Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roger avary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roger avary. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2007

notka praktycznie testowa

Neil napisał we wtorek 6 listopada 2007 o 11:16

Cześć Neil,
Próbowałem przeczytać w twoim Dzienniku ostatnią notkę (tę zatytułowaną „Roger i ja”) albo raczej coś, co mój RSS wskazuje jako twoją ostatnia notkę, ale zostaję przekierowany do strony z raportem o błędzie (404 – nie znaleziono strony)
Cóż, ech… dzięki.
K

Najwyraźniej Blogger ma teraz jakieś problemy i rzeczy się nie pojawiają. Tajemnicą jest dlaczego radośnie wyskakują na różnego rodzaju usługach feedback, podczas gdy w dzienniku spóźniają się lub nie pojawiają wcale, ale bez wątpienia tajemnica ta zostanie wkrótce rozwikłana.

Czyli jest to mniej więcej notka, która ma sprawdzić, czy dodanie zadziała lub czy pojawi się któraś z poprzednich.

To zdjęcie z wczorajszego wieczoru jest prawdopodobnie jedynym w historii zdjęciem na którym jestem, ale to ktoś inny ma na sobie skórzana kurtkę

Jak juz kiedyś powiedziałem, cieszą mnie pierwsze pojawiające się recenzje “Beowulfa”, bo zmęczyły mnie już głupoty, które czytałem w sieci stworzone przez osoby praktykujące starożytny internetowy zwyczaj pisania śmiało o rzeczach, o których nie ma się pojęcia.

Nie sądzę, żeby ten film spodobał się wszystkim, nie bardziej niż jakikolwiek inny. Ale myślę, że jest znacznie lepszy, niż ludzie mogli się spodziewać i prawdopodobnie zbyt dużo radości sprawiają mi pierwsze sączące się powoli recenzje w tonie „myślałem, że będzie do niczego, ale potem go obejrzałem…”. Ta z magazynu na temat animacji http://www.animationmagazine.net/article/7565 mówi min.

…to całkowicie wciągające i porywające osiągnięcie, każdy kto nad nim pracował powinien być bardzo dumny.

Od pierwszego ataku potwora Grendela na dwór króla Hrothgara jasne jest, że to nie „Ekspres Polarny”. „Beowulf” jest krwawy, sprośny, bezczelny, sexy i ogólnie fajny. Jest rok 518 n.e. I tytułowy bohater przybywa do duńskiego królestwa Herot aby pozbyć się jego demona. Chełpliwy, zadumany i nadmiernie męski wydaje się na pierwszy rzut oka bliskim kuzynem postaci granej przez Gerarda Butlera w filmie „300”, ale w końcu okazuje się bohaterem pełnym wad, któremu zdecydowanie bliżej postaciom z greckich tragedii. Scenariusz autorstwa Neila Gagmana („Koralina”, „Lustrzana Maska”) i Rogera Avary’ego („Pulp Fiction”) pozwala sobie na pewne odstępstwa od oryginału i snuje sprytną i zawikłaną sieć sugerującą, że epicki poemat przekazywany ustanie z pokolenia na pokolenie to jedynie połowa opowieści.

Często zdarzało mi się kwestionować logikę, która nakazuje trudzić się przy tworzeniu realistycznych postaci za pomocą grafiki komputerowej skoro można po prostu sfilmować aktorów, ale w przypadku tego konkretnego projektu to ma sens, bo jest bardzo ważne żeby ludzie i potwory zdawali się należeć do jednego, tego samego świata…

…Szkoda, że ten obraz prawdopodobnie nie zakwalifikuje się to zmagań o Najlepszy Film Animowany podczas tegorocznych nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a większość ludzi będzie go postrzegać właśnie jako animację. Z drugiej strony nie byłoby całkiem sprawiedliwe, gdyby miał konkurować z produkcjami czysto animowanymi. „Beowulf” tworzy własną kategorię i Akademia nie ma pojęcia co z tym zrobić. Ale być może zostaną zmuszeni do wymyślenia czegoś, szczególnie, jeśli film okaże się sukcesem finansowym.

„Beowulf” odniósł sukces tam, gdzie większość “wakacyjnych” filmów odniosła porażkę. To porządna rozrywka z wciągającą fabułą i postaciami, które nie składają się wyłącznie ze stereotypów, ale są dość złożone. To nie jest film doskonały i z pewnością niektórzy będą go krytykować, ale sądzę, że jest jedną z największych niespodzianek w tym roku i warto, aby ludzie go obejrzeli. Jestem pewien, że sprawdza się w zwyczajnych kinach, ale oddajcie sobie przysługę i pofatygujcie się ten kawałek do kina IMAX i obejrzyjcie go w 3D.


Notka o “Beowulfie” na “Variety Blog” Anne Thompson--http://weblogs.variety.com/thompsononhollywood/2007/11/beowulf.html -- cytuje recenzję Stephena Schaeffera, który zaczyna

W przypadku potężnego, monumentalnego „Beowulfa” Roberta Zemeckisa, którego premiere wyznaczono na 16 października, zobaczyć to uwierzyć. Ta ekstrawagancka adaptacja epickiego poematu o przeklętym królestwie przenosi nas do Danii w VI wieku, kraju który jest przedstawiony tak drobiazgowo, romantycznie i zajmująco, że to zupełnie jakby zobaczyć ożywiony w trójwymiarze komiks „Prince Valiant”, fantazja z czasów dzieciństwa, która oszałamia i zachwyca.

i kończy

Wielkie Pytanie Oscarowe: czy film będzie się ubiegał o nagrodę dla Najlepszego Filmu, czy Najlepszego Filmu Animowanego?

I mój ulubiony cytat pochodzący z LiveJournala kogoś, kto wczoraj był na premierze

Zawsze fajnie jest pójść do kina nie oczekując niczego szczególnego i kiedy przewijają się końcowe napisy, finał tonie w euforii wywołanej u widzów przez potężną siłę opowieści, słychać brawa, komentarze i rozmowy podsłuchane w drodze do wyjścia - zdać sobie sprawę, że było się jedną z pierwszych osób które miały okazję zapoznać się z tym, co z pewnością okaże się hitem. A oglądało się na świeżo, bez oczekiwań powstałych w wyniku plotek, bez znajomości przebiegu akcji, co wkrótce będzie niemożliwe, chyba że ktoś dopiero co wyłoni się spod ziemi. I że będzie to hit nie dlatego, że to przereklamowane Wydarzenie Sezonu (i sequel sequela sequela), ale dlatego, że to po prostu dobry film z porządnie skonstruowanym szkieletem fabuły. I spodoba się ludziom, którzy opowiedzą innym ludziom jak bardzo im się podobał. Tak, jak teraz ja mówię Wam. Jakie to urocze i staroświeckie..

...

(Tu jest mniej więcej kompletny zapis konferencji prasowej “Beowulfa” (tej, z której pochodzą wyrwane z kontekstu wypowiedzi Angeliny pojawiające się na całym świecie)

Tak na marginesie, uważam, że szkolny pakiet do „Beowulfa” jest po prostu zły. Kiedy pisaliśmy z Rogerem scenariusz to tego filmu chodziło nam po części o to w jaki sposób różni się on od oryginalnej opowieści o Beowulfie i jaki jest związek postaci z opowieścią o tej postaci. Nie sądzę, że powinno się umieszczać rzeczy przez nas wymyślone w materiałach dla uczniów – to najprostsza droga do uzasadnionego zdenerwowania nauczycieli, którzy mają wystarczająco dużo pracy przy omawianiu Beowulfie bez naszej wątpliwej pomocy. Znacznie bardziej interesujące byłoby załączenie albo oryginalnej wersji, albo omówienie różnic – jak najbardziej zachęcałbym licealistów to obejrzenia naszej wersji, a potem dyskutowania co zostało zmienione i dlaczego.

środa, 7 listopada 2007

Roger i ja

Neil napisał we wtorek 6 listopada 2007 o 01:20

Jak było na czerwonym dywanie? Było tak...

A tutaj jest Roger Avary i ja na linii Czerwonego Dywanu.


Maddy obiecała napisać notkę o tym wieczorze. Teraz leci do domu nocnym samolotem, żeby nie stracić żadnych zajęć w szkole- to ona nalegała, nie ja, kochane dziecko.

To był uroczy wieczór.

środa, 31 października 2007

Noc przed Halloween

Neil napisał we wtorek 30 października 2007 o 21:36

Pilna wiadomość od Dave'a McKeana, który obecnie pracuje nad niskobudżetowym filmem "Luna"

Pilnie potrzebuję dwóch białych papierowych krabów (origami) do sceny z "Luny", podobnych do tego:
http://db.origami.com/displayphoto.asp?ModelID=2244
jeśli ktoś byłby skłonny je zrobić i od razu wysłać do mnie do Zjednoczonego Królestwa, mogę mu zapłacić niewielką sumkę za poświęcony czas (a może podpisany rysunek albo książka?), umieścić go w napisach końcowych i dać mu numer konta Fedex do usług kurierskich.

Jeśli jesteście mistrzami origami, wejdźcie na stronę FAQ (a wiem, że gdzieś tam tacy są, ponieważ na podpisywaniach dostaję zadziwiające rzeczy) i dajcie mi znać, a ja skontaktuję was z Dave'm. Który prawdopodobnie będzie wkrótce tonął w papierowych krabach.

Wybrałem się dziś do Hair Police i spotkałem Wendy, która zamieniła w całkiem przyzwoitą fryzurę dziwaczną skołtunioną szopę, w którą ostatnio przerodziły się moje włosy. Stamtąd do Dreamhaven, gdzie podpisałem mnóstwo różności dla Elizabeth i dla strony http://www.neilgaiman.net/, łącznie z jakąś połową tony Absolute Sandmanów cz. II. W drodze do domu zadzwonił do mnie Roger Avary i powiedział, że po paru latach znów otwiera swoją stronę-- http://www.avary.com/.

Później na wywiadówkę do szkoły Maddy. Świetnie sobie radzi, a jej karta ocen robi wrażenie- na co po raz pierwszy naprawdę musiała zapracować, ponieważ była ze mną w Zjednoczonym Kólestwie na premierze "Gwiezdnego pyłu" i straciła tydzień ze szkoły.
(Jedzie ze mną do LA na premierę "Beowulfa", ale straci przez to tylko jeden dzień szkolny.)

A później do domu. Otworzyłem egzemplarz Bust, który zwinąłem z DreamHaven (oficjalnie dostaję go dla mojej asystentki Lorraine, ale zawsze najpierw go czytam-- coś tak jak wtedy, gdy jako chłopiec zabierałem dla mojej siostry egzemplarze Bunty) i już po chwili gapiłem się na niespodziewane ogłoszenie zapachów "Dobry Omen" i "Gwiezdny pył" od BPAL. Co przypomniało mi, że miałem złożyć gratulacje niesamowitej Beth, która jest mózgiem (i nosem) BPAL-- oraz kobietą, która zebrała w tym roku ogromną sumę pieniędzy dla CBLDF-- z okazji ślubu.

(A jeśli ostatnio nie zaglądaliście na stronę CBLDF-- http://www.cbldf.org/-- w poniedziałek odbędzie się proces Gordona Lee. Nareszcie. Po trzech latach, dwóch zupełnie żnych zestawach "faktów" i jak do tej pory $80 000 kary za coś, co przede wszystkim nie powinno być sprawą policji... (cała historia na http://www.cbldf.org/articles/archives/000318.shtml)

Mnóstwo, mnóstwo i jeszcze raz mnóstwo e-maili od ludzi, którzy informują mnie, że w całej Ameryce można znaleźć Marmite, zwykle obok artykułów do pieczenia (zapewne z powodu słowa "drożdże") Nie sądzę, bym przez parę następnych lat potrzebował Marmite, ale dzięki wszystkim za informację.

(pytanie zadane po raz pierwszy!)

Właśnie dostałem wiadomość od przyjaciela, który wydaje się być głęboko poirytowany. Spotkał znanego pisarza brytyjskiego, gdy ten zbierał materiały do swojej najnowszej książki. Pisarz ten wykorzystał w książce anegdotkę mojego przyjaciela jako jeden z głównych chwytów literackich, jednakże nie zapytał go o pozwolenie ani nie podziękował w żaden sposób.

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się coś takiego (oczywiście w drugą stronę)? Myślę, że w Twoim umyśle kłębi się mnóstwo historii, które ktoś kiedyś Ci opowiedział, i mógłbyś nawet nie zdać sobie sprawy, że poznałeś je od kogoś innego. Gdybyś wykorzystywał czyjeś opowiadanie, czy skontaktowałbyś się z taką osobą?

Stosunkowo mocno staram się wspominać o osobach, które pomogły (zerkinij na bardzo długą listę nazwisk na końcu "Amerykańskich bogów"), ale trudno mi uznać winę wspomnianego pisarza. Pisarze to chomiki. Jeśli opowiesz nam anegdotę- o ile nie poprzedzisz tego słowami "Zaraz opowiem ci zabawną i/lub interesującą anegdotkę. W przypadku, gdybyś w bliższej lub dalszej przyszłości zechciał wykorzystać ją w książce, będziesz potrzebował skontaktować się ze mną, by otrzymać pozwolenie, lub przynajmniej wspomnieć moje nazwisko. Teraz opowiem ci anegdotę, a później podam moje szczegółowe dane osobowe w takiej formie, byś ich nie zgubił"-- to gramy fair play. Myślę, że podchodzimy do tego tak- nie mówię za nas wszystkich, ale za stosunkowo wielu- że jeśli twój przjaciel sądził, że jego anegdota nadawałaby się na książkę, to powinien ją sam napisać.

Nie znam nazwisk osób, które zabrały mnie do kanałów czy opuszczonych podziemnych tuneli, gdy pisałem "Nigdziebądź", ale ich anegdoty z pewnością przyczyniły się do powstania książki. Nie podałem też nazwiska podejrzanego finansowo agenta, którego interesujące podejście do płacenia honorarium autorskiego było inspiracją dla postaci i zachowania Grahama Coatsa w "Chłopcach Anansiego" (prawdopodobnie mądre posunięcie). I, tak jak mówisz, bardzo często wie się, że ktoś powiedział ci, że Szalony Król Ludwig Bawarski uniknął małżeństwa załatwiając sobie zwolnienie lekarskie, lecz kiedy i kto to był zdążyło już rozłożyć się na gęstą papkę w kupce kompostu na tyłach twojego umysłu. Wciąż pozostał sam kształt i wiesz, że puentą było "Dwie kawy i lody w polewie czekoladowej", lecz jak dostało się to do twojej głowy wciąż pozostaje tajemnicą.

(Warto też zauważyć, że Twój przyjaciel mógł się mylić. Czasem dostaję listy od ludzi, w których piszą "Wiesz o tym ode mnie"/"To był mój pomysł". I nadawcy takich listów naprawdę w to wierzą, choć tak nie jest. Odpowiadam im "Tak naprawdę napisałem to cztery lata zanim stworzyłeś swoje opowiadanie" lub "Rozumiem, że uważasz, że wyciągnąłem tę informację z czegoś, co powiedziałeś. Tak naprawdę cała historia była w gazecie pod taką i taką datą, i właśnie stąd ją wziąłem.")

Powiedziawszy to, wciąż głęboko współczuję Twojemu przyjacielowi. Wiele lat temu byłem na spotkaniu, na którym powiedziałem "Zamierzam napisać książkę zatytuowaną X" i nikt nie śmiał się tak długo i tak głośno jak gostek siedzący obok mnie, który jedenaście miesięcy później wydał książkę o tytule, który wspomniałem. Prowadziłem też rozmowę z innym pisarzem, który napomknął, że uktnął przy tworzeniu akcji, a ja powiedziałem "O, to łatwe" i coś zaproponowałem, na dokładkę zaproponowałem tytuł dla książki, a on powiedział "Wiszę ci za to obiad". Jednak gdy książka wyszła, bezskutecznie przeszukałem podziękowania szukając jakiejś wzmianki, obiadu zresztą też nie dostałem. Z drugiej strony odczuwam puszystociepłe uczucia wobec tych, którzy pisząc książkę rzeczywiście podziękowali i użyli podziękowań, by podziękować.

...

Po długim dniu dostałam "Twój" list miłosny, który rozsyłał New York Times. Był dosyć śmieszny i sprawił, że długo się śmiałam. (tym śmieszniejsze były próby wytłumaczenia osobie z którą mieszkam w pokoju, że nie był to prawdziwy list miłosny.) Czy miałeś w ogóle coś wspólnego z pisaniem tych listów? Czy też New York Times napisał je bez pomocy pisarzy? Czy wiesz, czy każdy dostaje ten sam list? To tak z czystej ciekawości, dzięki.

Tak, każdy dostaje taki sam list (i przy okazji, chodzi o UK Times, nie New York). I owszem, napisałem go. (Tak naprawdę to opowiadanie.) Dzień wcześniej ludzie dostali list od Margaret Atwood. Dziś chyba od Leonarda Cohena. Myślę, że wciąż można zapisać się na trzy ostatnie...
http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/books/commercial/article2623706.ece

...

Na koniec- to przywołało na moją twarz ciepły i wesoły uśmiech:
http://papercuts.blogs.nytimes.com/2007/10/30/when-the-wolves-come-out-of-the-walls-its-all-over/

czwartek, 25 października 2007

A teraz słowo do tych, których sponsorujemy...

Wczorajszej nocy napisałem trzydziestosekundową straszną historię. Właściwie napisałem dziewięćdziesięciosekundową NAPRAWDĘ straszną historię, potem ją poobkruszałem, poobcinałem, pokasowałem i przepisałem aż miała trzydzieści sekund. Potem żałowałem, że nie zachowałem wersji na 200 słów.

Dziś rano poszedłem do lokalnego radia NPR i nagrałem ją-- wycięliśmy jeszcze jedno zdanie, a ja czytałem troszeczkę wolniej -- do specjalnej Halloweenowej audycji NPR...
....


Ciekawi mogą obejrzeć pełną, niecenzurowaną transmisję z tego, jak odbieram nagrodę na Scream 2007 tutaj:

Neil Gaiman odbiera Hell's Dildo - Scream 2007

Zamieszczone Dzisiaj
Neil Gaiman odbiera nagrodę "Hell's Dido" na gali Scream Awards 2007.
Niestety film się urywa zanim witam Rogera Avary'ego i Raya Winstona na podium, aby przedstawili Beowulfa, ale jeśli by się nie urywało zobaczylibyście Rogera w koszulce "Scary Trousere" na oczach miliarda ludzi.

Posted by Picasa


(Cat Mihos pisze o rozdaniu nagród tutaj: http://furrytiger.blogspot.com/2007/10/birthday-girl-scream-awards-dream-life.html. Śliczne zdjęcia, ale te moje wielkie źrenice to po prostu efekt czerwonych oczu...)

Powinienem wspomnieś, że niesamowita strona Cat - Neverwear jest pod adresemhttp://www.neverwear.net/ i można na niej kupić koszulki "Scary trousers" zaprojektowaną przez Kendrę Stout i Zaprojektowaną przez Dagmarę Matuszak "Anansi Boys". (zasugerowałem Cat, że powinna teraz zrobić koszulkę z całym tekstem "Wierzę" z Amerykańskich Bogów...)

Za pamięci -- nareszcie zobaczyłem wnętrze złożonego wydania Chłopaków Anansiego wydawnictwa Hill House (obrazki można zobaczyć na http://hillhousepublishers.com/hh-update-22oct07-01.htm) i uważam, że jest porażająco piękne. Hill House wciąż próbuje wyciągnąć jakieś konkrety od Polskiego drukarza o tym, kiedy zamierza złożyć książki i wysłać je do Stanów -- złożył im zbyt wiele obietnic, których nie wypełnił -- ale wygląda na to, że już niedługo książki ujrzą światło dzienne.

...

Ross Douthat odpowiada na mój post sprzed kilku dni na stronie http://rossdouthat.theatlantic.com/archives/2007/10/dumbledore_is_gay_ii_1.php

...

To bardziej mały ananons o tym gdzie znaleźć marmite, niż pytanie.

Koło Cincinnati znajduje się duży i całkiem nietypowy sklep o nazwie Jungle Jims.

Obok kolekcji dużych poruszających się i śpiewających postaci Jima jest tam duży wybór jedzenia z Wielkiej Brytanii w międzynarodowej części sklepu.

Mają stronę internetową o nazwie junglejims.com na której można zobaczyć niektóre z dziwności w dziale 'atrakcje'.

Mają też oczywiście Marmite, a także Hobnobs i różnorakie inne produkty żywnościowe jakie kogo interesują.

Czuję się jakbym pisał ulotkę o atrakcji turystycznej, więc kończę.
Gdy zdarza mi się przemierzać samochodem amerykę -- co nie zdarza się często -- staram się zatrzymać w Jungle Jim's w drodze powrotnej. Nie tylko dla jedzenia z Wysp, ale dla niesamowitego wybory jedzenia ze świata. To niesamowite miejsce. Gdyby wszystkie supermarkety miały taką atmosferę.

...

I just heard about the event chronicled in
Właśnie usłyszałem o wydarzeniu opisacym w http://117hudson.blogspot.com/2007/10/show-must-go-on.html
Mieliśmy szczęście, że aktor, który został ranny był jedynym który miał pewien rodzaj dublera (ponieważ jeden z wilków był grany przez brata Lucy we wcześniejszej produkcji) dlatego przeorganizowali drugą część na siedmiu ludzi, zamiast ośmiu, żeby zagrał rolę wilka...



...
Panie Gaimanie,

Sprawdzałem, czy wspominałeś to już w tym roku i zauważyłem, że nie -- czy mógłbyś poświęcić sekundkę żeby przypomnieć swoim fanom, którzy jeszcze nie zauważyli, że Międzynarodowy Miesiąc Pisarstwa zaczyna się w tym tygodniu?

Jestem debiutantem, ale dużo z pana notek na blogu naprawdę natchnęło mnie do rozpoczęcia pisania, a Miesiąc Pisarstwa jest świetnym sposobem żeby wymienić się radami i jest świetną społecznością. Pomyślałem, że wyślę przypomnienie, na wypadek, gdyby byli inni którzy czują to co ja. Dzięki!


-Laurie
Mogę nawet zrobić więcej. Mogę posłać ludzi do http://www.nanowrimo.org/ I mogę dokończyć mój list dla motywacji dla żołnieży...

środa, 6 czerwca 2007

Nadrabianie

No więc jestem w domu i piszę tą notkę siedząc w łóżku, zanim rozpocznie się dzień, a telefon zacznie dzwonić. Przewiduję, że w tym tygodniu przemęczenie podróżami będzie naprawdę nie byle jakie, podobnie jak to było ostatnio po jednym z tych moich wypadów w stylu “wyskok za Atlantyk na parę dni”.

Zobaczmy...

Pokaz dla 50 osób, który odbył się w niedzielę w nocy był niesamowicie stresujący (to nie byli ludzie wybrani ze względu na swoje dyplomatyczne umiejętności- gdyby im się nie podobało, wiedziałbym o tym) , bo w końcu był to pierwszy raz, kiedy oglądałem coś naprawdę bliskiego ostatecznej wersji.

W ostatnim poście umieściłem kilka linków do recenzji. Znalazłem jeszcze parę. Na przyklad tutaj wielki włochaty Mitch Benn na swoim blogu na myspace.

W poniedziałek rano zjadłem śniadanie z Michael'em Chabonem, który także był w Hay i przebywał w moim hotelu, a potem nadszedł czas na wywiady od samego rana- głównie dla magazynów o długim czasie publikacji, ale także dla telewizji i radia, z których większość ukaże się w Zjednoczonym Królestwie w październiku razem z filmem. Obiad upłynął na wywiadzie dla Rotten Tomatoes UK i był nagrany w japońskiej restauracji dla podcastu, który zapewne będzie się składał głównie z odgłosów przeżuwania.

Najdziwaczniejszy moment dnia miał miejsce w trakcie wywiadu dla BBC do filmu dokumentalnego BBC4 na temat fantasy. Wywiad przeprowadzany był w krypcie w starym kościele w Paddington . Kiedy samochód się zatrzymał, miałem jedno z tych odczuć deja vu, które zdajrzają się tylko wtedy, gdy naprawdę było się już wcześniej w danym miejscu. Kiedy schodziłem do krypty, przypomniałem sobie. “Kręciliśmu tu !” powiedziałem osobie przeprowadzającej wywiad. “Tutaj mieścił się Black Friar.” Wywiad przeprowadzono w miescu, gdzie Richard Mayhew dostał filiżankę herbaty przed dalszymi ciężkimi przeżyciami.

Potem z powrotem do Soho po jedzenie-w Ten Ten Tai na Brewer Street, mojej ulubionej bezpretensjonalnej restauracji w Londynie, która zarazem znajduje się najbliżej Paramount London. Dlatego też, kiedy skończyłem jeść, poszedłem za róg i schodami w dół i udzieliłem wywiadu Człowiekowi Na Skrzyżowaniach, Paul Gravett oraz odpowiadałem na pytania ludzi, którzy dopiero co zobaczyli “Gwiezdny pył”.

Drogi Neilu,
Miałam to szczęście, by znaleźć się na poniedziałkowym pokazie “Gwiezdnego pyłu” w Londynie, gdzie opowiadałeś także o procesie pisania oryginalnej historii oraz o swoim zaangażowaniu w film.Chciałam Cię zapytać, jakie to uczucie zobaczyć swój oryginalny pomysł przepuszczony przez tak wielu ludzi- począwszy od Ciebie, poprzez (przynajmniej pod pewnym względem) Charlesa Vessa, który ilustrował książkę, a następnie przez Jane Goldman i Matthew Vaughn podczas tworzenia scenariusza filmu. W jaki sposób, jeśli w ogóle, proces ten zmienia Twoje uczucia oraz powiązanie z oryginalnym pomysłem?

Widzisz, naprawdę chciałam być inteligentna i zapytać Cię o to w poniedziałek. Jednak byłam tak podekscytowana obejrzeniem filmu, że mój umysł stał się trochę ogłupiały i nie zadziałał poprawnie. Tak więc zamiast tego zapytałam Cię o psa...

Lou M

Wyraz twarzy Paula Gravetta, gdy zorientował się, że pierwsze pytanie od publiczności brzmiało “Jak się miewa twój pies?” był wspaniały.

W adaptacji zawsze za mało jest oryginalnego pomysłu. Czasmi tworzysz po drodze coś zupełnie nowego. Ale wydaje mi się, że “Gwiezdny pył”, szczególnie w werjsi ilustrowanej, jest bardzo podobny do tego, co pierwotnie zacząłem tworzyć.

Film jest filmem (naprawdę dobrym), który upycha się i ściska i wciska w celu opowiedzenia historii w formie w filmu. Myślę, że udaje mu się to lepiej niż sobie wyobrażałem. Myślę, że lubię kolaborować.

...

