Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

piątek, 4 kwietnia 2008

Bez herbaty krążącej w moim organiźmie, skąd będę wiedział jak nazwać tę notkę?

Neil napisał w czwartek, 3 kwietnia 2008r.

Jest Wiosna. Rzeki błota otaczają dom, śnieg się topi, a radosna atmosfera porannego spaceru została dziś niejako zepsuta, gdy pies z zachwytem wystrzelił w las i po minucie wrócił z dużym świstakiem (który już nigdy nie zaświszcze) między zębami.

(Właśnie został pochowany, kiedy człowiek gruntujący podłogę w kuchni powiedział, że naprawdę z chęcią wziąłby go do wypchania. Rozważana była opcja wykopania go, ale w końcu została odrzucona, ponieważ, jak powiedział, jego zmrażalnik już jest w miarę pełen. Zdaje się, że jestem z powrotem na wsi, czyż nie?)

Jestem Na Diecie. Tymczasowo jestem też na Odwyku Od Herbaty, ponieważ najwyraźniej łatwiej śledzić co biorę do ust, kiedy przestaję pić herbatę i zamiast tego piję wodę. Mój odkafeinowany stan jest znacznie bardziej dojrzały i całkowity niż zwykle i najwyraźniej ma lekki ból głowy oraz jest głęboko przekonany, że jeśli tylko skieruję się w stronę czajnika, wszystko będzie dobrze...

Z pocztą przyszedł długo oczekiwany egzemplarz adaptacji FAKTÓW W SPRAWIE ZNIKNIĘCIA PANNY FINCH Michaela Zulli, razem z notką w górnym rogu od mojej edytorki, Diany Schutz, która napisała "Nareszcie! Robota drukarska, która mi się podoba". Zakładam, że pojawi się z sklepach komiksowych za jakiś miesiąc, ponieważ egzemplarze lecą z Chin.

Subterranean Press, które ostatnio zdaje się robić coraz więcej limitowanych edycji moich dzieł, właśnie ogłosiło, że szykują ślicznie wyglądajacą edycję INTERŚWIATA, którą napisałem z Michaelem Reavesem. Jak wyjaśniają,

Michael Reaves miał ostatnio poważne problemy zdrowotne powiązane z chorobą Parkinsona. Przeszedł już jedną operację mózgu, a w najbliższej przyszłości czeka go kolejna. Wszystkie zyski z limitowanej edycji zostaną oddane panu Reaves, by wspomóc go w wydatkach codziennych oraz związanych z leczeniem. Wkrótce, mamy nadzieję, poczuje się znacznie lepiej i przyniesie nam kolejne wspaniałe powieści, takie jak "The Shattered World" [dosł. "Świat w kawałkach, przyp. Varali] czy "The Burning Realm" [dosł. "Płonące królestwo", rzpyp. Varali], wymieniając tylko dwa osobiste faworyty.

Co jest naprawdę miłym gestem ze strony Subterranean. Michael nie jest teraz w dobrej formie, a jestem pewien, że to pomoże. Wersja jest bardzo limitowana-- jedynie 500 podpisanych i ponumerowanych egzemplarzy, więc sądzę, że zejdą szybko. ("M jak magia" Subterranean już zostało wysprzedane.) Możecie zamówić ją tutaj.

Cześć Neil!

Przechodzę obecnie przez przydługi proces załatwiania paszportu i innych takich spraw przed przeprowadzką do Japonii wraz z mężem. Wszystkim znajomym, którzy spędzali czas poza tymi Stanami Zjednoczonymi, zadawałam te pytania i pomyślałam, że Ciebie zapytam także! Co jest dla Ciebie najprzyjemniejsze w odwiedzaniu innych państw? Najbardziej przytłaczające? Najbardziej intrygujące? Znasz jakieś wyjątkowo dobre miejsca z sushi w Tokio? Jaki procent Twoich dżinsów jest czarny, tak z niepohamowanej i osobliwej ciekawości?

Niecierpliwie czekająca na "Księgę cmentarną",

Amy

Uwielbiam odmienność innych państw i sposób, w jaki sprawia, że na nowo definiuję, co uważam za normalne. Uwielbiam maleńkie różnice w kulturze i zachowaniu, dźwięk ludzi rozmawiających w innych językach. Uwielbiam jedzenie (nawet w krajach, w których nie lubię jedzenia, lubię różnicę w jedzeniu) oraz uwielbiam lekkie uczucie dezorientacji.

Najbardziej przytłaczające? To ogarniające cię uczucie, gdy zdajesz sobie sprawę, że coś ważnego właśnie poszło bardzo nie tak, a ty nie znasz języka. Najbardziej intrygujące? Nie jestem pewien...
Wszystkie dżinsy są czarne, z wyjątkiem tych, które zwykły być czarne dawno temu, a teraz są w czarnawym odcieniu szarości.

...

Mam wiele porad co do Visty (i ofertę pamięci, która, jak myślę, jest tak naprawdę kimś), które zamieszczę za parę dni dla wszystkich, którzy zakupili nowy komputer, a potem odkryli, że nie do końca spełnia ich oczekiwania.

...

Jody Scott nie żyje-- zmarła w Wigilię. Spotkałem ją tylko raz, w Zjednoczonym Królestwie, w 1984r, kiedy promowała edycję Women's Press dla "Ja, wampir". W istocie bardzo ją polubiłem-- częściowo ponieważ lubiłem jej książki, "Ja, wampir" oraz "Passing For Human" [dosł. "Uchodząc za człowieka" przyp. Varali]. Żałowałem, że naprawdę miała problemy z wydaniem innych książek. Na swojej stronie pisze o sobie,

Panna Scott uczęszczała do Szkoły Podstawowej im. Daniela Boone'a, Senn High School, North Park College, Northwestern University oraz U.C. Berkeley zanim wykrzyknęła czystym, dźwięcznym głosem: "Dosyć tego gówna. Jeśli chcesz być pisarką, nigdy PRZENIGDY nie idź do koledżu, bo wyjdziesz z niego jako zombie z wypranym mózgiem, które nikogo nie obraża, ale pisze jak cała reszta lub, jak to mawiał Monty Python: 'Dull, dull, dull!- gdzie L brzmiało jak W [dull- nudny, przyp. Varali]. Nasza bohaterka pracowała następnie przy pakowaniu sardynek, była asystentką w biurze ortopedy, edytorką w "Circle Magazine" (poznała Henry'ego Miller i Anais Nin), modelką w Instytucie Sztuki w Chicago, siłą roboczą w fabryce, zbierała kapustę (w Teksasie, gdzie zostałam aresztowana z moim kumplem Donem Scott za jeżdżenie autostopem, zbita i wrzucona do więzienia na osiem dni; jakże głupie potrafi być "Prawo"? Według jego rozumowaniam mój przyjaciel gej {bliski kumpel Leonarda Bernsteina i Tennessee Williamsa} miał długie włosy, a zatem musieliśmy być przestępcami), tworzyła filmy porno, pisała nagłówki dla Monterey Herald (tam wykształcił się mój oszczędny, ubogi styl), była właścicielką księgarni/galerii sztuki, sprzedawała opuszczone tereny oraz udzielała się w wielu innych fascynujących zawodach, spędziła sześć miesięcy na Gwatemali (w Antigui miała okazję spędzić noc sam na sam z Gore'm Vidal w jego domu, kiedy to cały czas gadali jak nakręceni), a teraz mieszka w Seattle w rozpadającym się domu zapchanym bluszczem i krzewami jeżyny, o rzut kamienem od Puget Sound. Zdobyła nagrodę za Najbrzydszą Kanapę Ameryki, na której co dzień pisze od 9:00 do 2:00 czasu Pacyfiku. Jeśli macie ochotę na więcej, przyślijcie ten czek na dowolną sumę, ale POSPIESZCZIE SIĘ, PROSZĘ! Ta oferta, tak samo jak autorka, wkrótce się skończy.

I miała rację, tak się stało. Steve Jones i ja od czasu do czasu przesyłaliśmy jej czeki za jej wiersz w NOW WE ARE SICK, ale wątpię, czy były wystarczające. Tutaj możecie przeczytać pierwszy rozdział książki "Ja, wampir", a używane egzemplarze są łatwie do znalezienia.

Teraz zabieram psa na drugi spacer tego dnia i naprawdę mam nadzieję, że tym razem nikt nie zginie.

Brak komentarzy:

 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI