Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

piątek, 31 lipca 2009

Piątkowy wieczór i cicho wszędzie

Neil napisał w piątek 31 lipca 2009 o 19:58

Zobaczmy:

Jest dość cicho. Maddy, Holly i ich mama pojechały na kilka tygodni do Wielkiej Brytanii, Amanda w Bostonie przygotowuje się do wyprawy do Rosji, a ja w domu, całkiem sam, jeśli nie liczyć wielkiego, białego psa, pracuję do późna i próbuję skończyć różne rzeczy przed wyjazdem na Worldcon.

Właśnie zajrzałem na Amazon, żeby kupić „Koralinę” na DVD (niestety, wytwórnie są bardzo skąpe w tego typu sprawach – dostałem jedno i wygląda, że to by było na tyle) i zauważyłem, że na ich blogu jest fantastyczny artykuł o Henrym Selicku, szczery i zabawny. Jest na http://www.armchaircommentary.com/2009/07/coraline-director-henry-selick-on-his-latest-film.html

Jest tam pełno ciekawostek i opowieści z punktu widzenia twórcy , w tym ta, przy której się uśmiechnąłem:

Zawsze wyobrażałem sobie Neila Gaimana jako kota z „Koraliny”. Jest bardzo mądry, ma szydercze poczucie humoru, i patrzy na innych z góry dokładnie jak kot. Ma świetny głos i na początku rozważałem go jako kandydata do podłożenia głosu kota. Przy przenoszeniu opowieści do USA zdecydowałem, że potrzebna jest większa różnorodność etniczna wśród bohaterów, co doprowadziło mnie do fantastycznego Keitha Davida. Wybacz, Neil.
(Jestem kotem na audiobooku. To mi wystarcza.)

Chciałbym zacząć hodować pszczoły, ale musiałbym je trzymać w ogródku ojca, który uważa, że to będzie śmierdziało. Mój dziadek mówi, że ul wcale nie ma zapachu (jego ojciec hodował pszczoły). Czy jako osoba, która obecnie się tym zajmuje, mógłbyś powiedzieć, czy pszczoły/ule brzydko pachną?

Zdrowe ule pachną zazwyczaj jak miód, kiedy się je otwiera: to ciężki, głęboki, słodki zapach. (Kiedy nie są otwarte w ogóle nie pachną.)

Jedyny przypadek, kiedy ul będzie brzydko pachniał to chory, lub martwy rój. Zupełnie jak z ludźmi.

Rzuciłam okiem na zdjęcia plastrów w szklanym kloszu. Wygląda, że będzie potrzebny otwór wentylacyjny na szczycie...
Nie zauważyłam takiego na Twoich zdjęciach, nie czytałam też o tym, żeby rozdająca autografy ręka była poraniona odłamkami szkła.
Pozdrawiam,
Renate

Nie wydaje mi się, żeby był potrzebny. Pszczoły dostają się do środka dołem (w drewnie na którym stoi klosz jest przerwa) i wylatują w ten sam sposób.

Neil, wydaje mi się, że paski podstawy ze „szklanego klosza” z oryginalnego zdjęcia zostały przyklejone PROSTOPADLE co ściany. Przyklej brzeg każdego kawałka do wnętrza klosza.

Może to nie zrobi żadnej różnicy (IANABK), po prostu zauważyłem różnicę między Twoim kloszem, a tym, który Cię zainspirował.
...Eric

Tak. Wiem. Zobaczymy, co zrobią. Zakładam, że fragmenty podstawy mają zapewnić im nieco wosku i wskazać, gdzie zacząć. Ale skoro jest to dziki rój, to i tak zrobią co będą chciały, jak to pszczoły. Choć tak naprawdę to było ze względu na wygodę przyklejania. Ale jeśli po powrocie z Worldconu w Montrealu nic się nie stanie, spróbuję w drugą stronę. Cokolwiek się stanie, zamieszczę zdjęcia.

Ponadto, żeby ochronić klosz przed światłem, wiatrem i ukradnięciem przez leśne trolle, postawiłem na nim skrzynkę (tzw. ul właściwy) taką, jak na tym zdjęciu.

