie „300”, ale w końcu okazuje się bohaterem pełnym wad, któremu zdecydowanie bliżej postaciom z greckich tragedii. Scenariusz autorstwa Neila Gagmana („Koralina”, „Lustrzana Maska”) i Rogera Avary’ego („Pulp Fiction”) pozwala sobie na pewne odstępstwa od oryginału i snuje sprytną i zawikłaną sieć sugerującą, że epicki poemat przekazywany ustanie z pokolenia na pokolenie to jedynie połowa opowieści.

Często zdarzało mi się kwestionować logikę, która nakazuje trudzić się przy tworzeniu realistycznych postaci za pomocą grafiki komputerowej skoro można po prostu sfilmować aktorów, ale w przypadku tego konkretnego projektu to ma sens, bo jest bardzo ważne żeby ludzie i potwory zdawali się należeć do jednego, tego samego świata…

…Szkoda, że ten obraz prawdopodobnie nie zakwalifikuje się to zmagań o Najlepszy Film Animowany podczas tegorocznych nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a większość ludzi będzie go postrzegać właśnie jako animację. Z drugiej strony nie byłoby całkiem sprawiedliwe, gdyby miał konkurować z produkcjami czysto animowanymi. „Beowulf” tworzy własną kategorię i Akademia nie ma pojęcia co z tym zrobić. Ale być może zostaną zmuszeni do wymyślenia czegoś, szczególnie, jeśli film okaże się sukcesem finansowym.

„Beowulf” odniósł sukces tam, gdzie większość “wakacyjnych” filmów odniosła porażkę. To porządna rozrywka z wciągającą fabułą i postaciami, które nie składają się wyłącznie ze stereotypów, ale są dość złożone. To nie jest film doskonały i z pewnością niektórzy będą go krytykować, ale sądzę, że jest jedną z największych niespodzianek w tym roku i warto, aby ludzie go obejrzeli. Jestem pewien, że sprawdza się w zwyczajnych kinach, ale oddajcie sobie przysługę i pofatygujcie się ten kawałek do kina IMAX i obejrzyjcie go w 3D.


Notka o “Beowulfie” na “Variety Blog” Anne Thompson--http://weblogs.variety.com/thompsononhollywood/2007/11/beowulf.html -- cytuje recenzję Stephena Schaeffera, który zaczyna

W przypadku potężnego, monumentalnego „Beowulfa” Roberta Zemeckisa, którego premiere wyznaczono na 16 października, zobaczyć to uwierzyć. Ta ekstrawagancka adaptacja epickiego poematu o przeklętym królestwie przenosi nas do Danii w VI wieku, kraju który jest przedstawiony tak drobiazgowo, romantycznie i zajmująco, że to zupełnie jakby zobaczyć ożywiony w trójwymiarze komiks „Prince Valiant”, fantazja z czasów dzieciństwa, która oszałamia i zachwyca.

i kończy

Wielkie Pytanie Oscarowe: czy film będzie się ubiegał o nagrodę dla Najlepszego Filmu, czy Najlepszego Filmu Animowanego?

I mój ulubiony cytat pochodzący z LiveJournala kogoś, kto wczoraj był na premierze

Zawsze fajnie jest pójść do kina nie oczekując niczego szczególnego i kiedy przewijają się końcowe napisy, finał tonie w euforii wywołanej u widzów przez potężną siłę opowieści, słychać brawa, komentarze i rozmowy podsłuchane w drodze do wyjścia - zdać sobie sprawę, że było się jedną z pierwszych osób które miały okazję zapoznać się z tym, co z pewnością okaże się hitem. A oglądało się na świeżo, bez oczekiwań powstałych w wyniku plotek, bez znajomości przebiegu akcji, co wkrótce będzie niemożliwe, chyba że ktoś dopiero co wyłoni się spod ziemi. I że będzie to hit nie dlatego, że to przereklamowane Wydarzenie Sezonu (i sequel sequela sequela), ale dlatego, że to po prostu dobry film z porządnie skonstruowanym szkieletem fabuły. I spodoba się ludziom, którzy opowiedzą innym ludziom jak bardzo im się podobał. Tak, jak teraz ja mówię Wam. Jakie to urocze i staroświeckie..

...

(Tu jest mniej więcej kompletny zapis konferencji prasowej “Beowulfa” (tej, z której pochodzą wyrwane z kontekstu wypowiedzi Angeliny pojawiające się na całym świecie)

Tak na marginesie, uważam, że szkolny pakiet do „Beowulfa” jest po prostu zły. Kiedy pisaliśmy z Rogerem scenariusz to tego filmu chodziło nam po części o to w jaki sposób różni się on od oryginalnej opowieści o Beowulfie i jaki jest związek postaci z opowieścią o tej postaci. Nie sądzę, że powinno się umieszczać rzeczy przez nas wymyślone w materiałach dla uczniów – to najprostsza droga do uzasadnionego zdenerwowania nauczycieli, którzy mają wystarczająco dużo pracy przy omawianiu Beowulfie bez naszej wątpliwej pomocy. Znacznie bardziej interesujące byłoby załączenie albo oryginalnej wersji, albo omówienie różnic – jak najbardziej zachęcałbym licealistów to obejrzenia naszej wersji, a potem dyskutowania co zostało zmienione i dlaczego.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Jak nie udało mi się wyspać do oporu

Neil napisał w niedzielę 4 listopada 2007


Nie ma to jak dzień w którym można spać do oporu, szczególnie kiedy jesteś w hotelu z dala od domu i nie musisz zawozić nikogo do szkoły ani zabierać na spacer. To nie zdarza się prawie nigdy – w normalnych okolicznościach muszę nastawiać budzik. A całe to spanie jest jeszcze fajniejsze jeśli poprzedni dzień był długi i męczący, a jeszcze lepsze przez fakt, że cofnęliśmy zegarki, więc mogłem spać jak długo chcę plus jeszcze godzinę…

Ale zadzwoniono do mnie o siódmej rano z recepcji, żeby mi oznajmić, że przyjechał po mnie kierowca którego nie zamawiałem i nie potrzebowałem, ponieważ nie chciałem się nigdzie przemieszczać. Tyle więc wyszło z przesypiania poranka. Dlatego zamiast tego napiszę trochę zaspany poranny post.

Dziwne. Nazywają takie rzeczy junket (ang. feta, piknik, spotkanie towarzyskie). To słowo oznacza zarówno "słodki deser", "przyjęcie" albo "wycieczka dla przyjemności na koszt kogoś innego". Część o wycieczce dla przyjemności z pewnością odnosi się dla obecnych tutaj dziennikarzy, którzy zostali wysłani w miłe miejsce przez studio filmowe, umieszczeni w hotelach, wysłani, żeby obejrzeć film a potem spędzić dzień, albo kilka godzin rozmawiając z osobami, które go zrobiły. Kiedy byłem dziennikarzem bycie wysłanym na taką wycieczkę było czymś pozytywny - mała ilość pracy za dużą ilość pracy i przygody.

Teraz, kiedy już przeżyłem kilka z takich wyjazdów po drugiej stronie stołu konferencyjnego myślę, że warto wspomnieć, że te fety nie oznaczają tego samego dla ludzi, którzy je organizują albo ludzi, z którymi przeprowadza się wywiady. Oni są w pracy.

Zebraliśmy się wczoraj wcześnie rano na hotelowym zapleczu. Pewna pani czesała nas i charakteryzowała na potrzeby kamer (co w praktyce oznacza trochę pudru i jej spojrzenie na moje włosy i pytanie "Czy to tak miało być?" i moja odpowiedź, y, tak, przepraszam). Potem do pokoju z którego mieliśmy być poprowadzeni na scenę na konferencję prasową. Ray Winstone i Crispin Glover właśnie obejrzeli film, który ich oczarował (Crispin: "A zwykle nie lubię filmów, w których gram"), John Malkovitch, Anthony Hopkins i Angelina Jolie jeszcze go nie widzieli. Bob Zemeckis był tam, ale kilka lat temu zdecydował, że nie będzie robił takich rzeczy jak wywiady i bankiety promocyjne i konferencje prasowe (bardzo mądrze, wolałbym raczej przyrzec to samo).

Lubię Angelinę. Jest miła, bardzo profesjonalna i ma trochę zwariowane poczucie humoru. Ostatnio spotkałem ją w listopadzie 2005 roku, kiedy nagrywała swoją część gry aktorskiej w Beowulfie. Nawet wtedy już oznajmiono w gazetach, że zakończyła produkcję Beowulfa opuszczając plan po kłótni z Rayem Winstonem -- dwa tygodnie przed jej pierwszym dniem na planie. Zdałem sobie sprawę, że kiedy tylko chodziło o nią prasa z radością zwyczajnie zmyślała różne wydarzenia, które brzmiały prawdopodobnie. Te rzeczy nie musiały posiadać żadnych rzeczywistych podstaw.

Było oczywiste, że lwia część dziennikarzy na konferencji chciała po prostu porozmawiać z nią o jej życiu prywatnym, czymś czego odmówiła i z czym radziła sobie z gracją i pewnością siebie. Ogólnie konferencja poszła dobrze (moim zdaniem najlepszy był sposób w jaki Ray odpowiadając na pytania zawsze mówił o mnie i Rogerze Avarym jako o "Chłopcach", jakbyśmy byli dwójką piszących troglodytów, którzy przyjdą do twojego domu i spiorą cię maszynami do pisania.)

Potem przeszliśmy do wywiadów. Okrągłe stoliki: tuzin dziennikarzy w każdym pokoju, wchodzimy razem z Rogerem, mówimy przez pół godziny a potem przenosimy się do następnego pokoju, gdzie tuzin innych dziennikarzy czeka, aby zadać te same pytania, podczas gdy Anthony Hopkins, zawsze pokój za nami, jest przenoszony do pokoju, w którym byliśmy my.

Następnie przejście do pokoi hotelowych na indywidualne wywiady i wywiady telefoniczne z dziennikarzami w Kansas i podobnych miejscach. A potem, z martwicą mózgu, skończyliśmy.

Wydawało się, że reporterzy i dziennikarze, którzy widzieli film poprzedniej nocy przyjęli go zadziwiająco pozytywnie, co było jak kamień z serca.

To miłe, że ludzie zaczęli oglądać film i teraz mówią o tym, co widzieli. (Trochę zmęczyłem się czytaniem tak zwanych "recenzji" w internecie, które co do jednego były pomieszaniem tego co ci ludzie myśleli, że widzieli w trailerach i co myśleli, że zrobiliśmy z historią plus narzekaniem na efekty wizualne, których właściwie jeszcze tak naprawdę nie widzieli, zakończone głośnym i dumnym ogłoszeniem, że ponieważ wiedzą, że film im się nie spodoba, nie zamierzają go oglądać, i że z pewnością nie będzie to Beowulf. Kilkanaście z nich zostało napisane przez ludzi, o których myślałem, że powinni wiedzieć lepiej. Nigdy nie przeszkadzały mi złe recenzje, ale w przeszłości zawsze dostawałem je of ludzi, którzy przynajmniej czytali lub widzieli coś, na temat czego narzekają.)

