czwartek, 6 marca 2008

Więcej na temat darmowego i takie tam

Neil napisał w poniedziałek 3 marca 2008 o 12:14

Właśnie to dostałem i pomyślałem, że zasługuje na dłuższą odpowiedź...

Witam Panie Gaiman:
Jako księgarz jestem nieco zaskoczony pańskim niedawnym komentarzem na temat darmowych książek i ściągania z HarperCollins. Gdy mówi pan "problemem nie jest to, że książki się rozdaje, albo to, że ludzie czytają książki, za które nie zapłacili. Problemem jest to, że większość ludzi nie czyta dla przyjemności." chyba pan zapomina, że wszyscy księgarze mają nadzieję sprzedać pana książkę zarówno czytelnikom, jak i tym, którzy nimi nie są. Nasza sytuacja jest tym lepsza, im więcej spośród tych drugich staje się czytelnikami, ale nie przetrwamy jeżeli czytelnicy udadzą się gdzie indziej. Nie jestem zupełnie przeciwny darmowemu dostępowi do literatury - wierzę mocno, że im więcej ludzi czyta, tym więcej ludzie czytają - ale jeśli my, niezależni sprzedawcy, mamy przetrwać musimy zostać uwzględnieni gdzieś w tym równaniu. Sądzę również, że jako niezależni sprzedawcy nie mamy PRAWA istnieć, że nasz czas już przeminął albo właśnie mija, ale byłoby miło, gdyby udało nam się pozostać. Wierzę, że możemy - i służymy bardzo ważnemu celowi. Dziękuję. Nie wyczuwam, żeby miał pan osobiście coś przeciwko sprzedawcom książek, chcę tylko aby wiedział pan jak ten komentarz może zostać przez niektórych zrozumiany.
Don Muller
Old Harbor Books
201 Lincoln Street
Sitka, Alaska 99835

Witaj Don,
Ja widzę to nie jako "albo dostaną to za darmo albo pójdą kupić to u Ciebie", ale jako "Skąd biorą się ludzie, którzy przychodzą i kupują książki, dzięki którym kręci się Twój biznes?"

Sprzedawane przed Ciebie książki podlegają pewnej liczbie "podań dalej". Kupuje je jedna osoba. Potem zostają przekazane kolejnym. Ci kolejni mogą autora polubić lub nie.

Jeżeli go polubią mogą pojawić się w Twojej księgarni i kupić kilka tytułów dostępnych aktualnie w miękkiej oprawie albo tę książkę, która im się spodobała, aby móc ją przeczytać ponownie. Tego właśnie chcesz.

Tak samo jak księgarz, który uważa bibliotekę za wroga, bo ludzie chodzą tam czytać - za darmo! - to, co on sprzedaje zapomina, że biblioteki skupiają osoby które lubią i czerpią przyjemność z książek, stanowią jego klientelę i rozpowszechniają wiedzę na temat ulubionych pisarzy i książek wśród innych ludzi, którzy mogą po prostu iść i je kupić.

Jeżeli czytelnik trafi (za darmo - w bibliotece, w internecie, pożyczając od znajomego albo na parapecie) na pisarza, którego naprawdę polubi, a ów pisarz wydaje właśnie nowiutką książkę w twardej oprawie, istnieje duża szansa, że taki czytelnik wstąpi do Twojej księgarni i nabędzie nowiutkie wydanie w twardej oprawie. Tego właśnie chcesz. Naprawdę chcesz, żeby zdarzało się to często, bo na przepięknych nowiutkich wydaniach w twardej oprawie zarobisz więcej, niż kiedykolwiek na miękkich oprawach (a prawdopodobnie więcej, niż na czymkolwiek innym w całej księgarni).

Nie wierzę, że istnieje ktoś, kto może pozwolić sobie na egzemplarz "Amerykańskich bogów" i nie kupi go (lub innej mojej książki), bo w sieci jest dostępny za nic. (Przynajmniej nie w tej chwili.) Myślę, że znacznie bardziej prawdopodobne jest iż niektórym czytającym online przypadnie do gustu autor i kupią więcej książek. Co jest dobrą wiadomością dla właścicieli księgarni.

(Pamiętajcie, że jeden na czterech dorosłych nie przeczytał w ubiegłym roku ani jednej książki. Spośród tych, którzy twierdzą, że czytali mediana (wartość powyżej i poniżej której znalazło się po połowie) wyniosła dziewięć książek dla kobiet i pięć dla mężczyzn. Liczby wskazują również, że najwięcej czytają ludzie po studiach, a osoby po 50 czytają więcej, niż młodsi. Co oznacza, że będziesz potrzebował sposobu, aby zachęcić młodych czytelników do książek. Oraz że jeżeli komuś spodobają się "Amerykańscy bogowie" i postanowi kupić u Ciebie wszystkie moje książki będzie ich więcej, niż większość Amerykanów przeczyta w roku.

Myślę, że bardzo prawdopodobne jest, że ktoś kto przeczytał w sieci i polubił "Amerykańskich bogów" w okolicy 30 września postanowi udać się do Twojej księgarni lub jakiejś innej i zabulić $17.99 za egzemplarz "Księgi cmentarnej" w twardej okładce.

W moim pojęciu to nie jest zabieranie pieniędzy z kieszeni księgarzy.

(Kradnąc metaforę Cory'ego Doctorowa, to jest raczej jak nasionka dmuchawca, niż jak ssaki. Ssak wydaje na świat kilkoro potomków wymagających znacznych środków. Dmuchawiec produkuje niesamowicie dużo nasion, bo dla niego koszt jest niewielki, ale te, które wypuszczą pędy, wyrosną.)

Ale ja nie zawsze rozumiem księgarzy.

Old Harbor Books wygląda wspaniale -- http://litsite.alaska.edu/akbooksellers/oldharbor.html
-- i wygląda na miejsce, które jest zaangażowane w zdobywanie czytelników i tworzenie czytelniczej społeczności. Moja (świętej pamięci) lokalna księgarnia była urządzona tak, że łatwiej było przejść się dookoła i z niej wyjść, niż znaleźć i kupić książkę. Sprzedawca przez większość czasu siedział przy kasie, grał w internetowe szachy, był raczej mało pomocny, nieco gburowaty, a klienci byli dla niego utrapieniem (dla mnie był miły, bo jestem mną, ale mimo wszystko). Nie miewał w ogóle bestsellerów w miękkiej okładce, bo ludzie "mogą zawsze pojechać sobie po nie do Wal-Marta" a kiedy sklep ostatecznie zamknięto kartka na drzwiach głosiła, że do ruiny doprowadził ich Amazon.com, podczas gdy wyraźnie tak nie było. Wydaje mi się, że nie potrafili zwabić ludzi do księgarni (do tego służą te bestsellery) a tym, którzy nawet tam trafili nie dostarczali specjalnie miłych wrażeń...

Ale zboczyłem z tematu...

Tak czy inaczej (prawdopodobnie się powtarzam) to jest eksperyment. Harper Collins będzie obserwował przez następne miesiące liczby. Jeżeli sprzedaż "Amerykańskich bogów" lub wszystkich innych moich książek drastycznie spadnie - więcej tego nie zrobią. Jeśli natomiast "Amerykańscy bogowie" będą sprzedawać się lepiej, jeśli inne moje książki także poprawią swoje miejsce w statystykach Bookscan to myślę, że Ty i inni księgarze będą sprzedawać więcej i wtedy nie będziecie mieli o co się martwić.

Pamiętaj, że wydawcy nie zarabiają na ściąganiu książek za darmo lub ich darmowym udostępnianiu w internecie. Tak jak Ty ( i jak ja) zarabiają na sprzedaży książek.

To, czego chcemy wszyscy to sprzedać więcej książek. Czytelnikom, nie-czytelnikom i tym, którym się wydawało, że to nie w ich guście.

Poza tym, przychodzi mnóstwo listów tego typu:

Żadnego pytania - chciałem tylko dać Ci znać, że po przeczytaniu w sieci 200 stron Twoich "Amerykańskich bogów" po prostu musiałem pójść i kupić książkę.
Świetna rzecz!

co być może sprawi, że poczujesz się lepiej...