W każdym razie, wczoraj razem z Holly polecieliśmy do domu. Mój pies ucieszył się na mój widok. Maddy, Holly, koleżanka Holly Sarah i ja wspólnie obejrzeliśmy pierwszą część podwójnego odcinka Dr Who (jakże mógłby nie spodobać mi się odcinek, którego akcja rozpoczyna się w moje minus czterdzieste siódme urodziny? I zawiera małą dziewczynkę trzymającą czerwony balonik?). Miałem kłótnię (cóż, różnicę opinii) z Holly i Sarah o nieoglądanie kolejnego odcinka bez nas, o do diabła, to jest wspólne, rodzinne oglądanie telewizji, którą to , kiedy teraz o tym myślę, wygrałem tylko dlatego, że nie wiedziały, gdzie podziała się druga połowa DVD. Z tego powodu zobaczymy go dzisiaj. Wspaniała robota, Paul Cornell powinien być z siebie naprawdę dumny. A zarazem niesamowita ulga po ostatnich paru odcinkach.

A potem do łóżka i, jako że mój zegar biologiczny nie działał najlepiej, w sumie niewiele pospałem. Och, no cóż.

Cześć Neil,
BBC Radio 3 powtarza dokument o HP Lovecrafcie, w który włożyłeś swój wkład- niedziela 10 czerwca 20:00 BST

http://www.bbc.co.uk/radio3/sundayfeature/pip/96knh/

Pozdrawiam,
Tom

To szczególnie dobra wiadomość, ponieważ za pierwszym razem go przegapiłem.

W nadchodzącym, sobotnim numerze Timesa (brytyjskim dzienniku, który nazywa się po prostu the Times) zostanie opublikowany artykuł, w którym wypowiadam się na temat opowiadań H. G. Wells'a.

A przy okazji...

Dlaczego Twój głos różni się, gdy rozmawiasz z anonimową osobą przeprowadzającą wywiad na temat Lovecrafta od tego, gdy przemawiasz do widowni w trakcie konwentu o “Rzeczach ulotnych”? Twój głos “Nie mogę tego wam inaczej wytłumaczyć niż mówiąc, że Lovecraft to prawdziwy rock and roll” jest o wiele niższy niż głos “Kupują moje książki, tylko czekając aż zostaną pozwani do sądu”. Czy umyślnie modulujesz głos, by dopasować go do sytuacji, czy gdzieś po drodze coś zjadło Twoją duszę sprawiając, że Twój głos stał sie wyższy z jakiegoś niewyjaśnionego powodu?

To sprawiło, że potrząsnąłem głową z zakłopotaniem. (Czy Twój głos zawsze brzmi tak samo i nie zmienia się w zależności od tego o czym mówisz?)

W ten weekend spotkałem na targach Lynn Hacking z Final Draft, który opowiedział mi bardzo zabawną historyjkę o wplątaniu się w sprzeczkę między Tobą a Rogerem Avery. Tak więc muszę zapytać: jedna czy dwie spacje po kropce?

W scenariuszu, nad którym pracowałem razem z Rogerem, można od razu rozróżnić kto co napisał, ponieważ ja zawsze umieszczam jedną spację po kropce, a on dwie. Powodem, dla którego można to zauważyć jest to, że w końcu Roger zrezygnował z przeglądania wszystkiego, co napisałem i wstawiania dodatkowej przerwy, godząc się z faktem, że to przegrana sprawa....

...

Przyjaciele Amacker (oraz ci, którzy się niepokoją) mogą śledzić jej postępy zdrowotne,
onieważ umieścili ją z powrotem na http://bullwinkle.org/amacker . Jest to blog prowadzony przez jej brata.

...

Czuję się winny, że nie wspomniałem o tym wcześniej, ponieważ parę z tych wydarzeń już się odbyło, ale wejdźcie na http://www.wkrac.org/stardust/stardust.html , i poszukajcie informacji na temat wystawy dzieł Charlesa Vess Stardusty w William King Regional Arts Center “służącemu dalekiej południowo-wschodniej Vigrinii i północno-wschodniej Tennessee”. Mają tam niesamowite oryginalne dzieła Charlesa Vess, razem z książkami, do których ręcznie wpisałem opowiadanie oraz wieloma innymi fajnymi rzeczami.