W każdym razie teraz kiedy zaczęliśmy jego wyświetlanie, prawdziwe reakcje nadchodzą.

Oto list, który Jeff Wells zamieścił na swoim blogu zanim pojawi się jego recenzja, który zamieścił jak sądzę, ponieważ zawstydził się swoich niemiłych słów o Beowulfie tydzień zanim go jeszcze obejrzał http://hollywood-elsewhere.com/archives/2007/11/beowulf_2.php
Tutaj ktoś, kto widział pokaz przedpremierowy na Uniwersytecie Kalifornijskim - http://strstruckdreamr9.blogspot.com/2007/11/beowulf.html
I jeszcze jeden post po pokazie http://blog.myspace.com/index.cfm?fuseaction=blog.view&friendID=43263288&blogID=325323587
Moriarty zamieściło recenzję na aintitcool http://www.aintitcool.com/node/34678 jestem pewien, że wyłoni się wielu innych recenzentów, teraz kiedy już ludzie oglądają film. (To nie tak, że zachowywaliśmy dokończony film dla siebie. On po porostu nie był skończony -- jego ostateczna wersja opuściła komputery w tym tygodniu. A trójwymiarowa wersja do IMAX 3D, którą można było oglądać w piątek wieczorem została dokończona w piątek rano.)

...

Drogi Neilu,

Około dwóch lub trzech miesięcy temu znaleziono mi książkę autorstwa twojego i Michaela Reavesa w dziale Nowości. Będąc Twoją wielbicielką kupiłam książkę zakładając, że będzie dobra. Taka też była.

Jednakże nie wydawała się być w twoim stylu, więc sprawdziłam datę wydania: 2007.

Byłam zaskoczona, że nie słyszałam nic o tej książce na Twoim blogu, chociaż czytałam go przez około rok, może więcej.

Pomyśłam sobie, że to możliwe, choć mało prawdopodobne, że jest gdzieś tam w świecie ktoś jeszcze kto nazywa się Neil Gaiman.

Nie. Pod napisem INNE KSIĄŻKI NEILA GAIMANA DLA MŁODYCH CZYTELNIKÓW figurowała Koralina.

Książka nazywa się Interworld.

Pytam po prostu dlaczego nie wspomniałeś o niej na swoim blogu.

-Camille

Publikuję to, żeby przypomnieć że na stronie jest funkcja SZUKAJ (u nas na polskiej stronie niestety nie ma, przyp. tłum.) na www.neilgaiman.com. Ona przekieruje was na http://www.neilgaiman.com/search_form/. Jeśli wpisać Interworld wyskoczy około 15 wyszukanych na stronie, pierwsza z nichhttp://www.neilgaiman.com/journal/labels/Interworld.html która kieruje do wszystkich postów przy których w tagach do posta wpisałem Interworld odkąd wprowadziłem tagi na blogu (głównie w tym roku) i która odpowie na wszystkie twoje pytania...

Witam, Neil!

Wybacz, jeśli to stare wieści, ale Twój blog został nominowany do Najlepszego Bloga Literackiego 2007 nagrody Weblog.

http://2007.weblogawards.org/polls/best-literature-blog-1.php

Głosowanie kończy się w 8 listopada, a jak na razie prowadzisz!

Życzę szczęścia,

Leanne

Dziękuję! Jak fajnie. (Co nagle przypomniało mi się, że nie wiem, co się stało z nagrodą"Bloggers Choice" -- wygląda na to, że zostaną rozdane w następny weekend w Las Vegas.)

...

Wiele osób pyta, co ma się wydarzyć na Filipinach za kilka tygodni. Wygłaszam mowę na kongresie reklamowym -- nie sądzę, żeby to wydarzenie było otwarte dla szerszej publiczności -- i coś jeszcze z Fully Booked (Szukałem przez google, ale znalazłem tylkohttp://www.fullybookedonline.com/adsdetail.php?id=53).

W każdym razie. Maddy jest tutaj -- powiedziałem jej, że musi napisać posta o premierze -- a teraz odchodzę aby być tatą. (Żeby oddać sprawiedliwość powinienem dodać, że w ramach przeprosin ludzie którzy wysłali mi samochód o siódmej rano przysłali mi kosz owoców, który przypomina mi o występie Elvisa Costello z Larry Sanders Show. I o tym, że Maddy wyjada z niego misie-żelki.)

piątek, 2 listopada 2007

Happy Hallowe'en

Neil napisał w środę 31 października 2007 o 15:43

Ze strony Beowulfa możecie ściągnąć podcast z wywiadem z ubiegłego tygodnia w którym opowiadam o filmie praktycznie zaraz po obejrzeniu go w całości po raz pierwszy.

Dave McKean dziękuje i już znalazł wykonawcę krabów z origami. (I ja również dziękuję wszystkim ochotnikom.)

Edytuję, żeby dodać: Dave mówi...

Neil,
Napisz proszę, że dziękuję wszystkim za tak ogromny odzew.
Wspaniale wiedzieć, że w nagłym wypadku możesz dostać kraba z origami.

d



Neil, chciałam się upewnić, że ktoś cię poinformuje o dyniowej wersji Śmierci (tutaj: http://www.hommage.us/gallery/displayimage.php?album=8&pos=1) którą zgłoszono do konkursu Wired "Pokaż nam swoją nawiedzoną dynię" (tutaj: http://blog.wired.com/underwire/2007/10/show-us-your-ge.html). Nie wiem jak to się ma do wcześniejszej Neilowej dyni, ale muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam tę nie mogłam usiedzieć w miejscu z radości. Świetnie znaleźć jeszcze jeden dowód na to, że fanów Gaimana jest cała rzesza ...

Cześć,
Betsy O'Donovan

Ale super! i jeszcze więcej (nie związanych ze mną) dyń...


Cześć Neil, myślę, że może Ci się to spodobać. www.duarte.com/halloween

Duarte Design specjalizuje się w grafice (Robiliśmy slajdy Ala Gore'a do Niewygodnej Prawdy.) Zerknij co wymyślili nasi projektanci na Hallowe'en w tym roku.

Jestem tu nowym pracownikiem, a mój mąż i ja bawiliśmy się DOSKONALE wycinając nasze pierwsze dynie na konkurs. Miłego oglądania!

są też kostiumy...

Witam panie Gaiman.
Mam nadzieję, że nie przeszkadza panu, że zamiast wysyłać tą drogą interesujące pytania ktoś wysyła panu swoje przepiękne zdjęcia w hallowe'enowym przebraniu Maligny. A taki właśnie (gdyby jeszcze się pan nie domyślił) był mój zamiar.

Poza tym, uwielbiam pańskie opowiadania i życzę w dalszym ciągu natchnienia i powodzenia!

Pozdrowienia z Kanady,
Andrea

(Zdjęcia są tutaj. Przepraszam, jeśli jest jakiś lepszy sposób na przesłanie ich, ale nie jestem szczególnie dobrze obyta z komputerami)
http://neilgaimanboard.com/eve/forums?a=tpc&s=733605825&f=68210996141&m=48010555241&r=29010566241#29010566241

Nie mam zupełnie nic przeciwko.
Jeśli ktoś zechce stworzyć album Picassa lub Flickr gdzie ludzie będą mogli umieszczać swoje zdjęcia w przebraniach zainspirowanych tym, co piszę z radością zamieszczę to link do niego.

...
Cześć. Mam na imię Erin i kilku członków mojej społeczności zaproponowało żebym napisała do Ciebie, opowiedziała trochę o sobie i sprawdziła, czy zechciałbyś przekazać link swoim czytelnikom.

Cierpię na dwa schorzenia neurologiczne które nie pozwalają mi pracować, ale nie są wystarczająco poważne, aby Opieka Medyczna uznała, że kwalifikuje się do refundacji, co pozwoliłoby mi na przejście operacji mózgu, dzięki której mogłabym znów pracować.
Rozpoczęłam obywatelską kampanię, która z każdym dniem staje się większa. Nazywa się "Project Download" i pozwala ludziom pomóc mi poprzez jedno małe kliknięcie w ciągu dnia. Szczegóły można znaleźć na stronie http://projecterin.com/.

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie tego i rozważenie, czy warto podzielić się tym z czytelnikami. To znaczy dla mnie (dosłownie) wszystko.

Pozdrawiam gorąco,
Erin Bennett

Nie zamierzałem tego robić, ale FAQ Erin (http://projecterin.com/faq.html) zrobiło na mnie takie wrażenie, że chętnie dzielę się tymi informacjami. Mam nadzieję, że uzyskasz wystarczająco dużo kliknięć i leczenie i powodzenia.

środa, 17 października 2007

Zamieszczone opowieści o czasie

Obecnie przepisuję ODD AND THE FROST GIANTS (“Odd i Lodowe Giganty”). Zastanawiam się, czy nie zmienić tytułu na “Odd i Lodowy Gigant”, ponieważ tylko jeden Lodowy Gigant wkracza na scenę (no powiedzmy), chociaż w tle są też inne, no i oczywiście zawsze jest Loki.

Właśnie patrzyłem na nową, rozszerozną stronę Beowulfa na http://www.beowulfmovie.com/. Mają tam zapowiedzi telewizyjne, więc z przyjemnością zauważyłem, że w tej nowej znajduje się mnóstwo krótkich kawałków materiału, których nie było we fragmentach, które do tej pory widziałem (mniej więcej od 15 do 30 minuty)-- ujęcia z wyścigu z Breccą, momenty z końcowej częsci filmu z Beowulfem jako starszym mężczyzną, kawałki “smoczego” materiału i o wiele więcej niż po prostu Matka Grendel w ludzkiej postaci. Piszą, że łatwo zamieścić ją na stronie, a więc spróbuję.

Naprawdę nie mogę doczekać się, kiedy to zobaczę i przekonam się co tak właściwie zrobił Bob Zemeckis i jego grupa.

(Filmik zachowuje się odrobinę dziwacznie, kiedy umieszczam go na Bloggerze. Trzymajmy kciuki, że będzie zachowywał się poprawnie, kiedy to opublikuję. A jeśli czytacie to przez kanał RSS i tutaj się urywa, kliknijcie na linka do właściwej strony neilgaiman.com/journal, by czytać dalej)






W międzyczasie... Internet potrafi zaprowadzić do dziwnych miejc. To znaczy, skończył mi się Marmite (dla tych, którzy nie wiedzą, co to jest Marmite... przyp. Varali). Żaden problem w Zjednoczonym Królestwie, ale w Stanach to problematyczne. Tak więc zaczynam szukać w sieci jak mógłbym zamówić Marmite, a chwilę później odkrywam, że można sprawić, by Marmite stał się biały ubijając go przez pół godziny. NA WSZYSKIE ŚWIĘTOŚCI, KTO PIERWSZY UBIJAŁ MARMITE PRZEZ PÓŁ GODZINY I TO WYNALAZŁ? To http://www.flickr.com/photos/fuunsaiki/303084929/

Cześć Neil, Dzięki za linka do wpisu z Wikipedii o żargonach. Teraz nareszcie znam słowo, żeby opisać Mowę Cyrkową, język, którego nauczyli mnie moi dziadkowie, którzy używali go w cyrku w latach trzydziestych. Nieustannie szukam informacji na ten temat. Tu znajduje się strona, gdzie opisuję wersję, której zostałam nauczona: http://www.winterscapes.com/carny.htm
- Kate Winter

Dzięki, Kate. Strasznie podobał mi się Twój link do http://welcometothefair.com/lingo/, więc pomyślałem, że powinienem skierować na niego ludzi, którzy zamierzają pisać Powieści w listopadzie. W końcu połowa tych słów to gotowe wątki...

Zafascynował mnie ten artykuł z Guardiana- http://blogs.guardian.co.uk/books/2007/10/observer_books.html – nie tylko dlatego, że podaje linka do zwycięzców nagrody Guardiana dla najlepszego “opowiadania graficznego” (nagle poczułem, że zamieniam się w Eddie'go Campbella i mam ochotę zacząć tłumaczyć, że “powieść graficzna” i tak po prostu oznacza komiks, a “opowiadanie graficzne” właściwie znaczy, em, komiks), ale zdumiało spojrzenie na historię, według którego liczące się brytyjskie gazety zaczęły na serio recenzować komiksy w 1996, mniej więcej sześć lat po tym, jak zaczęły się prawdziwe recenzje. Myślę, że autor chce właściwie powiedzieć, że w trakcie edytowanie strony o książkach zaskoczyło go odkrycie, że jego recenzenci pisali recenzje powieści graficznych, lecz ku jego zaskoczeniu te recenzje i recenzowane książki były równie dobre jak inne książki, o których pisali.

Bill Stiteler przysłał mi tego linka do albumu zdjęć z równoległego wszechświata--http://www.flickr.com/photos/williamhundley/sets/72157594235409275/

Joshua Middleton ma parę uroczych rysunków z projektu Sandmana, który nigdy nie doszedł do skutku http://joshuamiddleton.blogspot.com/2007/10/one-that-was-put-to-sleep.html

i myślę, że powinienem złożyć gratulacje Holly Gaiman z okazji zdobycia pracy.

...

Dzięki wielkiemu WebGoblinowi Danowi osoby, które wejdą na http://www.neilgaiman.com/journal/2004/01/you-think-theyre-cuddly-but-i-think.asp, lub po prostu klikną na końcowy link w tym poście mogą jeszcze raz ściągnąć lub usłyszeć piosenkę Złowieszczych Kaczek.

sobota, 29 września 2007

snuć się po domu?

Neil napisał w środę 26 września 2007 o 6:01

To przyszło i okazało się bardzo pomocne, więc zamieszczam w całości.


Biedny Neil! Sam pomysł kawiarni jest rzeczywiście dość dziwaczny, ale dość zrozumiały, jeśli tylko wie się cokolwiek na temat japońskiej popkultury. Maid Cafe to rodzaj restauracji cosplay (z przebraniami) – zasadniczo nie różni się to od uczestniczenia w mediewal Times [przedstawieniach odtwarzających średniowiecze] czy podobnych wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych. (Tak na marginesie, są też restauracje z lokajami – Butler Cafes). Co jest dziwne to że w Maid cafe (i przypuszczalnie w Butler Cafe) chodzi o moe! Co oznacza, że owszem, chodzi tu o fetysz. Myślę, że większości ludzie z Zachodu dziwią japońskie fetysze to rzeczy, które nie-Japończykom nie będą wydawać się szczególnie pociągające.


Myślę, że osoba, która wczoraj napisała o pedofilii nieco błędnie rozumie termin „Gotycka Lolita” i odnosi go do idei moe/maid cafe. Gotycka Lolita to w Japonii sposób ubierania i styl życia… który tak naprawdę nie ma nic wspólnego z powieścią „Lolita” czy małymi dziewczynkami. Nazwa wzięła się od linii ubrań „Młoda Gotycka Lolita” (męską nazywano „Młody Gotycki Arystokrata”), których sprzedaż rozpoczęto w latach 90. Większość ubierających się tak ludzi nie miała pojęcia o istnieniu książki dopóki nie napisano o tym w przeznaczonym dla tej subkultury magazynie. Powiedziałabym, że skłonności w kierunku mody to dla kobiet po prostu chęć naśladowania epoki wiktoriańskiej, a dla mężczyzn rodzaj dziwacznego pociągu seksualnego do pruderii kojarzonej z wiktoriańskimi strojami. Przecież Gotyckie Lolity zwykle nie obnażają zbyt wiele ciała. Pokojówki w maid cafe też nie.


Jednakże w Japonii jest do pewnego stopnia akceptowane podejście z nutą pedofilii (chodzi tu głównie o fikcję – sporo popularnych serii manga/anime zawiera takie podteksty, w tym „Loveless”, „Negima!” i „Enzai” – wszystkie wydane w USA).. Po prostu nie zgodziłabym się, że maid cafe jest tego przykładem.


Wybacz, że tak dużo pisania,

Annalisa


i właśnie dostałem to—


Cześć Neil,

Jestem gościem od video w MSN UK i właśnie dostaliśmy ekskluzywny trailer do „Beowulfa”, który pojawił się wczoraj w „Film 2007”

Jeśli uważasz, że czytelnicy byliby zainteresowani obejrzeniem go, powinni wejść tutaj http://video.uk.msn.com/v/en-gb/v.htm i kliknąć na potężny banner na górze strony.

(Nie występuje tutaj jako osoba reklamująca MSN, tylko raczej chcę pochwalić się tym wielkim bannerem ‘Beowulfa’. Pracuję tu również jako jeden z ludzi od photoshopa i jestem z niego bardzo zadowolony.

-Antony

A ja byłem zaskoczony tym, że tego trailera nigdy przedtem nie widziałem. Jeśli chodzi o Beowulfa – to fascynujące (przynajmniej dla mnie) obserwować jak kolejne partie materiału wychodzą z komputera. Nie mogę się doczekać aż obejrzę film w całości i przekonam się jak wygląda.

sobota, 28 lipca 2007

Tu i teraz

Mam nadzieję, że Maddy przejmie bloga podczas naszego pobytu w San Diego, ale teraz głęboko śpi, dlatego do mnie należy przekazanie, że a) jesteśmy tutaj, b) podpisałem góry książek i 50 wydań CBLDF i że c)dziś wieczór ja i Roger Avary zaprezentowaliśmy światu 20 minut materiału filmowege z Beowulfa.

chociaż nie mogę pokazać wam tego w trójwymiarze i to Wciąż Nie To Samo co obejrzenie Całości, to można obejrzeć trailer na http://www.apple.com/trailers/paramount/beowulf/

...a strona Beowulfa pojawiła się na http://www.beowulfmovie.com/.

Po prezentacji odbyła się impreza na dachu. Nie wiem, czy ruszyłem się więcej niż pięć kroków przez dwie godziny mojej tam bytności mówiąc Cześć i dając mini wywiady i tym podobne, czasem widząc ludzi z talerzami pełnymi przekąsek przechodzącymi zawsze zbyt daleko abym mógł odkryć, czy jest tam coś, co chciałbym zjeść. Ech. Jestem kiepskim imprezowiczem. W momencie, kiedy zorientowałem się, że jakakolwiek próba pożegnania oznaczałaby, że muszę tam spędzić jakąś godzinę, wymknąłem się na dół i wróciłem do hotelu wciąż zastanawiając się, jakie przekąski znajdowały się na tych odległych talerzach...

czwartek, 26 lipca 2007

Jeden z tych postów, które ciągną się w nieskończoność…

Neil napisał we wtorek 24 lipca 2007 o 17:37


Prędzej czy później „Gwiezdny pył” wejdzie do kin, nikt nie będzie ze mną przeprowadzać wywiadów na ten temat, nie będę zamieszczać linków do rzeczy z nim związanych, odzyskam moje Zycie, a to nie będzie *blog o filmie „Gwiezdny pył” z gościnnym udziałem Mnie i San Diego Comic-Con*. Ale w tej chwili tak właśnie się dzieje i za to przepraszam.

W całym kraju odbywa się mnóstwo pokazów przedpremierowych „Gwiezdnego pyłu”. (Wnioskuje tak z rozsądnego założenia, że wieść rozpowszechniają ludzie, którzy go widzieli i że potrzeba nam takich więcej). Nie będę pisał o każdym (o większości sam nie wiem), ale znajdziecie je, jeśli wpiszecie do google’a „darmowy pokaz Stardust” lub „przedpremierowy Stardust” albo coś podobnego: na przykład jest jeden w czwartek w Bostonie, bywają konkursy, jak ten w Kanadzie w którym można wygrać darmowe bilety. Jest też sporo wyjątkowo dziwnych rzeczy o których nie miałem pojęcia dopóki nie zacząłem teraz szperać w sieci, jak na przykład makijaż „Gwiezdny pył” oraz buty Stardust marki Jimmy Choo

(Heidi MacDonald przysłała mi „recenzję” plakatu do „Gwiezdnego pyłu”, która moim zdaniem jest cudownie zabawna. Znajduje się na stronie http://toddalcott.livejournal.com/114557.html.)

(Tu są martwi książęta z “Gwiezdnego pyłu” przyglądający się akcji. Od lewej: Sextus, Tertius, Primus, Secundus, I za nic nie mogę sobie przypomnieć czy Julian Rhind-Tutt I David Walliams to Quartus i Quintus czy na odwrót. Przykro mi. Sprawdziłem w tym IMDB i jest całkowicie bezużyteczne. Nie wymienia żadnego z nich, ale jest tam wypisana osoba, która jak sądzę po prostu powiedziała im, że występuje w filmie, żeby podrasować sobie życiorys.)

Już prawie Comicon, hurra! Przeglądałem program i musze przyznać, że wypatrywałem Maddy wśród uczestników panelu. Czy rozważyłaby coś akiego w przyszłości? Wydawało się, że mówienie o Tacie sprawia jej frajdę!

Niedziela, 29 lipca

12:00-13:00 Mój Tata Robi Komiksy!—Jak wygląda komiksowa kariera z punktu widzenia dziecka? Dowiedzcie się tego od Sky i Winter McCloud, córek Scotta McCloud (Robienie Komiksów); Alexa Kitchen (Rysowanie komiksów jest łatwe (z wyjątkiem chwil, gdy jest trudne)),córki Denisa Kitchen; i Brennana Wagner and Amanda Wagner, syna i córki Matta Wagner (Grendel, Mage)którzy będą rozmawiać o tym jak zyje się z ojcem rysownikiem. Sala 5AB


Maddy miała wziąć udział w tym panelu i nie mogła się doczekać, ale tego samego popołudnia ma przejść po czerwonym dywanie na premierze “Gwiezdnego pyłu” i nie możemy być w dwóch miejscach na raz.

Wczoraj kupiła sukienkę. Z dodatkami. Właśnie była u fryzjera. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mnie przyćmi i będę z tego bardzo dumny.

...

Na stronie UGO http://www.ugo.com/ugo/html/article/?id=17568&sectionId=2 jest bardzo uroczy wywiad ze mną, choć zawiera drobne błędy w transkrypcji, które łatwo zrobić podczas wywiadu telefonicznego. Tak naprawdę nie powiedziałem, że bohater „The Fermata” “namyślał się” nad nagą kobietą i wydaje się, że mówiłem o „Tales of the Norsemen” [Opowieściach Ludzi Północy], a nie „Lensmen”…

...

Cat Mihos urwała się z trasy z Toolem żeby pomóc mi przetrwać San Diego. Będzie mi pomagała w poruszaniu się opanowaniu tych wszystkich ludźmi, którzy pragną spędzić ze mną czas i będzie okrutna, ale sprawiedliwa. (Mam od niej powiedzieć całemu światu, że bardzo bardzo bardzo potrzebny jej kostium Batgirl. Czy ktoś tam robi kostiumy Batgirl?) Podczas kiedy ja to piszę, ona i Charles Brownstein zajmują się logistycznymi kwestiami spotkań na stanowisku CBLDF w czwartek i piątek.

Witaj Neil, przeczytałam ten fragment o agresywnych fanach na comicon i choć jestem nieco zawiedziona, postanowiłam nie molestować, nie dręczyć ani nie prześladować cię w żaden inny sposób w piątek na konwencie. Jeśli jednak złapiesz mnie na złamaniu tej obietnicy, będę tą wytrzeszczoną, płaczącą jak bóbr blondynką ubraną w czarna skórę…

Ech. Ktoś mógł opacznie zrozumieć to, co napisałem. Miałem na myśli, że dla mnie jest to praca. Nie dane mi jechac do San Diego, żeby nacieszyć się konwentem. Cały czas jest ze mną ochroniarz/ktoś kto radzi sobie z tłumem, żebym w ogóle mógł na czas przejść z miejsca na miejsce. Kiedys był to Kelvin Starr, teraz Pam Noles (dla której to najlepszy czas w roku i która w tej notce podaje niezwykle istotne informacje dla każdego wybierającego się na konwent, więc przeczytajcie to). Nie jadę tam odpoczywać i nie po to, żeby gdzieś iść czy podyskutować (co po części powoduje moją frustrację). Pracuję, uwielbiam spotykać się z ludźmi, ale od 15 lat nie mogłem naprawdę nacieszyć się San Diego Comic-Con, bo jest tam zbyt wiele ludzi.

Nie mam „agresywnych fanów”. Mam mnóstwo miłych czytelników i w San Diego będzie ogromna liczba osób, które przyjadą zobaczyć mnie, innych Gości i panele i to bardzo dobrze. Nie proszę nikogo, żeby zostawić mnie w spokoju, nie witać się czy coś. Lubię, kiedy to robią. (Wczoraj na tym blogu szczęśliwie wspomniałem, że będę pospisywał kiedy tylko się da i zasugerowałem, żeby ludzie nie dźwigali ze sobą egzemplarzy “Absolute Sandman”, bo są ciężkie.)

Będę pracował bez przerwy biorąc udział w dyskusjach, podpisywaniach, wywiadach, spotkaniach, promując CBLDF I tak dalej. Nie da się tego uniknąć. Ale – i to był sens mojej odpowiedzi na pytanie „Hollywood Reporter” nie jest to coś, co chciałbym robić dla zabawy. Jest przyczyna dlaczego ograniczyłem pełne pięć dni jako Gość Honorowy do udziału raz na cztery, pięć lat” to jest wyczerpujące. Kiedy robiłem to ostatnim razem w 2003, w niedzielę napisałem-

Wczoraj było fajnie, choć program był morderczy i około 17:30 stanąłem przed jednoznacznym wyborem pomiędzy obiadem, dwoma przyjęciami i spotkaniem, zanim mogłem wziąć udział w późnowieczornym czytaniu dla CBLDF i pójść do pokoju w hotelu przespać się kilka godzin. Holly and Pam Noles, która przeprowadza mnie tutaj z miejsca na miejsce, zmówiły sie przeciwko mnie (nie trzeba dużo) i poszedłem spać przed zejściem na zakończenie aukcji CBLDF (Zrobiona Przez Michelle Narzuta poszła za $2600) I jeszcze jedno wieczorne czytanie.

...i mniej więcej tak pamiętam drugą część tamtego konwentu. Zamazane plamy podpisywania i prób bycia w dwóch miejscach jednocześnie. Nie sądzę, żeby tym razem miało być inaczej.

W poprzednich latach jechałem tam pociągiem, więc popracowałem trochę I łapałem pociąg do domu, żeby móc się odprężyć I przez trzy dni w każdą stronę móc nie odzywać się do nikogo, tylko oglądać świat za oknem. Tym razem nie mogę—natychmiast po konwencie lecę do UK na prezentację “Beowulfa”…

Studiowałem jakieś materiały dotyczące comic-con i zauważyłem wśród sprzedawców „Neverwhere- gadżety Neila Gaimana”. Jestem ciekaw cóż to może być? Dziękuje też za wszystkie przydatne informacje. Rozkład comic-con jest odrobinę przytłaczający, więc rozłożenie go w ten sposób było bardzo użyteczne! Powodzenia w ten weekend!

To jest “Neverwear”, projekt Cat oraz gra słów z powodu której powinienem być bardziej zawstydzony, niż jestem naprawdę . Na konwencie będą do kupienia dwie koszulki, jedna z Chłopakami Anansiego z obrazkiem Dagmary matuszak z nadchodzącego (teraz już prędzej, niż później) wydania Hill House, druga ze „Scary Trousers” autorstwa Kendry Stout. Być może nawet dostane zdjęcie tej ostatniej zanim przygotuje to do zamieszczenia.

Teraz mam dodatkowe informacje o podpisywaniu – to przyszło właśnie od Charlesa Brownsteina-

W stoisku CBLDF odbędą się dwa spotkania tylko dla członków. Jako że odbędą się one na piętrze wystawowym możemy pomieścić tylko bardzo niewielka liczbę osób.

Bilety będą wręczane jako podziękowanie dla każdego, kto zapisze się lub odnowi członkostwo podczas konwentu. Bilet upoważnia właściciela do otrzymania jednego autografu Neila. Osoby, które zdecyduja sie na wpłatw w wysokości $100 lub większą otrzymaja również zestaw Black Phoenix Perfume Imps z kolekcji Chłopaków Anansiego i Amerykańskich bogów, do wyczerpania zapasów. Obecni członkowie z ważną kartą (której ważność kończy się między 31-07-07 a 31-08-07) mogą otrzymać bilet po dokonaniu dowolnej wpłaty na rzecz Funduszu.
Podpisywania odbęda się:
w czwartek o 18:00
w piątek o 18:00
Prosimy nie ustawiać się w kolejce wcześniej, niż na 15 przed wyznaczonym czasem. Powstanie na piętrze wystawowym kolejki jak najbliżej czasu rozpoczęcia podpisywania pozwoli zapewnić bezpieczeństwo. Prosimy nie ustawiać się w kolejce bez biletu. Chociaż bardzo chcielibyśmy pomieścić wszystkich, musieliśmy ograniczyć ilość osób ze względu na bezpieczeństwo innych uczestników oraz wystawców.

Bilety będą dostępne w stoisku CBLDF (1831) na POCZĄTKU każdego z dni kiedy odbywaja się podpisywania....

I chyba teraz wolno mi powiedzieć, że będzie coś super związanego z “Koraliną” w sobotę o 19:00 I że bilety na to możecie dostać w stoisku Focus Pictures. (Czy ma to coś wspólnego z pięcioma minutami „Koraliny” o których mowa na blogu Variety, że będą wyświetlane na Comic-Con ? Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć. Ale biorąc pod uwagę to jak bardzo podpowiadam, na waszym miejscy miałbym pewne podejrzenia.)

...

W “LA Times” można podejrzeć “Beowulfa” I są tam cytaty ze mnie I Steve’a Starkey http://www.latimes.com/entertainment/news/movies/la-et-beowulf25jul25,1,4436117.story?coll=la-headlines-entnews
...

I na koniec, to przyszło na FAQ. Historia niezwykle osobliwa, ale w taki uroczy sposób. A poprzedzało ją zdanie-

Biorę ślub w…

http://www.brooklynpaper.com/stories/30/28/30_28mysterybride.html


poniedziałek, 23 lipca 2007

Gwiezdny Pył na Comic-Con. Beowulf takoż.

Opublikuję tu całą notkę -- możliwe że jeszcze dziś -- ze wszystkimi informacjami o moich poczynaniach i rozdawaniach autografów itp. na Comic-Con. ale najpierw zamieszczam to...

http://www.comic-con.org/cci/cci07prog_paramount.shtml

Tylko na Comic-Con!

Paramount Pictures ogłasza wyjątkowe ekskluzywne projekcje dla uczestników Comic-Con!

Paramount Picture ogłosiło, że na Comic-Con odbędą się dwie specjalne projekcje w konwentowych kinach. Bilety na nie będzie można dostać tylko osobiście na stoisku Paramount Pictures (#4423) w sali Sali wystawowej Comic-Con.

W środę, 25 lipca bądźcie wśród tych, którzy jako pierwsi obejrzą materiał filmowy z Beowulfa. Ta premierowa projekcja będzie miała miejsce o godzinie 21:00 ze specjalnym wprowadzeniem i dyskusją z Neil em Gaimanem i Rogerem Avarym. Powtórne projekcje odbędą się w czwartek, 26 lipca o 17:00 i !8:00.

W czwartek obejrzyjcie film Gwiezdny Pył ze wstępem i dyskusją po projekcji z Neilem Gaimanem. Taen wyjątkowy seans odbędzie się o 21:00

Dla utrwalenia: Bilety na te wydarzenia są dostępne najszybszym tylko bezpośrednio na stoisku Paramount Pictures (#4423) na Hali Wystawowej Comic-Con.

Labels: , ,