...
Drogi Neilu
Chyba możesz posłuchać znów na stronie BBC. Wszystkie programy radiowe mają tydzień dobroci i można posłuchać ich raz jeszcze. W ten sposób udało mi się trafić na program o Lovecrafcie. The Beeb nadają swój program również przez iplayer (jeszcze nie jest kompatybilny z Macami). Oglądałem odcinek "Światów Fantasy" o dziecięcych bohaterach, zostały tylko dwa dni. Jeszcze dwa w serii i wydaje mi się, że są warte zobaczenia.
Pozdrawiam,
Philip

Niestety nie ma "Płyt z Bezludnej Wyspy" ani "Wyboru Tygodnia".

Panie Gaiman - gratuluję skończenia "Księgi cmentarnej". Nie mogę się doczekać aż znajdzie się w moich zbiorach. Mam dwa pytania i są one ze sobą powiązane.

1) Dorastał pan w Anglii, ale potem przeprowadził się do Stanów. Jak trudna/ czasochłonna była w tym czasie procedura (papiery itp.) i co skłoniło pana do przeprowadzki tutaj?
2) a jeżeli ktoś chciałby zrobić odwrotnie i przeprowadzić się ze Stanów Zjednoczonych do Anglii czy mógłby pan zasugerować jakieś strony internetowe od których należałoby zacząć poszukiwania? Wiem, że jest pan zajętym człowiekiem, ale będę wdzięczny za udzielenie jakiejkowiek rady.

1)Dość czasochłonne, nie tak bardzo trudne. Sądzę, że fakt iż mieliśmy dwójkę dzieci wyjaśniał stanowczo, że nie poślubiłem żony wyłącznie po to, aby dostać się do Ameryki, a że większość mojego przychodu pochodziła (wtedy) z DC Comics nie stanowiłem poważnego obciążenia dla amerykańskiej gospodarki. Wciąż zastanawia mnie dlaczego musiałem zabrać ze sobą w bagażu podręcznym zdjęcie rentgenowskie płuc i mile wspominam panią z amerykańskiej ambasady, która zadzwoniła do mnie i powiedziała cichutko, że zostawiłem u niej oryginał podczas gdy powinienem był dostarczyć kopię, a kiedy jej podziękowałem kazała mi siedzieć cicho, bo jeśli wydałoby się, że mi pomagała mogłaby stracić pracę.

2) To miło z Twojej strony, ale nie znajdę więcej, niż Ty przy pomocy szybkiego wyszukiwania w Google. Chociaż http://www.uk-yankee.com/ wygląda jak dobre miejsce do rozpoczęcia poszukiwań.

...

Panie Gaiman,

Jako że pańska miłość do bibliotek została dobrze udokumentowana na pana blogu z pewnością nie ja pierwsza powiadamiam o istnieniu cudownej strony www.deweydonationsystem.org (pod hasłem: pomagamy książkom znajdować biblioteki od 2003). W tym roku ich wysiłki skupiają się na Children's Institute w Los Angeles, który na przeróżne sposoby pomaga maltretowanym dzieciom oraz Fundacji Rockhouse na Jamajce, który opiekuje się najuboższymi dziećmi w Negril. Dewey Donation System (z którym nie mam nic wspólnego poza byciem darczyńcą) to społeczna kampania prowadzona po prostu z miłości do książek i z pełnym przekonaniem, że potrafią one zmienić życie. Jako bibliotekarka i prawdziwy mol książkowy (pożerający pana książki, a także wiele, wiele innych) wiem, że to prawda. Dziękuję za poświęcony mi czas i za tak ukochane książki pańskiego autorstwa,
Stephanie Betts

Co dziwne, byłaś pierwsza - ale dziękuję...

A to sprawiło, że się uśmiechnąłem: http://cjsd.blogspot.com/2008/02/ten-simple-rules-for-graduate-students.html

To mnie zafascynowało: http://www.sciencedaily.com/releases/2008/02/080214114517.htm

A to (z Gabinetu Cudów) jest mapa Google świętych miejsc ameryki w stylu "Amerykańskich bogów".

A czytającym "Amerykańskich bogów" właśnie teraz warto polecić stronę http://www.frowl.org/gods/gods.html, oraz w serwisie Neilgaiman.com http://www.neilgaiman.com/works/Books/American+Gods/in/183/ (zadziwiająco niekompletna bibliografia).

Brak komentarzy: