Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Webley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Webley. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2012

W sylwestra, który tutaj już jest

Neil napisał w piątek 30 grudnia 2011 o 23:00

Jak, u diabła, do tego doszło? Obiecałem, że kolejny post napiszę jutro, a to było ponad tydzień temu. Napisałem esej, opowiadanie, pojechałem do Sydney poczytać na scenie przy akompaniamencie kwartetu smyczkowego, ale nie pisałem na blogu. A teraz siedzę za kulisami Revolt w Melbourne przygotowując się na przebierane przyjęcie sylwestrowe i przegapiłem czas na pisanie bloga. Ale póki bezprzewodowego internetu, póty nadziei i pisze teraz.

W czasie, kiedy nie pisałem bloga wydarzyło się wiele wspaniałych i ekscytujących rzeczy. Między innymi zacytował mnie Tom Stoppard.

[Zapytany, czym jest "pytanie", Neil Gaiman raz na zawsze ustalił definicję, mówiąc:

Pytanie to stosunkowo krótki zestaw słów zakończony znakiem zapytania, na które można odpowiedzieć ze sceny. Jeżeli pragniesz po prostu powiedzieć nam, co myślisz na jakiś temat - to nie jest pytanie.

Idealne pytanie tego dnia podczas spotkania z Tomem Stoppardem zadała Rosamund Christie. Zapytała, jakim jedym słowem streściłby Hamleta. Jego odpowiedź brzmiała "CZY". - przyp. noita]

Na stronie Tor.com bardzo miło napisali o moim opowiadaniu A Case of Death and Honey ["Sprawa śmierci i miodu"] z antologii A Study in Sherlock ["Studium w Sherlocku"] i redagowanego przez Jonathana Stahana szóstego tomu najlepszych opowiadań SF i fantasy roku. Pisanie opowiadań, podobnie jak pisanie poezji według słów Dona Marquisa, przypomina wrzucanie płatków róży do Wielkiego Kanionu i czekanie na łoskot. Zazwyczaj zapada cisza, więc nawet niewielka reakcja na opowiadanie to dla pisarza przyjemna rzecz. Artykuł Nialla Alexandra z Tor.com można przeczytać na http://www.tor.com/blogs/2011/12/the-adventure-of-the-devils-foot-neil-gaiman-and-the-great-detective.

Za kilka tygodni zostanie opublikowany pierwszy tom niezwykłego wydania Annotated Sandman, czyli Sandmana z przypisami Lesa Klingera. Już teraz zarezerwujcie sobie egzemplarz w najbliższym sklepie z komiksami.



Tutaj znajdziecie świetny artykuł na temat Allegry Rosenberg, która gra Time Lord Rocka w Chicago. Ma szesnaście lat, choć powiedziałem, że ma piętnaście, kiedy zapraszałem ją na scenę podczas mojego quizu w programie Wait Wait Don't Tell Me.

Wywiadu ze mną z tego programu można posłuchać na 
http://www.npr.org/2011/12/24/144146842/author-neil-gaiman-plays-not-my-job. (Można go też przeczytać. Ale posłuchajcie, nie czytajcie.) Nie mogę go tu wkleić.

Mogę za to wkleić odtwarzacz z audycją z opowiadaniami, Selected Shorts, co też uczyniłem. Zawiera czytany przeze mnie Trollowy most oraz jedno z moich ulubionych opowiadań Borgesa, Koliste Ruiny.
[można było - przyp.noita]

...

Już miałem wam opowiedzieć o fragmencie przepięknego audiobooka Viriconium M. Johna Harrisona na stronie Neil Gaiman Prezentuje. Ale chcę napisać o tym oddzielny post w najbliższym czasie. Póki co, zajrzyjcie sami i przekonajcie się, czy Was interesuje:
...

Kilka dni temu spędziłem w Sydney cudowne chwile z kwartetem smyczkowym FourPlay. Poleciałem do domu i poszedłem prosto do Biblioteki Miejskiej w Melbourne, gdzie Amanda i ja czytaliśmy (ja) i śpiewaliśmy (ona). Ogłosiliśmy, że tam będziemy przed samym startem samolotu, ale przyszło ok. 400 osób.

Biblioteka w Melbourne jest niesamowita. Jest tam pianino, a bibliotekarze są tak sympatyczni i kreatywni, że chciałem zabrać ich ze sobą w trasę. Nazywalibyśmy się "Neil Gaiman i jego trupa wędrownych bibliotekarzy".


Uwielbiam to zdjęcie, na którym z zamkniętymi oczami słucham, jak Amanda gra:

...

A skoro mowa o dobrych zdjęciach...


To pochodzi ze strony fotografa Rasmusa Rasmussena:

Jak sam pisze:

Co roku robię tysiące zdjęć, więc kiedy zapytano mnie niedawno, które jest moim ulubionym w roku 2011, miałem trudności z udzieleniem odpowiedzi. Ale po kilku dniach rozmyślania wciąż przychodziło mi do głowy jedno szczególne. 
11.11.11 fotografowałem koncert Jasona Webleya w The Moore w Seattle. Tam właśnie udało mi się uchwycić ten moment. Webley opowiadał o zaletach miłości, podczas gdy Neil Gaiman i Amanda Palmer siedzieli za nim i słuchali. 
To opowieść o miłości, która rozpoczyna się wyrazem szczerej radości na twarzy Jasona Webleya, gdy spogląda w górę, prosto w reflektory i postanawia podzielić się swą radością z publiką. Dla mnie tę publiczność reprezentuje Amanda Palmer: rozluźniona, ale uważna, świetnie się bawi. Ich opowieść dopełnia Neil Gaiman, spoglądający na żonę z całkowitym uwielbieniem i uśmiechem, który mówi zwyczajnie "Kocham Cię". 
W tym zdjęciu jest tyle intymności, że obrabiając je czułem się, jak podglądacz, jakbym wtargnął tam bez zaproszenia. Musiałem sobie wręcz przypominać, że to był występ przed dużą publicznością. Dlatego właśnie uważam, że to moje ulubione zdjęcie z 2011 roku. Gdy na nie patrzę, mam ochotę pocałować żonę, włączyć jakąś dobrą muzykę i cieszyć się drobiazgami.

...

A co do Noworocznych Przemówień... Muszę napisać takie na dzisiejszy wieczór w Melbourne, jak tylko uporam się z tym wpisem.

Musi być równie dobre jak te, które przez lata umieszczałem na blogu. Zazwyczaj nie zastanawiam się za długo. Pisze po prostu, czego życzę sobie w nadchodzącym roku i mam nadzieję, że inni ludzie życzą sobie tego samego.

Ktoś właśnie przerobił te życzenia na plakat:



Kilku z tych rzeczy życzyłem ze sceny w Bostonie dokładnie dwa lata temu...


niedziela, 20 listopada 2011

Znowu w domu, znowu w domu, kaszlu, kaszl

Neil napisał we wtorek, 15 listopada 2011r. o 12:12


Wróciłem do domu z trasy. Jestem zmęczony i trochę chory (jakieś przeziębieniowe coś), ale szczęśliwy, że jestem w domu z moimi psami. Trasa już wydaje się nierzeczywista, trochę jak sen. (Czy naprawdę w każdym nowym miejscu Amanda śpiewała dla mnie nową piosenkę Lou Reeda/Velvet Underground? Czy Amanda i John Cameron Mitchell zaśpiewali też "I'm Sticking With You" w Portlandzie?)


Cieszę się, że udało mi się towarzyszyć Jasonowi Webleyowi na Najjedenastszym Wieczorze ze Wszystkich. Na przestrzeni lat ten blog przyniósł mi wiele dobrych rzeczy, ale najbardziej cieszą mnie przyjaźnie, które przez niego nawiązałem i których by bez niego nie było. A nigdy nie poznałbym Jasona, gdybym nie wspomniał tu, na blogu, u zarania dziejów, jak bardzo podoba mi się klip do jego piosenki "Jedenastu Świętych".
Razem z moją najbliższą przyjaciółką wybrałyśmy się na Twój "Wieczór z Neilem Gaimanem i Amandą Palmer" w Portlandzie 8 listopada. Było wspaniale. Oboje zainspirowaliście nas, by rozwijać się jako artyści i ludzie. Za to dziękujemy. Przy okazji, czy mógłbyś podać mi tytuł tej niepokojącej piosenki, którą zaśpiewałeś na końcu? Tej, w której niezrównoważony mężczyzna opowiada swojej matce o swoim szale zabijania? W ogóle jak ją znalazłeś? Czy to była jakaś popularna piosenka, czy po prostu coś nieznanego, na co się kiedyś natknąłeś?

Piosenka nazywa się "Psycho" ("Psychol" przyp. Varali) i została napisana przez niewidomego Amerykańskiego piosenkarza, Leona Payne'a jakieś pięćdziesiąt lat temu. Natknąłem się na nią, ponieważ była jednym z bonusowych utworów wykonanych na żywo na płycie Elvisa Costello, Almost Blue, na której nagrał cover wersji w wykonaniu artysty Jacka Kittela (którą ostatecznie usłyszałem na płycie z coverami w wykonaniu Elvisa Costello). Na początku mojego związku z Amandą uczyłem się grać piosenki, które później grałem jej przez telefon i to była jedna z nich prawdopodobnie dlatego, że podobała mi się wersja, która była wolniejsza i która wyrażała więcej osamotnienia, smutku i szaleństwa niż wersje, które słyszałem.

W trakcie jazdy z LA do San Francisco włączyła się wersja Jacka Kittela (do radia w samochodzie podłączyłem telefon, na którym miałem różne zebrane kawałki) i Amanda zapytała, czy nie chciałbym zaśpiewać "Psycho" publiczności większej niż ona jedna. A ja nerwowo odpowiedziałem "może..."

(A w związku z tym: ten artykuł o Amandzie to najlepsza rzecz, jaką o niej dotychczas przeczytałem, a to dlatego, że przedstawia dokładnie obraz kobiety, którą poślubiłem i osoby, którą znam. Przegapiłem go, kiedy ukazał  się po raz pierwszy. http://www.popmatters.com/pm/tools/full/150167)
Od lat nie widziałem Toma Stopparda (ostatni raz w lipcu 2008r. w Brazylii), więc byłem, zachwycony, gdy dowiedziałem się, że będę z nim dzielić scenę w Melbourne 16 grudnia. Właściwie niedokładnie dzielić on będzie od 19:00 do 20:00, a ja od 21:00 do 22:00. Ale prawie. A jeśli chcecie zobaczyć nas obu tego wieczora, wyjdzie taniej.


A mówiąc o dzieleniu sceny: wspominałem na blogu, jak bardzo podobał mi się panel, na którym wystąpiłem z Connie Willis na World Fantasy Con w San Diego.

Teraz ten panel pojawił się na YouTube. Możecie obejrzeć go w całości. Connie i ja rozmawiamy przez godzinę o sztuce, o Tym, Skąd Czerpiemy Pomysły i podobnych sprawach.


Zobaczmy. Co jeszcze? Ukazał się Absolute Sandman Volume 5. I to zdecydowanie jest ostatni tom Absolute Sandmana, o ile nie napiszę czegoś nowego.

Drogi Neilu,

po pierwsze, dziękuję Ci i Amandzie za cudowny koncert w zeszłym tygodniu. Naprawdę, naprawdę cudownie było być tam z Tobą. Zastanawiam się, czy nagrania z trasy będą dostępne dla tych, którzy w końcu nie dostali się na Kickstarter?
Po drugie: od niedawna studiuję literaturę angielską i biorę udział we wstępnych kursach z literatury brytyjskiej czy raczej jako że czytamy też Beowulfa anglosaksońskiej. Chociaż uważam Cię za bardzo nowoczesnego pisarza, czytanego również przez wielu ludzi, którzy absolutnie nigdy nie chcieliby studiować literatury angielskiej, przy czytaniu pierwszego tomu The Faerie Queen bez przerwy przypominał mi się Gwiezdny pył. Wiem też, że napisałeś scenariusz do Beowulfa. Jaki widzisz związek pomiędzy takim rodzajem angielskiej tradycji i swoim pisaniem? Czy jest to wpływ świadomy, umyślny czy zupełnie niezamierzony? I czy możesz mi doradzić, jak przebrnąć przez resztę semestru (Milton, Pope, Blake)?
Carolyn

Cieszę się, że Ci się podobało. Nie jestem pewien, czy płyty będą fizycznie dostępne poza kręgiem osób wspierających Kickstartera (zestaw będzie się składał z trzech płyt), ale wersja do ściągnięcia będzie dostępna dla wszystkich.
Jaki widzę związek pomiędzy tą tradycją i moim pisaniem? Niespecjalnie się nad tym zastanawiam: z reguły uwielbiam poetów, do których się odnosisz (dzieła Alexandra Pope'a nigdy nie podobały mi się tak jak sam Pope, a w każdym razie ta jego wersja, o której czytałem jako chłopiec w opowiadaniu Jamesa Brancha Cabella A Brown Woman jeśli jesteś ciekawa, możesz przeczytać je tutaj). Przeczytałem to wszystko dla przyjemności, czy to w szkole, czy to dla siebie, próbując zrozumieć, w jaki sposób to pasowało do rzeczy, które wiedziałem, że lubię, odkrywając poetów, których lubiłem i tych, którzy mnie nie zajmowali.

Rada, by przebrnąć przez semestr? Boże, nawet nie chcę myśleć o dobrych pisarzach jak o czymś, przez co trzeba przebrnąć. Dlatego martwię się, gdy słyszę, że moje książki są omawiane w szkołach. Jestem przekonany, że Thomas Hardy napisał jakieś dobre książki i bardzo chciałbym się na nie natknąć samodzielnie, ale jedyne, co wiem, to że przymusowe czytanie Thomasa Hardy'ego w szkole pozostawiło we mnie instynktowną, prawdziwą i bez wątpienia niesprawiedliwą niechęć do jego książek.

Czy w bliskiej-lub-trochę-bardziej-oddalonej przyszłości zamierzasz prowadzić warsztaty pisania?

Być może. Bardzo mi się podobało uczenie w Clarion, ale gdy stamtąd odchodziłem, w zaskakujący sposób czułem się częścią żyć i karier 18 osób. Może pewnego dnia to powtórzę, prawdopodobnie powinienem, ale nie spieszy mi się.

Neilu,

Twoja notka - http://journal.neilgaiman.com/2003/06/tommy-leprechaun-dies-organs-are-built.asp

Ten link, który 'odsyła' (odsyłał) do Missoulain nie działa.... masz może kopię tej historii o Tommym Leprechaunie?...była naprawdę wspaniała - tak, ten mały człowieczek miał wpływ na wiele żyć...

Dzięki,John

A, spotkałem człowieka, który zabił mężczyznę, który ukradł jego ubrania - w więzeniu MSP - pracowałem tam....

To przykre. tak wiele starych linków z bloga nie działa. (Wiele zdjęć także zniknęło.) Ale w tym przypadku mamy szczęście: sprawdziłem na archive.org, wciąż jest tam link do pierwotnej wersji historii. Możecie ją przeczytać tutaj.

Czytając tę starą notkę, przypomniałem sobie o istnieniu tego, pochodzącego z zarania Internetu, sprawdziłem na YouTube, znalazłem jeszcze raz i umieszczam tutaj dla wszystkich, którzy zastanawiają się, jak wyglądała oryginalna wersja "Władcy pierścieni" z 1944r. produkcji Warner Bros, z Humphreyem Bogartem w roli Froda i Peterem Lorrem w roli Golluma*:











* Stwierdzenie nieprawdziwe. Wyłącznie w celach humorystycznych. Nie obowiązuje tam, gdzie prawnie zabronione.

sobota, 5 marca 2011

W którym martwię się Trzęsieniem Ziemi i Wspominam Rozrodczy Posiłek w Warszawie

Kiedy twoja żona jest w trasie koncertowej najtrudniejsze są takie momenty, jak dzisiaj. Amanda występowała dziś w Christchurch z naszym wspólnym znajomym Jasonem Webleyem, który zatrzymał się u Hery.

Uwielbiam Christchurch. Zatrzymaliśmy się tam z Amandą rok temu. Wynajęliśmy dom rodziców Hery (mieli w sypialni miedzianą wannę, która nie była podłączona do niczego, co wprawiło mnie w ogromną konsternację), chodziliśmy na długie spacery po plaży i bez końca rozmawialiśmy.

A kilka godzin temu wszystko się nagle zmieniło. Trzęsienie ziemi w Christchurch było mniej silne, ale zrobiło więcej szkód, niż to we wrześniu ubiegłego roku. Samolot Amandy miał już startować, ale po zamknięciu lotniska w Christchurch utknął w Napier. Hera napisała na twitterze, że ona i Jason są cali. But według http://www.nzherald.co.nz/nz/news/article.cfm?c_id=1&objectid=10707997 było już dziesięć wstrząsów wtórnych i wieści takie, jak poniższa, są naprawdę niepokojące...

14.51
Policja ujawniła, że zgłoszono kilka ofiar śmiertelnych w różnych miejscach centrum Christchurch. Dwa autobusy zostały przygniecione przez zawalające się budynki.

15.14
Zawalił się budynek siedziby władz prowincji, wewnątrz uwięzieni są ludzie.

Tymczasem Amanda musi wymyślić, jak dotrzeć do Auckland na jutrzejszy koncert. A życie wielu mieszkańców Christchurch dosłownie się zawaliło.

Wpłat na rzecz nowozelandzkiego czerwonego krzyża można dokonywać na http://www.redcross.org.nz/donate

...

Z okazji moich 50. urodzin Michael Zulli dał mi egzemplarz swojej książki, THE FRACTURE OF THE UNIVERSAL BOY ze specjalnej, limitowanej edycji, którą samodzielnie wydrukował. To przepiękna, wzruszająca, osobliwa i niepokojąca książka.


Oto kilka paneli. Michael próbuje zebrać za pomocą Kickstartera pieniądze, aby ją wydać. Na http://www.bleedingcool.com/2011/02/19/michael-zulli-will-even-draw-batman-to-fund-new-graphic-novel-the-fracture-of-the-universal-boy/ znajdziecie opis książki i o wiele więcej ilustracji (a dla osób, które wpłacą 2000 dolarów lub więcej, Michael obiecał narysować Batmana).

Udało się już zgromadzić 12 z potrzebnych 17 tysięcy. Możecie go wesprzeć (i zamówić książkę w przedsprzedaży) na stronie https://www.kickstarter.com/projects/1151517311/michael-zulli-the-fracture-of-the-universal-boy.

...

Drogi Neilu,
Pomyślałam, że zgłoszę swój ulubiony fragment bloga. Może nie jest on absolutnie ulubiony, ale pozostał mi w pamięci i za każdym razem mnie rozśmiesza.
Chyba kilka lat temu podczas trasy gościłeś w jakiejś uroczej restauracji, gdzie podano Ci zupę przyozdobioną śmietaną w artystyczny sposób. Zrobiłeś temu zdjęcie i zamieściłeś je na blogu, bo dekoracja owa wyglądała zupełnie jak sperma. Zapisałam to zdjęcie na dysku, żeby mieć pod ręką, kiedy potrzebowałam czegoś zabawnego, ale straciłam je, gdy komputer umarł gwałtowną śmiercią.
Serdeczne pozdrowienia,
Becca


Pamiętam to!

Z 17 marca 2007, Różności:

Podczas mojej poprzedniej wizyty w Polsce zdarzył się dzień, w którym nie pojawiło się jedzenie i bardzo sobie narzekałem. Teraz wszyscy tak się troszczą, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła, że chyba wyjadę z Polski jako krągły, różowiutki i porządnie nakarmiony cherubinek.

Przystawką do dzisiejszej kolacji było coś z ryżu i kawioru na środku talerza. Dekorację stanowiły dziwnie plemnikowate kijanki z różowego i brązowego sosu zmierzające w kierunku tego czegoś, prawdopodobnie w celu zapłodnienia.

A ponieważ wiem, że bez dowodu rzeczowego nikt mi nie uwierzy...



Jutro rano wyruszam do Krakowa.

...
Lisa Snellings powiedziała mi, że działa już jej planeta lalek (i że zabiera się za nowy zestaw Szczurów Neila... mam nadzieję, że zrobi je z brązu i szkła i innych dziwacznych rzeczy), wszystkie szczegóły można znaleźć na http://slaughterhousestudios.blogspot.com/2007/03/poppet-planet-is-live-gallery-is-open.html

Neil,
krótkie pytanie: co się stało z tagami? Czytanie tagów stanowiło kiedyś najprzyjemniejszą część lektury Twojego bloga, ale teraz dokładnie i precyzyjnie opisują zawartość postów. Kreatywność powinna zawsze brać górę nad organizacją!
Najlepszego,
Stephanie

Też je lubiłem.

Ale Powiedziano Mi Do Słuchu na ten temat, po podobno były skargi, że są mało użyteczne i że nie powinienem wpisywać tagów pasujących tylko do jednego postu. Ale co tam! Jedna taka wiadomość, jak od Ciebie wystarczy, bym wrócił do dawnych przyzwyczajeń. Szczerze mówiąc - z ogromną radością.


Tagi: Hera, jak karmią mnie w Polsce tak strasznie że stanę się jednym z tych okrągłych ludzi, trzęsieniowa pogoda, Jason Webley, Kickstarter, Michael Zulli, małe plemnikowate dekoracje na talerzu,

niedziela, 17 stycznia 2010

Znów w domu, plus zdjęcia psa

Jestem w domu.

Taką pogodę pies lubi najbardziej: rześko, chłodno, taka pogoda przypomina mu jego wilczych przodków polujących na stepach.

Ja zakładam ciepłą bieliznę i kilka warstw ubrania, a na to ujgurską czapkę z owczej skóry, którą wytargowałem w Xinjiang (Sinkjang) i brodzę w śniegu w ślad za nim. Śnieg jest zmrożony na wierzchu, więc idąc chrupiesz, chwiejesz się i szukasz wydeptanych wcześniej śladów albo próbujesz truchtać po powierzchni, potykając się co kilka kroków. Tymczasem Cabal jest przeszczęśliwy w świecie wyraźnych zapachów i zamarzniętych rzek, radośnie dokazuje w śniegu i lodzie.





***
Wiele lat temu (za pośrednictwem Fabulista, obecnie na urlopie) odkryłem Jasona Webleya. Zamieściłem link do piosenki Eleven Saints ("Jedenastu świętych"), którą Jason napisał i wykonał z Jayem Thompsonem...



Jason się ucieszył i napisał do mnie, żeby podziękować, a kilka lat później przedstawił mnie emailowo swojej znajomej, Amandzie Palmer, z którą współpracował. Chcieli przedstawić światu muzykę dwóch sióstr, bliźniaczek syjamskich, które odkryli w internecie. Od długiego czasu zamieszczone były dwie piosenki tajemniczej pary, ale dziś pojawiła się nowa, "A Campaign of Shock and Awe": możecie usłyszeć ją na stronie http://www.myspace.com/evelynevelyn. Gorąco polecam i nie tylko ze względu na, no wiecie, koneksje rodzinne.
...
Dobra. Dzisiaj nie chcę, aby mi przeszkadzano. Będziemy z Maddy nadrabiać noworoczne zaległości i oglądać pierwszą część "Końca Czasu" Doctora Who.

niedziela, 12 kwietnia 2009

Torba Nieposortowanych Listów

NEIL NAPISAŁ W CZWARTEK, 9 KWIETNIA O 9:59

Ok. Nie dzieje się nic ciekawego – piszę teraz mnóstwo drobiazgów: zaległe wstępy, przemowy i takie tam. Prawdę mówiąc, nie czuję się, jakbym robił coś twórczego – to bardziej jak praca – ale dobrze jest mieć to z głowy i wrócić do wymyślania.

Całkiem spodobało mi się odpowiadanie na kilka kolejnych pytań zamiast wybierania tych ciekawych, ważnych, często zadawanych czy jakichśtam. Zrobię to więc znowu. Zobaczymy, co się stanie.


Neil, słuchałem podcasta The Moth i przypomniało mi się, że polecałeś go na blogu. Najpierw zastanawiałem się, czy miałeś jakiś związek z The Moth (miałeś?), a potem, czy potrafiłbyś opowiedzieć całkowicie prawdziwą, autobiograficzną historię w takim stylu, jak historie na Moth. Pytam, ponieważ wydaje mi się, że twórczy instynkt mógłby starać się wziąć górę i wymusić upiększanie czy adaptację historii, żeby „była lepsza” – to może szczególnie dotyczyć pisarzy fantasy czy podobnych gatunków.

Właściwie całkiem łatwo pisze mi się o faktach. Mam bloga, na którym opisane jest dużo ciekawych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich ośmiu lat – bez upiększeń.

Bycie pisarzem nie jest tożsame z byciem patologicznym kłamcą, serio. Tworzenie fikcji wymaga sztuki i uwagi i dużo łatwiej jest tego nie robić.

Możecie wesprzeć The Moth kupując płytę z moim opowiadaniem tutaj, Google znalazł ją też tu – obecnie przedostatnie na pierwszej stronie.

Postaram się zapytać tak wprost, jak tylko potrafię. Czy „Księga Cmentarna" będzie miała dalszą część?

Postaram się odpowiedzieć tak wprost, jak tylko potrafię: byłoby miło, nieprawdaż?

Neil,

Co słychać u Twoich pszczół? Nie pisałeś o nich wiele. Czy wciąż jesteś pszczelarzem?

Wciąż zajmuję się pszczelarstwem, ale nie pisałem o tym. Na szczęście moja asystentka, Lorraine, ma wielkiego bloga o miodzie, a dokładniej o podbieraniu go z Jasonem Webleyem: http://fabulouslorraine.com/blog/2009/04/unexpected-extraction.html. Dostałem od niej maila z informacją, że zdobyła 17 litrów miodu, co troszkę ją zaskoczyło. Sharon „Birdchick” Stiteler niezmordowanie opisuje poczynania swoich pszczół na http://www.birdchick.com/wp/category/bees/.

W tej chwili nie mam uli – ostatnie dwa uległy zimie. Ale w tym roku będę ich miał siedem, cztery ule z Włoch i trzy z Rosji…

W serialu „Zabójcze umysły” w niektóre odcinki wplecione są cytaty z różnych pisarzy i książek, które jakoś związane są z fabułą. W ostatnim odcinku zaskoczyło mnie, że zacytowali Terry'ego Pratchetta, dokładniej fragment z "Kosiarza": „Światło wierzy, że przemieszcza się szybciej od wszystkiego, ale się myli. Nieważne, jak szybko pędzi, zawsze odkrywa, że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka.”

Moje pytanie do Pana, Panie Neil (i proszę o wybaczenie, jeśli okaże się ono bardzo głupie) brzmi: Co uważa Pan za najdziwniejsze miejsce, w którym mógłby Pan znaleźć odniesienie do swojej twórczości? Co innego recenzje w gazetach i Colbert Report z okazji Newbery, ale nie czułby się Pan dziwnie gdyby, na przykład, Hugh Laurie siedział z egzemplarzem „Odd and the Frost Giants” w najbliższym odcinku „House'a”?

Przyzwyczaiłem się do tego dawno temu, kiedy młody Joss Whedon pracował nad „Roseanne" i starał się, żeby Darlene (Sara Gilbert) i jej chłopak mieli zawsze plakaty i koszulki z Sandmanem.

Od czasu do czasu się to zdarza. Wiele osób pisze mi, że w jakimś programie wspominano o mnie czy o czymś, co napisałem, ale wpada mi to jednym uchem i wypada drugim i nie pamiętam o tym dłużej, niż zajmuje powiedzenie „O, to miło”.

Drogi Neilu,

Pewnie już odpowiadałeś na to pytanie, ale dlaczego wspominają o Tobie na początku "Strażników"? Wypatrywałem w filmie jakiejś Twojej rólki, ale czy mógłbyś to wyjaśnić. Jestem świeżym fanem, więc potraktuj mnie ulgowo.


Pozdrawiam,

Giovanni

Nie będę traktował Cię ulgowo dlatego, że jesteś nowym fanem, ale pewnie są inni ludzie, którzy nie dostrzegli funkcji szukaj (http://www.neilgaiman.com/p/Search) i pewnie dobrze będzie im przypomnieć, że ona istnieje. Gdybyś jej użył, znalazłbyś bezpośredniego linka do:
http://journal.neilgaiman.com/2008/08/please-stop-my-assistant-becoming-mad.html i w połowie strony – odpowiedź na swoje pytanie.

Cześć Neil,

Jestem Twoim wielkim fanem. Mam szesnaście lat i aspiracje, żeby robić w życiu mniej więcej to, co Ty. Chciałbym pisać, ale tez pracować nad scenariuszami i może w telewizji. Kiedy patrzysz wstecz z perspektywy odnoszącego sukcesy twórcy masy wspaniałych rzeczy, to gdybyś mógł dać młodszemu sobie jakąś radę – albo po prostu dać radę komukolwiek w mojej sytuacji - to jak by ona brzmiała?

Dzięki,
Zach

Ciesz się tym. Nie martw się. Ciesz się tym.

A na początku kariery nie masz za dużo pieniędzy, w ogóle nie masz pracy, ale masz mnóstwo czasu. Wykorzystaj go. Bo kiedy odniesiesz sukces, będziesz mieć mnóstwo wszystkiego, poza czasem.

Szanowny Panie Gaiman,

Mam nadzieję, że ktoś już Pana poinformował o niemieckim wydaniu „Księgi Cmentarnej” w metalowym opakowaniu w kształcie nagrobka?

http://www.flickr.com/photos/lichtkrieger/sets/72157613543046887/ (Ten album na flickerze nie jest mój, tylko wygooglowany. Nie mam własnego, niemieckiego wydania do sfotografowania bo nie lubię czytać tłumaczeń.)

Wydawca pewnie już Pana o tym poinformował; jeśli nie, to powinien.

Pozdrawiam,
Wibke Sawatzki

Poinformował i byłem zachwycony. Nigdy wcześniej nie sprzedawałem książki w blaszanym pudełku.

Hej Neil,

Mój tata potrzebuje nowych czarnych jeansów i zastanawiał się, którą markę najbardziej lubisz. Masz jakieś upodobania?

Dzięki,
Molly

Noszę czarne jeansy R.M.Williams. Jest tak już od jakichś ośmiu lat. Uwielbiam je. To australijska firma, ale mają sklepy w Nowym Jorku i Londynie i zapewne w innych miejscach.

Witam,
Przepraszam, że zawracam głowę.
Marzę o kupieniu podpisanego egzemplarza z pierwszej edycji „Koraliny” od sprzedawcy na ABEBooks.com.
Mój problem polega na tym, że nie wiem, czy to angielskie, czy amerykańskie wydanie jest tym naprawdę pierwszym.
Czy możesz mi pomóc, proszę?

Z góry dziękuję.

Keith

Według bibliografii na http://www.neilgaimanbibliography.com, prawdziwie pierwszy był amerykański Audiobook. Potem amerykańska wersja drukowana.

Jak najlepiej, według Ciebie, zacząć pisać powieść?

Uważam, że najlepiej jest zacząć pisać powieść poprzez zaczęcie pisania powieści.

Cześć Neil,
Śledzę Cię (troszkę) w sieci i zauważyłam, że jesteś niezwykle hojny, jeśli chodzi o gratisy. (jak nagrania całej „Księgi Cmentarnej”, albo „Blueberry Girl”, albo „Rycerskości” itd.) Wygląda na to, że łatwiej dzielisz się tym wszystkim niż inni popularni pisarze. Dlaczego jesteś w stanie to robić? Chodzi o to, że jesteś bardziej płodny pisarzem, bardziej hojny od innych, a może masz milszych wydawców i agentów…?

Uwielbiam gratisy (kupuję też Twoje książki.) Sprawiasz wrażenie, jakby bardziej zależało Ci, żeby ludzie słuchali i cieszyli się Twoją pracą niż żeby zmaksymalizować zyski. Dziękuję i nie przestawaj.

Marie

No, skoro już tak to ujęłaś, faktycznie bardziej zależy mi, żeby ludzie słuchali moich prac i się nimi cieszyli niż żeby „zmaksymalizować zyski”. Radzę sobie nieźle, sprzedaję dużo książek na całym świecie i, jak mawiał mój znajomy, „wszystko jest dobrze”. Jest też wielu pisarzy, którzy robią tyle, co ja, albo i więcej - Cory Doctorow albo John Scalzi, chociażby.

Mam miłych wydawców i agentów, którzy na wiele mi w tej kwestii pozwalają - a przynajmniej na tyle, na ile mogą.

(Poza tym, jak wiele razy mówiłem, wrogiem pisarzy nie jest piractwo i oddawanie rzeczy za darmo, tylko bycie nieznanym.)

No. Było fajnie. Ok, wracam do pracy...

czwartek, 2 kwietnia 2009

Otóż wystarczy napisać "BÓBR!" i ludziom od razu się kojarzy

5NEIL NAPISAŁ W PONIEDZIAŁEK, 2 KWIETNIA O 10:11

Jakieś 10 lat temu mieliśmy w naszym strumieniu (tu, gdzie mieszkam, tak mówią na takie coś większego od potoku i mniejszego od rzeki) bobry. A potem przyszła powódź i bobry razem z tamą odpłynęły dal.

Tęskniłem za nimi. Brakowało mi nawet chodzenia z piłą łańcuchową i porządkowania drzew, które upadły gdzie nie trzeba. (Jak na inżynierów natury, bobry strasznie zaniedbywały przenoszenie drzew na miejsca, gdzie powinny się znajdować.)

Tak więc dziś podczas spaceru z psem byłem podekscytowany odkryciem, że wróciły.


Opodal mostu bobry zbudowały tamę przy starym słupie telegraficznym (który był kiedyś mostkiem, a potem powódź, która zmyła bobry, jego tez zmyła).


Oto bardzo obgryziony przez bobry i obdarty z kory kawał drewna.


A oto pies, który nie rozumie, dlaczego przerwałem całkiem znakomity spacer tylko po to, żeby robić zdjęcia nudnych rzeczy.

...

Moje plany na Sobotni Wieczór są bardzo proste. Idę zobaczyć Jasona Webleya, którego odkryłem w 2006, kiedy to zobaczyłem teledysk do "Eleven Saints on the Fabulist" i go tu podlinkowałem. Jason wysłał mi wtedy dużo muzyki (w tym tę piosenkę), bardzo mi się podobała, spotkaliśmy się przelotem w Londynie, potem znowu na scenie podczas koncertu Amandy Palmer w Camden… i przez cały ten czas widowiskowo nie udawało mi się być w domu, kiedy grał w Minneapolis.



(Ja to ten po lewej. Jason Webley z gitarą. Na scenie z Panna Amandą w Koko w Camden Town.)

I – wreszcie – jestem w domu i Jason tu gra. Więc i ja tam będę. http://www.bedlamtheatre.org/display.php?event=325

a Jason w tym roku jest po prostu wszędzie. Jeśli chcecie sprawdzić, czy przyjeżdża do Was, wejdźcie na http://www.jasonwebley.com/events.html.

...

Skoro już mowa o wydarzeniach, na których chcę być, w czerwcu w Minneapolis będzie konwent fantasy Fourth Street. Będzie to konwent bez Gościa Honorowego, co jest w porządku, bo w konwentach i tak chodzi o rozmowy. Na poprzednich Fourth Streets, na których byłem, dyskusje panelowe mają swój ciąg dalszy w korytarzach, a rozmowy korytarzowe przeradzają się w dyskusje panelowe.

Powiedziałem, że w tym roku – poza Worldconem – nie pojawię się na żadnym konwencie jako gość, ale jeśli będę na Fourth Street, nie będę tam gościem, a tylko częścią rozmów.

...

Neil,

Odkryłam, że ani tu, ani na Twitterze nie wspomniałeś o filmie „Strażnicy”. Wiem, że jesteście z Alanem Moore'em kumplami i zastanawiałam się, co myślisz o filmie? Miałeś już okazję go obejrzeć?

Pozdrawiam,
Shannon

Nie widziałem go. Czekałem, aż ktoś, kogo opinię szanuję albo kto ma chociaż gust podobny do mojego, powie mi: "Jest wspaniały, musisz go zobaczyć, zachwycisz się!", ale zamiast tego wciąż słyszę "No cóż... ma dobre momenty, to z napisami jest super, spodoba ci się, no i zakończenie jest niezłe... no i... wiesz, historia jest trochę pokręcona i... Znaczy, bardzo się starali odtwarzać sceny z komiksu, czasem trochę bez sensu... i wiesz, teraz wszyscy są bohaterami, nie tylko Doktor Manhattan, znaczy wszyscy potrafią robić różne super-rzeczy... no, niewątpliwie ma naprawdę fajne fragmenty..." - i tak w kółko. Pewnie prędzej czy później obejrzę go na HBO. Może będę nawet pozytywnie zaskoczony.

Hej, Neil,

Nie wiem, czy już to widziałeś:

http://www.contrariwise.org/2009/04/02/theme-week-neil-gaiman-day-1

Wygląda na to, że jesteś popularnym motywem tatuaży!

Podoba mi się ta strona – w literackich tatuażach jest coś fantastycznego (oczywiście z wyjątkiem tych z błędami ortograficznymi). Nie mogę się doczekać, co przyniesie ten tydzień.

Drogi Neilu,

Wiele szkół próbuje przewalczyć pomysł, by literatura dla młodych dorosłych, szczególnie komiksy, znalazły się w programie nauczania. Jako autor takich dzieł, wyobrażasz sobie, żeby twoje pracy były omawiane w szkole? Czy wyobrażasz sobie taką literaturę jako wprowadzenie do literackiego kanonu, czy raczej widzisz ja jako rozrywkę?

Ciekawi mnie to, bo sama niedługo będę nauczycielką i chciałabym wykorzystywać takie książki w nauczaniu angielskiego, ale z drugiej strony rozumiem, że czasami książka jest tylko rozrywką. Dzięki!

Allison

Serio? Jestem ostatnia osobą, którą powinnaś o to pytać.

Nigdy nie wierzyłem, że istnieje jakieś wyraźne rozgraniczenie pomiędzy kultura wysoką i popkulturą. Wierzę, że są dzieła dobre i dzieła nie najlepsze, i że Prawo Strugeona odnosi się i do kultury wysokiej, i popularniej. 90% z nich to śmieci, co oznacza, że 10% jest niesamowicie dobre.

Zawsze jest mi miło i troszkę się dziwię, kiedy słyszę od ludzi, że uczą o moich pracach, ale już mnie to tak nie zaskakuje.

(ani Scotta McClouda.)

W pierwszych latach istnienia tego bloga ktoś spytał, czy istnieją jakieś szkoły, w których omawiano moje prace, i dostaliśmy około 60 odpowiedzi. To chyba trochę więcej, niż jestem w stanie wymienić.

I o ile nie psuje to przyjemności z czytania, wcale mnie to nie martwi. (Z ogromną przyjemnością wspominam jednak tekst Matthew Cheneya o omawianiu "Smaku goryczy".)

...

Bardzo podobał mi się artykuł Tima Martina w Telegraph o tym, "Jak komiksy stały się częścią literatury" (z dodatkowym smaczkiem dla mnie, ponieważ osobą, która podsunęła cytat z „damą wieczoru” był emerytowany redaktor literacki Telegraph).

Nowa piosenka Tori, "Welcome to England" ze wspaniałym teledyskiem jest już w sieci na Pink Is The New Blog: http://www.pinkisthenewblog.com/2009/04/first-look-tori-amos-welcome-to-england/

Ogromnie spodobała mi się ta recenzja "Blueberry Girl":

Alchemia współpracy sprawia, że jej wynik jest wspanialszy niż tylko suma części, zupełnie od tych części różny i niezwykle piękny. Przeczytanie tej książki zajmuje ledwie parę minut, ale, jeśli nie potraficie medytować, to z niej możecie czerpać spokój. Daje odrobinę radości i wytchnienia i może sprawić, że na chwilę zapomnicie o tym, co może przygnębiać. Kiedy wrócicie, poczujecie się odświeżeni. Poczujecie się wynagrodzeni. Nie potrzeba wiele pisać o tej książce. Będzie świetnym prezentem dla każdej dziewczynki, jaką znacie, każdej kobiety czy rodziny, wreszcie dla was samych. Odwróćcie się od świata, by na chwilkę zaznać ukojenia. Kiedy spojrzycie na niego znów, będzie wyglądał lepiej.

Dodatkowo, moja asystentka ma lamparta.

wtorek, 18 grudnia 2007

korespondencja

Neil napisał w Niedzielę 16 grudnia 2007 o 13:34

Ból gardła przeistoczył się w coś paskudnego głęboko w piersi. Następnie w całym domu ciepła woda przestała lecieć z kranu. Mimo to mam lepszy humor. I różne rzeczy zaczynają wychodzić. Jakoś udało mi się sprawić, że gorąca woda wróciła. Wiatr zawodzi wokół domu...

Ten artykuł o fantastyce naukowej, którą powinni czytać politycy na stronie "The New York Times" sprawił, że się uśmiechnąłem, choć moim zdaniem niektóre opisy były przesadzone.

Drogi Panie Gaiman, W Poszukiwaniu Książki Do Przeczytania Mojemu Siostrzeńcowi--
Część I
Po niezliczonych godzinach wyszukiwania w google najróżniejszych kombinacji pańskiego nazwiska, "dzieci", "książka", "ulubiona" i innych jeszcze słów natknąłem się na książkę - i jej drugą część - pt "Grimble" oraz "Grimble w Boże Narodzenie" autorstwa Clementa Freuda (wnuka Zygmunta, jak zapewne pan wie). Kiedy już odkryłem te tytuły udałem się do słynnego internetowego sprzedawcy Amazon.com aby dowiedzieć się, że nakład obu jest wyczerpany, a ceny "nowych i uzywanych" zaczynały sie od 45$. Podążyłem zatem na stronę eBay i znalazłem egzemplarz "Grimble" za... werble... 130$! Miałem nadzieję, że w obliczu tych nieprzystępnych cen (widzi pan, jestem skąpy) mógłby pan użyć swych mocy "Słynnego Pisarza" aby wpłynąć na wydawnictwo i skłonić je do dodruku owej książki, albo chociaż wskazać mi stronę, która sprzedaje ją za rozsądną, osiągalną dla klasy średniej cenę.
Och tak - prawie zapomniałem - czy mógłby pan polecić jakies inne książki do poczytania mojemu pięcioletniemu siostrzeńcowi? (Już przeczytałem mu "Koralinę" i on, tak samo jak ja, uwielbia ją)
Z podzękowaniami, pański zawsze wierny fan, Ben [nazwisko usunięte przez Agencję Bezpieczeństwa Narodowego... żartuję]


Prawdę mówiąc, i to częściowo dzięki moim działaniom, "Grimble" został już przedrukowany w antologii dziecięcej McSweeney pod zadziwiająco długim tytułem. Radzę zamówic książkę bezpośrednio w wydawnictwie, które zwykle sprzedaje na stronie książki w bardzo niskiej cenie -- ostatnio kosztowała nic (plus koszty przesyłki) ale było już za późno aby o tym tutaj napisać. A ponadto wszystkie zyski są przekazywane na cele dobroczynne.

(A tutaj http://store.mcsweeneys.net/index.cfm mają sporo fajnych rzeczy, które mogą nadawać się na prezenty).

Poza tym , zaproponować książkę dla pięciolatka jest tak samo trudno jak dla trzydziestoośmiolatka. Ludzie są różni. (Wiem, że w wielku pięciu lat Maddy uwielbiała na przykład Roalda Dahla i wszystkie ilustrowane wydawnictwa Daniela Pinkwatera oraz jego książki dla młodszych czytelników.)

Naprawdę muszę umieścić tu jakieś listy tytułów i autorów - oraz linki do książek, które polecają inne książki.

Przy okazji zauważyłem, że na stronie Pinkwater są podcasty, łącznie z odczytywanymi fragmentami "Fish Whistle", książki która podczas trasy promującej "Dobry Omen" w 1990 roku utrzymywała Terry'ego Pratchetta przy zdrowych zmysłach.

Witam! Mam do Ciebie pytanie o limitowanę edycję "Koraliny" z autografem. Według Amazon.com miała zostać wypuszczona 30 listopada. Zamówiłem ją już z wyprzedzeniem dwóch miesięcy zakładając, że w ten sposób nie będę miał problemu z dostaniem. Ale właśnie dostałem od Amazon powiadomienie, że moje zamówienie opóźni się co najmniej do stycznia. To oznacza, że albo już wszystko wyprzedane, albo książka się spóźnia. Mam oczywiście nadzieję na tę drugą ewentualność, wtedy nadal miałbym szansę dostać swój egzemplarz. Czy wiesz cokolwiek na temat obecnej sytuacji? Dzięki! - Brandon

Wydanie książki zostało opóźnione i to głównie z mojej winy - w pewnym momencie pudło kartek do podpisania jeździło za mną po świecie (dosłownie) i nie zostały one podpisane dopóki nie wróciłem do domu po promocji "Beowulfa".

To powiedziawszy - widzę tutaj http://www.subterraneanpress.com/index.php/2007/12/16/neil-gaiman-update-coraline-shipping-soon/ że książki wyjdą w ciągu najbliższych kilku dni.

(Dowiedziałem się również, że pierwsza partia "Chłopaków Anansiego" wydana przez Hill House Press właśnie dotarła do Nowego Jorku z Polski. Więcej informacji kiedy tylko je otrzymam.)
...

Rozmawiałem z Jasonem Webley'em i powiedziałem mu, że chciałbym zamieścić to jedną z tego piosenek. Zgodził się, więc teraz możecie ściągnąć lub posłuchać całości "Almost Time To Go" z jego ostatniego albumu "The Cost of Living" pod adresem http://www.jasonwebley.com/audio/AlmostTime.mp3.

Guess you never really stuck around
All that long anywhere.
I guess I should have known that you'd skip town.
You always did catch me unawares.
Looking now at your debris,
These trails of paper strewn across the floor,
Towards an open door.
Look at all you've gathered, all you own,
Hold it in your hand, does it weigh more than a single feather?
If the things you feel outsmart the things you know,
It's almost time, it's almost time to go.

[Chyba nigdy nie zostałaś nigdzie na dłużej.
Chyba powinienem wiedzieć, że uciekniesz z miasta
Zawsze mnie zaskakiwałaś
Patrząc teraz na to, co po tobie zostało
rozrzucone po podłodze papiery znaczące szlak
w kierunku otwartych drzwi
Spójrz na wszystko co zgromadziłaś, wszystko co posiadasz
Weź do ręki, czy nie waży mniej, niż piórko?
Jeżeli to co czujesz przechytrzy to, co wiesz
Znaczy, że prawie czas, prawie czas już iść.]

Jednocześnie radosne i smutne na bardzo wiele sposobów. (Szczególnie kiedy piszesz książkę, której akcja toczy się na cmentarzu.) Idźcie posłuchać, albo ją ściągnijcie...

czwartek, 13 grudnia 2007

wciąż żywy (nie piosenka)

Neil napisał w środę 12 grudnia 2007 o 8:10

Jestem na odległym krańcu świata prawie bez dostępu do sieci. Pada, a moje włosy wyjątkowo osobliwie się poskręcały. Boli mnie gardło, jak zawsze kiedy podróżuję zbyt długo i przesypiam większą część ostatnich 48 godzin, co robię zawsze kiedy zaczyna boleć mnie gardło i kiedy należy to odespać. Właśnie podjechałem do cywilizacji w celu nabycia cytryn, miodu i imbiru. Oraz, z jakiegoś powodu, który wydawał się oczywisty w momencie kupowania, lecz teraz coraz bardziej mi się wymyka, selera. I teraz kafejkuję internetowo.

Pracuję nad "Księgą cmentarną"

Kiedy pracuję w tle gra nowy album Jasona Webley'a "The Cost of Living", a jedną z piosenek "Almost Time to Go" ["już prawie czas iść"] czasem nastawiam na powatarzanie. (Tu jest pierwsza minuta, z jego strony.) Wraz z cudowną dziwacznością "Elephant Elephant" Amandy Palmer i Jasona, czyli Evelyn Evelyn. (http://www.jasonwebley.com/music_elephant.html ale niestety wszystko sprzedane). Jego wyprzedaż -- http://www.jasonwebley.com/index.html -- trwa do końca grudnia

Słucham też nowej płyty Thei Gilmore, ale skoro jeszcze nie można jej kupić, link nie ma sensu. Ale założyła konto na Youtube (http://www.youtube.com/user/TheaGilmore), na którym póki co jeden klip, w którym Thea gra piosenkę siedząc na sofie. (Oraz na jej stronie Myspace ładne zdjęcie, które zrobił nam jej mąż-i-producent-oraz-doprawdy-znakomity-autor-piosenek Nigel Stonier przed premierą Beowulfa.)


Charles Vess skończył obwolutę okładki "Blueberry girl" ["Jagodowej dziewczynki"]


i w końcu...


Kiedyś napisałem do Ciebie, że ktoś bawi się aż za dobrze pisząc recenzje długopisów Bic na stronie Amazon (http://www.amazon.co.uk/gp/product/B000JTOYLS/ref=cm_rdp_product).Zdale sie, że nawet lepiej bawił się autor recenzji toskańskiego mleka(http://www.amazon.com/gp/product/B00032G1S0/ref=cm_cr_pr_product_top).Jednak najbardziej intryguje mnie fakt, że przez tę stronę wiem, iż jeśli kiedykolwiek będę potrzebował rudy uranu, Czołgu/Pojazdu Opancerzonego JL421 Badonkadonk czy zwyczajnie Całego Świeżego Królika - Amazon będzie pierwszym miejscem gdzie się skieruję.

Nic do dodania.