Witam, Panie Gaiman, pisał Pan, że jeśli „zapłaciliśmy z góry za "Nigdziebądź" w teraz-o-ile-mi-wiadomo-zupełnie-niedziałającym Hill House” to „powinniśmy już dostać od Harpera e-mail z potwierdzeniem”. Ja zapłaciłem, ale e-maila nie dostałem. Jestem pewien, że inni tez nie. Czy mógłby Pan napisać, jak możemy się z nimi skontaktować? Nic nie wiedziałem, dopóki pan o tym nie napisał, a z pewnością nikt nie chciałby tego przegapić. Dziękuję bardzo za to, że powstała ta książka i proszę dalej pomagać, abyśmy w końcu ją dostali. Raz jeszcze dziękuję.

Być może są osoby, którego takiego e-maila nie dostały (wiem, że niektóre adresy z listy Hill House były od dawna nieważne). Jeżeli opłaciliście limitowane wydanie „Nigdziebądź” (a niektórzy mogli to zrobić nawet w listopadzie 2003 roku) i chcecie mieć pewność, że znajdziecie się na liście, napiszcie do Jennifer.Brehl@HarperCollins.com. Jennifer jest moją redaktorką w William Morrow, i zarazem osobą, która to wszystko organizuje. Bądźcie dla niej mili, jest pracowitą, pełnoetatową redaktorką, która podjęła się tego dodatkowego zadania i pomaga spłacić karmiczny dług zaciągnięty przez Hill House. Jeżeli nie odpisze od razu, na pewno zrobi to wkrótce.

Cieszę się, że ci, którzy zapłacili za wydanie „Nigdziebądź” z Hill House w końcu dostaną książkę. Piszę żeby zapytać, co z księgarniami, które przyjmowały zamówienia na ich książki. Jak rozumiem, zapłaciły HH tak samo jak indywidualni kupujący, ale księgarnia, gdzie ja zamawiałem (shocklines.com) nie wiedziała nic na temat wydania Harper Collins. Już zwrócono mi pieniądze za zamówienie, ale naprawdę mi przykro z powodu księgarni, które straciły pieniądze. Dzięki za wszystko, co robisz.

Ktokolwiek opłacił książkę, indywidualny kupujący, czy księgarnia – powinien napisać do Jennifer. Ona da Wam znać co się dzieje (zakładam, że po prostu wszyscy dostaną swoje książki, tak jak indywidualni klienci).
...

Kilka drobiazgów: w tej chwili wciąż nie jestem pewien jak ustalić na tym blogu proporcję pomiędzy tematami osobistymi i nieosobistymi. Dla ciekawskich: urocza Panna Palmer opowiada o naszym związku w The Skinny.

Napisane przez mnie opowieści o Batmanie, zebrane pod wspólnym tytułem WHATEVER HAPPENED TO THE CAPED CRUSADER („Co stało się z mścicielem w pelerynie”) zostały dziś zrecenzowane w „The New York Times”, obok komiksów Darwyna Cooke’a i Davida Mazzuchelliego. A to, że mogę o tym tak niefrasobliwie wspominać, pokazuje najlepiej jak daleko komiksy zaszły w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Miesiąc temu odbyłem z Christiną Amoroso z „Entertainment Weekly” długą rozmowę na temat Wampirów w kulturze popularnej, od Wampira Varneya do czasów współczesnych. Jakoś udało jej się zrobić z niej wywiad na 400 słów, jest na http://shelf-life.ew.com/2009/07/31/neil-gaiman-why-vampires-should-go-back-underground/

(I proszę zauważyć, że wcale nie twierdzę, że wampiry to coś złego, wręcz przeciwnie. Po prostu w świecie, gdzie tuzin osób natychmiast pisze do mnie na twitterze, że nie mam racji, bo wszyscy piszą opowiadania o Wampirach i gdzie Wampiry są wszędzie, sezon na wampiry właśnie dobiega końca). Z Wampirami nie należy przesadzać: powinny być przyprawą, a nie grupą pokarmową.

I na koniec: wygląda, że limitowana edycja zapachu Ptak Słońca z książeczką (z Black Phoenix Alchemy Lab) już się sprzedaje, ale jeszcze kilka egzemplarzy zostało, więc pomyślałem, że podam link. Pachnie jak pustynia i drewno na opał i przeprawy i rodzynki, tak ciepło, jak „Śnieg, szkło i jabłka” były zimne. Jak wszystkie zapachy BPAL inspirowane moimi rzeczami – dochód idzie na rzecz CBLDF.

Edycja, żeby dodać: Właśnie zauważyłem, że na stronie CBLDF jest kilka zestawów „imp”, których nie sprzedaje nawet BPAL – to dla tych, co chcą wypróbować zapachy. Zestaw z Amerykańskich bogów/chłopaków Anansiego oraz zestaw Księga Cmentarna.

Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI