Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

sobota, 16 sierpnia 2008

Amanda Palmer Potrzebuje Domu W Londynie

Olga Nunes napisała sierpnia 2008 o 9:47

Neil dał znać z Chin, żeby przekazać tę prośbę w imieniu niezwykle utalentowanej panny Amandy Palmer:

AMANDA I DANGER ENSEMBLE SZUKAJĄ W LONDYNIE MIEJSCA DO SPANIA/PRÓB
Od 15 do 26 WRZEŚNIA

Przyjeżdzamy (my, czyli ja i piątka szalonych Australijczyków znanych jako the danger ensemble, którzy przez cały rok będą ze mną występować) do Londynu aby przygotować się do europejskiej trasy koncertowej i poszukujemy jakiegoś miejsca w okolicach centrum miasta!

najlepiej jeśli mieszkasz w fantastycznym domu z kilkoma zbędnymi pokojami nad studiem (lub sporym garażem) i chętnie udostępnisz go nam od 15 do 26 września.

powinno być tam dość wygodnie. możemy spać we wspólnych łóżkach, ale żeby to były łóżka. konieczny jest też bezprzewodowy internet. dużym plusem byłoby ogrzewanie i bezpośrednia bliskość wanny. to nie musi być pałac, możemy improwizować. jeżeli znasz kogoś, kto wyjechał na wakacje lub może udostępnić na kilka tygodni zdatną do zamieszkania przestrzeń DAJ NAM ZNAĆ!

jeśli masz pomysł TYLKO na miejsce prób albo TYLKO mieszkanie, też daj znać. jeśli nie uda nam się znaleźć obydwu rzeczy w jednym miejscu być może będziemy musieli jeździć.

a jeżeli dodatkowo masz namiary na jakieś niedrogie studio prób to napisz, nada się dowolne miejsce zdolne pomieścić 7 osób plus kilku poruszających się po scenie muzyków ze smyczkami. byle tylko było większe niż sypialnia, a mniejsze niż dworzec.

co w zamian?

hm. będziemy robić ci obiadki. Stawiać drinki, kochać, możemy załatwić ci bilety na występy ICA [Instytut Sztuki Współczesnej - przyp.noita] lub inne koncerty w europie, darmowe gadżety, a jeżeli interesują cię takie rzeczy, to cały zespół może obdarzyć cię bardzo, bardzo szczególnymi względami.

Steven z The Danger Ensemble ślini się w niecierpliwym oczekiwaniu na twój email, więc śmiało: tour@dangerensemble.com


(od Amandy Palmer)

Bardzo pilnie potrzebują miejsca do pomieszkania, więc jeśli znane jest Wam jakieś - odezwijcie się do nich jak najszybciej. (Im szybciej napiszecie tym szybciej czeka Was należny gigantyczny grupowy przytulaniec). Podajcie dalej.

Z pozdrowieniami,
Artystka Znana Wcześniej Jako Całkiem Oficjalny Web Elf

piątek, 15 sierpnia 2008

Wysublimowane zamiłowanie do chaosu

Dan Guy napisał w piątek 15 sierpnia 2008 o 10:35

CZTERY TYGODNIE?!? Pana G. nie będzie przez cztery tygodnie?? Jestem tą wieścią równie przerażony, co Wy. To potworne. To katastrofa. To... niespodziewanie ekscytujące?

On nie ma bladego pojęcia w jakie tarapaty mogę się wpakować w ciągu czterech tygodni.

Już zacząłem knuć Sekretne Plany. To będzie ten miesiąc. Przekażcie innym.
_________________________________________

Można już oglądać czwarty filmik z planu “Koraliny”. Ten lubię najbardziej ze wszystkich piękciu z powodu pewnego kosmicznego układu talentów, o którym mowa w tytule.
_________________________________________

Postanowiłem, że nie mogę oszczędzić Wam swych prób pisania humorystycznych etykiet, więc trochę w tym pogrzebałem i teraz pojawiają się one na dole w feedzie! (Sekretny Plan nr 1: WYKONANY)

Etykiety znajdą się tylko w oficjalnym feedzie, nie będzie ich w żadnym pochodnym, ani tym z bloggera. (Co oznacza, że jeśli nie widzicie etykiet na dole każdej notki powinniście zapisac się ponownie przy pomocy podanego wcześniej linku. W razie problemów proszę o kontakt.)
_________________________________________

Ponieważ byłem w głupim humorze to założyłem na Fundable.com stronę w celu zebrania pieniędzy za zakup RoboPandy dla Pana G. Fundable jest naprawdę fajną stroną, bo ściąga pieniądze tylko jeżeli ustalona suma zostanie osiągnięta. Pomyślałem, że może każdy mógłby dorzucić po dolarze czy choćby pół, a ja zamieściłbym zdjęcia jego miny kiedy dostanie prezent. Ale kiedy dotarłem do końca rejestracji doczytałem, że minimalny datek wynosi $10. No i wiecie, $10 to trochę za dużo jak na taki wygłup, który potem będzie zbierał kurz na strychu i najpewniej straszył ślepą Zoe. Zamieszczam tu link tylko dlatego, że tyle czasu spędziłem nad robieniem tego rysunku w photoshopie i nie chciałem, żeby się zmarnował.

Edycja: Dwie osoby już dorzuciły po $10! Ja... po prostu nie wiem co powiedzieć.

Edycja: Trzy! (Zaczyna śpiewać: Cóż to za szaleństwo/ nie mogę w to uwierzyć/ fani zbierają pieniądze na pandę jak należy!)

Ośmiu.. nie! dziewięciu hojnych (czytaj: szlonych) fanów i stanie się to faktem.

