Pokazywanie postów oznaczonych etykietą za dużo podróży i za mało czasu aby zostać w domu z psem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą za dużo podróży i za mało czasu aby zostać w domu z psem. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2007

o byciu czcigodnym

Neil napisał we wtorek 23 października 2007 o 12:26

Po wzmiance o jeszcze jednej postaci homoseksualisty w "Nigdziebądź" przyszło kilka dziwnych maili FAQ z oskarżeniami o kłamstwo lub robienie tego, co wszyscy ostatnio. Pomyślałem, że naprowadzę ich na http://www.neilgaiman.com/journal/2003/06/questions-answered-neverwhere.asp. [*] ("Dziwne", bo wydało mi się, że nie pochodzą od moich czytelników, ale osób które dotarły tu za pośrednictwem stron, gdzie ludzie spierają sie o inne rzeczy.)
(Wzruszenie ramion)

(i popatrzcie tylko! Kolekcja mody z Indii zaispirowana "Nigdziebądź"! Kto by pomyślał? )

Nagrody Scream 2007 w telewizji Spike dzisiaj o 22:00 czasu wschodniego: mnóstwo osobliwych kawałków, i warto oglądać jak odbieram niezwykle ciężką nagrodę, żeby móc zobaczyć klip z "Beowulfa" (fragment wyścigu z Breccą, w którym zobaczyć można fragment heroicznej walki Beowulfa z potworami morskimi) oraz (równie heroiczną) walkę Raya Winstone'a z teleprompterem. Według słów organizatorów uroczystość będzie powtarzana na całym świecie na kanałach powiązanych z MTV przez następne kilka tygodni i jak mi powiedziano - obejrzy ją ponad miliard osób. Z których większość pomyśli "kim jest ten niechlujnie wyglądający facet w skórzanej kurtce i dlaczego to nie Paris Hilton?" Tak czy inaczej, warto sprawdzić w swoim programie telewizyjnym.

(W artykule na http://www.comicbookresources.com/news/newsitem.cgi?id=12177 jest relacja z czarnego dywanu, gdzie zostałem opisany jako "legenda komiksu" oraz "czcigodny". Wiedziałem. Wystarczy mrugnąć i wziuuum! już się zestarzałeś. Czcigodny. Ech.)

Właśnie mnie zapytano czy wezmę udział w reklamowaniu "Beowulfa" w Londynie, łącznie z premierą 11 listopada. I w tej chwili nie jestem pewien co odpowiedzieć.
Z jednej macki córka mieszkająca w Anglii sprawia, że Zjednoczone Królestwo wydaje się znacznie bardziej atrakcyjnym miejscem. Z drugiej - od pięciu tygodni jestem w trasie promując "Gwiezdny pył", a później w listopadzie wybieram się z moim synem Mikem na kilka dni na Filipiny. Z jeszcze innej macki - mam co nieco do napisania. Z ostatniej być może macki, to byłoby ostatnie reklamowe przedsięwzięcie z jakim będę miał do czynienia aż do końca przyszłego roku...

Zorientuję się jak dużo czasu do namysłu mi potrzeba i spróbuję odłożyć decyzje do tego czasu...

Drogi Neilu, jestem teraz na etapie dziwacznej blokady pisarskiej i zastanawiałam się, czy i tobie zdarzyło się coś takiego. Napisałam pierwszy rozdział powieści graficznej i wręczyłam go przyjacielowi, który będzie zajmował się strona wizualną (on ma dużo większe doświadczenie w świecie komiksu i powieści graficznych, niż ja) i spodobał mu się. Potem jego żona powiedziała mi, że oboje byli zachwyceni i dodała jeszcze kilka miłych słów. Od tamtego czasu nie napisałam prawie ani słowa. Wiem, że odpowiedź to "po prostu pisz", odpowiedź zawsze brzmi "po prostu pisz", ale dosłownie utknęłam. Jakieś wskazówki?
Bardzo dziękuję,
MB

Myślę, że nauczyło cię to, iż nie wolno ci pokazywać innym swoich prac zanim nie będą skończone. Czasem kiedy ktoś przeczyta rozdział i spodoba mu się on (albo nie) (albo po prostu go skomentuje) to potrafi wszystko zepsuć. Jedni potrzebują kogoś kto będzie obserwował postępy, żeby móc pracować. Nauczyłaś się, że - przynajmniej tym razem - nie jesteś z tych, którzy pokazują wszystkim co napisali.

Wskazówki? Odłóż to na kilka dni, albo i dłużej. Zajmij się innymi rzeczami, spróbuj o tym nie myśleć. Potem usiądź i przeczytaj (najlepiej wydruki, ale to tylko moje zdanie) tak, jakbyś nie widziała tego nigdy przedtem. Zacznij od początku. Możesz w trakcie bazgrać po rękopisie jeśli zauważysz coś, co chciałabyś zmienić. I zanim dotrzesz do końca będziesz znów entuzjastycznie nastawiona, albo nawet odkryjesz jak brzmi kilka następnych słów.

I rób to powoli, słowo po słowie.

Witaj! Jestem początkującą bibliotekarką i w tym semestrze mam zajęcia na temat archiwów. Ostatnio omawialiśmy przechowywanie dokumentów sławnych osób i pisarzy w magazynach archiwów. Ciekawi mnie co z twoimi papierami. Próbowałam wykorzystać odrobinę swojej bibliotekarskiej magii, aby odkryć czy jesteś obecnie związany z jakimś archiwum, ale nie udało mi się niczego znaleźć (w końcu na razie jestem bibliotekarką w początkowym stadium rozwoju). Czy już coś postanowiłeś w tej kwestii? Jeżeli nie, czy zamierzasz zrobić to w przyszłości?
Ogromne dzięki,
Rebecca

PS. Wiem, że brzmi to jak pytanie na pracę domową, ale to tylko z ciekawości. Szczerze uważam, że świat potrzebuje miejsca zwanego Archiwum Neila Gaimana. No wiesz, dla uczonych studiujących Gaimana.


To dlatego, że jestem czcigodny, czy tak?

Biblioteka Kongresu robiła dużo entuzjastycznego hałasu wokół zebrania dokumentów, manuskryptów, rzeczy pisanych odręcznie, wydruków i w ogóle, ale nigdy nie doszło to do skutku. (Ale też nie zrobiłem zbyt wiele w tym kierunku poza rozmowami z ludźmi z Biblioteki o tym, że "koniecznie trzeba się za to wziąć" odbywanymi za każdym razem kiedy jestem w Waszyngtonie. I wszyscy zgadzamy się, że jak najbardziej, trzeba coś z tym zrobić, bo inaczej myszy zjedzą wszystko co dotyczy Sandmana. A potem wszyscy o tym zapomnimy.)


Hej Neil,
Jestem w gimnazjum i ostatnio cisną nas (jak to w szkole) żebyśmy zaczęli zastanawiać się który college wybrać i co chcemy robić przez resztę życia. Bardzo chciałbym zostać pisarzem, ale chyba każdy z kim rozmawiałem mówił mi, że nie da się z tego wyżyć i że powinienem mieć jeszcze jakieś inne zajęcie (dodam, że dokładnie to samo powtarzają moi rodzice od momentu, gdy podniosłem pióro i przytknąłem je do kartki). Naprawdę nie mam pomysłu co innego mógłbym zrobić ze swoim życiem, dlatego też zastanawiałem się jak ty zarabiasz kiedy nie piszesz (albo czy możesz mi doradzić cokolwiek innego). Byłbym szczerze wdzięczny, bo nie mam bladego pojęcia co robić!
Dzięki!

Cóż, jeśli zaczynasz jako pisarz, raczej nie uda ci się zarobić na siebie, bo musisz pisać, co zajmuje dużo czasu. Musisz też mieć gdzie pisać i co jeść w trakcie, a to kosztuje. Za swoją pierwszą książkę nie dostaniesz dużo, bo zazwyczaj pierwsze książki nie przynoszą dużych zysków, a często w ogóle się nie sprzedają. (Stephen King dobrze zarobił na wydaniu swojej pierwszej książki w miękkiej oprawie. Ale miał w szufladzie jakieś pół tuzina niesprzedanych powieści.)

Kiedy ja zaczynałem, zrobiłem z pisania regularną pracę. Byłem dziennikarzem, napisałem kilka opowiadań, przeprowadzałem wywiady, pisałem literaturę faktu. Nauczyło mnie to dużo o świecie, sporo o dotrzymywaniu terminów i oznaczało, że pisałem wystarczająco dużo, aby móc wykształcić swój własny, rozpoznawalny styl. I pozwalało opłacić rachunki, więc powoli skłaniałem się ku fikcji, prozie i komiksom i zrezygnowałem z pisania do stałych rubryk kiedy było mnie na to stać.

Tak ja to zrobiłem.

Kiedy w latach 80. spotkałem się z dzieciakami w mojej dawnej szkole każdemu, kto miał choć cień wątpliwości względem kariery pisarskiej doradzałem, żeby zajął się czymś innym ("Johnnie zastanawia się, czy pisarz-wolny strzelec to bezpieczna posada?" zapytała jedna z matek. Odpowiedziałem jej, że nie i jeśli Johnny, który nie odezwał się ani słowem naprawdę pragnął bezpiecznej posady powinien porozmawiać z ludźmi pracującymi w bankowości i hotelarstwie w holu głównym). To nie jest łatwe zajęcie. Ale nadal nie zamieniłbym go na nic innego...


[*Neil podał link do wpisu z 3 czerwca 2003, gdzie pisze min.

" Witaj Neil.
Cieszy mnie, że często umieszczasz w swojej twórczości postacie lesbijek. Czy jest to celowe i czy jesteś tego świadom? A może to czyjś wpływ? Interesujące, że nie przypominam sobie żadnych postaci gejów. Jak ci, którzy lubią całujące się dziewczyny, co? Ja też... ;}

Rassamay

Nie pamiętasz? Popatrzmy... w "Sandmanie" wśród postaci które ujawniają swoje seksualne preferencje (co zwykle stanowi mniejszość), tak z głowy, w męskim obozie jest Alex Burgess i Paul McGuire (w odcinku pierwszym i "Paniach Łaskawych"), Cluracan, Koryntczyk, Hal Carter i zależnie jak na to patrzeć - Wanda. A także kilku młodych aktorów i Christopher Marlowe. W "Amerykańskich bogach" występuje Salim i Dżin. (Jeden z głównych bohaterów "Niegdziebądź" jest gejem, ale nie wyjdzie to na jaw, o ile nie nawiąże romantycznej znajomości.) Wśród krótkich form jest pan Alice w opowiadaniu "Pamiątki i skarby" z antologii "999", wynalazca narkotyku w "Zmianach" i jeśli się nad tym zastanowić to jest ich znacznie więcej.

Zazwyczaj nie zaczynam tworzenia postaci od ich orientacji seksualnej, chyba że w ten właśnie sposób sami się określają. Większość ludzi tak nie robi."]

środa, 10 października 2007

Odzyskując solidność

Neil napisał w poniedziałek 8 października 2007 o 15:46

Wydaje się, że przez ostatnie 26 godzin spałem.

Mój świat skurczył się do: Spać. Wstać. Znów pójść spać. Czynność powtórzyć. (Gdzieś w trakcie pisałem bloga i nawet odebrałem telefon, ale nie jestem pewien kto dzwonił, ani co mu powiedziałem.)

"Wyglądasz nieco lepiej" powiedziała wychodząc, aby wyprowadzić psa moja asystentka Lorraine, kiedy przed chwilą zszedłem na dół. "Już nie jesteś taki przezroczysty".

Czuję się mniej przezroczysty, ale jeszcze nie całkiem solidny. Myślę, że chyba cos zjem, a potem znów położę się spać.

Kiedy przyjechałem do domu pogoda była letnia i upalna, jakby kolory opadających liści miały być jakąś pomyłką. Teraz jest jesień, deszczowo i chłodno...
...

Susanna Clarke przeprowadziła piękny wywiad z Alanem Moorem dla "Daily Telegraph".

Właśnie odkryłem, że Terri Windling nie wiedziała, że "Gwiezdny pył" miał początek w jej domu, ale to sprawia, że jej obecność na Premierze jest jeszcze milsza. Tutaj Matthew Vaughn przechodzi surrealistyczny tydzień z "Gwiezdnym pyłem" i "Thorem". Moja ulubiona część-

Do Paryża na rozdanie nagród filmowych NRJ (francuski odpowiednik MTV). Byłem z żoną, więc dziennikarze się wściekli i zostałem dosłownie zepchnięty z czerwonego dywanu. Claudie zapytano co tu robi - na co odpowiedziała, że aby wspierać męża i jego film. A gdzie on się podział? Przemakał na deszczu i wyglądał, jak obłąkany fan. Wtedy zorientowała się, że nie ma mnie obok. Wskazała na mnie i zawiedzione zbiry z ochrony wpuściły mnie z powrotem na czerwony dywan.

poniedziałek, 8 października 2007

Jakkolwiek skromny by nie był...

Jestem w domu.

Co, po sześciu tygodniach i ponad pół tuzina odwiedzonych krajów, niezwykle miło napisać.

Zdaje się, że przez ostatnie dziesięć dni jechałem na rezerwie, a ostatnie dwa (Bankiet Prasowy, Premiera, Bankiet Prasowy, lot prosto do Nowego Jorku, noc premiery Wilków w ścianach, lot do domu) robiłem to, co zwykli robić na westernach, kiedy zaczynają rozbierać pociąg, którym uciekają, na części, które następnie wrzucają do pieca, by jechać dalej.

Jest tu mój pies, na początku trochę zdezorientowany, jednak po parokrotnym przeciągnięciu mnie po lesie zdecydował, że ja to ja i że to dobrze.

Cała moja rodzina jest teraz w Zjednoczonym Królestwie (cóż, w każdym razie jej żeńska część, Mike jest na zachodzie z Google), ale byli tu Bill i Sharon Stiteler sadząc drzewa i kwiaty oraz karmiąc pszczoły, więc dziś rano zrobiłem dla całej naszej trójki omlety z grzybów Maitake i zdałem sobie sprawę, że to pierwszy raz kiedy coś ugotowałem od sześciu tygodni.

Czeka na mnie całe, całe mnóstwo fajnych rzeczy- część z nich odesłałem, część to rzeczy, na które czekałem- zagraniczne wydania książek i tym podobne. Spróbuję zrobić im zdjęcia. Myślę, że najbardziej spodobało mi się koreańskie wydanie Gwiezdnego pyłu.

Najpiękniejszą rzeczą była kopia rozszerzonego wydania zeszytu Chłopaków Anansiego Hill House, przepięknie zaprojektowanego przez Dagmarę Matuszak, zawierająca całe mnóstwo różnych dziwności, włącznie z moim pierwotnym zarysem historii z ok. 1998r. oraz pierwszymi 15 stronami próby napisania filmowego scenariusza do Chłopaków Anansiego z mniej więcej tego samego okresu (zawiera żart z programu Jerry Springer Show, który brzmi wybitnie na 1998 rok). Widząc że wielu ludzi, włącznie ze mną, zaczęło rozpaczać, że kiedykolwiek ujrzeli ukończone książki myślę, że to dobry znak.

(Przy okazji, Thea Gilmore ma nową stronę http://www.theagilmore.net/, z której dowiedziałem się, że w środę w Londynie w Royal Albert Hall Cowboy Junkies grają The Trinity Session)

piątek, 1 czerwca 2007

Nierozsądne życie

Neil napisał w czwartek 31 maja 2007

Wylatuję do Wielkiej Brytanii za kilka godzin rzeby zaprezentować kilka fragmentów Gwiezdnego Pyłu na festiwalu Hay on Wye, a potem do Londynu gdzie udzielę masy wywiadów i zobaczę PRAWIE dokończony montaż Gwiezdnego Pyłu. Przetrzymałem ostatnich sześć miesięcy nie oglądając stale modyfikowanych bardziej ukończonych wersji Gwiezdnego Pyłu czekając na moment, kiedy zobaczę go z całą muzyką i efektami. To jeszcze nie całkiem koniec, ale zamierzam go zobaczyć i tak, a potem opowiem o tym. Potem wracam do domu we wtorek. Za dużo cholernego podróżowania, jeśli o mnie chodzi.

Czasami narzekam na niskie standardy w dziennikarstwie będąc gdzieś w świecie, ale zafascynowało mnie jak The Independent z, mniej lub bardziej, powietrza wymyśliło teorię jak to "telefony komórkowe niszczą pszczoły". Byli w oczywisty sposób dumni ze swojego artykułu -- jak wspomnieli potem w jednym z miasteczek zablokowano anteny sieci komórkowej z powodu szkód jakie mogą spowodować wśród pszczół. W zeszłym miesiącu niedzielny The Independent doniósł, że badania na niemieckim Uniwersytecie Landau sugerują, że promieniowanie może zakłócać system nawigacji u pszczół. Przeczytajcie ten artykuł w Herald Tribune, w którym wyjaśniają jak to artykuł w Independent to "niezła historia"...



ale badania nie miały nic wspólnego z telefonami komórkowymi, a właściwie miały na celu zbadać wpływ pól elektromagnetycznych, szczególnie tych związanych z bezprzewodowymi telefonami które działają kilkuliniowych połączeniach, i zdolności poznawcze pszczół. Niewielkie badania, według badaczy zbyt niewielkie, aby uważać ich wyniki za ważne, dowiodły, że pola elektromagnetyczne podobne do tych używanych przez bezprzewodowe telefony mogą zakłócać wrodzony pszczeli instynkt który pozwala im znaleźć powrotną drogę do ula... Telefony komórkowe i bezprzewodowe emitują różne promieniowanie i to, czego dowiadujemy się badając jedno z nich nie koniecznie odnosi się do drugiego, według badaczy.


Co oznacza, że to nie nauka, tylko zła interpretacja doniesień. Koniec narzekania.



No i w końcu, zanim wskoczę do samochodu i pojadę na lotnisko, oto ukradkiem podejrzana okładka Dymu i luster które wyjdą, ee, właściwie jeszcze nie wiem kiedy. Wydania do sprzedaży (nadmiarowe) Harper Perennial dostaną nowe okładki w zuniformizowanej serii wydań. Wszystkie przez następne kilka lat będą wyglądać podobnie. Jakby tu powiedzieć, obie zacne i osobliwe. Z powodów, których nie rozumiem (ale niewątpliwie ktoś z was będzie) kolory zmieniły się zupełnie dziwnie kiedy chciałem wrzucić je na Blogger, dlatego załadowałem pliki jpg na Picassa i starałem się przekręcić je spowrotem tak jak wyglądały w wersji, którą mi posłano, oprócz zdjęcia w oknie, które nie jest niebieskie, jest raczej musztardowo zielone...



Cierpliwości. Zamierzam spróbować jeszcze raz. Może jeśli pożągluję formatami...







Hmm. No cóż, to jest coś pomiędzy tymi dwoma...

...

No i muszę biec. Albo przynajmniej jechać.