Zdjęcia ze spotkania z "Chłopakami Anansiego" w Białołęckim Klubie Książki

czwartek, 28 czerwca 2007

Zdjęcia! Juhuuuuuuuuuuuu

Sie macie! Tutaj Wielka Madeleine!! Okej, nic ekscytującego się dzisiaj nie działo, dlatego wstawiam kilka zdjęć z podpisami.

Dzisiaj praktycznie dyrygowałam całym planem

Oto ja kontrolująca wszystkich.
Rozmawiałam z Dougiem Jones'em, radząc jak grać Abe'a, (Wyglądasz dzisiaj jakbyś był siny ze smutku, może powinieneś jakoś podnieść się na duchu, zanim staniesz przed kamerą"), kiedy ktoś zrobił to zdjęcie.

Tutaj mówię Guillermo del Toro i Guillermo Navarro co robić. GDT może i jest reżyserem a Navarro dostał Oscaram ale jak widzicie, robią co im każę.

Oto Doug Jones i jakiś obcy facet. Musieliśmy wyrzucić obcego faceta z planu, bo straszył małe dzieci. :)

Jutro będziemy spowrotem w studiu i słyszałam, że będą się działy naprawdę fajne rzeczy! Zdam relację w nadchodzących dniach...

Pozdrawiam serdecznie,
Oficjalna Web Maddy

P.S. Wybacz, że ukradłam ci powiedzenie, Official Web Elf.

środa, 27 czerwca 2007

Happening Holly

Maddy napisała we wtorek 26 czerwca 2007 o 14:21

Cześć! Tu jeszcze raz Maddy, gdybyście jakoś zapomnieli, że gościnnie prowadzę blog.
Cóż, jeśli myśleliście, że najważniejszym punktem dnia był miły wietrzyk który wszystko ochłodził, albo że obejrzałam zmontowane fragmenty filmu, których kręcenie widziałam, czy też to, że mogłam dzisiaj pójść na wzgórze, więc nie było tak nudno - byliście w błędzie. Główną atrakcją jest to, że moja siostra - Holly Miranda Gaiman - ma dzisiaj urodziny!!!!! Kończy 22 lata, czyli jest 10 lat starsza, ale nie martwcie się - w sierpniu kończę 13 i wtedy będzie tylko 9 lat starsza ode mnie. Radość! Teraz jest w samolocie, w drodze do Afryki. Świetny sposób na spędzenie urodzin, wiem! Holly jest cudowną i rewelacyjną siostrą. Zawsze jest optymistyczna i gotowa mi pomóc. Ogólnie mówiąc jest wspaniałą osobą. Dobra, koniec ckliwych tekstów. Za każdym razem kiedy Holly wraca do domu zostawia wszystko w kompletnym nieładzie. Przysięgam, że nie byłaby stanie utrzymać porządku choćby przez jeden dzień. Czasami też bywa dziwna, ale to chyba rodzinne. Z wyjątkiem mnie. Ja nie jestem ani trochę dziwna...

Przeszukałam swojego laptopa i wygrzebałam wszystkie te piękne zdjęcia Holly jakie tylko mogłam znaleźć! Nie przejmujcie się innymi ludźmi na zdjęciach. Nie są ważni. Nie zwracajcie też uwagi na dziwaczne miny jakie robią.









WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO HOLLY!

wtorek, 26 czerwca 2007

Zabawne opowieści Addy-May

Maddy napisała w poniedziałek 25 czerwca 2007 o 15:10

Witajcie! Tu Maddy!

Dziś pojechaliśmy na plan filmować "Hellboya 2" w plenerze i zdecydowanie nie było to dla mnie jakoś zabawne. Temperatura sięgała 100° F i 38° C, czyli że było całkiem gorąco. Ale troszkę opaliłam sobie ramiona. W każdym razie kręcili na wzgórzu i nie wolno mi było tam iść, więc siedziała sobie sama, czytałam swoja książkę, a co jakis czas ktos kazał mi sie przesunąć bo wchodziłam w kadr. W kamieniołomie budują do filmu całe miasto trolli i dzis mogliśmy je zwiedzić. Powietrze było tam naprawdę wspaniałe, bo było całkiem zimno!! Musieliśmy nosic kaski. He he he! Najwyraźniej w miejcu, gdzie kręcili było sporo kleszczy, a ja miałam tylko białe japonki. Guillermo chciał, żebym założyła skarpetki aby moje stópki nie były narażone na atak kleszczy. Poszliśmy do garderoby sprawdzić, czy mają jakieś skarpetki i mieli. Niestety, była tylko para długich, męskich czarnych skarpet. Sądzę, że mo głam wyglądac nieco zabawnie chodząc w różowych szortach, czarnych skarpetach i białych japonkach. Ale obciach.

Tata chciał też żebym zamieściła ten link. To recenzja "Gwiezdnego pyłu". Tak przy okazji - nie mogę się już doczekać! Ide na premiere w Hollywood! Hurra!! Wiele osób z mojej szkoły powymyślało sekretne gesty, żebym mogła przesłać im sekretną wiadomość, jeśli znajdę się w telewizji. Nie możecie poznać tych sekretnych znaków, bo to sekret. Czy wspominałam już, że sekretne znaki to sekret?

Jutro są urodziny mojej siostry, więc oczekujcie całego posta o niej niej niej! Dalej, Holly... Holly... to twoje urodziny...

Dobrze, chcę dziś iść wcześniej spać, bo wczoraj spałam tylko 4 godziny! MOŻECIE UWIERZYĆ!?!? Cóż, powinniście. Bo to prawda.

--Addy-May (to jest 'Pig Latin'.) [rodzaj slangu]

poniedziałek, 25 czerwca 2007

Maddy jest cool!

fah-tahl)Witam wszystkich! Nie pisałam nic przez dzień czy dwa i jestem pewna, że bardzo was to zasmuciło. Ale nie ma strachu, już jestem i mam zamiar opisać wszystkie fajne rzeczy, które się nam przydarzyły. Wczoraj jedliśmy w Budapeszcie kolację w restauracji o nazwie Fatal (czyta się. Jedzenie było dobre, ale porcje były dosłownie wielkości mojej głowy, jeśli nie większe. Nie przesadzam!! Po kolacji wyczytaliśmy z tatą w internecie że jeśli komuś uda się dokończyć całą przystawkę i główne danie dostają deser za darmo. Jaasne. Jakby ktokolwiek był w stanie zjeść te dwa dania myślę, że angielskie znaczenie tej nazwy (fatal - śmiertelny) byłoby bardzo adekwatne.

Dzisiejszy dzień spędziliśmy głównie tam, gdzie grała Tori. Było tam kilka naprawdę fajnych ludzi! I trochę przepysznego bananowego chleba... :D Przez jakiś czas oglądałam koncert Tori, ale się znudziłam siedzeniem i wyciągnęłam książkę, którą teraz czytam. Jej tytuł to Gwiezdny Pył. Wątpie, czy o niej słyszeliście. Autorem jest jakiś koleś, który pisze pod imieniem Neil Gaiman. Dziwne imię.

Zrobiliśmy dużo dobrych zdjęć prawdziwym aparatem, nie tylko komórką taty, ale odkryliśmy, że nie przywieźliśmy żadnych kabli do komputera, dlatego nie możemy ich przegrać. Krótką chwilę temu poprosiłam go, żeby sprawdził, czy nie ma jakichś dobrych zdjęć na telefonie, ale wątpię, czy sprawdził. No, nie ważne, właściwie to sprawdził. Jedyne co znaleźliśmy to jedno zdjęcie z dnia, w którym przyjechaliśmy, ale myślę że się nada.



Nagrałam siebie czytającą notkę "Lody to też jedzenie" na głos. Możemy wrzucić to na youtube, jeśli jesteście ciekawi jak brzmi mój głos i jak powinien brzmieć ten wpis. Nie jestem jednak pewna, bo to bardzo krępujące.

Okej! Jutro będę spowrotem, ponieważ właśnie usłyszałam, że wyjeżdżamy z planu zdjęciowego i jedziemy tam gdzie będzie się kręciło sceny plenerowe! Ale frajda!!

Podpisano,
Jedyna w swoim rodzaju Madeleine R. E. Gaiman

sobota, 23 czerwca 2007

Lody to też jedzenie

Maddy napisała w piątek 22 czerwca 2007 o 18:28

Cześć wszystkim! Tu znów Maddy!! Dzisiaj był dzień pełen wydarzeń. Na planie dużo filmowano a ja siedziałam tam cały czas (tylko zdrzemnęłam się trochę w przyczepie, bo dopadło mnie zmęczenie po locie). Guillermo zabrał swoją asystentkę Russell, Tatę i mnie na lody, żebyśmy nie jedli niezbyt smacznego lunchu który serwują na planie!! (I bardzo dobrze.) Żadne z nas nie zjadło porządnego lunchu, ale nie szkodzi, bo GDT (zauważyłam, że to jedno z jego przezwisk tutaj) utrzymuje, że lody to też jedzenie. To było dość śmieszne, bo kiedy jedliśmy mój najdroższy tata powiedział, że powinnam napisać o tych lodach na blogu i wtedy Guillermo zaczął nalegać żebyśmy wrócili i spróbowali sorbetu cytrynowego, bo dopiero wtedy będę naprawdę miała o czym pisać. Tak przy okazji - był przepyszny. ☺ Spotkałam jeszcze więcej osób z obsady łącznie z Dougiem Jonesem który gra Abe'a. Jest bardzo miły, ale jego kostium troszkę smierdzi. Myślę, że to skóra. O, i mam naprawdę wspaniałe wieści!! Selma Blair uważa, że jestem słodka, Claire Danes myśli, że jestem zabawna, Doug Jones myśli, że jestem zachwycająca, a Guillermo del Toro uważa, że powinnam jeść więcej lodów. To zupełnie fantastyczne, wiem! W każdym razie... dzisiejsze zdjęcie tata zrobił mi swoją komórką kiedy sobie stałam i tego nie widziałam (To się rymuje. Jestem poetką i nawet o tym nie wiedziałam.)

Mój padre wyraźnie sporo się uczy na temat reżyserowania od pana del Toro i myślę, że pomaga też z dialogami w scenariuszu. Oh Madeleine, Oh Madeleine jakie piekne są twe gałązki... hihi, przepraszam, właśnie to mam w głowie. Zmieniłam słowo "Choinko" na "Madeleine" bo to tak ładnie brzmi. A oprócz tego Madeleine to moje imię. Cóż... aż do poniedziałku nie wracamy do studia, ale w niedzielę zobaczymy Tori Amos, bo tak się składa, że jest tu w tym samym czasie co my. A jutro są urodziny Selmy, więc dziś na koniec dnia był dla niej tort. Był bardzo apetyczny. Ktoś dał mi bańki mydlane i kazał dmuchać kiedy wynosili tort, wszyscy mieli piszczałki i w ogóle, więc postawiłam bańki na krześle, ale kiedy wróciłam już ich nie było. Smutek. A tam, i tak było fajnie. Tata zrobił mi i Selmie bardzo dobre zdjęcie ale nie wolno mi go tu zamieścić z powodów o których nie wolno mi wspominać, ale nie bądźcie ciekawi, bo to nic takiego. Poza tym - ciekawość bywa zgubna. Dobrze, lepiej będę już kończyć! Nie obiecuję, że jutro będzie nowy post, ale zobaczymy. Bywajcie!

piątek, 22 czerwca 2007

Nie jestem zbyt dobra w tym całym nadawaniu tytułów

Dobry wieczór wszystkim! Tutaj wspaniała Maddy. Tak jak obiecałam, dzisiejszy dzień był o wiele bardziej ekscytujący niż wczorajszy, co oznacza, że mam mnóstwo do opowiedzenia.
1. Guillermo del Toro potrafi bardzo głośno wykrzykiwać “akcja”, więc nie polecam stawania obok niego, gdy to robi. Jestem pewna, że mogę ogłuchnąć na prawe ucho.
2. Dowiedziałam się mnóstwo o Węgrach z tego co Julian, nasz kierowca, opowiadał dziś rano tacie w drodze na plan, pomijając fakt że nie słuchałam zbyt dokładnie, bo czytałam książkę Meg Cabot. Ostatecznie jednak musiałam przestać, ponieważ mam problemy z czytaniem w samochodzie i czuję się trochę zamroczona (fajne słowo).
3. Córki Guillermo, Mariana, 11 lat i Marisol, 6 lat (nie jestem pewna, czy dobrze napisałam ich imiona), są wspaniałe. Spędziłam z nimi większość dzisiejszego dnia, oprócz momentu, gdy mnie zostawiły i musiałam chodzić za moim dziwnym ojcem. (Tylko żartuję! Pod żadnym pozorem nie jest dziwny, nie wcale, nawet za milion lat...)
4. Selma Blair jest naprawdę, naprawdę przemiła i czy ktokolwiek wie, że grała w “Legalnej Blondynce”, bo ja oczywiście nie wiedziałam. Ma też fajnego pieska o imieniu Wink [“Oczko” przyp. Varali]
5. Mimo że dobrze bawię się w Budapeszcie, tęsknię za przyjacółmi w domu... nie to żeby jeden z nich kazał mi o tym wspomnieć *kaszlnięcie* LEXI *kaszlnięcie*! P.S. Kiedy już wspomniałam imię Lexi, prawdopodobnie powinnam też wspomnieć Akanshę i Annę Rose. Jestem pewna, że wszystkie trzy czujecie się teraz wyjątkowe. :)
6. Kiedy wracaliśmy samochodem do hotelu, spotkało nas naprawdę fajne burzopodobne coś i to był pierwszy raz, kiedy zobaczyłam piorun tak blisko mnie. To było wspaniałe!
7. To naprawdę dziwne/świetne zobaczyć Hellboya z tak bliska z całym makijażem i wszystkim innym!
8. Lubię, jak przynoszą ci arbuza, czerwone porzeczki i maliny, kiedy po prostu siedzisz sobie na planie i dopada cię lekki głód. (Hungry in Hungary HAHAHA ROZUMIECIE?!
[nieprzetłumaczalna gra słów- “hungry” oznacza głodny, a “Hungary” to, rzecz jasna, Węgry. przyp. Varali])
9. Kończą mi się ciekawe rzeczy do opowiedzenia. Co więcej jest 23:40 i robię się odrobinę zmęczona, a poza tym myślę, że tata chce wtyczkę internetową. :)

Mam nadzieję, że wam się podobało. Do jutra!!! Życzę wam wspaniałego dnia.

środa, 20 czerwca 2007

Poznajcie waszego gościnnego blogowicza

Cześć czytelnicy bloga Neila Gaimana! Tutaj wspaniała Maddy Gaiman, mam dla was parę po prostu bajecznych wiadomości. Przez następne dwa tygodnie, kiedy mój tata i ja będziemy w Budapeszcie, będę gościnnym blogowiczem! Możliwe, że tata doda parę rzeczy tu i tam, ale jestem pewna, że będziecie normalnie skakać z radości wiedząc, że będziecie czytać rzeczy napisane przeze mne :P W tej chwili jesteśmy w samolocie i właśnie skończyliśmy jeść pyszne śniadanie. Zjadłam jagodziankę, jogurt truskawkowy, świeże owoce i sok pomarańczowy. Mniam, mniam. Niedługo dolecimy na lotnisko w Amsterdamie, skąd albo wyruszymy w głąb Holandii, albo po prostu połazimy po poczekalni w trakcie naszego kilkugodzinnego postoju (później zdam relację z tego, co zostało wybrane), a następnie będziemy kontunuować podróż do Budapesztu, Węgry. Pytacie się, dlaczego jedziemy do Budapesztu? Achh... powiem wam. To dlatego, że jedziemy na plan filmowy “Hellboy'a 2”, jak sądzę. Widzicie, mój najdroższy tata przyjaźni się z reżyserem (nie jestem pewna jak pisze się jego bardzo długie Meksykańskie nazwisko), a następnie, z tego co wiem, lecimy do Europy jedynie tydzień po tym jak wydostanę się ze szkoły na wakacje! Zwariowana gadka! Tak więc jak powiedziałam, usłyszycie o wszystkich (lub co najmniej o większości) nowości z Budapesztu od waszej oddanej. Życzę wspaniałego dnia . ☺

AKTUALIZACJA: Teraz, będąc w hotelu, mam dostęp do Internetu i mogę zdać raport, że mój tata i ja siedzieliśmy w poczekalni KLM na Amsterdamskim lotnisku przez około trzy godziny.



























Właśnie zjedliśmy kolację w dobrej restauracji sushi, ale nie byłam zbyt głodna, więc nie zjadłam za dużo... mimo to teraz jestem całkowicie napełniona. Och, i jestem niesamowicie zmęczona, ponieważ nie spałam w samolocie i z tego powodu przez ostatnie 29 godzin spałam tylko 40 min. w poczekalni (spójrzcie na zdjęcie powyżej, na którym mam na sobie skórzaną kurtkę taty, bo było tam chłodno), 60 min. w samolocie z Amsterdamu do Budapesztu oraz 3 godziny w pokoju hotelowm zanim tata obudził mnie, by pójść na krótki spacer przed hotelem. Okey, więc może AŻ TAK nie brakuje mi snu, ale wciąż jestem dosyć śpiąca. Przepraszam, że niewiele dzieje się w tym wpisie, ale jutro będzie lepiej. Obiecuję.

100 000 tumpty tumpties

Neil napisał we wtorek 19 czerwca 2007 o 2:18

Wiecie, najlepsze w psie - oprócz samego psa oczywiście - są spacery. Gdzieś tam są całe światy o istnieniu których nie miałem pojęcia dopóki nie zacząłem tamtędy spacerować.

Dziś spacerowaliśmy pod niebem na którym były miliony, biliony, tryliony gwiazd oraz idealny rogalik księżyca i obserwowaliśmy konstelacje świetlików migających zielono i magicznie wśród drzew i żywopłotów, jak miniaturowy magiczny pejzaż miasta. Inne świetliki wzlatywały w górę i opadały łukiem na niebie, jak spadające gwiazdy.

Kiedy szliśmy śpiewałem piosenkę Stephina Merritta "100, 000 fireflies" a przynajmniej wszystko co z niej pamiętałem. Psom nie przeszkadza, jeśli zapominasz fragmenty, a świetliki są zbyt zajęte miganiem, fruwaniem, świeceniem i marzeniem żeby zwrócić uwagę.

wtorek, 19 czerwca 2007

Laureaci Locusa

Ogłoszono tegorocznych laureatów nagrodu Locusa na http://www.locusmag.com/2007/06_LocusWinners.html

Nieatety, nie było mnie na ceremonii. (myślałem, że nie będzie mnie tam, ponieważ zamierzałem być w Budapeszcie, ale okazało się, że nie jadę tam przed wtorkiem)
Laureaci Nagrody Locus

Laureaci tegorocznych nagród Locusa, wybranych przez czytelników Locus Magazine w corocznej ankiecie Locusa zostali ogłoszeni w hotelu Courtyard Marriott w Seattle.

Najlepsza powieść Science-Fiction

Rainbows End, Vernor Vinge (Tor)

Najlepsza Powieść Fantasy

The Privilege of the Sword, Ellen Kushner (Bantam Spectra)

Najlepszy Debiut

Temeraire: His Majesty's Dragon/Throne of Jade/Black Powder, Naomi Novik (Del Rey; Voyager); as Temeraire: In the Service of the King (SFBC)

Najlepsza Powieść dla Młodzieży

Wintersmith, Terry Pratchett (Doubleday UK; HarperTempest)

Najlepsza Nowela

"Missile Gap", Charles Stross (One Million A.D.)

Najlepsza Nowelka

"When Sysadmins Ruled the Earth", Cory Doctorow (Baen's Universe 8/06)

Najlepsze Opowiadanie

"How to Talk to Girls at Parties", Neil Gaiman (Fragile Things)

Najlepsze Czasopismo

The Magazine of Fantasy and Science Fiction

Najlepsze Wydawnictwo
Tor

Najlepsza Antologia

The Year's Best Science Fiction: Twenty-Third Annual Collection, Gardner Dozois, ed. (St. Martin's)

Najlepszy Zbiór Opowiadań

Rzeczy Ulotne, Neil Gaiman (Morrow; Headline Review)

Najlepszy Wydawca


Ellen Datlow

Najlepszy Artysta

John Picacio

Najlepsza Nie-Fikcja

James Tiptree, Jr.: The Double Life of Alice B. Sheldon, Julie Phillips (St. Martin's)

Najlepszy Art-book

Cathy & Arnie Fenner, eds. Spectrum 13: The Best in Contemporary Fantastic Art (Underwood)


Powiedzieli mi, że wygrałem nagrodę za "Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach" i napisałem mowę dziękczynną, którę powierzyłem do przeczytania Gene Wolfe. Ale o tym, że wygrałem też za Fragile Things powiedzieli mi w ostatniej chwili.

Dlatego mowę napisałem w pośpiechu, a oto co tam było (co również mam nadzieję zostało przeczytane przez Gene Wolfe):


"Jestem zaszczycony i zaskoczony otrzymaniem tej nagrody.


Zbiory opowiadań były dla mnie zawsze sednem sprawy, kiedy byłem małym chłopcem i dowiadywałem się, co ma do zaoferowania fantasy. Odkryłem Bradbury'ego i Lafferty'ego i Tiptree, Ellison i Delany i Wolfe (proszę, upewnij się, że mówię o Gene Wolfe, a nie powiedzmy Bernardzie czy Virginii). Williama Tenna i Henry'ego Kuttnera i Ursule Le Guin. John Collier. Roger Zelazny. Brian Aldiss. Theodore Sturgeon. Mógłbym wymieniać w nieskończoność.

To były książki, które dawały mi szczęście, stworzone z opowieści.

Jeśli nie ci, którzy pokazali mi jak super jest pisać takie rzeczy nie robiłbym tego teraz. Chciałbym im podziękować. Większość tego co zrobiłem dobrze pisząc te opowiadania ukradłem od nich.

No i Jennifer Brehl wydała moją książkę i zrobiła jej taką śliczną okładkę. Dlatego jej również dziękuję."

poniedziałek, 18 czerwca 2007

Dlaczego jestem kiepskim prorokiem


Kontynuując wątek z poprzedniej dotki, poszukiwałem linka i znalazłem post sprzed pięciu lat na tym blogu. Przeczytanie tego ponownie wywołało u mnie uśmiech, było to na tyle miłe, że postanowiłem wrzucić tutaj kilka kawałków. Wszystkie moje przewidywania nie sprawdziły się w interesujący sposób.

Nienazwany projekt Zemeckisa o którym wspominam to Fermata; nienazwane coś Dave McKeana musi być wtedy jeszcze nie napisaną Mirror Mask.)

Ostatniej nocy dostałem mailem drugi szkic scenariusza do Koraliny autorstwa Henry'ego ("One night before christmas") Selick'a. Pierwszy szkic był niewolniczo wierny książce -- nawet zbyt wierny. Ten szkic był mniej ścisły i wierny duchowi książki -- dodał postać, pozmieniał kilka rzeczy w pierwszym akcie, ale zmiany to taki rodzaj zmian, które muszą zostać wprowadzone, kiedy przekłada się książkę na film, a głównie postaci -- Koralina, jej rodzice, kot, druga Mama -- i historia są wciąż takie same. Bardzo dziwne uczucie i dużo przyjemności. Najwidoczniej bardzo dobrze odebrano to w studio.

To dziwne -- jest tyle filmowych projektów opartych na moich książkach i historiach, że a) tracę orgientację i b) zakładam dla świętego spokoju, że żaden z nich się nie uda. Ale myślę, że docieramy do tego miejsca, gdzie prawdopodobieństwo wzrasta do poziomu zugerującego że coś się stanie.


Naprawdę potrzeba nam jakiejś rozpiski z Koraliną, Dobrym Omenem, Morderstwami i Tajemnicami, Gwizezdnym Pyłem, Księgami Magii, Nigdziebądź, Śmiercią, i (poszukując naprawdę daleko) Sandmanem, oraz wszystkim o czym zapomniałem, albo celowo nie wspominam (jak projekt Roberta Zemeckisa, albo film Dave'a McKeana), nie wspominając różnych dziwnych projektów przy których współpracowałem przez lata, jak Beowulf, albo Interworld, które myślałem, że zostały całkowicie pogrzebane, kiedy nagle wstają, otrzepują się w grobach, ocierają oczy i proszą o filiżankę kawy. Myślę, że Dobry Omen będzie pierwszy, ale outsider jak Księgi Magii albo Morderstwa i tajemnice mogą go wyprzedzić na poczcie...


To dowodzi, że bardzo źle idzie mi przepowiadanie przyszłości. A w pięć lat później Koralina Henry'ego jest w stadium produkcji. (jeśli przeczytacie ten bardzo techniczny wpis dowiecie się kilku rzeczy, które nie zostały szerzej ogłoszone.) Mirro Mast Dave McKeana było pierwszym filmem, który ujrzał światło dzienne. Gwiezdny Pył będzie drugi, w sierpniu w stanasz i Beowulf (który wtedy uznałem za pogrzebany) będzie trzecim, w listopadzie.

Koralina będzie czwarta, około Halloween 2008.

Księgi Magii są obecnie zawieszoną animacją -- tak jak, mam wrażenie, Dobry omen, jeśli nikt nie chce dać na to Terry'emu Gilliamowi 70 milionów dolarów. Nigdziebądź, po latach bycia martwym projektem ostatnio został odgrzebany i czołga się entuzjastycznie po wiosce przerażając mieszkańców, właśnie poproszono mnie, żebym ponownie napisał szkic scenariusza który przygotowywałem na początku 2000 roku. No i oczywiście jest jeszcze Śmierć.


...

Nawet jeśli to pytanie nawiązuje do mojej "pracy domowej" (dokładniej, tezy mojej pracy magisterskiej), nie proszę cię, żebyś zrobił ją za mnie :) Głównie chciałem zapytać czy, toim zdaniem (głównie, żeby zacytować kogoś oprócz Ursuli K. Le Guin komentującą temat, chociaż sama w sobie jest wspaniała) czy zayważyłeś różnicę w odbiorze gatunku Fantasy w Wielkiej Brytanii i Ameryce. Le Guin myśli, że jest taka różnica (lub była; ten esej napisała w latach siedemdziesiątych), ale dzielisz swój czas między Amerykę i Królestwo na tyle, że wywnioskowałem że masz pojęcie o tej różnicy -- jeśli taka jest. Dziękuję z góry! Shiloh C.

Nie jestem pewien, do którego eseju się odnosisz i nie jestem całkiem pewien, o co pytasz. Czy chodzi o różnice w odbiorze fantasy przez krytyków którzy piszą o niej w Stanach i Królestwie, czy fanów, czy wykształconych czytelników? Może, ale naprawdę nie widzę ogromnych różnic między nimi -- podejrzewam, że wywietrzały przez ostatnie 30 lat. Nie wiem, czy robiłaś jakieś ankiety wśród amerykanów i znalazłaś ich ulubione książki, dostaniesz tyle fantasy jak wtedy, gdy BBC zrobili to z brytyjczykami (http://www.bbc.co.uk/arts/bigread/top100.shtml) (naliczyłem 37 tytułów. Twoje liczby mogą być inne) ale możesz.

Cześć Neil; nabyłem kolekcję dźwiękową z itunes jakiś czas temu. Mój syn wprost uwielbia tego słuchać. Wilki w Ścianach są jego ulubione. Wywiad który przeprowadziła z tobą Maddy był naprawdę uroczy. Zastanawiałem się, czy planujesz wydać więcej dźwiękowych wersji książek, dla dzieci jak i powieści? Całkowicie zgadzam się z twoją opinią, że jest coś wyjątkowego w pisarzu czytającym swoje własne dzieła. Trzymaj się i powodzenia ~william

Jak najbardziej. Właściwie dzisiaj dostałem płyty z M jak Magia (czytane przeze mnie) i Interworld (czytane przez Christophera Evana Welcha którego słucham kiedy to piszę. Świetna robota) Później tego roku ukaże się nowa wersja Nigdziebądź.

Oto kilka fragmentów Interworld. To ścieżka 1 (tytuł i prawa autorskie), 2 3 i 4 fragmenty audio CD w formacie mp3. To kilka pierwszych rozdziałów...
1-01%20Track%2001.mp3
1-02%20Track%2002.mp3
1-03%20Track%2003%204.mp3
1-04%20Track%2004%205.mp3

niedziela, 17 czerwca 2007

Gwiezdny pył już w sprzedaży!

Z przyjemnością możemy poinformować, że polska wersja Gwiezdnego Pyłu do słuchania jest już w sprzedaży! Więcej informacji o książce możecie znaleźć na stronie wydawnictwa auditus. Życzymy miłego słuchania i mamy nadzieję, że doczekamy się także polskich audiobooków innych książek Neila.

Wieści i rozmyślania

Neil napisał w sobotę 16 czerwca 2007 o 13:51

Rzeczy - w szczególności te związane z filmami - gdy już się zdarzają, dzieją się w osobliwy sposób, ale nigdy tak, jakbyś tego oczekiwał.

Na przykład: w 1996 Michael Reaves pracował robiąc animowane seriale dla Dreamworks Animation. Zaczął rozmawiać ze mna o czymś co mogło stać się animowaną historią. Zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na to, co chcielibyśmy w takiej animacji zobaczyć i dlaczego, co z kolei przerodziło się w opowieść o chłopcu, który znalazłszy się w samym środku wojny pomiędzy dwiema równie potężnymi siłami dołącza do superdrużyny złożonej z pochodzących z alternatywnych rzeczywistości wersji siebie samego aby utrzymać kosmiczną równowagę.

Nazwaliśmy to "Interworld" [świat wewnętrzny, międzyświat] (to jedna z tych nazw, których nie sposób sobie wybić z głowy)

Podrzucaliśmy to producentom, z początku w Dreamworks, potem gdzie indziej i obserwowaliśmy jak robią się coraz bardziej zmieszani i zrzędliwi.

Gdzieś w okolicy zimy 1998 czy 1999 roku Michel pojawił się u mnie i spisaliśmy to jako powieść starając się zachować styl literatury młodzieżowej Heinleina, bo nasza obróbka sprawiała, że ludzie się gubili, a byliśmy pewni, że zrozumieliby gdyby przeczytali powieść.

A potem odkryliśmy, że również powieść jest dla nich zagmatwana, westchnęliśmy, odłożyliśmy ją na bok i każdy wrócił do swojego życia.

W zeszłym roku Michael przypomniał mi o książce, wyciągnęliśmy ją, odkurzyliśmy, wysłaliśmy do wydawców i ucieszyło nas, że Harper Childrens chce ją wydać. Zamówili do niej piękną okładkę u Jamesa Jeana.

Pierwsze recenzje były pardzo pozytywne. Ludzie z filmu i telewizji zaczęli kontaktować się z moim agentem w tej sprawie. I teraz, po dziesięciu latach, jestem zachwycony i nieco speszony donosząc, że Dreamworks Animation własnie rozważa zrobienie z tego filmu...

Wiecie co, tu gdzieś jest morał, ale nie mam pojęcia jaki.

Przyjdź i zatańcz Makabrej

Parę spraw...

Lucy Anne dała znać, że na stronie New Victory umiszczono krótki filmik promujący “Wilki w ścianach”. Wrzuciłem go na YouTube, podejrzewając, że ludzie z New Victory nie będą mieć nic przeciwko, szczególnie jeśli skłoni to część z was oglądających go do zamówienia biletów, które będą w sprzedaży w sierpniu... (http://www.newvictory.org/show.m?showID=1028522)

[Jeśli wasz kanał w tym miejcu przerywa, kliknijcie, by zobaczyć oryginalny post. Jest tam dużo ciekawych rzeczy.]



Obawiam się, że YouTube trochę go powiększył.

Kiedy dowiedziałem się, że Melvin McCosh umarł i dostał ładny nekrolog wraz ze zdjęciem w Star Tribune, poczułem się zarówno zasmucony, jak i zadowolony, że został właściwie pożegnany. Uwielbiałem chodzić do domu książek McCosha (jego motto: Potrzebujesz Ich Bardziej Niż Ja), tak długo jak i dom, i on, istnieli. Kupiłem tam książkę, którą lubię najbardziej na całym świecie (to wielka, 150-letnia i 500-stronicowa, pusta księga rachunkowa oprawiona w skórę. Albo napiszę w niej powieść, albo aż do śmierci będę chciał ją w niej napisać. Obie opcje mnie zadowalają.) Nekrolog zanajduje się na http://www.startribune.com/west/story/1221731.html możliwe, że trzeba się zalogować, by go przeczytać.

Wiele lat temu umieściłem postać opartą na Melvinie McCoshu w telewizyjnym serialu SF, który nigdy nie powstał (nazywał się Back of Beyond), ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałem nikogo, kto byłby tak wyraźnie powieściowy w prawdziwym życiu. A moja miłość do poezji Johna Wilmota, hrabiego Rochester wywodzi się właśnie z kupowania książek u McCosha, kiedy to pewnego razu spojrzał na stos książek, które zamierzałem kupić, poszedł na tyły sklepu, po czym położył tomik poezji Rochestera na wierzchu moich książek. “Jeśli podoba ci się to wszystko, spodoba ci się też to”, powiedział.

Hey Neil,

W ten weekend zabrałem się za “Amerykańskich bogów” i naprawdę dobrze się przy nich bawiłem. Jednak dręczy mnie jedna rzecz- przepis na chilli, który opisujesz w drugim rozdziale. Brzmiał smacznie, więc naprawdę chciałbym go wypróbować. Czy to Twój osobisty przepis, którego używasz? Jeśli tak, może zechcesz się nim podzielić?

Dzięki,
WDW

Była to moja odmiana Chilli Srebrnego Podniebienia Dla Tłumu (którego właśnie szukałem i znalazłem na http://www.epicurious.com/recipes/recipe_collections/simply_delicious/recipe_arch/06_01_29_R#r_1. Nigdy nie fatygowałem się, by dodawać oliwki lub kiełbasę, a poza tym wszystko było sprowadzone do “dopasuj ilości do smaku”, co swoją drogą jest najlepszym sposobem na dobre chilli. Wciąż uważam, że koperek nie powinien pasować się do chilli, ale jednak nadaje się, i to wspaniale.

Neil,

Dziś są szóste urodziny World's End Message Board, więc tylko chciałam Ci podziękować, że zapewniłeś miejsce do spotkania tym wszystkim wspaniałym ludziom.

Dziękuję :)


amy/aitapata

Co jest jednym z tych nieoczekiwanych efektów ubocznych albo czymś w tym rodzaju. Ledwie się obrócisz, a już powstaje cała społeczność, a ja wciąż zapominam, że istnieją do momentu, gdy pojawiają się na podpisywanich dzierżąc czerwone balony i napoje alkoholowe oraz czekoladę i inne takie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin... (do wszystkich nie czytających tego poprzez stronę neilgaiman.com- można ich znaleźć na http://neilgaimanboard.com/eve/forums

Jedno krótkie pytanie... czy wiesz, że istnieje książka, napisana przez niejaką Miss Laurell K. Hamilton (fantasy i napisana w stylu raczej odmiennym od twojego), która nazywa się DANSE MACABRE?

(Nie jest jedną z moich ulubionych przez nią napisanych, przyznaję, ale przypomniałem sobie tytuł i zastanawiałem się, jakim cudem obydwoje do niego doszliście... muszę przetestować swój francuski i sprawdzić, czy to jakieś powiedzenie albo...)

BB

Istnieje wiele, wiele, rzeczy nazwanych Danse Macabre. Począwszy od wspaniałej książki Stephena Kinga o horrorze z gatunku literatury faktu, nie wpominając bardzo wspaniałego utworu Saint-Saëns. Odnosi się to do tańca umarłych lub ewentualnie umarłych z żyjącymi, by przypomnieć ludziom, że są śmiertelni. Pochodzi z XIVw., do czasów zarazy. Wiele interesujących informacji znajdziesz w tym artykule Wikipedii. Czy wiesz, że nasze słowo Macabre (makabra) pochodzi od tańca i było odniesieniem do Ksiąg Machabejskich? To prawda. I pierwotnie było wymawiane makabrej (więcej szczegółów na http://thomondgate.net/doc/companion/Companion.htm#dance).

Bogaci i biedni tańczą tak samo, powiedział poeta John Lydgate w Tańcu Śmierci, i to zlepiło mi się w głowie ze słowami Shelley “Spotkałem morderstwo na drodze swej...” i zamiast pomyśleć “Nosił maskę niczym Castlereagh”, pomyślałem “Spotkałem morderstwo na drodze swej, przyjdź i zatańcz macabrey...” i nagle w mojej głowie powstała historia, której jeszcze przed chwilą tam nie było.

Za dużo informacji, które nie będą miały większego sensu póki nie przeczyta się końca historii, ale prawdopodobnie jest wśród was paru miłośników słów, którym spodoba się to tak bardzo jak i mi.

Hey Neil,

To właściwie bardziej bezwstydna reklama niż pytanie. Przeprowadziłem dziś wywiad z Barron Storey dla mojego programu radiowego Inkstuds. Program zajmuje się przeprowadzaniem wywiadów twórców alternatywnych i podziemia. Pomyślałem, że Twoi fani byliby nimi zainteresowani. Mówimy trochę o 15 portretach Rozpaczy.

Tutaj jest bezpośredni link: http://www.inkstuds.com/?p=173

Cześć!

robin
Oczywiście. (I jeśli nie wiecie, jak wyglądają dzieła Barrona Storey możecie znaleźć parę na http://www.geocities.com/negsleep/main/links/barron/barron.html).

Nadal testuję

Neil napisał w piątek 15 czerwca 2007 o 19:04

Nadal próbuję z Safari dla Windowsa, bo lubie się bawić. Tym razem ekran ładowania zdjęć pojawił się już po 3 minutach (dokładnie wtedy, gdy sie poddałem)

Oto mój tatuaż. Jeden z tych niewielu, które zaprojektowałem i zgodnie z krótkim zaleceniem Cat miał być w stylu Delirium. Cat ma też wianuszek niezapominajek wytatuowany wokół nadgarstka oraz jedno z najcudowniejszych dzieci pod slońcem.



A to znalazło się tutaj, bo wszystkim, którzy mnie znają sprawiło ogromnie wiele radości - zdjęcie połowy szkoły z czasów, gdy miałem 7 lat. Nietrudno mnie rozpoznać. Szukajcie trochę przerażającego dzieciaka z wielkimi uszami...

Musicie na nie kliknąć, żeby powiększuć. Chyba że używacie Safari, wtedy cokolwiek spróbujecie zrobić: otworzyc w nowym oknie czy zakładce - on ściągnie obrazek na dysk i otworzy pusta stronę. (Teraz naprawione. Wygląda na to, że Safari nie zapisuje automatycznie plików z rozszerzeniem jpg)

sobota, 16 czerwca 2007

Testowanie Safari dla Windowsa

Neil napisał w piątek 15 czerwca o 14:00


Piszę to w Safari, wersja dla Windowsa. Do tej pory wydaje się szybka i przyjazna, podobna do wersji dla Maca (której prawdę mówiąc rzadko używam, wolę Camino) choć lepiej współpracuje z Bloggerem.

Niech tylko wypróbuję parę rzeczy.


Cześć Neil,
Skoro zawsze wiesz, co w trawie piszczy to na pewno słyszałeś o bankructwie dystrubutora McSweeney's, ich aukcji i wyprzedaży książek prowadzonej żeby się za wszelką cenę uratować.

Kiedy tylko znalazłem taką wiadomość w swojej skrzynce - wyruszyłem na książkowe zakupy, żeby pokazać swoje poparcie i oczywiście uzupełnić ukochaną kolekcję. Mógłbyś wspomnieć o całej sprawie?

:) Twój pokorny "Wymieniłem tatę na dwie złote rybki" przyjaciel, niki

Oczywiście. Po pierwsze, wszyscy zainteresowani powinni poczytać http://www.mcsweeneys.net/2007/6/12agoodtime.html. Tam jest napisane co dzieje się wMcSweeney's.
Następnie odwiedzić sklep McSweeney's -- http://store.mcsweeneys.net/
A jeśli nie wiecie co kupić, możecie zdecydowac się na jedną z tych po 5 dolarów (zadziwiająco tanie! zadziwiająco cudowne!)
A za cenę nowej książki w miękkiej oprawie, możecie mieć własny egzemplarz "The Riddle of the Traveling Skull", ["Zagadka wędrującej czaszki"] arcydzieło stylu Harry'ego Stephena Keelera.

Zastanawiam się co złego stało się z czcionkami (NB - tu nie dawało się nic przeczytać, linijki wychodziły poza krawędź strony, więc musiałem włączyć Bloggera w Explorerze i to naprawić) (A potem wrócić i raz jeszcze poprawić, bo formatowanie w Safari było naprawdę dziwaczne... )

Powinienem zamieścić jakieś zdjęcie, prawda? (patrzy na pulpit żeby sprawdzić co tam jest i czy nadaje się do opublikowania)

Cóż, próbowałem zamieścić zdjęcie Delirycznego tatuażu, który narysowałem kilka lat temu dla pani imieniem Cat (nie mojej asystentki, dla innej Cat) bo siedzi na moim pulpicie i już od dawna miałem je wrzucić. Ale nie pokazało sie okno do ładowania zdjęć, nie stało sie nic, tylko czcionki zrobiły się jeszcze dziwniejsze. Nie mam zdania czy jest to wina Bloggera czy Safari, ale w tym poście nie będzie zdjęcia.

Hmm.


(NB: dodam, że piętnaście minut po napisaniu tego posta wyskoczyło okno "załaduj obrazek.)

Machając...

Już prawie- prawie, tak, że mogę to niemal poczuć- skończyłem opowiadanie “Danse Macabre”, co oznacza, że napisałem już ponad połowę “Księgi cmentarnej”. Teraz zaczyna się prawdziwa akcja...

Na pewno wielu już o to pytało, ale jaką książkę czytasz na zdjęciu, na którym siedzisz pod drzewem?
Andrea, Satanistyczna Diwa Ice Cube


Siedzę pod drzewem czytając niesamowity zbiór esejów Sue Hubbell “Shrinking the Cat” (“Zmniejszanie kota”). (Tu znajduje się recenzja, którą znalazłem. Książka jest lepsza niż recenzja.)...

Wiele, wiele osób przysłało e-maile, w których piszą o tym nowym czymś zwanym Firefoxem i dlaczego powinienem go używać zamiast Explorera. Prawdę mówiąc, używam Firefoxa odkąd był Firebirdem i radośnie go zachwalam. Jednak czasami używam Explorera. Trochę łatwiej jest blogować w Explorerze- Firefox nie obsługuje niektórych wodotrysków Boggera, jeśli ma się otwarte więcej niż jedno konto Gmail w tym samym czasie, to i tak potrzeba dwóch różnych przeglądarek oraz (co szczególnie powstrzymało mnie od ograniczenia się jedynie do Firefoxa, przynajmniej na laptopach) Firefox jest czasami nadmiernie eksploatuje system. Zauważam, że komputer zwolnił, sprawdzam użycie procesora i okazuje się, że to wina Firefoxa. Zwykłem po prostu unicestwiać Firefoxa Ctrl-Alt-Deletem, a później otwierać go ponownie session saverem, ale w końcu zacząłem się martwić, że robię coś złego. Przeszukałem pomoc do Firefoxa i dowiedziałem się, że jeśli nadmiernie eksploatuje system, sugeruje się unicestwić go ctrl-alt-deletem.

Wciąz bezwstydnie używam obydwu...

...

Ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się z
http://news.bbc.co.uk/1/hi/scotland/6741697.stm ,
że “Wilki w ścianach” będą wystawiane w Los Angeles oraz w Nowym Jorku i doznałem rozczarowania, gdy dowiedziałem się, że jednak nie- jak twierdzi The Stage, Wilki pojadą do New Victory- szczegóły pokazów w Nowym Jorku są na http://www.newvictory.org/show.m?showID=1028522.

Chciałem umieścić parę linków z Dnia, Który Spędziłem Udzielając Wywiadów o “Gwiezdnym Pyle”, ale Lucy Anne ma je wszystkie na http://del.icio.us/thedreaming – mimo to, na Ain't it Cool znajduje się jeden długi i zabawny http://www.aintitcool.com/node/33002

poniedziałek, 11 czerwca 2007

Dwa zdjęcia

Ciągle zamierzam zamknąć jakieś okna i okazuje się, że Explorer zawieszając się sam to zrobił. I wtedy zostają tytlko te, którymi tylko ja się interesuję ( symfoniczna wersja Metal Machine Music Lou Reeda ktokolwiek? Albo Lou Reed w wywiadzie o Tai Chi dla magazynu Yoga ?)

Dokument o H.P. Lovecrafcie będzie dostępny na Radio 3 za tydzień od dziś -- http://www.bbc.co.uk/radio3/sundayfeature/pip/96knh/

No i tutaj są dwa zdjęcia które zrobiła Holly kilka tygodni temu na zakończeniu studiów Mike'a. Jedno przedstawia mnie, zaczytanego, drugie mnie i Maddy (ale wygląda raczej jakby wyrosła mi, zdecydowanie ładniejsza, druga głowa)...

Jeszcze jedna szybka notka...

Neil napisał w sobotę, 9 czerwca 2007


Większość dzisiejszych maili traktowała o soku pomidorowym i o tym jak to powinienem wytaplać w nim psa. Oto dwa powody, dlaczego tego nie zrobiłem:

1)Nie chciałem mieć różowawego psa, oraz co istotniejsze,

2)Obejrzałem odcinek Mythbusters w którym próbowali żnych sposobów pozbycia się zapachu skunksa włączając sok pomidorowy i piwo i płyn do usuwania zapchu skunksa... doszli do tego, że najskuteczniejszym środkiem na tiol jest mieszanina nadtlenku wodoru, sody oczyszczonej i mydła w płynie. Dlatego wczoraj wieczorem wyszukałem, w towarzystwie nieprzyjemnie woniejącego psa, stronę wynalazcy tego cudownego środka i przeczytałem o niej...http://home.earthlink.net/~skunkremedy/home/sk00001.htm. Potem wprowadziłem teorię w czyn. (Brzmi bardzo prosto w takich słowach. Brzmi, jakby pies współpracował. Hah. Pod koniec na podłodze łazienki było pół cala wody...) Zadziałało. Pszczołu były dziś rano w okropnym humorze, co prawdopodobnie również wiąże się ze skunksem. Najwidoczniej skunsky robią co mogą, żeby wkurzyć pszczoły, żeby wyleciały z ula i szukały kłopotów... po czym skunksy zjadają je jak orzeszki.

Hej Neil -- nie byłem pewien, czy słyszałeś już wieści, ale włamano się do samochodu McCloudów kiedy byli w trasie. Szczęśliwie niewiele zginęło; nieszczęśliwie, to co jednak zginęło to było rozległe oprogramowanie i książka na DVD Sky'a warte tysiące dolarów. Sky poszukuje datków w postaci egzemplarzy tego co zginęło -- możesz przekazać ludziom, jeśli znają kogoś kto może pomóc? lista znaleźć można na http://tinyurl.com/2mtu2t a adres pocztowy to: Sky McCloud P.O. Box 115 Newbury Park CA, 91319
dzięki,
Shawn


Z przyjemnością o tym napisałem. Wyślijcie Skyowi czego potrzebuje. [dodaję to co napisał do mnie Tom Galloway: Czy mogę prosić cię, żebyś dodał coś jeszcze do kawałka o płytach Sky'a McClouda? Mianowicie
1)przeczytaj komentarze Sky'a o tym, o które DVD już się nie musi martwić,
2) jeśli ktoś się zdecyduje zadbać o jakieś, niech napisze że ma zamiar i o które z nich chodzi jako komentarz do postu
3) i tylko jako dodatek, sprawdziłem ze Scottem i zadbają o szerokoekranowe wersje filmów na DVD kiedy tylko to będzie możliwe. Nie widzę żadnego powodu, żeby masowo dublować DVD. Ja na przykład już załatwiłem z McCloudami że dostarczę im Arrested Development Buffy i nie chciałbym, żeby ludzie przynosili je bez potrzeby.
dzięki, tyg]

Bez wątpienia szczęśliwie! To po prostu coś, co pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć. Sherman Alexie wspomina o tobie w wywiadzie na powells.com, http://www.powells.com/interviews/shermanalexie.html w którym wspomina jak cieszył się, że spotkał kogoś kogo zna w Sydney. Bardzo podobał mi się opis was dwóch rozpoznających się nawzajem. dzięki za wszystkie informacje o Gwiezdnym Pyle. Nie mogę się doczekać aż zobaczę film w wakacje. Gratuluję nowego psa. Jest świetny i wygląda na szczęśliwego, właśnie tak, jak powinien wyglądać pies.

To takie prawdziwe, było właśnie tak jak powiedział. Jest niesamowitym pisarzem. Bardzo podobała mi się jego nowa powieść YA, The Absolutely True Diary of a Part Time Indian (Autentyczny Pamiętnik Indianina na Pół Etatu), a na http://www.ellenforney.com/blog/2007/05/25/absolutely-true/ możecie obejrzeć okładkę i dowiedzieć się o książce czegoś z perspektywy rysownika...

...

obrobiona wersja mojego wstępu do "H. G. Wells The Country of the Blind" jest do przeczytania na http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/books/article1900709.ece

sobota, 9 czerwca 2007

woń i wrażliwość

Neil napisał w sobotę 9 maja 2007 o 3:18

Minęła trzecia w nocy, a mój pies został właśnie opryskany przez skunksa.

To jest pies, który nie lubi kąpieli nawet w najbardziej dogodnej chwili, a trzecia w nocy nie jest najlepszą chwilą.

Oto link do Moth:
http://www.pen.org/viewmedia.php/prmMID/1340/prmID/1412. Ja jestem ostatni. Wszystkie historie są zabawne i interesujące, nie zostały zapisane, ani wyuczone na pamięć, tylko opowiedziane publiczności. A jeżeli macie zamiar wysłuchać tylko jednej, powinniście wybrać tę Edgara.

Teraz ide wykąpać psa z pomocą wody utlenionej, sody kuchennej i mydła...

Módlcie sie za mnie.

piątek, 8 czerwca 2007

Dziwactwo

Mam zamiar napisać tutaj moją własną radosną recenzję "Gwiezdnego pyłu"- lub przynajmniej moją pełną zachwytu reakcję na zobaczenie niemal ukończonej wersji- ale obecnie pomyślałem, że umieszczę link do wyjątkowo zagadkowych spotów telewizyjnych "Gwiezdnego pyłu". Możecie je obejrzeć na http://www.stardustmovie.com - kliknijcie video. To znaczy, rozumiem, że Charlie Cox nie jest znany, ale on jest bohaterem i osobą o której jest cały ten film oraz jest osobą, która jest na ekranie przez cały czas. Można by pomyśleć, że gdzieś tam się pojawi... jeden ze spotów jakimś cudem daje wrażenie, że ten film opowiada romans między Claire Danes i Robertem DeNiro, co jest po prostu błędne pod naprawdę wieloma względami.

Hej, ho. (Potrząsa głową i jest zadowolony, że nie pracuje w marketingu filmowym)


Właśnie spędziłem parę godzin robiąc internetowe wywiady na temat "Gwiezdnego pyłu" . Teraz zabieram córki na zakupy, by zaopatrzyć się w jedzenie, ponieważ syreny ostrzegające przed tornadem ucichły i przez następne parę godzin nie powinno być burzy.

środa, 6 czerwca 2007

Nadrabianie

No więc jestem w domu i piszę tą notkę siedząc w łóżku, zanim rozpocznie się dzień, a telefon zacznie dzwonić. Przewiduję, że w tym tygodniu przemęczenie podróżami będzie naprawdę nie byle jakie, podobnie jak to było ostatnio po jednym z tych moich wypadów w stylu “wyskok za Atlantyk na parę dni”.

Zobaczmy...

Pokaz dla 50 osób, który odbył się w niedzielę w nocy był niesamowicie stresujący (to nie byli ludzie wybrani ze względu na swoje dyplomatyczne umiejętności- gdyby im się nie podobało, wiedziałbym o tym) , bo w końcu był to pierwszy raz, kiedy oglądałem coś naprawdę bliskiego ostatecznej wersji.

W ostatnim poście umieściłem kilka linków do recenzji. Znalazłem jeszcze parę. Na przyklad tutaj wielki włochaty Mitch Benn na swoim blogu na myspace.

W poniedziałek rano zjadłem śniadanie z Michael'em Chabonem, który także był w Hay i przebywał w moim hotelu, a potem nadszedł czas na wywiady od samego rana- głównie dla magazynów o długim czasie publikacji, ale także dla telewizji i radia, z których większość ukaże się w Zjednoczonym Królestwie w październiku razem z filmem. Obiad upłynął na wywiadzie dla Rotten Tomatoes UK i był nagrany w japońskiej restauracji dla podcastu, który zapewne będzie się składał głównie z odgłosów przeżuwania.

Najdziwaczniejszy moment dnia miał miejsce w trakcie wywiadu dla BBC do filmu dokumentalnego BBC4 na temat fantasy. Wywiad przeprowadzany był w krypcie w starym kościele w Paddington . Kiedy samochód się zatrzymał, miałem jedno z tych odczuć deja vu, które zdajrzają się tylko wtedy, gdy naprawdę było się już wcześniej w danym miejscu. Kiedy schodziłem do krypty, przypomniałem sobie. “Kręciliśmu tu !” powiedziałem osobie przeprowadzającej wywiad. “Tutaj mieścił się Black Friar.” Wywiad przeprowadzono w miescu, gdzie Richard Mayhew dostał filiżankę herbaty przed dalszymi ciężkimi przeżyciami.

Potem z powrotem do Soho po jedzenie-w Ten Ten Tai na Brewer Street, mojej ulubionej bezpretensjonalnej restauracji w Londynie, która zarazem znajduje się najbliżej Paramount London. Dlatego też, kiedy skończyłem jeść, poszedłem za róg i schodami w dół i udzieliłem wywiadu Człowiekowi Na Skrzyżowaniach, Paul Gravett oraz odpowiadałem na pytania ludzi, którzy dopiero co zobaczyli “Gwiezdny pył”.

Drogi Neilu,
Miałam to szczęście, by znaleźć się na poniedziałkowym pokazie “Gwiezdnego pyłu” w Londynie, gdzie opowiadałeś także o procesie pisania oryginalnej historii oraz o swoim zaangażowaniu w film.Chciałam Cię zapytać, jakie to uczucie zobaczyć swój oryginalny pomysł przepuszczony przez tak wielu ludzi- począwszy od Ciebie, poprzez (przynajmniej pod pewnym względem) Charlesa Vessa, który ilustrował książkę, a następnie przez Jane Goldman i Matthew Vaughn podczas tworzenia scenariusza filmu. W jaki sposób, jeśli w ogóle, proces ten zmienia Twoje uczucia oraz powiązanie z oryginalnym pomysłem?

Widzisz, naprawdę chciałam być inteligentna i zapytać Cię o to w poniedziałek. Jednak byłam tak podekscytowana obejrzeniem filmu, że mój umysł stał się trochę ogłupiały i nie zadziałał poprawnie. Tak więc zamiast tego zapytałam Cię o psa...

Lou M

Wyraz twarzy Paula Gravetta, gdy zorientował się, że pierwsze pytanie od publiczności brzmiało “Jak się miewa twój pies?” był wspaniały.

W adaptacji zawsze za mało jest oryginalnego pomysłu. Czasmi tworzysz po drodze coś zupełnie nowego. Ale wydaje mi się, że “Gwiezdny pył”, szczególnie w werjsi ilustrowanej, jest bardzo podobny do tego, co pierwotnie zacząłem tworzyć.

Film jest filmem (naprawdę dobrym), który upycha się i ściska i wciska w celu opowiedzenia historii w formie w filmu. Myślę, że udaje mu się to lepiej niż sobie wyobrażałem. Myślę, że lubię kolaborować.

...

W każdym razie, wczoraj razem z Holly polecieliśmy do domu. Mój pies ucieszył się na mój widok. Maddy, Holly, koleżanka Holly Sarah i ja wspólnie obejrzeliśmy pierwszą część podwójnego odcinka Dr Who (jakże mógłby nie spodobać mi się odcinek, którego akcja rozpoczyna się w moje minus czterdzieste siódme urodziny? I zawiera małą dziewczynkę trzymającą czerwony balonik?). Miałem kłótnię (cóż, różnicę opinii) z Holly i Sarah o nieoglądanie kolejnego odcinka bez nas, o do diabła, to jest wspólne, rodzinne oglądanie telewizji, którą to , kiedy teraz o tym myślę, wygrałem tylko dlatego, że nie wiedziały, gdzie podziała się druga połowa DVD. Z tego powodu zobaczymy go dzisiaj. Wspaniała robota, Paul Cornell powinien być z siebie naprawdę dumny. A zarazem niesamowita ulga po ostatnich paru odcinkach.

A potem do łóżka i, jako że mój zegar biologiczny nie działał najlepiej, w sumie niewiele pospałem. Och, no cóż.

Cześć Neil,
BBC Radio 3 powtarza dokument o HP Lovecrafcie, w który włożyłeś swój wkład- niedziela 10 czerwca 20:00 BST

http://www.bbc.co.uk/radio3/sundayfeature/pip/96knh/

Pozdrawiam,
Tom

To szczególnie dobra wiadomość, ponieważ za pierwszym razem go przegapiłem.

W nadchodzącym, sobotnim numerze Timesa (brytyjskim dzienniku, który nazywa się po prostu the Times) zostanie opublikowany artykuł, w którym wypowiadam się na temat opowiadań H. G. Wells'a.

A przy okazji...

Dlaczego Twój głos różni się, gdy rozmawiasz z anonimową osobą przeprowadzającą wywiad na temat Lovecrafta od tego, gdy przemawiasz do widowni w trakcie konwentu o “Rzeczach ulotnych”? Twój głos “Nie mogę tego wam inaczej wytłumaczyć niż mówiąc, że Lovecraft to prawdziwy rock and roll” jest o wiele niższy niż głos “Kupują moje książki, tylko czekając aż zostaną pozwani do sądu”. Czy umyślnie modulujesz głos, by dopasować go do sytuacji, czy gdzieś po drodze coś zjadło Twoją duszę sprawiając, że Twój głos stał sie wyższy z jakiegoś niewyjaśnionego powodu?

To sprawiło, że potrząsnąłem głową z zakłopotaniem. (Czy Twój głos zawsze brzmi tak samo i nie zmienia się w zależności od tego o czym mówisz?)

W ten weekend spotkałem na targach Lynn Hacking z Final Draft, który opowiedział mi bardzo zabawną historyjkę o wplątaniu się w sprzeczkę między Tobą a Rogerem Avery. Tak więc muszę zapytać: jedna czy dwie spacje po kropce?

W scenariuszu, nad którym pracowałem razem z Rogerem, można od razu rozróżnić kto co napisał, ponieważ ja zawsze umieszczam jedną spację po kropce, a on dwie. Powodem, dla którego można to zauważyć jest to, że w końcu Roger zrezygnował z przeglądania wszystkiego, co napisałem i wstawiania dodatkowej przerwy, godząc się z faktem, że to przegrana sprawa....

...

Przyjaciele Amacker (oraz ci, którzy się niepokoją) mogą śledzić jej postępy zdrowotne,
onieważ umieścili ją z powrotem na http://bullwinkle.org/amacker . Jest to blog prowadzony przez jej brata.

...

Czuję się winny, że nie wspomniałem o tym wcześniej, ponieważ parę z tych wydarzeń już się odbyło, ale wejdźcie na http://www.wkrac.org/stardust/stardust.html , i poszukajcie informacji na temat wystawy dzieł Charlesa Vess Stardusty w William King Regional Arts Center “służącemu dalekiej południowo-wschodniej Vigrinii i północno-wschodniej Tennessee”. Mają tam niesamowite oryginalne dzieła Charlesa Vess, razem z książkami, do których ręcznie wpisałem opowiadanie oraz wieloma innymi fajnymi rzeczami.

wtorek, 5 czerwca 2007

Polski audiobook "Gwiezdny pył" już niedługo w sprzedaży!

Wszystkim fanom Gaimana mam przyjemność przekazać radosną nowinę - dźwiękowa wersja "Gwiezdnego Pyłu" czytana przez Artura Barcisia pojawi się w księgarniach zwykłych i internetowych już 18 czerwca!

Na stronie wydawnictwa auditus przesłuchać kilka fragmentów książki i zobaczyć filmik. Wydawnictwo postarało się również o autograf mistrza Gaimana i umieściło go na płytach.

Oto ostateczna wersja okładki:

Poniżej możecie zobaczyć pana Barcisia w akcji:

Fot. A. Kęplicz

poniedziałek, 4 czerwca 2007

ulp

Neil napisał w niedzielę, 3 czerwca 2007

To miała być notka o tym, jak obejrzałem (prawie) gotową wersję GWIEZDNEGO PYłU z wieloma przyjaciółki i o tym jak wspaniałe to było, ale właśnie dostałem maila w którym poinformowano mnie, że moja przyjaciółka Amacker Bullwinkle, która była u nas przez kilka ostatnich tygodni, kiedy ja głównie byłem w drodze, trenowałem z psem nie wspominając o projektowaniu szybkich sposobów znalezienia się przy pszczołach, miała poważny wypadek na motocyklu i jest w stanie krytycznym, nie jestem pewien, czy potrafiłbym napisać składną notkę, nawet jeśli moje życie by od tego zależało.

Możecie przeczytać co ma o Gwiezdnym Pyle do powiedzenia Martyn Drake na Friends of English Magic http://www.foem.org.uk/?p=308 i co Roz Kaveney o tym powiedział na http://rozk.livejournal.com/154527.html. To co ja mam do powiedzenia poczeka kilka dni...

You can read what Martyn Drake at Friends of English Magic had to say about the Stardust preview at and what Roz Kaveney has to say at . What I've got to say will wait a couple of days...

Różnica czasu i naganny wygląd włosów

Neil napisał w niedzielę, 3 czerwca 2007

Bohatera widziano ostatnio gdy odkładał swój komputer i skierował się w stronę namiotu...

Namiot był pełen. Wytłumaczyliśmy ludziom, że nie możemy wyświetlić jeszcze całego filmu (co uważam za dobre posunięcie, biorąc pod uwagę, że to był bardzo gorący namiot w którym znajdowało się pełno ludzi, niektórzy z nich mieli małe dzieci które pewnie nie byłyby zachwycone dwugodzinnym seansem zakończonym jeszcze dyskusją) i pokazałem około pół godziny scen, a potem opowiedziałem o tym publiczności -- przy świetnej moderacji Paula Blezarda -- to była wielka przyjemność.

Jestem uwieczniony w The Guardian blog (nie jestem pewien użycia słowa "chyłkiem" co może oznaczać za równo skradanie się jak i sprawianie wrażenia że się powinno skradać, ale Imogen trafiła w dziesiątkę z syndromem zmiany czasu) (no i obeszli się ze mną o wiele lepiej niż z Anne Fine )

Potem podpisywanie i dużo wywiadów (ten dla BBC Wales powinien się pojawić tutaj), potem pociąg z powrotem do Londynu objuczony walizą szampana, prezent "dzięki że przyjechałeś" od festiwalu Hay. Zważywszy, że nie mogę zawieźć walizki szampana do Stanów, ani nie jestem w stanie go wypić do wtorku rana, będę musiał wymyślić co z nim zrobić.

Wróciłem do Londyńskiego hotelu pociągiem, który się spóźnił (oszczędziłem wam sagi o piątkowej nocnej podróży do Hay pociągiem, który również się spóźnił co oznaczało, że kolację zjedliśmy w namiocie obsługi, ponieważ wszystko już zamknięto, a potem wyruszyliśmy pomiędzy wąskie, wietrzne uliczki w poszukiwaniu domu, który uparcie odmawiał bycia tam, gdzie powiedziano kierowcy, że będzie.) Holly poszła ze swoim chłopakiem na chwilę do pubu, podczas gdy ja, niezainteresowany wybieraniem Co Robić Na Londyńskim West Endzie w Sobotnią Noc postanowiłem poobcować z moim syndromem zmiany strefy czasowej i wybrałem a) długą kąpiel z rodzaju tych, kiedy czytasz gazetę która jest potem cała w pianie a ciebie to nie obchodzi, bo natychmiast przechodzi w b) łóżko.

Spałem przez dziesięć błogosławionych godzin. Teraz jestem mniej lub bardziej przytomny i mniej lub bardziej ludzki, chociaż moje włosy wylądają, jakbym wziął długą kąpiel i zapomniał ich wysuszyć zanim poszedłem spać i sterczą wokół mojej głowy jak ta przerażająca peruka Einsteina.

Dzisiaj obejrzę (prawie) dokończony Gwiezdny Pył. Chyba że pojawi się kilka dodatkowych osów, wtedy łaskawie ustąpię miejsca (to niewielki pokój kinowy).

Tutaj jest telewizyjny trailer -- oglądałem bardzo dużo takich trailerów kiedy ostatnio byłem w Anglii, to nie jest jeden z pół tuzina moich ulubionych (podobały mi się te z Charliem Coxem, które wyglądały jakby film był zabawnym i ekscytującym rodzajem romansu z dodatkiem magii) ale to nie jest jeden z tych złych...



A więc kilka dni temu zobaczyłem tę plotkę na Sci Fi Wire, mówili, że przygotowujesz się do własnej adaptacji Death: The High Cost Of Living. (tu jest ta plotka:
http://www.scifi.com/scifiwire/index.php?id=41698 ) wywnioskowałem że zostaniesz zalany pytaniami w tym stylu i napiszesz sprostowanie, albo puścisz takie sprytne oczko "bez komentarza", ale jak na razie nic nie mówiłeś. Czyżby nikt nie zapytał? Bardzo chciałabym wiedzieć!

-Rachel


Wiele osób pytało i jak tylko będę mógł powiedzieć coś trochę pewniejszego, powiem. Na teraz mogę prawdopodobnie powiedzieć, że Guillermo jest wciąż producentem Death (jak wspomniałem tutaj), ja będę reżyserem, a wugląda na to, że to na pewno się stanie, ale nie, aktorka grająca Didi nie została jeszcze wybrana ale spotkałem kilka branych pod uwagę.

Mam dylemat. Wypożyczyłem dźwiękową wersję Koraliny z biblioteki. Zaimportowałem ją na dysk komputera, żeby były bezpieczne póki ich słucham (tata pożycza mój komputer i rozrzuca płyty po całym pokoju, dlatego trudno je znaleźć)

Wiem, że nie zapłaciłem za Koralinę i powinienem ją skasować z dysku, kiedy oddam płyty do biblioteki. Ale bardzo lubię Koralinę i zamierzam ją kupić, kiedy będę mógł sobie na to pozwolić - książkę i wersję audio. (i film, kiedy już będzie w sprzedaży)

Będziesz miał coś przeciwko, jeśli będę miał Koralinę na komputerze dopóki jej nie kupię, albo chociaż dostanę na jakąś "prezentową" okazję?

Przy okazji, dzięki za nagranie takiej fantastycznej książki dźwiękowej!
-Anna


Cieszę się, że ci się podobała!
Ostatnim razem zapytano mnie o coś takiego (podobnie, ale nie całkiem tak samo) było tu --

... wiecie co, Blogger czasem jest dziwny. Ostatni akapit tej notki po prostu całkiem zniknął chociaż nic w tym celu nie zrobiłem. Grr.

W każdym razie, odesłałem do http://www.neilgaiman.com/journal/2005/10/dublin-again-and-lots-of-other-things.html
kiedy zapytano mnie o coś podobnego.

Wcale mi to nie przeszkadza. Płyty muszą wrócić do biblioteki, ponieważ ktoś inny może ich potrzebować, ale nie wiem, dlaczego musiałabyś je mieć na własność żeby ich posłuchać, nie ważne czy to wersja mp3 CD, czy Audio CD -- nie możesz powstrzymać innych przed słuchaniem jej. Mimo to wolałbym, żebyś nie przekazywała swojej kopii nikomu. Wolałbym też, żeby Stany przyłączyły się do PLR. Ale i tak możesz słuchać...

niedziela, 3 czerwca 2007

Hej Hej Hej

Neil napisał w sobotę, 2 czerwca 2007

Jestem na festiwalu. Mają bezprzewodowy internet (jej!). Zaraz pójdę na scenę pokazywać i mówić o klipach z GWIEZDNEGO PYłU, potem na szybkie podpisywanie tuż przed udzielaniem wywiadu dla BBC a potem Guardiana. Spróbuję napisać jakiś bardziej interesujący i długi komentarz o wczorajszych podróżach kiedy będę miał znowu okazję (prawdopodobnie dziś wieczorem z pokoju hotelowego w Londynie).

Z jakiegoś powodu LiveJournal przestał działać na moim blogu, co dziwne, bo RSS wciąż się podnosi.

Właśnie przyszli żeby mi powiedzieć, że muszę zmienić namiot...

piątek, 1 czerwca 2007

Obiektywny słuchacz

W Zjednoczonym Królestwie. Jechałem samochodem z Gatwick do hotelu, kiedy zadzwonił telefon. Poproszono mnie, bym wpadł do Soho, by posłuchać dubbingu do “Gwiezdnego pyłu” w roli obiektywnego słuchacza, więc zmieniliśmy trasę i wkrótce znalazłem się w obszernym pokoju w DeLane Lea, siedząc na kanapie, podczas gdy film leciał, a muzyka grała (na tej samej kanapie, na której, o dziwo, siedziałem mniej więcej miesiąc temu, podczas gdy David Yates odtwarzał klipy z niesamowitymi świszczącymi dźwiękami z następnego filmu o Harrym Potterze). Zjadłem trochę sushi, niezbyt pewny czy było to bardzo wczesne śniadanie czy po prostu lekki obiad, wypiłem filiżankę herbaty, a później, będąc pod wielkim wrażeniem, wyskoczyłem zarejestrować się w hotelu i spotkać Holly-która-też-teraz-jest-w-Zjednoczonym-Królestwie. Gdzie to właśnie przebywam obecnie.

Oglądałem klipy, które będę przedstawiał na festiwalu w Hay. Dostałem e-maila od Paramount, w którym powiedzieli mi, że “Gwiezdny pył” ma teraz konto na myspace: http://www.myspace.com/stardustmovie i że chcą wielu przyjaciół. Odkryłem, że pojawił się jakiś błąd, który sprawił, że wczorajszy wpis na blogu nie pojawił się jako kanał informacyjny. (Och, no cóż.)

No dobrze. Teraz wracam na trochę do dubbingu, a potem jadę do Hay. (Radośnie macha.)

Nierozsądne życie

Neil napisał w czwartek 31 maja 2007

Wylatuję do Wielkiej Brytanii za kilka godzin rzeby zaprezentować kilka fragmentów Gwiezdnego Pyłu na festiwalu Hay on Wye, a potem do Londynu gdzie udzielę masy wywiadów i zobaczę PRAWIE dokończony montaż Gwiezdnego Pyłu. Przetrzymałem ostatnich sześć miesięcy nie oglądając stale modyfikowanych bardziej ukończonych wersji Gwiezdnego Pyłu czekając na moment, kiedy zobaczę go z całą muzyką i efektami. To jeszcze nie całkiem koniec, ale zamierzam go zobaczyć i tak, a potem opowiem o tym. Potem wracam do domu we wtorek. Za dużo cholernego podróżowania, jeśli o mnie chodzi.

Czasami narzekam na niskie standardy w dziennikarstwie będąc gdzieś w świecie, ale zafascynowało mnie jak The Independent z, mniej lub bardziej, powietrza wymyśliło teorię jak to "telefony komórkowe niszczą pszczoły". Byli w oczywisty sposób dumni ze swojego artykułu -- jak wspomnieli potem w jednym z miasteczek zablokowano anteny sieci komórkowej z powodu szkód jakie mogą spowodować wśród pszczół. W zeszłym miesiącu niedzielny The Independent doniósł, że badania na niemieckim Uniwersytecie Landau sugerują, że promieniowanie może zakłócać system nawigacji u pszczół. Przeczytajcie ten artykuł w Herald Tribune, w którym wyjaśniają jak to artykuł w Independent to "niezła historia"...



ale badania nie miały nic wspólnego z telefonami komórkowymi, a właściwie miały na celu zbadać wpływ pól elektromagnetycznych, szczególnie tych związanych z bezprzewodowymi telefonami które działają kilkuliniowych połączeniach, i zdolności poznawcze pszczół. Niewielkie badania, według badaczy zbyt niewielkie, aby uważać ich wyniki za ważne, dowiodły, że pola elektromagnetyczne podobne do tych używanych przez bezprzewodowe telefony mogą zakłócać wrodzony pszczeli instynkt który pozwala im znaleźć powrotną drogę do ula... Telefony komórkowe i bezprzewodowe emitują różne promieniowanie i to, czego dowiadujemy się badając jedno z nich nie koniecznie odnosi się do drugiego, według badaczy.


Co oznacza, że to nie nauka, tylko zła interpretacja doniesień. Koniec narzekania.



No i w końcu, zanim wskoczę do samochodu i pojadę na lotnisko, oto ukradkiem podejrzana okładka Dymu i luster które wyjdą, ee, właściwie jeszcze nie wiem kiedy. Wydania do sprzedaży (nadmiarowe) Harper Perennial dostaną nowe okładki w zuniformizowanej serii wydań. Wszystkie przez następne kilka lat będą wyglądać podobnie. Jakby tu powiedzieć, obie zacne i osobliwe. Z powodów, których nie rozumiem (ale niewątpliwie ktoś z was będzie) kolory zmieniły się zupełnie dziwnie kiedy chciałem wrzucić je na Blogger, dlatego załadowałem pliki jpg na Picassa i starałem się przekręcić je spowrotem tak jak wyglądały w wersji, którą mi posłano, oprócz zdjęcia w oknie, które nie jest niebieskie, jest raczej musztardowo zielone...



Cierpliwości. Zamierzam spróbować jeszcze raz. Może jeśli pożągluję formatami...







Hmm. No cóż, to jest coś pomiędzy tymi dwoma...

...

No i muszę biec. Albo przynajmniej jechać.
 
Copyright 2009
Original theme by WP Themes Creator, modified by VARALI, main graphics by KUNDAGI