Powstaje pytanie: czy sprezentować mu ją w pudełku, czy włożyć do środka baterie i nakręcić jego reakcję, kiedy RoboPanda zacznie tańczyć na stole, na którym będzie podpisywał książki?

Edycja: No cóż. Zajęło to niecałe dwie godziny. Jesteście niesamowici. W okolicach końca września spodziewajcie się relacji video.
_________________________________________

Nowe informacje na temat amerykańskiej trasy “Księgi Cmentarnej” – w dziale Gdzie Jest Neil?

czwartek, 14 sierpnia 2008

Chcę, żeby czas się rozciągał

Neil napisał w czwartek 14 sierpnia 2008 o 11:13

Trwa gorączka pakowania. Wszystko, co powinno zostać załatwione tydzień temu właśnie kończy się robić.

Czasami wolałbym nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Wiem, że moje przekonanie o rozciągliwości czasu chwilami doprowadza moich przyjaciół, rodzinę, a nawet czasem mnie samego – do szału. Ale jest już trochę za późno żeby się tym teraz przejmować.

Potrzebuję także iść do fryzjera.

***************

Wiadomość dla przyjaciół, rodziny i osób, którym będę do czegoś potrzebny: nie wiem jak często w ciągu najbliższego miesiąca będę miał dostęp do poczty elektronicznej, ani jak wiele wiadomości będzie na mnie czekało kiedy już się do niej dostanę, więc w razie pilnej potrzeby proszę dzwonić lub pisać do mojej asystentki Lorraine, ponieważ przy każdym kontakcie z cywilizacją będę się kontaktował w pierwszej kolejności z nią i ona może mi przekazać informacje komu jestem potrzebny.

Wiadomo, że “rozeznanie pod kontem następnego dużego projektu... podróżując pieszo po wiejskich rejonach Chin” ...

Wiadomo, że “rozeznanie pod kontem następnego dużego projektu... podróżując pieszo po wiejskich rejonach Chin” oznacza tak naprawdę “próbuję znaleźć pandę która wejdzie mi do walizki”

Dan Guy napisał 14 siepnia 2008 o 7:10

Widzę, że pan G wciąż “nie pisze na blogu”.

Trzeci filmik z “Koraliny” jest już, ku Waszej uciesze, dostępny do obejrzenia.

Już dawno temu zrobiłem z pomocą Google gadget nowy licznik odmierzający czas do premiery “Księgi Cmentarnej”, ale zapomniałem przypomnieć o nim Szefowi. Proszę przysyłać mi informacje o błędach.

(Pytanie do soób komentujących na LJ feed: czy ja jeden widząc w ubiegłym tygodniu tytuł notki “Elfless in Gaza” bałem się, że w trakcie zagranicznych podróży web elf wkroczył na wojenną ścieżkę?)

Zainspirowany duchem nieżyjącego wielkiego Othello Dodge’a umieściłem nazwisko mych przodków na cmentarzu. Jako fan społeczności, która niegdyś powstała wokół księgi gości House of Clocks (in memoriam) mam nadzieję, że pójdziecie w moje ślady.

środa, 13 sierpnia 2008

Do łóżka, do łóżka, do łóżka

Neil napisał w środę 13 sierpnia 2008 o 23:11

Dobra. Dzisiaj siedzę w domu na kanapie z córkami, które oglądają Olimpiadę. Rano wybrałem się z moją asystentką Lorraine zakupić mnóstwo lekkich, szybkoschnących ubrań i innych rzeczy przydatnych w podróży. (w pewnym momencie podczas zakupów ubraniowych Lorraine z nadzieją w głosie powiedziała do mnie: “Szefie, wciąż masz na sobie ich spodnie. Może przebrałbyś się z powrotem w swoje własne?” Wydawało się to rozsądnym pomysłem, więc złapałem swoje dżinsy i udałem do przebieralni słysząc jak sprzedawczyni za mną pyta “Czy on jest profesorem?”, a Lorraine odpowiada “Jest pisarzem. Na jedno wychodzi.”)

Mam więc teraz dużo nowych, lekkich i łatwych do prania ubrań, z których część jest szara lub biała, czyli przez następne cztery tygodnie będę się czuł jak w przebraniu.

Nie wiem czy będę mógł pisać tu podczas podróży. Większość czasu będę spędzał z dala od uczęszczanych szlaków robiąc rozeznanie pod kontem następnego dużego projektu i dużo czasu spędzę podróżując pieszo po wiejskich rejonach Chin, więc mam nadzieję, że Webgoblin Dan Guy będzie Was informował na bieżąco o czym trzeba. I zawsze jest też Maddy (czy nawet Holly).

Pertraktowałem z wydawnictwem Harper na temat kolejnej po “Amerykańskich bogach” odsłony rozdawnictwa. W następnej kolejności chcemu udostępnić “Nigdziebądź”, ale na nieco innych zasadach, niż poprzednią książkę. Mam nadzieję, że uda się to zrobić we wrześniu. Więcej informacji podam ja lub Webgoblin, jak tylko będziemy je mieć.

Wygląda na to, że potężne rozdawnictwo uruchomiono na http://fashion-piranha.livejournal.com/23000.html

I zapomniałem nadmienić, że to Béla Fleck przeczytawszy na tym blogu, że marzy mi się Makabrel grany na banjo nagrał zachwycające wykonanie na banjo i wiolonczelę, które znajdzie się na audiobooku.

Dobra. Do łóżka.

“Nawiedzą cię” podjął Duch “Cztery Posty”

Dan Guy napisał w środę 13 sierpnia 2008 o 7:16

Ponieważ pan G. jest w tym tygodniu zajęty “nie pisaniem na blogu” mnie przypadło poinformować Was, że zamieszczono drugi filmik z planu “Koraliny”.

Dodatkowo Focus Features organizuje koralinową loterię, w której możecie wziąć udział i wygrać wycieczkę na plan filmowy w Portland w stanie Oregon. (Zachęcam do nie-brania udziału, ponieważ sam chciałbym wygrać.)

Czy jest słowo na coś, co się wymyśliło i potem okazuje się, że to isntnieje naprawdę? A powinno być. Szefowi zdarza się to dość często, czasem nazwet przed wydaniem opowiadania. (np. obecnie niestety niedziałająca preserveusfromthehouseofclocks.com) I teraz znów tak jest: friendsofthegraveyard.com

Za kulisami filmu "Koralina"

Neil napisał w środę 13 sierpnia 2008 o 12:22

Wcale nie pisze teraz na blogu – jedynie używam internetu żeby być na bieżąco – ale to zasługuje na wzmiankę i będzie kontynuowane: przez cały tydzień codziennie pojawiać się będzie jeden klip promujący “Koralinę”...

Video #1

niedziela, 10 sierpnia 2008

Wyniki Hugo

Neil napisał w niedzielę 10 sierpnia 2008 o 12:06

Na kilka dni oddalam się od komputera żeby dokończyć pisanie paru rzeczy. Ale zanim zniknę...

http://www.locusmag.com/2008/Hugo_Campbell_Winners.html

Gratuluję wszystkim!

sobota, 9 sierpnia 2008

rozdziałozamykanie

Neil napisał w sobotę 9 sierpnia 2008 o 14:07


“Cóż... mówię tylko, że spodziewałbym się, że wasza rasa jest nieco mądrzejsza. Można by pomyśleć, iż domyślicie się, że tych samych luster za pomocą których skradliście dusze dzieci można użyć... aby skierować światło z powrotem w stronę waszych kokonów. O tak...”


Co jest nie tyle moją próbą naśladowania Doktora Davida Tennanta, rozważaniem dlaczego ludzie na tych wszystkich stronach nie używają zdjęć “Hamleta” z “Guardiana” jako ilustracji do własnych opowiadań o przygodach Doktora Who. (na niektórych pojawia się nawet Patrick Stewart.)
...
Gratuluję Toddowi Kleinowi, no cóż, głównie bycia Toddem Kleinem, ale też posiadania takiego kałamarza. (Chciałbym, żeby mój tak wyglądał.)

Te małe ludziki są wspaniałe (Zapomniałem kto mi to przysłał. Przepraszam.) (Nie pamiętam również kto przysłał mi to.)

Paul Levitz opowiada o swojej pracy i o pracy z komiksami. (Przeczytajcie także to, co na paskach z boku.)

Ktoś przeczytał ponownie całego “Sandmana” i pisze o tym na swoim blogu.


“Delachaise” była moją ulubioną restauracją w Nowym Orleanie, ale niestety ten czas minął bezpowrotnie.

Tę książkę czytam bardzo powoli. Jeden rozdział na miesiąc. Bo kiedy skończę nie będzie już żadnej klasycznej powieści historycznej Rogera Zelaznego której bym nie przeczytał. (Czy w ogóle żadnej powieści Rogera Zelaznego której nie czytałem. No ale...) Rękopis zapodział się w jego papierach na ponad 30 lat. A z tego co przeczytałem do tej pory to klasyczny, jak zwykle zupełnie wspaniały Roger Zelazny...
...
To z mojej strony ostatnia na jakiś czas odsłona Amandy Palmer śpiewającej „I Google You” z YouTube... ten klip podoba mi się, bo jakość dźwięku wydaje się lepsza i można usłyszeć wstęp.



Tak. Z powrotem do pracy.

piątek, 8 sierpnia 2008

W którym autor narzeka

Neil napisał w piętek 8 sierpnia 2008 o 16:33

Długi dzień. Wszystko co miało być podpisane zostało podpisane, każdy telefoniczny wywiad przeprowadzony. Telekonferencje z głowy. Na koniec tego długiego, pracowitego dnia muszę zacząć pisać. To powinno mi sprawiać więcej przyjemności, ale nie mam wyjścia, czeka mnie podróż w poszukiwaniu materiałów, a czas nie daje się rozciągać tak, jakbym tego chciał (40-godzinne doby... 19-dniowe tygodnie...)

Nie udało mi się też pojechać z moją córką Holly na wyprawę do Chicago. Byłaby to fantastyczna zabawa.

Wygląda na to, że będę miał dobre wieści dla tych, którzy zapłacili za wydanie „Nigdziebądź” z Hill House (czy inną zaległą książkę z tego wydawnictwa). Wkrótce będę miał bardziej szczegółowe informacje.

I do wszystkich, którzy czekają na zwrot pieniędzy za odwołane spotkanie autorskie w Tulsa: Mammoth Comics przeprasza i zapewnia, że zwroty będą. W tym przypadku w ramach totalnej zawaleniowej katastrofy zawalił każdy, kto mógł zawalić. Ale teraz już wszystko powinno się wyjaśnić. A jeśli nawet nie pojawią się inne powody to poczucie winny z pewnością zaprowadzi mnie do Tulsy raczej prędzej, niż później.

Nie lubię się wtrącać, ale czy zawiozłeś Zoe do weterynarza? Ślepotę u kotów w podeszłym wieku najczęściej powoduje nadciśnienie. Ta przypadłość może być spowodowana niewydolnością nerek lub nadczynnością tarczycy. U kotów nadciśnienie z reguły nie występuje tak po prostu. Inną przyczyną może być zwyrodnienie siatkówki, ale występuje ono znacznie rzadziej. Niestety w obu przypadkach utrata wzroku jest nieodwracalna, ale jeśli u jej podstaw leży jakaś choroba, to leczenie może sprawić, że Zoe poczuje się lepiej.

Dzięki, że pozwoliłeś udzielić sobie rady o którą nie prosiłeś, ale często właściciele moich pacjentów nie zdają sobie sprawy, że pewna choroba może wywoływać objawy dotyczące zupełnie innej części organizmu.

Wybacz, jeżeli już to wiedziałeś
Shera
koci weterynarz (i wielka fanka)

Zamieściłem to, by myślę, że innym też może się przydać. Tak, zabraliśmy ją dziś do weterynarza, który ustalił, że rzeczywiście jest ślepa. I właśnie robi jej całą serię badań. Trzymam za nią kciuki. Jest kotką o niemożliwie uroczej naturze i jest u nas od małego. Kiedy była młodsza spadła ze schodów i trzeba było wstawić jej śruby w biodro, od tamtego czasu nie jest już równie ruchliwa. Ale jest najbardziej spragnionym uczuć kotem jakiego znam. (Martwi się.)

[później]

Wróciła od weterynarza. Rzeczywiście jest to wina wysokiego ciśnienia. Zastanawiają się, czy trzeba będzie podawać leki. (Kiedy dostaliśmy ją z powrotem miała spora nadwagę, więc była na długiej diecie i teraz waży ile trzeba, co może pomóc.)
...
Słowa mądrości od Sherman Alexie a propos procesu Seattle Sonics:

52. Nie wierzę w istnienie magii. Ale wierzę, że da się interpretować okoliczności dokładnie tak, jak jest to nam potrzebne.

53. Wiecie dlaczego indiański taniec deszczu zawsze działał? Bo Indianie tańczyli dopóki nie spadł deszcz.
...
Wyszła nowa książka Eddy’ego Campbella. To zawsze bardzo ekscytujące wydarzenie, a ta wygląda szczególnie wspaniale. Fragmenty można znaleźć na
http://nymag.com/daily/entertainment/2008/07/comics_leotard.html

...
Tutaj „The Guardian” pisze o nagrodach Hugo. (Powinienem dodać, że o ile mi wiadomo to jedyna duża gazeta, która w ogóle wspomina o laureatach Hugo.)

Właściciel sklonowanego psa zniewala Mormona dla seksu” to prawdopodobnie najlepszy nagłówek w historii. Jest dziś na pierwszej stronie „Guardiana” (Artykuł pod nieco innym tytułem znajduje się na http://www.guardian.co.uk/world/2008/aug/08/usa)
...

Nalo Hopkinson i Geoff Ryman opowiadają o swoim pierwszym tygodniu na Clarion (oraz o wszystkim innym) w najnowszym podkaście AISF: http://www.adventuresinscifipublishing.com/2008/08/aisfp-58-nalo-hopkinson-and-geoff-ryman/

...
Seria zdjęć z przedstawienia „Mister Punch” Towarzysząca temu artykułowi z „LA Times”
http://www.latimes.com/entertainment/news/arts/la-ca-0810-puppets-pg,0,1074139.photogallery?1

Co za radość. BBC, Jamie Hewlett (oraz jego grupa Mięsożernych Zombie) i Damon Albarn przedstawiają: Monkey, Sandy, Pigsy wyprawa na Olimpiadę... (jeśli nie działa sprawdźcie na http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/olympics/monkey/7521287.stm)

czwartek, 7 sierpnia 2008

Na strychu, bez oczu

Neil napisał w czwartek, 7 sierpnia 2008 o 21:32

Odkryłem dziś - i prawie pękło mi przez to serce - że kotka Zoe, która mieszka na strychu (na początku była moja, ale obecnie opiekuje się nią do powrotu właścicielki zza oceanu) jest całkiem ślepa i poruszała się korzystając z pamięci i wąsów (Pisałem siedząc na strychu, w Pokoju W Wieży, z którego zrobiłem wolną od internetu i telefonów kryjówkę pisarza).

Uwielbiam Zoe, ale jestem na nią potwornie uczulony.

Zazwyczaj nie stanowiło to problemu, po prostu po pogłaskaniu jej myłem rece... ale kiedy orientujesz się, że twoja kotka jest ślepa i zrywasz dla niej w ogrodzie kocimiętkę, a potem kładziesz sobie na kolanach podczas pisania i głaszczesz i pozwalasz się ocierać... no i teraz muszę zrobić przerwę w pisaniu żeby wziąć kąpiel, bo mam zaczerwienione i kompletnie zapuchnięte oczy i swędzą tak bardzo, że praktycznie nic nie widzę. Ech.

Hej Neil,
Wczoraj byłam na (boskim i zachwycającym) koncercie Amandy Palmer w San Francisco i zaśpiewała na nim „I Google You” Wiem, że już zamieściłeś nagranie tej piosenki, ale... tu jest jeszcze jedno, w nieco lepszej jakości. Jeżeli sobie życzysz, można je obejrzeć na YouTube: http://www.youtube.com/watch?v=1QEQaJXU1mA
pzdr,
Molly




Tak już lepiej. Możecie jednocześnie wysłuchać piosenki i zobaczyć Amandę...

Tymczasem niezwykła Peri Lyons (dla której to napisałem tę piosenkę) (nie dlatego, że szukałem jej w Googlach późną nocą, tylko dlatego, że w grudniu ubiegłego roku poprosiła mnie o napisanie piosenki do jej solowego występu) wystąpi z owym przedstawieniem w Nowym Jorku (w The Metropolitan Room: 34 West 22nd St Betw. 5th & 6th Ave. - New York, NY 10010) pod koniec miesiąca – szczegóły tutaj, na stronie The Metropolitan Room.
...

Podsumowanie i recenzja „Księgi cmentarnej” znalazły się na School Library Journal Blog [blogu dla szkolnych bibliotek]: http://www.schoollibraryjournal.com/blog/1790000379/post/1970030997.html?nid=3713

W dalszym ciągu będę podawał tego typu linki. Sądzę, że „Księga Cmentarna” to moja ulubiona spośród książek, które dotąd napisałem, jestem z niej bardzo dumny i cieszy mnie jeżeli innym też się podoba....

Drogi Neilu,
Tak bardzo się cieszę na myśl o spotkaniu z Tobą w Vegas, bo do tej pory całkowicie omijałeś Nevadę i zastanawiam się, czy przy okazji festiwalu będziesz też podpisywał?
Jeśli nie będę musiała zadowolić się zamówieniem podpisanego egzemparza. Bo widzisz, to absolutnie konieczne abyś udzielił odpowiedzi na to pytanie, bo jeśli będziesz podpisywał to muszę kupić którąś z Twoich książek w twardej oprawie żeby nie wstydzić się swoich sfatygowanych egzemplarzy.
Bardzo dziękuję,
Hannah St. John


Jestem pewien, że będzie tam podpisywanie, jak najbardziej. Ale nie musisz się martwić: możesz wstydzić się starych, sfatygowanych książek, ale dla mnie to komplement.

wtorek, 5 sierpnia 2008

W Gazie, bez skrzatów

Neil napisał we wtorek 5 sierpnia 2008 o 18:17

Do Waszej wiadomości: mam jeden z tych dni, kiedy bardzo chciałbym mieć setki skrzatów które przychodziłyby w nocy i pisały za mnie zaległe rzeczy oraz trochę takich, które podpisałyby za mnie 2000 wkładek do limitowanego brytyjskiego wydania „Księgi Cmentarnej”, może też kilka wyższych i bardzo do mnie podobnych, które mogłyby przejąć wszystkie moje zawodowe i osobiste zobowiązania, łącznie z podróżowaniem po całym świecie i jak już przy tym jesteśmy, to może jeszcze kilka do rozprawienia się z mailowymi zaległościami i piętrzącymi się stosami rzeczy, które naprawdę muszę przeczytać i może nawet jeszcze kogoś, kto mógłby za mnie pisać na blogu. I nawet nie wspominajcie o recenzjach czy wstępach. (Rozgląda się wokół groźnie.)

Byłem już święcie przekonany, że czeka mnie tylko rozpacz, beznadzieja i zagłada i nigdy w życiu się z tego nie wypiszę, bo dzień ma za mało godzin, a tydzień za mało dni, gdy w końcu postanowiłem wydostać się z domu i pójść pisać do ogrodu, gdy po drodze odkryłem mnóstwo spóźnionych i zapomnianych malin wciąż na krzakach, więc zatrzymałem się, żeby je zjeść no i nie można być zrozpaczonym ani marudnym kiedy się je dojrzewające w słońcu, własnoręcznie zebrane maliny.

Tak tylko mówię. Nie można.
.....
Strona Tor.com ożyła. To naprawdę dobrze. Mnóstwo znakomitych pisarzy pisze tam swoje blogi. Sporo czytania. Z Tor.com dowiedziałem się o śmierci ilustratorki Pauline Baynes i bardzo mnie to zasmuciło. Przeczytałem co Jo Walton napisała na temat Erica Franka Russella i nawet napisałem odpowiedź. Podejrzewam, że Tor.com stanie się tym, co Patrick Nielsen Hayden miał na myśli, kiedy opowiadał mi o stronie po raz pierwszy podczas Easterconu: towarzyskie i zawodowe centrum informacji dla świata SF ON THE INTERWEBS. Najlepsze miejsce dla wszystkich zainteresowanych gatunkiem, pierwsze po stronie Locusa - http://www.locusmag.com/.
....
Na iTunes jest już najnowszy podcast „Najlepsze z The Moth”. Możecie usłyszeć jakie problemy miałem z podróżowaniem w wieku szesnastu lat, a także opowieść Edgara Olivera o tym, co wydarzyło się gdy wrócił do Savannah, moją ulubioną historię z tamtego wieczoru. Ogólnodostępna instrukcja (wszystkie rzeczy są do ściągniecia za darmo) jest na http://phobos.apple.com/WebObjects/MZStore.woa/wa/viewPodcast?id=275699983. Czasem te rzeczy nie działają za granicami USA.

Ale tu na YouTube jest „Edgar Oliver in conversation” – fragment programu i wiersza. Owszem, on naprawdę mówi w ten sposób z osobliwym, melodyjnym głosem i akcentem:



Cześć
Wszedłem na stronę dziennika Kyle’a Cassidy żeby sprawdzić co aż tak kontrowersyjnego było na zdjęciach (chodziło o koszulkę?... wzrusza ramionami... mnie nie wydawała się aż tak groźna) i zobaczyłem: SAM NEIL GAIMAN śpiewa „i google you”. Czy jest szansa, że zamieścisz na swojej stronie plik dźwiękowy? Pięknie proszę? Inni fani z pewnością też chcieliby to usłyszeć!

Cóż, właściwie śpiewałem to w czasie gdy Kyle pisał na swoim blogu. Zaraz potem Amanda wyszła i wróciła z małym dyktafonem i powiedziała „zaśpiewaj jeszcze raz do tego”, więc zaśpiewałem. Nie sądzę, żeby ktolowiek poza nią miał kiedykolwiek usłyszeć to nagranie. Ale z drugiej strony zaśpiewała „I Google You” na wczorajszym koncercie w LA... więc podejrzewam, że piosenka bardzo szybko znajdzie się w internecie, w wykonaniu kogoś, kto śpiewa znacznie lepiej ode mnie.

(Zagląda na YouTube)

Już jest. (Uwaga: to bardzo ciemny klip, raczej dźwięk niż video, a dwa ostatnie słowa piosenki ucięło.) Uwielbiam to, co zrobiła z akordami...



Edycja aby dodać – obiecałem Amandzie, że zastąpię to lepszą wersją, jeśli taka pojawi się na YouTube.

Kolejna edycja, spróbujcie tutaj:



...
Dobra. Idę do ogrodu popisać o Selinie Kyle i Joe Chillu.

błagam, uratujcie moją asystentkę od losu szalonej kociary

Neil napisał we wtorek 4 sierpnia 2008 o 2:44

Popatrzmy. Na początek to, co najważniejsze:

Moja asystentka, Bajeczna Lorraine przygarnęła dwa koty bengalskie i mówi, że są ju gotowe by zamieszkać z kimś, kto je pokocha. Gdy do niej trafiły były smutne i wystraszone, ale ze smutnych kotów przeistoczyły się w zupełnie wspaniałe stworzenia. Lorraine mówi, że czas, aby znalazły dobry dom, bo inaczej za bardzo się do nich przywiąże (a ma już dwa koty bengalskie, więc jeśli dobrzy ludzie nie zgodzą się ich zaadoptować istnieje niebezpieczeństwo, że zostanie wariatką z mnóstwem kotów). Nazywają się Sabrina i Ginger [Imbir - przyp. noita] i mogą iść tylko razem. Jeśli jesteście zainteresowani - tędy na blog Lorraine.

Cześć Neil. W ubiegły weekend próbowałem zapoznać moją dziewczynę z sushi. Nie za dobrze mi poszło. Rzeczywiście spróbowała i zachowała kamienną twarz, za co podziwiam ją jeszcze bardziej. Niestety sushi nie było zbyt świeże i ktoś przesadził z wasabi. Jest skłonna spróbować raz jeszcze (czy wspominałem już o moim podziwie i jaki ze mnie szczęściarz?) Będziemy jechać z Des Moines do Minneapolis, więc pomyślałem, że zapytam, czy masz ulubione bary sushi w tej okolicy. Dzięki.


Jeśli chodzi o próbowanie nowych rzeczy zasada jest zawsze taka sama - próbuj tego, co najlepsze. Zawsze. Są ludzie, którzy próbowali sushi z supermarketu i nie mogą zrozumieć kto chciałby jeść dla przyjemności podejrzane, gumowe, najpewniej lekko oślizgłe kawałki zimnej ryby na wysuszonym, zimnym ryżowym puddingu i wydaje im się, że właśnie to jest sushi. Czy chodzi o Sushi, czy o cokolwiek nowego, trzeba próbować najlepszych dostępnych rzeczy. W ten sposób jeśli nie będzie ci odpowiadało, będziesz wiedział, że nie lubisz właśnie tego, a nie smutnego cienia czegoś, czym mogłoby być.

W Minneapolis jest mnóstwo dobrych miejsc oferujących przyzwoite sushi. Naprawdę lubię Sakurę w St.Paul, zarówno z powodu ludzi, którzy ją prowadzą, jak i (zwykle bardzo dobrego) jedzenia. Origami też jest przyjemne, tak samo obydwie restauracje Fuji-Ya. Kikigawa jest w porządku. Inni polecają (lub przeklinają) inne. Jakieś pięć lat temu w odpowiedzi na podobne pytanie napisałem w tym dzienniku, że:

"jeśli mam być szczery, w Minneapolis sushi jest wszędzie podobne. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, jak Nobu i nic z tego, czego dotąd próbowałem nie było szczególnie złe (nie licząc Fuji Ya kiedy dopiero co wprowadzili sushi do menu około ośmiu lat temu, ale szybko nauczyli się o co w tym chodzi). Bywam w Sakurze w St.Paul, bo Miyoko i obsługa traktują mie jak członka rodziny, a jedzenie jest dobre."

Miałem właśnie stwierdzić, że być może jest to spowodowane naszą odległością od morza, ale przypomniałem sobie, że Katsu w Chicago to jedna z najlepszy restauracji sushi na świecie, a jest równie daleko od morza, co Minneapolis.

Cześć Neil.
Nie sądzę, żebyś już o tym wspominał: na fali odnowionego ostatnio zainteresowania "Strażnikami" zastanawiają mnie "specjalne podziękowania" dla Ciebie w wydaniu zebranym.
Jaki był Twój wkład? Czy to po prostu za to, że taki z Ciebie miły facet? ;)
Dzięki
Robin


Wydawało mi się, że musiałem już na to odpowiadać, ale wyszukiwanie w google nic nie dało. Jednak znalazłem na stronie the Dreaming ten wywiad Briana Hibbsa. (no cóż, raczej w pamięci podręcznej strony w google - zostało odświeżone i uruchomione hurra! ale niektóre linki mogą nie działać.)


Pamiętam jak Alan zadzwonił do mnie kiedy pisał trzecią część "Strażników" z pytaniem: "Neil, wykształcony z ciebie gość. Skąd jest cytat "Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?" ? Chyba ktoś powiedział tak umierając, ale nie wiem kiedy dokładnie."
Więc mu to znalazłem, oddzwoniłem i powiedziałem "Nie, to Księga Wyjścia. Jak Bóg grozi, że rozniesie Sodomę i Gomorę." Odpowiedział "Dzięki" i się rozłączył. Kilka miesięcy później zadzwonił do mnie i powiedział "Neil, brakuje mi cytatów na tytuły 7. i 8. rozdziału. To i to się tam dzieje, znajdź mi jakiś cytat. A więc rozłączyłem się i wyszukałem mu do rozdziału 7. "Bratem smoków i sów towarzyszem" z Księgi Hioba
* oraz do 8. "w noc Hallowe'en przybywają stare duchy" z wiersza Eleanor Farjeon pt "Hallowe'en". W tym czasie zajmowałem się również badaniem różnych starotestamentowych historii i do wyszukiwania różnych drobiazgów posługiwałem się potężnym skorowidzem. Otworzył się kiedyś na zapomnianej opowieści i rzuciło mi się w oczy imię Ramzes. Znalazłem tam fragment, który mówił mniej więcej "Zabiłem te wszystkie miejsca i zostawiłem tam łkające wdowy. Wszędzie na świecie panuje pokój i zgoda" Więc zadzwoniłem do Alana i zapytałem go co o tym sądzi. Odpowiedział "Świetne! Umieszczę to w rozdziale 12. Stąd w "Strażnikach" Ozymandias cytuje Ramzesa. (wyd: #12, str.20)

*w polskim przekładzie Biblii Tysiąclecia ten fragment brzmi "Stałem się bratem szakali i sąsiadem młodych strusiów", podobnie we współczesnych angielskich przekładach. Powyżej jest dosłowne tłumaczenie z XVII-wiecznej Biblii Króla Jakuba: "Brother to dragons, and companion to owls..." - przyp.noita

I to właściwie tyle. Pożyczyłem Alanowi również książkę o ptakach, z której wziął cytaty dotyczące sów, które Daniel Drieberg wykorzystał na tylnej okładce 7.rozdziału "Strażników".

(Bardzo interesujące doświadczenie, takie przeczytanie 19-letniego wywiadu z samym sobą. A przynajmniej z kimś do mnie podobnym. Zarozumiały byłem, prawda?)

Dla Twojej wiadomości: Gdyby Charles Schultz rysował "Sandmana"
http://docshaner.deviantart.com/art/Charles-Schulz-s-Sandman-93543466
Mam nadzieję, że masz się dobrze.
Pozdrawiam,
jon

A niech mnie!

Niedawno czytałem po raz kolejny wydaną przez Fantagraphics kolekcję Fistaszków i powoli zdałem sobie sprawę. że jako bardzo mały chłopiec przeczytałem (i czytałem wielokrotnie i rozmyślałem o nich) wszystkie niedzielne paski komiskowe. Miałem książkę pod tytułem "Sunday's Fun Day Charlie Brown" [Niedziela to dzień zabawy, Charlie Brown] i ten tytuł zrozumiałem dopiero kilka tygodni temu.


I na koniec nagranie video uroczego wywiadu z Tori na temat projektu "Comic Book Tatoo", jej własnych doświadczeń z komiksami i planów na przyszłość.
http://latimesblogs.latimes.com/herocomplex/2008/08/tori-amos-on-he.html

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Zimowy Dzień

Neil napisał w poniedziałek 4 sierpnia o 3:10



(To jest zdjęcie z Clarion, gdzie Scott miał wykład, a przyjechał z nim cały klan McCloudów)

Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że minęło już całe trzynaście lat i kilka dni od kiedy całkiem przypadkiem i zupełnie niespodziewanie znalazłem się na porodówce, gdzie Scott, Krystal, przyjaciółka Ivy, i ja mieliśmy zająć się Sky McCloud (podczas gdy Kurt Busiek jeździł po okolicy w poszukiwaniu piwa imbirowego z przyczyn, które zaginęły w pomroce dziejów). Krystal i ja odkryliśmy, że jest bardzo niewiele piosenek, które znamy oboje, więc zabawialiśmy dwulatkę śpiewając jej "Balladę o Sweeney'u Toddzie" podczas gdy kawałek dalej Ivy odwalała naprawdę ciężką robotę. A Scott albo pomagał, albo wymyślał znakomite teorie dotyczące rodzenia. Albo i jedno i drugie.

I potem pojawiła się Winter. Której urodziny były w ubiegły piątek. Wszystkiego najlepszego, Winter!

[Winter - po ang. "zima", stąd tytuł notki -przyp. noita]

piątek, 1 sierpnia 2008

wyjście z Cloud Club

Neil napisał w piątek 1 sierpnia 2008 o 01:27

Wróćiłem do domu.
Mój pies jest szczęśliwy i mam nie jedną, lecz dwie szczęśliwe córki.

W zdjęciu poniżej najbardziej podoba mi się to, że Amanda Palmer jest osobą, która wyszłaby sobie na obiad z dziurą po kuli w głowie nie kłopocząc się w ogóle by ją wcześniej usunąć.

Kyle Cassidy ma zawsze aparat w pogotowiu, więc łapie tego typu sytuacje...



A potem coś takiego jak zdjęcie poniżej: czytam Beth, asystentce Amandy opowiadanie, które właśnie napisałem. Opowiadnie, które zostało zainspirowane zdjęciem, które ona zrobiła...


Kiedy czytałem nie mogłem zobaczyć jej miny i właśnie dlatego tak uwielbiam to zdjęcie.

(Amanda (i Beth) wyruszają jutro w trasę po USA i Europie: szczegóły na http://www.dresdendolls.com/calendar/)
...

Oraz czy jestem jedynym, który widział "Mrocznego rycerza" i powoli dochodzi do wniosku, że Michael Caine w końcu zagrał Williego Garvina?

zabijanie Amandy dla zabawy i zysku

Neil napisał w piątek 1 sierpnia o 19:12

Dziś trzy opowiadania skończone, postaram się, żeby było ich pięć zanim położę się spać. Na górze zaraz zamordują Amandę przy pianinie.Potem sprawdzą, czy dzikie koty na zewnątrz ją zjedzą. Beth, asystentka Amandy opowiedziała dziś po południu historię naszej wyprawy.

Tymczasem, oto wywiad ze mną z Podcastu Clarion http://www.adventuresinscifipublishing.com/2008/07/aisfp-57-neil-gaiman/. (Jeżeli sprawiam wrażenie zmęczonego, to dlatego, że był piątek i byłem skrajnie wyczerpany.) W przyszłym tygodniu będzie wywiad z Geoffem Rymanem i Nalo Hopkinson, a także ze studentami Clarion: zwłaszcza ten chcę usłyszeć.

To jest z wczoraj: ja w lustrze, yapanz pryey Kyle'a. Jestem spocony, moje włosy przypominają ptasie gniazdo,ale nadal uważam, że to świetny portret autora.



muszę lecieć...

na temat pojęcia literatury pięknej

Neil napisał w piątek 1 sierpnia 2008 o 01:57

Spójrzmy...

Panie Gaiman,
czytałem niedawno pana dziennik i odpowiedź, jakiej udzielił pan komuś, kto atakował pana poprzednie i przyszłe prace nad "Batmanem". Mnie ta osoba wydała się przeciętnym krzykaczem, który z jakiegoś powodu odczuł potrzebę poinformowania pana, że nie podoba mu się to, co pan robi. Ale zdziwiło mnie to, że odpowiedział pan na jego krytykę na forum publicznym. Pomyślałem, że może był to sposób na przywołanie argumentu, którym wszyscy popularni twórcy muszą posłużyć się od czasu do czasu: "Nie martwi mnie, że nie podoba Ci się to, co robię". Z drugiej strony mógł to równie dobrze być sposób na wytknięcie ignorancji owej osoby, żebyśmy jako fani mogli wszyscy źle sobie o niej pomyśleć. A więc postanowiłem zapytać: dlaczego zamieścił pan na blogu tak jadowity komentarz i swoją odpowiedź na niego?

Jeśli zajdzie taka potrzeba, proszę skracać ten list jak się panu podoba.


Zazwyczaj przy wybieraniu listów do zamieszczenia na blogu posługuję się unikalnym i skomplikowanym algorytmem stworzonym na podstawie 1)  tego ile osób pyta o podobne rzeczy, 2) jak interesujący wyda mi się list, 3) czy uda mi się go zamieścić, czy może utonie w powodzi w przeciągu następnej godziny, dnia lub tygodnia oraz 4) kaprysu. W tym przypadku dostałem wiele maili od osób, które bardzo ucieszyła wieść, że będę pisał o Batmanie, co było bardzo miłe, ale też nie stanowiło czegoś, co bym tutaj zamieścił. Dostałem także kilka od ludzi, którzy wydawali się głęboko zranieni faktem, że będę pisał o "Batmanie", co wydało mi się dziwne i dość interesujące. Tamten był najlepszy z nich. Pewnie powinienem był powycinać wulgaryzmy, ale obawiałem się, że gdybym zostawił zamiast nich puste miejsca, to mogłoby wyglądać jakbym coś zmieniał w jego liście, żeby wyszedł na głupka, więc tego nie zrobiłem.

Ten następny wybrałem spośród czterech listów, jakie przyszły w ramach protestu przeciw zamieszczonym wczoraj zdjęciom. Jeden z nich był nieco szalony, od kogoś, kto postanowił mi napisać, że już nigdy więcej nie kupi niczego co napisałem, drugi był ordynarny, a trzeci zabawny, ale ten był moim zdaniem najbardziej interesujący:

Cześć Neil, czy ta pani nosi majtki? Wygląda to paskudnie. Co Maddy myśli o tym zdjęciu? Moja mama mówi, że jest w złym guście. LOL. Patti

Myślę, że Maddy bywała na planach filmowych i zdjęciowych od dawna i wie, że plany filmowe i zdjęciowe nie są prawdziwe. To był kostium jaki Amanda założyłą do zdjęć, które były robione wcześniej. (Poniżej możecie zobaczyć trzy z sześciu dzisiejszych strojów na zdjęciach, które będą - mam nadzieję - pocieszające i bardziej familijne. Jak teraz patrzę, to może z wyjątkiem tego pierwsze.) Kyle przygotowuje fotografie do albumu pt "Kto zabił Amandę Palmer". Amanda pojawia się na wszystkich zdjęciach (przypominają one nieco sceny z fimu), a ja piszę krótkie historyjki, które mają im towarzyszyć. Próbuję napisać większość tutaj na miejscu, bo mój terminarz ostatnio pęka w szwach, a poza tym wydawało się, że będzie łatwiej pojawić się podczas robienia zdjęć, zobaczyć co tu się dzieje i pisać.

Zdjęcia z wczoraj i te poniżej Kyle robił pomiędzy właściwymi ujęciami, bo ten facet nie odkłada aparatu nawet na moment.









Dni są bardzo długie: było grubo po północy, a my nadal robiliśmy zdjęcia, a ja piszę to o 3:30 nad ranem, ale to świetna robota, a Kyle robi niesamowite fotografie. (Poza sesją z Obojem i Dirndl. Z tymi jest coś po prostu nie tak.) (I pisze na swoim blogu w drugim kącie pokoju.)

Część piosenek z albumu "WHO KILLED AMANDA PALMER" możecie usłyszeć na YouTube: do tej pory na  http://www.youtube.com/user/amandapalmer zamieszczono cztery videoklipy. Chociaż moja ulubiona zatytułowana "OASIS" nie ma jeszcze klipu.
...

W marcu "The New Yorker" opublikował znakomity artykuł o magicznych sztuczkach, magikach i Jamym Ianie Swissie (który poza byciem tak fajnym jak o nim piszą w artykule czytał na moją prośbę rękopis "Amerykańskich Bogów" i poprawiał moje sztuczki z monetami). Można go teraz przeczytać na http://www.newyorker.com/reporting/2008/03/17/080317fa_fact_gopnik?currentPage=all.

...

To na tyle jeśli chodzi o dzisiejsze blogowanie. Jeżeli jestem wam winien list, przykro mi...
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI